Moja lista blogów

piątek, 23 czerwca 2017

Gadulinski cyckowy

Od kilku dni Kubuś zrobił się bardzo rozmowny podczas karmienia piersią. Najpierw je, Cmoka, a po chwili zaczyna się uśmiechać całą swoją gebusia:) a jak tak się śmieje i mamą odwzajemni uśmiech to zaczyna Gaworzyc, tak że zapomina co tak naprawdę robi. I to nasze karmienie się przeciaga, ale jest jakże przyjemne:)
Uwielbiam te nasze karmienia!!

wtorek, 20 czerwca 2017

oburzenie

Przeczytałam dziś na jednym z blogów pewnie wpis, który wzburzył mnie niemiłosiernie. Może nawet nie tyle wpis, co opinie innych pod postem. Otóż autorka bloga opisuje sytuację z hipermarketu, gdzie jest świadkiem jak dziecko krzyczy, wymusza coś od rodzica, na co rodzic pozostaje nie wzruszony. Dziecko w przejawie niezadowolenia zaczyna bić i wyzywać rodzica w sposób bardzo wulgarny i obraźliwy. Rodzic nie karci dziecka, lecz stara się spokojnie go przytulić. Wzburza to autorkę owego posta, gdyż dziecko nadal bije swojego rodzica z coraz większą agresją i "nienawiścią". Pod opisałą sytuacją, oczywiście sama ocenia rodziców oraz dziecko nazywając je "szczylem", radzi jak to ona nie pozwala swoim dzieciom na takie zachowanie i daje mnóstwo rad, jak to ona sobie świetnie radzi i jako jej dzieci sa grzeczne.
O krew się we mnie gotuje, kiedy słyszę takie głupoty i pozostałe opinie jakże to patologiczni rodzice są owego dziecka. Nigdy nie byłam za ocenianiem innych rodziców. Całe szczęście na fb pod tym postem ukazały się też opinie rodziców nieco bardziej tolerancyjnych oraz rzucające światło na efekty takich zachowań. Wielu mówi tam o autyzmie, zespole aspargera czy o zaburzeniach sensorycznych i innych zaburzeniach.
Powiem wam tak, mój syn choruje na zespół zaburzeń sensorycznych, ma nadwrażliwość dotykową czucia głębokiego. Zdiagnozowano to u Niego dopiero 2 miesiące temu. Idąc do psychologa nigdy nie spodziewaliśmy się z mężem, że diagnoza wskaże coś takiego. A jednak. To trudna przypadłość, chociaż możliwa do oswojenia. Czytając tamtego posta doskonale widziałam zachowanie mojego dziecka. Tak to jest normalne przy tego typu zaburzeniach, że dziecko jest bardzo agresywne względem rodzica lub innych bliskich mu osób, które kocha. W chwili "ataku" dziecko nie ma świadomości co robi, to jest poza nim. Wiele razy byłam uderzana i bita przez własne dziecko. Wiele razy słyszeliśmy z mężem że nas zabija, że zniszczy, że złamie kręgosłup itd. Wiele razy patrzyliśmy jak nasze dziecko sie męczy trzymając i kumulując w sobie różne emocje i te dobre i te złe. Miłosz nie potrafi radzić sobie z wielką radością, ze zmianą. To jest cholernie trudne dla każdego rodzica. Po wyładowaniu wraca do niego co sie stało, co robił i męczy go ogromne poczucie winy. Przeprasza, płacze, tuli się.Najgorsza jest bezradność w takiej chwili, próba okiełznania go. Łatwiej jest w domu, wiadomo. Ale każda taka "agresja" zostawia i na nas ogromny ciężar głównie psychiczny. Bo przecież trudno jest patrzeć na cierpienie swojego dziecka, a jeszcze trudniej czasem to wytrwać. Wiele razy pojawiały się łzy, wiele razy bezsilność.Jeszcze częściej zastanawialiśmy się dlaczego?  Mamy to szczęście, że jest rehabilitowany, że powoli te 2 miesiące pracy w tym kierunku przynoszą pierwsze efekty.   Ale jest bardzo dużo pracy jeszcze przed nami. Czasem sami już ledwo psychicznie dajemy radę, bo tak naprawdę nigdy nie wiemy, kiedy ta nadwrażliwość się uaktywni. Bywa, że w kilka minut potrafi być zniszczony nawet najlepszy i najspokojniejszy dzień.
Dlatego wkurzam sie, kiedy czytam, że teraz modne jest wkładanie niegrzecznych dzieci do jednego worka z chorobą autystyczną, bo przecież autyzm to zupełnie co innego. Nieprawda, zaburzeń umysłowych jest tak wiele, że ktoś, kto nie jest w temacie nie powinien wypowiadać się, a już najbardziej oceniać metod pracy rodzica z dzieckiem, bo patrząc na jedna scenkę nie wiemy nic na temat dziecka i podłoża jego zachowania. Dlatego proszę nie oceniajmy ludzi za sytaucje w jakich się znajdują, bo nie zawsze nasze rady i nasze widzi mi się jest taktowne, aby pouczyć i pokazać jak trzeba robić. Zawsze patrzmy na siebie...

piątek, 16 czerwca 2017

poranki

Nie ma to jak wrócić późno w nocy z grilla, położyć się jeszcze później ze świadomością ze dzieci długo rano pospia i wstać o 6:50 kiedy mały skowronek zaśpiewa"mamo wstałem":). Jest 10:00 mąż w pracy, 2/3 mojego szczęścia nadal śpi, a my  z Olkiem kończymy już kolejne puzzle. Ale poranki nam nie straszne, bo mamy dużą kawę, truskawki i uśmiech na buziach:)
Miłego dnia:)

środa, 7 czerwca 2017

Widoki

Wczoraj wieczorem lunęło deszczem, więc nici z mojego dzisiejszego koszenia trawy. Jednak przerwy być nie może, a chodzą za mną już kwiaty na parapet, czas zrealizować to pragnienie i zabrać się za okna w pierwszej kolejności;) A, że Kubuś dziś mimo koleczki jest nawet spokojny, to w ramach spaceru Jakubek do wózeczka na polko, a mama w okienko. Coby mnie koleżka dobrze widział i słyszał:) Tak więc w niecałe 3 minuty matka okna w kuchni i jadalni umyła, przy iście niewiarygodnie pięknym widoku:) Bo to sama słodycz, kiedy patrzy się na takiego słodziaka:)
Przenieśliśmy Miłoszka od czerwca do przedszkola Olusia. Zawsze myśleliśmy, że zrobimy ruch w drugą stronę, tj. z prywatnego do państwowego. To Olusia jest mega super, ma bogata ofertę programową i zajęciową. No i wozić i odbierać dzieci w jednym miejscu to dla nas duże ułatwienie.Miłosz świetnie się tam zaklimatyzował. Jedyne co było tylko trudne przez 2 pierwsze dni, to ich obopólne mówienie w aucie podczas powrotu do domu co robili. W jednej chwili obaj musieli podzielić się z mamą całym dniem:) Całe szczęście ustaliliśmy sobie małe reguły rozmowy;)

Mój czas juz dobiegł końca, bo Jakub wstał, więc życzę Miłego dnia:)

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Po górach i dolinach- Chochołów

Najlepiej odpoczywamy w górach. Tych naszych Polskich rzecz jasna. Na razie Tatry i Pieniny, jednak myślę, że w najbliższej przyszłości, kiedy chłopcy będą więksi czekają nas Sudety. 
W tą niedziele uciekliśmy z gorącego Krakowa własnie w góry. Bardzo potrzebujemy takiego resetu, a chłopcy czegoś nowego. A, że wszyscy lubimy te nasze wyjazdy, więc nie było innej opcji niż tylko zabrać kanapki w plecak i wyruszyć. 

Tym razem znowu pojechaliśmy do Doliny Chochołowskiej. Jestem dumna z chłopców, bo pokonali swój poprzedni przemarsz tą sama trasą!!! Jak tak dalej pójdzie, to do końca wakacji dotrzemy na polanę chochołowską;)
Powietrze i przyroda są piękne i żadne zdjęcie nie odda tego piękna. Śpiew ptaków, szum potoku i zieleń...
Odpoczęłam....Dużo przemyślałam i nacieszyłam oczy...Oby więcej takich wspólnych wypraw.







środa, 31 maja 2017

maj 2017 w telefonie

Tegoroczny maj nie wiele mniej przypominał kwiecień. Zimno na przemian z gorącem. Miesiąc jednak był niezmiernie udany i przyjemny.

Bańki mydlane na rynku głównym podczas weekendu majowego. Przyjemne rodzinne spotkanie (6 dorosłych i 8 dzieci). Tak, mam dużą rodzinę:) Tu dzieciaki szalejące za bańkami.
Pierwszy maja na totalnym spontanie. To u nas była rzadkość. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że spacer zrobimy w Szczawnicy. Zabraliśmy rowerki, wózek i popędziliśmy w trasę. Zrobiliśmy się bardziej wyluzowani przy trzecim dziecku, to fakt.
Moja nowa miłość zakupowa. Kocham te buty!!!! Są mega wygodne (Mąż miał rację;))
Pierwsze naprawdę ciepłe dni maja i taki oto "tygrys przybłęda" zadomowił się w naszym ogrodzie:)
Jest i coś na sportowo. Wróciłam do biegania (nie regularnego niestety, bo czasem też muszę się wyspać). Tu mój wielki come back po 1,5 roku i 6 rano, kiedy wracałam wpół żywa:)...ale szczęśliwa

Nawet nie myślałam, że będę karmić piersią. Ale bardzo się cieszę, że tak wyszło. to nowe doznanie. I ta bliskość mojego maluszka:) żeby jeszcze tak tymi pazurkami po piersiach nie drapał;)
Cały weekend w domu. Cała ferajna utknęła na dywanie. Moja Młodzież maluje mega kolorowankę, a  Kubuś fika na macie. Oczywiście chłopcy się przekrzykują, a Jakub im wtóruje gaworzeniem. Czasem mamy w domu niezły harmider;)
Rozkochałam się na nowo w zielonym!!!! Kocham takie koktajle. Są mega syte. Tu jakis jeden, który często zabieram ze sobą, kiedy jedziemy prosto na zajęcia dodatkowe z przedszkola. To naprawdę syta przekąska między obiadem, a kolacją.
Spacery w tak słoneczne dni to jest to!Spokojne wietrzenie głowy i odpoczynek. Za kilka miesięcy to sie zmieni, bo będę biegać za moim synem, ale na razie cieszę się chwilą:)
Miłoszek fotografuje Kubusia prawdziwym klasykiem- KODAK na kliszę:) Aparat chłopcy wyłoili z babcinej szafy na rupiecie:)
Przedszkolny dzień mamy i taty u Miłosza. Tak sie mama prezentowała;)
Będzie Ursus jak marzenie! Sobota i przydomowe prace;) Olek artysta w pełnym skupieniu:)
Moje kochane dziewczyny i nasz comiesięczny spęd. Tym razem Krakowski Kazimierz i świętujemy oddanie do druku drugiej książki naszej Madziuli:) 5 lipca premiera "trzeciej" Magdy Stachuli, musicie to przeczytać!!!!
Chia powraca do mojego domu;)Jedno z naszych majowych śniadań.
Mój mól książkowy i jego fascynacja- encyklopedie obrazkowe:)
Pierwsze selfie w windzie;) Jedziemy na rehabilitację, co by Pan doktor matce plecy naprawił;)

miłego czerwca;)




wtorek, 16 maja 2017

pełnia szczęścia

Wróciłam do biegania!!!! Tak bardzo się cieszę. Biegam co drugi dzień rano, po karmieniu Kuby. Przeważnie 5:20 się przystawia, a potem matka szybko w ciuszki biegowe wskakuje i leci sobie na 20 minut. Uczucie jest niesamowite, psychika lżjsza, i nawet senność w ciągu dni minęła. Jestem w domu tak ok. 6:30. Po prysznicu pomagam mężowi wyprawić chłopców do przedszkola i sama  zasiadam do śniadania lub karmie znowu Kubę, a potem śniadanie. Co jest ciekawe, pijąc tylko kawę inkę zamiast kawy (standardowo w kawowej filiżance) nie czuję senności. Chyba ta trzecia ciąża zrobiła mi niezły detoks od kawy;)
Jem zdrowo, racjonalnie, tak jak przed ciążami. Nic się nie zmieniło. Żadnej diety matki karmiącej, bo mój sposób żywienia zmienił się już dawno temu. Dzięki temu Kuba chyba obchodzi się gładko bez kolek ( no miał tylko dwie, bo sobie matka rzodkiewki spróbowała).
Waga ruszyła w dół ( najwyższa pora;)). Obecnie 1 kg w dół, więc jest dobrze. Szkoda tylko, że moja skóra na brzuchu tak powoli się zmniejsza, mimo pielęgnacji, bo chciałabym już wrócić we wszystkie swoje ubrania. Jak nie wrócę, to trudno, rozmiar 38 też bedzie git:)! W końcu mój brzuch otoczył opieką trójkę największego szczęścia jakie mam, więc cóż go nie lubić;) chociaż z ekonomicznego punktu widzenia, trochę byłoby mi szkoda, bo wreszcie mam w szafie to co zawsze było mi potrzebne. już widzę radość w oczach męża, jak wspomnę wtedy o kolejnych zakupach- hi hi hi;)
Dziś byłam nawet na niedużych- chciałam sobie tunikę i sukienkę na te ciepłe dni kupić, ale uwierzcie, że nic nie pasowało. Albo worek albo za obcisłe w brzuchu. Ale szukam dalej, może do końca lata coś znajdę;)

Byłam dziś z Kubą na szczepieniu. czekając na wizytę poszliśmy na spacer. Jejku, chyba ta dzielnica nowej huty jest lasem zieleni w tej betonowej dżungli, którą staje się powoli nasze miasto. Śpiew ptaków był tak duży, jakby zleciały się wszystkie z miasta, a w koło taka zieleń i zapach kwitnących drzew. Jak w lesie:) Prawdziwa przyjemność.

Chyba zabiorę dziś chłopców do m1 na kulki, bo pogoda w kratkę, a sama może przejdę po tamtejszych sklepach?:)