Moja lista blogów

czwartek, 30 sierpnia 2012

dzień 13 A6Weidera

ćwiczenia są super. samopoczucie przy ćwiczeniach i w ciągu dnia fenomenalne:) niestety, zmuszona jestem i to poważnie zakończyć na jakiś czas moją przygodę z Weiderem:(:(:( Wczoraj mnie przywiało i to jeszcze w obrębie krzyżowo- lędźwiowym:(:( ból pleców jest tak straszny, że nawet chodzenie sprawia mi ból:( rano mój kochany mąż zaaplikował mi plaster rozgrzewający, który po 3-ch godzinach mi pomógł... niestety, jakąś godzinę temu przestał działać, więc zapowiada się trudna noc:(:(
Jeśli chodzi o wyniki ćwiczeń, to zaczęłam już wchodzić w większe rzeczy z rozmiaru 38:)
waga też leci w dół:) obecnie jest 60kg, ale waga to bardziej zasługa rozsądnego jedzenia:)
Gdybym miała polecić, to oczywiście polecam!!!!!! nie dość, że robi się coś dla swojej figury, to pomaga to zdyscyplinować nawet największych leniuchów:)

jak mój kręgosłup tylko na to pozwoli, to wracam do ćwiczeń z wielką przyjemnością:)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Po trudnej niedzieli, przyszedł czas na poniedziałek. To chyba staje się już normą, że w poniedziałki zawsze z Miłoszkiem śpimy dość długo, mimo, że w weekend się wysypiamy:)Widocznie szybko przyzwyczajamy się do dobrego:)!  Dzisiejszy rekord spania został pobity...dumnie oświadczam, że spaliśmy do 10:) Szkoda mi tylko męża, bo do pracy popędził o 8...biedaczek;)
Zanim ogarnęłam siebie i małego była już prawie 12. Mój malutki królewicz wybrał się na krotkę drzemkę:) więc było troszkę czasu na dokończenie obiadu.
Mieliśmy w planach wyjść na spacer po moim obiadku i jego bebiczku, ale z wizytą zawitał Kamil z Natalką. Brat był bardzo zaskoczony wyglądem małego, bo od ostatniego razu kiedy Go widział ( a było to 2 tyg. temu, mały zmienił rozmiar 62 na 68, ale również stal się jeszcze bardziej kontaktowy niż był uprzednio:)).
Kiedy w końcu wyzbieraliśmy się już na pole, okazało się, że mimo ładnego słoneczka jest tak straszny wiatr, że przez chwilkę miałam problem z prowadzeniem wózka;/ i niestety nasz spacerek zakończył się  po ok. 40 minutach.
Miłoszek rośnie tak szybko, że codziennie odkrywam coś nowego, co już potrafi i jestem nie tylko zdumiona, ale przede wszystkim bardzo dumna z mojego synka:)!!!
Dzisiaj jest 10 dzień moich zmagań z A6Weidera. Jest 23:07, a ja jeszcze nie ćwiczyłam:( ach, muszę się zabrać szybciutko do ćwiczeń!!! tylko ogarnął mnie taki jakiś leń?!! Ale nie mogę się poddać, bo dużo mi dają..przede wszystkim lepiej się czuję i robię coś dla siebie..No mała do roboty!!!!
A to aktualne zdjęcie Miłoszka:).....mój mały dresiarz;)

sobota, 25 sierpnia 2012

czy naprawdę nic nie możemy zrobić?!

To pytanie nurtuje mnie już którąś godzinę i chyba tym postem dam upust swoim emocjom i przemyśleniom. 
Sprawa jest prosta ( ale tylko z pozoru. a może jednak? ). Dotyczy naszej świadomości, a może raczej (nie) działania w temacie "naszej" ochrony środowiska i recyklingu. Tak, wiem prosty temat, prosta sprawa, nie ważna, tylko czy rzeczywiście?
 Mam czasem wrażenie, że tzw. szeroko rozumiana " ochrona środowiska", to tylko puste slogany, którym chyba każdy z nas,mógłby  się podpisać. No bo przecież, któż z nas nie jest przyjazny środowisku?! Przecież większośc z nas segreguje śmieci: plastiki, papier, szkło, stare leki itd.
źródło: sieć
źródło: sieć

 I BARDZO DOBRZE!!!:):) 
I tak się zastanawiam, czy to wystarcza? Czy to nie za mało?  Ktoś mógłby powiedzieć, że nie ma potrzeby robić więcej. Tylko czy naprawdę nie ma takiej potrzeby?!  Nasza świadomość w tej dziedzinie, chyba nie jest zbyt wysoka:(  
Sama siebie na tym bardzo często łapię. Niby segreguję śmieci i ganiam innych domowników, jeśli o tym zapominają, ale jak przykładowo nie jestem w domu, tylko na mieście, to zużyty bilet, opakowanie po napoju, czy inne wrzucam do kosza miejskiego z innymi śmieciami, który i tak wyląduje na wysypisku. A przecież mogłabym zabrać do domu i wyrzucić do właściwego kosza. Umówmy się, bilet czy butelka nie są jakoś specjalnie ciężkie;)
A jak jest z wodą? Wg większości raportów publikowanych przez wiele niezależnych organizacji, stan wody na świecie kurczy się. Za kilkadziesiąt lat, może jej nie mieć połowa populacji. Tylko czy zwracamy na to uwagę? Przecież jest w kranie i leci. Wiec co robi większość z nas? Puszczamy wodę, a niech leci. Tylko ja pytam a po co? Czy zęby będą mniej czyste, jeśli na czas szczotkowania wyłączymy wodę?.....
A prąd i jego zużycie? Już nie mówię o braku ekonomicznego wykorzystania tego media, ale o stale rosnącym efekcie cieplarnianym i dziurze ozonowej. A przecież można połączyć przyjemne z pożytecznym. Ja tam wolę oszczędzić kilkadziesiąt złotych miesięcznie, choćby: wyłączając ładowarki z kontaktu, kiedy nie są potrzebne lub gasić światło, jeśli wychodzę z jakiegoś pomieszczenia  lub wyłączać AGD na czas jego nie użytkowania ( poza lodówką); niż ładować ciężko zarobione pieniadze w rachunki.
Najbardziej irytuje mnie jednak ciągła kombinatoryka nas Polaków. Nie wiem, czy niektórzy mają klapki na oczach, czy ich chęć bycia cwanym jest aż tak duża? Mój przyszły sąsiad pali w piecu śmieciami!!! o zgrozo!!!! co gorsza, mówi o tym, jakby był normalnie jakimś bohaterem.... Tylko ja się pytam, co mu to daje? bo korzyści w tym nie widzę. Co on spali, to później się nawdycha ( i inni przy okazji też). I może nie zapłaci tak  rachunku za wywóz śmieci, ale zapłaci za parę lat za lekarstwa, które będzie musiał brać, bo nawabi się przez lata jakiegoś syfu ( a sąsiedzi razem z nim).
źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

Ach.... gdybym chciała wszystkie tematy i problemy opisać w tym poście, to chyba zrobiłaby się z tego niezła powieść. Choć w moim przeświadczeniu pokazuje to skalę problemu...niestety:( 

Optymistyczne jest jednak to, że nasza świadomość potrzeby dbania o środowisko jest coraz wieksza i może za kilkanaście lat, to co teraz nie jest jeszcze tak powszechne, wtedy będzie normalna naturalną rzeczą. Oby:)

Własnie leciało w tv ogłoszenie społeczne odnośnie wywozu śmieci- ha:) cóż za precyzja:)- poniżej przesyłam linka do zmian, które mają nastąpić. Warto chyba wiedzieć? 

Pozdrawiam:)

czwartek, 23 sierpnia 2012

istne szaleństwo, czyli dom na głowie

właśnie zabieram się do pisania tego posta. Jest ogromny upał ( 32 ), malutki właśnie zasnął, więc chwilka czasu dla swoich małych przyjemności:) Nagle, słyszę stukanie w parapet, wyglądam...a tu ogromne krople deszczu spadają na ziemię, skąpane słońcem. Widok...wow...pobiegłam po aparat, bo widok przecudny. Niestety zanim doleciałam, znów prażyło tylko słonko:)

W poniedziałek wybrałam się po firanki do naszego domku (głęboko mamy nadzieję wprowadzić się na dół z pierwszym tygodniem września. Może być różnie, ale staram się myśleć pozytywnie:):)). Znalazłam zarówno do salonu, jak i kuchni i jadalni:) muszę jeszcze poszukać zasłon. Umówiliśmy się z mężem, że nie będziemy kupować w hipermarketach i sieciówkach, ale w małych Polskich sklepach. WSPIERAMY NASZYCH MAŁYCH HANDLOWCÓW !!!!! nie zawsze maja wszystko, co potrzebujemy, ale przynajmniej w tak nie wielkim stopniu pomożemy im przetrwać. A wybór i tak jest duży:) muszę jeszcze znaleźć czarne zasłony, ponieważ takie sobie umyślałam do salonu:)

Dziś mój kochany mąż będzie dokańczał układanie paneli na parterze, więc pewnie wróci baaardzo późno:( nie lubię spać bez Niego, zawsze tęsknię i się martwię:(  no, ale cóż, nie ma wyjścia. musimy to przetrwać, żeby już niebawem się wprowadzić. Wczoraj wybraliśmy sprzęt AGD- niby kilka najpotrzebniejszych rzeczy, a cena jak za złoto:/ Dziś baterię pod prysznic i krany....
a to tylko kropla w morzu.......ale myśl pozytywnie herbata!!! myśl pozytywnie!!!!

PS. wczoraj z tego myślenia o wykończeniu, zapomniałam o Weiderze, ale dziś już nie zapomnę...


wow! ekspresowa dostawa i już są, moje...

moje kosmetyki:) uwielbiam od czasu do czasu kupić coś dla siebie, ale zawsze w przystępnej cenie...zawsze szukam dobrych produktów w dobrej, nie wysokiej cenie:) znalazłam kosmetyki w niewielkiej cenie, a produkty są nie tylko markowe, ale i pewne:) jednak dzisiaj zaskoczyli mnie szybkością wysyłki. Zamówiłam w poniedziałek, a dziś Pan listonosz przyniósł mi moje zamówienie:)
Chętnie Wam pokażę, co takiego nabyłam:)



Produkty nabyłam za pośrednictwem allegro, od sprzedającego mistic_com_pl
Naprawdę polecam, ponieważ kupuję tam już któryś raz i jeszcze się nie zawiodłam ( i oby tak zostało).
pozdrawiam:)

wtorek, 21 sierpnia 2012

co radzicie drogie mamy?!

Mam mały problem i potrzebuję porady, opinii lub rady innych mam, które ten etap rozwoju dziecka mają już za sobą. Otóż, Mały rozpoczął już 4-ty miesiąc i nadal nie podnosi główki:( świetnie trzyma grzechotki, reaguje na to co się mówi, interesuje go wszystko dookoła, ale główki za grzyba nie podniesie. Co więcej jak tylko go kładę to jest wielka afera i łupi się nie miłosiernie...oczywiście nie przekładam go od razu, staram się aby leżał przynajmniej 10 min kilka razy w ciągu dnia....i nic:(
martwi mnie to bardzo:( wiem, że powinien już podnosić główkę, a tu nic. Dziwi nie tylko, że potrafi ja trzymać sztywno, kiedy jest na rekach w pozycji pionowej lub jak do "samolocika", wtedy łanie główkę trzyma sztywno....
Wizytę kontrolną w poradni rehabilitacyjnej mamy dopiero 20 września, a na poprzedniej powiedziała nam lekarka, że wszystko z małym jest ok i rozwija się prawidłowo...
czy któraś z was, drogie mamy miała podobny problem lub jak sobie radziłyście z dzieciaczkami?

dzień 5 z A6 Weidera- notatka

ufff...już za mną 5 dni ćwiczeń na brzuszek wg Weidera. Obiecałam, że będę informować co jakiś czas jak się sprawuję i czy jeszcze nie wymiękłam;) Oto co zaobserwowałam:
1. zapał o ćwiczeń- nadal jest:)
2. systematyczność ćwiczeń- jest!!! (w niedzielę ćwiczyłam nawet po północy, bo byliśmy na grillu u szwagierki i późno wróciliśmy)- super!!!
3. motywacja- nadal jest:)
4. samopoczucie- dużo lepsze:):):) co dzień, mam ochotę na więcej ruchu:)
5. brzusio- nie jest już wzdęty:)
6. ból przy wykonywaniu ćwiczeń- z każdym dniem troszkę mniejszy:)

Dodatkowo, od kilku tygodni, staram się jeść o stałych porach (i to się udaje)- jem nie duże posiłki tak mniej więcej 5-6 razy na dobę. Staram się nie jeść oczami;) Ostatni jadam na min. 3 godz. przed snem:). Bardzo dużo również chodzę, spaceruję ( z synkiem oczywiście). Dziennie potrafimy zrobić nawet 8 km:)

Prawdę mówiąc, jestem bardzo zaskoczona swoją samodyscypliną:)!! Stosując te wszystkie zasady i ćwiczenia, moja waga się zmniejszyła:) teraz ważę 62,5 kg:):)!!!

 Oby tak dalej:)!!!


piątek, 17 sierpnia 2012

dzień 1 A6Weidera

słowo się rzekło, a raczej napisało;) Na blogu http://w-pogoni-za-figura.blogspot.com, Ania umieściła 6-tkę Weidera. Wiele pozytywnych opinii słyszałam o tym programie ćwiczeń. A, że troszkę brzuszka i kg zostało mi jeszcze po porodzie, to pomyślałam, że to może jest dobry czas na  mały wycisk dla mojego brzusia:) No i zaczęłam od dziś (a miałam zacząć w środę;/)...

Na start:
waga: 64kg,
rozmiar: 40/38

cel:
waga: 56kg
rozmiar: 38/36

I się zaczęło:)
 zestaw ćwiczeń:


...za 42 dni moje ciało będzie wyglądało tak:
źródło: sieć
hahahahaha:):):....wish me good luck ;):)

17 sierpnia- to mój piątek trzynastego

to jakaś masakra!!! Dziś wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie:( nic nie zwiastowało takiego ranka. Rano wstaliśmy o 6:30, ponieważ M. miał iść do szczepienia, a że Łukasz miał iść do pracy na 8:30, więc musieliśmy wybrać się wcześniej do przychodni (chodzimy do przychodni, do której ja chodziłam jak byłam dzieckiem i do tego samego lekarza, a znajduje się ona w drugiej części Huty). Niestety nie mógł z nami zostać, więc po szczepieniu miałam iść do domu rodziców (kilka kroków od przychodni) Klucze zostawił mi brat, bo rodzice kilka lat po naszej wyprowadzce wymienili drzwi wejściowe do mieszkania. A po pracy mąż miał nas odebrać i mieliśmy wrócić na mieszkanko. No i się zaczęło:
7:40- wychodzimy biegiem na szczepienie, żeby być pierwszymi w kolejce. Mały już wyjechał do samochodu. Torba z gadżetami synka zabrana, klucze do mieszkania rodziców zabrany jeden, klucze do zamknięcia drzwi zabrany, mimo, że przeszły mnie myśli po co, skoro i tak będę u rodziców, a Łukasz i tak ma to z nim wejdziemy..hmmm...(szybka myśl)...dobra wezmę na wszelki wypadek!!!
7:45- nadal jesteśmy na parkingu pod blokiem- zakichany pas w samochodzie jest troszkę krótki i mamy mały problem z fotelikiem. OK, zapięty.
7:50- jedziemy
8:03- wchodzimy do przychodni, nikogo nie ma. SUPER. jesteśmy pierwsi. Pukam do drzwi gabinetu pielęgniarek w celu schowania szczepionki puk, puk,puk....cisza...wchodzę.
I tu się zaczyna:
pielęgniarka: Na szczepienie?! ...nazwisko proszę....ale Pani nie jest dziś zapisana na szczepienie.
ja: nie?!
pielęgniarka: (sprawdza notes) nie. Pani miała szczepienie we wtorek.
ja: yyyyy....(w głowie mętlik), ale...
pielęgniarka: zapiszemy na inny termin.
Super. Targałam rodzinę, tylko po to, żeby nic nie załatwić. Głęboki oddech. No to idę do rodziców. Łukasz ma jeszcze chwilkę, więc nas podrzuca do rodziców i pomaga wynieść wózek na piętro.
Zadowolona wyciągam klucz i... okazuje się, że wzięłam nie ten!!!!! tak!!! normalnie aż mną zagotowało (w myślach hula łacina podwórkowa).....ok, wracamy do mieszkania. a że zaraz mały miał jeść, to najszybciej było taryfką. Łukasz pojechał już do pracy. Sięgam po telefon, wykręcam nr i... się rozłączam. Właśnie mnie olśniło, że pod fotelikiem są adaptery łączące fotelik z kołami...f..k.
Więc poszłam na tramwaj  z nadzieją aby mały się nie obudził, bo jak wstanie głodny, to makabra.
Całe szczęście dojechaliśmy do dom bez żadnych komplikacji. Malutki śpi nadal- kochany:)

Aż się boję pomyśleć, co będzie dalej skoro to dopiero przedpołudnie:(

czwartek, 16 sierpnia 2012

wolne= rodzinne

Ha, wczoraj (15 sierpnia) z okazji  święta (kościelnego i państwowego) prawie wszyscy mają wolne. Ponieważ mąż nie musiał iść do pracy, postanowiliśmy spędzić go tylko i wyłącznie we trójkę:) Było wszystko: leniuchowanie, odpoczynek, pyszne jedzonko, zabawa i spacer. Oboje z mężem cenimy sobie ten czas, bo rodzina jest dla nas najważniejsza. Poniżej krotka foto relacja z 15-go sierpnia:)

Nie ma to jak spać z rodzicami w łóżku z rana:)

 z mamą, w obiektywie taty na spacerze

tak, tak nadal jesteśmy w krakowie:) 



 i proszę, nawet "łaciate" się na spacer wybrały
a tu nasza kolacja. mały talerz jest mój, duży męża:)



środa, 15 sierpnia 2012

na 11 odpowiem, o 11 zapytam

Witajcie. Zostałam zaproszona do zabawy 11 pytań przez http://zielonewzgorzekobiet.blogspot.com/ (jeszcze raz, bardzo dziękuje:)). Krótko o zasadach Tagu:
Muszę odpowiedzieć na pytania osoby, która zaprosiła mnie do zabawy, a następnie wyznaczyć 11 osób, które będą musiały odpowiedzieć na moje pytania i wyznaczyć kolejne 11 osób i zadać im 11 pytań, na które te osoby będą musiały odpowiedzieć. Nie powinno się wyznaczać osoby, która Ciebie zaprosiła.
PYTANIA, KTÓRE OTRZYMAŁAM:

1. Czy masz rodzeństwo, jeśli tak to jakie?
mam 3-ch młodszych braci: Sławka, Kamila i Łukasza

2. Jaki masz kolor oczu? 
brązowy

3. Gdybyś dostała 10 milinów zł i mogła je wydać tylko na trzy rzeczy, co by to było?
nie myślałam o tym jeszcze

4. Jaka jest twoja ulubiona pora roku?
lubię każdą, ale najbardziej lato:)

5. Jakiej cechy charakteru najbardziej nie lubisz u ludzi?
zarozumiałości

6. Za co najbardziej cenisz u swojego męża?
za wszystko!!!

7. Czy lubisz gotować?
Uwielbiam, zwłaszcza dla najbliższych

8. Czy jesteś zadowolona z tego, że jesteś Polką, czy może wolałabyś mieć inną narodowość, jeśli tak to jaką?
Jestem DUMNA z bycia Polką i nie wyobrażam sobie siebie w innej roli:)

9. Wolisz spędzać wakacje w górach, czy nad morzem?
I w górach i nad morzem. Uwielbiam chodzić po górach i tak samo lubię wylegiwać się na piaszczystych plażach z morską wodą:)

10. Z czego w swoim życiu jesteś najbardziej dumna? 
z rodziny, którą mam

11. Czy jesteś oszczędna, czy raczej rozrzutna?
Jestem raczej oszczędna, choc mój mąż sądzi inaczej

MOJE PYTANIA:
  1. Jaki film ostatnio oglądałaś, który mogłabyś polecić?
  2. Gdyby Twój mąż/ partner/ przyniósł Ci śniadanie do łóżka, to co by się znalazło w menu?
  3. Co ostatnio zrobiłaś dla siebie?
  4. W byciu mamą najlepsze jest...?
  5. Co wolisz: wakacje na Hawajach, czy w Sopocie?
  6. Kolor, który lubię to...?
  7. Wg Ciebie idealna mama...?
  8. Jaki/ -e kwiaty lubisz najbardziej?
  9. Gustujesz w brunetach, rudzielcach czy blondynach?
  10. Kiedy będziesz na emeryturze, to...?
  11. Ulubiony kosmetyk?


TAGUJĘ:

Pozdrawiam:)
Dzisiaj troszkę z innej beczki. Ponieważ mam dzisiaj troszkę czasu wolnego dla siebie postanowiłam pobuszować troszkę w sieci i sprawdzić jakie trendy będą obowiązywały tej jesieni. I tu miłe zaskoczenie! Nie dość, że stylizacje bardzo kobiece, stylowe, skromne, to jeszcze w moich ulubionych kolorach (czarny, morski, fiolet i czerwony). Bardzo lubię siebie w takich kolorach i dobrze się w nich czuję. Poniżej, kilka, które zwróciły moją uwagę i strasznie mi się podobają:) co nie znaczy, że znajdą się w mojej szafie;(

źródło: internet

źródło: internet

źródło: internet

źródło: internet

źródło: internet

źródło: internet

źródło: internet
źródło: internet


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

bunt na pokładzie

nie, o tak dalej być nie może i nie powinno!!!! Ja rozumiem, że obecnie jestem na macierzyńskim i zajmuje się wychowaniem synka i że faceci mogą myśleć, że jak jestem w domu to coś ugotuję, czy posprzątam lub poprasuję. Nie mam nic przeciwko, bo jak mam chwilkę czasu, to czemu miałabym tego nie zrobić.... Ale mój brat i mój mąż przechodzą samych siebie...Im chyba sie wydaje, że jak jestem to zrobię, więc mogą: nie chować naczyń po posiłku do zmywarki- więc jak widzę ten pełen zlew garów i pustą zmywarkę to mnie aż odrzuca! Oczywiście jak leżą wyprasowane rzeczy na taboreciku, to nie po to aby zaraz Panowie je schowali, to po co? niech leżą! Śmieci wynieść to jest problem, bo trzeba zejść z pierwszego piętra...wrrrrr.....wrrrrr!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Skończyło się!!! Ileż można prosić i mówić?! Normalnie, dziecko by szybciej za kumało (nie uwłaczając dzieciom oczywiście)! Więc zostawiłam cały bałagan Panów i kiedy wrócili z pracy to na proszę się nie skończyło...
Okazało się, że "chłopcy" są bardzo pojętni i w try mig zrobili istny porządek ze swoimi rzeczami i po sobie..... Czy faceci naprawdę potrzebują bata nad sobą, żeby coś zrobić?!

piątek, 10 sierpnia 2012

wyróżnienie




WOW!! Muszę się pochwalić. Mój blog został wyróżniony przez Olę, wspaniałą mamę Emilki i Natalki, która prowadzi bloga http://wszystkodlamamidzieci.blogspot.com

Bardzo dziękuję za wyróżnienie:)

VERSATILE BLOGGER
Zabawa ma zasady.  Mam wybrać 10 blogów które chcę wyróżnić odraz napisać 7 punktów o sobie :)))
O MNIE:
1. Uwielbiam kawę z mlekiem bez dodatku cukru.
2. Lubię pomagać ludziom ( jestem typem społecznika).
3. Interesuję się historią, a zwłaszcza czasami średniowiecza i renesansu.
4. Lubię czytać książki Paulo Coelho
5. Kocham być matką i żoną:) 
6. Lubię gotować dla najbliższych i lubię być za to chwalona i doceniana:)
7. Nie grzeszę cierpliwością;)

Obdarowani :-)))


zaskoczenie śmiechu warte:)

Sytuacja: Miłosz leży na swoim posłanku na łóżku, otoczony mnóstwem swoich zabawek. Zadowolony z życia, zjadający miśkowi a to rączkę, a to ucho:) Więc ok, mam chwilkę dla siebie, to akurat doprowadzę swoje paznokcie do porządnego stanu. Wzięłam się najpierw za pilnikowanie. I tu szok!!
 U  Miłosza wywołało to tyle śmiechu i radości, że śmiał się na głos i ciągle czekał, aż znowu zacznę pilnikowanie kolejnego paznokcia:) Nie przypuszczałam, że tak Go to rozbawi:):) I mnie też, bo Jego śmiech był taki słodki:):):)
Teraz śpi:) 

I wspomniany Misiek 


środa, 8 sierpnia 2012

gdyby nie rodzina, było by ciężko

Dzisiaj nastał ten dzień, kiedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie, jaka jestem szczęściarom, że mam blisko rodzinę. Nie mam problemu z załatwieniem spraw swoich, czy związanych z budową, bo mam kogo poprosić o pozostanie z małym kruszkiem. Jak dobrze, że bardzo chętnie każdy chce z nim zostawać. Ciężko by było, gdyby byli w innym mieście.
Dzięki kochani za pomoc:)

wtorek, 7 sierpnia 2012

świeże powietrze??

no i się doczekaliśmy pierwszego przeziębienia małego:/ Niestety, ale nasz dwu miesięczny synek porządnie się załatwił. A raczej załatwiło go powietrze (smog), który unosi się od dłuższego czasu nad Krakowem. Zanieczyszczenie podrażniło śluzówki, katar spływał do gardełka, a z gardełka do oskrzeli. I takim oto cudownym sposobem ma katar i kaszel. Do tego jeszcze doszła pleśniawka i jak przystało na chorego faceta "humory". Biedaczek:(
 na szczęście nasza Pani doktor zadziałała szybko i Miłoszek już dziś po całodobowej kuracji powoli wraca do normalnego stanu zdrowia. Choć mamy zakaz wychodzić z nim przez kilka dni na spacery.

Choć przyznam się szczerze, że nie miałam pojęcia, że stężenie zanieczyszczenia powietrza jest u nas aż tak duże. W zimie owszem mówiono o tym dość sporo, ale byłam przekonana, że się już zmieniło. no cóż.... Drogie mamy z krk, pamiętajcie, że dla naszych pociech jest to bardzo szkodliwe:/ może lepiej ograniczyć troszkę spacerki i spędzanie czasu z dziećmi na "świeżym powietrzu".

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

mały chrześcijanin

Wczoraj nasz synek przystąpił do wspólnoty kościoła poprzez przyjęcie sakramentu chrztu św.
Msza odbyła się w naszym parafialnym kościele w Czyżynach. Po mszy św. udaliśmy się na małą rodzinną uroczystość, która odbyła się u moich rodziców w domu (niestety nasz domek jeszcze nie skończony). Wszystko przebiegało w iście rodzinnej, cieplej atmosferze:)

sobota, 4 sierpnia 2012

pożegnanie

Dziś jest ten dzień, kiedy to nasz ukochany "pierwszy wspólny" Pan Samochodzik został sprzedany :( Służył nam dzielnie przez całe 4 lata. Teraz będzie cieszył nowego właściciela.
Był kochanym Panem Samochodzikiem:)
Teraz musimy się rozejrzeć za nowym Panem Samochodzikiem, który pomieści naszą trzyosobową rodzinkę, no i oczywiście wszystkie tobołki, które niesie ze sobą rodzicielstwo, czyli: wózki, dodatkowe torby, łóżeczko turystyczne, wanienkę, itd.



czwartek, 2 sierpnia 2012

czy "Matki Polki" rzeczywiście się buntują?

Będąc dziś na spacerku, miałam więcej wolnego czasu, aby poczytać. W moim ulubionym czasopiśmie znalazłam bardzo ciekawy artykuł, który opisuje współczesne matki. Przyjemnie było go poczytać. Moim zdaniem dość autentyczny, a za razem ukazujący w dobrym świetle nas współczesne matki.
Opisuje nie tylko z jakimi problemami borykamy się na co dzień, ale również jak bardzo różnimy się w kwestiach wychowawczych w porównaniu do metod naszych własnych mam i babć. Zwraca on szczególna uwagę na fakt, że współczesne matki myślą nie tylko o swoich pociechach, ale również o samych sobie!!! Wręcz artykuł ocieka komplementami i pochwałami dla współczesnego macierzyństwa i nowych metod mam oraz znanego powiedzenia:" szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko". Ja osobiście zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100%!!!

 Pozostaje tylko pytanie, czym  jest "szczęście"dla każdej z nas?

Dla mnie osobiście szczęście, to poczucie pełnej akceptacji siebie samej, odnalezienie się w roli nie tylko matki, ale i żony, przyjaciółki, siostry, córki i koleżanki ( nie idealnej- bo takiej nie ma). Jednak najbardziej szczęśliwa jestem wtedy, kiedy ludzie wokół mnie potrafią i cieszą się tym co mają.

Ciekawa jestem, co dla Was kochane mamy znaczy być szczęśliwą i jak radzicie sobie z realizacją własnych potrzeb, podczas dnia pełnego wykonywania pracy managera domowego ogniska?

PS. Artykuł znajduje się sierpniowym wydaniu świata kobiet.