Moja lista blogów

sobota, 20 października 2012

w gąszczu walizek i innych tobołków

OH.....od rana, no w sumie to od wczoraj pakowanie, składanie, pranie, prasowanie itd. A to dopiero połowa...

Wreszcie zmykamy do siebie.
 I co teraz? Jak będzie? nie mam pojęcia...
Z jednej strony ekscytacja, z drugiej przerażenie...Będzie dobrze, musi...
 Obyśmy tylko necik szybko podpięli, bo na tym moim końcu świata nie chcę zdziczeć;)



piątek, 19 października 2012

kosmate myśli

Tak właśnie siedzę, lekko zmęczona po całym dniu. Maluszek już śpi...a ja sama na mieszkaniu jestem. Normalnie, gdyby nie przeprowadzka były ze mną On, mój mąż. I pewnie po kolacji, rozmowie i wspólnym filmie, nastąpiłby ten jeszcze bardziej przyjemny i tylko nasz:) ......Tak, tak własnie potem wspólna kąpiel w kilogramie piany, w powietrzu unosiłby się zapach aromatycznych świec, oboje przytuleni do siebie, czule dotykali i pieścili...ach...
źródło: sieć 
źródło: sieć

...a myśli krążą...i tak w uścisku, w zapomnieniu, w zatraceniu.....

źródło: sieć 

źródło: sieć
... i tak, tylko my dwoje...a potem:

źródło: sieć

...tak, lampka wina na tarasie lub w kołysce hamaku....
I zawsze, jak się tak nakręcę, to na męża doczekać się nie mogę.  Z telefonem w ręku pod drzwiami dybam i czekam z utęsknieniem...


"Namiętność pojawia się i znika, a uczucie zostaje"
/ E .E.S./

czwartek, 18 października 2012

coś optymistycznego

od jakiegoś czasu zaobserwowałam pewna niezwykle ciekawą rzecz. A mianowicie, kiedy przechodzę przez jezdnię, drogę jakąś lub wyjazd z wózkiem, każdy z miłym uśmiechem ustępuje mi pierwszeństwa. Ręką daje znak, aby śmiało przeszła razem z synem, że dana osoba poczeka. Co fajniejsze i przyjemne dla mnie, zawsze kiedy za kółkiem siedzi jakiś mężczyzna (nie ważne czy młody, starszy czy najstarszy), ale to zawsze przepuszczają mnie z sympatycznym uśmiechem. Czasem Ci Panowie są całkiem, całkiem i grzechem byłoby nie odwzajemnić takiej uprzejmości uśmiechem:) Nie tak kokieteryjnie jest, kiedy za kółkiem jest kobietka (to zrozumiałe), ale czasem mam wrażenie, że z min niektórych dam można by odczytać np.: " no rusz się!", albo "ojej, no przełaź" itp. Choć byłabym niesprawiedliwa wrzucając wszystkie Panie do jednego wora, bo i zdarzają się (przynajmniej mnie) panie uprzejme, z miłym gestem.
Dużo gorzej jest, kiedy nie mam ze sobą wózka....przeważnie większość ustąpi pieszemu pierwszeństwa, ale to raczej z musu, a nie życzliwości.....No cóż, tak bywa, choć fajnie, ze przynajmniej tu w krakowie co poniektórzy kierowcy i kierowczynie wiedza jak się zachować. Dzięki:).
źródło: sieć
Mile zaskoczona jestem również zachowaniem człowieków w środkach komunikacji miejskiej. Tak, chyba kiedyś dawno straciłam wiarę w ludzi i może niesłusznie. Za każdym razem kiedy korzystałam z mpk (nie jest to za często, bo przeważnie korzystałam z własnych nóg), ale zawsze każdy  robił miejsce dla wózka w miejscu na to przeznaczonym przez przewoźnika. Wczoraj jadąc do męża do pracy kilku młodych chłopaczków w wieku szkoły średniej jechało z nami tramwajem. Ledwo powstrzymałam się od parsknięcia głośnym śmiechem, kiedy kilku potężnych chłopa patrząc mi do wózka powiedziało: "oooo, jakie małe bobo!!!":) To było tak urocze i miłe, a im tyle radości sprawiało rozśmieszanie małego:) 
Jednak nie to jest najważniejsze. Już większa część środków komunikacji miejskiej jest niskopodłogowa. Super, bo umożliwia to swobodne i przyzwoite wchodzenie i wychodzenie do autobusu, czy tramwaju. Jednak spora część czeka na wymianę. Zwłaszcza ta, która jeździ na nową hutę. Jak zwykle u nas wymieniają na końcu, no ale ważne, że już rozpoczęli. Ostatnio puszczono do nas nówkę bombardiera. Naprawdę komfort jazdy chyba dla każdego jest widoczny i słyszalny.  I to się chwali:)  Tak się prezentują:
źródło: sieć
a te są jeszcze do wymiany:
źródło: sieć

Cały dzień, a raczej popołudnie chodzi mi ta piosenka po głowie i chcę ją Wam zadedykować, bo w większej mierze jest o Nas, dziewczynach:)






za dwa dni

Już coraz blizej naszej przeprowadzki. W sobotę wreszcie zabieramy nasze klamoty i klamotki i przenosimy sie do siebie..w końcu!!!:) nie ma co, mamy niezłe wyczucie czasu... Mieliśmy mieszkać u brata tylko 3 tygodnie, a tak ni z gruszki, ni z  pietruszki jesteśmy tu 5 miesięcy:)!!!! Dobrze, ze brat ma remont zaplanowany na poniedziałek, bo pewnie gdyby nie taki motywator, to pewnie byśmy jeszcze byli na etapie wyboru szafy do wiatrołapu, a tak to szafa będzie, ale później;) A, że pralkę mam włożoną do pralni, która znajduje się na poddaszu ( a poddasze jest oddzielone od części dolnej, żeby ciepło nam na niewykończoną górę nie uciekało, odgrodziliśmy na czas wykończenia ścianą), więc zabrałam od nas ciepłe ubrania do odświeżenia i wyprania, na wypadek gdyby mój kochany małżonek nie zdążył jej podłączyć. Choć twierdzi, że w poniedziałek pralka będzie pięknie i prężnie działała, jakoś wolałam się zabezpieczyć..tak na wszelki wypadek;)

Od kiedy moi chłopcy zostali sami, zagustowali w jednej ciekawej piosence. Z wielką przyjemnością przedstawiam Wam utwór muzyczny, który od kilku dni gości nieustannie w naszym domu (znaczy w domu brata:)):
Miłego dnia:)

środa, 17 października 2012

z moją przyjaciółką migreną

W poniedziałek nareszcie znalazłyśmy czas z moja przyjaciółka K. na spotkanie, plotkowanie tylko we własnym gronie. Co prawda widywałyśmy się kilka razy od czasu, kiedy urodziłam, ale zawsze w towarzystwie naszych facetów lub małego Smoka. Teraz jednak po 5- ciu miesiącach spotkałyśmy się na piwku tylko w swoim własnym gronie:):):) Ale mi tego brakowało!!!! Jejku...wspaniały wypad, buzie nam się nie zamykały. Moi chłopcy spędzili czas we własnym gronie. Z relacji, którą dostałam rano od męża wynikało, że maluszek był troszkę niespokojny i mieli problem z uspaniem małego, ale w końcu dali sobie radę. Dzielni chłopcy:)
Niestety, w nocy nasiliła się moja migrena, która dokuczała mi już w ciągu dnia. Oczywiście noc nieprzespana, zmęczona i  obolała przez cały dzień. Ach....nie znoszę tego bólu, najgorszemu wrogowi nie życzę.


Wczoraj byliśmy na kolejnym szczepieniu. Jestem pełna podziwu dla mojego synka. Jest taki dzielny, prawie w ogóle nie płacze. Tylko troszkę pokwękał jak mu igiełkę wbito, ale potem cieszył się z plasterka na nóżce:) Co więcej mąż znalazł chwilkę czasu, aby wreszcie odebrać moje zamówione książki z empiku. Ależ nie mogłam się ich doczekać. Głównie zamówiłam poradniki o wychowaniu dzieciaczków. Jak tylko skończę czytać, to postaram się opisać własne odczucia i opinię o książce.




sobota, 13 października 2012

kolor włosów mojego bloga, to kolor .....

.......deszczowy...bo deszczowy, to wyjątkowy, delikatny, oczyszczający, ciepły, nieprzewidywalny, zaskakujący, rześki, przejrzysty. Czasem groźny i niebezpieczny, ale bardzo potrzebny ....
źródło: sieć 
źródło: sieć 
źródło: sieć
Do tej dość niezwykłej zabawy zaprosiła mnie Ola. Niesamowita mama dwóch ślicznych dziewczynek. Piękna i ambitna kobieta. Bardzo Ci kochana dziękuję za wyróżnienie:)

ZASADY:

1.Wklej obrazek TAGa



2.Odpowiedz na pytanie.
3.Oznacz 5 blogów

Pytanie jest takie same do każdego Taga, a brzmi jakże przewrotnie;), a oto i ono: Jeśli Twój blog miały włosy, jakiego byłyby koloru?

 Do zabawy nominuję:
1. ann_luk:  http://mamajakzobrazka.blogspot.com/
2. na zielonym wzgórzu: http://zielonewzgorzekobiet.blogspot.com/
3. nati: http://mkd.kusaj.eu/nati/
4. zwyczajną mamę: http://zwyczajnamama.blogspot.com/
5. bee: http://mojamalabee.blogspot.com/

i chwila dla deszczu, czyli...


piątek, 12 października 2012

faceci w czerni, czyli z życia wzięte

Nie mogę oprzeć się pokusie opisania Wam, w jakich strojach zapracowani mężczyźni ( mój mąż i nasz wspólny znajomy) po 8 godzinach pracy wpadli do naszego domu, aby zrobić wykończenia remontowe. Kiedy ich zobaczyłam, ubrana tylko w zwykłe stare jeansy i ciepły sweter, przez chwilkę myślałam, że chyba pomyliłam lokale, albo zapomniałam o jakimś ważnym wyjściu i nie mam przy sobie małej czarnej i szpilek:)!!! Jednak zaraz przypomniałam sobie, że tak..jestem w domu...tak sprzątam po remoncie...tak, chłopaki mają skończyć osadzać szybę prysznicową, włożyć futryny itp. Ku mojemu lekkiemu zaskoczeniu, ich gotowości do pracy i ogólnemu wspólnemu rozbawieniu sytuacją, chłopaki mniej więcej wyglądali tak:
źródło; sieć
A, żeby zabawnie było, to na prawdę do późnych godzin nocnych tak właśnie pracowali:) 

Wykańczanie domu doprowadza mnie do ciągłej frustracji, bo cały czas coś robimy, a i tak ciągnie się to jak krew z nosa!  Co gorsza, przestaje mnie to już cieszyć. I to mnie wkurza bardzo, bo człowiek w końcu chce być u siebie, a to wszystko trwa i trwa i trwa i ciągle jeszcze tak, aż góry nie skończymy:(
Jednak to jeszcze przeżyję (chyba), ale najbardziej wkurza mnie, kiedy mój mąż mówi mi co i jak i kiedy mam robić, żebym przypadkiem nie zepsuła, nie zniszczyła itp. Doprowadza mnie tym do takiego szału, że wczoraj miałam ochotę po raz pierwszy w życiu kazać mu spadać!!! Cale szczęście wykazałam się ogromną dyplomacją, a raczej fizycznym zmęczeniem, że skończyło się tylko na dłuuugiej kłótni ( i chyba dobrze, że nie mamy jeszcze kupionych noży do kuchni, bo pewnie poszły by w ruch). Na tyle dobrze się skończyło, że każde wzięło się za swoją robotę (znaczy się mąż wrócił do swojej), a dziś rano w poprawnych stosunkach zjedliśmy wspólne śniadanie...wrrrr...ale jak się szybko nie przeniesiemy to obawiam się, że nastąpi dla nas armagedon!!!

Całe szczęście mam w domu drugiego faceta, który jest tak uroczy, zabawny, zaskakująco spokojny i bezkonfliktowy. Który uwielbia się przytulać, uśmiechać i bawić:) mój synek kochany:*:*:*:* Maluszek rośnie jak na drożdżach. Ma obecnie 69 cm wzrostu i waży 7,4 kg. Jak na pięciomiesięcznego szkraba, pani doktor stwierdziła, że mam musi o niego dbać;) No cóż, narzekać nie mogę. Dziś był tak rozkoszny i kochany przy jedzeniu deserku (krem z jabłek i dzikiej róży), ze po każdej łyżeczce, która lądowała w jego ustach, robił mmmmnmmmm...... do było takie urocze:) Widocznie traktował to jako niezłą zabawę:) Normalnie deserki i warzywka robię mu sama, ale przez całe to zamieszanie przeprowadzkowe nie mam za wiele czasu na robienie takich posiłeczków, więc wspomagam się  słoiczkami. Ale już niedługo mam nadzieję. 

Bardzo chciałam podziękować za cieple komentarze, ktore znalazły się pod ostatnim postem. Czytałam wszystkie, jednak na chwilowy brak czasu nie byłam w stanie odpisać, ale wszystkie przeczytałam i na prawdę dodały otuchy. DZIĘKUJĘ:)





czwartek, 11 października 2012

tak dziwnie...

...mi jest własnie tak. Nie mam powodów do narzekań, a jednak coś mnie nęci....tak mi dobrze, ale...no właśnie...Bardzo mnie cieszy, że wreszcie kończy się nasza tułaczka po świecie, że niedługo będziemy już u siebie...a jednak....nie  czuję euforii, jakoś nie mam siły, a może raczej ochoty się cieszyć...chcę bardzo, ale....  jakoś nastrój mi nie odpowiada. Naszły mnie jakieś dziwne myśli, lęki które niepotrzebnie, a może i potrzebnie zaprzątają mi myśli, wiercą dziurę w brzuchu.....Przecież to, że nie będę juz mieszkać w bloku wśród wielu sąsiadów nie sprawi chyba, że ugrzęznę na mojej małej miejskiej wsi?! Że utknę w domu na dobre?! Że jakoś się od ludzi odizoluję? w sumie czasem jest tak, że czuje sie odizolowana..od znajomych...od życia, które mam wrażenie, że toczy się czasem obok, a ja jestem w jakiejś innej galaktyce, czasoprzestrzeni czy czymś takim...

Może obawiam sie czegoś czego tak naprawdę nie znam? Bo przecież nigdy nie mieszkałam w domu, bo zawsze z każdej strony otaczali mnie ludzi, a tu cisza i spokój i starsi sąsiedzi....

Choć teraz i tak nie za daleko mogę się ruszyć. Mały po przeziębieniu, na polu zimno, chłodno, mimo, iż czasem wyjrzy słońce...

Nadal nie wiem dlaczego czuję jakąś dziwną pustkę w sercu, która powoli mnie jakoś tak dziwnie nastraja... Kocham być mamą, ale czasem, ale tylko czasem tęsknię za jakimś babskim wypadem z przyjaciółkami, za wyjściem na zakupy samej, za chwilą wśród ludzi, za bardziej spontanicznym seksem, za pracą... ach...już sama nie wiem o co tak naprawdę mi źle...

dlaczego tak ciężko?

niedziela, 7 października 2012

kobieta i mężczyzna

Ten duet "kobieta i mężczyzna" był dziś myślą przewodnią podczas mszy św. Dodatkowo refleksji dopomagała szarobura pogoda, lekko oświetlony kościół i pięknie przeprowadzona msza z adoracją. Bardzo lubię, kiedy mszę odprawia mój znajomy ksiądz, który akurat jest u moich rodziców na parafii i jeszcze udało nam się trafić na jego dyżur:)

"Kobieta i mężczyzna", a raczej "mąż i żona" traktowani przez kościół jako jedno ciało, jeden organizm, po prostu jedność. Dla mnie to piękne.... Ja i mój ukochany............ niby dwoje totalnie różnych ludzi, a jednak jesteśmy jedno!!! Nasz związek nie ważne czy sakramentalny, czy wolny, czy małżeński, czy partnerski..po prostu jedność...wspaniała...doskonała, kochająca się całość!!!:) Lubię tak patrzeć na nasze małżeństwo, jak na parę zakochanych w sobie indywidualistów i niekiedy sprzeczności dwojga ludzi, którzy mocno i szczerze się kochają, lubią, szanują, dzielą ze sobą życiem i wspólnie je przeżywający...nie wiem, co przyniesie kolejny dzień, miesiąc, rok...ale wiem, a raczej wierzę w to głęboko, że cokolwiek by się nie wydarzyło, zawsze będziemy w sercach jednością....na zawsze...
źródło: sieć

sobota, 6 października 2012

marzy mi się...

Och.. ten czas gna jak oszalały! Nawet się nie obejrzałam, a już jest sobota.Tyle chciałam opisać, co się wydarzyło u mnie w przeciągu tych kilku dni. Niestety czas zapitala jak oszalały, coraz bardziej czuję się zmęczona przez tą całą przeprowadzkę, ale jakże szczęśliwa. Najfajniej jest dzielić to szczęście z bliskimi:)Dzisiaj czuję całe ciało: ręce,dłonie, stopy,łydki i plecy. Marzy mi się porządny masaż, nawet się rozglądałam za jakimiś na grouponie, ale stwierdziliśmy z mężem, ze może jak już się wprowadzimy i zamkniemy drugi etap budowy,to przed trzecim zregenerujemy siły:):) ach, pomyślmy:)
źródło:sieć

źródło:sieć

źródło:sieć

źródło:sieć

źródło:sieć
od samego patrzenia na taką formę relaksu, powoli przestają mnie boleć wszystkie mięśnie;) z taka zachętą, aż ręce same rwa się do pracy. Może jeszcze raz umyję okna;).....



czwartek, 4 października 2012

No i zamówiliśmy wczoraj zestaw do jadalni. zawsze mi się marzył właśnie taki stół!! Jestem tak podekscytowana całym tym meblowym i przeprowadzkowym zamieszanie, że po nocach układam sprzęty i rzeczy w głowie. Zastanawiam się, gdzie i co będzie lepiej. Co położę na stół, jaki kolor dodatków!!!! ach....i tak od kilku dni:) Zanim wyszliśmy po stół ( ma być do dwóch tygodni) zadzwoniła Pani dekoratorka, że zasłony i firanki są już gotowe i można je odebrać:) juuupi....:)
A to mój zestaw jadalniany:)
źródło: sieć
Dzisiaj natomiast rano byliśmy z Miłoszem na pobraniu krwi. To był Jego i Nasz pierwszy raz, więc mieliśmy lekką tremę. Nastawieni byliśmy na dużo płaczu, a wiadomo każdego rodzica to boli:( 
Więc spakowaliśmy się do samochodziku i pojechaliśmy. Musieliśmy dłuższą chwilkę poczekać, ponieważ były szczepienia w zabiegowym. Pani Pielęgniarka poprosiła, abyśmy wzięli Miłosza na kolanka i przytrzymali, a Ona szybciutko pobierze krew z paluszka. Więc wzięłam małego, Łukasz był w pogotowiu, żeby Go w razie czego zabawiać. Pani wzięła pistolet, zakuła paluszek i była pewna, że to Go wystraszy i zaraz rozpocznie się wielki płacz. Na to Miłosz odpowiedział jej tak wielkim i wspaniałym szczerbatym uśmiechem:):) Przez cały czas się prawie śmiał, ale zaczął się irytować i złościć, kiedy Pielęgniarka dłużej trzymała Jego mały paluszek. Zadowolony z całej wycieczki do centrum medycznego, poszedł spać. A mama zagotowała jabłuszko, bananka i brzoskwinkę na przecierek:) Potem krótki spacerek, bo pogoda jest znów cudowna:)

Miłego dnia:)

środa, 3 października 2012

druga strona jesieni

Ta pierwsza- moja ulubiona: złocista, kolorowa, lekko słoneczna z niedużym wiaterkiem. Pełna pysznych owoców, grzybów i warzyw. Ta przy której każdy z chęcią sięga po ciepły koc, kubek gorącej czekolady i dobrą książkę ( jak ma czas;)). I ta druga strona- średnio lubiana: chłodna, ponura, deszczowa, nużąca, męcząca, chorująca. Ta przy której nikt najchętniej nie wychodził z łóżka. Aż trudno uwierzyć, że to jedna pora roku, całość. Tak sobie własnie o niej pisząc, wpadła mi taka refleksja, że taka nasza Polska jesień, to taki odpowiednik naszych rodzin, tylko w "troszkę" innym wymiarze. Niby jedna rodzina, doskonała całość, a tak wiele kolorów, nastrojów, codziennego życia...
Niedawno pisałam o tym jak wspaniale jesień wpływa na mnie, jak ja lubię. Dziś jej nie znoszę (ale to dzisiaj..) zalazła mi ostro za skórę, a raczej mojemu synowi (co też znaczy i mnie:/). Mały z katarem, od dzisiejszej nocy jeszcze z kaszlem, złym humorem, ogólną apatią i ciągłym marudzeniem.... I ten deszcz!!! Jeszcze jakby chwilkę popadał co dziennie, to bym i nie narzekała, ale do 15!? A ni spaceru, ani jakichkolwiek chęci na cokolwiek. Miłosz ma dziś taki nastrój do ćwiczeń rehabilitacyjnych, jak ja na spacer w deszczu. Niby się przejaśnia i na spacerek niedługi chętnie bym poszła- nawet dla samej siebie, ale czy to dobre dla małego będzie?....

Miałam tak dużo planów na dzisiaj, tyle załatwień w towarzystwie synka, a tu muszę znowu mamę ściągać, żeby to wszystko pozałatwiać na godzinkę. Mama chętnie przychodzi do wnusia, ale też chciałabym, żeby miała troszkę czasu dla siebie, bo jakby nie patrzyć od tygodnia jest u nas dzień w dzień. Opiekuje się małym, kiedy ja sprzątam dom po wykończeniu, a mąż zajmuje się drobnymi robótkami, aby przyspieszyć naszą przeprowadzkę. No cóż. Do tego wszystkiego po wczorajszym myciu okien, mam takie zakwasy, ze nawet fitness nie jest mi potrzebny. No ale jak sie chce mieć w salonie okno 3,30m szerokie na 2,50m wysokie, to troszkę trzeba się namachać szmatką i wycieraczką. Ale to akurat dobrze, ruch w każdej postaci jest wskazany, a przy -etym myciu okien i zakwasy miną:)

Popołudniu jedziemy z mężem zamówić stół i krzesła do jadalni, bo wypatrzyłam bardzo korzystną promocję. Puki co nasz dom umeblowany będzie baaaardzo skromnie ( do stołu i krzeseł mamy jeszcze sofkę na której śpimy obecnie i spać będziemy w domu i oczywiście łóżeczko Miłoszka i na razie to tyle. Jak na razie to i tak dużo....Im bliżej naszej przeprowadzki, tym bardziej nie mogę się doczekać. Spakowałam już nawet pięć dużych reklamówek ubrań i rzeczy z których już w tym roku nie skorzystamy, aby je wywieść już na stryszek. Okazało się, że tylko jedna jest moja i męża, a aż cztery są Miłosza. Niby mały człowiek, a ile potrzebuje...

A żeby tak smutno nie było, to kilka fotek znalezionych w sieci, z tym co ja w jesieni lubi najbardziej:)





poniedziałek, 1 października 2012

się dzieje

och.....nareszcie mam chwilkę, aby coś napisać. w ten weekend balowaliśmy na weselu w Radomiu. To nasz pierwszy wspólny wieczór, a raczej noc bez małego. Obawialiśmy się troszkę, bo w piątek na wieczór Miłosz dostał potwornego kataru, który spływał mu do gardełka i blokował cały nosek. Co za tym idzie: ciężko oddychał, dławił się i kaszlał. Normalnie koszmar każdego rodzica, a najbardziej żal dziecka... Noc była bardzo ciężka, dopiero ok. 2-3 godziny coś przespał i tak do 6 rano. W sobotę o 7:00 mieliśmy wyjechać (mimo, że ślub odbywał się o 18:00. Musieliśmy jeszcze załatwić kilka spraw). Do opieki nad małym podczas naszej nieobecności zabraliśmy moją mamę.Szczerze mówiąc w rodzinnym domu mojego męża zrobiło się niezłe przedszkole:) Moja mama zajmowała się Miłoszkiem, a teściowie moich szwagierek kuzynostwem syna ( Zosią, Antosiem i Juleczkiem). Co jest ciekawsze, wszyscy mali panowie są rówieśnikami:) tylko Zosia dzielnie im pomagała, jak przystało na dobrą siostrę i kuzynkę:)

Wesele było wspaniałe, Panna młoda jak zwykle piękna. Pan młody czarujący. Sala weselna przecudna, menu wyśmienite, a orkiestra kosmicznie wspaniała:) Jak na pierwszy wypad tylko we dwójkę, poszło super!!! Wytańczeni, wybawieni i zadowoleni wróciliśmy do domu:)

Maluszek codziennie określa i pokazuje swoje smaki:) Uwielbia bobo fruta jabłko z marchewką, na sam widok kaszki malinowej jego buzia sama się otwiera. Dziś po raz pierwszy skosztował bananka. Pozytywnie!!! Dziś zaskoczył mnie mój mąż. W zeszłym tygodniu brechtał się ze mnie, kiedy szalałam na dziale dziecięcym wśród słoiczków i kaszek, nie mogąc się zdecydować, które wybrać (najlepiej wszystkie na raz;)) Dziś dumy tato z synem już po kilku minutach wspólnie udali się na łowy nowych smaków, a mnie zostawili samą z zakupami...Uwielbiam, kiedy moi mężczyźni zaczynają mieć swoje własne sprawy:) Rano zawsze razem dokazują, zanim Łukasz pójdzie do pracy:)

Teraz w spokojnym cichym klimacie, zajadam się moimi ulubionymi lodami mc flerry. Mąż na siłowni, a syn dawno już wylogowany:)

słodkich snów kochani:*