Moja lista blogów

wtorek, 26 marca 2013

sick and tired

Tak jak pewnie w większości Polskich domów i u nas od kilku dni mamy szpital. Młodemu nic nie przechodziło, mnie jako tako, a od niedzieli dopadło i Ślubnego. Wczoraj wybraliśmy się wieczorem do przychodni na nocny dyżur. Czekaliśmy 1,5h. Dzieciaczków z różnymi dolegliwościami była masa. Najgorsze jak dla mnie są tzw. "matki biadolące"..a, że długo; a, że czemu taka kolejka; a co tak długo; a ile jeszcze itd.... Nie znoszę takiego szpuntowania. Każda z nas czekała z dzieciaczkami na swoją kolej i gadaniem nic nie zwojujemy, kolejki nie skrócimy i dzieciom nie ulżymy, więc po co tak biadolić??? aby podnieść sobie jeszcze ciśnienia?! No nie rozumiem, choć może to i lepiej...
Całe szczęście Miłosz dobrze noc przespał, więc widzę światełko w tunelu...

Ponieważ w pracy za wielkiego ruchu nie ma, wiec od kilku dni noszę ze sobą książkę "wychowaj szczęśliwe dziecko", którą czytam już 4-ty miesiąc, ale na to wygląda, że już bliżej końca;)
Polecam ten poradnik z czystym sumieniem. Porusza tematy bardzo na czasie, związane bardziej z uczuciami i odczuciami dziecka i rodziców. Nie jest swego rodzaju "pouczalnikiem" (bo takich nie lubię). Mnie osobiście dużo pomaga, zarówno przy teraźniejszym wieku Miłosza, jak i na starsze dzieciaczki.
źródło: sieć


W tym tygodniu zaplanowaliśmy dokończenie układania paneli w domu. Bardzo się cieszę na samą myśl o tym:) W przyszłym tygodniu, jak plan wypali będą już karnisze i firanki wisiały!!!! Wiem, że to nic wielkiego, ale dla mnie to już tak wiele:)
Puki co muszę dziś zmobilizować i siebie i męża do wniesienia pralki z powrotem do pralni. Łazienka u góry już skończona (tzn. wyflizowana), teraz pozostaje już tylko czekać na przypływ kasy na białe bibelotki do wykończenia. Bo oprócz płytek i wanny to nie ma nic:) ale z tym się aż tak nie pali, bo mamy wykończoną łazienkę na dole.
Choć nie mogę się już doczekać, kiedy będzie można wreszcie skorzystać z wanny. Dużo piany...soli...olejków aromatycznych...ach...w domu zawsze miałam tylko wannę, a u siebie mamy puki co tylko prysznic. Nie przeszkadza mi, ale przyjemnie byłoby czasem zanurzyć się w piance, odprężyć z gazetą w ręku, odpocząć...
źródło: sieć

Mam nadzieję, że wszystko nam wypali, bo mój mąż też rozpoczął chorowanie. Czasem zastanawiam się, czy łatwiej jest w domu mieć chore dziecko, czy faceta?!;) Mój Ślubny od wczoraj idzie do apteki i jakoś dotrzeć nie może, a czuje się już naprawdę źle. Wczoraj po powrocie do pracy przypominał renifera Rudolfa (i pogoda by się zgadzała;)). Pewnie mu przejdzie zanim dotrze do tej apteki, ale oby się tylko jakiś wirusów i komplikacji nie na wabił. Puki co, plan nadal zamierzamy realizować:)

Za godzinkę kończę pracę i wracam do mojego Maluszka!!!:) Mimo, że pracuje już trzeci miesiąc z dnia na dzień tęsknię coraz bardziej. Codziennie zastanawiam się, jaką nową umiejętność nabył, co zrobił? Choć najbardziej uwielbiam ten moment, kiedy wracam, a On za każdym razem tak bardzo się cieszy, uśmiecha i ściska i przytula, jakby tym gestem mówił:" kocham cię mamo, dobrze, że jesteś, tak bardzo tęskniłem".... hi hi hi mój Kochany mały Syneczek:)



6 komentarzy:

  1. chory facet w domu jest zdecydowanie bardziej upierdliwy niż dziecko:)
    dużo zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  2. zdrowia dużo życzę! a z facetami to już tak jest, marudzą, ale niczego wziąć nie chcą!

    OdpowiedzUsuń
  3. Taak chory facet w domu to duży kłopot.
    Powodzenia w remoncie życzę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. mój jak ma katar to już normalnie karetkę prawie wzywamy ;) zdrówka!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. zdrowka dla waszej rodzinki!oj tak chorujacy facet to arrmagedon:P powodzenia w remoncie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nat dzisiaj też obudził się z kaszlem. Ale za nic nie chciał zostać w domu, ostatni dzień przed świetami do p-kola musi iść. No musi i koniec...

    A z dwojga złego, "lepiej" jak choruje dziecko ;)

    Zdrówka kochani!
    I gratuluje postępów w domku, każda mała rzecz cieszy :)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)