Moja lista blogów

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

echa weekendu

Wspaniały, naprawdę ralaksujący weekend mielismy teraz. Bylismy u teściów, ponieważ mąż zapisał się na kolejne szkolenie Jakuba Bączka, które odbywało się w Warszawie. A, że trwało całą sobote, to szkoda nam było poświecać weekendu. Postanowilismy, że pojedziemy w piatek do Radomia do teściów. Dzieciaki bardzo chciały jechać, żeby spotkać sie z kuzynem, który tam mieszka. A, że dogadują się super, od czwartku juz nie mogli sie doczekać:) Ja mialam jechac z mężem i z Kubą do stolicy, ponieważ bardzo cgciałam zobaczyć Muzeum Powstania Warszawskiego- to moje marzenie. Suma sumarum zostałam z chłopcami. I odpoczęłam naprawdę. Cisza miejsca i brak dzieci, które pochłoniĘtę zabawą i dziadkami gdzieś zniknęły w tym dniu.
Wróciliśmy mega zmęczeni mimo wszystko, i przejedzeni pierogami i kotletami. Wieczorem marzyłam juz tylko, aby wgryźć się w zielona sałatę;)

Dziś od rana ekipa pracuje pod domem. Panowie kończą wyburzanie schodów, aby ułożyć kostkę. Zaraz mi głowa pęknie od tego młota, a Kubek śpi:) Normalnie jak kamień! Dałam mu pić, wracam po chwili, a On rozłożony w łóżeczku chrapie jak stary!:):) I to w tym potwornym hałasie. A jak się całe życie (jego oczywiście) zastanawiałam, czy odkurzacz włączyć:) Teraz przed domem mamy ściernisko, ale...będie tu niebawem San Francisco;) I ciesze sie tym, jak mało kto. 6 lat czekałam na ta chwilę. Kostka pod domem. Pięknie.
Dziś znowu prania, jak dla armii. Prasowania jeszcze więcej, ale słonce świeci, żyję i ja i moja rodzina w zdrowiu i zamierzam się tym cieszyć:) wiosna, jak dobrze że jesteś taka piękna:)


piątek, 20 kwietnia 2018

Dobro wraca


Wszyscy z nas chyba wierzą, że dobro wraca. Ja przez całe życie się z tym spotykałam. W różnym stopniu. Ale doświadczałam dobra od innych, sama dając tyle ile mogę. Wczoraj przyszła do mnie sąsiadka (starsza Pani), która robi remont dachu u siebie i zapytała, czy nie chcielibyśmy rowerów dla chłopców, bo Ona musi oprzątnąć strych, a jej wnuki już są za duże na te rowerki. I jesli bysmy chcieli, to ona z przyjemnościa nam je da. Chętnie przyjęliśmy rowerki. Kiedy Pani Gosia je przyprowadziła, nie mogłam uwierzyć, ze to taki porządny sprzęt te rowerki! I one na tym stryszku czekały na naszych chłopców:) Piekny prezent, bo mieliśmy właśnie kupować, a takto skarbonka chłopców zostanie na inne przyjemności wykorzystana:)

Oluś chce przemalować swój na czarny, bo różowy tak nie bardzo dla chłopca, ale sś bardzo zachwyceni. Jak tylko wrócili z przedszkola, to oglądali z każdej strony, a ja słuchałam najmilszych słów zachwytu: "ej, Olek patrz..", "Miłosz a mój ma...". Bardzo dziękujemy kochanej sąsiadce. Dwa dni wcześniej od innego sąsiada- Pana Jasia Miśki dostały stare resoraki. Takie jakimi mój brat się jeszcze bawił. Naprawdę, skarby niesłychane:) Teraz tylko musimy dopąpować koła i gotowe:)

czwartek, 19 kwietnia 2018

Matka Herbatka na co dzień


Należę do kobiet raczej unikających zakupów. Nie mam potrzeby kupowania nic nowego, dopuki coś dobrze leży po prostu się nie zniszczy. Nie chodzę codziennie w nowych zestawieniach ubrań. Bardzo często się one powtarzają. Dla mnie najważniejsze jest aby czuć sie w nich dobrze, a zarazem komfortowo. ponieważ przy dzieciach to bardzo przydatne;)
Zdjęcia przedstawiaja bardziej moje marcowe zestawy, gdyż kwiecień pięknie nas rozpieszcza promykami słońca:)






Ten zestaw jeansy i bluzka uwielbiam najbardziej i chodzę w nim najczęściej. Nadaje się nie tylko po domu ale i na pole z dziećmi i do przedszkola;)
Najzwyklejszy w świecie dres. Kocham....

wiosenna rzeczywistość

Wszędzie w mediach społecznościowych, w radiu i telewizji reklamy atakują nas kobiety pod katem "zdążyć przed latem'. Wszelkiej maści tabletki, kremy, herbatki, diety cud, lasery. Złote środki, które w 3 dni zrobią z nas modelki. Ja nie wierzę w żadną z tych złotych metod. Osobiście uważam, że jak się nie ćwiczy i rozsądnie nie odżywać  cały czas, to nic samo szybko nie przyjdzie. Nic za nas tego nie zrobi.
Ponieważ nie mam czasu na lasery, które napewno potrafią działać cuda, biorę sie za to tak jak umiem i jak mi czas i fundusze pozwalają. Wiele dobrego o laserach słyszałam, ale puki co dla mnie jest to za droga zabawa. Kupiłam więc przy ostatnich zakupach w biedronce zwykłą różową gabkę z biała trąca stroną,i zamierzam w ten sposób siłą własnych mięśni przerobić ujędrnianie i pobudzanie krążenia, bo o siebie dbać trzeba! I nie od świeta (to czasem łatwo tylko powiedzieć), bo takie dbanie o siebie sprawia, że jesteśmy szczęśliwsze, ponieważ wzrasat nasza samoocena:) Więc ja nie skupiam sie tylko na udach i brzuchu.Moją różową idę dalej i całe cialko dopieszczam. A po kąpieli już obowiązkowo (to od lat stosuję) krem antycellulitowy lub wyszczuplajacy. Bez tego specyfiku moje ciało było by jeszcze większa tragedią. Na fitnesy brak mi czasu, a w domu ostatnio brak mi siły. Cały dzień na pełnych obrotach wymaga snu;)
Więc działamy spokojnie, co by dupkę w szorty wcisnąć elegancko i bez cellulitu;)

Z innej beczki. Miłosz wczoraj wracając z  przedszkola uświadomił mnie, że On chce być transformersem (jakiśm tam, nie pamiętam tej nazwy), ale chce nim być, żeby "kobiety Go kochały"!!!:):) Czy faceci mają naprawde wrodzone porzekadło, że kobiety pragną tylko maczo?;) Jako matka musiałam Mu naświetlić, że jak chce żeby kobiety Go kochały, to musi być sobą. Bo jest wartościowy, mądry i przystojny. Umie rozmawiać i słuchać, a do tego jest błyskotliwy. Na co Olek stwierdził, żę "w takim razie jego kobiety już kochają":):) Co ja z nimi mam?!:):):) Biedne te "kobiety", które do domu przyprowadzac będą ;)

Idziemy z Kubkiem na spacer po naszej jeszcze nie zaasfaltowanej drodze, bo koleżka wreszcie chodzic zaczyna:):)
Pa!

wtorek, 17 kwietnia 2018

spiżowa

Dziś obchodzimy 8 rocznicę ślubu. W sumie to 11,5 roku za nami, z czego 8 jako małżeństwo. Piękny czas razem i mam nadzieję, że jak najdłużej razem. Mamy trójke cudownych dzieci, które są dla nas motywacją do działania i motorem napędowym. Mamy siebie na wzajem. Nie zawsze jest kolorowo i nie zawsze jest super, ale tych dni jest na szczęście nie dużo. Cudownie jest być żoną swojego męża:)

Dzisiejszy dzień jest bardzo spokojny w pogodę. Matka z chorą krtanią ledwo mówi, wiec pewnie to stąd;) A tak poważnie, to poranek był bardzo spokojny, chloopcy lepiej się organizuja juz do wyjścia do przedszkola, jednak trasa dom- samochód ich jeszcze przerasta;) Miłosz zapomniał zabrać pantofli, a Olek widząc to schował je w domu pod firanką zanim wyszedł i zabrał swoje. Że Miłosz nie wiedział gdzie się podziały, przez 15 minut szukaliśmy ich w ogrodzie w miejscach, które odwiedzał zanim wyszłam ja z Kuba i mężem i zagoniłam wycieczkę do auta. Nerwówka mała, bo było 10 minut do sniadania, a my, jeszcze pod domem. Jednak matka zna swoje dzieci i widząc stoicki spokój w Olku grzecznie zapytałam gdzie sa buty. Na poczatku mówił, że nie wie, ale oczy śmiały się jak chochliki. Wiedziała juz wtedy, że robi nas w bambuko. Łaskawie Panicz Olek wskazał męzowi miejsce, gdzie sa pantofle.:) Oczywiście w samochodzie Miłosz nie omieszkał powiedzieć bratu, że "psikusy, to się robi tylko w halloween". :):):) Uwielbiam ich. Kubek oczywiście, jak tylko  zostal przypiety do fotelika, to od razu zdjął buty i skarpety, bo przeciez boso [przez świat i korki najlepiej:) Cała trójka jest cudowna, ale powoli mnie przeraża, to pakowanie ich do przedszkola. A od maja będą jeździć już we trzech, bo Kubciu do żłobka idzie! Będzie wesoło. Pobudkę to chyba będę sobie musiała robić o 5:00, żebyśmy ich ogarnęli potem;)

Miłoszek ostatnio stwierdził, że musimy koniecznie iść na lody, bo bardzo boli Go "kiszone jabłko" (czyt. jabłko Adama) :):):):) A mama mu mówi, że lody najlepsze na gardełko:) Olek znowu wszystkie mniejsze dzieci nazywa"małymi dzidkami". Mówię wam, kocham ich najbardziej. Bo jak tu nie kochać takich słodziaków?!:)
Kubka czekają chyba okularki,bo ma sporego zeza, więc nawet nie macie pojęcia jak się doczekać nie mogę!!! Takich słodkich małych okularków:).

Prace przed domem trwaja. wszystko posuwa się pieknie do przodu i może wreszcie po tych szesciu latach wypijemy kawę na tarasie:):)!!!
Nie mogę się doczekać. Na razie dzieci są prze szczęśliwe, bo mają wykopaliska pod domem:)
miłego dnia:)

wtorek, 10 kwietnia 2018

spokój ducha

Wiosna zawitała do nas na dobre. Tyle słońca, endorfin. Od razu buzia sama się uśmiecha, oczy błyszczą, nogi spaceruja, cialo ożywa, dzieci się smieją, biegają, bawią, sa jak do rany przyłóż!!!! Aaaa....mogłabym tak w nieskończoność opisywać ten czas. Ileż wytchnienia, mozliwości daje ta gwiazda. Tyle ciepłych promieni, nadzieji i polotu. Ja osobiscie, mimo, że obowiązków mi nie brak, relaksuję sie tym. Chwilą spaceru, radości dzieci. Dzieja sie teraz dobre rzeczy. Powstaja nowe plany rodzinne, wspólne, które mam moc i siłę realizować. Jest rodzina z którą to wszystko dzielę. Moja rodzina. MOJA CUDOWNA PIATKA! Dobrze mi....tylko słońca mi brakowało, aby spokojnie zresetować głowę.

Jest pięknie. Miśki biegają od rana do wieczora po polu. W przedszkolu też. Nareszcie kłótnie o zabawki, zamienili na wspólna zabawę na polu. Kubek nie może w domu wysiedzieć. Płacze, jak wracamy ze spacerów. Ciągle paluszkiem pokazuje w okna, nawet podczas posiłków:):) Okno w salonie jest całe umazane (znowu) jego rączkami, bo się buntuje, kiedy nie jest na polu.
Przywykłam, że okna to będą czyste na starość, jak już wyśle wszystkich trzech w świat ;):)

Tak wspaniale było w ten weekend. Rodzinnie i to mocno, bo Kuba miał imprezę urodzinową. Było tak przyjemnie, bez pośpiechu i przepychu. Tak swojsko i normalnie:) W niedzielę wybraliśmy się do muzeum lotnictwa i długgi spacer, a wcześniej prawie dwie godziny spędziliśmy w ogrodzie. Czytałam książkę!!!! W ciszy i spokoju, na świeżym powietrzu!!! Co prawda tylko 10 minut, bo zaraz zostałam "powołana" przez Miłosza do gry w piłkę. Strzeliłam 8 goli:) Mój syn też, ale trochę oszukiwał w liczeniu chyba na swoja korzyść oczywiście;).
Olus budowniczy moj, z całej kopy ziemi, która powstała chwilowo w naszym ogródku zrobił sobie całkiem pokaźny plac budowy. I budował nowy stadion narodowy:)
Uwielbiam ich. Kubek ich uwielbia, a Oni Jego. Jest mi tak dobrze. Oby jeszcze mąż tylko bark wyleczył i jedziemy w góry!!!










piątek, 6 kwietnia 2018

Przyszło nowe

Od początku nowego roku postanowiłam postawić na siebie i swoje marzenia. Po woli (czasem nawet bardzo powoli), ale jednak je konsekwentnie realizuję. To jest ten czas. Siła ja dał mi los i moje życie, motywuje, aby wreszcie zrobić to, czego nie miała chyba odwagi lub wystarczająco wiary w siebie jeszcze kilka lat temu.
Dziś dojrzałam do tego, aby zrobić pierwszy mały kroczek. Tego chciałam zawsze: pisać felietony. Więc zabieram się za to i zabrałam:)
zapraszam:  https://kozielicam.blogspot.com/

To nie znaczy, że tu mnie nie będzie. Jestem i będę. Ale chce czegoś więcej. Czegoś tylko mojego i tym jest właśnie moja gumka do mazania:)

Zapraszam również tam:)


czwartek, 5 kwietnia 2018

roczek

Od kiedy Kubuś jest z nami minął już ponad rok. Jest tak uroczym i wesołym chłopczykiem, że aż trudno sobie wyobrazić. Jest inny niż Jego bracia i z każdym dniem i nowymi umiejętnościami pokazuje swoją indywidualność. Tak pieknie dopełnił nasza rodzinę.
Ma już porządne uzębienie, bo aż 8 zębów i pięknie siedzi i szybko raczkuje i wspaniale bawi sie szafkami i meblami w kuchni. Goni chłopców rozwojowo bardzo. Praktycznie nie może się bez nich obejść, kiedy sa w domu. Wspólna zabawa zazwyczaj kończy się płaczem i kłótnią, bo obecnie jest na etapie niszczenia budowli;). Ale chłopcy bardzo delikatnie (przynajmniej jeszcze) dają mu do zrozumienia, że tak nie wolno. Czasem szybko podają mu coś innego, żeby tylko uchować budowle, tory itp.
Niebawem Kubuś zostanie żłobiakiem i im bliżej tej chwili, tym bardziej mi szkoda. Ale wiem, że tam będzie sie pięknie rozwijał i poradzi sobie lepiej niż mama :)

Ten rok, uzmysłowił nam jak szybko czas ucieka. Jak nasze dzieci dorastają i jak ważna jest każda wspólna chwila z nimi. Teraz te wspolne chwile, zwłaszcza indywidualne z chłopcami sa mocno ograniczone. Staramy się ile możemy, żeby odczuli to jak najmniej, ale nie zawsze sie da. Wazne, że bardzo sie kochają, mimo, że czasem biją sie i kłócą.
Kochany malec niedługo zacznie chodzić, więc bedzie jeszcze ciekawiej;) ale w rodzinie siła!

Rośnij zdrów mój malutki Gadułko:*