Moja lista blogów

poniedziałek, 9 grudnia 2013

czy karmienie piersią ma sens?

Karmienie piersią niewątpliwie i ja uważam, za ważne w rozwoju młodego człowieka, choć karmiłam Miłosza mlekiem modyfikowanym. Jednak odnoszę czasem wrażenie, że to lekka propaganda, marketing, która działa tylko na chwilę. Przecież kobiety, które piersią nie karmią też chcą dla swoich dzieci tego co najlepsze, bezpieczniejsze i zdrowe. Przecież, to że matka karmi piersią nie czyni z niej jeszcze tzw."ósmego cudu świata".
Piszę o tym, bo nie wiem, czy zauważyliście, jak wiele mówimy o karmieniu piersią, o rozwoju dziecka. A mnie zastanawia, dlaczego  w takim razie, skoro dobry rozwój naszych dzieci jest dla nas ważny, to czemu u diabła matki i ojcowie odpuszczają dbanie o odpowiednie menu dziecka, kiedy wprowadza się inne stałe posiłki? Czemu rodzice własnie wtedy dają sobie (dziecku) wolne od wartości odżywczych, od zdrowego i rozsądnego trybu jedzenia? Przecież to, że dziecko ma 7,8,10,15,20 miesięcy nie zwalnia nas rodziców z obowiązku dbania i podawania wartościowych i pełnych witamin posiłków!
 Czemu rodzice zapychają swoje dzieci daniami ze słoiczków, kaszkami, deserkami, jogurtami itp? Czemu zapychają chrupkami smakowymi, czekoladami, wafelkami, ciasteczkami, cukierkami, frytkami i innymi daniami smażonymi? Przecież to nadal jest mały, delikatny żołądek i organizm, który się cały czas rozwija i potrzebuje wartości odżywczych i witamin, a nie kilograma tłuszczu, smażonego, cukru i barwników!!!

Nie rozumiem, czemu sami się oszukujemy, że nasze dziecko nie jada takiego dziadostwa. Ktoś powie, że daje dziecku czekoladkę, wafelka raz na jakiś czas. A nie lepiej dać temu dziecku kawałek jabłka, marchewki, własnoręcznie zrobionego biszkopta, a nie ciastka i cukierka pełnego tłuszczów trans, które za chwile przyczynią się do choroby otyłości?!
Czy nasze maluchy naprawdę są na tyle dorosłe, aby podawać im smażone i doprawione chemią kotlety, frytki, ketchup?

Dlaczego wynagradzamy nasze dzieci słodyczami i fast foodem, kiedy chcemy je nagrodzić, w jakiś im sposób podziękować?  Częściej na placykach zabaw słyszę "jak będziesz niegrzeczny to mamusia/ tatuś nie da ci kinderka/ czekolady/ nie kupi chrupek", niż "jak wrócimy do domu, to mamusia/ tatuś da Ci jabłuszko/ marcheweczkę/ bananka/ jogurcik". Przecież to my właśnie w ten sposób uczymy nasze pociechy, że słodycze, fast foody to nagroda. To coś wyjątkowego. Więc dziecko koduje, koduje i koduje, że to wyjątkowe, że jeśli będzie chciało sobie wynagrodzić coś w przyszłości, to sięgnie gł. po jedną z tych rzeczy.

Nasze dzieci mają czas na jedzenie tego gówna. Nie musimy im odbierać dzieciństwa i zdrowia, tylko dlatego, że jest tego masa na półkach, a reklamy zachęcają do jedzenia "zdrowych, witaminowych" ciastek, słodyczy!! Naprawdę w to wierzycie? Że ciastko zbożowe, ma jakiekolwiek wartości odżywcze, skoro w większej połowie jest zrobione z tłuszczy trans i chemii niż mleko z płatkami kukurydzianymi lub owsianymi? Albo, że kulki  i inne figurki śniadaniowe czekoladowe to witaminy?  Albo, że serek/ jogurt smakowy jest lepszy i zdrowszy bo zawiera "owoce"?
 My z mężem w to nie wierzymy. Wiemy jednak i wierzymy, że dobre są kasze, płatki owsiane, jogurty i serki naturalne, owoce i warzywa surowe, dania bez chemii i smażonego. Miłosz nie jada owoców przecierowych słoikowych od kiedy skończył 5 miesięcy. Taniej wychodzi np.kilogram jabłek (wystarcza na dłużej, a i sami skosztujemy owoc). Nie dajemy Mu ani smażonego, ani przyprawianego.
Można powiedzieć, "że jak siedzę w domu, to sobie mogę gotować. ja nie mam czasu". Ale jak pracowałam to też gotowałam i jeszcze dom budowałam z mężem i wykańczałam i czas dla Milosza był. Nie potrzeba 4-ch godzin aby zupę ugotować:) Zupy gotują się same, nie muszę stać nad garnkiem i patrzeć jak pływają w nim jarzyny i kości z mięsem:) Nie muszę od razu wrzucać kostek rosołowych, wegety i połowy sklepowej półki z przyprawami. Odrobina soli i pieprz wystarcza. Jak dla kogoś mało, to na talerzu sobie doprawi pod własne gusta.

To jak jedzą inne dzieci jest indywidualną sprawą każdego rodzica i nie wtrącam się w to, bo to nie moja sprawa. Czasem jednak zastanawia mnie ta hipokryzja, kiedy słyszę jak ważne, aby karmić piersią i jak walczyć o laktację,a za klika miesięcy ładuje się w małego człowieka to co fabryka dała.

Ważne, abyśmy mieli świadomość, że odstawienie dziecka od mleka matki, nie zwalniało nas z troski o jego żołądek. Bo jak nie ma witamin i minerałów w posiłkach w ciągu dnia, to i odporność na choroby, które daje mleko matki (podobno) nic nam nie pomoże...
foto: internet


27 komentarzy:

  1. podpisuję się pod tym co napisałaś :)
    sama karmiłam małą od urodzenia mlekiem modyfikowanym, teraz ma 15 miesięcy i dalej dbam o to co je :)
    pozdrawiam Cię gorąco :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja również pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę nie rozumiem takiej nagonki. Dzieci jedzą tak jak ich rodzice i osobiście apelowałabym abyśmy wszyscy jedli mądrzej i zdrowiej, wtedy dzieci będą jadły lepiej. Zakładam,że matki nie popełniają swoich błędów świadomie, a taka agresja rodzi agresje ;)
      Co do karmienia piersią, sama długo karmiłam, i przy całym szacunku do indywidualnych wyborów kobiet, uważam, że (pomijając względy zdrowotne) w dużym procencie kobiety zbyt łatwo odpuszczają. Nasze początki też były trudne, ale dzięki uporowi, przekonaniom a przede wszystkim poradnikowi Hannah Lothrop "Sztuka karmienia piersią" nie poddałam się. Uważam też, że większe zrozumienie znajdują wśród nas te, które nie karmią piersią lub karmią piersią krótko niż matki, które karmią ponad pół rok. Dlaczego tak uważam? Bo sama karmiłam długo i nie raz słyszałam zdziwione "Ty jeszcze karmisz?' ;)

      Usuń
    2. Nagonki? Tu bardziej chodzi o hipokryzje i absurd, bo chwali się początki, a potem nie zwraca uwagi na to co się podaje. Właśnie po to wyraziłam taką swoją opinie, aby zwrócić uwagę rodzica na jakość produktów, które podaje się dziecku. Myślę, że Twoje stwierdzenie o "odpuszczaniu zbyt szybkim przez matki" jest własnie pokazaniem, jak traktuje się matki karmiące m.modyfikowanym i to jest dla mnie steroitypem. Wiele z nas walczyło o laktację i tylko Bóg jeden wie jak ciężko, ale nie wyszło i nie dlatego, że odpuściłyśmy, ale dlatego, że nie było już innej możliwości. Tobie się udało i to jest bardzo dobrze i gratuluję, ale dlaczego matka której z różnych przyczyn (nie zawsze od niej zależnych) nie udało się, ma być traktowana własnie jako ta która odpuściła, ta gorsza? czy to, że dba o swoje dziecko, kocha, tuli, daje miłość ale karmi butelką czyni z niej zła matkę? to śmieszne. Własnie przez takie podejście innych kobiet, matek czasem brakuje innym, którym się nie udało akceptacji, zrozumienia. Nie ocenia się rodzica po tym, czy dziecko jest cycowe, czy butelkowe, ale po miłości, trosce i potrzebie bycia dla maleństwa i dla niego. Zgadzam się natomiast z tym, że dzieci jedzą to co rodzice. To my kształtujemy Jego nawyki.

      Usuń
    3. Po pierwsze ja Ciebie nie oceniam, ja się z Tobą tylko nie zgadzam i dlatego pozostanę przy swoim zdaniu. Znam dużo mam i wiem jak ta walka statystycznie wśród moich znajomych wyglądała. Poza tym nigdy nie powiedziałam złego słowa na matkę, która nie karmi piersią, bo tu nie o to w tym wszystkim wg mnie chodzi. Uważam, że sposób karmienia to sprawa prywatna każdej z nas. Nie mniej jednak dla mnie karmienie piersią jest bardzo ważne i swojego zdania nie zmienię.
      Jestem też przekonana, że producentom mieszanek z pewnością nie zależy na tym by kobiety karmiły, i karmiły długo i robią wszystko aby kobiety częściej decydowały się na MM. To naprawdę duże pieniądze. Pamiętaj, że ja Ciebie nie oceniam, piszę tylko o swoich własnych doświadczeniach i przekonaniach, do których mam prawo.
      Co do kobiet, które dbają o to co dziecko je to wśród moich obserwacji wynika, że jak ktoś interesuje się tym co dziecko je to tak mu zostaje, a jak ktoś nie dba od początku, to potem też zbytnio nie dba. Podkreślam, że opisuję swoje doświadczenia, i wiem, że każda z nas może mieć inne.

      Usuń
    4. zgadzam się z Tobą w kwestii karmienia piersią, ja również uważam, że jest ono ważne dla malucha. szanuje w tym temacie Twoje zdanie jak najbardziej. Irytuje mnie tylko sytuacja, kiedy na karmiącą piersią patrzy się innym okiem niż matkę karmiąca mm. znam matki, które karmiły piersia a teraz menu ich dzieci mnie przeraża. mam tu na myśli własnie taką opiniową hipokryzję, dlatego nie zgadzam się z ogólnym poglądem ludzi, że karmiące mm są gorsze, mniej im sie chce bo jak sama napisałaś mamy różne doświadczenia. Jednak nie można z góry zaznaczyć że karmiące mm są gorsze, bo to krzywdzące dla wielu z nas . Myślę, że nie ma co generować karmiące na lepsze i gorsze, bo to nie o to chodzi w tym wszystkim:) dziekuję za twoja opinię i nie namawiam do zmiany zdania o karmieniu piersią. Nie czuję, abyś mnie oceniała:)

      Usuń
  3. Karmię Synka piersią, ale i dbam o zdrowe żywienie "pozacycowe" ;). Podzielam Twoją opinię odnośnie jedzenia słoiczkowego. Przyrządzenie dania dla Bobasa nie jest pracochłonne ani czasochłonne a i tańsze. A pakowanie w dziecko chemii, nadmiernej ilości soli i cukru, jest zaprzeczeniem troski o nie.

    POZDRAWIAM :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i o to własnie mi chodzi, aby świadomość i troska rodzica nie kończyła się tylko na karmieniu piersią:) dziękuję za komentarz:)

      Usuń
  4. Podpisuję się pod tym, co napisałaś ale.. Karmiłam piersią dwie córki i uważam to doświadczenie za jedno z piękniejszych w moim życiu, ale rozumiem, że nie zawsze chcieć, to móc, na to nie mamy wpływu, natomiast na późniejsze żywienie już tak. Ważne, żeby było ono zdrowe, zbilansowane, dostarczało odpowiednich wartości odżywczych itd. Jednak, żeby zdrowo gotować dla dziecka, trzeba kupować produkty ekologiczne, lub samemu wyhodować, by mieć pewność, że nie ma w nich żadnej chemii. Nikt mnie nie przekona, że jabłka, marchew czy mięso kupione na targu lub w sklepie są zdrowsze od gotowych dań ze słoiczków. W drodze do pracy mijam latem, jesienią wielkie pola warzyw oraz sady pełne pięknych owoców. Co się w nich znajduje - wolę nawet nie myśleć. A później kupujemy na targach, placach te "wspaniałości".
    Co do karmienia dzieci słodyczami, czy innymi reklamowanymi non stop wspaniałościami - zgadzam się w zupełności. Jest tyle wspaniałych owoców, warzyw, orzechów, którymi można poczęstować dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mogę tylko pozazdrościć tego doświadczenia nie tylko tobie, ale innym karmiącym piersią. mnie się nie udało, mimo, że próbowałam. teraz przy drugim tez chcę karmić i może teraz się uda. Nie stosuję żywności eko, ale mam też świadomość tego, że produkty są pryskane itp. Nie wydaje mi sie tylko, aby do słoiczków trafiały produkty z fam eko, więc pewnie jest to to samo co na bazarku, z tą różnicą, że tu wiem, że nic innego nie dodałam, a w słoiczku nie. Bardzo dziękuję za wyrażenie swojej opini:)

      Usuń
  5. Ja się nie zgadzam z tym co piszesz. Uważam osobiście że karmiące matki to jest jednak trochę ,,ósmy cud świata" bo bardzo mało kobiet karmi piersią. Idą często na łatwiznę mówiąc ,,nie miałam mleka" i po kłopocie.Trzeba się troszkę wysilić a nie wsypać proszek i zmieszać z wodą. Zadna sztuka. Uważam też że podawanie np. nowalijek albo tzw. marchewek z Hiszpanii tylko dlatego żeby zrobić to samemu to totalny bezsens. Wolałabym kupić słoiczek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już pisałam w komentarzu u Bebe, nie każda matka może karmić piersią, mimo tego ze bardzo chce i się stara. Czasem kosztuje ją to więcej niż Ci się wydaje, a i tak nie jest wstanie wykarmić swojego dziecka. Czy to znaczy, że jesteśmy gorszymi matkami? otórz nie nie jesteśmy! tez kochamy nasze dzieci i staramy sie dać im wszystko co najlepsze i wartościowe. Natomiast nie stosuje marchewek z Hiszpanii, tylko z polskich produktów. Nie gotuję dziecku też dla samej idei gotowania, ale dlatego, że wiem co pływa w tej zupce. Dziękuję za wyrażenie swojej opinii:)

      Usuń
  6. Ja po raz drugi, tzn przy drugim już dziecku rękami i nogami, całymi dostępnymi siłami walczę o to, aby karmić. Z Zosią chodziłam do doradczyni laktacyjnej i udało się zwalczyć wielkie problemy, choć wszyscy mówili daj sobie spokój ja karmiłam 10 miesięcy. Teraz karmię już 2 miesiące i chcę karmić jeszcze długo, przynajmniej do tych 10 miesięcy, choć też problemy są. Ale mam siłę by walczyć, bo ogromnie mi na tym zależy. Karmienie piersią to dla mnie cud natury - żadne modyfikowane mleko krowie nie zastąpi dziecku tego produkowanego specjalnie na jego unikalne potrzeby mleka matki. Poza niektórymi przypadkami szybkie przejście na butelkę z modyfikowanym mlekiem jest dla mnie objawem poddania się. A ja nie z tych co się poddają, więc będę walczyć o laktację do upadłego.
    Natomiast co do jadłospisu małego brzuszka to się zgodzę, choć nie ukrywam, że Zosia raz na jakiś rzadki czas zje coś niekoniecznie zdrowego - jak parówki (choć 93% szynki), czy jak wczorajsza lazania w Pizzy Hut z Przemkowego talerza. No i 2 razy w życiu Zosia zjadła po kilka frytek ;) Nie mam w związku z tym wyrzutów sumienia, bo moja Zosia nie wie co to kinderek, Kubusiowe słodkie napoje, słodzone płatki śniadaniowe... Lizaka zjadła raz w życiu bo dostała w prezencie i głupio było wywalić, uwielbia surowe marchewki, mandarynki, jabłka, gruszki, banany, na przekąskę dostaje suszoną żurawinę, i pije samą wodę lub wodę z lekką domieszką naturalnego soku jabłkowego. Gotuję jej sama, a słoiczkami dawniej posiłkowałam się raczej tylko na wyjazdach lub gdy obiad trzeba było zjeść "w locie". Jogurty zjada w postaci jogurtu naturalnego zblendowanego z bananem, mrożonymi malinami lub truskawkami, a nie w postaci kupionego jogurtu owocowego. Podobnie zamierzam wychowywać Stasia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i o tym własnie piszę. o świadomości rodzica. Nie chodzi o generalizację dzieci i matek na cycowe i butelkowe, ale o świadome i wartościowe żywienie małych brzuszków. Można być matką karmiącą cycem i dbać o menu dziecka potem i można być matką butelkową i też dbać o menu dziecka potem i podawać to co wartościowe i zdrowe. O taką świadomość chodzi. Dlatego uważam, że ważny jest nie tylko ten pierwszy etap karmienia, ale i te kolejne, które kształtują świadomość i gusta kulinarne młodego człowieka. Mam nadzieje, że uda Ci się osiągnąć sukces w walce o karmienie piersią:) dziękuję za opinię:)

      Usuń
  7. Mówią, że mleko matki jest najlepsze, ale ja karmiłam swoją od początku modyfikowanym (dodatkowo, bo się nie najadała) i jest zdrową dziewuchą. Dlatego dla mnie nie ma reguły. Mleko matki jest dobre, bo "darmowe", ale za to trzeba co chwilę, a jak jest butla to raz na trzy godziny i spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak mm jest wygodniejsze. Każda z nas czuje inaczej. Zależy mi tylko na tym, aby zwrócic uwagę na dalsze prawidłowe zywienie dziecka, bo od samego mleka matki dziecko nie uodporni się na wszystko i nie nabędzie zdrowych nawyków żywieniowych, jeśli sie mu tego nie pokaże. Dziękuję za komentarz:)

      Usuń
  8. Święte słowa.. i choć nie mam dziecka nasuwają mi się te same pytania i odpowiedzi.
    Warto przeczytać tak mądry post :)

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. ja o polityce, religii i karmieniu piersią nie gadam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wprawdzie już kilka dni minęło od tej zaciętej dyskusji, ale dopiero trafiłam na Twojego bloga i też dodam coś od siebie:) Masz całkowitą rację co do kształtowania zdrowych nawyków żywieniowych poza karmieniem mlekiem. U mnie wygląda to tak, że syn chce jeść tylko to co ja, czyli chcąc nie chcąc musiałam zacząć gotować wyłącznie zdrowo, ale dzięki temu nie ma okazji do częstowania go śmieciowym jedzeniem. Nie wyobrażam sobie jak można świadomie faszerować taki młody i nieskażony organizmek chemią itp. Co do karmienia piersią to sama karmię ponad rok i szczerze mówiąc częściej spotykam się z niezrozumieniem niż pochwałą, zwłaszcza ze strony matek, które chciały karmić piersią, ale im się nie udało albo wcześnie straciły pokarm. Wiem, że różne akcje na temat karmienia piersią mogą w takich przypadkach działać na nerwy, bo matki bardzo łatwo wpędzić w poczucie winy, ale nie spotkałam się jeszcze z tym żeby ktoś je faktycznie o cokolwiek obwiniał. Może dla dobra ogółu mamy, którym nie udało się utrzymać laktacji powinny przestać to sobie wyrzucać i nie rzutować swojego żalu na inne, bo z taką samą miłością można karmić mm i naturalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myśle, że te ostatnie zdania sa wspaniałym podsumowaniem szczerej prawdy:) dziekuję za komentarz i wyrażenie swojej opinii:) trzymam kciuki za dalsze zdrowe jedzenie:)

      Usuń
    2. Pod wpływem Twojego budzącego emocje wpisu napisałam post na zbliżony temat u siebie, jeśli znajdziesz chwilę to zapraszam :) http://blizejmamy.blogspot.com/2013/12/dlaczego-dugie-karmienie-piersia-nie.html

      Usuń
  11. Bardzo ciekawy post. Moja córka należy do tych wybrednych :( Je treściwie ale tylko to cox lubi. Nie podajemy jej nic co byłoby nie zdrowe( chociaż nie mogę powiedzieć, że nie zdarzyło się zjeść frytek pieczonych w piekarniku czy też ryby) Jedno co jest pewno to, że chętnie zjada zupy dlatego właśnie w tym daniu często stawiam na różnorodne warzywa i mięso. Wiem, że popełniłam wiele błędów żywieniowych,ale staram się wprowadzać zmiany. Zapewne kiedy pojawi sie drugie dziecko zdrowe odżywianie zacznę od początku i nie popełnię już tych samych błędów. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)