Moja lista blogów

środa, 31 lipca 2013

z ZUS- owe przejścia, czyli nadal czekamy.....

Co się nie da, jak się da?! Nie przywykłam marudzić, ale to już mnie powoli przytłacza.
Czekam (nadal) na rozliczenie i wypłatę opieki nad młodym z czerwca.
Kompetentna Pani w zusie, ciągle "gubi" moje dokumenty, albo szuka tych, które już ma dawno w systemie i zamęcza mojego szefa o przyniesienie go raz jeszcze.....
12 lipca br. mój szef zawiózł Pani już wszystkie dokumenty jakie sobie tylko życzyła, aby w końcu po pierwsze zakończyć tą krążącą biurokrację, a po drugie, abym wreszcie miała pieniążki na koncie (za coś żyć przecież trzeba).

Więc czekam i czekam i sprawdzam konto, czy aby przelewik nie dotarł i lipa...niente...nic, a nic....
Wczoraj szef mnie oświecił, że Pani owych dokumentów nie otrzymała (znaczy otrzymała, ale bez jednego, który zaginął na dzienniku podawczy) i prosiła o wysyłkę ponownie..AAAAaaaaaa!!!!!!

Nosz k....!!! Jak można być tak niekompetentnym, chaotycznym. Normalnie ręce mi opadły.....gdyby nie kilka groszy odłożone na czarna godzinę, to nie wiem, co bym do garnka włożyła?!
Dla mnie osobiście taki pracownik, to do zwolnienia by był!!!
Czy naprawdę tak ciężko jest się przyłożyć do swojej pracy?

Więc czekam nadal, ale chyba w poniedziałek przejdę się na skargę do naczelnika, bo nie mam już siły (ciekawe, tylko czy to coś da?).....
źródło: sieć

środa, 24 lipca 2013

Żarłacz mały

Tak mogę w dwóch słowach opisać małego Groszka zamieszkujące mój brzuszek. Wczoraj oświecono nas z mężem, że ten stan trwa już dobre 8 tygodni!!!! My stawialiśmy góra na 3-ci tydzień:) hi hi hi, myślałam, że po pierwszej ciąży załapiemy szybciej, że będziemy mieć nowego członka w rodzinie. No cóż, jak widać, życie jest nieprzewidywalne;) Tak więc Groszek vel Żarłacz mały pustoszy nasza lodówkę (i lodówkę w pracy) z zawrotną prędkością. To przecież początek, a ja co godzina muszę wpałaszować coś konkretnego, bo inaczej w moim żołądku odzywa się głód, jakbym z tydzień nie jadła!:)
Moja teściowa stwierdziła dziś, że przytyło mi się (to napewno na dziewczynkę), choć mój mąż konsekwentnie zaprzecza, abym nabrała już jakichkolwiek krągłości ( i nie wiem, czy mówi to dla świętego spokoju, czy naprawdę, ale Mu wierzę;)).
Mam nadzieje, że po trzecim miesiącu minie (przy Miłoszu było tak samo) i to byłoby tyle wspólnego na razie z porównania obu ciąż. Troszkę odmiennie przechodzę tą drugą, ale to fajnie, bo jest jakiś efekt zaskoczenia;)

Pan Miłosz wreszcie pokochał maliny i owoce lata. Bardzo mnie to cieszy, bo chciałabym aby znał różne smaki, chciał eksperymentować, a nie tylko wierzyć w schabowego z kapusta zasmażaną. Choć taką kapustkę to bym chętnie wsunęła:)

Poza faktem, że jem i mogłabym spać 24 h/ dobę kocham ten stan!!!! Cieszę się nim!!!!! Patrzę na Miłoszka i widzę w nim starszego braciszka, który razem z Groszkiem będzie łobuzował po domu i doprowadzał matkę i ojca na skraj załamania, ale doczekać się nie mogę!!!! Dziś na dobranoc opowiadałam Mu jak to jest mieć rodzeństwo, jak fanie będzie, jak będzie miał towarzystw do zabawy....śmiał się za każdym razem, kiedy przytaczałam jakąś zmyśloną historyjkę.
W raczkowaniu jest drugim Kubicą i nie zamierza na tym poprzestać. Czasem ustawia stópki, tak jakby miał wstawać:)

To takie piękne, kiedy doświadcza się takiego codziennego cudu w wykonaniu swoich własnych dzieci:)



sobota, 20 lipca 2013

nareszcie raczkujemy + duuużo nowości:)

Ponieważ cały poprzedni tydzień pochłonięta byłam aukcjami dla małego Szymonka (wiele z nich trwa jeszcze. TUUUUU znajdziecie aktualne informacje o pomocy i aukcjach), a tydzień nie rozpieszczał mnie wolna chwilką, wiec nazbierało się "troszkę" zaległości:) Więc po kolei:

Po pierwsze i najważniejsze Młody zaczął nareszcie raczkować. Przestawił się z pełzania niczym komandos po domu do raczkowania:) Tak długo na to czekaliśmy, bo mimo, że wiem, że chodzenie to sprawa indywidualna, to troszkę się martwiliśmy, że ma 14 miesięcy i nie raczkuje. Teraz tak szybko zasuwa po domu na czworaka, że ciężko Go dogonić:) Tu uciekał przed zdjęciem- tak niezła zabawa;)
Musiałam złapać Go z zaskoczenia zza filara, bo skubany tak uciekał:) 
Tu pełnia radości po tym, jak mama Go zaskoczyła:):) ;)

Teraz cierpliwie już czekamy, aż zrobi sam swoje pierwsze kroki. Powoli, małymi kroczkami do celu.

Po drugie jeden z moich braci się oświadczył swojej dziewczynie, wiec szykuje się kolejne weselicho:) Supcio:):):)

Po trzecie i to bardzo wspaniałe, nareszcie nam się udało:)!!! Tyle starania i czekania (i przyjemności zarazem oczywiście) i się udało:):):) JUUUUUPPPPPIIIIIIII!!!!!! Teraz trzeba o siebie dbać, aby mały Groszek rozwijał się prawidłowo:) Tak bardzo się cieszymy!!!! :):):)
Wkurzam się tylko na te rewolucje żołądkowe z rana i wieczora, bo to dla mnie nowość (przy Miłoszu tego nie było), ale jeszcze do przeżycia....

Po czwarte: mój Mąż wreszcie zabrał się za pisanie pracy magisterskiej!!!!!! To wyczyn, naprawdę!!;) Zawsze "brakowało Mu czasu", teraz zebrał się w sobie i rozpoczął działania na tym froncie;) Trzymajcie kciuki, aby zapał nie minął przed jej zakończeniem;)

Ponieważ małżonek ogarnięty jest pisaniem, jutro planuje z Miłoszowi pokazać piękny krakowski rynek. Jako Mały krakus, powinien znać swoje miasto i jego historię.

Miłego weekendu i dużo uśmiechu:)

P.S. Pamiętajcie proszę o aukcjach dla Oczek małego Szymonka!!! JeŚli chcecie wesprzeć chłopca osobiście, możecie zrobić to TU .

wtorek, 16 lipca 2013

licytacja dla małego Szymonka- zapraszam

Na wielu blogach trwają licytacje przepięknych przedmiotów, z których dochód przeznaczamy dla małego Szymonka, którego rodzice walczą o uratowanie Jego oczka.
Ja również przyłączam się i wystawiam na aukcję "piłkę małego kibica". Zabawka uczy, śpiewa, liczy, pomaga w rozwoju i sprawia frajdę przy codziennych dziecięcych figlach:)

Zabawka jest nowiutka, w oryginalnym pudelku, NIE UŻYWANA!!!.

Licytację zaczynamy od kwoty 20 zł, a pieniążki zbieramy do 21 lipca!

Na przelew po wygranej czekam 3 dni. Przelew proszę wpłacić na tej stronie, z dokładnym podpisaniem się ( imię, adres bloga lub w inny wcześniej ustalony ze mną sposób;)
W razie pytań piszcie na maila:
monika.koziel13@gmail.com

Bardzo proszę wesprzyjcie akcje pomocy Szymkowi....


Pomoc dla małych oczek Szymka!!!!

Kochani Madeleine poprosiła mnie o pomoc i rozgłoszenienie akcji pomocy dla małego Szymka. Oczywiście nie odmawiam i z miłą chęcią się przyłączamy (ja i mój mąż). Sprawa jest prosta: zbieramy na oczka małego Chłopczyka, który ma jeszcze przed sobą całe życie...Każda złotóweczka, pomysł pomocy się przydaje, jest ważny i nieoceniony!!!
Historia Szymka:

'' Szymek traci wzrok. Ma prawie 2 latka i nic wcześniej nie wskazywało na to, 
że może nie widzieć. Jest jeszcze za mały, żeby o tym powiedzieć. 
Od urodzenia miał problem z ropiejącymi oczkami, ale lekarze zalecili 
antybiotyki i płukanie kanalików łzowych.
Rodzice czuli, że nie wszystko jest w porządu. Szymek był niespokojny. 
Któregoś dnia zauważyli odblask w prawym oczku synka

Wyglądało to jak zbocze góry lodowej. Od razu udali się do lekarza.
Nie byli gotowi na to, co usłyszeli. 

USG i badanie dna oka wykazały guza na siatkówce.
Zaczęły się chemioterapie - Szymuś ma ich już za sobą 6. 
Pół roku spędził na parapecie, obserwując to, co jest za oknem.
Być może dlatego tak bardzo lubi samochody - najczęściej je widział za oknem.
Lekarze chcieli wykonać zabieg brachyterapii,
podczas którego jest uszkadzany nerw wzrokowy.
Wtedy Szymek byłby skazany na protezę oka, bez szans na jego uratowanie.
Rodzice pojechali na konsultację w Londynie.
Tam okazało się, że guz Szymka jest bardzo duży, 
ale jest 80% szans na uratowanie oka.
Przy takim leczeniu chemia (melphalan) jest podawana
przez tętnicę udową bezpośrednio do oka.
Niestety, w Polsce takiej metody się nie stosuje.
Rodzice za wszelką cenę chcą uratować oczko Szymka. 
W kwietniu guz był nieaktywny, jednak po wielkiej radości
przyszedł podwójny smutek - podczas czerwcowych badań
okazało się, że jest nowe aktywne ognisko guza.

Czas nie jest sprzymierzeńcem, guz potrafi szybko zniszczyć oko.
Wczoraj rodzice otrzymali pismo z Londynu, że czekają na Szymka 3 lipca. 
Zostało niewiele czasu, żeby zebrać pieniądze na pierwszą dawkę chemii.
Jeśli tylko uda się zebrać pieniądze, Szymek nie straci oka. 
Dzięki osobom, które go wesprą, będzie widział kolory i otaczający świat. 
I przede wszystkim nie będzie się bał. 
Bo brak wzroku to przede wszystkim strach i ciemność. 
Biała laska jej nie rozjaśni, operacja oka - tak. ''

O Szymku więcej możecie poczytać i pomóc TU.
Nie bądźmy obojętni, proszę pomóżmy!!!!


piątek, 12 lipca 2013

(pod)różne...

W ostatnim numerze National Geographic znalazłam dołączony jako gratis pamiętnik z podróży Martyny Wojciechowskiej.

 Nieduży, w miękkiej oprawie, ale z mnóstwem praktycznych i ciekawych informacji. Nie mam w sobie (niestety) duszy podróżnika, choć bardzo lubię czytać o miejscach, w które raczej są poza moja możliwością. Wieczorami zawsze choć troszkę w łóżku kartek przewertuję, zanim wtulę się do męża i oboje zaśniemy, jak niemowlaki po ciężkim dniu:)

Dziś mam wolne z racji szczepienia Miłosza. Bardzo się cieszę, że są takie dni, kiedy mam go tylko dla siebie, kiedy razem spacerujemy (a raczej wędrujemy przez pół Krakowa:)). Lubie swoja prace i lubię pracować, ale prawda jest taka, że bardzo tęskno mi za takim prawdziwym matkowaniem. Za wyjściem rano na spacer, na huśtawki, na wspólne przebywanie w ciągu dnia...nie tylko popołudniu, kiedy wracam z pracy.
Choć może niedługo już to wszystko ulegnie zmianie, bo .......:):):)

Brak mi weny do gotowania obiadu dziś, sama nie wiem na co mam ochotę, więc chyba zaspokoję swój głodek sałatka grecką:) pyyyycha:)

wtorek, 9 lipca 2013

fotograficzny przekrój tygodnia

Ponieważ ostatni  tydzień był bardzo ciężki, zwłaszcza w pracy ( i jest nadal- szykują się zmiany, które spadły na mnie tak nagle, ale raczej pozytywne), a pogoda sprzyja wyjściom na spacery i kocyk, w mojej dłoni częściej niż komputer znajdował się aparat. Więc post będzie fotograficzny.

Pierwsze maliny Pana Miłosza, które mimo iż są słodziutkie i pyszniutkie nie zasmakowały  małemu koleżce. Krzywił się po nich jak po cytrynie:)!!!!
Jeść musi każdy, to chyba oczywiste i dlatego Pan Milosz nakarmił swoją nową maskotkę od wujka Sławka:) 

Matka po pracy zmęczona, nie siły na spacer, więc zawsze jest przyjemna alternatywa: ogródek:) 




 Proszę, aparat przenośny;) właśnie dzwonimy do taty, aby kupił więcej chrupeczków kukurydzianych:)
                          
Oj tyle się teraz dzieje. Kurcze nie spodziewałam się, że moja "kariera zawodowa" nabierze takiego tempa. Zmiany szykują się wielki, ale jeszcze nie ma chyba co dzielić skóry na niedźwiedziu. Wole poczekać na przebieg wydarzeń, a to nie jest do mnie podobne. Chyba naprawdę troszkę dojrzałam;)

Ostatnio nie mogę nawet zrozumieć swojego organizmu. Nie przepadam za słodyczami, ale wczoraj myślałam, ze pypcia dostane w pracy, jak nie zjem czegoś słodkiego! Padło na rodzynki w czekoladzie..mmmmm...To przez te upały chyba. Jak tak dalej pójdzie, to się w drzwi nie zmieszczę hi hi hi;)

kobieca przyjaźń

Myślę, że mogłabym pokusić się o stwierdzenie, że chyba nie ma na świecie kobiety, która nie miałaby choć jednej przyjaciółki- koleżanki. Drugiej połówki, która dopełniałaby nasze wewnętrzne ja.
Nie ważne z jaką częstotliwością odbywają się spotkania, telefony, maile, smsy, rozmowy, chyba każda z Nas ma potrzebę trwania w takim kobiecym związku. Może jest to wpisane w naszą naturę, tak jak zdolność rodzenia dzieci?
No bo pomyślmy, jak wyglądałoby nasze kobiece życie bez wsparcia powierniczki?
Wydaj mi się, że przyjaciółka/ -ki  są nam kobietom potrzebne do życia jak tlen ;)
Nawet wielki świat kreuje przyjacielskie kobiece związki na podstawę naszej egzystencji.
Nie patrząc daleko, najlepiej sprzedają się seriale, czy filmy mówiące właśnie o tej tematyce: "Seks w wielkim mieście", "Przyjaciółki", "Gotowe na wszystko", czy "Klub szalonych dziewic".

Ja osobiście nie wyobrażam sobie życia i egzystencji bez kobiecej przyjaźni. Mam prawdziwe przyjaciółki, choć w różnych miejscach Polski i świata, ale są zawsze!! I mam sporo koleżanek, znajomych, które również tworzą wielka całość mojej osoby, mojego czasu..

Dziś Madeleine zamieściła post o współczesnych wiedźmach:) wspaniały, zabawny, bardzo na czasie i mówiący prawdę o Matkach Polkach:) 
Gorąco Wam polecam, bo zgadzam się z Nią bez mruczenia, że mamy coś z Wiedźmy w sobie.
 Może dlatego często panowie mówią o naszych babskich spotkaniach " zlot czarownic";)
 Miłego dnia:)




czwartek, 4 lipca 2013

smak lata

po kilku niezbyt ciepłych i przyjemnych dniach, do Krakowa na nowo zawitało lato:)
Słońce leje się żarem z nieba, temperatura rozgrzewa do czerwoności, a ludzie znowu radosni. Tak, endorfinki wróciły na dobre:)
Wczoraj po powrocie z pracy zabrałam Miłosza na spacerek, ale skończyło sie w naszym ogródku na kocyku i w porzeczkach:)

na takich oto mieszkańców porzeczkowych krzaczków napotkałam podczas zbierania.

Jejku, nawet nie miałam pojęcia, że takie porzeczkowanie, może być aż tak odprężające:)

A ponieważ znowu dopadło mnie "letnie zasilenie", wszystko i wszystkich postrzegam poprzez różowe okulary:)
 oczywiscie nie mogło obejść się bez nieocenionej pomocy mojego Małego Asystenta:)
Garnek z porzeczkami na kompocik był okupowany przez Miłosza:) Ileż frajdy miało moje dziecko z dotykania i mieszania porzeczek:)
Nie obyło się również bez ofiar!! I nie mam tu na myśli tylko komarów. Ponieważ ciepełko nie zawsze sprzyja małym rozbójnikom, pomyślałam o podcięciu włosów Młodemu. Zanim mąż wrócił z pracy dokonałam ścięcia włosów syna numer pięć w swojej krótkiej karierze fryzjerskiej i od wczoraj mój syn w pełni przygotowany do lata:)
Sądząc po minie, bardzo mu się podoba:)
A porzeczkowy smak lata to jest to!!!!:)

wtorek, 2 lipca 2013

bieg czasu

choć mam już te swoje 28 lat, w mojej duszy nadal żyje 21-o letnia dziewczyna. Mimo,że czas leci nieubłaganie, ja nadal mam wrażenie, że to dopiero "oczko", początek mojego "dorosłego życia".

Z jednej strony to wspaniałe: młodość, świeżość..ach...
Jest i ta druga strona, zwana rzeczywistością;) do której czasem ciężko mi przywyknąć. To czasem aż zabawne, kiedy uświadamiam sobie "powagę";) swojego wieku. Tą dojrzałość.....
Kocham swój wiek i nie żałuję, że jest tak jak jest. Choć czasem przyjemnie byłoby uniknąć tego chwilowego szoku, po którym następuje duży uśmiech w głębi ducha, kiedy znajduję pojedyncze siwe włosy lub zauważam, że moja skóra na buzi, to już nie ta sama świeżość, co kiedyś.

Tak wielki dziś nastało, bo oto mam swój pierwszy krem ujędrniający do twarzy.....hi hi hi...co lepsza idąc na ten poważny zakup, czułam jakby czekała mnie wielka przygoda!! Nowy etap:) i mam swój pierwszy krem i buzia moja od ucha do ucha się śmieje, że taka ze mnie już powoli staruszka:):):):)

Czas leci, pędzi, mknie, zasuwa...a ja powoli dzięki temu postrzegam swoją dojrzałość, coś się zmienia. Nie tylko wygląd, ale i podejście do wielu spraw, do życia, do otaczającego mnie świata i ludzi....

I kurde, plecy mnie bolą i dźwigać już ciężko i po schodach na górę z małą zadyszką lub bólem w nogach.....

I jestem Staruszka......
I lubię ten stan.....
źródło: sieć

:)