Moja lista blogów

środa, 17 stycznia 2018

Matka Herbatka na co dzień- a Ty?

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię sobie pooglądać zdjęcia innych kobiet na co dzień. W sensie jak wyglądają, ale tak naprawdę, nie wystylizowanie, tylko na co dzień. Jak chodzą ubrane po domu, na spacer, do pracy, do przedszkola itp. Lubie patrzeć na prawdziwe twarze, stroje nie z fotoshopa, ale takie jaki są każdego dnia. Lubię też i zobaczyć te zrobione zdjęcia, bo są zazwyczaj bardzo ciekawe, dopracowane. Widać wkład w pracę, którą włożyły w zdjęcie.
Ponieważ sporo jest tych zdjęć bardziej dopracowanych, chciałabym bardzo zobaczyć wasze na co dzień. Takie, jakie rzeczywiście są kiedy chodzą po domu i kiedy wychodzą. Taka normalność.
Fajnie byłoby Was tak zobaczyć:)
Żeby nie było, że tylko chcę oglądać, to w zeszłym tygodniu sama codziennie robiłam zdjęcia tego, jak wyglądałam zarówno w domu jak i poza Nim.
Jeśli zechcecie pokazać Wasze piękno u siebie na blogu, to z najmilszą przyjemnością nie tylko poczytam co u Was, ale i wreszcie zobaczę was realnie, tak jak jest naprawdę;)
A więc u mnie jest tak:
Ponieważ jest zimno, ten tydzień głównie bazował na swetrach i ciepłych ciuchach. Po domu w ciągu dnia najczęściej jestem w dresie lub getrach (jak kto woli legginsach;)). Kiedy wychodzę po chłopców lub na zajęcia z chłopcami wtedy się przebieram.
Nic nadzwyczajnego, po prostu ja na co dzień. Czekam na wasze zdjęcia odważne kobiety;)




wtorek, 16 stycznia 2018

zakaz wstępu

Jakby powiedział klasyk- doczekaliśmy się.  Pierwszy samodzielnie zrobiony z kartki i napisany przez chłopców zakaz wstępu do "ich pokoju"!!:) Jakby to powiedział mój brat:"o klękajcie narody" ale się uśmialiśmy z mężem. Jeszcze dzis rano, kiedy poszłam ich budzić, zaspanym wpół głosem usłyszałam od Olka lat 3,5:" -mamo, ale weszłaś do mojego pokoju bez pozwolenia!". Potem Olek szybkim susem przeniósł się do pokoju Milosza i naskarżył Mu na mnie, że do jego pokoju też weszłam bez pozwolenia:) Uroczy sie stają. Coraz bardziej instynktownie dostrzegają swoje prawa:) I jeszcze wdaje się dyskusję!:) Ja naprawdę nie wiem po kim on to ma;)

Coraz bardziej tez zauważalna jest zmiana u Miłosza. Nasz najstarszy syn coraz więcej rozumie. Inaczej interpretuje. Już nie jak dziecko, ale jako chłopiec. Bardzo widać tą różnicę i zmianę w zetknięciu z Olkiem. Miłosz śmieje się już na bajkach, filmach w kinie z treści. Interesuje go fabuła, nie obrazek. Oluś jeszcze tego nie potrafi, ale jest młodszy i nie oczekuję, żeby nadążał za bratem. W każdym przypadku na wszystko jest czas i staramy się tego nie przyspieszać.  Miłoszek stał się bardziej świadomy siebie. Coraz bardziej jest wstanie określić sam, co go interesuje, co chciałby robić lub czego się uczyć. Ma swoje zdanie, jest bardziej (jakby to powiedzieć) pyskaty. Potrafi wejść w inteligentna polemikę. To bardzo fajne. I dobre dla Niego.
Coraz bardziej staje się doroślejszy. Jego zabawy, zainteresowania również:)
Oluś natomiast jest na etapie wielkiej zazdrości o Kubę. To samo przechodziliśmy z Miłoszem, kiedy urodził się Olek. Robi wszystko, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę. Dużo czasu staramy się poświęcić również i Jemu. Oluś poprzez swoja potrzebę uwagi, bardzo mocno narusza przestrzeń Kuby. I nie mam mówię o jakiejś dużej. 2 cm jesli Kuba ma dla siebie , to jest wszystko. Zaczyna się buntować, bo Jego zazdrość jest tak duża. Znowu się z tym mierzymy.
Fajne jest to, że jakby nasza wiedza, doświadczenie po dwójce dzieci szybciej pozwala nam dobrze zinterpretować problem, zachowanie. Wiemy jak powinniśmy zareagować.  Jedno sie tylko nie zmieniło: jest to tak samo męczące i pracochłonne jak poprzednio.
Ale kiedy na nas tak patrzę, to wiem, że ta wersja jest najlepsza:)


środa, 10 stycznia 2018

jak to jest być rodzicem trójki dzieci- uzupełnienie!

Powracam ze świata antybiotyków, katarków, kaszelków i nieprzespanych nocy. Nareszcie, bo łatwo nie było. Czytałam wczoraj swój post odnośnie tego jak to jest być rodzicem trójki ( z naszej perspektywy klik)  i uświadomiłam sobie, że w tym chorobowym amoku nie wpisałam w ogóle tych trudniejszych punków. Z racji tego, że chcę być obiektywna poniżej podaje jeszcze parę (nie wiem jak to nazwać) "minusów?:
  • nieprzespane noce- ponownie. Kuba śpi bardzo ładnie, ale jesteśmy na etapie ząbkowania, więc kolorowo nie jest. Do tego nie uśnie nigdzie indziej tylko w swoim łóżeczku.
  •  Trudniej jest znaleźć opiekę dla trójki niż dwójki. Nawet babcie czasem mają stracha.
  • Utrzymanie porządku przy jednym dziecku to pikuś. Przy dwójce wyzwanie, ale przy trójce to misja nie możliwa:) 3x więcej wszystkiego: dresów, sweterków, skarpetek, zabawek. Jak czasem oglądamy z mężem te wszystkie memy o porządku przy dzieciach, to tak, jakbyśmy widzieli nasz dom:)
  • musi być większe auto. Najlepiej takie, żeby mieściło z tył 3 foteliki. (o smukłych samochodach można więc zapomnieć;))
  • zaczynamy więcej konsumować, jedzenia.;)
  • ogarnąć wyjście całej trójki w jednym czasie i nie oszaleć przy tym, czasem ciężko, ale trzeba się przyzwyczaić. 
  • ciężko podzielić uwagę i czas, kiedy każdy z chłopców potrzebuje czegoś innego w tym samym momencie co bracia. 
  • musimy przeorganizować trochę nasz dom, żeby Kuba miał swój pokój, tak jak bracia- dzięki Bogu jest to możliwe.
Przypomniałam sobie jeszcze o takich plusach jak:
  • chłopcy noszą ubrania po sobie.  To jest mega ekonomiczne i jeszcze jak cos zostanie po nich, to dzielimy się z innymi. 
  • karta dużej rodziny: najfajniejsza chyba forma wsparcia dla dużych rodzin.! Mamy tańsze paliwo, dużo tańsze zajęcia dodatkowe w placówkach kulturalno- oświatowych, darmowe wejścia do muzeów i parków narodowych. W krakowie jest jeszcze dodatkowa karta, która daje nam dodatkowe zniżki w różnych miejscach. 
 Pewnie jeszcze sporo mogłabym tu znaleźć spraw, ale Kubulę nam kaszel obudził i muszę się zbierać, bo Mamusia jest na własność Kubusia;)- tak przynajmniej On uważa;)

wtorek, 9 stycznia 2018

Każdy chce puzzle

Kubek chory. Mały bączek ma juz drugi antybiotyk w tym tygodniu. Dobrze, że nie szpital. Dzis wreszcie pierwszy normalny dzień. Dziś chętnie się bawi, jest aktywny i czeka tylko na figle z chłopakami.
Po powrocie z przedszkola chłopcy zajęli się puzzlami. Wszyscy (tzn. cała trójka). Co oczywiście nieco utrudniało zabawę, bo małe rączki burza i zjadają, a duże ciągle uciekają z elementami. Jestem więc niczym sędzia na ringu, trzymający dwa przeciwne obozy z dala od siebie;)
Kiedy przyniosłam Kubie duże piankowe puzzle, efekt był taki, że chclopcy rzucili swoje i zabral się za jego puzzle, a on za ich:)
Zdjęcie kiepsko wyszło, bo Jakub już pędził w stronę braci:)



piątek, 5 stycznia 2018

Jak to jest być rodzicem trójki dzieci?

Ostatnie 9 miesięcy naszego życia, to piękno i szaleństwo rodziny 2+3. Kiedy człowiek widzi dwie kreski na teście ciążowym, z przerażeniem (tak było w naszym wypadku) widzi oczami wyobraźni największy armagedon jaki nastąpi. W naszym przypadku okazało się to najwspanialszym darem i najlepszym rozwiązaniem wszystkich naszych ówczesnych problemów. Dało również nowe inne, ale nie wiem jak to możliwe, że z trójką dzieci jest prościej i łatwiej niż z dwójką. Poważnie. Początkowo sami w to nie wierzyliśmy, ale jeśli chodzi o organizację rodziny, to wychowywanie trójki jest dla nas dużo prostsze, łatwiejsze i mniej uciążliwe niż jednego czy dwójki.
Do zalet jakie dla nas przyniosło posiadanie większej rodziny:
  • człowiek śpiąc tylko 4-5 h/ dobę jest wyspany! Największe nasze odkrycie! I mozna przy tym normalnie funkcjonować w ciągu dnia. 
  • Kiedy mamy (jakimś cudem) możliwość wyspania się dłużej to już nie umiemy;)
  • zawsze przy kontroli drogowej "dyskretnie" policjanci nas przeliczają i zamiast mandatu i punktów jest tylko pouczenie, a za kwotę mandatu mamy kupić coś chłopcom. Nie muszę chyba mówić, że dzieci kochają, kiedy Panowie nas zatrzymują:)- jest to bardzo rzadko, bo staramy się jeździć przepisowo!
  • jesteśmy lepiej zorganizowani. Duża rodzina wymaga organizacji, bo każdy z chłopców ma juz swoje zajęcia. Do tego nasze sprawy. Więc bez kalendarza ani rusz!
  • Jak zapomnę coś zapisać w kalendarzu lub mąż zapomni mnie poinformować o jakiejś istotnej sprawie, tzn. że będzie mega chaos, a okiełznać go graniczy wtedy z cudem, więc staramy się nie popełniać takiej gafy. 
  • chłopcy (cała trójka) uwielbia się najbardziej na świecie. Kuba wniósł do ich życia wzajemny szacunek i jeszcze więcej miłości braterskiej. Chociaż jak zabiera się z nimi za lego, czy puzzle to jest wtedy "mamo, zabierz Go..";)
  • jako kobieta stałam się pewniejsza siebie. Doceniam swoją kobiecość, inwestuję w siebie, realizuję plany i marzenia. Nigdy nie myślałam, że dzieci dają takiego powera!!! 
  • pojawiają sie nowe problemy w związku. Wypływa na wierzch, to co było tak głęboko chowane i bagatelizowane. Mimo tak długiego czasu razem mierzymy sie z nowymi, nie zawsze łatwymi problemami. Ale to co nas scala to rodzina. 
  • mimo bardziej napiętego planu dnia, niż przy dwójce dzieci mamy więcej czasu dla siebie i na własne sprawy.  
  • Wszystko co robimy, robimy spokojnie. Pośpiech i stanie z zegarkiem w ręku nic nie da. człowik jest po prostu bardziej cierpliwy.
  • w domu panuje gwar i śmiech. Jak tylko jednego dziecka nie ma chwilowo w domu, to wydaje sie on tak bardzo pusty. tak jednego dziecka!
  • od kiedy mam w domu trzech facetów, to lepiej (w sensie smaczniej) gotuję!:) Poważnie:) 
To przychodzi mi najbardziej do głowy. Dla nas pojawienie się trzeciego dziecko otworzyło wiele mozliwosci, ale tez bardziej uzmysłowiło, gdzie jeszcze musimy popracować nad sobą i nasza rodziną.
Wiem, że nie wszędzie tak jest. Są przypadki, gdzie wygląda to inaczej. Ja piszę tu o własnym przypadku, o swoim doświadczeniu. Mimo, że trzecie dziecko było dla nas zaskoczeniem, to widzę jak wiele nam dało. JEST DOPEŁNIENIEM NASZEJ RODZINY. Jest jej kluczem do wielu braków, które były, ale też ogromnym wyzwaniem.

Gdyby ktoś mnie zapytał, czy jestem szczęśliwa, to teraz w tym składzie jestem najbardziej.

czwartek, 28 grudnia 2017

Grudzień 2017 w telefonie

Różnorodny, to chyba najlepsze słowo, jakim mogę opisać ten miesiąc. Od euforii, radości po skrajne przygnębienie i samotność, tylko po to, aby zakończyć go tak jak trzeba. Grudzień 2017 będzie chyba miesiącem ogromnych zmian mnie samej, mojego spojrzenia na pewne sprawy i wreszcie realizacji i budowaniu siebie takiej jaka chcę być. Nie fizycznie, ale osobowo. Nareszcie są siły i świadomość czego chcę dla siebie i dla mojej rodziny. Przy Bożej pomocy i ograniczonym uporze mojego męża uda się:)

Pierwszy dzień grudnia- najpiękniejszy)
 

U nas Mikołaj ma do wypicia 3 szklanki mleka i zjeść musi cała miskę pierniczków. I dziwić się, że jest taki okrąglutki;)
Strasznie podobała mi się ta kurtka. A, że robię zakupy świadomie, to jej nie kupiłam, bo mam jeszcze swoją w dobrym stanie.Sobie chociaż założyłam;)



Książka męża z targów, ale byłam ciekawa tego co w środku. Sam autor na targach zaskoczył mnie swoją szarmanckością i szacunkiem do każdej kobiety, która przebywała w Jego otoczeniu (bo ja fotografem męża byłam ;)). Ciekawa, polecam.

Poprosiłam chłopców, żeby szopki sobie nie zniszczyli, bo już 10 grudnia ją złożyli, żeby pod choinkę mieli. Mądre dzieci do szafy schowały:) I tak sobie Jezusek czekał na święta:)
Jeden z nielicznych wolnych ostatnio wieczorów.





 Mój prezent spod choinki. Właśnie jestem w trakcie czytania, ale jest genialna już po tych kilku stronach. Sam autor jest mega super. Motywator jakich mało.


środa, 6 grudnia 2017

płacz i lament

Po porannej euforii z nocnej wizyty świętego Mikołaja zostały już tylko wspomnienia. Prezenty rozpakowane, czekają na powrót chłopców z przedszkola. Dziś z tego powodu nie mieliśmy serca ich poganiać, więc zajechaliśmy już na końcówkę śniadania. Jednak szczęśliwi i nieco zawiedzeni. Zawód moim dzieciom sprawiła dziś pogoda, a dokładniej brak śniegu. Z ich bałwanka, który jeszcze wczoraj zdobił nasz ogródek zostało dziś tyle:
Fatalnie, wiem. Płacz i lament był tak okropny, że już myślałam, że w ogóle nie wyjdziemy. Z tego całego chłopców "ubolewania" zestresował się i sam Jakub. Bo przecież jak tak starsi rzewnie płaczą, to musi dziać się coś strasznego. Więc na wyjście całe trio zafundowało mi "lament świętokrzyski". Tak, ze nie wiadomo kogo trzeba było najpierw przytulać, a kogo lulać:) Całą sytuację załagodziły pierniczki świąteczne, które musiały w tej sytuacji opuścić pudełko;)

W dniu jutrzejszym spodziewamy się pozostałych Mikołajów, więc myślę co by tu słodkiego do kawki i herbatki i chyba zrobię szarlotkę.

Popołudniu zaś czeka nas pierwsze domowej roboty sushi. Jup! Matka szarpnęła się na niemożliwe w jej wykonaniu, ale mam pomocnika. Tzn. wczoraj Olek zadeklarował chęć pomocy, kiedy zgłębiałam tajniki tego smakołyku. Sadząc jednak po iskierkach w Jego oczach na widok nowego lego, zostanę z tym sama, a On odda się bez reszty konstruowaniu. No jest jeszcze Jakub, który zawsze jest ze mną:) Już widzę to nasze sushi, kiedy Łukasz będzie z chłopcami budował lego, aj jedna ręka sushi, a druga Kubusia:)

Co by nie było, to fantastyczny dzień.