Moja lista blogów

piątek, 31 maja 2013

bajka o tym jak jeden mały, załatwił dwoje dużych

"Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku..." tak to chyba dobry początek. a żeby tak strasznie nie było, to Pan Kotek już lepiej się miewa, uśmiecha, figluje, aż miło:) Jednak nie obyło się bez ofiar:(  Pan Kocur i Pani Koteczka rozłożeni na łopatki, przez Małego Koteczka, a raczej Jego wirusa.
Tak, tak, dzierżymy ten ciężki los i chorujemy okrutnie, a raczej kichamy, smarkamy i się wykańczamy.
Więc Kocia rodzina w domeczku przysiadła i biedna szuka dobrego lekarstwa:(
Ehhh... dziś moim najlepszym przyjacielem jest pierzynka i maść majerankowa, bez których byłoby naprawdę ciężko:(
Dobrze, że Młodemu odpuściło, ale i tak pewnie z poniedziałkowego szczepienia nici.

Korzystając z pięknego, piątkowego wieczoru postanowiliśmy z Mężem podziałać na pięterku. Więc na pierwszy ogień poszły karnisze i okna. Niestety szybko okrutny los zweryfikował nasze pierwotne plany, bo okna są tak przez "fachowych malarzy" zaciapciane, że zwykłe środki nie pomogą. Musimy poszukać jakiegoś dobrego, który nam farbę z ciemnych okien plastikowych zmyje. Ja sie pytam, jak można tak zapitolić okna, skoro ma się wszystkie potrzebne rzeczy, aby zabezpieczyć okna?! co lepsza były zabezpieczone...ahhh..ehhh...juz mi lzej.
w następnej kolejności zabralismy sie za elektrykę. Tak więc mąż Majter Klepka i ja Jego pomagacz Żółtodziób Wyjątkowy zabraliśmy się za poprawianie błędów w elektryce po "fachowcach". Nie było łatwo!! Nie każdy może się poszczycić takim wyczynem:) "włącz i wyłącz światło kochanie" albo "nacisnij ten guziczek jak Ci powiem" Tak, tak to do mnie:) Potem słyszałam już tylko: "dzięki Kotku", "OK, możesz puścić"  :)

Po skończonej pracy małżonkowie zasiedli wspólnie do stołu. Wypili swoje szklanki leków i położyli się do łóżeczka z komputerkami i czytają, studiują, a spać się nie kładą.

A zapomniałam!!! Zamówilismy materac, będzie w następną sobotę, więc od przyszłej soboty śpimy w sypialni (jak Majster Klepka złoży meble do tego czasu oczywiście)!!!! Ale jestem dobrej myśli:)

wtorek, 28 maja 2013

kiedy mężczyzna kocha kobietę...

robi dwie rzeczy: albo ją mocno wkurzy, albo kupi jakiś przyjemny prezent. Mój mąż postanowił w dniu dzisiejszym okazać mi swoją OGROMNĄ miłość i tym i tym zachowaniem:)
 Najpierw uświadomił mi, że z obietnicy wieszania karniszy (już drugi tydzień) nici, a potem przyjechał po mnie do pracy z małym drobiazgiem:)Sami zobaczcie:

w pierwszej kolejności moje oczy ujrzały piękne opakowanie (elegancka czerń)
 potem z zachwytem otwierałam środek, aby zobaczyć kuszący bilecik
aby na koniec delektować się tą słodką zawartością:)
...i jak tu nie kochać takiego Urwisa?!;)

Sam widok tak pięknego opakowania i ta zawartość..mmm.... wierzcie mi, sama słodycz. Niestety jak dla mnie za słodka, bo te praliny są wyjątkowo grzesznie słodkie. Ale to nic, bo Teściowa lubi, ba kocha słodkie najsłodsze, więc do kawki będzie miała jak znalazł:)

Młody dziś już lepiej, choć aplikowanie Mu syropków, jest trudniejsze, niż to można by sobie wyobrazić. Miłosz opanował do perfekcji zamykanie ust, kiedy czegoś nie chce, a jak tu mama sobie poradzi, to ma jeszcze język, którym z zawrotna prędkością blokuje dostęp. 
Mąż obserwując Jego zachowania, stwierdził dziś na bazie doświadczeń, obserwacji rocznej oraz szeregu szkoleń sprzedażowych, iż rośnie Nam mały indywidualista, który ma swoje zdanie i nic mu się nie da narzucić (po czym dodał z czarującym uśmiechem "po mamie"). :)
ehhh...i kurczę, chyba ma rację, choć ja chyba jestem bardziej kompromisowa;)




poniedziałek, 27 maja 2013

blogging every day with moaa: day 1.

Ponieważ mamy pisać o niczym, to zaczynam.

Po pięknym wczorajszym dniu (obiad u Mamusi, popołudniowy grill ze znajomymi, miły wieczór z mężem), nastała długa i niewyspana noc. Młody złapał gorączkę. nie spał, ciągle płakał...Rano kolejna dawka na gorączkę, wizyta u pediatry i majątek pozostawiony w aptece.

Dziś jest również ostatni dzień mojego urlopu i siedzimy w domu z katarem i marudzeniem Małego człowieka. I kto powiedział, że urlopy nie bywają zaskakujące?!
Pal licho ten urlop, ważne, aby Małemu przeszło....

Spokojnego dnia drodzy blogerzy, do jutra :*


sobota, 25 maja 2013

jeszcze tylko 40 latek...

...i będę zgodnie z polskim prawem pełnoprawną emerytką:)
Wesołą staruszką o białych włosach, z przystojnym dziadziusiem mężem mym u boku:)
Z gromadką dzieci i watahą wnuków urwisów małych:)
I będę mieszkać poza miastem, gdzieś w górach, gdzie życie spokojniej płynie, gdzie czas nie będzie wyznacznikiem doby. Będę mieszkać z moim Staruszkiem w drewnianym domku, takim jak ten:
źródło: sieć
Codziennie rano, będziemy sobie jadać śniadanko i popijać na naszej werandzie ciepłą, aromatyczną kawkę i herbatkę, do pachnącej świeżym drukiem gazety.
źródło: sieć
Będę w słomkowym kapeluszu i kolorowych kaloszach pielęgnować swój duży, piękny ogród, 
źródło: sieć
który będzie pełen kolorowych, pstrokatych kwiatów (zwłaszcza tulipanów, konwalii i piwonii).
źródło: sieć
Popołudniami mój Ślubny będzie jak co dzień biegał (bo ma na tym punkcie fioła i oby Mu tak zostało), a Ja w zacisznym patio naszego ogrodu będę surfować po Waszych blogach:) 
Ten mój wymarzony kawałek swojego miejsca w ogrodzie:
źródło: sieć
I kolacje, romantyczne, we dwoje, zawsze w blasku świec. Z tym magicznym światełkiem w oku.
źródło: sieć
A potem już tylko niekończące się przygody w czytanych książkach, z filiżanką ciepłego kakao w reku:)
źródło: sieć

Taki własnie mam plan na emeryturkę:).
I guzik mnie obchodzi, że życie jeszcze pewnie nie raz powywraca moje marzenia, zweryfikuje plany...
Marzenia są po to, aby trwała nadzieja....

piątek, 24 maja 2013

małe szczęścia

Na pozór wydawać by się mogło, że dla każdego człowieka szczęście jest odpowiednikiem czegoś do czego dążymy. Każdy (chyba) ma swoje cele, marzenia, pragnienia, ideały. Przeważnie gdybyśmy przyjrzeli się z bliska, na pytanie: "czym jest dla Ciebie szczęście?" większość z Nas pewnie mówiła by o rzeczach, sprawach wielkich typu np.: zdrowie, kochająca rodzina, może pełne konto w banku, czy spełnienie zawodowe.

Na własnym przykładzie mam wrażenie, że dążąc do tego co wielkie, zapominamy o tych małych, drobnych gestach, rzeczach, czynach, chwilach, które w sposób najbardziej właściwy tworzą to szczęście, do którego się tak dąży.  Mam czasem odczucie, że tak bardzo chcę i poniekąd uzależniam swoje szczęście od tego co zaplanowane, że nie zauważałam, tego co drobne, co jest może i cenniejsze z głębszej perspektywy dla mnie, dla bliskich, dla zwykłych nieznanych mi ludzi, których los skrzyżował z moim losem.

Wydaje mi się, że trzeba ogromnej pokory, odwagi, ba może nawet mądrości życiowej, której nie znajdzie się w książkach, encyklopediach, czy internecie, aby mieć tą możliwość na dostrzeganie piękna we wszystkich prostych, zwyczajnych czynnościach, czy gestach.

Jak pięknie napisał Robert Janson w jednej ze swoich piosenek: "Puki śmiech tłumi łzy, puki wciąż mamy sny, warto śmiać, cieszyć się, warto kochać".

Bo czy można być naprawdę szczęśliwym, spełnionym człowiekiem, jeśli nie widzi się tego co się ma, co się osiągnęło? Czy istnieje szczęście bez miłości (nie tylko tej czysto fizycznej, ale i wszystkich jej odmian, rodzajów)?

czwartek, 23 maja 2013

tylko Ikea cię zrozumie

Ikea postanowiła przysłać dziś do mnie z samego rana sms "czy dobrze Ci się śpi ?".(dalej już tylko info o rabacie było). I trafili, bo nie śpię dobrze. Od jakiegoś czasu sen na naszej salonowej wersalce to dla mnie koszmar. Rano odczuwam ból wszystkich możliwych plecowych kości, kosteczek i wszystkiego co tam jeszcze mam. Bez ćwiczeń na kręgosłup nie byłabym wstanie dojść nawet do łazienki!.
Ehhh...i proszę jak tu świetnie widać politykę firmy, która doskonale zna potrzeby klienta;)
Całe szczęście łóżko sypialniane już czeka tylko na wybrany wygodny materac i na złożenie:)

Dotarł dziś do mnie zamówiony wcześniej prezent imieninowy od mojej mamy, przyniesiony przez moją kuzynkę. Nareszcie, bo już na oparach niektórych produktów jechałam:) 
A korzystając z faktu, że Synu śpi już smacznie od 30 min. mam następujący plan na wieczór:
  • maseczka,
  • paznokcie,
  • ciepła herbata i stare filmy romantyczne ("powiedz tak"- choć miała być  "dziewczyna z alabamy", ale nigdzie nie mogę znaleźć w kartonach etui z tą płytą) i "rzeczpospolita babska"
  • miły i spokojny sen, aż do pięknego błogiego ranka:)
Miłego wieczoru kochani:)

sami w wielkim domu

Stało się! Do poniedziałku włącznie jestem na urlopie. Od środy w domu rządzimy z Miłoszem sami. Mąż pojechał z Teściową do domu, bo musi pomóc tam przy budowie drogi do działki, a Mama do lekarza, bo coś ją krzyże bolą. W firmie malowanie mamy, więc Młodego nie ma szans zabrać do pracy. Więc rządzimy się w domu we dwójkę, a co?!
Nie ukrywam, że po części jest mi z tym dobrze. Chciałam mieć czas i dla syna i dla siebie i dla domu i jakoś tak los ładnie to poskładał w całość.

Wczoraj zdążyłam posadzić,a raczej posiać trawę w naszym "ogrodzie". Niestety pogodzenie prac ogrodowych, opieki nad synem i pogody nie jest rzeczą łatwą, choć nie niemożliwą. Deszcz trzy razy wyganiał nas do domu, syn jak tylko próbowałam spulchnić ziemie i nie patrzyłam na Niego, to nie omieszkiwał przypominać o sobie. Potem pozostał nam już tylko spacer po naszej miejskiej wsi.
Więc Miłosz ruszył na podbój szos swoim urodzinowym rowerkiem, który od razu pokochał. 












Oczywiście nie można było jechać nigdzie, kiedy na horyzoncie pojawiał się jakikolwiek samochód. Tak podczas spaceru nie mógł wyjść długo z zachwytu, że tyle samochodów na mieście;) 

We wtorek wybrałyśmy się z przyjaciółką wieczorem do kina. Nie zwróciłyśmy uwagi, że film który wybrałyśmy jest w wersji 3d o tej godzinie, co nie bardzo nas uszczęśliwiło, ale kiedy już znalazłyśmy się na sali kinowej,  wszystko było ok. Byłyśmy na Gatsby'm. Nie byłam do końca przekonana do tego filmu, ale po obejrzeniu z czystym sumieniem mogę polecić i polecam! 
źródło; sieć
Dobrze jest tak wyjść od czasu do czasu, kiedy Mały już śpi i nadrobić zaległości towarzysko- kulturalne:)

środa, 22 maja 2013

Moaa inicjatorka dobrej zabawy

Moaa zainicjowała dzisiaj fajną zabawę, na swoim blogu (możecie o tym przeczytać TU).
Cała filozofia zabawy, to codzienne pisanie postów przez jakiś określony czas,  o określonym temacie.
Moaa zaproponowała pisanie o niczym, co spodobało się chyba większości osób, które biorą udział.   Zabawę rozpoczynamy od 27 maja 2013r. Polecam, bo dzięki temu będziemy mogli  jeszcze lepiej poznać w blogosferze:)



poniedziałek, 20 maja 2013

Pierwsze urodzinowe party

Jak już wiecie w niedzielę świętowaliśmy pierwsze urodziny Miłosza i Jego kuzyna Antośka. Przygotowania podzieliłyśmy ze Szwagierą na pół. Ponieważ umówiliśmy się na grill (bo miała być piękna pogoda), wydawało mi się, że dużo pracy nie będzie.
ha ha ha!!! I tu śmiech mój się kończy, niestety...miałam do zrobienia dwa ciasta, tort dla małego solenizanta, szaszłyki i karkóweczkę. Rzekłam se po cichu z uśmiechem na duszy EXTRA!!:)
I się zaczęło. Z kuchni wyszłam po 8 godzinach!!! zmęczona, głodna i cholernie śpiąca. Chwała Ślubnemu, że dom odkurzył i ogarnął, bo inaczej krucho by ze mną było. Dzięki Myszko:*

W niedzielę obudziłam się z migreną (tak, ta cholerna zmora zwykła sobie wybierać co lepsze imprezy), więc wpół świadoma, obolała i ledwo funkcjonująca włączyłam szósty bieg i ruszyłam do boju o wspaniałe urodziny Synka....

 Było wspaniale!!! Goście dopisali...pogoda była po prostu wymarzona na ten dzień...chłopcy raczej wyglądali na szczęśliwych...nic więcej nie oczekiwałam:) Z resztą sami zobaczcie:
Tak, to była wyżera..,,pyyyysznosci!!!:):):)
Choć prawdę mówiąc trochę przesadziliśmy (i my i szwagrostwo) z ilością przygotowanego jedzenia. No, ale przynajmniej zakupy mam zrobione na najbliższe kilkanaście dni;)

mój własnoręcznie przygotowany wspaniały tort dla mojego Małego Solenizanta:) Jestem z niego naprawdę dumna!!!

Kiedy już wszystkim nawet oczy odmawiały jedzenia;) spontanicznie udaliśmy się na tereny zielone w celu spalenia nabytych (a raczej przedawkowanych) kalorii;)
Piłka, babinkton, huśtawki, piaskownica co kto wolał:)

Mimo, iż do powrotu do domu towarzyszyła mi migrena, byłam bardzo zadowolona i szczęśliwa, że wszystko się udało. Że Miłosz był zadowolony, że tyle się śmiał i cieszył ze wszystkich pięknych prezentów, które niebawem zagoszczą na naszym trawniku (nie mylić z ogrodem na zdjęciu, to nie nasz)...ach...już wtedy nawet ból się nie liczył.

Jutro mamy mszę w intencji Miłoszka o 6:30 rano, więc powoli udam się już na spoczynek, a wieczorem czeka mnie wypad do  kina z przyjaciółką:):) jeszcze nie mamy planu, który film wybierzemy (a wahamy się między dwoma), ale bardzo się cieszę na wspólny wypad, bo ostatnio jakoś nam po drodze nie było...

Dobranoc:)

PS Obiecane zdjęcie sukienki z zeszłotygodniowego wesela kuzyna. Niestety fryzura nie była do końca taka jak oczekiwałam, ale zabawa, towarzystwo, orkiestra i jedzonko były wspaniałe (a to na weselach dla mnie przynajmniej) sprawa najważniejsza 



piątek, 17 maja 2013

Asystent

Przez dwa (wtorek- środa) miałam w pracy asystenta. Przystojny, ciągle uśmiechnięty, robiący wszystko aby skupić na swojej osobie uwagę innych. I udawało mu się to doskonale, bo we czwartek jak zobaczyłam zaległości w dokumentach, nie tylko swoich, ale i mamy, to obie myślałyśmy, że się do Bożego Narodzenia nie odrobimy ;) Całe szczęście uroczy asystent już w czwartek został z drugą babcią, która niestety nie mogła przyjechać zająć się Miłoszem od początku tygodnia. 
Choć z drugiej strony, czułam taką pustkę, brak małego pięknego uśmiechu...To jest niesamowity plus, kiedy można w kryzysowej sytuacji zabrać Małego do pracy. Bardzo jestem wdzięczna moim rodzicom, że mimo, iż dezorganizuje to prace całego oddziału, to z chęcią zapraszają wnusia do pracy. Najmilej zaskoczeni są klienci, a że Miłosz nie należy do nieśmiałych dzieci, kokietował uśmiechem każdego:) Nawet Panowie wymiękali przy Nim.

We środę rozłożyliśmy pierwszy prezent, jaki Młody otrzymał na urodziny. I choć impreza dopiero w niedziele, nasz salon powoli zamienia się w plac zabaw. Najpierw rozłożyliśmy huśtawkę ze zjeżdżalnią, aby sprawdzić, czy są wszystkie części. Wczoraj zajechała piękna piaskownica i dmuchany basen. Aż boję się wrócić dziś do domu, bo nie wiem co jeszcze tam zastanę;) Jutro więc wielkie koszenie i oficjalne przeniesienie placyku do "ogródka".

W niedzielę szykujemy na współę ze szwagierostwem urodziny Miłosza i Antosia (ponieważ między chłopakami jest tylko 4 dni różnicy) więc razem będzie i weselej i goście też się powielają ( w połowie), a że pogoda ma być piękna i słoneczna ( bo przecież nie może być inna;)) więc planujemy grilla. 
Ze względów estetycznych, imprezę organizujemy u szwagierki, ponieważ nasz "ogródek" do tego typu imprez nie jest jeszcze przystosowany, a Ich jest idealny pod tym kątem.
Od wczoraj pilnie przygotowujemy się już do tego dnia. Menu ustalone i podział obowiązków również. Balony oraz masa plastyczna na dekorację torta już zakupiona, dziś pozostałe większe zakupy, a jutro zakasamy rękawy i do pracy:)
Uwielbiam tego typu imprezy. Nie tylko planować , ale i organizować. Piec, gotować i potem patrzeć jak wsuwają ze smakiem:) 

Dziś rano w radiu leciał Black i jego "wonderfull world". Oh.. tak uwielbiam ta piosenkę. zawsze chciałam zatańczyć do niej Nasz pierwszy taniec. Tańczyliśmy do innej, ale zawsze kiedy ją słyszę mam w głowie poukładany schemat jak sobie nas wyobrażałam wywijających rumbę na parkiecie:)

I lato się robi i jest cudownie i dziś debiut w sandałkach:):) miłego i słonecznego dnia!!!!



wtorek, 14 maja 2013

co w szafie piszczy na tegoroczną wiosnę i lato:)


Witam Was Serdecznie:)
Jest i trzeci post z cyklu "kobieta cafe".
Ponieważ nie za bardzo podążam za trendami modowymi i nie mam w zwyczaju wymieniać garderoby co sezon, postanowiłam troszkę nadrobić zaległości i przygotować post o trendach na tegoroczną wiosnę i lato.

Gmerając po internecie, znalazłam wiele blogów modowych, na których dziewczyny nie tylko prezentują ciuchy, ale również swoją własną inwencję na ich noszenie:) Czasem mam wrażenie, że to drugie jest trudniejsze, bo mam szafę pełną ciuchów, a i tak nie zawsze mam co na siebie włożyć;)
A więc do dzieła:
To wg "modowych góru" jest teraz na topie:
źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć

źródło: sieć
Czyli kwiaty, szaleństwo kolorów, swoboda i wygoda:)

Ciekawa jestem co króluje w Waszych szafach w tym sezonie?

poniedziałek, 13 maja 2013

oda do kalosza

Kalosz, w języku potocznym nazywany również gumiakiem, jest moim dzisiejszym bohaterem!!!!

Niby taki zwykły, jesienno- wiosenny but. Na pierwszy rzut oka zwykły, przeciętny, nie zawsze potrzebny..

A jednak...jak dla mnie od dziś najpotrzebniejszy. Pada w Krakowie od wczoraj, więc kałuży, ulicznych potoczków, basenów i baseników setki, miliony... I Matka, która wyjść musi z Synem zamówić na bazarku firanki. I jak patrzy za okno, to aż ciarki  przechodzą, ale zbiera Małego, wkłada do wózka, zapina i zasłania na cztery spusty (pędzikiem mknie na autobus, bo ma tylko 3 minuty, a kolejny za godzinę), wbiega na tzw. drogę, gdzie więcej dziur niż asfaltu i pędzi i pędzi i biegnie i wzdycha..
Jedna kałuża plusk!!! Druga kałuża plusk!!!! i tak do przystanku.
Dobiega.. zdążyła... i chwilkę czeka i dziwo ją bierze, bo bucik suchutki, skarpetka suchutka:)

I w deszczu Matka z Synem spacerem, mknie po firanki, przez kałuże i chodnikowe potoki..i sucho i miło. (Jak za dzieciaka się wyciaptałam!!!) ach, jak przyjemnie:):):) 
I tak zwykły kalosz okrzyknięty przez Matkę najpraktyczniejszym zakupem ostatnio:)



Z taką parą, deszczowa piosenka nabiera dla mnie nowego znaczenia ;)  

czwartek, 9 maja 2013

moje dzwony, niczym Victorii Beckham z Journala;)

Zanim ukazało się zdjęcie Pani Beckham w dzwonach i okrzyknięto je jako hit nadchodzących, a raczej powracających trendów, zakupiłam w Big Starze za 20 zł właśnie takie jeansy (choć moje są ładniejsze).


Piękne, kobiece, podkreślające nogi i biodra dzwony (Tak, uważam, że dzwony są seksowne i szykowne).
 Szczerze mówiąc moje miały być, tak tylko po domu, ale kiedy je włożyłam na pupkę, nie mogłam się oprzeć ich urokowi!
Nareszcie powraca moda na te cudeńka:):):)
Jak byłam w szkole podstawowej do wszystkich spodni wszywałam kliny, aby zwykłe jeansy biły jak dzwony;)

Powoli rozpoczynam również przygotowania do sobotniego wesela. O dziwo jedyne, co będę miała nowe na tą uroczystość to fryzura;)
Sukienka, buty, torebka i biżuteria już była w mojej nie tylko garderobie, ale i na innych imprezach. Co jest wspanialsze to to, że mieszczę się w sukienkę sprzed dwóch lat!!:) juupi!!!
Dziś dopasowywałam ostatnie dodatki

 Tak więc moja mała czarna jest gotowa. Lubię prostotę i elegancję w jednym, a w całym zestawie wszystko własnie takie jest:)
Jutro jednak pewnie dopiero nastąpi całe przed weselne tornado, więc postanowiłam już dziś zadbać o kompletny zestaw dla siebie, bo z facetami wszystko czasem bywa na ostatnia chwilę;)
Własnie powinnam robić sobie pedicure (bo na kosmetyczkę ostatnio brak mi czasu), ale Młodzieniec miał poważny problem zasypianiowy, że na dziś odechciało mi się takich atrakcji. Pewnie jutro będę robić z manicurem i tysiącami innych rzeczy;/

W tym całym "Małym" problemie z zasypianiem Milosza, jak zwykle mogłam liczyć na wsparcie męża:*:*:*:* Ciężko byłoby mi samej. Obawiam się, że do wesela mogłabym pozostać łysa, ponieważ Mały Niedźwiadek jest na etapie ciągnięcia za włosy:/
Ale z takim Bohaterem, mogę czuć się spokojna:)

wtorek, 7 maja 2013

niebywałe

Tego się nie spodziewałam. Wczorajszy powrót pieszo z obuwniczego ( raptem 4,8 km kupowaliśmy pierwsze sandały Młodemu do chodzenia) zaskoczył mnie niesamowicie. Ja wiem, że może i atrakcyjna dziewczyna jestem;) ale nie spodziewałam się takiego "wzięcia". Pewien młodzieniec postanowił uczcić mój wygląd od tył tzw. "klaksonem". o MATKO !!!! Jak ja się wystraszyłam!!!!
Nie wiedziałam czy uśmiecham się do siebie z powodu tej jakże prymitywnej, choć miłej zaczepki, czy że się wystraszyłam:) Nie spodziewałam się, choć z drugiej strony może facet miał rację, przecież ja fajna babeczka jestem;) hi hi hi...
Muszę męża spytać, czy od tył jestem, aż tak atrakcyjna;)

Ułożyliśmy (znaczy się mąż ułożył) kolejną partię listew na pietrze- tym razem u nas w sypialni. Zamówiliśmy karnisze, wybraliśmy materac. Wreszcie pozbyliśmy się "ściany płaczu" z salonu. Nasz salon nareszcie powoli zaczyna przypominać salon. Niestety, nasi "cudowni" fachowcy jakoś tak połączyli siec z prądem, że omal  mi ostatnio męża nie zabiło. Co więcej, musimy znowu posprawdzać całą instalację, więc prace się przedłużą. Ale postanowiliśmy zwolnić tempo. Mamy czas, bo inaczej nic tylko wykończenie, to byśmy się zajechali. Mamy gdzie mieszkać i są to fajne warunki. Reszta poczeka:)

W sobotę (11 maja) bawimy się na weselu, więc jak przystało na porządnie przygotowanych gości, w niedzielę z wywieszonymi językami szukaliśmy spodni do garnituru Męża i jak zwykle nie znaleźliśmy...pójdzie w starych...

Dziś pogoda dopisuje, więc mam ambitny plan koszenia trawy, bo w długi weekend lało, więc mleczy i innych cudów mamy w "ogrodzie" co niemiara.




piątek, 3 maja 2013

powrót do figury po mojemu

Jak każda kobieta, ja również zwracam uwagę na swoje ciałko. Jedne z nas narzekają, że mają za mało, drugie, że za dużo. Ale to chyba wpisane jest już w naszą kobiecą naturę;) Niby wszystkie kochamy swoje ciałka, ale większość z nas i tak twierdzi "że jest na diecie".
źródło: sieć
Wiele z nas ma swoje sposoby i założenia oraz cele, które praktykuje. Ja również chciałam wam zaprezentować mój sposób na zdrowe odżywianie oraz powrót do formy i co ważniejsze utrzymanie jej na zawsze;)
 Oto moje zasady, którymi się kieruję:

  • czego nie włożysz do koszyka, tego nie zjesz w domu. Nie kupuje produktów, które powszechnie dietetycy uważają za kaloryczne i nie sprzyjające odpowiedniej diecie i zdrowiu.
  • jadam 5 posiłków w ciągu dnia, o tych samych porach (+/- 30 min). To da się zrobić, jeśli tylko się chce!!! (Pracuję, zajmuje się wychowaniem dziecka i domem. Staram się mieć też czas dla siebie i choć nie jest łatwo, daję rade). To tylko kwestia organizacji i chęci.
  • jadam posiłki średniej wielkości ( uważam, że nie chodzi o to aby, zjadać kopę jedzenia na każdym z 5 posiłków, ale aby nie zapchać się ani czuć głód). Np. jeśli jem zupę, to zawsze tyle samo- 1,5 nalewki lub jogurt mały ok. 150- 200g), a nie zawsze wielki. Jeśli mam duży, to dziele na dwa posiłki lub jem kanapkę, ale bez masła (margaryny). 
  • nie jem oczami. Uważam, że to bardzo zdradliwe. Długo nad tym pracowałam, ale teraz zawsze spróbuję wszystkiego, ale po troszku:)
  • nie słodzę- ani kawy, ani herbaty oraz nie pijam napojów kolorowych. Preferuję soki oraz wodę niegazowana, ale w niedużych ilościach. Woda gazowana napełnia nasz brzuszek bąbelkami, przez co brzuch jest wzdęty. Mój patent na nie jedzenie słodyczy, to kwota, jaka miałabym wydać na tą słodycz, wrzucam do świnki skarbonki. Ostatnio kupiłam z uzbieranych środków sweterek na wiosne dla siebie.Też przyjemność, a jaka praktyczna;)
  • nie jadam słodyczy, ani ciastek (nie tylko ze względu na dużą ilość cukru, ale również na ogromną ilość niebezpiecznych tłuszczy trans, które niwelują każda dietę).
  • nie trzeba chodzić na siłownię lub fitness, aby się nieco poruszać. (choć jak ktoś lubi, to zazdroszczę czasu).Ja nie mam czasu na uprawianie sportu, ale staram się dużo spacerować (pomaga mi w tym mój synek). Fajna formą na małą domową gimnastykę jest np. jeśli chce pozbierać zabawkę lub coś podnieść z podłogi, to nie schylam się tylko robię przysiad:). Próbowałam kiedyś A6Weidera, ale doznałam małej kontuzji przy 13 dniu i ćwiczenia przepadły.
  • Nie jadać na min. trzy godziny przed snem.( staram się;)) Tą informacje znalazłam kiedyś na jednym z blogów i utkwiła mi w głowie i staram się stosować. Tu pomaga mi utrzymywanie stałych godzin posiłków:)
  • nie stosuje w gotowaniu soli, wegety i kostki razem. Zawsze jeden z nich. Jeśli już użyję np. soli, to pozostałymi dwoma już nie doprawiam. Nie stosuje też różnych fixów, sosów i innych produktów smakowo- proszkowych. 
  • od czasu do czasu pozwalam sobie na małe co nie co, np. lody z bitą śmietaną lub moją ukochana pepsi:)
Moim zdaniem najważniejszy jest po prostu zdrowy rozsadek i umiarkowanie. Nie trzeba kombinować z dietetycznym menu. Trzeba patrzeć na to co się je. To żadna filozofia i nic kosztownego.

Mi pomogło wprowadzenie w życie i do menu mojej rodziny tych prostych punktów i udało mi się po ciąży (po 8 miesiącach) wrócić do lepszej figury niż miałam przed ciążą:)
z rozmiaru 42 po ciąży mam teraz 36 i ważę 55 kg (czyli o 3 kg mniej niż przed ciążą).

Efekty widziałam stopniowo. Nie ma nic w try mig. U mnie podziałało i nadal stosuje ten schemat, bo nie tylko chcę utrzymać figurę, ale przede wszystkim czuje się zdrowo. I to jest mój mały sukcesik;)

Moja mama od miesiąca prowadzi ten schemat i widzi już pierwsze "małe" pozytywne zmiany. 
Myślę, że i Ona za jakiś czas odnotuje swój mały sukces. 

Jeśli jesteście akurat na jakiejś diecie, to życzę wytrwałości i oczekiwanych efektów:*

czwartek, 2 maja 2013

bo planuję

Plan był prosty. Po kilku miesiącach od urodzenia Miłoszka planujemy drugą ciążę. Po dziewięciu pięknych miesiącach mamy kochającą się czteroosobową rodzinę.
Niestety łatwo powiedzieć. I od kilku miesięcy łudzę się, że to już, że może tym razem miesiączka się spóźni. Nie chciałam robić testów. Podczas pierwszych starań o Miłoszka każdy negatywny wbijał mi nóż w serce (a trwało to ponad 1,5 roku). Teraz postanowiłam, że zaczekam na znak z góry, aż fizjologia zadziała. I...i....dupa!!! Znaków na niebie co niemiara, więc polecieliśmy po test.Ślubny się nie nastawiał, ja niby też, ale...ale w sercu mały promyczek był, że może jest nareszcie....i dupa, tylko jeden głupi pasek!!! Czemu nie dwa?! Czemu znowu nie mogę?! Przecież...nie, bo znowu się nakręcam...a przecież to nie pomoże.....Kiedyś ten kolejny cudny dzień nastąpi....wierzę w to, wierzę, że niebawem się uda....


może to nie o planowanie chodzi? może za szybko wszystko chcę? Może potrzebuję więcej pokory do życia, dystansu...przecież po co planować, skoro zycie spontaniczne, jest ciekawsze, weselsze, szczęśliwsze?!


Melancholia znów się zakrada. Mam dziś taki dzień, że najchętniej zakopałabym się w łóżku pod stertą kołder i po prostu pospała, poleżała, bo od kilku dni Jestem niewyraźna...skoro to nie mała fasolka, to pewnie przemęczenie lub przesilenie....

A wczoraj było supcio! Byliśmy w ZOO. Tylko we troje:) i było wspaniale:) taka miła rodzinna wycieczka... Uwielbiam ten wspólny czas. Nie mamy go za wiele przy wszystkich obowiązkach, dlatego tak bardzo go celebruję....kocham życie, kocham moich bliskich, a czas...czas pokaże jak będzie dalej....

a najgorsze jest to, że mam ochotę na wielkiego i niezdrowego big maca;)