Moja lista blogów

sobota, 19 sierpnia 2017

powroty

Wracając z wakacji zachaczylismy o Radom, bo z dziećmi trasa całości do Krakowa to mordega. Jest południe, chłopcy nadal biegają w piżamie i to po polu. Jesteśmy na totalnym luzie. Tzn. byliśmy, bo Miłosz znowu przyzwyczaja się do zmian, więc jego bodźce sensortczne dają nam popalić w tym naszym spokoju. Mąż ma ochotę zetrzeć sobie już uszy na proszek od tego skuczenia i jojcenia. Ja natomiast swoje już dawno starlam i wysłałam pocztą. Ten stan pewnie potrwa jeszcze parę dni, aż na nowo nie przywyknie do zmiany otoczenia, więc dobrze, że przez te kilka dni chociaż trochę naladowalismy baterie cierpliwości;) ale to nie jego wina. Po prostu taka jest choroba i nic na to puki co nie poradzimy. Więc od rana chłopcy w majtkach buszuja w lego i dojadaja resztki wczorajszej pizzy u babci. I jest super!bez pośpiechu:-)  o tak:



czwartek, 10 sierpnia 2017

jeden moment

nareszcie w domu jest cisza:) Łukasz na piłce, Miłosz dalej wczasuje się u babci (to ostatni dzień)- tęskni już za Nami. Ale jestem z Niego taka dumna, bo to prawie 2 tygodnie samemu poza domem:) Chłopcy śpią, chociaż przy tych upałach, to zasypianie jest u nas małą mordęgą. Szkoda tylko, że tak duszno u nas na tym pięterku, a okna nie otworzę, bo zaraz mi wejdą nieproszeni goście(czyt. komary, pająki :( ) więc czekać muszę do rana:/. Co gorsza, czuję wiszącą w powietrzu migrenę, a biorąc pod uwagę, że jutro pakując nas na wakacje "palcem do tyłka nie trafię", to mało pożądany objaw u mnie dziś. Ale trudno, może przeżyję. Tak wiec miałam się oddać prasowaniu, ale poczekam z tym do rana. Teraz naszła mnie ochota na coś dla siebie i idę zaraz oddać resztki sił Ewie Chodakowskiej, bo poranki, bo morderczym nie raz treningu są wspaniałe. Ogólnie lepiej się czuje fikając, więc zrobię dziś najwyżej połowę;)

Przez te dwa tygodnie dni upływały tak samo: spacer, ogródek, good lody, spacery, rowerki- to z przyjemnych. Z obowiązkowych: pranie, pranie, no dobra dużo prania, prasowania, sprzątania. Gotowania mniej, ale tez trza było. Mimo, to jest super. Gdzieś w tym całym zamieszaniu, jest radość. Jest miłość i przyjaźń. Potrzebowałam znów czasu z moimi dziećmi. Tego całego szaleńczego biegu, którego nie ma kiedy chłopcy są w przedszkolu. Mimo, że rozgardiasz jest w całym domu, a my potykamy się jak nie o puzzle, to o auta, klocki, malowanki, kredki itd. To czuję, że ten dom tętni życiem, że coś się dzieje. Chociaż marzy mi się już powoli ład, skład i porządek:) Ale ten czas jest nam dany teraz, później go nie bedzie, bo czas tak szybko ucieka, a dzieci rosną jeszcze szybciej. Więc chcę wyciskać z tych chwil jak najwięcej, mimo, że dom woła już o pomstę do nieba;)
Dobrze mi:)
To był nasz dzisiejszy spacer i lody dla ochłody:)








wtorek, 8 sierpnia 2017

chichot losu 2

Jak zwykle był plan: Miłoszek jest u teściów, Olusia Łukasz zawiózł pociągiem do Radomia, bo mieli zostać tam razem na tydzień. Ja zostałam z Kubą w domu, bo nie było sensu ciągnąć malca w taką podróż tam i z powrotem. Była sama całą niedzielę. Pogoda pod psem (ciągle lało i chłodno). Miałam zabrać sie za lekkie odgruzowanie domu, ale pomyslałam, że jak chłopców nie będzie, to sobie od jutra zacznę. Więc wróciłam do łóżka i razem z Kubciem spaliśmy. Wstałam o 11, bo Kuba mnie obudził. Zjedismy mleczko i On poszedł znowu spać! Cudowny chłopczyk. Więc wzięłam książkę w obroty, potem obejrzałam dumę i uprzedzenie w wersji bollywood i nadgoniłam kilka artykułów z NG. Popołudniu, jak już się wyspaliśmy, poszliśmy do kościoła. Miał być po spacer, ale deszcz popsuł nam szyki. Powrót do domu i Kuba znowu poszedł spać.:) Nie wiem, jaką imprezę moje dziecko odsypiało;), ale obudził się dopiero na drugi dzień o 4 rano!:)
Po 18:00 zadzwonił zapłakany Miłosz, że Olek nie chce z nim zostać i pojechał do domu, a on tak chciał, aby został. Żal mi było Miłoszka, bo tak sie nastawił, że ten tydzień będą razem. Olek za chiny ludowe nie chciał zostać i aferę taka zrobił w końcu, że wrócił wieczornym pociągiem z tatą. W domu powiedział, że on chciał się tylko pobawić z Miłoszem! Wiec pojechał te 200 km pociągiem w wrócił, skoro tata już też musiał wracać;)
A to miał być tydzień bez dzieci:):) tzn z jednym, ale malutkim:) A tak już po cichu smakowała jakiegoś wypadu do teatru, czy wspólnej kolacja na mieście i wieczornego spokojnego pieką na balkonie:)
O jak dobrze, że ja olałam to sprzątanie :)
Kto ma dzieci ten wie, że planowanie jest bezsensowne:)

piątek, 4 sierpnia 2017

powrót do figury po trzeciej ciąży

Na wszystko przychodzi czas. To pierwszy mój raz, kiedy po ciąży nie narzekam na swój wygląd, na swój brzuch, dlatego, że wiem, że wszytko sobie wypracuję! Nie mam i nigdy nie miałam łatwo z utrzymaniem figury, ale doświadczenie z dwóch poprzednich okresów po ciążowych pokazało mi, że nic na siłę, tylko ćwiczenia i zdrowe odżywianie. Tak wyglądało moje ciało, a raczej mój brzuch 2,5 miesiąca po trzeciej ciąży. 


Od tego dnia staram się ćwiczyć (diety nie trzymam, bo ja od kilku lat żywię się świadomie i zdrowo).
Na początku fikałam z Chodakowską 2-3 razy w tygodniu, ale nie mam zbyt wiele czasu na to akurat teraz. Ćwiczę więc codziennie brzuszki (ok.50 na różne partie mięśni), biodra i nogi (wewnętrzne partie ud). Robię to podczas zabawy z Kubą, kiedy Mały fika na macie edukacyjnej lub przed kąpielą (swoją rzecz jasna, kiedy dzieci śpią). Na bardziej zaawansowane ćwiczenia nie mam siły po całym dniu, ale te trzymam. I jak dla mnie wystarczają. Brzuch powoli się daje okiełznać, więc jestem zadowolona. Oczywiście, że czasem chciałabym efektu w 5 minut, ale wiem, że mój organizm ma swój czas na powrót i nie muszę go aż tak mordować. Dałam sobie rok, na powrót do poprzedniego wyglądu ciała i nie zamierzam się z tym spieszyć.
To są efekty po dwóch miesiącach:
 

oczywiście ujędrniam swoje ciałko różnymi kremami, bo trzy ciąże zrobiły swoje. Ale to normalne i nie zamierzam się wstydzić ani jednego rozstępu na brzuchu z tego powodu. Żałuje tylko, że piersi mi po  karmieniu nie zostały;)

czwartek, 3 sierpnia 2017


Byliśmy wczoraj z Olcikiem w Zoo. Zabraliśmy też Kubę i babcię, bo Miłosz jest na wakacjach u drugiej babci. W przyszłym tygodniu, zmiana turnusu;) Żeby urozmaicić chłopcom wakacje w domu, korzystamy z atrakcji miejskich. Oluś najbardziej chciał zobaczyć "lewa", ale lew nas olał w ten upał i nosa nie wyściubił ze schronu. Zadowoliliśmy się więc wielkim "strusiem-musiem" (jak to Olcik mawia:)) i krokodylem. Wycieczka udana w 100%.
Z powodu upałów większość czasu jesteśmy w domu, wiec kreatywność nasza przeplata się ze zmęczeniem. W ramach relaksu sprawdzamy np. czyje nóżki są dłuższe lub kto dłużej utrzyma je w powietrzu:) Olek wygrał w konkurencji: kto włoży palce stóp do buzi. I Jego zaskoczenie:"mamusiu, nie umiesz tak"?:) ...No nie umiem..;)
Wczoraj Olek w ramach prac manualnych był fryzjerem i koniecznie chciał mi włosy obciąć (czesanie to za mało;)). Na szczęście wystarczyło mu robienie mi kucyków "pony" na głowie:) Uwielbiam Go!:)


poniedziałek, 31 lipca 2017

lipiec w telefonie

Strasznie lubię to comiesięczne podsumowanie miesiąca. Telefon towarzyszy mi cały czas, jak większości ludzi i dużo łatwiej złapać nim chwilę. Tak więc lipiec prezentował sie u nas wizualnie tak:

Pisałam już poprzednio, że więcej dzięki temu jest mnie. Toż to próżność, wiem, ale dzieki temu mam też siebie na pamiątkę;) Łatwiej będzie wspominać za kilkanaście lat:) Uwielbiam ten kombinezon! Jest tak mega wygodny i praktyczny. Idealny wręcz!
Uwielbiam te kolczyki. Kupiłam je w Egipcie podczas podróży poślubnej za 1 dolara. Kocham je za tą swoją ponadczasowość. I pomyśleć, że mam je już 7 lat. Przy okazji polubiłam kolor czerwony:)
                               
Bez makijażu, takie samouwielbienie;)

Kubciu mój malutki pięknie główkę trzyma:)
Od dwóch miesięcy jest to hit zabaw w naszym domu. Króliczki. Genialna gra, w której Olek jest mistrzem oszukiwania i kombinatoryki:)
Chłopcy pokazują świat bratu, a On lgnie do nich jak pszczoła do miodu. Lubie patrzeć na takie momenty.
Oczywiście indywidualne zabawy też musza być;) Lubie patrzeć na Miłosza, kiedy czyta i przegląda książki. Uwielbia to, jest zawsze zafascynowany każdą książką.
Olek to niezwykła przylepa! Jak nie tuli sie do mamy, to do taty, to do Kuby. Nawet w przedszkolu ciągle mówi Paniom, aby Go przytulały:) Kubuś też to lubi, chociaż nie zawsze wtedy, kiedy Olek przytula go mocno, czyli leży na nim.
Cały rok na to czekam:)

W tym miesiącu spełniłam swoje kolejne marzenie. Mam aparat ortodontyczny. Od 16 lat sie do niego przymierzałam. Wreszcie mam! Dziękuje mężu:*
Mama soute i Olciu przylepka. Lubie takie luźne dni.
Kiedy zostajemy sami wypełniamy swój czas po brzegi wspólna zabawa i przytulaskami:)
Tak Kuba pomaga w kuchni przy posiłkach:)
Przeziębione dziecko, to kreatywne dziecko. W ciągu jednego dnia zmieniał swój image chyba ze sto razy:) Cały Miłosz:)
                       
Piątkowy wieczór. Jeden z ostatnich , kiedy dzieci śpią, bo za miesiąc będzie tu Kubusiowy pokój.
Od Miloszka. On zawsze przynosi mi kwiaty:)


Wakacje w mieście, czyli muzeum lotnictwa. Super bylo!
W gorące popołudnia tak miło jest spędzać czas w ogrodzie. Lego duplo to super przerywnik od biegania. Super, bo nie giną drobne elementy w trawie;)
Szczawnica- to nasze ulubione miejsce. Tym razem widok z Palenicy na Trzy Korony.
jeden z nalepszych zakupów miesiaca:)
Z dziewczynami, na Kazimierzu. Matki maja wychodne. I po tym zdjęciu widzę jedno- czas się wyprostować:)
Ostatni weekend lipca u teściów. Moi chłopcy.
A ta piosenkę, mimo że nie jest już na topie w tym miejscu uwielbiam słuchać:





piątek, 28 lipca 2017

taka myśl

Kubuś własnie zasnął. Moją uwagę skupiam na lecącej w radiu piosence. Patrzę w okno i nagle przychodzi mi taka myśl....
(W tle gra budka suflera "a po nocy przychodzi dzień") i na jawie oczami wyobraźni widzę to:
Wczesny poranek, zaczyna świtać. Stoję na werandzie otulona ciepłym kocem, wdycham chłód poranka. Czuję jak moje ciało się relaksuje pod wpływem tej chwili, widoku gór, zapachu porannej rosy i mgły. Oparta plecami o ciepłą klatkę piersiową mojego męża, otulona w uścisku Jego ramion. Nie ma nic, tylko ten poranek, ta chwila, tylko my wpatrzeni w ten widok.
Oj ja tak chcę!!! Może marzenie to się kiedyś spełni, kto wie?
zdjęcie: internet

Dzisiejsze prasowanie upłynie pod dźwiek budki suflera.
 Miłego weekendu.