Moja lista blogów

środa, 28 sierpnia 2013

się chwalę!!!!!:)

Zamierzam się pochwalić pierwszą samodzielną kolorowanka mojego Miłosza. Oto dzieło na miarę wystawy w największych galeriach tego świata;)
A, że jestem najdumniejsza z matek z tego cudnego powodu, więc chwale się (mimo, iz to nie ładnie) dziełem kochanego malca:)

wtorek, 27 sierpnia 2013

końcówka

zawsze wydawało mi się, że końcówka wakacji to czas, kiedy słońce praży z nieba, a pogoda przyjemnie umila kończący się czas laby. Tak przynajmniej ja wspominam swoje końcówki wakacji. Niestety od kilku dni pogoda nas nie rozpieszcza. Coraz bardziej daje do zrozumienia, że nadchodzi wrzesień....I podoba mi się to:) Poranki nieco chłodne, czuć już  lekki chłodek w drodze do pracy, dzień już coraz krótszy....W takich momentach zawsze myślę o ciepłym swetrze i kubku gorącej czekolady lub herbaty pitym w objęciach jesiennego wieczoru pod kocem na tarasie, kiedy dzieciaki będą już spały:):):) To dopiero pierwsza jesień w domu, a drugie dziecko w drodze, ale takie mam marzenie i wyobrażenie o jesiennych domowych wieczorach- hi hi hi za marzenia się nie płaci, więc
korzystam ile mogę;)

Jesień w domu jest inna, różna od tej  w bloku. Dziś zauważyłam to czytając pod jednym z postów Madeleine z kurnika, że Ola ma rację. W domu zawsze jest chłodniej. Dziś nie byłam wstanie siedzieć bez ogromnej bluzy mojego męża. Wieczorem poraz pierwszy pomyślałam, że najwyższa pora montować kaloryfery na poddaszu (obyśmy zdążyli przed mrozem).
Teraz delektuję się ciszą i blaskiem waniliowych świec w naszej sypialni, których blask rozgrzewa mnie wewnętrznie swoim ciepłem:)
źródło: sieć
I wszystko byłoby ok, gdyby nie początki rodzinnego przeziębienia:( Ale to chyba nieodzowny jesienny duet....

Dobrej nocy:* 


sobota, 24 sierpnia 2013

migrenowy zawrót głowy.

I znowu dopadła mnie ta cholera!!! To juz kolejny tydzień, gdzie funkcjonowanie mam nieco zaburzone. Te ciągłe bóle, aury, które im towarzyszą....mam wrażenie, że czasem zabierają mi ważny etap życia....Nie chcę, aby zabierały mojemu synowi mamę, a mężowi zonę. Nauczyłam sie z nią już tyle lat żyć....a teraz...teraz jest jeszcze ciężej...nic nie biorę, bo jest fasolka. Walka z migreną staje się dla mnie powoli walka z wiatrakami....Niestety, nie zawsze odpowiednie odżywianie i w miarę ułożony tryb życia pomagają. Choć napewno nieco łagodzą objawy.
Całe szczęście w tym nieszczęściu, że mam wsparcie z każdej strony....I bardzo, ale to bardzo jestem wdzięczna i szczęśliwa, że mimo tej niedyspozycji, mogę liczyć na najbliższych....
dziękuję Kochanie:*

wtorek, 20 sierpnia 2013

ciążowe smaczki

Ta ciąża stanowczo różni się od pierwszej. Przy Miłoszu ochota była tylko na zdrowe, gotowane rzeczy: nabiał, pomarańcze, ryby- głównie śledziki po góralsku;), owoce i warzywa. Nie tolerowałam w ogóle ani słodyczy, ani smażonego. Nawet sam zapach mnie odrzucał.
Teraz jest troszkę inaczej. Na samą myśl o frytkach, chipsach i batonikach, ślinka mi cieknie...
źródło: sieć
  Wiem, że ważne jest zdrowe odżywianie, dlatego wewnętrznie toczę ze sobą walkę, aby nie skusić się na coś słodziutkiego. Teraz np. mam nieodpartą ochotę na milky way ameo:) mmmm......
No, ale człowiek, istota rozumna, więc puki co zdrowy rozsądek wygrywa z zachciankami.
źródło: sieć

źródło: sieć
Oczywiście nie zamierzam się katować w nieskończoność. Myślę, że raz na jakiś czas trzeba sobie pozwolić na odrobinę przyjemności. Po kilku dniach pokus mąż przywiózł mi moje ukochane lody:)
źródło: sieć
Były wspaniałe, ale po trzech łyżeczkach miałam już dość. Jednak organizm mam nie przystosowany do łasuchowania słodyczy, więc chyba nie będzie tak źle;)

Ciekawe jakie ciekawostki jeszcze czekają mnie w najbliższych 29-ciu tygodniach?;)

niedziela, 18 sierpnia 2013

sielanka

Ostatnie dni mijają nam raczej błogo, wesoło i leniwie. Są wspólne śniadania, obiady i kolacje. I prawda jest taka, że to zasługa wolnego, to jest to niesamowicie przyjemnie i budujące:)
Miłosz zajada już z Nami przy stole:) To takie niesamowite, że jeszcze tak niedawno ten malec leżał w łóżeczku, pił mleczko, a teraz zaczyna pić z kubka, jadać kanapki i nieblendowane obiady. Ten czas tak szybko leci....

Ponieważ weekend porozpieszczał nas troszkę w domowej atmosferze, mam takie wewnętrzne poczucie jedności naszej rodzinki. Brakowało mi tego bardzo. Praca na tygodniu i inne obowiązki, czasem zasłaniają istotę piękna, która zawarta jest w zwykłym domowym rodzinnym czasie...

Upiekłam ciasto- szarlotkę, ukochana mojego męża. Przez długie tygodnie zbierałam się na pieczenie i wreszcie czas się sam znalazł ;) Jeszcze nigdy nie piekłam z takim zacięciem:)

Podczas niedzielnego wylegiwania sie w ogródku, mój mały synek nazbieral dla mnie pierwszy raz w życiu "kwiaty"!!! Po prostu sama słodycz!!!! Gdybyście tylko widzieli z jakim zapałem je skubał i dawał mi do ręki;)
Nareszcie była chwilka i dla mnie. Nadrobiłam zaległości w czytaniu ostatniego national geographic. Ehhhh....błogo:)

W między czasie Milosz myszkował w piaskownicy. Potem do zabawy przyłączył się tata:)


A, że pogoda nie zawiodła popołudniowe odpoczywanie Pan Milosz zakończył w baseniku:) 
Chyba nie muszę mówić, że próba wyjęcia Go już z zimnej wody okazała się niezadowoleniem i prysznicem dla rodziców.

Po kolacji czytaliśmy wiersze Brzechwy, które cała nasza trójka uwielbia:)
Jutro powrót do pracy po pięknym wolnym....ahhh....

Dobranoc:*

wtorek, 13 sierpnia 2013

sławne mamy

Wiadomo nie od dziś, że "Matka" to najpiękniejszy, ale i najtrudniejszy zawód naszego globu!!! Każda Mama niezależnie od narodowości, zasobności portfela, czy poglądów życiowych, pragnie dla swoich dzieci szczęścia i wszystkiego co najlepsze w tym całym zwariowanym świecie.
W mediach bycie Mamom, stało się ostatnio bardzo modne. Często możemy zaobserwować nowinki, nowości i inne ploty odnośnie sławnych mam, odnośnie ich ubierania się, życia prywatnego, pracy itd.
Ok, można by rzec, że czasem jesteśmy zasypywani głupotami, a czasem z ciekawością popatrzymy na taką sławną mamę, np. na jej wygląd (nad którym może i pracuje rzesza stylistów, ale popatrzeć miło:) Ja osobiście mam kilka takich swoich ulubionych sławnych mam, na które lubię zwrócić uwagę.
Oto moja lista top;)- pozycje są przypadkowo ułożone.
1.Ania Przybylska


 
2. Miranda Kerr


3. Jessica Alba



4. Victoria Beckham

źródło: sieć


sobota, 10 sierpnia 2013

w ogródku, czyli moja huśtawka

O tym, że hustawka potrafi być najmilszym dziecięcym wspomnieniem wie chyba każda mama. Nareszcie i w naszym ogródku zawitała takowa. Piękna, wygodna, czerwona huśtaweczka.
 A, że Pan Miłosz uwielbia tego typu zabawę, nam jako rodzicom pozostaje tylko dumnie patrzeć na szczęście swojego maluszka:)



I pojawia się problem, kiedy trzeba opuścić śliczną huśtaweczkę. Niezadowolenie jest baaardzo manifestowane przez małego Łobuziaka:)

milego weekendu:*

wtorek, 6 sierpnia 2013

pragnienie

Czego pragnę? to proste!! Jak każda kobieta, miłości mężczyzny do ostatniego siwiuteńkiego włoska. Do ostatniego tchnienia, chcę właśnie Jego!!! Mojego własnego, jedynego i ukochanego męża:)
Bo czy mogą być wypowiedziane piękniejsze słowa o miłości niż te poniżej?
ŹRÓDŁO: SIEĆ

Tak, tak, tak, tak pragnę być zgryźliwa staruszką u boku mojego ślubnego staruszka. Dzielić z Nim każdą dole i niedolę, aż po wieki...razem!!!!!


weekend z diagnozą w tle

Ja nie wiem już jak to jest. Człowiek czeka na weekend w nadziei,  że spędzi go z dzieckiem w 100%. Że na te cholerne kulki w końcu pójdziemy, albo na rynek krakowski cudowny..No i co?! no d... bo pokiełbasić musi się wszystko!!! Zamiast na kulki mąż wpakował mnie do samochodu i śmigiem do szpitala zawiózł, bo przecież jak żona  traci kontrolę nad ciałem, mówić nie może i traci świadomość, to wszystko się zostawia...Najważniejsze co tylko mieliśmy w myślach" aby z fasolką było wszystko ok".
Dzięki Bogu serduszko bije, walczy...moje dzielne dzieciątko:) Więc powrót na SOR i czekanie najpierw na swoją kolej, a potem na diagnozę.
Niestety ta rzuciła nas na kolana, choć oboje z mężem staraliśmy się zachować spokój.
Ponieważ w ciąży neurolog nie mógł mi zrobić żadnych badań, potwierdził 3 możliwe przypadki, które mogą być: tętniak, guz lub migrena bezaurowa.....szok?! niedowierzanie?!....
Nie zgodziliśmy się na badania, bo to znaczyło jedno- skrzywdzenie fasolki...
Więc jesteśmy i funkcjonujemy z nadzieją, że to tylko migrena moja niedobra. Nie bierzemy innej opcji...choć, gdyby nie badania robione 3 lata temu porządnie, to pewnie nie byłoby w nas tyle optymizmu.

Niedziela, to nie tylko potworne upały, ale też odsypianie migreny. Choć tyle, że głowa nie bolała....
Dziś jest już ok, ale gdzieś tam się w głowie ciągle wierci diagnoza, choć nie dopuszczam jej do siebie, echem się odbija....

Ale będzie dobrze, wierze w to mocno!!!!!

piątek, 2 sierpnia 2013

fotograficzny przegląd lipca

Ponieważ nie miałam ostatnio za dużo możliwości blogowania, gdyż jak to na początku ciąży bywa- spać się chce cały dzień- a tu jeszcze praca, dom, dziecko....Po prostu nie zawsze jest czas złapać chwilę zakrętu. Dlatego chciałam Wam przybliżyć ten czas w fotograficznym skrócie:)

Nikomu nie oddam mojej grzanki;)

Pierwsza postawa stojąca Miłosza. Normalnie pękaliśmy z dumy z mężem:) Teraz nie możemy spokojnie na rowerek wyjść, bo mały kaskader ciągle stoi i siada w trakcie jazdy:)


 w sobotni poranek wybieramy się na huśtawki, zanim jeszcze słońce postanowi mocniej przygrzać;)

Nie ma to jak "bezinteresowna" pomoc syna w wieszaniu prania:)


W upalne popołudnia i Pan Miłosz korzysta z ogrodowego baseniku...ileż On ma z tego frajdy...aż milo patrzeć:) Problem pojawia się zawsze przy wyjściu z wody:/



A kuku tu się schowałem...


Mały człowiek swój styl ma!!! od kilku dni nie chce chodzić w niczym innym tylko w kapeluszu. Nawet po domu!!! 


Bardzo gorąco dziękuję Wam za gratulacje i życzenia.:):*  Właśnie rozpoczęliśmy 9-ty tydzień:)!!!
Powoli dochodzę już do siebie, nudności odpuszczają, popołudniowe drzemki też powoli odchodzą w zapomnienie. Obecnie na śniadanie, obiad i kolacje mogłabym żywić się tylko pomidorami;) ale tyle dobrze, że przynajmniej są zdrowe i w sezonie:) 



czwartek, 1 sierpnia 2013

Moje ostatnie kosmetyczne odkrycie

Dziś chciałam się z Wami podzielić moimi ostatnimi odkryciami w kosmetyce kolorowej. Zawsze do makijażu zarówno codziennego jak i wyjściowego stosowałam kosmetyki renomowanych zagranicznych marek. Od jakiegoś czasu ciągnie mnie w stronę rodzimych marek. Ponieważ zakochałam się  polskich produktach do pielęgnacji ciała, postanowiłam spróbować też z produktami kolorowymi. Nie do końca byłam jednak przekonana o słuszności tego eksperymentu, ale koniec końców uważam go za udany.
Na pierwszy ogień poszedł podkład, puder oraz bronzer (te trzy produkty są dla mnie filarem udanego makijażu- brakuje jeszcze różu, ale tu jestem wierna nadal bourjois).
Podkład AA kryjący, puder matujący oraz bronzer Sensique. O dziwo każdy świetnie sprawdził się na mojej twarzy, a podkład...ach.....po prostu CUD MIÓD I ORZESZKI!!!! Jestem z niego najbardziej zadowolona. Bardzo dobrze się wchłania, nie zostawia grudek, super kryje, jest bardzo wydajny, jak na takie niepozorne opakowanie. A co najważniejsze, nie tworzy efektu maski, wiec skóra buzi na prawdę pozostaje naturalna:).

Puder oraz bronzer świetnie sprawdzają się teraz latem. Buzia się nie świeci, a bronzer nadaje piękny efekt opalenizny. 
Dodatkowy plus jak dla mnie to cena. Kosmetyki nie są drogie, a swoim działaniem niczym nie ustępują wcześniej stosowanym przeze mnie zagranicznym kosmetykom:)