Moja lista blogów

piątek, 4 października 2013

Matczyne rozterki

Anna Jantar śpiewała, że najtrudniejszy jest pierwszy krok. W przypadku Milosza, to jest najświętsza z prawd. Mimo, iż mały Brzdąc ma już 16 miesięcy nadal nie chodzi sam....Przejdzie za rączkę, wstaje, ale sam nie pójdzie. Wiemy od lekarzy ( a trochę ich oblecieliśmy), że będzie chodził, tylko musimy uzbroić się w cierpliwość i dać mu czas....Ja to wszystko wiem, cierpliwie czekam, motywuję, słucham uwag lekarzy, rehabilitantów i czekam...

Jednak jest mi już coraz ciężej, bo brzusio rośnie, a od tego wiecznego pochylania, noszenia jakby nie patrzeć 13 kg chłopczyka pojawiają się częściej skurcze, bóle, a za jakiś czas będzie jeszcze gorzej, bo ciąża będzie bardziej zaawansowana ...Jak mąż jest w domu, to oczywiście On angażuje Małego do chodzenia, noszenia itd. Jednak większość dnia jest ze mną...a ja muszę dbać już nie tylko o Niego, ale i o Fasolkę...

Wczoraj się normalnie poryczałam (hormony), bo była taka piękna pogoda, a mój synek nie mógł wyjść z mama normalnie do ogródka, kopać piłeczki, chodzić...tylko z mamą tam i z powrotem.Irytuje Go to często, widzę to po Jego zachowaniu. Widzę, jak wyciąga rączki aby zdjąć Go z huśtawki, aby pobiegać z dziećmi, które bawią się na placyku. Tylko co z tego, jak nie umie....nie chodzi, nie pobiega...Patrzę wtedy na Jego małą buzie i widzę tą chęć zabawy i czuję swoja niemoc, że nie mogę mu tego w żaden sposób ułatwić lub udostępnić....I patrzy biedaczek, jak dzieci się bawią, szaleją, a on stoi przy tej ławce i dreptusia sobie tam i z powrotem. To przeszywa mi serce...nie wyobrażam sobie bólu matki, której dziecko nigdy nie będzie chodzić....Ileż Ona muszą mieć w sobie siły....

I mimo, że wiem, że i mój synek niedługo też sam pobiegnie za piłka i z dzieciakami pozbiera liście i będzie bawił się w ganianego, jest mi źle na sercu....czuję totalna bezradność...
I wiem, że ma swój rytm, rozwija się prawidłowo, to świadomość tego, że wiem, jak chodzenie ułatwiłoby mu życie, to ciężko mi się z tym pogodzić (choć naprawdę się staram)...
(to stare zdjęcie, ale jedno z moich ulubionych)

Ale jestem najdumniejsza z mamą (jak każda z nas), bo jest bardzo mądrym, inteligentnym i dokładnym małym człowiekiem, który ma swoje male zdanie i umie je w wielki sposób okazać;)
Obecnie mamy etap wszystko na "nie", ale to wina zębów pewnie, bo 4-ki i 3-ki wyszły mu razem. Choć na razie po sztuce, wiec jeszcze wiele przed nami.

13 komentarzy:

  1. Doskonale Cię rozumiem. Nat zaczął chodzić jak miał rok i 5 miesięcy. Też obeszliśmy mnóstwo specjalistów i przychodni i mimo że czułam że wszystko jest ok, co chwile ktoś zasiał ziarenko niepokoju (tesciowa jest mistrzynią wyszukiwania najróżniejszych chorób i schorzeń).
    Cierpliwość to jedyne co w takiej sytuacji wskazane, choć bardzo dobrze wiem, jak jej wówczas brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie od wyszukiwania chorób jest mąż. Czasem się śmieje, że to taka domowa dr Quenn, ale wiem, że tez bardzo się martwi...cierpliwość to slowo ostatnio staje sie moją domeną zyciowa, bo do cierpliwych ludzi to mi strasznie daleko...pozdrawiam cieplo i dziekuję:)

      Usuń
  2. Każda matka tak ma. Ja martwiłam się, że syn nie podnosi jeszcze głowy i z dnia na dzień nabył tą umiejętność.
    Będzie dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. pewnie,że będzie dobrze kobietko :D nic się nie martw! :) każde dziecko rozwija się indywidualnie, moja np. prawie 14-miesięczna córcia ma tylko 2 ząbki na dole i dopiero coś zaczyna wychodzić jej na górze dlatego też bidusia teraz cierpi ale daje radę :) chodzi sama ale często mnie łapie za rękę bo lubi chodzić ze mną ale i tak ja ją asekuruję bo ona to już biega a nie chodzi i oczywiście klap na pupę często się zdarza ;) tylko Tobie współczuję bo nosisz drugie dzidzi pod serduchem a to obciążenie ściskam mocno :*:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem jak to jest, nasz Franuś był wcześniakiem i wszystko przychodziło mu wolniej, później. Ja też mimo tego, że był rehabilitowany, że wiedziałam ,że jest dobrze to i tak martwiłam się okropnie o niego.
    A to po prostu musi przyjść swój czas.
    Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak piszesz, na wszystko przyjdzie czas. Ze spokojem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, rozumiem Cię - Zosia zaczęła chodzić jako 14 miesięczny bobas, ale też już byłam wtedy w ciąży (na podobnym jak Ty etapie) i też mi było ciężko... Miłoszek ma po prostu czas - on chce dopracować wszystkie szczegóły chdzenia do perfekcji, a potem z dnia na dzień puści się i pobioegnie za piłką, dziećmi lub za Tobą i wszystkich Was zaskoczy :) A Ty faktycznie dbaj o siebie i Fasolkę - choć wiem, że to łatwo powiedzieć, a trudniej wykonać przy tak absorbujacym dzieciaczku.
    Caluski dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozumiem cię bardzo dobrze bo na początku ciąży z Julkiem Oskar był na etapie odpieluchowywania i musiałam sadzać go na nocnik lub kibelek, przebierać często bo popuścił i też było mi ciężko.A mój Osinek zaczął chodzić jak miał 13 miesięcy ale też często słyszałam, że jak to on jeszcze nie chodzi! Nie martw się ma czas i nauczy się.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj też się stresowałam... Ale jakoś trzeba wrzucić na luz, choć zdaję sobie sprawę, że Tobie jest ciężko. Emi zaczęła chodzić jak miała 14,5 msc. I teraz mając 2 latka i ważąc 11,5 kg nadal chce by ją czasem ponosić, co mnie i mój kręgosłup doprowadza do nie wiem czego, to nie wyobrażam sobie noszenia jej i bycia w ciąży... Chyba bym nie wytrzymała...

    OdpowiedzUsuń
  9. Skądś to znam :) Jak urodziłam drugiego synka to pierwszy tak mi uciekał na spacerach że ledwo to ogarnęłam. Na dzień dzisiejszy mam problemy z kręgosłupem bo dźwigam jednego 14 kg drugiego 7 kg :) Wiem jak ciężko jest pod koniec dlatego życzę zdrowia, sił i wytrwałości :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. znam dwójkę dzieci, które miały podobnie jak Miłosz, ale jak już poszły to na całego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zaraz pewnie ruszy to Go nie dogonicie, pewnie to kwestia czasu chociaż zdaję sobie sprawę, że Tobie coraz ciężej! Trzymaj się mocno;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Będzie dobrze. Całuski dla Was. Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)