Moja lista blogów

poniedziałek, 31 grudnia 2012

..już za parę minut,...

przygotowania do dzisiejszego sylwestra uważam oficjalnie za rozpoczęte;) Ponieważ spędzamy go we trójkę we własnym gronie, w domowym zaciszu, aby móc tą ostatnią noc 2012 roku świętować wspólnie:):) A jak w znakomitym własnym gronie, to stroje równie specjalne i wieczorowe obowiązują każdego:)

Plan jest prosty: 

  • uroczysta kolacja przygotowana przez najwybitniejszego Masterchefa (czyli mnie) w mojej cudownej kuchni...
źródło: sieć
  • Ostatnie bebiczko Miłoszka w tym roku i mały niedźwiadek zapada w sylwestrowo- noworoczny sen;)
  • Tylko My dwoje, z kieliszkiem dobrego Martini razem z Jamesem w służbie Jej Królewskiej Mości:):) 
źródło: sieć

  • bal przebierańców, czyli w piżamki w tą ostatnia noc...

źródło: sieć
.....choć tak sobie myślę, a raczej planuję....
źródło: sieć
  • szklaneczką dobrej whisky z limonką i lodem powitać nowy rok, a potem już tylko dać swobodę swoim powiekom i obudzić się w tym mam nadzieję , że równie wspaniałym 2013 roku:)
źródło: sieć

Ale plany planami, a życie życiem....zobaczymy co będzie!!!! :)

Wszystkim moim czytelnikom w nadchodzącym Nowym roku życzę samych sukcesów i spełnienia marzeń:)

źródło: sieć

czwartek, 27 grudnia 2012

last Christmas...

skończyło się świętowanie we wspólnym rodzinnym gronie Bożego Narodzenia. Następne tylko za niecały rok!!! ;)
 Cudownie było znów zasmakować w daniach tradycji wigilijnej, które tylko w tą jedna noc smakują tak wyjątkowo.....
Patrzeć na uśmiechnięte buzie, każdego z domowników przy składaniu sobie życzeń świątecznych..
Po raz pierwszy przeżywaliśmy ten cudowny czas z Miłoszkiem....Byłeś taki rozkoszny!! Do każdego
(jak zawsze z resztą) uśmiechałeś się tak szczerze i życzliwie, kiedy składano Ci życzenia:)
A,że jak co roku obchodzimy wigilię dwa razy (pierwszą u moich rodziców w Krakowie, drugą w Radomiu u teściów) nasze brzuszki były na małym wykończeniu i mimo, że staraliśmy się kosztować wszystkiego po troszku, to jednak 12 dań....uffff.....
źródło: sieć
Oczywiście nie obeszło się bez przygód:) święta bez niespodzianek, to jak święta bez Kevina;)
W trasie Miłosza znowu bolały dziąsełka (tak już od kilku dni), wiec podróż od Skarżyska dla Niego była męką a dla nas chyba jeszcze większą, bo biedak tak się zanosił z bólu, że nam aż serca pękały...plus jest tego taki, że Miłosz sprezentował sobie dwie dolne jedynki!!!! Na razie ma tylko same czubeczki na wierzchu, ale mamy pierwsze ząbki!!!!  Oczywiście nie mogło być inaczej, jak tylko tak, że mamusia zauważyła jako ostatnia, a sprawdzała co dzień, czy nie ma :(  Ale tam...nieważne...mamy dwa i są najcudowniejsze na świecie:):)
źródło: sieć

Pierwszy dzień świąt obchodziliśmy w Radomiu chrzciny młodszego kuzyna naszego Miłoszka...Dużo rodziny, dzieci i oczywiście jedzenia. Jak to szwagierka stwierdziła będzie nie wiele i do dziś jedzą to co zostało, a było znakomite!!!!
z mamą męża i śpiącymi Miłoszem i Antosiem
u mamusi na kolankach najlepiej;)

Drugiego dnia po mszy wracaliśmy do krk, na obiad do moich rodziców...dobrze, że tym razem miałam na sobie getry, bo spodnie mogłyby nie wytrzymać. Wieczorem odwiedziliśmy moją przyjaciółkę, która organizowała z mężem poświąteczny zlot znajomych u siebie:) Było bardzo przyjemnie i sympatycznie...

Jednak nigdzie chyba w te święta nie było nam tak jak u siebie w domu....własne łóżko, nasza choinka i tylko my:)!!!



niedziela, 23 grudnia 2012

moi faceci w kuchni, czyli jak robią ciasteczka bez brudzenia rączek

W naszym domu od wczorajszego późnego wieczoru przepięknie unosi się zapach goździków, imbiru, cytryny, ciasteczek, suszonych grzybów...Tak cudownie jest czuć bliskość zbliżających się świąt, wigilii, wspólnego czasu...Ale powoli i od początku:
Mój mąż oznajmił w zeszłym tygodniu, że może by z Miloszem zrobił takie ciasteczka świąteczne, w choinki, gwiazdeczki...To wspaniały pomysł..Oczami wyobraźni oboje widzieliśmy małego bijącego w ciasto swoimi małymi rączkami foremki, już widziałam, te piękne zdjęcia, ich umorusanych w mące...po prostu jak w bajce...
Co więcej, nie zrobili w ogóle bałaganu, obaj raczki mieli czyściutkie, kuchnia wręcz błyszcząca...no po prostu lodzio miodzio. Otóż, moi dżentelmeni poprosili mnie o pomoc, a wyglądało to tak:
Ja cała w cieście, mace szykuję ciasteczka, a moi panowie jakoś tak nagle zatonęli w wierszach Pana Brzechwy:)
Finał ich pieczenia był taki, że o 23:45 ja jeszcze stałam przy ciastkach i piekarniku, a Oni obaj już dawno spali...Ale ten widok w blasku choinki był po prostu cudowny i wart takiego poświecenia:)
Choć następnym razem chyba się dobrze zastanowię, zanim im pomogę w pieczeniu;)

Korzystając z okazji, gdybym już dziś całkiem utknęła przy uszkach i pierogach, chcialam życzyć każdemu z Was:

Pełnych rodzinnego ciepła i radości Świąt Narodzenia Pańskiego,
Aby w tą szczególną noc, Mała Dziecina narodziła się i w waszych sercach i wlała w nie pokój i miłość,
Aby ten czas był dla każdego z nas magiczny i prawdziwie rodzinny.
źródło: sieć



piątek, 21 grudnia 2012

jak dla mnie najpiękniejsza...

Jest 22:53 na moim piekarniku, 22:49 na telefonie i 22:50 na zegarku branzoletkowym...jednak to nie ma znaczenia, bo właśnie siedzę i z dumy pękam, bo mamy nasza pierwszą rodzinną choinkę!!!!
Po 6 latach razem (w tym 2,5 roku jako małżeństwo) mamy naszą pierwszą najpiękniejszą choinkę!!!!
Patrząc na nią od razu w głowie przywołują się na myśl kolędy....


środa, 19 grudnia 2012

Gapciu

Od kilku dni wędrujemy z małym po lekarzach specjalistach. Jedno, co nas nieco rozbawiło, a zauważył każdy lekarz, to stwierdzenie: "..syn jest taki troszkę Gapciu, ale taki Jego urok"!!! Hmmm... my tam w Nim Gapcia nie widzimy, a zawsze uśmiechniętego, małego wesołka..najukochańszego bobaska na świecie:)!! No, ale to my rodzice:) Nie przeszkadza Nam to ani troszkę:)
Tak dzisiaj sobie spacerując z małym po polku uświadomiłam sobie, że w dzieciństwie Gapciu był moim ulubionym krasnoludkiem z Disneyowskiej bajki:)

źródło: sieć
To najbardziej uroczy i kochany krasnoludek w całej bajce!!!!!! A teraz ja mam takiego małego Gapcia- zupełnie jak Królewna Śnieżka;)

Wczorajszy dzień to kompletna klapa dla mnie: migrena, kobiece trudne dni i złośliwość losu. Wszystko wczoraj dla mnie było na nie:( Ponieważ jestem głównym piecowym w naszym domu, kiedy mąż jest w pracy, odpowiadam za ciepełko dla nas do jego powrotu. Ponieważ nie znoszę, gdy w domu jest gorąco (a tak jest jak mąż jest piecowym), to zaczynam grzanko dopiero ok. 15:) Do perfekcji opanowałam rozpalanie- przeważnie zajmuje mi to ok. 4-5min. i jest niezły ogień w piecu. Ale nie wczoraj. Rozpalałam go 3 razy!!! zajęło mi to ponad godzinę!!! Normalnie nie byłam zła, że się nie rozpalił, tylko że tak ślamazarnie mi to idzie...Dziś poszło dzięki Bogu raz dwa:)
Do tego wszystkiego kawa rozpuszczalna się nam w domku skończyła, a zakupy dopiero dziś, więc uznałam to za wielki znak, że już najwyższa pora zacząć działać naszym ekspresem, który otrzymaliśmy w prezencie ślubnym. Zapowiadało się dobrze- jest ekspres, jest krotka instrukcja to lubię!! Parzenie kawy tak podniosło mi ciśnienie, że kawa nie była już potrzebna!!!! Za chiny ludowe nie mogłam jej zaparzyć, bo już przy samym finiszu kawa zamiast do kubka bryzgała po kuchni!!! Co gorsza miałam mnóstwo sprzątania, bo kuchnia biała a na dodatek kawa musiała być fusiasta:(:(:(
I tak człowiek chce sobie choć troszku życie umilić, to czasem narobi sobie większego kłopotu...
czasem tak się zastanawiam, czy nie jestem czasem troszkę stuknięta.....od kilku dni za swój największy problem uważam swój wygląd. ciągle tylko myślę jak to było, kiedy nie było mojej oponki na brzuszku, jak wtedy wyglądało moje ciało, a teraz...A przecież ludzie borykają się z brakiem pracy, wsparcia ze strony bliskich, głodem, a ja?!...mam wszystko o czym może zapragnąć człowiek..kochającego męża, zdrowego synka, wsparcie rodziny, pracę, dom...a jednak w głowie kotłują się takie myśli...Przecież nie jest ze mną tak źle. Przecież nie każda z nas wraca do swojego poprzedniego wyglądu..przecież w dzisiejszym świecie to taka błachostką....To dlaczego tak strasznie mnie meczy, kiedy czuje mojego oponkowego towarzysza? Może dlatego, że kiedyś byłam naprawde grubiutka i nie czułam się dobrze w swoim ciele, że nie miałam poczucia własnej wartości, bo przecież ciągle słyszałam, że jestem gruba (żeby ciekawiej zawsze od rodziny, prawie nigdy od znajomych koleżanek i kolegów)...
W szkole średniej za zgubienie wielu kilogramów zapłaciłam jak na młodą dziewczynę spora cenę, a wszystko przez jakiś stereotyp i brak pewności siebie, który był bardzo głęboko ukryty gdzieś we mnie...Wplątałam się w jakieś chore kompleksy, chorobę, która mnie niszczyła....Nie chce tego powtarzać, bo teraz po tych kilkunastu latach potrafię spojrzeć na swoje odbicie lustrzane obiektywnie, lubię siebie..(tylko ta oponka)....cały czas powtarzam sobie, że z czasem i ona padnie, ale kiedy mam takie gorsze dni, to troszkę się podłamuję..nie mówię o tym głośno, bo mój mąż też sporo pracy włożył w moją obecną pewność siebie.
 Fakt, że pokochałam swoje ciało jest przede wszystkim Jego zasługą....Czasem jest to takie dziwne, bo lubię siebie i akceptuję i czuje się pewnie, a czasem mam już dość swojego brzusia i myślę sobie co by tu zrobić, żeby ją zgubić?
Mam w sobie takie przekonanie, że ćwiczę na siłowni raz w tygodniu tylko dla siebie, dla ogólnego ruchu, bo w zimie mam go mniej, a nie po to aby szybko schudnąć...jem to co mi smakuje, co lubię, a ze są to potrawy lekkie to dobrze, dla mojego zdrowia...częściej uprawiam seks niż przed ślubem, kiedy byłam chudzielcem:)...więc chyba jest więcej plusów w ogólnym rozrachunku?!:)

Cały dzień chodzi za mną pomarańcza. Nie kupiłam w sklepie i teraz mam na nią takiego smaka...ach...
źródło; sieć

niedziela, 16 grudnia 2012

Ten weekend bez dwóch zdań możemy zapisać jako całkowicie rodzinny. Tak naprawdę dopiero poznajemy uroki wspólnego całkowicie spędzonego weekendu, bo zawsze była albo uczelnia, albo budowa, albo zakupy do domu itd. Ten był inny- tylko nasz!:)
sobota:
 Pozwoliliśmy sobie całą trojką na leniuchowanie do 9 rano; wspólnie imprezowaliśmy na spotkaniu mikołajowym dla dzieci u męża w pracy; wspólnie bawiliśmy się i piekliśmy chleb (do 23 wieczór w sobotę:) wyszedł pycha:)).


tak Milosz nurkował w piłkach. Zabawa była dla niego tym lepsza im więcej piłek miał na sobie:)





niedziela:
Tu również nie próżnowaliśmy i do rannych ptaszków się nie zaliczaliśmy. Pobudka jak na niedziele przystało 9:30; potem wspólne świętowanie 30- tych urodzin szwagierki. Impreza niespodzianka odbywała się w Wieliczce w Turowce (hotelu, w którym podczas euro mieszkała włoska reprezentacja). Przyjęcie niespodziankę zorganizował mąż solenizantki w wielkiej tajemnicy!! Cala rodzina brała udział w wielkiej konspiracji:):):) oczywiście taka okazja wymagała również porzucenia codziennego matkowego, wygodnego stroju. Z ogromną przyjemnością wskoczyłam w sukienkę i szpilki (najwyższe jakie mam), zrobiłam subtelny makijaż, aby podkreślić usta moją mocną szminką Loreal deep rose nr 216, upięłam lekko włosy, założyłam do sukienki długie i masywne kolczyki i krokiem niczym Diva dumnie kroczyłam przed siebie, czując na sobie nie tylko pożądliwe spojrzenie mojego męża, ale i wszystkich dookoła;) Ach....jak było to przyjemne uczucie:)

Bardzo lubię tak spędzane wolne chwile..jest multum pracy jeszcze z domem i innymi, ale czas spędzony z moimi chłopakami to najwspanialsza chwila...

czwartek, 13 grudnia 2012

po drugiej stronie lustra stoję ja...

...Ja, czyli herbata. Młoda ciałem (jeszcze) i duchem (oby na zawsze). Matka, żona, córka, siostra, przyjaciółka, koleżanka. Wieczna optymistka, starająca się czasem patrzeć i brnąć przez życie realnie ( czasem, bo częściej realnie na świat patrzy mój mąż i dobrze, że go mam:)). Z sercem na dłoni, kocham ludzi...kocham im pomagać...muszę i potrzebuje czuć się pomocna, potrzebna.
źródło: sieć

  Nie umiem się długo złościć, raczej jestem typem albo od razu powiem co mi na sercu leży, albo godzinami dyskutuję w swojej głowie i myślach co powiem, lub co gorsza co mogłam powiedzieć. Bo choć czasem próbuję być opanowana, mądra (czasem aż mądralińska), nie zawsze mi to wychodzi....

Należę do osób bardzo sentymentalnych, wrażliwych, zwłaszcza na ludzką krzywdę. Nie mam zwyczaju przechodzić obok problemu obojętnie (choć jak twierdzi jeden z moich braci, luz by mi się przydał).
źródło: sieć

Nie jestem osoba raczej zdecydowaną, jeśli chodzi o swoje ja. Jestem bardzo zdecydowana, zaradna, konsekwentna i zapobiegliwa, jeśli w grę wchodzi życie....Mam swoje zdanie i zawsze muszę go bronić, choć czasem (nie za często, ale..) potrafię przyznać się do błędu, choć łatwo nie jest.....

Nie lubię zawiści, chamstwa, spóźnialstwa, braku organizacji i chaosu. Nie należę do ludzi, którzy posiadają podzielną uwagę. Czasem za szybko chce powiedzieć wiele rzeczy na raz i w rezultacie gubię wątek:(

Kocham szczęśliwe zakończenia, ckliwe opowieści romantyczne, filmy i książki. Lubię ciszę...lubię przebywać sama ze sobą, byleby nie za długo, bo bez człowieków też nie umiem....
źródło: sieć

Uwielbiam długie kąpiele w solach i olejkach, niestety mam obecnie prysznic i oprócz oszczędności wody innych zalet nie dostrzegam... Nie mam określonego stylu..Gdybym mogła, chodziłabym w znoszonym dresie po domu, spiętych w nieład artystyczny włosach (no ale przecież straszyć męża nie będę;)) ale czasem mam ochotę i robię się na bóstwo, na wampa, na kobietę w stylu glamoure....zależy od nastroju, okazji, przekonania, zachcianki....Choć bez bicia przyznaje się, że nie mam wyczucia modowego. Raczej hołduję zasadzie: w tym się dobrze czuję, w tym chodzę. Nie mam nowości w szafie, kupuję raczej racjonalnie, praktycznie. Lubię to w sobie:) Lubię patrzeć jak inni się ubierają, jak się noszą....i nie dlatego, żeby oceniać, bo tego nigdy nie robiłam i nie zamierzam czynić...

Wierzę w Boga, jestem praktykującą chrześcijankom. Wychowałam się na oazie i zawdzięczam jej najlepsze lata mojego młodzieńczego życia, zawdzięczam świadomość wiary i sensu modlitwy....

Kocham mojego męża od pierwszego wejrzenia i choć nie lubię być zazdrosna to jestem- czasem;) Uważam, że miłość to składowa: zaufania, szacunku, oddania, zrozumienia, pożądania, akceptacji, pociągu fizycznego  i motyli w brzuchu. Jednak najważniejsze w związku i miłości są zaufanie i szacunek....

Ubóstwiam mojego syna. Jest dla mnie niesamowitym darem, siłą....Kocham Go!!!!
Mam naprawdę za co dziękować Bogu każdego dnia....



moja filiżanka z kawą

jest po 10, mąż właśnie do pracy wyruszył, mały śpi w łóżeczku, panowie budowlańcy hałasują u góry, a ja z moją filiżanką kawy mam wreszcie czas na poczytanie blogów. Delektuję się błogą "ciszą" (nie licząc Panów u góry;)) popijam kolejny łyk kawy z mleczkiem, dziś w białej filiżance, myśląc o tym jak lubię ten stan:)


Pomijam fakt, ze skoro męża miałam w domu przez kilka dni, muszę zrobić prawie świąteczne porządki, bo niestety mój najmilejszy ma problem z utrzymaniem po sobie porządku. Wszędzie dookoła papiery, dokumenty, krawaty...ale...ale jest moja kawa (kolejny łyk)...mmmmm....Te kilka dni razem suma sumarum, były cudowne i dla mnie i Miłosza i męża...

Miłego dnia:*

środa, 12 grudnia 2012

synuś mamusi

Jak już pisałam w poprzednim poście, Miłosz nabył ostatnio nową umiejętność.A zatem mój syn umie pokazać jak kocha mamusię i przytula się do mnie :)  co jest najcudowniejsze, robi to za każdym razem, kiedy, ktoś Go zapyta: jak kocha mamusię:)
Tak mocno Cię kocham syneczku:*
zdjęcie co prawda z 6-go grudnia, ale jedno z moich ulubionych:)


wtorek, 11 grudnia 2012

wtorkowo

to dziś miał miejsce ten dzień, kiedy to mąż i żona nie przyzwyczajeni do przebywania ze sobą pełne 24h dażyli siebie wzajemnie różnego rodzaju emocjami ( a to żarcik, a to pogaduszki, a to mała różnica zdań i znowu żarciki, uśmieszki itd.). Jednak z perspektywy całego dnia, to dla nas dzień bardzo udany:) Choć nie wiem tak do końca co na to ślubny, bo cały dzień jedzie na kleiku ryżowym. Właśnie przed chwilą zaliczyliśmy mały bunt na pokładzie, ponieważ powiedział kleikowi dość!!!Stwierdził, że może jeść już wszystko...i po tych słowach oboje parsknęliśmy śmiechem...no tak! zapomniałam, że jak na wypisie u faceta zanotowane jest trzymać dietę kilka dni, to dla mojego męża oznacza aż jeden dzień;) Choć będąc na jego miejscu, pewnie sama już dawno sama siebie bym przekonywała, że już kleiku ryżowego nie trzeba.....
Byliśmy dziś z małym u okulisty. Skierowali nas do placówki partnerskiej, gdzie leczą takie małe szkraby. Choć śmiać nam się chciało, kiedy okulistka z powagą w głosie otworzyła drzwi gabinetu i powiedziała: Pan Miłosz, proszę". Szybko się zreflektowała, że szanowny petent to 7- mio miesięczny Słodziak:) 
Dopóki mąż odpoczywa na L4, Milosz bardzo świadomie wykorzystuje fakt obojga rodziców w domu, co i nam samym sprawia niezwykłą frajdę bawiąc się razem z nim:) Ostatni hit sezonu, to książki- zwłaszcza te o zwierzątkach do naśladowania przez rodziców, kręgle, no i oczywiście jak na faceta przystało porządna bryka...

..zostały jeszcze tylko 3 sztuki:) 
przed każdą jazdą, należy sprawdzić sprzęt..
 
...na edukację zawsze mam czas...

Od kilku dni Młodzieniec opanował technikę przytulania się do mamusi i ukochania jej:):*:* Z tatusiem natomiast uwielbia maistrować przy klawiaturze komputera....




poniedziałek, 10 grudnia 2012

zbiorczo, czyli wracam po krótkiej przerwie

ostatni tydzień, to dla nas niezły twister! Wszystko chyba co nie przydarzyło się nam w tym roku, zisciło sie w tym tygodniu.
Najpierw dobre:

  1. mały zbiera się bardzo poważnie do raczkowania. Ma mocne nóżki i kuferek co chwilka w górze figluje. Rączki jeszcze nie nadążają, ale...mąż się cieszy, bo to piłkarz mały:) Jak dorwie nóżkami piłeczkę, to tak przebiera nogami, że czasem nie nadążamy odróżniać która nóżka jest która:)
  2. panowie zapitalają z robotą na naszym poddaszu, że do końca roku chyba ściany pomalujemy i może do połowy stycznia oficjalnie zamieszkamy w całym domu:):):)
  3. Miłosz był w tym roku tak grzecznym chłopczykiem, że od dobrego tygodnia gościliśmy przynajmniej po dwóch mikołaii dziennie:) Nie nadrabalismy z produkcją ciasteczek i mleka, więc raz mikołaje zjedli tajską zupkę, którą dumnie sama zrobiłam (nie z torebki!!!:)
  4. Jest przepiękna pogoda: wspaniała zima!!:) słoneczna, promienna, mroźna- taka, jak lubię.
  5. Zakończyliśmy szlachetną paczkę. W sumie udało nam się zwerbować kilkanaście osób, więc   paczka nasza liczyła aż 9 pudeł:) To dla mnie osobisty mały sukces i radość, którą dzielę się z bliskimi. Mam nadzieję, że w przyszłym roku też uda nam się obdarować kogoś potrzebującego...
Niestety są i złe:
  1. Zatruliśmy sie z mężem pieczarkami. Ja to odchorowałam w domu, ale On biedny wylądował w szpitalu....Już, całe szczęście jest w domu, ale nie było wesoło. Najgorsze, że pieczarki wyglądały na naprawdę świeże, a kupiłam je jak zawsze u tej samej sprzedawczyni...ważne że skończyło się tylko odwodnieniem i anemią....
  2. Z Miłoszkiem musimy wybrać się do okulisty, bo bardzo nam zezuje, tzn. oczko mu do środka bardzo ucieka. Co gorsza powróciły mu napięcia i musimy zaliczyć jeszcze neurologa. Mam tylko wielka nadzieję, że to nic poważnego:(
  3. Nie uznano nam reklamacji w CP więc owszem wracamy do świata wirtualnego, ale lżejsi o 300zł. No cóż...choć nadal rozważamy wniesienie skargi do UOKiK.
  4. Z dniem 2 stycznia 2013r. wracam do pracy:(:(:(:( jestem nieco załamana faktem, że ten czas zbliża się nie ubłaganie...i nie dlatego, że nie lubię swojej pracy, bo bardzo lubię, ale że bez malutkiego:( choć wiem, że obojgu nam dobrze zrobi ta mała zmiana sytuacji, ale nie chce też przegapić tych ważnych chwil w jego życiu:( Dobrze, że pracujemy nad następnym bobasem:) 
Jejku, tak mi brakowało mojego bloga!!!! tyle chwil, myśli uciekło.... niby tylko dwa tygodnie, ale to aż dwa tygodnie....No nic, życie to nie bajka i nikt nie obiecywał, że ławo będzie...ale i tak jest wspaniale:)


sobota, 1 grudnia 2012

o uczciwości, chyba zapomnieli, czyli potyczki z cyfrowym polsatem!!!!

Jeszcze pamiętam, jak 3 tygodnie temu wreszcie podpieliśmy się do świata w naszym nowy domu. Ponieważ nie ma u nas możliwości podpięcia sieciowego neta, wybraliśmy firmę, która wydawała nam się  solidna pod względem obsługi oraz oferty. Wybralismy odpowiedni poziom transferu danych i miało być pięknie i kolorowo!:)  Niestety jak się zawiedliśmy!!!! Po dwóch tygodniach rozpoczął się nasz problem:(:( Na umowie jedno, a w praktyce drugie!! I lipa, reklamacja złożona, UOKiK będzie najprawdopodobniej zawiadomiony o zabronionych praktykach i czekamy, a my nadal bez neta:( (dobrze, że mąż ma w telefonie nieduży transfer, to na maila i bloga wystarcza, ale..) no własnie, ale...!?!?.. Ale bez internetu nadal.....wrrr.....trafia mnie, jak ktoś jest nie kompetentny i oszukuje. Zobaczymy jak się do reklamacji odniosą...
Dlatego mam i pewnie jeszcze przez jakiś czas będę miała i u was i u siebie zaległosci blogowe:(
miłego weekendu:*