Moja lista blogów

środa, 27 marca 2013

tupot małych stóp

Chyba ostatnio cierpię na prawdziwy brak wiosny, a zwłaszcza bocianów. Ostatnio większość moich myśli zaprząta tylko jeden temat. Drugie dziecko. Bardzo byśmy już chcieli z mężem zmaistrować Miłoszkowi braciszka albo siostrzyczkę (na razie nadal próbujemy, co jest cholernie przyjemne:)).
Ja, jak to ja ciągle myślę, czy lepiej chłopczyka, czy dziewczynkę jakbym miała na to jakikolwiek wpływ;) Głupiutkie takie myśli, bo najważniejsze, żeby dzieciątko było zdrowe...ale pomarzyć sobie tak lubię...
Nie wiem, tylko kiedy zaczęłam widzieć oczami wyobraźni  dzieciaczki jako bliźniaki. A najlepiej żebyśmy od razu mieli trójkę albo czwórkę!!!! Najlepiej taką rozbrykana brygadę;)
źródło: sieć

Sama mam trzech braci, więc dobrze czuje się w takim dużym gronie. Uważam, że nie ma nic wspanialszego niż kochająca, wesoła, DUŻA rodzina:) Multum małych nóżek dreptających do łóżka rodziców. Taka pełna chata;)
Ale kto wie, może będzie nam dane być rodzicami wesołej ferajny;) A na razie skupię się na wychowaniu jednego i nad dalszym staraniami nad kolejnym:)

wtorek, 26 marca 2013

sick and tired

Tak jak pewnie w większości Polskich domów i u nas od kilku dni mamy szpital. Młodemu nic nie przechodziło, mnie jako tako, a od niedzieli dopadło i Ślubnego. Wczoraj wybraliśmy się wieczorem do przychodni na nocny dyżur. Czekaliśmy 1,5h. Dzieciaczków z różnymi dolegliwościami była masa. Najgorsze jak dla mnie są tzw. "matki biadolące"..a, że długo; a, że czemu taka kolejka; a co tak długo; a ile jeszcze itd.... Nie znoszę takiego szpuntowania. Każda z nas czekała z dzieciaczkami na swoją kolej i gadaniem nic nie zwojujemy, kolejki nie skrócimy i dzieciom nie ulżymy, więc po co tak biadolić??? aby podnieść sobie jeszcze ciśnienia?! No nie rozumiem, choć może to i lepiej...
Całe szczęście Miłosz dobrze noc przespał, więc widzę światełko w tunelu...

Ponieważ w pracy za wielkiego ruchu nie ma, wiec od kilku dni noszę ze sobą książkę "wychowaj szczęśliwe dziecko", którą czytam już 4-ty miesiąc, ale na to wygląda, że już bliżej końca;)
Polecam ten poradnik z czystym sumieniem. Porusza tematy bardzo na czasie, związane bardziej z uczuciami i odczuciami dziecka i rodziców. Nie jest swego rodzaju "pouczalnikiem" (bo takich nie lubię). Mnie osobiście dużo pomaga, zarówno przy teraźniejszym wieku Miłosza, jak i na starsze dzieciaczki.
źródło: sieć


W tym tygodniu zaplanowaliśmy dokończenie układania paneli w domu. Bardzo się cieszę na samą myśl o tym:) W przyszłym tygodniu, jak plan wypali będą już karnisze i firanki wisiały!!!! Wiem, że to nic wielkiego, ale dla mnie to już tak wiele:)
Puki co muszę dziś zmobilizować i siebie i męża do wniesienia pralki z powrotem do pralni. Łazienka u góry już skończona (tzn. wyflizowana), teraz pozostaje już tylko czekać na przypływ kasy na białe bibelotki do wykończenia. Bo oprócz płytek i wanny to nie ma nic:) ale z tym się aż tak nie pali, bo mamy wykończoną łazienkę na dole.
Choć nie mogę się już doczekać, kiedy będzie można wreszcie skorzystać z wanny. Dużo piany...soli...olejków aromatycznych...ach...w domu zawsze miałam tylko wannę, a u siebie mamy puki co tylko prysznic. Nie przeszkadza mi, ale przyjemnie byłoby czasem zanurzyć się w piance, odprężyć z gazetą w ręku, odpocząć...
źródło: sieć

Mam nadzieję, że wszystko nam wypali, bo mój mąż też rozpoczął chorowanie. Czasem zastanawiam się, czy łatwiej jest w domu mieć chore dziecko, czy faceta?!;) Mój Ślubny od wczoraj idzie do apteki i jakoś dotrzeć nie może, a czuje się już naprawdę źle. Wczoraj po powrocie do pracy przypominał renifera Rudolfa (i pogoda by się zgadzała;)). Pewnie mu przejdzie zanim dotrze do tej apteki, ale oby się tylko jakiś wirusów i komplikacji nie na wabił. Puki co, plan nadal zamierzamy realizować:)

Za godzinkę kończę pracę i wracam do mojego Maluszka!!!:) Mimo, że pracuje już trzeci miesiąc z dnia na dzień tęsknię coraz bardziej. Codziennie zastanawiam się, jaką nową umiejętność nabył, co zrobił? Choć najbardziej uwielbiam ten moment, kiedy wracam, a On za każdym razem tak bardzo się cieszy, uśmiecha i ściska i przytula, jakby tym gestem mówił:" kocham cię mamo, dobrze, że jesteś, tak bardzo tęskniłem".... hi hi hi mój Kochany mały Syneczek:)



niedziela, 24 marca 2013

pierwsze mama!!!!!

Nareszcie!!! Tak wyczekiwane pierwsze MAMA:) wspaniałe, pięknie brzmiące, choć całkowicie nieświadome (chyba). Ale jest i to tak pięknie brzmi:)...
Choć mała bestyjka droczy się ze mną:)! Zawsze na każde moje "ma-ma" słyszę tylko "ta-ta" i to z szyderczym uśmiechem na małej buziuni:)
źródło: sieć

Dziś mieliśmy imprezować na 11-tych urodzinach mojej chrześnicy. Niestety i ja i Miłosz się nie dokurowaliśmy, Ślubny od rana z bolącym gardłem, więc szpital na peryferiach jak znalazł.
Musieliśmy przeorganizować cały dzień. Na szczęście mama mogła przyjść do Miłoszka na chwilkę, więc z rana udaliśmy się na mszę, a potem (aż wstyd pisać) na zakupy, bo przecież na tygodniu jak zwykle czasu brak.
A, że należę do osób, które po sklepach łazić nie lubią, więc poszło szybko. Już po 10 minutach miałam zakupione jeansy:)  Potem już tylko chodziliśmy za rzeczami Ślubnego. Niestety mój mąż jak nie ma dnia na kupowanie, to choćby była sterta ekstra rzeczy na Niego, to i tak nie kupi- Jego prawo. Więc poszło naprawdę bardzo szybko.
Wychodząc z m1 skusiliśmy się (to znaczy ja się skusiłam, bo ślubny uważał za niepotrzebne, choć na koniec i tak sam się angażował;)) wypełnić ankietę dla jednego biura podróży,gdzie wśród wszystkich ankiet losowany będzie voucher na kwotę 3000 zł na zakup wakacji. Oczywiście ja wierzę, że wygramy (jak zawsze;)). Ślubny zabrał za to ze sobą kilka katalogów wycieczkowych. Jejku w domu jak zatonęliśmy na ofertach i myślach o tych plażach, wodach, basenach, atrakcjach...Ja od razu bym rezerwowała. Tak się nakręciłam, że gotując obiad widziałam oczami wyobraźni naszą rodzinę przy tych wszystkich atrakcjach. Całe szczęście mój mąż realista powoli sprowadzał mnie na ziemię. Ale nie powiedział nie...hi hi hi...jemu też się marzyło;) Kto wie, może będzie nam pisane Rodos, albo Malta....
Choć jak na "taką wiosnę", jaką mamy pogoda mimo dużego mrozu była pełna ciepła i słońca:) Choć troszkę wiosny mamy tej zimy;)
źródło: sieć
Po powrocie do domu miła przyjemność. Mama przygotowała nam obiad. Nie ugotowała, bo moją kuchnię traktuję jako własne, intymne miejsce. MOJE!!! I nikomu nie pozwalam się tam rządzić!! nO TAK MAM I NIC NA TO NIE PORADZĘ:)!!

Ta niedziela była dla nas takim wspaniale dniem rodzinnym. Lubie takie dni, choć żałowałam, że byliśmy jeszcze pochorowani. Było wspólne leżakowanie, zabawa, śpiewanie i czytanie bajek. Bajki rewelacyjne. Zakupiliśmy w biedronce za grosze, wchodząc oczywiście tylko po olej;) Co prawda pisze zbiór bajek dla dziewczynek (dla chłopców już nie było), ale po przeanalizowaniu zawartości książki, stwierdziliśmy, że podział jest zupełnie nie zrozumiały i wzięliśmy te bajki. Czyta się je wspaniale. Ja zatonęłam w tych bajkach. Od razu przypominałam sobie swoje dzieciństwo, bo większość tych bajek kiedyś czytała mi mama:)

W ciągu popołudnia zabawom i wygłupom towarzyszył nam Justin Timberlake i jego piosenka "Mirror". Oboje ze ślubnym mamy bardzo różne gusta muzyczne, ale jeśli chodzi o tego wykonawcę, zawsze się zgadzamy:) Nawet Miłosz podczas słuchania tej piosenki słodko kręcił główką za każdym razem, kiedy była puszczana:)
Polecam:

piątek, 22 marca 2013

teraz tylko, teraz tylko...śpij....

to jedyna czynność o której marzę od kiedy otworzyłam dziś oczy. Tej nocy spałam może tylko ze 3 godziny. Miłoszek nam się rozłożył z katarem na dobre. Całą noc był niespokojny, płakał, miał zatkany nosek. Dobrze, że mieszkamy w domu, bo nikogo nie obudziliśmy włączonym odkurzaczem aby wyciągać katar z małego noska....
Ale już śpi, już przechodzi. Cały dzień było lepiej..na szczęście:)

Jest 20:30 jestem już po prysznicu, siedzę w łóżku i ostatkiem sił zmuszam oczy do jeszcze małego wysiłku...miałam z mężem piwko wypić i mecz obejrzeć, ale czuję, że nie dotrwam nawet do końca reklamy biedronki;)
źródło: sieć
Właśnie dopiłam moje malutkie piweczko...mąż już do hymnu przygotowany....o nie, Boruca widzę...nie, nie możliwe...a gdzie jest Przemo?!:( No ale chociaż Piszczek "ciasteczko" gra;)

Czuję, jak złoty napój powoli miesza się we mnie....już tylko podusia....mięciutka....puchata....dobranoc.....
źródło: sieć

czwartek, 21 marca 2013

wiosna?!

Tak, choć nie widać tego za oknami i nie czuć w powiewie lekkiego, ciepłego wiaterku, jest wiosna. Jak widać pogoda też chyba jest kobietą, bo jest totalnie nieprzewidywalna;) Zwłaszcza, że zapowiadają u nas śnieg od piątku- znowu!!
A miało być tak pięknie....
źródło: sieć
 Jestem w pracy, w radiu właśnie leci "black velvet" (cudo), ruchu prawie znikomego, więc nikt nie pomarudzi, jak troszkę z Wami na blogu posiedzę:)
Nadal jestem przeziębiona. Niestety!!! Młody jak słyszy jak kaszlę to mnie przedrzeźnia, natomiast jak jestem smarkata, to zaczyna płakać...Miałam nadzieję, że choć On się uchowa, ale już w nocy miał lekki katarek, więc Ślubny prędko z rana popędził do apteki po wodę morską. Mam nadzieję, że się nie rozłoży, bo na samą myśl o wyciąganiu katarku z Jego małego noska serce mnie boli. On strasznie tego nie znosi.
 Po ostatnim przeziębieniu jakie przechodził zaczynał płakać na sam widok odkurzacza.
źródło: sieć

Dziś pączek chodzi za mną już dużo mniej..I dobrze, choć przeszłyśmy z mamą dziś same siebie w kwestii lekkich i zdrowych posiłków. Otóż na białych bułeczkach znalazł się tłuściutki, super kaloryczny mascarpone:) jak tak dalej będzie to do pączka się zrobimy obie nieźle podobne;)
Co gorsza znowu muszę zrobić mały donos na naszego listonosza. Nosz kurde ciągle zostawia nam tylko wypisane awiza, mimo, że jesteśmy  domu. A potem musimy zasuwać na pocztę, która znajduje się kilka osiedli dalej. Najbardziej wkurza mnie ta strata czasu, jaki muszę poświęcić na dojazd, stanie w kolejce i powrót. A autobus jeździ raz na godzinę, a samochodem wolę w zimie bez męża nie jeździć, bo jest ze mnie w zimie niedzielny kierowca. W ogóle, to nie lubię prowadzić samochodu. Dużo bardziej odpowiada mi chodzenie, spacerowanie. Przywykłam do chodzenia. Zawsze męczyło mnie stanie np. na przystanku i czekanie na autobus, więc szłam na następny piechotą. I tak za każdym razem, że w końcu zaczęłam więcej chodzić po Krakowie niż jeździć. A jakie to ekologiczne i ekonomiczne:)
źródło: sieć
Wczoraj wieczorem czekając na męża na "trzecim ołtarzu" przeglądałam internet. Stwierdzam, że po 21-ej nie ma tam nic wartościowego oprócz tajniki seksu, wielkich cycków, erotyzmu i głupich artykułów o tematyce zdrad, pierwszych razów itp. Aż dziw, że ktoś to czyta. Dobrze, że na czas oczekiwania mam książkę lub national geographic pod ręką:)
Natknęłam się wczoraj też na pewną reklamę portalu meblowego, którego twarzą jest teraz Ania Przybylska. Byłam naprawdę pod wrażeniem tych zdjęć. Wiem, że w 50% to zasługa grafika, ale jako kobieta i matka i aktorka Ania wyszła bardzo fajnie. Lubię ją za naturalność, za bycie sobą, za to. że nie potrzebuje pindrzyć się na szpilkach i ściankach na wszystkich bankietach. Podoba mi się jej wylajtowany styl . Kiedy trzeba jest elegancka, seksowna, a kiedy jest z rodziną to wystarczy jej dres.Jest taka, jak wszystkie matki.

źródło: sieć





wtorek, 19 marca 2013

dwa dni do wiosny

miała być piękna wiosna. Kalosze zakupiłam już miesiąc temu z nadzieją, że będę sobie pomykać po marcowych kałużach w kolorowych bucikach. A tu masz ci los, śniegu u nas po pachy, zimno jak diabli i do tego wszystkiego jakieś cholerne chorubsko mnie dopadło. I kicham i kaszlę i kości mnie bolą i płuca od kaszlu i dusza i serce, ehhh...
We czwartek ma być kalendarzowa wiosna, czyli ćwierkające ptaszki, słonecznie, zielono, kwitnąco, pachnąco, optymistycznie i wspaniale. A klientka mnie dziś dobiła, że do świąt tak pociągniemy na śniegu (podobno). A ja chciałam ubrać kremowy płaszczyk i szpileczki do legginsów na święta...A tu jak tak dalej będzie, to pewnie za pługiem śnieżnym, opatulona w gruby płaszcz, szalik, czapkę i rękawiczki ze święconką pójdę. No właśnie, przecież święta za niedługo!!! A gdzie są ja się pytam żółciutkie żonkile, narcyzy, tulipany i inne cudeńka?!:(
źródło: sieć

Chce mi się wiosny, jak dziecku płakać.  A pączuszek taki za mną od wczoraj chodzi. Taki tłuściutki, lukrowany, pachnący, a w pobliżu brak cukierni:( Tak marudzę za tym pączkiem od rana, że mama była pewna, że to ciążowe smaki..ale też nie:(...ehhh...
źródło: sieć

Taka jestem ostatnio zagubiona w świecie. Zarówno tym realnym, jak i duchowym i psychicznym. Czuję jakieś zawieszenie, totalne przemęczenie..Choć jak wracam do domu i widzę uśmiech mojego Miłoszka, Jego radość, że już jestem. Kiedy biorę Go w ramiona, a On się tak wtula i patrzy na mnie i wtula i patrzy i wtula...(moja żabka kochana mała:)), to znowu mi się wszystkiego chce. Dla Niego mogłabym góry przenosić!!!! Dziś kurier dostarczył nam fotelik do jedzenia dla Bączka małego. Teraz Miłosz ma już swoje oficjalne miejsce przy stole. Nie mogę się doczekać powrotu, aby rozpakować fotelik i patrzeć jak Mały Facet wsuwa popołudniowe jabłuszko:) 

I tęsknię za mężem. Ostatnie dwa tygodnie, to praktycznie na telefonie ustalamy więcej niż w domu. Mamy troszkę inne godziny pracy, więc przeważnie widujemy się wieczorkiem w domu, ale teraz chcemy szybko wykończyć ta nieszczęsną górę (choć pewnie jak skończymy to będę ją kochać do szaleństwa), więc każda wolną chwilę coś tam się dłubie, dowozi....ale jeszcze tylko troszkę....już tak niedużo zostało....

Wiosno gdzie jesteś???? 


czwartek, 14 marca 2013

misje, czyli trzy najważniejsze ołtarze

Od niedzieli odbywają się w naszej parafii Misje przed Triduum Paschalnym. W tym roku postanowiliśmy ze Ślubnym, że weźmiemy w nich udział. Wybraliśmy się we wtorek na nauki dla małżonków ze stażem krótszym, niż 20 lat (my w kwietniu skończymy dopiero 3). I powiem wam, że opłacało się. Ojczulek prowadzący mówił to, co każda z par obecnych chyba potrzebowała usłyszeć. Co nam najbardziej utkwiło w głowach, to chyba zwrócenie uwagi na trzy najważniejsze ołtarze w życiu małżonków. Oto i one:
  1.  ołtarz (stół ofiarny) w kościele- aby zawsze pamiętać o praktykowaniu wiary i modlitwy. Nie tylko o jedności z małżonkiem, ale i z Bogiem, bo przed Bogiem ślubowaliśmy sobie dozgonną miłość, szczerość i wierność.
  2. stół w domu (posiadamy!!!)- bardzo ważny w tworzeniu i istnieniu oraz funkcjonowaniu rodziny. Przy stole nie tylko się jada, ale rozmawia, patrzy na siebie. Tworzy on pewną łączność, więź między domownikami.
  3. łoże małżeńskie. Kiedy ojczulek o tym wspomniał od razu pomyślałam o naszym, które jeszcze w kartonie nie poskładane czeka w sypialni. Ślubny zaraz po wyjściu z kościoła powiedział, że leci składać trzeci ołtarz:) Ja również uważam, że bliskość i intymność w związku jest bardzo potrzebna.
Tak więc pouczeni, bogatsi o pewne drogowskazy pędzimy przez nasze wspólne życie.

Jak pogoda szybko się nie zdecyduje czy jest już wiosna, czy zima, to mnie migrena wykończy. Niestety bóle migrenowe w przeciągu tego tygodnia dokuczały mi już 3 razy. Co mi z tego, że trzymam odpowiednia dietę migrenowców, nie pije alkoholu, jak działam na każdą zmianę pogody jak migrenowy barometr. A tu funkcjonować jakoś trzeba: w pracy, w domu. Mam nadzieję, że już niedługo nasza pogoda się zdecyduje na którąś z pór roku, bo słabo  widzę te wszystkie jej niezdecydowania.
Prze migrenę nie zmrużyłam dziś w nocy oka. Ciągle kursowałam łóżko- łazienka...masakra. Dopiero wykończona padłam gdzieś ok. 6:00 rano. Niestety sielanka snu nie trwała za długo, bo Miłoszek juz wstał. Dobrze, że w takich chwilach mogę liczyć na wsparcie męża, ale i on musiał się do pracy zbierać niebawem. 
Jednak mogłam liczyć na wyrozumiałość synka:) Jak zwykle bardzo grzeczny i kiedy już padałam ze zmęczenia, On akurat też szedł spać, więc pospaliśmy dziś oboje w ciągu dnia.


Od wczorajszego wieczora mamy nowego Papieża. Franciszka:) od razu nasunęła mi się postać św. Franciszka z Asyżu, taki zwykły, pokorny i potrzebny.  Jestem bardzo ciekawa i pełna nadziei na jego pontyfikat. Liczę na to, że swoją charyzmą i modlitwą poprowadzi chrześcijan droga miłości ku Bogu. A dla tych, którzy nie są chrześcijanami będzie człowiekiem pokornym i wartościowym, który poprzez modlitwę i świadectwo stanie się orędownikiem pokoju na świecie.

Od dziś rozpoczęliśmy przedostatni etap wykończeniówki: łazienkę u góry. Robią to chłopaki, którzy budowali nasz dom. Jak na jeden dzień pracy jest supcio!!! ale nie chce zachwalać, przed zakończeniem, ale jest ok...hi hi hi ....

Zmykam, bo zaraz "przyjaciółki".

wtorek, 12 marca 2013

i dzwonię i dzwonię...

...i dodzwonić się nie mogę. Właśnie próbuję zarejestrować młodego do lekarza w poradni przyszpitalnej. I tak już od 15 min. Sygnał jest, tylko rozmówcy po drugiej stronie brak...porażka jakaś!!!
źródło: sieć 

W pracy dziś jest supcio:) Atmosfera przyjemna, pracy tyle, że nie wiadomo w co ręce łożyć (choć chwileczka między jednym a drugim zapytaniem ofertowym na posta się znalazła);) Wczoraj wszystkim chyba pogoda w kość dała (bo jak humory złe, to zawsze lepiej na pogodę). Dziś śpiewam, że kocham swoją pracę!!!:) hi hi hi....kobiety.....
........
Właśnie się zarejestrowaliśmy!!! w czwartek wizyta...
........
Tak za mną jakaś zmiana chodzi. Nawet nie jakaś duża, tylko od kilku dni zastanawiam się nad zmianą koloru włosów. Konkretnie to z ciemnych na blond. Ale nie taki, że kilka pasemek, tylko taki od razu...wszystkie.... Tak wewnętrznie jestem zdecydowana, ale jakoś nie wiem do końca....może..raczej na pewno, tylko jak Mały zareaguje? Czy pozna? Nie wiem sama...I pewnie do puki nie spróbuję, to mnie to nęcić będzie...ehhh...

Miłego dnia:*


poniedziałek, 11 marca 2013

o tym weekendzie lepiej byłoby zapomnieć

Tak byłoby najlepiej!!! Choć nie jest to na tyle proste. Weekend zaczął się dość przyjemnie. Rano wybraliśmy się do centrum w którym kupujemy płytki do łazienki na górze, aby poprawić projekt jaki zaproponowała tamtejsza pani dekorator. A, że usługa była gratis do płytek, to czemu nie. Przeznaczyliśmy konkretna cenę na łazienkę i zmieniać jej nie chcemy. Projekt po poprawkach bardzo nam się spodobał. Skromna, jasna, przytulna...


Niestety, po przeliczeniu płytek które wstępnie nam się podobały przekroczyła prawie koszt całości naszej łazienki. Na szczęście mają w swojej ofercie tańsze, które świetnie pokryją się z tym projektem. Ale w drodze powrotnej z głupiego powodu tak się pokłóciliśmy, że oczywiście odbiło się to na całym weekendzie. 
Dobrze, że w niedzielę odwiedzili nas znajomi, bo jakoś wszystko przycichło...Wieczorem już było zawieszenie broni, ale i tak uważam, że w ogóle wejście na ścieżkę wojenna było głupotą. nO ALE TAKIE JEST ZYCIE!!! Nikt nie obiecywał, że zawsze będzie przyjemnie. 

W piątek moi chłopcy obaj o mnie pamiętali:0 od Ślubnego stałam piękną różę, a od Miłoszka cudownego żółtego tulipana. Kocham tulipany!!!:)

Poniedziałkowy powrót do pracy, to katorga. Od jakiegoś czasu praca staje się dla mnie katorgą. Nie ze względu na sama pracę, ale na atmosferę... Trudno jest pracować z rodziną. Czasem mam ochotę uciec stąd, poszukać czegoś nowego, zmienić otoczenie...Pewnie za jakiś czas to nastąpi, ale na razie chciałabym najpierw urodzić drugie dziecko, odchować troszkę, a potem zająć się już tylko karierą. Zobaczymy jak to będzie... czas pokaże.


środa, 6 marca 2013

w taką.... ciszę....wszystkie gwiazdy .....

Dzień rąbnięty dziś do kwadratu. Zaburzenia hormonalne to istny wachlarz zachowań- od łez, smutku po zniechęcenie do radości i spokoju. Nie wiem, czy to nadchodząca wiosna, czy zbliżający się czas psm, czy może bocian (choć już wiem, że niestety nie)... Nie znoszę takiej huśtawki nastroju!!! Ale to wszystko przez zmęczenie i te ciągłe wykończenia (głęboki wdech) w domu...dobijają powoli nie tylko mnie, ale i Ślubnego....oboje chyba chcielibyśmy jakiś cudownych wakacji na słońcu, piasku i po palmami:) ale to musi jeszcze dłuuugo poczekać...Choć czasem wydaje mi się, że wystarczyłaby nam tylko trawka w ogrodzie przed domem (skończonym wewnątrz, z zewnątrz i ogrodzie), ale na ten luksus pracujemy ciężko i pewnie jeszcze popracujemy jakiś czas.

Ponieważ dziś środa po ciężkiej pracy Ślubny wyskoczył, jak co środa do znajomego na ligę mistrzów. Ja wtedy (jak mały zaśnie oczywiście, a że śpi od 19:40 przeważnie zawsze) ja mam ciszę i czas tylko dla siebie, na nadrabianie zaległości w większości spraw "www." Z kubkiem pysznej truskawkowo- śmietankowej herbaty oglądam narzuty, meble i inne dodatki do naszego domku oraz nadrabiam zaległości blogowe.

Nie zrozumcie mnie źle. Ja lubię spędzać czas z mężem i rodziną, ale kocham czasem taki spokój w domu, ciszę...tylko ja, moja herbata, laptop i cisza.....Po prostu bardzo tego potrzebuję. Jest szansa, że jutro burza hormonalna zniknie, bo mam wolne:) Chociaż tyle mam spraw w urzędach do pozałatwiania i drzwi wewnętrzne łamane pod schody i zamówić płytki do łazienki u góry itp. Pewnie znowu braknie mi doby na to wszystko, ale jutro nie będe osamotniona:) Mój Malutki Królewicz mi potowarzyszy:):):)
Jak nie pracowałam, to takie wypady to był dla nas chleb powszedni, a teraz....

Będzie, dobrze!!!! Grunt to dobre nastawienie:)
źródło: sieć

poniedziałek, 4 marca 2013

chwilka dla siebie...yes! yes! yes!

Udało mi się!!!!! nareszcie znalazłam kilka chwil dla siebie, a raczej dla mojej twarzy i paznokci. Otóż sprawa nie jest taka prosta jak to się tylko wydaje..Matki, aby znaleźć czas dla siebie, muszą uporać się z wieloma zadaniami. To niczym maraton, bieg z przeszkodami po zwycięstwo i nagrodę, którą jest 5 minut dla siebie:) Tak 5 minut!!!! Tyle czasu ze stoperem w ręku potrzebowałam na nałożenie  maseczki do twarzy oraz pomalowanie paznokci odżywka i lakierem!!:) Normalnie wyczyn hi hi hi...
 W tej dziedzinie zdobyłam dziś złoto;)!!!! choć tak bym chciała, aby ktoś zajął się mną tak profesjonalnie....
źródło: sieć

Och, już normalnie na sama myśl o tych olejkach zapachowych, o masażu i takim kwiatku za uchem czuję jak moje plecy krzyczą pomocy!!!!  

Dobrej nocy matki i kobiety olimpijki w dziedzinie: czas tylko dla siebie:*

niedziela, 3 marca 2013

czy doba mogłaby być dłuższa?

czasu- ciągle brak..na wszystko, na dom,  na pracę, na znajomych, na wypoczynek, na seks (ale tylko w tym tygodniu), na spotkania i babskie ploteczki, dla siebie. Ta ciągła gonitwa za normalnością, za marzeniami musiała się tak zakończyć...migreną!!! Nie powiem, że sama sobie po części biedy napitałam....no ale od początku:

Miłosz rośnie, rozwija się bardzo dobrze, codziennie obserwujemy jakieś nowe umiejętności, słowa. Do swojego słownika dołożył "baba",a mama za cholerę mówić nie chce;) a jak sie umie juz mała Bestyjka droczyć! Ja mu  "ma- ma" On "ta-ta", wiec ja nadal ma- ma, a Miłosz ta-ta i tak w kółko:) Choć robi to z tak cudownym uśmiechem i radością w głosie, że nie sposób się tu na niego obrażać, tylko śmiać razem z Nim. Pan Miłosz dodatkowo stara się ruchem posuwistym po ziemi pełzać, poruszać itp. Na razie idzie mu topornie, ale powoli, powoli da radę. Ostatnio miewa swoje zachcianki i nie zamierza jadać jeśli w danym momencie nie ma na to ochoty. Swoje NIE sygnalizuje tylko w jeden sposób: strąca wędrującą zawartość łyżeczki na podłogę...uroczo.....Dodatkowo chyba idą mu kolejne dwa zęby.....

We czwartek miałam wolne (wiem, że jest niedziela wieczór:(, no ale miałam wolne, więc wybraliśmy się z małym do wszystkich umówionych lekarzy na ten dzień. 5 godzin wyjętych z życia. Między jedną a druga wizytą udało nam się załatwić kilka spraw. Kupiliśmy sypialnię!!!!Ja się strasznie cieszę, bo jak dla mnie to najmilsza rzecz w urządzaniu domu. Zamówiliśmy łózko i dwie szafeczki nocne), a dostawa była w sobotę! Na razie mebelki czekają w kartonach na piękny dzień, kiedy to już skończymy brudna robotę i wprowadzimy się na górę:)-Proszę św. Judę Tadeusza (patrona spraw beznadziejnych), aby ten dzień nastał niebawem:) A tak wygląda łózko i szafeczki:)
 http://www.meblemagnat.pl/
http://www.meblemagnat.pl/

Mam już upatrzone zasłonki i firanki:):):)....ach..już tak niedługo !!!!! Teraz jesteśmy na etapie kończenia układania paneli, robienia schodów, a od przyszłego poniedziałku flizujemy łazienkę u góry. O pozostałej reszcie robót wokół domu wole nie myśleć....

Boże, jak marzą mi się zakupy!!! Najlepiej z kartą no limit;) Nie wiem w zasadzie czemu, bo zwolenniczką zakupów nie jestem, ale nowe jeansy, buty by się przydały. A tu troszkę oszczędzać trzeba, bo jeszcze tyle wydatków przed nami. Ale co by nam przyszło z domu, który byśmy od razu wykończyli...inwestycja na lata;)

W piątek byłam tak dojechana dniem, że marzyłam tylko o łóżku i dłuuugim śnie. Po 15-tej przypomniałam sobie, że przecież o 19 umówiłam się z przyjaciółką. Resztkami sił się zebrałam, ale warto było. Tak mi brakowało takiego babskiego wieczoru, do którego później dołączyli mąż i brat mojej przyjaciółki. Mąż został z małym, więc mogłam korzystać ze spotkania jak długo tylko mogłam:)

W sobotę Milosz pojechał do babci, a my zajęliśmy sie pracami w domu. Najpierw obgadaliśmy przy kawie wszystkie ważne kwestie dotyczące domu i Miłosza, a potem już tylko ciężka praca budowlano- wykończeniowa. Prawie rąk nie czuję, po równaniu kamieniem krzywej wylewki w pokoju biurowym, ale sprawiało mi to tyle frajdy:) Mam takie poczucie, że zrobiłam coś dla Nas ważnego;) Wieczorem niestety wylogowana zostałam z życia, przez migrenę, która cały dzień czaiła się gdzieś w mojej głowie. Padłam wymęczona choroba do łózka jak kamień w wodę...

Niedziela za to była leniwa dla nas trojga. Łóżko opuściliśmy dopiero ok. 11:20, ale tylko dlatego, że Miłosz miał ochotę na drugie śniadanie. Popołudniu odwiedził nas kuzyn z narzeczoną, aby zaprosić  naszą rodzinkę na ślub. Więc w maju bawimy się na weselichu:)!!!

Miłej nocy i udanego tygodnia:*



piątek, 1 marca 2013

mial byc post..

ale bedzie później, nie wyrabiam już...mały spi, nalesnik się przypala...tyle się u nas dzieiej, ale ....opisze tylko jeszcze jeden telefon do pana wykończeniowca domu zlodzieja...
mamy sypialne, tez pokaże....
ach...