Moja lista blogów

czwartek, 12 października 2017

chcę oszaleć

Nie znoszę takich dni jak dzisiejszy. Wczoraj jeszcze pisałam o tym, jak to sobie  i Kubie ładnie rozplanowałam "wolne tempo życia rano", a dziś goniłam się z czasem, żeby wszystko pozałatwiać i żeby zdążyć ze wszystkim i jeszcze co by Kubek chociaż miał stałe posiłki i drzemki o tych samych porach. Żeby chłopaczyna się nie rozregulował i do tego, żeby miał spokój ducha. I jak to w normalnym życiu bywa, wszystko nie chce się poskładać. Za duże luki czasu między zakupami najpotrzebniejszych tylko rzeczy a lekarzem, korki na mieście (bo Kraków to teraz rozgrzebany tak w remontach, że tego mądrego co je tak zaplanował to bym za j... powiesiła), bo muszę do firmy podjechać i pomóc i Kubę jeszcze nakarmić w między czasie. Potem po chłopców do przedszkola, na spacer, zrobić obiad i....ratunku!!!!!!

Nie mam dziś siły. Czuję się wypompowana życiowo. I jeszcze Miłosz też ma gorszy dzień.I sos jeszcze w piekarniku spaliłam, bo zapomniałam go wyłączyć, kiedy jedliśmy kolację. Wieczorem Olek znowusz sprawdza granice na ile może sobie pozwolić, a na ile nie. Oszaleję.... Dziś chyba oszaleję.
Jutro nie zapowiada się wolniej, bo jeszcze dochodzi wyjście do teatru. Tyle na nie czekałam, a teraz chcę wejść pod kołdrę, zakryć po uszy, aaa jeszcze zjeść dużo good lodów i przespać spokojnie chociaż jedna noc!!!!
I piszę o tym, bo muszę się pozbyć tej złej energii. Tego wstrętnego samopoczucia.

Idę na kąpiel z solą figową. Jeśli to nie pomoże, to jutro oszaleję....

środa, 11 października 2017

pierwszy ząbek

Doczekał się i Jakub swojego pierwszego zęba:) Podobnie jak starsi bracia i On ma swój pierwszy w wieku 6 miesięcy. I na tym koniec podobieństw, bo każdy z Nich ten etap przechodził inaczej! Najlepiej i najłatwiej Milosz. Najgorzej Kuba. Olek tak pośrodku. Tak więc po zarwaniu kilku nocy, ciężkiego płaczu i bezradności (bo nie wiele pomagało), wracamy do ludzi lekko wypoczętych.

Kubuś nasz niestety ledwo zażegnał ból dziąsełek, a już za doznał bólu rehabilitacji. Niestety, ale ma bardzo krzywy kręgosłup, co winne jest Jego ułożenie w łonie mamy. Musimy dość mocno i rygorystycznie pracować i ćwiczyć metoda Voyta, żeby zażegnać widmo skoliozy. Wczoraj popłakałam się i ja przy tych ćwiczeniach. Serce rozdziera nam jak słyszymy te krzyki, ale cały czas trzymam w głowie myśl, że to dla Jego dobra. Cholera, to takie trudne...
Zwolniłam tempo naszego dnia do maksimum, tak, by więcej też maił spokoju i zabawy, a nie bieganiny z matka za załatwieniem wszystkiego. Ostatnie dwa tygodnie tak trochę wyglądały. Odbiło się to i na mnie io moim zdrowiu, więc trzeba to zmienić.

Olek z Miłoszem mega nas dzisiaj zaskoczyli. Olek poprosił Miłosza, aby pomógł mu wybrać ubranie "bo nie wiem co ubrać braciszku:)" Urocze:) Więc Milosz nie tylko Mu wybrał, ale i pomógł ubrać!! Przy zakładaniu skarpetek było najśmieszniej, ale dali radę. Dumna jestem z Nich. Ostanio tak bardzo mi pomagają  tym, że tak mocno się wspierają w takich codziennych detalach:) Teraz zauważam, że są bardziej dorośli i zaradni, niż sobie myślałam.

Korzystając z chwili luźnego poranka wybraliśmy sie na spacer, bo wreszcie pogoda i kalendarz nam to umożliwiły. Pięknie powdychać jeszcze świeżego powietrza, zanim smog znów zagości na kilka miesięcy.

poniedziałek, 9 października 2017

dom

Niedługo minie 5 pelny rok, jak mieszkamy w naszym domu. Kiedy się wprowadzaliśmy nie była jeszcze skończona góra. Nie było mebli, tylko łóżko, stół, krzesła i kuchnia. No i łazienka oczywiście:) Wystarczyło jak dla trojki. Wszystko kończyło się już kiedy tu mieszkaliśmy. W sumie nadal się kończy, ale to juz nie taka "Sparta" jak na poczatku.
Teraz w naszym domu wszystko ma swoje miejsce, powoli się zapełnia podłogi i ściany. Powoli zarysowywuje się nasz dom, tak jak chcemy ( z naciskiem na słowo powoli;)).
Kiedy się wprowadzaliśmy chciałam wszytsko mieć na już. Dograne na ostatni guzik. Gdyby były wtedy fundusze na to wszystko, to pewnie najdrobniejsze detale by były. Wkurzało mnie to, że tak wszystko powoli idzie, że brak ramek z naszymi zdjęciami, że nie mam półek, szafek, świec dekoracyjnych.
Dziś patrząc z perspektywy czasu, widzę jak nasz dom wypełnia sie sam. Jak samoczynnie tworzy się jego klimat. Są ramki z naszymi zdjęciami (choć jeszcze nie powieszone, ale to musi nabrać "mocy urzędowej"- przywykłam). Ale są i czekają na swój czas;) są meble powoli kompletowane, pomieszczenia i pokoje nabierają swojego kształtu i wyglądu, jaki będzie na dłużej.
Przez te pięć lat zdążyliśmy już wymienić zestaw garnków, wytłuc połowę zastawy, kubków i szklanek. Wszystko jest obecnie "z innej parafii". Totalny mix kubkowo- talerzowy. Moje piękne talerze od babci w różyczki ustępują miejsca plastikowym strażakom Samom, Zygzakom itp. Ale to tworzy właśnie nasz dom. Jego prawdziwość. Jego klimat. Mówi wszystko o jego domownikach. Tak właśnie wyobrażałam sobie nasz dom. Chociaż skłamałabym, gdybym nie powiedziała, że chiałabym już końca tej metamorfozy;) Chciałabym już od tego odpocząć, zakończyć całe to wprowadzanie:) Mam głęboka nadzieje, ze ten szósty rok taki będzie.

Tu czuje sie najszczęścliwsza i cieszę się, że udało nam się stworzyć własnie taki dom:)

wtorek, 3 października 2017

urokliwie

 Niesamowite jest uczucie, kiedy za oknem buszują promyki słońca. Kiedy będąc na polu czujesz chłód powietrza, przemieszany z ciepłem słońca. Zapach lisci i mokrej trawy unosi się wysoko. Zapachy jesieni mogę chłonąć bez końca. Mogę godzinami stać w miejscu i patrzeć na te wszystkie kolory, które już spowijają krajobraz. Kocham widok wiewiórek harcujących pod naszym orzechem. Uwielbiam patrzeć, jak młode dzięcioły stukają w nasza wiśnie.  Lubię, kiedy moje dziecko mówi:"mamo, słyszysz jak liście szeleszczą?". Piękna złota polska jesień...

Wczorajszy dzień był przyjemny, wręcz magiczny. W sam raz na spacer i plac zabaw miedzy zajęciami. Kubuś wyspał się wczoraj na świeżym powietrzu, kiedy ja malowałam ich plac zabaw. Zazdroszczę mu takiego snu. Sama najchętniej pospałabym otulona kocem w hamaku, którego nie mam, ale kiedyś mieć będę;)
Uwielbiam patrzeć na chłopców, kiedy po przedszkolu idą z ogromną na plac zabaw. Uwielbiam, kiedy w taką pogodę i w taki dzień szaleja na polu. Uwielbiam, kiedy po powrocie z zajęć siadają na rowery i jeżdżą po całej ulicy aż do ciemnego wieczora. Uwielbiam, kiedy wpadają już chłodni do domu i wołają o ciepły miodek. Uwielbiam zapach palonych liści unoszący się w wieczornej mgle:)


piątek, 29 września 2017

wrzesień w telefonie

Wrzesień przeleciał bardzo szybko. Miesiąc z początku piękny, ciepły i słoneczny, zrobił się deszczowy i jesienny. W tym  miesiącu nie tylko zdjęcia.

Nareszcie miałam chwilę, aby zagłębić się w naprawdę dobra książkę.
Chwila samouwielbienia, czyli matka na codzień;)
Moje dzieci czasem zaskakują mnie pomysłowością, co należy Im dać do parówki:) Tu wersja Miłosza. 
ps. zjadł wszystko oprócz parówki:):)

 Kubuś coraz bardziej zainteresowany jest samochodami chłopców. Największą przeprawę ma z Olkiem, bo Olek ani myśli dzielić sie z Nim jakimkolwiek samochodem.
"Mamo zrobisz mi dziś takie?" A czemu nie:) Babka wielkanocna we wrześniu:)  Przepis Miłosz znalazł w jakiejś starej gazecie w poczekalni. Dobra była:)- polecam ten przepis.

"Mamo mogę zrobić Ci zdjęcie"? Prawy brzeg, palec fotografa;)

Muzeum inżynierii miejskiej- pisałam o tym TU

Spacer. Traktor, to stoimy;) i tak ok. 35 minut zanim chłopina pole objechał:)

Mała nowa pasja:)

Tak właśnie wyglądają romantyczne kolacje we dwoje rodziców z trójką małych dzieci ;);)

Jesień:):):)


Przepiękny film. Zaraz obok "Pamiętnika" wg mnie wspaniała opowieść o milosci. "Wesele w Sorrento"

Kolejny udany wieczór w salonie z Ewą Ch.;) Szkoda tylko, że tych wieczorów było tak mało w tym miesiącu. Ale niesamowicie mnie to odpręża.

Pierwszy taki mój poranek od nie pamiętam kiedy!!! Boże, dziękuję za przedszkola i poranne drzemki Małych Krasnali.

Oprócz zdjęć, dużo było w tym miesiącu muzyki w moim telefonie. To koiło mnie i nastrajało do "życia" w tym miesiącu:) Kurde, z muzyką prasowanie leci raz dwa;)

Eros swoim głosem porywa do wokalnego raju...

Jennifer Lopez. Uwielbiam prawie wszystko, co wyda! Chyba bite 2 tygodnie ciągle grała w moim domu wszystkie swoje utwory:)

W tym miejscu powinna jeszcze znaleźć się Helen Doron i jej kursy, bo moje dzieci słuchają w drodze powrotnej z przedszkola ;)

Dobrego października dla nas wszystkich:)

środa, 27 września 2017

meżczyzna w kuchni

Przy dzisiejszej kolacji miałam prawdziwego pomocnika:) to jedyny puki co facet w naszym domu, który uwielbia gotować. Najbardziej kroić. Dziś mój mały szef kuchni kroil pomidorki koktajlowe do sałatki. Z ogromną precyzją i przyjemnością również próbował:-) 
Najbardziej zaskoczył mnie tym, że tym razem po sobie posprzatal. Deska do mycia, blat wytarty, paluszki oblizane;) Na koniec dumny z siebie, powiedział, że on będzie w przyszłości kucharzem:) to drugi zawód po strazaku, rzecz jasna;)

A to efekty naszej wspólnej pracy:)

poniedziałek, 25 września 2017

skrzydlate ręce

Wracam po tygodniowej niewydolności. Jak mnie coś złapie, to tak, żebym poczuła, a co?! Zwykły katar w ten deszczowy poprzedni  tydzień, połączył się z migreną czterodniową, tak, że we czwartek byłam już bliska agonii! Cale szczęście niebiosa miały mnie i moje dzieci w tym czasie chyba pod swoja opieką, bo sama zastanawiam się jak mogłam w ogóle podnieść głowę z poduszki.  Ale żyję, od soboty mam się dobrze. Za to mój mąż się rozłożył z racji weekendu. Potem okazało się, że Miłosz złapal jakiegoś wirusa, co skutkowało praniem nie tylko pościeli, ale i kołdry i czyszczenia łózka. Cała niedziela zamiast na wielickim półmaratonie odbyła się u nas. Dzieci po tylu dniach zamknięcia przez deszcz w murach przedszkola a potem domu dostawały kociokwiku. Na szczęście kalosze, piekna pogoda i własne orzechy w ogrodzie do pozbierania załatwiły sprawę:) Przeżyliśmy ten czas i to w pięknej wspólnej zabawie na polu! Orzechy wyzbierane, dzieci poszalały w kaloszach we wszystkich ulicznych kałużach, Kuba łyknął drzemki na polku, a matka nie oszalała ;) Co więcej delektowała się tym pięknym jesiennym dniem z synami. Później dołączył i Ślubny do nas, łyknowszy chyba tyle środków przeciw grypowych, że w jego żyłach po dzień dzisiejszy płynie chyba paracetamol zamiast krwii.






 Nie ważne! Ważne że dziś kto miał iść do przedszkola poszedł. Kto do pracy to poszedł, a kto zostać w domu został:)

Nareszcie mam czas, aby nacieszyć się tym małym stworkiem moim kochanym. Zdarza mi się zapomnieć, że to jeszcze taki malutki chłopczyk, przez fakt posiadania starszego potomstwa.  Ale to chyba nie uniknione.
Kubciu jest na etapie poznawania świata bardziej poprzez dotyk. Świadomie dotyka twarzy, przedmiotów. Robi to z taka pasja i ciekawością! Kocham to obserwować! Ręce i nogi latają mu jak oszalale! To ten etap, że gdyby mógł to by odfrunął od tego machania. Te słodkie stópki ma tak wyobijane jak bębenki:)
Wszystko co sie do Niego mówi sprawia mu ogromną radość.

Jest piękny lekko chłodny, ale słoneczny poniedziałek. Ten tydzień, to będzie maraton z wizytami u specjalistów u każdego z chłopców, ale taka dola matki;) Za chwilę obudzimy się w październiku, więc miłego tygodnia dla was:)