Moja lista blogów

poniedziałek, 31 grudnia 2012

..już za parę minut,...

przygotowania do dzisiejszego sylwestra uważam oficjalnie za rozpoczęte;) Ponieważ spędzamy go we trójkę we własnym gronie, w domowym zaciszu, aby móc tą ostatnią noc 2012 roku świętować wspólnie:):) A jak w znakomitym własnym gronie, to stroje równie specjalne i wieczorowe obowiązują każdego:)

Plan jest prosty: 

  • uroczysta kolacja przygotowana przez najwybitniejszego Masterchefa (czyli mnie) w mojej cudownej kuchni...
źródło: sieć
  • Ostatnie bebiczko Miłoszka w tym roku i mały niedźwiadek zapada w sylwestrowo- noworoczny sen;)
  • Tylko My dwoje, z kieliszkiem dobrego Martini razem z Jamesem w służbie Jej Królewskiej Mości:):) 
źródło: sieć

  • bal przebierańców, czyli w piżamki w tą ostatnia noc...

źródło: sieć
.....choć tak sobie myślę, a raczej planuję....
źródło: sieć
  • szklaneczką dobrej whisky z limonką i lodem powitać nowy rok, a potem już tylko dać swobodę swoim powiekom i obudzić się w tym mam nadzieję , że równie wspaniałym 2013 roku:)
źródło: sieć

Ale plany planami, a życie życiem....zobaczymy co będzie!!!! :)

Wszystkim moim czytelnikom w nadchodzącym Nowym roku życzę samych sukcesów i spełnienia marzeń:)

źródło: sieć

czwartek, 27 grudnia 2012

last Christmas...

skończyło się świętowanie we wspólnym rodzinnym gronie Bożego Narodzenia. Następne tylko za niecały rok!!! ;)
 Cudownie było znów zasmakować w daniach tradycji wigilijnej, które tylko w tą jedna noc smakują tak wyjątkowo.....
Patrzeć na uśmiechnięte buzie, każdego z domowników przy składaniu sobie życzeń świątecznych..
Po raz pierwszy przeżywaliśmy ten cudowny czas z Miłoszkiem....Byłeś taki rozkoszny!! Do każdego
(jak zawsze z resztą) uśmiechałeś się tak szczerze i życzliwie, kiedy składano Ci życzenia:)
A,że jak co roku obchodzimy wigilię dwa razy (pierwszą u moich rodziców w Krakowie, drugą w Radomiu u teściów) nasze brzuszki były na małym wykończeniu i mimo, że staraliśmy się kosztować wszystkiego po troszku, to jednak 12 dań....uffff.....
źródło: sieć
Oczywiście nie obeszło się bez przygód:) święta bez niespodzianek, to jak święta bez Kevina;)
W trasie Miłosza znowu bolały dziąsełka (tak już od kilku dni), wiec podróż od Skarżyska dla Niego była męką a dla nas chyba jeszcze większą, bo biedak tak się zanosił z bólu, że nam aż serca pękały...plus jest tego taki, że Miłosz sprezentował sobie dwie dolne jedynki!!!! Na razie ma tylko same czubeczki na wierzchu, ale mamy pierwsze ząbki!!!!  Oczywiście nie mogło być inaczej, jak tylko tak, że mamusia zauważyła jako ostatnia, a sprawdzała co dzień, czy nie ma :(  Ale tam...nieważne...mamy dwa i są najcudowniejsze na świecie:):)
źródło: sieć

Pierwszy dzień świąt obchodziliśmy w Radomiu chrzciny młodszego kuzyna naszego Miłoszka...Dużo rodziny, dzieci i oczywiście jedzenia. Jak to szwagierka stwierdziła będzie nie wiele i do dziś jedzą to co zostało, a było znakomite!!!!
z mamą męża i śpiącymi Miłoszem i Antosiem
u mamusi na kolankach najlepiej;)

Drugiego dnia po mszy wracaliśmy do krk, na obiad do moich rodziców...dobrze, że tym razem miałam na sobie getry, bo spodnie mogłyby nie wytrzymać. Wieczorem odwiedziliśmy moją przyjaciółkę, która organizowała z mężem poświąteczny zlot znajomych u siebie:) Było bardzo przyjemnie i sympatycznie...

Jednak nigdzie chyba w te święta nie było nam tak jak u siebie w domu....własne łóżko, nasza choinka i tylko my:)!!!



niedziela, 23 grudnia 2012

moi faceci w kuchni, czyli jak robią ciasteczka bez brudzenia rączek

W naszym domu od wczorajszego późnego wieczoru przepięknie unosi się zapach goździków, imbiru, cytryny, ciasteczek, suszonych grzybów...Tak cudownie jest czuć bliskość zbliżających się świąt, wigilii, wspólnego czasu...Ale powoli i od początku:
Mój mąż oznajmił w zeszłym tygodniu, że może by z Miloszem zrobił takie ciasteczka świąteczne, w choinki, gwiazdeczki...To wspaniały pomysł..Oczami wyobraźni oboje widzieliśmy małego bijącego w ciasto swoimi małymi rączkami foremki, już widziałam, te piękne zdjęcia, ich umorusanych w mące...po prostu jak w bajce...
Co więcej, nie zrobili w ogóle bałaganu, obaj raczki mieli czyściutkie, kuchnia wręcz błyszcząca...no po prostu lodzio miodzio. Otóż, moi dżentelmeni poprosili mnie o pomoc, a wyglądało to tak:
Ja cała w cieście, mace szykuję ciasteczka, a moi panowie jakoś tak nagle zatonęli w wierszach Pana Brzechwy:)
Finał ich pieczenia był taki, że o 23:45 ja jeszcze stałam przy ciastkach i piekarniku, a Oni obaj już dawno spali...Ale ten widok w blasku choinki był po prostu cudowny i wart takiego poświecenia:)
Choć następnym razem chyba się dobrze zastanowię, zanim im pomogę w pieczeniu;)

Korzystając z okazji, gdybym już dziś całkiem utknęła przy uszkach i pierogach, chcialam życzyć każdemu z Was:

Pełnych rodzinnego ciepła i radości Świąt Narodzenia Pańskiego,
Aby w tą szczególną noc, Mała Dziecina narodziła się i w waszych sercach i wlała w nie pokój i miłość,
Aby ten czas był dla każdego z nas magiczny i prawdziwie rodzinny.
źródło: sieć



piątek, 21 grudnia 2012

jak dla mnie najpiękniejsza...

Jest 22:53 na moim piekarniku, 22:49 na telefonie i 22:50 na zegarku branzoletkowym...jednak to nie ma znaczenia, bo właśnie siedzę i z dumy pękam, bo mamy nasza pierwszą rodzinną choinkę!!!!
Po 6 latach razem (w tym 2,5 roku jako małżeństwo) mamy naszą pierwszą najpiękniejszą choinkę!!!!
Patrząc na nią od razu w głowie przywołują się na myśl kolędy....


środa, 19 grudnia 2012

Gapciu

Od kilku dni wędrujemy z małym po lekarzach specjalistach. Jedno, co nas nieco rozbawiło, a zauważył każdy lekarz, to stwierdzenie: "..syn jest taki troszkę Gapciu, ale taki Jego urok"!!! Hmmm... my tam w Nim Gapcia nie widzimy, a zawsze uśmiechniętego, małego wesołka..najukochańszego bobaska na świecie:)!! No, ale to my rodzice:) Nie przeszkadza Nam to ani troszkę:)
Tak dzisiaj sobie spacerując z małym po polku uświadomiłam sobie, że w dzieciństwie Gapciu był moim ulubionym krasnoludkiem z Disneyowskiej bajki:)

źródło: sieć
To najbardziej uroczy i kochany krasnoludek w całej bajce!!!!!! A teraz ja mam takiego małego Gapcia- zupełnie jak Królewna Śnieżka;)

Wczorajszy dzień to kompletna klapa dla mnie: migrena, kobiece trudne dni i złośliwość losu. Wszystko wczoraj dla mnie było na nie:( Ponieważ jestem głównym piecowym w naszym domu, kiedy mąż jest w pracy, odpowiadam za ciepełko dla nas do jego powrotu. Ponieważ nie znoszę, gdy w domu jest gorąco (a tak jest jak mąż jest piecowym), to zaczynam grzanko dopiero ok. 15:) Do perfekcji opanowałam rozpalanie- przeważnie zajmuje mi to ok. 4-5min. i jest niezły ogień w piecu. Ale nie wczoraj. Rozpalałam go 3 razy!!! zajęło mi to ponad godzinę!!! Normalnie nie byłam zła, że się nie rozpalił, tylko że tak ślamazarnie mi to idzie...Dziś poszło dzięki Bogu raz dwa:)
Do tego wszystkiego kawa rozpuszczalna się nam w domku skończyła, a zakupy dopiero dziś, więc uznałam to za wielki znak, że już najwyższa pora zacząć działać naszym ekspresem, który otrzymaliśmy w prezencie ślubnym. Zapowiadało się dobrze- jest ekspres, jest krotka instrukcja to lubię!! Parzenie kawy tak podniosło mi ciśnienie, że kawa nie była już potrzebna!!!! Za chiny ludowe nie mogłam jej zaparzyć, bo już przy samym finiszu kawa zamiast do kubka bryzgała po kuchni!!! Co gorsza miałam mnóstwo sprzątania, bo kuchnia biała a na dodatek kawa musiała być fusiasta:(:(:(
I tak człowiek chce sobie choć troszku życie umilić, to czasem narobi sobie większego kłopotu...
czasem tak się zastanawiam, czy nie jestem czasem troszkę stuknięta.....od kilku dni za swój największy problem uważam swój wygląd. ciągle tylko myślę jak to było, kiedy nie było mojej oponki na brzuszku, jak wtedy wyglądało moje ciało, a teraz...A przecież ludzie borykają się z brakiem pracy, wsparcia ze strony bliskich, głodem, a ja?!...mam wszystko o czym może zapragnąć człowiek..kochającego męża, zdrowego synka, wsparcie rodziny, pracę, dom...a jednak w głowie kotłują się takie myśli...Przecież nie jest ze mną tak źle. Przecież nie każda z nas wraca do swojego poprzedniego wyglądu..przecież w dzisiejszym świecie to taka błachostką....To dlaczego tak strasznie mnie meczy, kiedy czuje mojego oponkowego towarzysza? Może dlatego, że kiedyś byłam naprawde grubiutka i nie czułam się dobrze w swoim ciele, że nie miałam poczucia własnej wartości, bo przecież ciągle słyszałam, że jestem gruba (żeby ciekawiej zawsze od rodziny, prawie nigdy od znajomych koleżanek i kolegów)...
W szkole średniej za zgubienie wielu kilogramów zapłaciłam jak na młodą dziewczynę spora cenę, a wszystko przez jakiś stereotyp i brak pewności siebie, który był bardzo głęboko ukryty gdzieś we mnie...Wplątałam się w jakieś chore kompleksy, chorobę, która mnie niszczyła....Nie chce tego powtarzać, bo teraz po tych kilkunastu latach potrafię spojrzeć na swoje odbicie lustrzane obiektywnie, lubię siebie..(tylko ta oponka)....cały czas powtarzam sobie, że z czasem i ona padnie, ale kiedy mam takie gorsze dni, to troszkę się podłamuję..nie mówię o tym głośno, bo mój mąż też sporo pracy włożył w moją obecną pewność siebie.
 Fakt, że pokochałam swoje ciało jest przede wszystkim Jego zasługą....Czasem jest to takie dziwne, bo lubię siebie i akceptuję i czuje się pewnie, a czasem mam już dość swojego brzusia i myślę sobie co by tu zrobić, żeby ją zgubić?
Mam w sobie takie przekonanie, że ćwiczę na siłowni raz w tygodniu tylko dla siebie, dla ogólnego ruchu, bo w zimie mam go mniej, a nie po to aby szybko schudnąć...jem to co mi smakuje, co lubię, a ze są to potrawy lekkie to dobrze, dla mojego zdrowia...częściej uprawiam seks niż przed ślubem, kiedy byłam chudzielcem:)...więc chyba jest więcej plusów w ogólnym rozrachunku?!:)

Cały dzień chodzi za mną pomarańcza. Nie kupiłam w sklepie i teraz mam na nią takiego smaka...ach...
źródło; sieć

niedziela, 16 grudnia 2012

Ten weekend bez dwóch zdań możemy zapisać jako całkowicie rodzinny. Tak naprawdę dopiero poznajemy uroki wspólnego całkowicie spędzonego weekendu, bo zawsze była albo uczelnia, albo budowa, albo zakupy do domu itd. Ten był inny- tylko nasz!:)
sobota:
 Pozwoliliśmy sobie całą trojką na leniuchowanie do 9 rano; wspólnie imprezowaliśmy na spotkaniu mikołajowym dla dzieci u męża w pracy; wspólnie bawiliśmy się i piekliśmy chleb (do 23 wieczór w sobotę:) wyszedł pycha:)).


tak Milosz nurkował w piłkach. Zabawa była dla niego tym lepsza im więcej piłek miał na sobie:)





niedziela:
Tu również nie próżnowaliśmy i do rannych ptaszków się nie zaliczaliśmy. Pobudka jak na niedziele przystało 9:30; potem wspólne świętowanie 30- tych urodzin szwagierki. Impreza niespodzianka odbywała się w Wieliczce w Turowce (hotelu, w którym podczas euro mieszkała włoska reprezentacja). Przyjęcie niespodziankę zorganizował mąż solenizantki w wielkiej tajemnicy!! Cala rodzina brała udział w wielkiej konspiracji:):):) oczywiście taka okazja wymagała również porzucenia codziennego matkowego, wygodnego stroju. Z ogromną przyjemnością wskoczyłam w sukienkę i szpilki (najwyższe jakie mam), zrobiłam subtelny makijaż, aby podkreślić usta moją mocną szminką Loreal deep rose nr 216, upięłam lekko włosy, założyłam do sukienki długie i masywne kolczyki i krokiem niczym Diva dumnie kroczyłam przed siebie, czując na sobie nie tylko pożądliwe spojrzenie mojego męża, ale i wszystkich dookoła;) Ach....jak było to przyjemne uczucie:)

Bardzo lubię tak spędzane wolne chwile..jest multum pracy jeszcze z domem i innymi, ale czas spędzony z moimi chłopakami to najwspanialsza chwila...

czwartek, 13 grudnia 2012

po drugiej stronie lustra stoję ja...

...Ja, czyli herbata. Młoda ciałem (jeszcze) i duchem (oby na zawsze). Matka, żona, córka, siostra, przyjaciółka, koleżanka. Wieczna optymistka, starająca się czasem patrzeć i brnąć przez życie realnie ( czasem, bo częściej realnie na świat patrzy mój mąż i dobrze, że go mam:)). Z sercem na dłoni, kocham ludzi...kocham im pomagać...muszę i potrzebuje czuć się pomocna, potrzebna.
źródło: sieć

  Nie umiem się długo złościć, raczej jestem typem albo od razu powiem co mi na sercu leży, albo godzinami dyskutuję w swojej głowie i myślach co powiem, lub co gorsza co mogłam powiedzieć. Bo choć czasem próbuję być opanowana, mądra (czasem aż mądralińska), nie zawsze mi to wychodzi....

Należę do osób bardzo sentymentalnych, wrażliwych, zwłaszcza na ludzką krzywdę. Nie mam zwyczaju przechodzić obok problemu obojętnie (choć jak twierdzi jeden z moich braci, luz by mi się przydał).
źródło: sieć

Nie jestem osoba raczej zdecydowaną, jeśli chodzi o swoje ja. Jestem bardzo zdecydowana, zaradna, konsekwentna i zapobiegliwa, jeśli w grę wchodzi życie....Mam swoje zdanie i zawsze muszę go bronić, choć czasem (nie za często, ale..) potrafię przyznać się do błędu, choć łatwo nie jest.....

Nie lubię zawiści, chamstwa, spóźnialstwa, braku organizacji i chaosu. Nie należę do ludzi, którzy posiadają podzielną uwagę. Czasem za szybko chce powiedzieć wiele rzeczy na raz i w rezultacie gubię wątek:(

Kocham szczęśliwe zakończenia, ckliwe opowieści romantyczne, filmy i książki. Lubię ciszę...lubię przebywać sama ze sobą, byleby nie za długo, bo bez człowieków też nie umiem....
źródło: sieć

Uwielbiam długie kąpiele w solach i olejkach, niestety mam obecnie prysznic i oprócz oszczędności wody innych zalet nie dostrzegam... Nie mam określonego stylu..Gdybym mogła, chodziłabym w znoszonym dresie po domu, spiętych w nieład artystyczny włosach (no ale przecież straszyć męża nie będę;)) ale czasem mam ochotę i robię się na bóstwo, na wampa, na kobietę w stylu glamoure....zależy od nastroju, okazji, przekonania, zachcianki....Choć bez bicia przyznaje się, że nie mam wyczucia modowego. Raczej hołduję zasadzie: w tym się dobrze czuję, w tym chodzę. Nie mam nowości w szafie, kupuję raczej racjonalnie, praktycznie. Lubię to w sobie:) Lubię patrzeć jak inni się ubierają, jak się noszą....i nie dlatego, żeby oceniać, bo tego nigdy nie robiłam i nie zamierzam czynić...

Wierzę w Boga, jestem praktykującą chrześcijankom. Wychowałam się na oazie i zawdzięczam jej najlepsze lata mojego młodzieńczego życia, zawdzięczam świadomość wiary i sensu modlitwy....

Kocham mojego męża od pierwszego wejrzenia i choć nie lubię być zazdrosna to jestem- czasem;) Uważam, że miłość to składowa: zaufania, szacunku, oddania, zrozumienia, pożądania, akceptacji, pociągu fizycznego  i motyli w brzuchu. Jednak najważniejsze w związku i miłości są zaufanie i szacunek....

Ubóstwiam mojego syna. Jest dla mnie niesamowitym darem, siłą....Kocham Go!!!!
Mam naprawdę za co dziękować Bogu każdego dnia....



moja filiżanka z kawą

jest po 10, mąż właśnie do pracy wyruszył, mały śpi w łóżeczku, panowie budowlańcy hałasują u góry, a ja z moją filiżanką kawy mam wreszcie czas na poczytanie blogów. Delektuję się błogą "ciszą" (nie licząc Panów u góry;)) popijam kolejny łyk kawy z mleczkiem, dziś w białej filiżance, myśląc o tym jak lubię ten stan:)


Pomijam fakt, ze skoro męża miałam w domu przez kilka dni, muszę zrobić prawie świąteczne porządki, bo niestety mój najmilejszy ma problem z utrzymaniem po sobie porządku. Wszędzie dookoła papiery, dokumenty, krawaty...ale...ale jest moja kawa (kolejny łyk)...mmmmm....Te kilka dni razem suma sumarum, były cudowne i dla mnie i Miłosza i męża...

Miłego dnia:*

środa, 12 grudnia 2012

synuś mamusi

Jak już pisałam w poprzednim poście, Miłosz nabył ostatnio nową umiejętność.A zatem mój syn umie pokazać jak kocha mamusię i przytula się do mnie :)  co jest najcudowniejsze, robi to za każdym razem, kiedy, ktoś Go zapyta: jak kocha mamusię:)
Tak mocno Cię kocham syneczku:*
zdjęcie co prawda z 6-go grudnia, ale jedno z moich ulubionych:)


wtorek, 11 grudnia 2012

wtorkowo

to dziś miał miejsce ten dzień, kiedy to mąż i żona nie przyzwyczajeni do przebywania ze sobą pełne 24h dażyli siebie wzajemnie różnego rodzaju emocjami ( a to żarcik, a to pogaduszki, a to mała różnica zdań i znowu żarciki, uśmieszki itd.). Jednak z perspektywy całego dnia, to dla nas dzień bardzo udany:) Choć nie wiem tak do końca co na to ślubny, bo cały dzień jedzie na kleiku ryżowym. Właśnie przed chwilą zaliczyliśmy mały bunt na pokładzie, ponieważ powiedział kleikowi dość!!!Stwierdził, że może jeść już wszystko...i po tych słowach oboje parsknęliśmy śmiechem...no tak! zapomniałam, że jak na wypisie u faceta zanotowane jest trzymać dietę kilka dni, to dla mojego męża oznacza aż jeden dzień;) Choć będąc na jego miejscu, pewnie sama już dawno sama siebie bym przekonywała, że już kleiku ryżowego nie trzeba.....
Byliśmy dziś z małym u okulisty. Skierowali nas do placówki partnerskiej, gdzie leczą takie małe szkraby. Choć śmiać nam się chciało, kiedy okulistka z powagą w głosie otworzyła drzwi gabinetu i powiedziała: Pan Miłosz, proszę". Szybko się zreflektowała, że szanowny petent to 7- mio miesięczny Słodziak:) 
Dopóki mąż odpoczywa na L4, Milosz bardzo świadomie wykorzystuje fakt obojga rodziców w domu, co i nam samym sprawia niezwykłą frajdę bawiąc się razem z nim:) Ostatni hit sezonu, to książki- zwłaszcza te o zwierzątkach do naśladowania przez rodziców, kręgle, no i oczywiście jak na faceta przystało porządna bryka...

..zostały jeszcze tylko 3 sztuki:) 
przed każdą jazdą, należy sprawdzić sprzęt..
 
...na edukację zawsze mam czas...

Od kilku dni Młodzieniec opanował technikę przytulania się do mamusi i ukochania jej:):*:* Z tatusiem natomiast uwielbia maistrować przy klawiaturze komputera....




poniedziałek, 10 grudnia 2012

zbiorczo, czyli wracam po krótkiej przerwie

ostatni tydzień, to dla nas niezły twister! Wszystko chyba co nie przydarzyło się nam w tym roku, zisciło sie w tym tygodniu.
Najpierw dobre:

  1. mały zbiera się bardzo poważnie do raczkowania. Ma mocne nóżki i kuferek co chwilka w górze figluje. Rączki jeszcze nie nadążają, ale...mąż się cieszy, bo to piłkarz mały:) Jak dorwie nóżkami piłeczkę, to tak przebiera nogami, że czasem nie nadążamy odróżniać która nóżka jest która:)
  2. panowie zapitalają z robotą na naszym poddaszu, że do końca roku chyba ściany pomalujemy i może do połowy stycznia oficjalnie zamieszkamy w całym domu:):):)
  3. Miłosz był w tym roku tak grzecznym chłopczykiem, że od dobrego tygodnia gościliśmy przynajmniej po dwóch mikołaii dziennie:) Nie nadrabalismy z produkcją ciasteczek i mleka, więc raz mikołaje zjedli tajską zupkę, którą dumnie sama zrobiłam (nie z torebki!!!:)
  4. Jest przepiękna pogoda: wspaniała zima!!:) słoneczna, promienna, mroźna- taka, jak lubię.
  5. Zakończyliśmy szlachetną paczkę. W sumie udało nam się zwerbować kilkanaście osób, więc   paczka nasza liczyła aż 9 pudeł:) To dla mnie osobisty mały sukces i radość, którą dzielę się z bliskimi. Mam nadzieję, że w przyszłym roku też uda nam się obdarować kogoś potrzebującego...
Niestety są i złe:
  1. Zatruliśmy sie z mężem pieczarkami. Ja to odchorowałam w domu, ale On biedny wylądował w szpitalu....Już, całe szczęście jest w domu, ale nie było wesoło. Najgorsze, że pieczarki wyglądały na naprawdę świeże, a kupiłam je jak zawsze u tej samej sprzedawczyni...ważne że skończyło się tylko odwodnieniem i anemią....
  2. Z Miłoszkiem musimy wybrać się do okulisty, bo bardzo nam zezuje, tzn. oczko mu do środka bardzo ucieka. Co gorsza powróciły mu napięcia i musimy zaliczyć jeszcze neurologa. Mam tylko wielka nadzieję, że to nic poważnego:(
  3. Nie uznano nam reklamacji w CP więc owszem wracamy do świata wirtualnego, ale lżejsi o 300zł. No cóż...choć nadal rozważamy wniesienie skargi do UOKiK.
  4. Z dniem 2 stycznia 2013r. wracam do pracy:(:(:(:( jestem nieco załamana faktem, że ten czas zbliża się nie ubłaganie...i nie dlatego, że nie lubię swojej pracy, bo bardzo lubię, ale że bez malutkiego:( choć wiem, że obojgu nam dobrze zrobi ta mała zmiana sytuacji, ale nie chce też przegapić tych ważnych chwil w jego życiu:( Dobrze, że pracujemy nad następnym bobasem:) 
Jejku, tak mi brakowało mojego bloga!!!! tyle chwil, myśli uciekło.... niby tylko dwa tygodnie, ale to aż dwa tygodnie....No nic, życie to nie bajka i nikt nie obiecywał, że ławo będzie...ale i tak jest wspaniale:)


sobota, 1 grudnia 2012

o uczciwości, chyba zapomnieli, czyli potyczki z cyfrowym polsatem!!!!

Jeszcze pamiętam, jak 3 tygodnie temu wreszcie podpieliśmy się do świata w naszym nowy domu. Ponieważ nie ma u nas możliwości podpięcia sieciowego neta, wybraliśmy firmę, która wydawała nam się  solidna pod względem obsługi oraz oferty. Wybralismy odpowiedni poziom transferu danych i miało być pięknie i kolorowo!:)  Niestety jak się zawiedliśmy!!!! Po dwóch tygodniach rozpoczął się nasz problem:(:( Na umowie jedno, a w praktyce drugie!! I lipa, reklamacja złożona, UOKiK będzie najprawdopodobniej zawiadomiony o zabronionych praktykach i czekamy, a my nadal bez neta:( (dobrze, że mąż ma w telefonie nieduży transfer, to na maila i bloga wystarcza, ale..) no własnie, ale...!?!?.. Ale bez internetu nadal.....wrrr.....trafia mnie, jak ktoś jest nie kompetentny i oszukuje. Zobaczymy jak się do reklamacji odniosą...
Dlatego mam i pewnie jeszcze przez jakiś czas będę miała i u was i u siebie zaległosci blogowe:(
miłego weekendu:*



środa, 28 listopada 2012

rozwiodłam się z Filipem Bobkiem;)

ha ha ha ....powaga!!! śniło mi się w nocy, że sie z Nim rozwiodłam!:) dlaczego?! nie wiem...dlaczego z nim?! nie wiem, ale to był tak realistyczny sen:) Kiedy powiedziałam rano mężowi, co mi się śniło najpierw padło pytanie: "co to za jeden?" a potem " dobrze, ze się z Nim rozwiodłaś":)
Ach te sny nieraz płatają takie figle i nieoczekiwane zwroty akcji:) Nadal ne wiem, tylko dlaczego z tym aktorem??? co innego z Clooneyem;)
miłego dnia:)
ps. a to fotka mojego "byłego męża" hi hi hi
 
źródło: sieć



wtorek, 27 listopada 2012

no i budujemy dalej!!!

Nie posiadam się ze szczęścia, ponieważ od dzisiaj w naszym domku na poddaszu pracuje ekipa wykończeniowa. Co jest jednozanczne z tym, że już mam nadzieję niebawem zamieszkamy z mężęm w naszej sypialni, wypakuję pozostałe rzeczy do kartonów, urządzimy pokój Miłosza i pokój biurowy (marzy mi się regał z moimi książkami, a mam już dość pokaźną kolekcję i sofka nieduża do czytania:))!!!! i co najważniejsze: łazienka z wanną na wieczorne relaksy w piance, kadzidełkami...ach...na samą myśl o tym, aż mi się micha cieszy:):):):) Planów jest sporo, ciekawe czy nasz resztkowy budżet to zniesie :/

Od wczoraj poszukuję już wykończeń pokoi, łazienki i sypialni:):) to mi się w oczy rzuciło:
 
te płytki wypatrzyłam do łazienki na górę.

Tu poniżej kolorki pokoju Miłosza, który chciałabym wziąść pod uwagę  


 Jeśli chodzi o sypialnie, to marzy mi się połączenie jednej ciemnej ściany z jasnym. Taki spory kontrast

źródło: sieć

No cóż pomarzyć można:):):)

Niestety ogromnym minusem jest to, że ugrzęzłam w domu na dwa tygodnie:( przez to, ze Panowie pracują muszę być cały czas na miejscu:(:( A tu taka piekna pogoda się zrobiła, że najchetniej znów zapakowałabym małego do autobusu i do parku wywiozła.... choć nie narzekam, bo mam przynajmniej mój "ogród":)



piątek, 23 listopada 2012

Mam w domu małą, sześciomiesięczną Papuszkę, a raczej Pana Papuga. Miłosz jest właśnie na etapie odkrywania swojego głosu i od kilku dni skrzeczenie w różnej wielkości decybelach jest zabawą nr 1!! Aktualnie mój syn zjada rękę swojej ulubionej żaby:).

 Byliśmy z Nim wczoraj do kontroli u lekarza rehabilitanta. Przygotowani byliśmy z mężem na pouczenia, jak to wyrodnymi rodzicami jesteśmy, bo nie mieliśmy ostatnio czasu na wykonywanie ćwiczeń. Zaskoczenie przyszło po badaniu lekarki, kiedy stwierdziła, że chłopczyk nie tylko nadrobił zaległości, ale i wyprzedził rozwój o ok. dwa miesiące:)!!! Dumni i zaskoczeni z obrotu sprawy, chwalimy się teraz jakiż to cudowny jest nasz syn!!!- choć to akurat wiedzieliśmy od początku:):)

Jednoznacznie stwierdzam, że facet to umie zaskoczyć....choć nie podejrzewałam, ale jednak...Od kilku dni zmagam się z migreną, więc tak naprawdę funkcjonuję na resztkach energii w bateriach zapasowych. I tak przez pełne trzy doby: rano, wieczór, południe i popołudniu migrena....choć o dziwo, nocą też,ale chyba jakaś kumulacja energii do zużycia następuje, bo wczoraj "późnym" wieczorem, mój mąż zapytał mnie, czy zdaję sobie sprawę, że od kilku miesięcy mamy dziecko i trzeba być troszkę ciszej??!? :):):):) A we mnie w momencie wstąpiły jeszcze większe dzikie moce i poczułam się tą niegrzeczną;) nie wiem czemu, Jego stwierdzenie z tym zadziornym uśmiechem zadziałało tak na mnie, jak płachta na byka, ale było to bardzo przyjemne uczucie:):):)

Właśnie mały Smykol dołączył do mnie i traktuje mojego laptopa jako super zabawkowe pianinko:) szkoda, że nie możecie zobaczyć z jaką pasją dłońmi bił w klawiaturę....:):)

wtorek, 20 listopada 2012

kiedy odpoczywają żony i matki?

jest 23:17, moi mężczyźni już dawno śpią, a ja?! no własnie, ja jestem w połowie robienia ciasta dopiero i mam zamiar za chwilkę wykończyć sałatkę z pora na jutrzejsze śniadanie. Oprócz tego mam jeszcze do rozpakowania pozostałe dzisiejsze wieczorne zakupy, ogarniecie kuchni po moich wyczynach, mam w planach jeszcze długą kąpiel, choć nie wiem, czy nie skończy sie na szybkie pryszce... Najbardziej zabawne jest to, że faceci moi dwaj śpią, a ja zaraz muszę jeszcze mikser odpalić:)
Tak naprawdę właśnie odpoczywam...mam ciszę, spokój, nikt mi tu nie płacze, nie skrzeczy...po prostu cisza:):)..... Jestem wyczerpana, ale nie fizycznie, a ogólnie,( bo małemu zębole nadal wychodzą i się zebrać nie mogą) i męczy Go to nieziemsko, a mnie przy okazji...ale nie narzekam, bo mogło być gorzej. Jutro Miłosz skończy 6 miesiecy:) Jak ten czas zapitala....ponieważ miał nieco lżejszy dzień ( cały prawie przespał), ja miałam troszkę czasu aby zrobić takie podsumowanie multimedialne Jego 6-cio miesiecznego życia. Mąż jeszcze tylko podpicuje troszku w efekty dźwiekowe i jest:)

Jutro natomiast z wizytą wpadną dziewczyny, z osiedla brata, z którymi zdążyłam się za koleżankować, więc szykuje nam się urocze przedszkole w domu:)

miłych snów:)

szlachetna paczka- robimy!!!!!

postanowiliśmy wspólnie z mężem, że weźmiemy udział w tegorocznej szlachetnej paczce. Do tego niesamowitego dzieła zaprosiliśmy nasze rodziny i znajomych. Mam nadzieję, że każdy choć w nieduży stopniu będzie mógł pomóc wybranej przez nas rodzinie. Jestem bardzo podekscytowana, bo tak bardzo lubię pomagać ludziom!!! Zachęcam Was do tego szlachetnego przedsięwzięcia. Więcej info na: http://www.szlachetnapaczka.pl/ . Naprawdę warto być cichym bohaterem!!!!

poniedziałek, 19 listopada 2012

dziękuję, dziękuję, dziękuję

i jeszcze raz dziękuję za kolejne wyróżnienie:) tym razem od evy z pyrowego zakątka;)
poniżej umieszczam odpowiedzi na zadane pytania:)

  1. Jaki jest tytuł Twojej ulubiona bajki z dzieciństwa? 
    GUMISIE
  2. Którą zabawkę z "wczesnej młodości" pamiętasz najlepiej?
    MIŚKA FRANKA, MAM GO DO DZIŚ:)
  3. W jaki sposób odrywasz się od codziennego zgiełku? 
    PYSZNA KAWKA, DOBRA KSIĄŻKA, GOTOWANIE I DŁUGIE SPACERY
  4. Wolisz zapisywać piękne chwile na filmie czy na fotografii?  
    FOTOGRAFIA
  5. Jaki jest Twój zapach dzieciństwa?  
    SIANO I SŁOMA Z DZIADKOWEJ STODOŁY, POWAŻNIE:)
  6. Co zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?
    KSIĄŻKĘ, PEPSI W PUSZCE I MNÓSTWO SMAKOŁYKÓW;)
  7. Czy jest miejsce, do którego chętnie wracasz? Jakie?  
    HMMMM....AKURAT NIC MI DO GŁOWY NIE PRZYCHODZI
  8. Czy posiadasz rzecz, którą przechowujesz od wczesnego dzieciństwa? Jaką? 
    MISIEK FRANEK, MA PONAD 20 LAT
    9. Gdzie w domu spędzasz najwięcej czasu?  
    W KUCHNI:)
    10. Jesteś optymistką, czy raczej pesymistką? 
    W 100% OPTYMISTKĄ!!!
    11. Jak brzmi Twoje życiowe motto?  
  9. ZAPOŻYCZONE OD GROCHOLI:" JAK KOCHAĆ, TO KSIĘCIA, JAK KRAŚĆ TO MILIONY":)

    MIŁEGO WIECZORU :)

sobota, 17 listopada 2012

mam wolne przedpołudnie i idę do kina

Dzisiaj miałam wolne przedpołudnie. Zaproponowałam moim facetom, aby pobyli dziś razem, tak beze mnie. Obaj (i mąż i synek) poparli moją propozycję i tak oto Oni mieli męskie wspólne przedpołudnie, a ja wychodne:) Nie mogłam nie wykorzystać okazji i nie wybrać się do kina na ostatnią część "Zmierzchu". Bardzo się cieszyłam na to wyjście, bo czytałam wszystkie części książki i obejrzałam oczywiście adaptację filmową i byłam strasznie ciekawa jak reżyser zakończy sagę. Nie ulega w ogóle dyskusji jak dla mnie, że książka jest dużo ciekawsza i lepsza od filmu, ale film też nie był zły:) Jak dla mnie filmy (wszystkie części) warte obejrzenia, ale książka obowiązkowa!!! I pomyśleć, że wzięłam ja do ręki tylko po to, aby sprawdzić czy jest tak dobra i fenomenalna jak mówią (chciałam mieć swoje zdanie). Bardzo szybko książka mnie wciągła, tak, że kolejno czytałam i kupowałam następne części, aby wiedzieć co będzie dalej... Nie żałuję, że ta pozycja znalazła się w moim księgo zbiorze:)
źródło: sieć

Jednak nic nie zaskoczyło mnie tak, jak moja mama, która nie lubi tego typu literatury i filmów. Zbierałam szczękę z podłogi, kiedy zaproponowała, że może pójdzie ze mną do kina na ten film. Skoro wszędzie o nim mówią, to może jest ok?! Totalny szok, ale było fajnie. Na seans wybrałyśmy się rano na 9:50, a, że dzikich tłumów tak rano nie było, to zdążyłyśmy na latte, a mama na ciasteczko:)

Po południu zawitali do nas z wizytą siostra męża z rodzinką. Było bardzo fajnie, jak zwykle z resztą. Pewnie pisałam już, że obie siostry Łukasza i ja urodziłyśmy w tym roku synków:) hahahah...wesoło mamy teraz:) W prezencie wprowadzeniowym dostaliśmy różnego rodzaju formy do pieczenia...Obojgu nam spodobał się prezent, a mąż już zaciera ręce na kolejne ciasta robione moimi rączkami;)

Niestety wieczór był okropny. Mały dostał takiego płaczu na te wychodzące ząbki, że przez dobra godzinę nie mogliśmy Go uspokoić:( biedulek...Teraz zmęczony śpi rozłożony w naszym łóżku jak księciunio;)

 Jeszcze nie wie, że za chwilę przeniesiemy Go do Jego łóżeczka....





piątek, 16 listopada 2012

"Willma, I'm home.."

Te słowa chyba zna każde dziecko i dorosły:) Myślę, że nie wiele jest osób, które choć raz nie widziały bajki Flinstonowie. Jak już wiecie, wczoraj mój małżonek wrócił z czterodniowego szkolenia....Dziś rano, patrząc na nasze mieszkanko, pomyślałam:" tak!! Mój mąż wrócił":) po czym poznaję, że to nie zjawa śpi obok mnie? Ano po tym, że cały stół w jadalni zajęty jest Jego klamotami: telefony, książki, portfel, dokumenty, notatki, kubek po wczorajszej kolacji itd. Ponadto znak szczególny: torba z ciuchami nie rozpakowana, znajdująca się zawsze w takim miejscu, że gdyby nie moja nad zwyczaj wyostrzona uwaga, pewnie miałabym już do wymiany kolejna par zębów:) hihihihi...
No oczywiście są też inne znaki: sprawdzenie wszystkich parametrów przy piecu, sprawdzenie jak zrobiona jest kostka brukowa na podjeździe ( przed 21 w zimie: sokole oko;)), sprawdzenie jak przepływa woda  w kaloryferach, po długiej pogawędce z synem przychodzi ten czas dla mnie:) Zazwyczaj kładziemy się już wtedy spać, ale tak się mocno do mnie przytulił, ze ledwo oddychać mogłam!!!!:):):) Tak, taki własnie jest mój osobisty Fred Flinston;) Za nic w świecie bym Go nie wymieniła:)
źródło: sieć
Wczoraj byliśmy z małym na wizycie kontrolnej u pediatry. Chciała sprawdzić jak tam jego wyniki krwi, moczu itd. Tak obrosłam w piórka, po słowach które usłyszałam od lekarki, że normalnie nachwalić się nie mogę:) Że sama gotuje młodemu przecierki, że cukru nie daję, że szczepienia mamy zgodnie wszystko co do dnia, że mały super się rozwija...no po prostu lodzio miodzio:)
Mnie cieszą Jego dobre wyniki. Niestety jesteśmy teraz na etapie ząbkowania, czekamy na pierwsze sztuki. Miłosz przechodzi je tak średnio, tzn. oprócz panicznego płaczu i dużej ilości snu w ciągu dnia to nic mu się innego nie dzieje, ale tak strasznie mi Go żal:( Obiecałam Mu, ze jak wyjdą już ząbale, to nie podarujemy im takiego bólu i cierpienia i będziemy je szorować po każdym posiłku.!! A co?!!! Niech wiedzą, że z nami się nie zadziera;)

Dziś ponieważ żona ma męża znów przy sobie, po raz pierwszy chyba w tym tygodniu zrobiłam obiad! I to dwudaniowy:)!!! Z ogromną przyjemnością:) Lubię gotować dla kogoś, a zwłaszcza dla tych, których kocham:)
źródło: sieć

 ACHA, SERNIK  NA ZIMNO WYSZEDŁ SUPER:):):)

W ogóle od jakiegoś czasu chcę się pochwalić moim osobistym małym sukcesem i ciągle o tym zapominam. Udało mi się wrócić do ubrań sprzed ciąży!! Niestety to nie zasługa genów, a wielu wyrzeczeń, które się opłaciły. Jestem z tego bardzo dumna, bo na ćwiczenia czasu nie było ( choć próbowałam A6Weidera) i nie ma nadal ( no nie licząc tych 5- ciu wyjść na siłownię, w przeciągu całych 6- ciu mięsięcy). Do wagi z przed ciąży brakuje mi 2,5 kg, ale powoli, powoli dam radę:):):):)



czwartek, 15 listopada 2012

he is coming

od kilku minut siedzi już w taxówce i zmierza w naszym kierunku. Niebawem zastuka do drzwi cały telepiąc się z zimna, bo dziś u nas bardzo chłodno i mglisto. Serce wali mi jak oszalałe. Ciągle podchodzę do drzwi, do okna, wypatruję nadjeżdżających świateł. Zupełnie jak kiedyś, kiedy jeszcze razem nie mieszkaliśmy, kiedy wszystko było takie nowe, takie niespodziewane....Miłosz niestety nie doczekał, zasnął jakieś 15 min. temu:( no cóż, jutro rano przywita się z tatusiem. A ja mam Go całego tylko dla siebie:):):)!!!! Nie wiem, czy do jutra zdołam się od Niego odkleić;)
żróło: sieć

A dziś Phil zagra tylko dla Nas;)


środa, 14 listopada 2012

no i panowie...

Dziś dostałam w komentarzu od Gosi z http://male-tete-a-tete.blogspot.com/ odpowiedz do poprzednio zamieszczonego posta o kobietach. Jest to 100% prawdy o facetach!!!! Równie zabawny i jakże prawdziwy:)
dobrej nocy:)


może na wiosnę przylecą bociany?

Tak od kilku tygodni po głowie chodzi mi jedna myśl, która powoli w mojej głowie przemienia się w plan. A skoro i w głowie mojego męża zasiałam ziarenko, że już chyba jestem gotowa, to coraz bardziej chcę, aby w przyszłym roku przyleciał do nas bocian:)
źródło: sieć

Zawsze chcieliśmy mieć min. dwójeczkę małych bombelków (a może być i więcej), myśleliśmy i planowaliśmy zawsze o niedużej różnicy wieku, więc wszystko by pasowalo. Ostatnio jestem tak monotonna w temacie drugiego dziecka, że widzę po sobie, że coraz bardziej mentalnie i psychicznie przygotowuję się na kolejnego bobasa. Ale ja tak mam, zawsze się nakręcam, a potem zastanawiam, co i jak?:) no, ale taka jestem:) 

W krk jest dziś cudowna pogoda. Pełno słońca, delikatnego lekkiego wiaterku, po prostu idealnie spacerowo. Nie mogłam nie wykorzystać takiej okazji i nie zabrać malca na dłuuugi spacer. Po drodze zrobiłam małe zakupy, za nie mało pieniążków (tak, to ten czas kiedy rodzice kupują buty zimowe swoim pociechom) i jak to stwierdził mój ślubny po obejrzeniu fotek:" śliczne są, aż sam bym sobie takie sprawił. Ile kosztowały? Na to pytanie wolałam nie odpowiadać;) ale dramatu nie było:) Choć mamy ogromną nadzieję, że troszkę w nich pochodzi ( a raczej puki co pojeździ).

Wieczorem zabieram się za zrobienie pysznego sernika, którego przepis znalazŁam na necie. Mam nadzieję, że wyjdzie. Ja za ciastami nie przepadam, ale jutro mężulek wraca ze szkolenia:) A on jest takim łasuchem na ciasta:) .......Ależ za Nim tęsknię:(

Niesamowicie rozbawił mnie rano Miłosz, kiedy błagalnym wzrokiem i swoim typowym: "yeyeyye" chciał aby Go zabrać na matę do zabawek, kiedy robiłam sobie śnaidanie. Niestety zanim wzięłam aparat zdążył puścić szczebelki, ale oto mały więzień w swoim łóżeczku:)

A tym widokiem chcę się z Wami podzielić. Taki zachód słońca oglądałam dziś z kuchni, kiedy robiłam małemu przecierek owocowy:)


wtorek, 13 listopada 2012

ach, kobiety....

Na FB krąży wśród moich znajomych taka oto historyjka:


Niesamowicie mnie rozbawiła i musiałam się nią z Wami podzielić:):):)


poniedziałek, 12 listopada 2012

okno na świat

jakbym sobie przepowiedziała, że ta stłuczona filiżanka rano to dopiero początek moich dzisiejszych dokonań. I jak to bywa: "mówisz i masz"! Miałam się dziś spotkać z przyjaciółką na ploteczkach, tak, tak miałam bo komiks sytuacyjny, który się rano wydarzył był na prawdę złośliwą przewrotnością losu. okazało się, że mają przyjść panowie układać kostkę brukowa na podjeździe i może im to zająć dość długo... ale nie przyszli. Więc uhahana biorę telefon, że spotkanie aktualne. Już w myślach kombinuję, czym pojedziemy autem, czy autobusem?! OK, nagle olśnienie...samochód ma brat, bo męża rano na dworzec wywiózł i będzie dopiero ok. 19....Więc zadowolona wykręcam numer do przyjaciółki po wcześniejszym sprawdzeniu rozkładu jazdy i nagle...szybko odkładam....o f..k!!!! czy wyciągnęliśmy wczoraj wózek z bagażnika?!?!?!?! Myślę sobie" Boże, to nie dzieje się na prawdę?!"...a jednak, wózek pojechał z chłopakami...klawo!;/ Przyjaciółka jak to prawdziwa przyjaciółka zrozumiała...umówiłyśmy się na za tydzień....
Więc bez wózka i bez bryki ugrzęźliśmy z Miłoszem w domu na dobre....pomyślałam przez chwilkę, że nic więcej już chyba stać się nie może.....no cóż, chociaż do ogrodu na chwilę wyjdziemy pomyślałam....i masz ci los...w tym dokładnie momencie zaczął padać deszcz (dobrze, że bez piorunów, gradu, nawałnic i huraganów, bo nie wiem jakby się ten dzień dalej toczył). Tak, jedyne co się nasuwa to: ha ha ha:)nie możliwe, a jednak....Perspektywa dnia zapowiedziała się ekstra. Cóż więcej mogliśmy, jak tylko popatrzeć sobie na świat prze nasze salonowe okno.

Uwielbiam przez nie patrzeć (choć myć nie znoszę) na ogród, ptaki (dziś mieliśmy na drzewie dzięcioła:)) i krajobraz. Mały był zachwycony więc jak tylko nie spał ( a spał dziś sporo) buszował na macie własnie ustawionej przy oknie:)

Ogólnie zastanawiamy się nad zakupem huśtawki z siodełkiem takiej do domu lub stolika do jedzenia dla małego, bo czasem byłoby mi łatwiej jeśli mogłabym Go posadzić np. w kuchni i mógłby sobie patrzeć na to co robię. Mam wrażenie, że na macie czasem się nudzi. Widzieliśmy kilka fajnych na necie (producenci Polscy), także musimy to jeszcze oszacować z naszym budżetem i oczywiście zastanowić się, czy na prawdę tego potrzebujemy. Kupiłam dziś  do przetestowania pieluszki dada z biedronki. Tyle pochlebnych opinii o nich na blogach, więc pomyślałam, że może i my spróbujemy. Zaskoczyła mnie cena. Na prawdę nie duża:) 

Zmykam spać, bo dziś łóżko dzielę zamiast ukochanego męża, z małym bąbelkiem:) Dobranoc:)

6:05, o tej godzinie mój mąż wyjechał dziś na dworzec na kilku dniowe szkolenie do wawki. Przez te kilka dni sami z Miłoszem gospodarzymy się w domku. Od narodzin Miłosza to pierwszy tak długi wyjazd Łukasza. Wiem, ze dam sobie świetnie radę, ale zawsze czuję się pewniej kiedy jest lub wróci po pracy. Zawsze bardzo się denerwuję, kiedy gdzieś jedzie beze mnie i nie dlatego, ze obawiam się o jakieś towarzystwo damskie dla niego- nie, nie...po prostu boje się, że coś złego może Mu się przydarzyć. Los potrafi nie raz bywać tak przewrotny i nieprzewidywalny..ale taka jego rola.
Zaczynając dziś dzień zdążyłam już stłuc jedną filiżankę ze ślubnego kompletu i przeciąć sobie jej kawałkiem stopę. Całe szczęście nie dużo, ale zaczyna się ciekawie... Aby nie zdziczeć w domu przez te kilka dni z synem, zaplanowałam nam już te kilka dni. Dziś jestem umówiona z przyjaciółką na spotkanko, bo nie widziałyśmy się od 4-ch miesięcy. Oczywiście na babskie ploteczki zabieram ze sobą Miłosza, ciekawe jak mu się spodoba;) Pewnie będzie tak zainteresowany, ze prześpi połowę jak nie całe (mam taką nadzieję):)

Wesele na którym byliśmy w weekend było wspaniałe. Wszystko było na tak: jedzenie, orkiestra i przede wszystkim doborowe towarzystwo!!! Panna młoda, to moja świadkowa i jedna z najbliższych przyjaciółek, więc obecność na Jej weselu to było dla mnie również wielkie i wyjątkowe wydarzenie!! Bardzo się ucieszyłam, kiedy w zaproszeniu znaleźliśmy informację, że Młodzi zamiast kwiatów proszą o jakieś przybory dla dzieciaków z "małego" domu dziecka, które znajduje się w Krakowie. My na swoim weselu zrobiliśmy podobnie. Pamiętam, że nic nas tak nie cieszyło, jak wypakowywanie produktów dla dzieciaczków:) A jeszcze więcej radości, kiedy usłyszeliśmy z ust opiekunów w ośrodku, że to są rzeczy najbardziej potrzebne!!!! Zawsze, kiedy o tym wspominam jakoś tak oczy same się czerwienią...
W tym roku, to było już ostatnie wesele (a mieliśmy w tym roku 5), ale już w przyszłym roku szykują się kolejne 2:) a ile jeszcze będzie, to się okaże:) Od kilku lat co rok mamy przynajmniej po 2-3 wesela, a sądząc po stanie naszej rodziny, to jeszcze pewnie przez 5 lat będziemy balować rok w rok:) Super, bo ja uwielbiam wesela:)

własnie zakończyłam ostatni kawałek weselnego ciasta. Oczywiście do porannej kawy;)
źródło: sieć
ps. działa nam już prysznic!!!!:):):)


sobota, 10 listopada 2012

wreszcie dołączyliśmy do cywilizacji!!! od dziś nareszcie mamy internet:):) już nie czuje się odludkiem, bo nie mam pojęcia co w świecie się dzieje- teraz już tylko na bieżąco i ze światem i z blogiem:)

Po napisaniu wczorajszego postu aż mi ulżyło. Ja, typowa kobita jak się wygadam, wypłaczę i obmyślę wszystkie możliwe plany zemsty, to tak wewnętrznie odnajduję harmonię..ach....już się nie złoszczę na mojego ślubnego, wszystko wróciło do normy, choć nie odmówię sobie jakiegoś małego, przekornego komentarzyka- taki mały żarcik;) Choć On i tak uważa, że skoro cały babski świat ma Go za szowinistę, to i takie żarciki to już pikuś:)

Dziś nareszcie mężulek zabrał się za dokończenie naszego prysznica. Zadaniem na dziś było silikowanie! Tak brzmi niewinnie i banalnie, ale wierzcie mi, to złudne myślenie. Jak być może pamiętacie ostatni opisany strój w jakim mój najmilejszy pracował- dziś był już pełnym profesjonalistą. Stare jeansy, bluza, po prostu Majster Klepka gotów do akcji :) Niestety skończyło się po 30 min. gdyż wcześniej już wspomniany silikon wszędzie rozkładał się idealnie, tylko nie w kabinie:( Zła wiadomość jest taka, że musi przyjść "Mistrz", aby dokonać niemożliwego, a ja kolejny dzień na miedniczce spędzę:(() No ale cóż, jakoś przeżyję jeszcze jeden dzień. A wizja prysznica nadal puki co jest w sferze MOICH marzeń...
źródło: sieć
Nasz maluszek ostatnio zrobił się bardzo płaczliwy. Podejrzewamy, że niebawem pojawiać się będą pierwsze ząbki. Strasznie mi Go żal, jak tak biedny płacze z bólu...aż mi serduszko rozdziera, no ale musimy to jakoś przetrwać. Zwłaszcza On...
Korzystając dziś z pięknej pogody zabrałam maluszka na kolejną autobusową wycieczkę. Wylondowaliśmy na Placu Centralnym. Po trzech godzinach spacerowania po nowej hucie, mój syn raczył się obudzić:) Nie ma to jak doborowe towarzystwo na spacerku ;)

Własnie mężulek poczytał mojego posta i niezmiernie się ucieszył, że po części jest dzisiejszym bohaterem postu;) ach...faceci...

Zapomniałam dodać, że jutro bawimy się na weselichu!!! a co najważniejsze znalazło sie dla mnie 20 minut wolnego na maseczki i pedicure:):):)

czwartek, 8 listopada 2012

kilka minut

to chyba nie jest pobożne życzenie, jeśli zechcę mieć (a raczej potrzebuję) dla siebie własnie kilka minut. Na własne sprawy, na mój pamiętnik..nie chcę dużo, raptem 15 minut w sumie...i co? Nie mogę, a czasem nawet odnoszę wrażenie, że nie zasłużyłam na te kilka chwil dla własnego "ja", dla moich myśli, odczuć, tego co chcę uwiecznić, zapisać....to jakiś absurd ostatnimi czasy. Jak nie mały płacze (chce się bawić nawet po 22 i liczy na to, że weźmie nas na przetrzymanie, a my się ugniemy i do swojego łóżka Go zabierzemy), to obowiązki domowe, których się nie migam, to jeszcze jak już mój ślubny dołoży swoje dwa grosze, to mnie już krew zalewa. Wczoraj tak mnie zirytował jednym głupim stwierdzeniem, które  całe nasze nocne plany zepsuło, to i przy śniadaniu nie było miło....czasem mam ochotę mimo tego, że bardzo Go kocham, wpakować do rakiety i wysłać na Jowisza, albo jeszcze dalej. Ja nie wiem, kto dał facetowi prawo do krytyki swoich partnerek???? Przecież bladego pojęcia nie mają jak nam kobietom jest ciężko, powiązać wszystkie obowiązki....
mężczyźni...
siec
No i z tej całej złości, post zamienił sie w krucjatę przeciw facetom, a konkretnie jednemu (drugi siedzi mi na kolanach, bo trzeba spać, a On ma chyba inne plany).

Ach, życie...



wtorek, 6 listopada 2012

wyróżnienie i dla mnie

Właśnie zabieram się za czytanie i nadrabianie zaległości na Waszych blogach. Ile się tu pozmieniało!!!
Bardzo miłym wyróżnieniem jest dla mnie zaproszenie do zabawy przez Maciejkową mamę oraz H.G.K  w
Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

Pytania dla mnie od MM:
1. Uprawiasz jakiś sport?
 Obecnie nie, ale kiedyś uprawiałam tenis ziemny, jakieś 5 lat.
2. Jaki jest Twój ulubiony kwiat?
Tulipan i konwalia
3. Jaki rodzaj ubrań wolisz nosić, sportowy (jeansy, t-shirt, buty na płaskiej podeszwie) czy wizytowy (spódnica, bluzeczka i buty na obcasie)?
lubię i to i to, w zależności od nastroju, okazji, pogody
4. Za co najbardziej kochasz swojego męża/ chłopaka?
za jego całokształt 9 nie tylko fizyczny, ale i umysłowy)
5. Jaki typ filmów lubisz najbardziej?
z happy endem
6. Wolisz owoce czy warzywa?
oba:)
7. Co Cię najbardziej denerwuje?
spóźnialstwo i ignorancja
8. Gdybyś wygrała dużą sumę pieniędzy na co byś ją wydała?
podzieliłabym się z innymi
9. Jaka jest najwspanialsza chwila w Twoim życiu?
jest ich wiele
10. Wolisz Boże Narodzenie czy Wielkanoc?
każde, byleby spędzone w gronie rodzinnym
11. Co zabrałabyś na bezludną wyspę? (3 rzeczy)
laptopa, książkę i pepsi

Pytania dla mnie od HGK
1. Ulubiony blog ;-)
lubie czytać wszystkie blogi
2. Gadżet z ktorym się nie rozstaję
telefon
3. Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa
jazda na workach wypchanych słoma u dziadkow z ogromnej górki
4. Ulubiona potrawa
lubię jadać nie tłusto i nie za słodko, a ulubionej potrawy nie mam, bo lubie jeść wszystko co estetycznie wygląda:)
5. Pisanie listów czy pisanie maili?
obecnie maile, ale jeszcze kilka lat temu tylko listy
6. Ulubiony serial
brak
7. Kocham za...
za darmo
8. Mam bzika na punkcie...
kosmetyków
9. Najlepiej czuje się...(gdzie?)
w objeciach męża
10.Najlepszy okres w życiu
cale zycie
11.Moje ulubione zajęcie to...
gotowanie


Do zabawy zapraszam:
1. Iwona z http://iwistajl.blogspot.com/
2. Mamma z http://mamadziecka.blogspot.com/
3. Weronika z http://www.werciakol.blogspot.com/
4. Magda z http://www.wnetrzazewnetrza.pl/
5. http://www.mamapodparagrafem.blogspot.com/
6. nati z http://mkd.kusaj.eu/nati/
7. Kruszynke z http://book-and-cooking.blogspot.com/
8. zwyczajną mamę z http://zwyczajnamama.blogspot.com/
9. cONSTANCE Z http://brzuchwchmurach.blogspot.com/
10. aLI ŚWIAT Z http://aliwkrainieczarow.blogspot.com/
11. Wiola Galla z https://plus.google.com/107840425021146983858/posts

 Moje pytania:
1. golf czy sweter?
2. jeansy czy szorty?
3. spodnica długa czy krotka?
4. jestes aniolkiem czy diabelkiem?
5. zima czy lato?
6. auto czy rower?
7. narty czy sanki?
8. kino czy teatr?
9. szpilki czy adidasy/
10. róż czy brązer?
11. fitness czy silownia?

pozdrawiam:)