Moja lista blogów

wtorek, 21 listopada 2017

letarg

Lubię takie ranki, kiedy chłopcy są w przedszkolu, Kuba zasypia, za oknem zimno i deszczowo, a w domu  nie gra chwilowo jeszcze radio. Jest cisza. Absolutna cisza. Dom jest jak w jakimś letargu, a w mojej filiżance jest ciepła kawa. Te dwa dobra luksusowe cisza i ciepła kawa pozwalają się wyciszyć. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak tego potrzebuję. Delektuję się tym. I ja w tym wszystkim po prostu siadam na sofie, podciągam nogi pod brodę i otulona we własnym uścisku po prostu adoruję ta ciszę.
Nie myślę o niczym. A myślałam, że już tak nie potrafię;) Siedzieć w ciszy...

Popoludniu dom spowija się w chaosie, śmiechu i krzyku dzieci. Tym ciągłym: "mamo..!!!!". W Ich wygłupach, pracach domowych i próbie rozmowy z mężem o tym jak minął dzień w pracy.
W tej ciszy uciekam od pogoni dnia codziennego. Widocznie bardzo tego potrzebowałam.
Będzie mi tego brak, kiedy za parę miesięcy wrócę do pracy.

Ale teraz ją mam i chcę wykorzytsać ile mogę;)
Miłego dnia

piątek, 17 listopada 2017

Ho ho ho

Wczoraj popołudniu Oluś z Miłoszkiem zabrali się do pisania listów do św. Mikołaja, bo czas juz chyba najwyższy (jak nie ostatni). Każdy tworzył go sam. Bez mamy, be moich podpowiedzi, bez mojego pisania, wspólnego rysowani itp. Pierwszy raz sami tworzyli to dzieło:) (tzn. ja pisałam w imieniu Kubusia:)).
Miłosz zaczyna posać. Widać, że sprawia mu to ogromna przyjemność, więc drukowanymi literami sam stworzył swój list. Sam literował sobie wyraz i pisał. Oluś swój zrobił w formie rysunku. Tu musiała mama tylko troszkę pomóc, w celu objaśnienia Mikołajowi rysunku.
Kubuś podszedł do listu praktycznie. Zabawek i ubrań ma po chłopakach od tuzina, więc poprosił o to co lubi najbardziej;)
 Potem, kiedy już zapakowaliśmy listy do kopert i chłopcy je ozdobili, zostały powieszone na balkonie, co by Elfy mogły zabrać.

Kiedy późnym popołudniem "Mikołaj" zabrał listy, czekaliśmy aż zauważą i wpadną w mega euforię. No bo przecież jak zabrał, tzn, że przyjdzie. 
W naszym przypadku brak listów na sznurku oznaczał lament i płacz, bo Mikołaj zabrał listy!!!
Przez chyba 10 minut nie mogliśmy ich uspokoić i wytłumaczyć, czemu listy zostały zabrane. Obiecalismy, że po przeczytaniu Mikołaj odda listy z powrotem, ale rano "Mikołaj" zaspał i był jeszcze większy lament, bo nie dość, że listów nie oddal, to jeszcze prezentów nie przyniósł!:)
Całe szczęście na wieść, że wszystkim dzieciom Mikołaj oddać listy musi, to pewnie i do Polski dotrze niedługo. Wyszli do przedszkola szczęśliwi, że listy wrócą, a my ponowne zaskoczeni, jak to czasem człowiek chce dobrze, a wychodzi jak zawsze;)



  






wtorek, 14 listopada 2017

Ukryta róża

Dwa tygodnie temu dostałam od mamy właśnie ta książkę. Ona dostała ja od koleżanki, która likwidowała swoją biblioteczkę domową. Po opisie i dość egzotycznej i ciekawej  okładce spodziewałam się troszkę takiej opowieści Szeherezady. 
Już po przeczytaniu pierwszej strony wiedziałam, że to nie będzie łatwa i przyjemna dla wyobraźni lektura. Po pierwszej stronie wiedziałam, że fakty opisane w środku wgniotą mnie w fotel.Nie pozwolą przejść bez szacunku do bohaterów tej okropnej i bardzo  trudnej poweści. 
Opisana w sposób najbardziej obrazowy wojna w Bośni i Hercegowinie. Przemoc i bestialstwo z rąk Serbów zatrważająca! Mam wrażenie, że Auschwitz przy tym, to "pikuś".
Książka otwiera oczy, zmusza do pochylenia się nad problemem nacjonalizacji i pozostawienia ludzi na pastwę losu. Książka, która wciąga bez reszty, ale pozostawia ślad w pamięci. To książka o której się myśli. 
Na ponad 300 stron dotarłam do 62 i więcej na razie nie mogę, bo emocjonalnie nie jestem w stanie dalej.
Reyes  Monforte wspaniale opisuje w niej swój reportaż z wojny. To napewno nie ostatnia książka tej autorki, którą przeczytam. Wszystko jest tak surrealistycznie pisane. Bardzo mocna w odczuciach. 
Bardzo polecam, bo warto szerzej otworzyć oczy na to co działo się i dzieje dookoła.
Dawno już nie czytałam tak dobrej książki, chociaż to dopiero 62 strony.



czwartek, 9 listopada 2017

łacina podwórkowa

Gdyby zapytać moje dzieci, z czym kojarzy im się Japonia, to padła by tylko jedna odpowiedź-z ninja! Mimo, że nie oglądają żadnych bajek, ani książek w tym temacie (choć niedługo pewnie zaczną) , to Miłosz o ninja mógłby mówić godzinami!:) Ma wyobraźnię dość ciekawą, wiec jak tylko koledzy w przedszkolu podrzucą parę newsów odnośnie ninja, Miłosz w domu od razu opowiada nam jakieś anegdotki z tej tematyki. Żeby było śmieszniej, lek przecież nie może wyjść na mniej wiedzącego o ninja, więc jak tylko Miłosz zaczyna opowiadanie o ninja olek od razu dopowiada swoje lub potwierdza powiedziane przez brata wcześniej informacje i nieco je podkręca:) Czasem mamy w domu "mega ekspertów" z tematu;) Rzekłabym, że wpływ otoczenia jest dość spory, jeśli chodzi o przedszkolne życie moich synów:)

Oprócz tematów bajkowych, zaczynają się również tematy natury wymownej. Ostatnio Miłosz zapytał nas co to znaczy "kur.a mać", czy "odpierd... się"! No szał gwizdka!!! Na początku myślałam, że się przesłyszałam, ale nie. Moje dziecko pytało właśnie o to. Odpowiedz dostało od nas obojga.
Dzień później Pani w przedszkolu poinformowała mnie, że grupie Miłosza ogólnie całe Jego towarzystwo raczy się takimi słówkami przy układaniu klocków. Normalnie siedzą we czterech i sobie tak kur.ują podczas zabawy. Panie trzymają rękę na pulsie. My też, bo ostatnio nie słyszymy nowego słownictwa u Miłosza. Przynajmniej do czasu.

Olek jest za to mistrzem kłamania (chociaż nie wiem, czy jest się czym chwalić). Nawet jak wie, że my wiemy że kłamie. To i tak idzie w zaparte. I nawet widmo kary, którą otrzyma nie jest mu straszne. Nawet powieka Mu nie drgnie. Do każdej sytuacji ma odpowiedz od razu, bez żadnego wymyślenia.  Czasem z mężem zastanawiamy się jak to jest możliwe, żeby 3,5 latek tak kręcił!

Ja takich rzeczy to się w podstawówce spodziewałam, a nie w przedszkolu. Az się boję myśleć, co będzie jak Kuba pójdzie do żłobka;)  Jedno jest pewne, że albo rosną i dojrzewają za szybko albo (co raczej pewne) ja nadal myślę o nich jak o małych dzieciaczkach. I nie wiem, czy przywyknę kiedykolwiek do tego, że dorastają.

poniedziałek, 6 listopada 2017

bracia

 To, że są najwspanialsi na świecie i że są największym szczęściem, jakie przyszło mi otrzymać będę powtarzać w kółko jak mantrę!:)  Moi wspaniali trzej synowie!

Coraz częściej dostrzegamy, że ich wzajemna relacja jest bardzo silna. Mimo, że to jeszcze małe dzieci. Stoją za sobą murem. Kubie pozwalają prawie na wszystko i chętnie oddają mu swoje zabawki, chętnie się z nim wygłupiają. Kuba doskonale ich odróżnia. Wie, po którym czego się spodziewać. Kiedy bawi się z Miłoszkiem, to jest spokojny. Dotyka go po buzi swoimi mokrymi rączkami (Milosz normalnie nie pozwoliłby sie dotknąć, nie znosi takich bodźców, jeszcze mokrych, a Kuba może wszystko mu zrobić i wywołuje to w Miłoszu nie agresję, a śmiech i radość). Kiedy do "zabawy" wkracza Oluś, Kubuś już z daleka wierzga rekami i nogami i cały chodzi, bo wie, że zaraz z Olkiem będą figle na całego:). Olek Go łaskota, całuje, śpiewa Mu, przytula w taki sposób, że On cały czas śmieje się w głos. To urocze. Miłoszek bardziej spokojnie opowiada Mu o planetach, pyta czy zjadł, czy mu mleczko smakowało itp. Wiem, że to już pisałam, ale niesamowicie Kuba splata cała trojkę.

Stalo się to tak bardzo naturalne, że Kuba wszystko robi z Nimi. Kiedy nie zwracają na Niego uwagi, bo się bawią, to przywołuje ich. Krzyczy w ich stronę to swoje "yyyyyy...", żeby tylko się na Niego patrzyli i bawili z Nim:) Zawsze przed wyjściem do przedszkola chłopcy "muszą" choćby z Nim chwile porozmawiać:)

 Od czasu kiedy Kuba pojawił się w naszym życiu. Braterstwo moich synów przypomina niezwykłą więź, która wcześniej była, ale nie aż tak widoczna.  Chciałabym, żeby zawsze mogli na sobie polegać. Z racji wieku, Miłosz powoli też staje się wsparciem dla Olusia. Pomaga Mu czasem zaświecić światło, czy narysuje lub wytłumaczy coś, co Olka interesuje, zastanawia. Wczoraj choćby Miłosz namalował sobie auto, a potem zrobił takie samo Olkowi, bo On go o to poprosił!:) Relacja między nimi jest też dojrzalsza (chociaż czasem biją się lub kłócą o głupotę, ale to ten testosteron;)), to wspierają się bardzo.

Nie zapominają jednak o swoich indywidualnych zainteresowaniach i potrzebach. Maja siebie na tyle, na ile potrzebują. I jako matka bardzo sie cieszę, że wyrastają mi na prawdziwa drużynę:) 
Najlepsze jest to, że i Milosz i Olek pytają, kiedy pojawi się im siostrzyczka! Jakby to było naturalne, że musi być jeszcze jedna baba w domu! Czas pokaże...
Cieszy nas tez to, że kiedy czasem sobie tak mówią jaka będą mieli rodzinę i gdzie będą mieszkać i czym jeździć, to zawsze mówią, że będą mieć dużo dzieci!:) Miłosz mówi o 4-ce (2 dziewczynki i 2 chłopców). Olek o 3-ce (2 chłopców i 1 dziewczynka). Oprócz tego u Miłosza pojawia się też 5 psów Husky, a u Olka tylko 2:) Najbardziej martwi mnie to, że chcą z tymi psami w bloku mieszkać (bo bloki dla nich sa super)!!! Ciekawe co na to ich sąsiedzi;)

A i od jakiegoś czasu pomijamy wątek polityczny w domu, bo ostatnio Olek powiedział, że Jego zona będzie miała na imię Jarosław!!! Całe szczęście szybko uświadomiliśmy go, że żona to dziewczynka być musi, więc powiedział, że w takim razie Jego żona będzie miała na imię Becia!!;) masz ci los...

wtorek, 31 października 2017

październik 2017 w telefonie

Październik uciekł mi niesamowicie szybko. Początek zapowiadał się spokojnie i przyjemnie, ale kilka dni później mój czas dostał turbo przyspieszenia. Sporo było w nim również stresu, niemocy i szału.Tak w migawkach codzienności minął ten miesiąc.




Olek to zajawiony kucharz. Tu robi własne drożdżówki z kwestii smaku.

Niektóre prace z zajęć w przedszkolu i NCK-u









Wystawa  prac Sławomira Lewczuka.



 Domowy rosół z owocami morza- niebo w gębie!
Selfie story;)






 Targi książki Kraków 2017:) Nie wytrzymali do domu, musieli obejrzeć na korytarzu:)



właściwy tor



Mam dziś w głębokim poważaniu, to co dzieje się złego w moich myślach  i wokół mnie. Od kilku dniu tak mam i im więcej zachowuję spokoju i dystansu, tym bardziej czuję, że wracam na właściwy tor mojego życia. Chyba już wróciłam, tylko jeszcze dumnie się z tego cieszę:)

Dziś w moim domu pachnie ciepłym obiadem. Dziś rozkoszuję się ciepłą herbata z cynamonem, miodem i cytryną. Dziś nie daję się sprowokować otoczeniu. Dziś w pozornie najprostszym drobiazgu widzę radość.

Niewiarygodne, jak poczucie własnej wartości i wiara w siebie i bliskich harmonizuje moje życie. Jak bardzo pomaga mi pomocna męska dłoń i Jego wsparcie;* szkoda, że  tylko czasem zapominam z tego skorzystać.
Miłego dnia:)



poniedziałek, 23 października 2017

Niedzielna Krynica

W tą niedzielę wybraliśmy się do Krynicy Górskiej, bo stęskniło nam sie nieco za górskimi spacerami. Żeby nieco odpocząć od Zakopanego i Pienin wybraliśmy się w Beskid Niski do Krynicy. Ja ostatni raz byłam tu 15 lat temu! Zaskoczył mnie niesamowity postęp. To jak miejscowość się rozrosła. Jest nadal pięknie, a jesień jeszcze bardziej dodawała uroku temu krajobrazowi. Będąc na Jaworzynie, na którą pojechaliśmy kolejką gondolową (która była największą atrakcją dla chłopców), zamiast zaplanowanego dłuższego pobytu, co by powietrza dobrego nawdychać. Uciekliśmy chyba po 10 minutach z powrotem na dół, bo rozno tam jak diabli, mimo zimowych kurtek. Widoki bajkowe!
Potem pospacerowaliśmy po "rynku" i wpadliśmy smakować wody i kawy w pijalni. Tam nie wiele się zmieniło, klimat ten sam pozostał, co zapamiętałam. Spacerem udaliśmy się na kolej na górę Parkową, nieco starsza kolejką. Chłopcy bardzo zadowoleni.
Z wyjazdu przywieźliśmy ze sobą chyba wszystkie liście z Krynicy:)

Wspaniale, że zima idzie, bo mam nadzieję, że zawitamy tam jeszcze w białym puchu;)