Moja lista blogów

czwartek, 27 września 2012

tea time Miłoszka

Kilka dni temu podczas ćwiczeń Milosz sam zapragnął napić się herbatki- bez mamy...I.... oto co mój malec potrafi:)



A to reakcja mojego syna na dzisiejszą marchewkę z ziemniaczkiem- obiadek zrobiony przez mamę

dzięki synu:)

na chwilkę

Wpadłam dziś na bloga na chwilkę, bo od kilku dni po prostu brakuje mi czasu. Tak wiele się dzieje i niestety tak mało czasu, aby to uwiecznić i zapisać.

Po pierwsze, Mały nadal jest rehabilitowany. ćwiczymy 3 razy dziennie. Zajmuje nam to ok.40- 60 minut. Bardzo fajnie, bo są już widoczne pierwsze efekty!!! Małymi kroczkami damy radę.

Po drugie, przedwczoraj podczas ćwiczeń dałam Miłoszkowi pić, a on tymi małymi rączkami i ledwo ledwo wyprostowanymi paluszkami zabrał mi buteleczkę i próbował się sam napić! Szczęka opadł mi na podłogę (dobrze, że nie miała daleko). Co prawda, włożył smoczek odwrotnie, ale z małą pomocą mamy sytuacja została skorygowana i pił sobie swoją herbatkę. Tak po prostu. Mam kilka fotek, więc jak znajdę czas na zgranie to uwiecznię tą wielką chwilę w kolejnych postach.

Po trzecie, od wtorku popołudniami, kiedy moja mama przychodzi zając się młodym, chodzę do naszego domku na sprzątanko:)  Jeszcze nigdy tak ochocze nie machałam mopem;) Niestety, przeszłam kilka załamań jak zobaczyłam w jaki sposób położone są u nas w łazience fugi. Z każdą chwilą, kiedy wycierałam płytki moje rozczarowanie i złość rosły. Apogeum nastąpiło wczoraj, kiedy poszłam do kuchni. Partactwo to za mało powiedziane!!!! Co płytka to inna grubość fugi. Myślałam, że się popłaczę...i prawdę mówiąc nie wiele brakło....dobrze, że mąż był w pobliżu....

Po czwarte, zaczyna mi brakować czasu na wszystko. Przez czas poświęcany na rehabilitację i sprzątanie domu, kompletnie nie mam czasu na nic. Już 3- ci dzień jem pomidorową (dobrze, że ugotowałam więcej), bo na gotowanie nie mam czasu. Od kilku dni zabieram się za zrobienie naleśników i ciągle coś jest ważniejszego... Ciekawe ile tak jeszcze pociągnę! O sprzataniu, prasowaniu itp. nawet nie myślę, bo nie mam czasu! Do tego wszystkiego po raz pierwszy czuję się zmęczona. Najchętniej kładłabym się spać razem z synem, na popołudniowe drzemki, ale nie stać mnie na taki luksus.

Po piąte, Miłosz już nie sypia tak często jak kiedyś. Max.3-4 drzemki w ciągu dnia. Ja chcę z Nim każda chwilkę spędzić, zwłaszcza się bawić!! W formie zabawy też muszę uważać, aby to co wyćwiczymy kontynuować w ciągu dnia. Nie zdawałam sobie sprawy, ze to takie absorbujące. Co gorsza, Mały wstając teraz o godz. 5:30 po całej nocy, wcale nie garnie się do spania, jak to było wczesniej. ale chce sie bawić, rozmawiać. Dla chwilki snu, zabieramy go do nas do łózka i tak lezy między nami i gaworzy do miśka, a my z mężem ucinamy czujnego komara...Dziś Łukasz zaproponował, abyśmy dyżury robili na zmianę, kto będzie sie nim bawił od tej godziny. I..??? Chętnych o dziwo zabrakło;) Ale pewnie jakoś trzeba będzie to rozwiązać. Zgodziliśmy się z jednym... 24:00 tO NIE JEST DOBRA PORA NA PÓJSCIE SPAĆ...

Ach tak lukam przelotnie teraz na Wasze blogi i tyle się dzieje....nie mam pojęcia kiedy nadrobię zaległości:(
Muszę kończyć, bo własnie sobie przypomnaiałm, że dane do umowy na odbiór śmieci muszę wysłać....
Miłego popołudnia....

poniedziałek, 24 września 2012

gimnastyka, czyli mama w nowej roli

HA! I niech ktoś tylko powie, że bycie matką to prosta sprawa nie wymagająca umiejętności, wysiłku i wyrzeczeń!!! Od dzisiejszego poranka, a dokładnie od 8:25- bo wtedy wyszliśmy z gabinetu- jestem rehabilitantką swojego małego synka. Sprawa nie jest prosta. Przekazane przez naszego rehabilitanta zadania i ćwiczenia na ten miesiąc dla Miłosza są bardzo ważne!!!! mUSIMY SIE POZBYC U nIEGO ODRUCHÓW "MORO". Ćwiczenia muszę wykonywać 3 razy dziennie. rozpoczynam od masażu dłoni. Mam nadzieję, że Mu to pomoże. Jak dla mnie rozwija się prawidłowo:) Od kilku dni probuję już sam siadać. Na razie robi to jeszcze z naszą pomocą, ale jestem pełna dumy dla Jego chęci i wytrwałości:)

A ponieważ przeprowadzka do naszego domku zbliża się WIELKIMI krokami, zabrałam małego na poszukiwanie lamp i dywanów. To nic, że zachował się jak typowy facet i całe poszukiwania przespał;) No cóż, chyba muszę postarać się o córeczkę następnym razem;) Spać nawet nie mogę, bo ciągle w myślach sprzątam kuchnie, układam talerze, kubki, produkty...istny obłęd, ale jaki przyjemny:)

Wieczorem miała być siłownia, a skończyłam z paczką chipsów na "lekarzach". No cóż, szkoda, że od .....ocho, mój mały Szkrabek się budzi:(

sobota, 22 września 2012

sobotnie delicje

Dzisiejszy dzień od samego rana nie zapowiadał się zbyt interesująco i może to dobrze, bo bardzo przyjemnie jest otrzymywać tak wspaniały prezent od sobotniego dnia, a raczej pogody..a może od obu?! Obudziliśmy się z ponura pogodą: wiatr, deszcz, ciemność..brr...więc jak tylko biedny małżonek pognał na budowę, aby kończyć podjazd zdecydowaliśmy z Miłoszem, że może jeszcze się położymy w cieplutkim, pulchniutkim i milutkim łóżeczku :):):).... nie oponował;)... wstaliśmy dobrze po 9:30.

 No cóż skoro sobota, to i sprzątanko. Napisałabym z chęcią, że mały mi pomagał, ale cóż...rzeczywistość bywa brutalna;/ Wiec jak skończyłam (dobrze, że nie miałam dużo bo wczoraj część już zrobiłam- wieczorem mieliśmy jeszcze gości: ZAPRASZALI NAS NA ŚLUB W LISTOPADZIE:):) BĘDZIE WESELICHO!!!!) Za tydzień też idziemy na wesele nawiasem mówiąc....o czym ja to...a tak...więc jak skończyłam, to zebraliśmy się z młodym na spacerek, bo pogoda zrobiła się tak wspaniała, że grzechem byłoby siedzieć w domu dłużej..

Zanim jednak wyruszyliśmy w nieznane, Miłoszek wszamał swoja porcyjkę marcheweczki- i dziś nie było tak źle, bo jadł, a raczej dziamdał chętnie. Pomagała mi brat. On go rozbawiał, a kiedy buzia się otworzyła, ja wkładałam łyżeczkę z marchewką. Najbardziej smakuje mu obecnie bobofrut marchewka z jabłuszkiem. Przeurocze jest kiedy soczek w buteleczce się skończy, a On płacze rzewnymi łzami, bo ma ochotę na jeszcze (i tak jest za każdym razem:)).

Spacer był dla nas obojga niesamowitą przyjemnością. Kocham spacery w tak słoneczne, cieple jesienne dni, kiedy to jeszcze przeciera się ze sobą lato z chłodną nutką jesiennego wiaterku :) I jeszcze ta sceneria kolorowych drzew.. ach...bajka...Nie zastanawiając się długo poszliśmy spacerkiem na naszą budowę. Od Sławka jest raptem 1,2 km w jedną stronę. Gdyby nie powykrzywiany chodnik i kupa chwastu na tym psełdo chodniku, wycieczka byłaby niebiańska. No ale cóż, nie można mieć wszystkiego;) Zachwycałam się swoja kuchnią. Baaa, nadal się zachwycam. Taka jak chciałam...moja...czeka na ostateczne zakończenie:) A jaki małżonek był szczęśliwy, że synek i żoneczka Go odwiedzili:) chyba musimy częściej robić Mu takie niespodzianki:):)

Po powrocie mój kochany syn skusił się na jabłuszka....mmmmmm.....zachwytu nad tym deserkiem nie było końca! Buzia sama otwierała się, jak brama na automatyczny pilocik, którym była łyżeczka z deserkiem:) Co prawda, to prawda... jabłuszka to obecnie największe delicje dla mojego synka:)!!!

Ciekawe jaki będzie wieczór, skoro dzień jest tak piękny i magiczny;)?!

A ta piosenka towarzyszy mi dziś cały dzień. Ma w sobie to coś, co dzisiaj sprawia, że jest szczególna- moim zdaniem:)

piątek, 21 września 2012

marcheweczka- niet!!!

Dzisiaj Milosz po raz pierwszy skosztował innego jedzonka niż bebiczko. Mama pełna dumy, radości, że i my wchodzimy w kolejny etap wtajemniczenia (rozwoju), z ogromną radością wpakowała troszkę delikatnej marcheweczki do mniejszego pojemniczka, podgrzała w "wodnej kąpieli', jak producent kazał, wy- ubierała w pieluszki i śliniaczek od wujka Sławka, co by sobie nie pobrudził ubranka i gotowa do dzieła z łyżeczką i aparatem ( co by uwiecznić to wiekopomne wydarzenie) przystąpiła do dzieła!!:) A wyglądało to tak:

Jestem gotowy mamusiu, czekam na moją pierwsza łyżeczkę pysznej marcheweczki mniam...mniam...
i moja marcheweczka, otwieram z uśmiechem wdzięcznie małą buzię...

....uwaga, smakuję, kosztuję, przełykam....

... o nie!! co to jest?!! jakieś takie blee...

o nie mamo, ja już nie chcę. Wystarczy...gdzie moje bebiczko?!:(...

...super, mama już poszła przyrządzić moje kochane mleczko:):)

Hmmm... i mamie smutno, bo z wielkiego dnia mam wielka klapę.  Ale cóż, nie na siłę, na wszystko przyjdzie czas, jutro spróbuje dać mu jabłuszka, może będą smaczniejsze dla Niego:) 


zwykły dzień

wczoraj byliśmy z małym w poradni rehabilitacyjnej na wizycie kontrolnej. Niby wszystko ok, ale lekarka zauważyła, że Miłosz ma nieduży problem z równowagą. Stwierdziła to po gibającej główce. Rzeczywiście jak Go posadzimy to giba mu się główka, jakby słuchał rapu i w jego rytm potrząsał główką (jak te pieski co w samochodach nieraz się znajdują) to uroczy widok, ale należy to poprawić. Przyczepiłam się również do tego, że Milosz nie bierze od niej grzechotki, a przecież kto chciałby się bawić 10 minut po drzemce. I takim oto sposobem idziemy na ćwiczenia w poniedziałek rano. Trochę nas to zaskoczyło, bo jak się z nami ładnie bawi i grzechotki i zabawki od nas zabiera. No zobaczymy co to za terapia będzie...

Wczoraj odebraliśmy również agd do kuchni, bo dzisiaj będą montować meble w mojej kuchni:):) normalnie tak się cieszę, że nie mogę się już popołudnia doczekać, kiedy moja mama przyjedzie popilnować maluszka, abym mogła jechać zobaczyć efekt prawie końców (bo blat mamy łączony z parapetem i docięty będzie dokładnie dopiero w poniedziałek). Tak mnie to niesamowicie cieszy, kiedy coraz więcej rzeczy jest zrobionych w domu....ach....porobię dziś troszkę fotek, to wam pokażę troszkę naszego gniazdka....

Za oknem piękne słońce się zrobiło, choć w nocy było tylko 2 stopnie, więc pewnie na spacerek musimy się już porządnie otulić ciepłymi ubraniami. Przedwczoraj padał u nas straszny deszcz i przez to nie wyszliśmy na pole. Myślałam, że pypcia dostanę, bo uwielbiam wychodzić na spacerki. Miłosz też to bardzo lubi. Najbardziej podoba mu się, kiedy słyszy odgłosy, dźwięki, których jeszcze nie zna. A ponieważ u brata na osiedlu odbywa się wiele wykończeniówek w nowych mieszkaniach jest dość spory hałas. Najbardziej lubi jak się wierci w ścianach....mój mały budowlaniec, już nie mogę się doczekać, kiedy wzniesie swoją pierwszą budowlę z klocków....

Dzisiaj czeka nas spacerek po części bez wózka. Mam dużo go nosić w siadzie, a w domu zna już każdy przedmiot z widoku i nazwy. Na polu jest więcej ciekawych dla Niego "zabawek". Listeczki poruszane wiatrem, to obecnie nr 1 na Jego liście spacerkowej.

Łapię kolejny łyk mojej wspaniałej kawki z mleczkiem i wczytana w wasze blogi, czekam aż mój książe się obudzi:)

czwartek, 20 września 2012

zakupy, zakupy, zakupy

O tak, tego trzeba mi było- zakupów!!! Jest to dziwne, jak na mnie, ponieważ nie jestem zwolenniczką chodzenia po sklepach, przeglądania, przymierzania, tłumów itd. Ale chyba propozycje na ten sezon bardzo leżą w moich upodobaniach. Boże, tak mi się chciało kupować, przymierzać, kupować, przymierzać i kupować i przymierzać i .... tylko mamy teraz okres oszczędzania, bo domek trzeba wykończyć, ale już nie mogę się doczekać wyprzedaży:) Zakupiłam śliczną sukienkę i jeszcze piękniejsze buty!!!! Mam fioła na punkcie butów, zwłaszcza szpilek w różnej formie (choć na co dzień wolę obuwie bardziej wygodne) ale szpilki uwielbiam!!! A te cuda znalazły się w mojej szafie:)
sieć

sieć


A jutro będą montować nam kuchnie!!! Jestem mega przeszczęśliwa z tego powodu. Już nie mogę się doczekać:)

poniedziałek, 17 września 2012

balonik

Wczoraj Miłosz dostał od dziadków swój pierwszy balonik. Bardzo ładny, niebieski z Myszką Miki i Mini. Ponieważ wczoraj dotarł już do nas, kiedy Miłosz spał, dziś rano miał bardzo miłą niespodziankę. Prezent bardzo mu się spodobał. Najważniejszy był balonik!! bawił się nim cały dzień. Niesamowicie było to obserwować:)
 a oto i on, balonik:)

 a tak użytkował go Miłosz



Najbardziej zaskoczyło mnie, to jak On łapał sobie wstążeczkę sam w rączki:) Stanowczo uważam, że dzieci za szybko rosną. Nawet się nie obejrzę, a będzie na randki chodził:(


Niesamowita radość warta więcej, niż milion dolarów!!!!

video
Mój kochany Szkarabek:)

sobota, 15 września 2012

randka z mężem

dzisiaj mija pierwszy tydzień cudownego "urlopu" mojego męża. Każdy (przeciętny) polak urlop spędza na odpoczynku. Mój Kochany cały swój urlop najprawdopodobniej spędzi na wykończeniu części naszego domu, abyśmy mogli się już niebawem wprowadzić. Jak jest to możliwe, staram się mu pomóc, kiedy moja mama pilnuje Miłoszka, My działamy na budowie. Jednak dzisiejszy dzień na budowie był zupełnie inny i dobrze:)
Od samego rana działaliśmy w naszym domu razem z ekipą wykończeniową ( wykończeniowa dosłownie;)) Ja robiłam wielkie sprzątanie na poddaszu... tyle pyłu to się już dawno nie nawdychałam:(
ale co najważniejsze wysprzątałam:)...tak teraz jest ta chwila, kiedy nieziemsko rozpiera mnie duma;) hihihihihi....
W nagrodę ślubny zabrał mnie na małą przejażdżkę, taka małą randkę. Ucieszyłam się jak dziecko!!!! nawet nie zwróciłam uwagi, że wyszłam w ciuchach roboczych, otulona kilogramem pyłu. No ale nic. Z bananem na ustach i motylami w brzuchu wsiadłam w samochodzić:) żyj przygodo....leć w nieznane...
No i dojechaliśmy!!!! tak, miejsce wyjątkowe, magnetyczne, zaskakujące jak na wypad we dwoje.
Zadowolony z siebie ślubny oznajmia, że dojechaliśmy do celu naszej wycieczki.....sklepu elektrycznego:)!!!! tak własnie:) jakże byłam zaskoczona, kiedy z uroczym uśmiechem i nutką romantyzmu w głosie, Łukasz oznajmił, że chce abym mu pomogła wybrać gniazdka do (uwaga) kotłowni:):):)tak, tak kotłowni, nie salonu, nie jadalni czy kuchni...kotłowni:)
Cóż narzekać nie mogę, bo w całym tym natłoku wykończenia domu, znaleźliśmy czas na wspólny wypad tylko we dwoje:) i do tego jak oryginalnie.... to takie połączenie przyjemnego z pożytecznym:)
sieć




piątek, 14 września 2012

szaro, buro i nudno.. tak niestety jest od wczoraj. moje samopoczucie jest takie sobie. Ostatnio czuje się troszkę samotna, nie zauważona...może przesadzam, ale taka jakaś chandra mnie dopada. Miliony myśli, ciągle gdzieś krążą wokół jednego tematu.....ach, gdybym tylko wiedziała co zrobić, jak się potoczy  to co mnie nurtuje....nie wiem, może to lęk przed zasiedzeniem w domu...może brak mi ludzi, swobody....a czuję się bardzo szczęśliwa jako mama i żona....więc to chyba ta pogoda tak mnie dołuje....

I jeszcze panowie od wykończeniówki ciała dają...ach....chciałabym abyśmy już u siebie mieszkali...

poniedziałek, 10 września 2012

poniedziałek pełen gości


Przeważnie weekendy obfitują u nas w rzeszę gości. Dziś jednak było zupełnie inaczej. Odwiedzili nas moi bracia Łukasz i Kamil. Luki przyjechał po szkole, a Kamil nie miał dzisiaj treningu więc zawitał do Krakowa. A ponieważ jest super słoneczna pogoda mój najmłodszy braciszek sam wyruszył na spacerkową trasę z Miłoszkiem.

z wujkiem Łukaszem
Jednak spacer okazał się dla obu wyjątkowo wyczerpujący, bo obaj padli do spania jak kawki:)
Troszkę później wpadł z wizyta Kamil z Natalką. K. był niesamowicie zaskoczony faktem, że Miłosz jest już tak duży i tak szybko rośnie i rozwija się. Bardzo podobało mu się jak mały gaworzy i dyskutuje:)
z chrzestnym Kamilem


wesoło z ciocią i wujkiem

A żeby było z wujkami w komplecie, to jest i fota z wujkiem Sławciem :) tak na luzacko;)

Natomiast ja dzisiaj po porannej rundce na siłowni padam ze zmęczenia. Niby nie szalałam za bardzo, ale chętnie odespałabym poranne wyjście:) Przy życiu trzyma mnie kawka z mlekiem:)



główka w górze- photo gallery

i już są aktualne zdjęcia mojego małego Sfinksa:) jednak w realu jest to jeszcze piękniejszy widok:)
mój mały bohater:):):)
a kuku:) 
z lotu ptaka


.... i na koniec zasłużone figle z dumnym tatą:)


PS. Opaska służy nam do trzymania jeszcze troszeczkę kłapciatych uszków. Całe szczęście już nie długo nie będzie potrzebna:)

sobota, 8 września 2012

GŁÓWKA W GÓRZE:):)!!!!!!

Nareszcie, jest główka w gorze:) normalnie mnie tak zaskoczył!!!! wczoraj tylko leżał na brzuszku przyczepiony główka do materacyka, że nawet mrówka by nie przeszła, a dziś trzyma w górze sztywno w oparciu o rączki pod kątem 90 stopni!!!!!!!!!! ależ jestem dumna i szczęśliwa. Taka duma mnie rozpiera, aż łzy mi się do oczu napłynęły:) Później zamieszczę kilka fotek z tego pięknego momentu, bo teraz jest we mnie taka euforia, że nie wiem, czy bym aparat dobrze utrzymała:)

piątek, 7 września 2012

idzie jesień

od dzisiaj chodzę na siłownię:) niestety, ze względu na maluszka mogę robić to tylko wcześnie rano, kiedy synkiem zajmuje się mąż. Rano po godz. 6:00, kiedy maluszek wstał po całej przespanej nocy na poranny posiłek, zebrałam swoje manatki i wyruszyłam. Siłownia znajduje się ok. 1,5km drogi od mieszkania brata w którym jeszcze obecnie mieszkamy. A, że ranek był przecudny i szkoda mi było 2zł na bilet autobusowy (3 przystanki do celu) zrobiłam sobie poranny spacer:) Bardzo lubię dużo spacerować, chodzić- to zostało mi jeszcze z przed ciąży:) Jak na pierwszy dzień moich zmagań na siłowni, wybrałam lżejszy poziom ćwiczeń, co by się nie zajechać od razu. Odpowiada mi ta godzina zajęć na siłowni, gdyż było nas raptem 20 osób, więc nie było tłoku.
W domu byłam ok. 8:30 i skorzystałam z faktu, że moi mężczyźni jeszcze w łóżku się wylegiwali i dołączyłam do nich. Jednak ze snu nici, bo Miłoszek chciał się bawić, a uwielbia kiedy skupia na sobie całą uwagę rodziców:)
Jutro też mam zamiar tak rano lecieć, mimo, że jest sobota, ale bardzo dobrze się czuję, kiedy nie wyleguję się w łóżku do 9:00.

 Przyjemni było pospacerować z samego rana już niestety w lekkim chłodku, ale za to przy pięknej słonecznej pogodzie. Niestety zima wita do nas coraz większymi krokami. Wczoraj podczas codziennego spacerku zauważyłam jak krajobraz się zmienia: żółkną drzewa, liście w barwach jesieni leżą na ziemi, ludzie nieco cieplej już ubrani....ach, jesień idzie:)
Do tego wszystkiego Miłosz zaskakuje mnie codziennie jakimiś nowymi umiejętnościami:) wczoraj mój syn złapał sobie stópki:)!!! robił to tak swobodnie i z taką frajdą, że ciekawa jestem co wymyśli dzisiaj:)
poniżej kilka fotek z naszego wczorajszego spacerku. 



Miłego dnia.....






środa, 5 września 2012

misja "kąpanie" zakończona sukcesem:)

Na wstępie chciałam baaardzo serdecznie podziękować wszystkim mamom za rady i wsparcie, odnośnie wcześniejszego posta dotyczącego problemow Miłosza z kąpielą.
DZIĘKUJĘ!!!:) 
( ten bukiecik jest od Nas, dla Was):*
Jak już pewnie zauważyłyście po tytule posta, UDAŁO SIĘ:) wzięliśmy z mężem pod uwagę wasze rady, dołożyliśmy swoje przemyślenia i po raz pierwszy od tygodnia umyliśmy maluszka bez lęku i płaczu:) co więcej wszystko przebiegało w atmosferze śmiechu i zabaw:) Ja myłam Maluszka myjką zwilżona woda, a Łukasz zabawiał Miłoszka piosenkami, minkami, machaniem rąk i innymi wygłupami:) Mały płacz był tylko przy myciu główki, ale reasumując całość, było bardzo pozytywnie i co chyba najważniejsze bez stresu dla synka:)

poniedziałek, 3 września 2012

mały chłopczyk, duży problem?

ostatnimi czasy nasz synek ma kilka problemów:( niestety, od kilku dni mamy problem z kąpielą małego . Niestety za każdym razem, kiedy wkładamy Go do wanienki zanosi się niesamowicie wielkim płaczem. Najgorsze, że nie jest to zwykły płacz, a panika. Staramy się Go umyć szybko, ale spokojnie, żeby jeszcze dodatkowo się nie denerwował, ale zupełnie nie wiem czemu i nie mam pomysłu dlaczego tak się dzieje. Ciągle próbujemy czegoś co ktoś nam polecił, aby woda stała się przyjazna dla Miłoszka: kładliśmy ciepłą, mokrą pieluszkę na ciałko maluszka, wkładaliśmy do letniej wody w wanience, puszczaliśmy przed kąpielą i w trakcie jego ulubioną melodyjkę, przy której się zawsze uspokaja, bo melodia sama w sobie jest taka. Nie działa.....Co więcej, chyba ząbki będą u Niego wcześniej niż ustawa przewiduje, ale zobaczymy czy to prawda.

Jednak są i dobre objawy:) Miłoszek super wsuwa witaminkę D z łyżeczki, choć jeszcze nie dawaliśmy marcheweczki. To dopiero za 2-3 tygodnie. Ale widok maluszka dziamdającego łyżeczkę, jest prze uroczy:) Niestety, ale mój syn jest również wielkim, ale to wielkim leniuszkiem. Oczywiście nadal nie chce Mu się podnosić główki, leżąc na brzuszku, ale za to fenomenalnie robi to w pozycji pionowej. Potrafi tak już długo trzymać główkę, bez chwiania. Ach.....Takie na razie malutkie te problemy...oby dalej maluszek rozwijał się dobrze...

niedziela, 2 września 2012

Za oknem pogoda niezmienne od wczoraj ponura i deszczowa, jednak dzisiejszy dzień wydaje się już od samego rana nie tylko weselszy, ale radośniejszy i słoneczny:) To za sprawą niedzieli!!!! ten dzień zawsze spędzamy razem, rodzinnie całą trójką ciesząc się sobą:) Dziś mój mąż stwierdził, że dobrze, że jest w tygodniu taka niedziela, "bo człowiek ma czas na dla siebie i rodziny. Robi coś innego" i ja się z nim w 100%-ch zgadzam:) Wygląda to u nas następująco: chodzimy w piżamach do południa, dłużej wylegujemy się w łóżku, oczywiście razem z synkiem ( on pewnie po tym poznaje, że to niedziela, bo z rana zawsze ląduje u nas w łóżku. w innych dniach śpi w łóżeczku:)). Śniadanie zrównuje nam się w tedy zazwyczaj z obiadem, a nawet poranna kawa przed dziesiątą smakuje jakoś inaczej, lepiej:) a to ta sama kawa:) Potem zaczynamy planować wspólne wyjście na spacer i do kościoła. Łukasz odpoczywa od pracy, ja od prac domowych, a Miłosz buszuje z obojgiem rodziców przez cały dzień! Jak jesteśmy z nim zawsze oboje, ma cały czas uśmiechniętą buzię:)!!! I to jest super!!!:)

Muszę się przyznać, że od kilku dni chodzi za mną jakiś babski wypad do klubu, na ploty, tańce do białego rana:) Tak bym z chęcią poszła poszaleć na parkiecie z moimi LEJDIS;) niestety każda z nas ma masę zajęć i obowiązków, ale każda z nas odczuwa taka potrzebę, więc pewnie zanim  "pospolite ruszenie" dopasuje się da naszych harmonogramów, to będzie jakiś październik- listopad, ale będzie!!:)
Na razie muszę uporać się z bolącymi plecami:( ale gdy słyszę takie piosenki, nogi same rwią się do tańca, a i gotuje i sprząta się przy nich wyjątkowo przyjemnie:)
lub

MIŁEJ NIEDZIELI :)

sobota, 1 września 2012

deszczowo, boleśnie i nudno

ah... niestety, ale tak obrazuje się moj dzisiejszy dzień. Za oknem deszcz, szaro- buro, chłodno. Mnie nadal boli, a raczej bym powiedziała, że "łupi" kręgosłup. ten ból jest już nie do zniesienia. Już nawet leżenie mi nie pomaga:( chyba muszę pomyśleć o jakimś lekarzu;/
Wiadomo,że jak jest taka pogoda i stan ciała, to i nuda zagości. choć przy bolących plecach to i tak nie wiele bym nawojowała;/ o tyle dobrze, że Mały większą część swojego czasu dziś przesypia- chyba ma też taki dzień;)
na planowałam sobie, że popakuje dzisiaj dokumenty i zbędne nam już rzeczy, aby zabrać do naszego domu, bo 15 września przenosimy się na swoje. Łukasz od samego rana wykańcza nasz domek, abyśmy mogli już niebawem zamieszkać w naszym domku. Nie mogę się już doczekać.
Jutro wybieram się na budowę, aby zobaczyć jak sobie poradził- pod warunkiem, że wstanę z łóżka:/
życzę wam udanego weekendu kochani:)