Moja lista blogów

poniedziałek, 25 lutego 2013

Jestem Słodziak...Mały Słodziak

W sobotę rano wstaje z nieprzeciętnym uśmiechem, dwoma zębami na dole (idą dwa górne) i dumą w oczach rodziców...a to wszystko za sprawą Małego Krasnoludka:):)



Taki Mały, a jak się potrafi w łóżku rozpychać....rodzice śpią na skraju, a "85 cm" na całym łóżku....


niedziela, 24 lutego 2013

mój pierwszy tort

nigdy, ale to nigdy nie piekłam tortów. zawsze wydawało mi się to zbyt trudne i niemożliwe bez prawdziwego talentu artystycznego.... a jednak, postanowiłam to sprawdzić. Ponieważ mój najmłodszy brat w tą sobotę obchodził swoje 18-te urodziny, postanowiłam upiec mu tort w formie połowy prezentu. Sama byłam zaskoczona efektem, ponieważ tort nie dość, że wyglądał naprawdę fajnie, to jeszcze był bardzo dobry w smaku (orzechowy z masa kajmakowa). Sami zobaczcie:
Następny, jaki zamierzam zrobić, to będzie tort dla Miłoszka z okazji Jego 1-szych urodzin (ale to dopiero w maju).

Weekend upłynął nam dość okazjonalnie:) w sobotę imprezowaliśmy u braciszka w towarzystwie całej licznej rodzinki. Oczywiście nie trudno się domyślić, kto miał największe wzięcie wśród wszystkich gości:) No jasne, że Miłosz;) A, że mały królewicz balował do 23-iej, więc pobudkę zarządził dopiero o 7:00 rano:)

Jutro wyskrobie coś więcej, bo za 7 godzin muszę do pracy wstać, a po tak miłym, rodzinnym weekendzie może być ciężko;)

dobranoc....

czwartek, 21 lutego 2013

wspomnienia babskiego Paryża

Ostatnio napisała do mnie moja bliska przyjaciółka Aga...Ona jest tak daleko!!!!:(
Zawsze kiedy przypomnę sobie nasze wspólne weekendowe wyjścia, w czasach kiedy dopiero rozpoczynałyśmy nasze -dzieścia lat, robi mi się tak ciepło na sercu, usta same się uśmiechają, a obrazy wspomnień same nasuwają się przed oczy....ach......
Mam wrażenie, że to było dopiero wczoraj, niedawno...a tu...już tyle lat...czasem brakuje mi tej naszej niezależności, swobody, zabawy....tamtych spraw, problemów...
:):):)

Jak dziś pamiętam nasz wspólny wypad do Paryża...Co dzień Aga odbierała mnie ok. 10:00 na Gare de lyon ( Ona lepiej znała Paryż, a nie mieszkałyśmy tam razem)...szłyśmy najpierw do sklepu po pyszną świeżą bagietkę i czerwonego merlota, a potem do Agi na "drugie śniadanie":)
źródło: sieć
Na zwiedzanie miasta wychodziłyśmy w godzinach południowych....Do dziś pamiętam, zapach szykowanych na obiad dla Jej chłopaka (obecnie męża)...pulpetów winiary :););)...a potem, miasto już tylko nasze.....
sacre care katedra- przepiękna, a jaki widok Paryża...wow!!!

 
(po dzień dzisiejszy nie mam pojęcia, jakim cudem w stanie takim, jakim byłyśmy w tym dniu dotarłyśmy do Notre Dame?!)

 łuk triumfalny

 (widziałam wieżę i w dzień i w nocy i ten drugi widok...po prostu trzeba przeżyć)
(żałowałam, że niedane było mi wtedy zwiedzić louvre..no cóż 4 dni na Paryż to za mało)

(tu siedziałyśmy w jakimś parku na ławeczce w tak pięknej scenerii, a był dopiero początek marca:))

Oj, Aguś ależ mi Ciebie tu brak!!!!!:( Liczę, że niebawem spotkamy się....Pisz do mnie duuużo!!!!:*



poniedziałek, 18 lutego 2013

Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje, ale zaczynam powoli nie lubić mojego kurnika (zaczynam rozumieć Madeleine). Normalnie czeka człowiek na weekend, aby odpocząć od pracy, pobyć z rodziną, nacieszyć się sobą....niestety, na razie chyba nie jest nam to pisane. Ciągle coś robimy, cały dzień spędzamy a to na panelach, a to malowanie, a to gniazdka, a efektu działania pracy jak nie było widać tak nie czuć....dobija mnie to!!! Z drugiej strony ciesze się tym domem, ale tak bym chciała wrócić z pracy, położyć torebkę w garderobie, nie widzieć tego całego huraganu pod ścianą płaczu, wieczorem wejść na internet przy biureczku , popatrzeć na nasze wspólne zdjęcia w ramkach, odłożyć książkę na regał...i co najważniejsze pójść z mężem do łóżka w sypialni...aby zamknęły się drzwi, abyśmy byli tylko we dwoje...To musi poczekać.....

W niedzielę, jak przystało na typową "katolicką rodzinę" najpierw msza, a potem hola do ikei (bo przecież przez 6 dni w tygodniu jest praca, wykończeniówka i dom). Nie popieram tak spędzanego wolnego czasu, ale w chwili obecnej skazani jesteśmy na taki tryb. Pojechaliśmy po środek do garderoby (każdy po swój). Ślubny jak zobaczył, to stwierdził, że sam sobie zrobi środek (nawet obmyślił pułki wysuwane) niby nic trudnego, ale zastanawiam się pomimo Jego  optymizmowi, kiedy On znajdzie na to czas. Znając życie jak już urządzę się w garderobie, to pewnie będzie chciał się doczepić, że niby na chwilkę...Ale nic z tego...tyle się o gałą w sklepie,że to szajs, że zaraz się rozwali, że choćby zapłacił 100zł za każdy dzień wynajmu wieszaka, to się nie ugnę!!!!  (twuuu...zaplute zamazane!!!). Więc ja dziś zamierzam się wprowadzić do szafy!!!:):):) oczywiście zanim przepiorę wszystko co było w kartonach to inna sprawa, ale się baaardzo cieszę (przynajmniej ściana płaczu będzie już tylko Ślubnego:))

Miłosz robi się coraz rozkoszniejszy, uważny i rozumny:) Pierwsze słowo jakie wypowiedział to TATA....(Mały zdrajca...ale mówią, że to na brata, więc pozostaje Nam tylko czekać na bociana;) Choć coraz częściej zastanawiam się czy stać nas w obecnej sytuacji na drugiego bobasa?)....W sobotę jak wracaliśmy ze spaceru autobusem do domu (bo przecież po chodniku z wózkiem, to przejechać się nie da) t cały autobus wiedział, że Milosz jedzie do taty;)
Rośnie z Niego taki mały podrywacz:) nie zdarzyło się chyba jeszcze, aby kogoś nie obdarował uśmiechem. W ikei upatrzył sobie taką 15- to latkę i tak ją kokietował ( a to uśmieszek, a to gadka- szmatka, że biedna aż się speszyła), ale pa pa oczywiście Mu zrobiła, a mały Casanova nie odmówił jej uśmiechu i pa pa oczywiście na pożegnanie:)...ach, aż się boję tych tabunów kobiet z połamanymi sercami za jakiś czas....

czwartek, 14 lutego 2013

Najlepszy prezent na walentynki??!!! USG piersi!!!

Chyba wspanialszego i mądrzejszego prezentu nie mogłam sobie sprawić sama:) hi hi hi...tak kocham swoje życie, że nie mogło ono dostać ode mnie innego prezentu:)
Moje kochane Panie należy się badać USG piersi minimum raz w roku!!!!!!! Obowiązkowo!!!!!!
Jestem zdrowa i to najważniejsze:):):)

Jeśli kochacie swoich bliskich, to dajcie im siebie i bądźcie pewne, że jesteście zdrowe!!!!

wtorek, 12 lutego 2013

szybko, szybko nie ma czasu!!!!

wpadam tylko na chwilkę. przeglądam wasze blogi, nacieszam oczy i uszy waszymi postami, zdjęciami i strasznie tęsknię za moim blogowym światem. Niestety, jak zwykle brak czasu, ale to dobrze!!!! Bo coś się dzieje:) Od dziś układamy z mężem panele we dwoje (tzn. będziemy od wieczora), wprawialiśmy już razem w sobotę drzwi wewnętrzne między domem, a garażem...dalimy rade! choć szczerze mówiąc znając nasze charaktery, myślałam że się pozabijamy i pokłócimy nie raz, a tu miłe zaskoczenie...a to buziak, a to uśmiech...:):) od dzisiaj będę asystentem majstra męża w układaniu paneli...a jak ułożymy to będzie już garderoba i zniknie ściana płaczu juuuupi:)

Od czwartku mały przebywał u mojej mamy, bo było i malowanie dołu (korytarza) i inne prace, więc dom wyglądał jak po tajfunie lub jak dobry plac budowy, ale...powoli, powoli do celu się zbliżamy:)

A tak szybko, szybko to Miłosz próbuje siadać już sam- super!!!!, układa kostkę rubika- hi hi hi nie żeby całą, ale kręci kosteczka jak ta lala;) Gaworzy już coraz więcej...ach...co dzień coś nowego wyczynia Słodziak mały.

Miłego dnia Kochani:*

środa, 6 lutego 2013

bach

od kilku dni Milosz do perfekcji opanował "bach". Co to takiego? Ano nic innego jak tylko świadome kładzenie się z lekkim speedem na poduchy na łóżku:) Jest w tym naprawdę przecudowny:)
video
Zastanawia mnie zawsze jak On to robi, że potrafi machać raczkami i nóżkami jak mały kurczak i to z taką prędkością?! Może załapie się na jakiś rekord ginesa;)

Dzisiaj brat miała zabieg w szpitalu. Lekarze twierdza, że powinno być ok, ale jeszcze 2 tygodnie musimy poczekać na badanie histopatologiczne- wierze, ze wszystko jest i będzie ok..Trzymaj się braciszku:*

Nareszcie pooooowooooli panowie budowlańcy kończa już malowanie i drobną kosmetykę i jutro będziemy (mąż z kolegą) już układać panele. Rozpoczynamy od naszej sypialni:) Jejku już nie mogę się  doczekać!!!!

Jutro jest moje święto!! Tzn. moje i innych pączkowych żarłoków;) Kocham pączki, a że zeszłoroczne wyszły kiepskie:( dziś zrobiłam donaty...




 Jutro zamierzam sprawdzić jak smakują:)
Dobrej nocy i smacznego jutra:)


wtorek, 5 lutego 2013

po prostu Miranda

Ostatnio zauroczyła mnie swoją wspaniałą suknią oraz nieprzeciętna urodą. Ten post chciałam poświęcić jednej z modelek obecnych czasów Mirandzie Kerr. Nie mam za dużo czasu na śledzenie mody i aktualnych trendów. Ale kiedy na internecie zobaczyłam ją w tej pięknej sukni
źródło: sieć
od razu swoja osobą przykuła moją uwagę.  Uwielbiam takie eleganckie a za razem seksowne suknie, stroje, które niesłychanie podkreślają naszą kobiecość.
 Pomyślałam, ze poszperam w troszkę innych jej stylizacjach i ......Oczarowała mnie swoja prostotą, wygodnością w noszeniu (jeśli można tak to nazwać) i elegancją zarazem. Bardzo, ale to naprawdę podoba mi się jej styl. Nie wiem czy pracują nad jej wyglądem sztaby stylistów, ale ten styl, który Ona kreuje bardzo mi odpowiada.  Wiadomo, wszystko kwestia gustu, ale chciałam pokazać Wam kilka stylizacji własnie tej modelki. 
Oto one (zamieszczone zdjęcia pochodzą z strony www.mirandakerr.com oraz wyszukiwarki google):














 ten zestaw z pewnością spodobałby się mojemu mężowi;)


Moim zdaniem naprawdę fajne zestawy. Pomijam fakt tych długich nóg i takiej figury, ale sa to stylizacje w których sama chętnie bym się widziała:) 

A Wy kochani czerpiecie skądś takie modowe inspiracje?

no to pobudka?

Od dwóch dni Młody budzi się w nocy z płaczem. Zdążyliśmy już znaleźć przyczynę Jego nocnych boleści. Ząbki!!! Cholerne dziadostwa- całe życie jest z nimi problem... Miłoszowi idzie dolna dwójka. Wczoraj w nocy wstawałam dać mu smoka równie co godzina: 0:34, 1:34....4:32 aż w końcu.
źródło: sieć
 Koleżka wylądował z Nami w łóżku. Dziś wstałam tylko raz o 3:58, ale za to nie spaliśmy w ogóle do 5:00, bo cały czas się zanosił. W końcu biedaczysko dostał od taty flaszeczkę z bebiczkiem i zasnął między rodzicami. Jak wstawaliśmy z mężem, to jeszcze tak słodko sobie dżemał:)
A my padnięci, nie wyspani musieliśmy jechać po farbę do przedpokoju na pięterku na dole. A, że razem możemy jechać tylko z samego rana ( od 7:00 otwarte jest centrum dekorala, a mama pozwoliła mi się godzinkę spóźnić do pracy- bo też od 7:00 pracujemy), to trzeba było się zebrać...

W Dekoralu panowie uraczył nas białą kawką (no bo przecież w domu nie realne było ją wypić, jeśli chcieliśmy wszystko załatwić). Nigdy z rana tak mi kawa nie smakowała jak po tej nocy. Choć kłamstwem byłoby, gdybym powiedziała, że się nie wyspałam, bo się wyspałam:)...nie wiem jakim cudem, ale się wyspałam...

A wracając do remontu, to mnie trafia powili, bo mieliśmy się już dawno wprowadzać na górę, a tu wszystko tak się pieprzy!!! Panowie budowlańcy odwalili taką fuszerkę na gładziach, że przez 4 tyg. poprawiali... Są kurde fajni, ale takiego dziadostwa się nie spodziewałam. Od razu przypominają mi się słowa brata, który powiedział, że" jak ekipa nie pije na budowie, to prostych ścian nie będzie na budowie". I jak na złość tak wyszło! Panowie nie piją (super), ale ściany...wrr... :)

No, ale dzień jest piękny, humor doskonały, więc nie narzekam tylko do pracy wracam:)
Miłego dnia:*


sobota, 2 lutego 2013

....czas szybko płynie...

Kolejna przyjemna, rodzinna sobota :) takie są najlepsze, choć od dłuższego czasu Milosz wstaje o 6:30 i po porannej buteleczce wykazuje niesamowita aktywność. Najbardziej boleje nad tym Ślubny, ponieważ ja wychodzę do pracy ok. 6:40, a On ma na późniejsze godziny, a że spać sobie lubi, to by chętnie jeszcze podżemał....No, niestety od 7:00 rano obaj bawią się już na macie:) tak to właśnie niecałe 83 cm rządzi w domu 193 cm-i;)
Od dwóch dni Młody nauczył się robić "pa pa" i "bić brawo" i to całkiem świadomie. Kręci bączki dookoła na podłodze oraz utrzymuje już od dłuższego czasu siedzi już stabilnie.
 

Dodatkowo opanował technikę czytania bajek z zamkniętymi oczami.....
...to całkiem nieźle jak na 8-io miesięcznego Szkraba:)

Popołudniu odwiedzili nas bliscy znajomi jeszcze ze studiów. Braliśmy śluby tydzień po tygodniu, a między naszymi dzieciaczkami jest tylko cztery miesiące różnicy. Jednak na tym etapie rozwoju dziecka, bardzo  widać jeszcze różnicę między maluszkami. Wiktoria chodzi, raczkuje, wszędzie Jej pełno. Milosz nie bardzo mógł za nią wzrokiem nadążyć. 


A ponieważ Nasz syn należy do bardzo spokojnych dzieci, to my sami z mężem mieliśmy problem, aby za Nią podążać zarówno w ruchu, jak i w zabawie.
Na Miłoszu największe wrażenie zrobiły jednak korale, jakie Wika przywiozła ze sobą! Zabawa nr 1, to zakładanie i ściąganie korali:) 
Mój Syn nie zadowolił sie tylko jednymi, oooo nie!!! Musiał mieć wszystkie, nawet bransoletkę:)
No ale cóż mu się dziwić, mama mu takich zabawek nie dała;) 

Dziś uświadomiłam sobie, że ja ciągle myśle o synku, jak o małym niemowlaku. A to już jest duży kawaler! Wydaje mi się, że dopiero co wyszłam ze szpitala, że to tak niedawno...A teraz mój facecik rozpoczął tydzień temu 9-ty miesiąc!!! Ma dwa zęby i w drodze kolejne!!!! Zaraz zacznie pewnie chodzić, biegać i patrzeć tylko jak podrywał będzie koleżanki z przedszkola na swój cudowny uśmiech

ach....i jak tu nie ulec takiemu Słodziakowi?!:)

Miłego weekendu:*