Moja lista blogów

środa, 19 grudnia 2012

czasem tak się zastanawiam, czy nie jestem czasem troszkę stuknięta.....od kilku dni za swój największy problem uważam swój wygląd. ciągle tylko myślę jak to było, kiedy nie było mojej oponki na brzuszku, jak wtedy wyglądało moje ciało, a teraz...A przecież ludzie borykają się z brakiem pracy, wsparcia ze strony bliskich, głodem, a ja?!...mam wszystko o czym może zapragnąć człowiek..kochającego męża, zdrowego synka, wsparcie rodziny, pracę, dom...a jednak w głowie kotłują się takie myśli...Przecież nie jest ze mną tak źle. Przecież nie każda z nas wraca do swojego poprzedniego wyglądu..przecież w dzisiejszym świecie to taka błachostką....To dlaczego tak strasznie mnie meczy, kiedy czuje mojego oponkowego towarzysza? Może dlatego, że kiedyś byłam naprawde grubiutka i nie czułam się dobrze w swoim ciele, że nie miałam poczucia własnej wartości, bo przecież ciągle słyszałam, że jestem gruba (żeby ciekawiej zawsze od rodziny, prawie nigdy od znajomych koleżanek i kolegów)...
W szkole średniej za zgubienie wielu kilogramów zapłaciłam jak na młodą dziewczynę spora cenę, a wszystko przez jakiś stereotyp i brak pewności siebie, który był bardzo głęboko ukryty gdzieś we mnie...Wplątałam się w jakieś chore kompleksy, chorobę, która mnie niszczyła....Nie chce tego powtarzać, bo teraz po tych kilkunastu latach potrafię spojrzeć na swoje odbicie lustrzane obiektywnie, lubię siebie..(tylko ta oponka)....cały czas powtarzam sobie, że z czasem i ona padnie, ale kiedy mam takie gorsze dni, to troszkę się podłamuję..nie mówię o tym głośno, bo mój mąż też sporo pracy włożył w moją obecną pewność siebie.
 Fakt, że pokochałam swoje ciało jest przede wszystkim Jego zasługą....Czasem jest to takie dziwne, bo lubię siebie i akceptuję i czuje się pewnie, a czasem mam już dość swojego brzusia i myślę sobie co by tu zrobić, żeby ją zgubić?
Mam w sobie takie przekonanie, że ćwiczę na siłowni raz w tygodniu tylko dla siebie, dla ogólnego ruchu, bo w zimie mam go mniej, a nie po to aby szybko schudnąć...jem to co mi smakuje, co lubię, a ze są to potrawy lekkie to dobrze, dla mojego zdrowia...częściej uprawiam seks niż przed ślubem, kiedy byłam chudzielcem:)...więc chyba jest więcej plusów w ogólnym rozrachunku?!:)

Cały dzień chodzi za mną pomarańcza. Nie kupiłam w sklepie i teraz mam na nią takiego smaka...ach...
źródło; sieć

2 komentarze:

  1. mój mąż także podbudował znacznie moją pewność siebie, a także ciąża. czułam się w niej niezwykle kobieco, sexownie, cudownie, doceniłam także figurę sprzed. fakt nie lubię paradować w bikini po ulicy, ale chętnie patrzę na swoje odbicie w lustrze i podoba mi się, to co widzę. jako nastolatka miała różne przygody z odchudzaniem i samoakceptacją. na szczęście to minęło.

    OdpowiedzUsuń
  2. To jak postrzegamy siebie niestety zawdzięczamy naszym mediom, pełno w nich chudych, bladych dziewczyn o długich niebotycznie nogach. Patrzymy zamknięte w domu z dzieckiem i dołujemy. JA też dołuje jak patrzę na siebie w wyciągniętej bluzie i włosach związanych w kucyk.
    Ale ja się podobam sobie pomimo kilku kilogramów tu i tam.Niech Nowy Rok będzie dla nas przełomowy. Idealny
    IDEALNE MY

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)