Moja lista blogów

niedziela, 29 września 2013

Moje zakupowe szaleństwo, czyli nareszcie weekend

Nareszcie sie Matka doczekała. Nastała sobota, pensja wpłynęła, więc z samego rana listę SWOICH zakupów do torebki wpakowałam i w try mig z Młodym na zakupy pojechałam. Najpierw odwiedziliśmy pepco. Oj obkupiliśmy się tam z Młodym oboje:) Synciu dostał spodnie dresowe, czapkę, szalik i rękawiczki oraz kilka par skarpet i rajstop. Ja za to nareszcie mam pantofle:)!!!!! milutkie, przyjemne, ach...pantofle..o takie:
Potem pojechaliśmy na ukochany mój bazarek. Co prawda tylko po buty, ale jak to bywa na bazarkach promocji i okazji bez liku:) I takim sposobem kupiłam dwie pary butów (te wiązane z obcasem po 49 zł)

oraz apaszke w panterkę za 15 zł. Potem już tylko uzupełnienie listy w kosmetycznym, po pysznym krakowskim precelku na puste brzuszki i wracamy do domu. Oczywiście do domu dotarłam już bez Miłosza, bo mąż wwiercał listwy w pokoju Fasolki, więc małego przechwyciła babcia z dziadkiem. Pracy w domu jest jeszcze masa. Wykończeniówkę to obstawiamy jeszcze tak na min. 3 lata, ale powoli powoli dajemy radę:) Ponieważ mąż  walczył z listwami obiad musiał nie tylko dodać sił, ale i zachęcić do dalszej pracy;) 
Niestety od rana wisiała w powietrzu małżeńska kłótnia, więc popołudniowa herbata zakończyła się małą awanturą..... 
No nic, tak bywa...rozprawiać nie ma o czym....już toporek zakopany:)

Wieczorem mąż przyłączył się do mojego czytania waszych wpisów na blogach. Post zaradnej: zaradna
o dowcipach o dzieciach doprowadził nas do śmiechowego płaczu. Dziś podczas spotkania z rodzeństwem męża te kawały były hitem:) Naprawdę polecam:)
A, że przepiękna pogoda dziś w krk, więc i dzień mimo planów baardzo intensywny w spotkania i spacer (co bardzo, ale to bardzo lubię:)).
Najpierw obiad (szybki) u mojej mamy, potem pędem na spotkanie na rynek (mmm...pyszna mrożona kawa i suflet czekoladowy z lodami- choć dla Fasolki za słodko, ale pysznie:)). Potem spacer plantami i ostatnia wizyta tego dnia u mojej przyjaciółki. Pojechaliśmy w końcu poznać Jej trzytygodniowego synka (bo od czasu porodu, jeszcze Go nie widzieliśmy, nie plotkowałyśmy o porodzie itd). Nie mogłam sie już doczekać, bo telefon to nie to samo, co babska wymiana poglądów, przeżyć itd.

Powrót do domu, to zimno!!!!! Kurde, mimo słonka dziś, w domu lodówka. A, że późno juz na przyniesienie drewna d pieca, więc zdecydowaliśmy, że śpimy dziś wszyscy w salonie (jak za czasów, kiedy się tu przeprowadziliśmy). Wszystko przez brak kaloryferów na pietrze, bo oczywiście jak się zamawia i mają być do dwóch tygodni, tzn., że będą ale za 7 tygodni i to tylko trzy, bo reszta to nie wiadomo kiedy dokładnie. A te trzy, to jeszcze dwa złe....wrrr.....no stres, zima nam nie groxna...po prostu znów będziemy koczować na dole...Można by powiedzieć, że góra wtedy dla nas, to jak domek letniskowy;)

Fasolka ma już 17 tygodni:) Z tego co czytaliśmy, to potrafi klaskać w dłonie i dotykać po buzi!!!:) (Moja słodka istotka)...i słyszy, bo słuch ma już dokształtowany, więc od wczoraj słuchamy spokojnej i relaksującej muzyki:) Jutro mam wizytę u ginekologa,  więc może zrobi nam usg (już można określić płeć, więc mam nadzieje, że się Groszek dobrze jutro ustawi, a Pani doktor zrobi to badanie).
Zobaczymy;)
Mam nadzieję, że i Wasze weekendy minęły rodzinnie i przyjemnie:)



czwartek, 26 września 2013

nowe ciążowe smaczki

Nastała jesień, wiec i smaki Matki uległy zmianie:) Kurcze, taka sezonowa ciąża hi hi hi;)
Dziś kończymy 16-ty tydzień. Obiecałam fotkę brzusia, więc jest:)
Trochę mi to zajęło czasu, ale.... Panie, Panowie oto ciążowy brzuszek we własnej osobie:)
(TROCHĘ SŁABA JAKOŚĆ, ALE PRZEŻYJĘ)
Od wczoraj moje myśli i kubki smakowe podążają w jedną stronę: owoce i warzywa!!!! Tak, własnie tak..za grejfruta, marchewkę, brokuła czy jabłko dałabym się pokroić. Dziś omal będąc z Młodym na spacerze nie obrabowałam straganu z warzywami;)
I grzyby!!!!o tak!!!! Chodzą za mną jak mało jakie cudo!!!! Jutro zabieram Milosza na targ po grzybki, będą pyszne gnocchi z podgrzybkami:) ach...już nie mogę się doczekać!!!!

Miłosz, mały miłośnik samochodów od dwóch dni ma nowe ulubione spacerowe zajęcie. Mianowicie, obserwacja jeżdżących samochodów przy drodze! Ileż szczęścia temu malcowi daje przejeżdżająca betoniarka, ciężarówka czy tir! Wczoraj miałam chyba więcej spalin w organizmie niż za całe życie. Nie pozwalam Mu oglądać za długo, bo przecież nie byłoby czym oddychać, więc po 15 minutach z płaczem i ogromnym niezadowoleniem wracamy na spacerowe ścieżki. Ileż się Matka natłumaczyć musi, że to nie zdrowe, że wrócimy, że trzeba zwiedzić pozostałe rejony itd. A mój Królewicz tylko z wymuszonym płaczem, łzami większymi od grochu i buzią odwróconą do jezdni próbuje namówić mamę na powrót.

Burza kurde z piorunami sie robi:/ zmykam, bo się troszku cykam. buziole:*


środa, 25 września 2013

Tata bajkopisarz

Uwielbiam, jak mąż jest w domu, kiedy Miłosz ma gorszy dzień i buntuje się przy posiłkach. Zawsze wtedy mogę liczyć na Jego kreatywność! Zazwyczaj opowiada wtedy Młodemu o przygodach owoców, które mamy w koszu na stole w jadalni.
Nie dość, że potrafi na poczekaniu wymyślić takie historie, że sama często słucham z ogromną ciekawością, to jeszcze funduje synowi dokładną animację:)  Miłosz tak pokochał tatusiowe opowieści, że problem z jedzeniem pojawia się tylko jak mąż jest w domu. W ciągu dnia Matka nawet nie potrzebuje pomocy, bo Młody wszystko wsuwa.

Tata jest ponadto najlepszym kumplem i kompanem w zabawach Miłosza. Takie figle i migle, jakie nieraz wyprawiają to z mamą by nie przeszły. Po prostu Matka nie ogarnia czasem tego ich męskiego świata, a czasem jest mi wręcz przykro, że pewne sprawy mnie omijają. Tak bardzo widzę tą męską solidarność, ten ich męski świat. I wiem, że pewne sprawy, będą tylko między Nimi.
Jednocześnie cieszę się, że ich relacje są tak żywe, serdeczne, codzienne:)

Ostatnio poukładali wszystkie pojazdy Miłosza w kolejności od najmniejszego do największego:) Matka z Fasolka została zaproszona do zabawy:) I tym oto sposobem dumnie pozwolono jej uwiecznić owe męskie dokonanie na zdjęciu:)

P.S. Jutro zamieszczę ten przepis na dżem dyniowy o który pisałam, bo muszę go przepisać, gdyż nie mam linka do bloga w którym go znalazłam. Dysponuję jedynie wydrukowanym przepisem.
Pozdrawiam:*

poniedziałek, 23 września 2013

Pyszny i zdrowy jesienny krem z marchewki

Kocham zupy kremy. Jestem normalnie szaleńczo w nich zakochana:) Są nie tylko smaczne, ale i syte a co najważniejsze bardzo proste i szybkie w przygotowaniu.
Dziś chciałabym Wam zaproponować pyszny krem z marchewki (napewno wiele z Was ma swój własny sposób na to cudo). Ten przepis ja stosuję w swojej kuchni:

Skład:
5 dużych marchewek,
3 średnie ziemniaki,
2 ząbki czosnku,
1 łyżka masła,
1 łyżeczka śmietany,
rosołek lub bulion,
sól, 
pieprz,
jogurt naturalny.

Przygotowanie:
  1. Do gotującego się bulionu (rosołku) wrzucić pokrojone marchewki w duże kawałki marchewkę oraz masło. Po kilkunastu minutach ziemniaki, czosnek, sol i pieprz. Wszystko razem gotujemy, aż warzywa nie zmiękną. 
  2. Ściągamy z ognia, dodajemy śmietanę i wszystko razem blendujemy.
  3. Nasz krem nakładamy na talerz, dodajemy na wierzch dwie łyżki jogurtu (jeśli nie lubicie, wystarczy jedna). Posypujemy grzankami, ptysiami- czym tam lubicie i macie:) 
  4. Pyszne i zdrowe danie gotowe:)


Smacznego:)

piątek, 20 września 2013

16-ty tydzień ciąży: start!

Dziś (zgodnie z wyliczeniami naszej Pani ginekolog) rozpoczynamy 16-ty tydzień ciąży!!! Kolejny, piękny tydzień, który przybliża nas już do porodu (jeszcze tylko jakieś 24 tygodnie.Chyba, że Fasolka zdecyduje inaczej;)).
Podobno w tym tygodniu mija zagrożenie poronienia, co nie zmienia faktu, że muszę na siebie bardzo uważać, po ostatnich wybrykach.
Statystyki ciążowe w moim przypadku wyglądają następująco:

  • czuję Fasolkę, jak sie przemieszcza- to wspaniałe:)!!!!!
  • brzuszek urósł do rozmiaru duuużego balonika (poważnie, w drugiej ciąży podobno widać szybciej, ale nie myślałam że aż tak;)
  • ciągle mam ochotę na ogórki kiszone (nawet woda po ogórkach się nie uchowa)
  • samopoczucie wspaniałe, tylko fizycznie mam wrażenie że bardzo słabo, mimo, że jestem aktywna (dużo spaceruję i chodzę po schodach).
  • mam ogromną ochotę na seks (i mąż jest zachwycony tym jeszcze bardziej niż zwykle;)
Powoli przymierzam się do wyciągnięcia odzieży ciążowej ze strychu. Ale tragedii jeszcze nie ma. Tym bardziej, że normalnie jeszcze wchodzę w swoje ciuchy. Choć marzy mi się kilka nowych sukienek:)
W pierwszej kolejności muszę jednak zainwestować w buty, bo te które mam to za wysoki obcas mają. Mam już jedne upatrzone, ale to z następnej pensji;)

Podobno można już określić płeć dziecka, więc Ślubny się śmieje, że w poniedziałek lecimy na USG;) Oboje jesteśmy ciekawi, czy będzie Oluś czy Nataszka, ale musimy jeszcze uzbroić się w cierpliwość.
Dziś w nocy, śniło mi się, że urodziłam chłopczyka....:) Ciekawe, czy to podświadomość takie figle płata? Dla nas i chłopczyk i dziewczynka to wspaniała wiadomość:) nie mamy faworyta;)

Ponieważ jutro będziemy wkręcać lampy na parterze w domu i kończyć przygodę z konfiturami na ten rok (zostały mi już tylko dżemy dyniowe) życzę Wam udanego i spokojnego weekendu:*



czwartek, 19 września 2013

"...więc choć pomaluj mój świat...."

Od czasu, kiedy Miłosz pokolorował swój pierwszy obrazek :) Matka postanowiła, że zakupi dziecku Jego pierwsze kredki i zeszyt. Jak postanowiła, tak też zrobiła i od kilku tygodni Pan Miłosz jest posiadaczem cudownych 6 sztuk kredek woskowych (małe, grube, w sam raz do malej raczki;)).

A, że stoliczek i krzesełka już były, a miejsca w salonie pod dostatkiem, Pan Miłosz ma swój mały prywatny kącik do rysowania:)

 Obowiązkowy gadżet, który Miłosz kazał sam sobie postawić- odpustowy wiatraczek.
Robi sobie przerwy w malowaniu i każde sobie go podawać, aby pokręcić dwa, trzy razy i odstawia:),
Własnie pozrzucał tackę i zeszyt, aby lepiej zaprezentować się na zdjęciu, gdyż mama przyszła z aparatem;)

Dzisiaj podczas próby położenia spać Miłosza na popołudniową drzemkę, mój syn postanowił poczytać Fasolce broszurkę o zachowaniu podczas zagrożenia powodziowego:) Kazał sobie odkryć brzuszek, aby widzieć Dzidziusia i usiadł na przeciwko z owa broszurką:) Każda próba schowania brzuszka pod bluzką była przyjmowana przez starszego braciszka z dezaprobatą.
Cudowny mój synek kochany:) Ależ jestem z Niego dumna:)

urlopowe zawirowania

Tydzień urlopu na ogarniecie wszystkich spraw, to stanowczo za mało;)! Dziś jest czwartek, a my dopiero ogarniamy podstawowe plany i zajęcia, jakie mieliśmy do zrobienia w tym tygodniu.
Stanowczo i jednoznacznie stwierdzam- jest dobry dla ludzi, którzy mają już nieco starsze dzieci! Hi hi hi, a tak poważnie, to przydałby się jakiś niewidzialny skrzat, który pomógłby w utrzymaniu ładu i składu w tym naszym przybytku. Miłosz uwielbia odkurzacz, wiec mam nadzieje, że jak już troszkę podrośnie, to nie odwidzi mu się to zainteresowanie;)
Ogólnie mimo zawirowania jest baraadzo wesoło i przyjemnie. Mimo, że Ślubny nadal pisze swoja epopeje magisterską, znajduje czas dla nas:)

Smaki ciążowe nadal mnie nękają. Co chwila to co innego. Wczoraj padło na czekoladę z orzechami. Nie jadam czekolad, ani orzechów ze względu na migreny, ale wczoraj dla jednej kostki dałabym sobie krwi upuścić;) Ta jedna kostka zmieniła się w całą tabliczkę!!!! dobra była:)
Po tym absurdalnym wyczynie między mną a mężem wywiązała się następująca rozmowa:
ja: Kochanie wiesz, to chyba przez te skurcze, mój organizm po prostu domagał magnezu. 
A, że czekolada i orzechy to bogate jego źródło, więc chyba to sama natura zadziałała:)
mąż: (z mina nie mogącą ukryć śmiechu) Na pewno masz rację! 
Jutro jak twój organizm będzie potrzebował tłuszczu, to przyniesiesz w reku słoninę:)
Po tych słowach oboje parsknęliśmy śmiechem....

Dziś ze względu na paskudna pogodę pędem wybraliśmy się z Miłoszem na pseudo spacer, który wynikł z konieczności upolowania kilku składników do dzisiejszego obiadu. Zmarzliśmy niemiłosiernie, ale ciepła herbata z cytryna i "rześkie" powietrze wynagrodziły nam ten mrozik.
 A na obiad placki z kurkami, mniam!!!

Po drodze do sklepu (2 km w jedna stronę) napotkaliśmy ostatnie już chyba ślady lata. 
Tak po prostu, przy chodniczku, tak po prostu samotnie w trawce rósł ostatni czerwony maczek.
Piękny!!!! Aż od razu zrobiło się cieplej, na samo wspomnienie lata.
Że też biedny się uchował jeszcze:)
A teraz puki potomstwo śpi, matka zabiera się za obiad:) Ach już nie mogę się doczekać tych placków:):):) 

poniedziałek, 16 września 2013

jak pech, to pech

A miało być tak pięknie!!! Moje najgorsze obawy co do weekendowych imprez okazały się niestety nie bezpodstawne.
Po pierwsze szalejące hormony ciągle wywoływały u mnie ataki płaczu...Ile ja się napłakałam w ten weekend, to szaleństwo;/ Popołudniu szykując się na wesele, spadłam, a raczej zjechałam ze schodów!! Bogu dzięki, że Dziecku nic się nie stało, bo asekurowałam się ręka. Cała wyobijana i posiniaczona ruszyłam w weselny tan...
 Wspaniale wesele, orkiestra, jedzenia, przyjaciele, których tak długo nie widzieliśmy (z racji ciągłej budowy) i ona...miss migrena w roli głównej. Nikt jeszcze nigdy mi nie popsuł tak beszczelnie miłego czasu:( Choć starałam się trzymać dość długo, o północy (niestety) musieliśmy się zebrać, bo mimo dobrych chęci ból był już bardzo uciążliwy. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa i mąż musiał pomóc mi wejść do domu i pokoju.
Oczywiście niedziela to odsypianie choroby, bo przecież wycieńczony organizm domagał się regeneracji. Na domiar złego chodzenie nadal sprawiało trudności, bo po raptem kilku krokach bolał brzuch (wiadomo trzeba było leżeć, aby Fasolka ucierpiała jak najmniej). Cale szczęście do imprezy urodzinowej Julka, wszystko się uspokoiło i mogliśmy wszyscy wspólnie świętować Jego pierwsze urodziny. Byliśmy wszyscy zaskoczeni, że dzieciaki mimo baaardzo krótkich drzemek chojrakowały do samego końca. Później szczęściarze odsypiali to w samochodzie w drogach powrotnych.
Padliśmy z mężem jak przysłowiowe kawki, po chwilowej batalii z małym "wyspanym" Słodziakiem, który zasnął dopiero w naszym łóżku (choć zawsze śpi u siebie w pokoju, ale ten jeden raz można było odpuścić;)).

Od dziś mamy urlop, więc nareszcie delektujemy się towarzystwem naszej czteroosobowej rodzinki;)


 

piątek, 13 września 2013

pakujemy walizki i...

Szybki powrót z pracy do domu po 15-ej, pakowanie (mam zrobioną listę, bo inaczej bym połowy rzeczy zapomniała) i wyjeżdżamy do Radomia na imprezowy weekend. W sobotę mamy zaległe urodziny i popołudniu weselicho, a w niedzielę urodziny siostrzeńca męża.
Zapowiada się więc naprawdę wspaniały weekned. Mam tylko nadzieję, że migrena nie odezwie się teraz, bo już powoli czuję, że nadchodzi.....

W takim razie życzę Wam udanego i przyjemnego weekendu:*

czwartek, 12 września 2013

Tolerancja


Ta ciąża działa na mnie bardzo refleksyjnie, medytacyjnie i niesłychanie poglądowo. Mimo, iż nie wiele czasu mam na myślenie, to gdzieś tam się coś cały czas kreci po głowie. I o dziwo wszystkie dość społeczne, życiowe.
Wczoraj podczas robienia kolacji tak ni z gruszki pomyślałam o osobach starszych, o naszym "młodym" podejściu i postrzeganiu ich w społeczeństwie. Od razu uświadomiłam sobie, że przeważnie są wyśmiewane (choćby kiedy walczą o miejsce w tramwaju lub jada na placyk przez pól miasta po tańsza o 15 groszy marchewkę) i nie rozumiane.
I pomyślałam, jak muszą się z tym czuć? co przeżywają wewnętrznie? Przecież osoby starsze wiedzą i czują jakie podejście ma do nich świat. A nikt nie bierze pod uwagę, że ich młodzieńcze czasy przypadały na okres II wojny, okres stalinizmu i komunizmu. Gdybyśmy się chwile tylko zastanowili, to dotarłoby do nas, że to chyba najgorszy czas w jakim człowiek musiał dorastać: głód, gwałty, samotność, strach, przymusowe prace, morderstwa za nic. Przecież nikt chyba psychicznie nie pozostaje po czymś takim (przepraszam za wyrażenie) "normalny". To musi zostawiać ślad na psychice, blizny na sercu...... Teraz niby cywilizacja, wolność, a Oni nadal są poniżani, nierozumiani, traktowani jako zło społeczne.....I tak myślę, czy taka babcia na ławce w parku naprawdę mi przeszkadza skoro siedzi tam cały dzień- a co innego ma robić na emeryturze, jeśli jest sama? Nawet sytuacja z tramwajem- walka o miejsce. Przecież tego nauczyło ich życie. Dzisiejszy emeryt naprawdę nie ma łatwo: przeżyć za kilkaset złotych: więc niech jeździ przez pół miasta za tańszym produktem, w końcu mpk ma za darmo...Może warto czasem nie oceniać, a starać się zrozumieć drugiego człowieka. Może to nauczyłoby nas troszkę życzliwości?

Drugą sprawą jest kwestia narodowości. Bulwersuje nas, kiedy w krajach starej unii powstają anty polskie organizacje,  kiedy nas wyzywają od złodziei i pijaków. Tylko czemu zwracamy na to uwagę, tylko wtedy kiedy chodzi o nasze tyłki o nasza godność? A co robi się u nas z obcokrajowcami ze wschodu? To samo, a może i czasem gorzej! Ostatnio czytałam  wspaniałym pomyśle mieszkańców Andrychowa o przymusowym "wysiedleniu" Romów. Powód- bo są brudni, piją i źle prezentują się w mieście. Nie popieram zmuszania dzieci do pracy, oddawanie młodych dziewcząt dużo starszym facetom za żony itp., ale żeby wszystkich z racji narodowości i wyglądu oceniać tak samo i siłą próbować usunąć? To nie ich wina, że urodzili się akurat Romami. Może większa część z nich chciałaby żyć jak inni: uczyć się, bawić, być częścią społeczeństwa lokalnego. A tu tylko pogarda, uprzedzenia, nienawiść. A czemu nie robi się nic aby temu zaradzić? Zamiast poniżać, czemu się nie edukuje, uświadamia? Czemu wszystko trzeba załatwiać przemocą?
Podobnie jest przecież z innymi narodowościami: Wietnamczykami, Białorusinami, Ukraińcami, Rosjanami, czy Czarnoskórymi. Czym różnią się od nas polaków, no czym?.....

Czemu toleruje się przemoc w rodzinach, mobbingi, patologię? Przecież to w tych dziedzinach życia społecznego powinno być "zero tolerancji". A tymczasem łatwiej jest przejść koło problemu, udać, że go nie ma, że to nie nasza sprawa.... Tylko trzeba sobie tez uświadomić, że jeśli wiemy o przemocy rodzinnej, to milczeniem też mamy swój udział w tej tragedii. Dziś czytałam artykuł o tym, że zatrzymano ojca, który latami bił swoją córkę. Matkę nic nie zgłaszała, a on ją katował średnio 3-4 razy w tygodniu. Zdarzenie zgłosiła na policji koleżanka pokrzywdzonej- gimnazjalistka!!!! Miała więcej rozumu niż sąsiedzi i matka pokrzywdzonej. Ale ile jest takich osób, które czekają na pomoc, na wsparcie...

Gdyby zapytać polaków, czy są tolerancyjni, pewnie znaczna większość uznałaby, że tak!! Tylko jaka jest nasza tolerancja rzeczywiście?

wtorek, 10 września 2013

czy znacie książkę godną polecenia?!?!?!

Ostatnio bardzo zatęskniłam za dobrą książką. Moja wewnętrzna bogini potrzebuje jakiegoś intelektualnego uniesienia.
źródło: sieć
Sama nie wiem o jakiej tematyce...po prostu ciekawej, odprężającej, dającej do myślenia... a ponieważ wypadłam z obiegu książkowego liczę na Waszą pomoc w doborze!!!:)

niedziela, 8 września 2013

nie "mój" Grey

Ostatnio pojawiła się w sieci wiadomość, że znaleziono obsadę do ekranizacji "50 twarzy Grey'a". Niestety, ale w moim odczuciu wybrani aktorzy w żadnym calu nie odzwierciedlają bohaterów książki.

źródło: sieć
"Mój" Grey w wyobrażeniach książkowych wyglądał zdecydowanie inaczej, niż aktor, który podobno ma go zagrać.
Choć staram się nie oceniać filmu przed jego obejrzeniem, to mam dziwne przeczucie, że Grey książkowy jest/ będzie/ dużo ciekawszy od filmowego. Czas pokaże...
Osobiście podobałaby mi się w roli Any i Christiana ta para (ale to wszystko kwestia gustu):
źródło: sieć


czwartek, 5 września 2013

smak cytryny

Jeszcze nigdy, cytryna nie smakowała mi tak jak wczoraj. Pyszna, delikatna i ten smak...ach..:):) Pyyyysznnnna:):) Tak w tej ciąży kocham cytrynę!!!! Na sama myśl o ciepłej herbacie z cytryną ślinka mi cieknie:) W poprzedniej miała taka fazę na pomarańcze. Coraz częściej zastanawiam się, czy Fasolka nie jest chłopczykiem...No ale jeszcze troszkę trzeba będzie poczekać.

Na wczorajsze popołudnie zaplanowałam sobie (tak wiem, miałam nie planować), że zabiorę Miłosza znowu na sąsiedzko osiedlowy plac zabaw, aby miał jak najwięcej do czynienia z dziećmi. Bo tu na naszej wiosce troszkę mi dziczeje i na widok dzieci bardzo histeryzuje. Ale jak to bywa z planowaniem, cały plan szlak trafił!!! Mąż zapomniał wyciągnąć wózek z samochodu (mimo, iż prosiłam o to z 50 razy...wrrr...).
Ok, przebolałam... postanowiłam, że może zrobimy sobie pierogi ze śliwkami. Obieraliśmy z Miłoszem śliwki, pokroiłam, maluch już zacierał raczki w mące- kochany smyk:)- i nagle...wrrrr...nie ma jajek!!!! a do tych pierogów potrzebne mi całe jedno!!!! wrr...więc po pierogach. Oberwało się znów mężowi za brak jajek w lodówce (choć wiem, że On ich nie znosi;) no ale że odebrał telefon, to się nasłuchał marudzenia ciężarówki...Widocznie, nie było mi wczoraj pisane planowanie wspólnego popołudnia....

Dziś znów wybieramy się na placyk:) oczywiście mąż zapomniał zostawić wózek!!!!! Aaaa....dobrze, że kończy wcześniej i dowiezie bryczkę Młodego, więc chyba czeka nas rodzinny wypad:)

W pracy szaleństwo. Normalnie czasem mam ochotę zostawić wszystko jak jest i po prostu wyjść...
Ehh czuję się już tym naprawdę zmęczona, no ale już niedługo tygodniowy urlop się zaplanował sam, więc będzie czas odpocząć. Choć bardziej mnie cieszy cały ten czas, który będę mogła spędzić z Miłoszem. Tylko my:)
Mąż nadal "pisze" pracę...Mam nadzieję, że przed przyszłoroczną gwiazdką się wyrobi :)



wtorek, 3 września 2013

współczesny feminizm

Miałam ostatnio możliwość posłuchania w programie publicystycznym wypowiedzi jednej z pań, która określała się mianem "feministki". Włos jeżył mi się na głowie, kiedy usłyszałam wypowiedzi owej feministki o współczesnych polkach. Pani stwierdziła, że kobiety w Polsce nie mają szans na studia; że nie mają szans na rozwój kariery zawodowej (jakkolwiek byśmy jej nie pojmowały); że Polskie kobiety mogą tylko rodzić dzieci i zamykane są w domach, gdzie zajmują się tylko gotowaniem, sprzątaniem i wychowywaniem dzieci, a tylko mężowie zarabiają; że kobieta nie może sama o sobie decydować itp.
Nie wierzyłam temu co słyszę! Przez chwilę miałam wrażenie, że żyję w innej Polsce niż ta Pani i że nie mogę być chyba Polką.
 Przecież nikt nie broni kobietom studiowania. Prawie 3/4 wykształconych polaków z dyplomem to właśnie kobiety! Studia są ogólnie dostępne (to, że trzeba czasem za nie zapłacić- tak, to uważam za problem), ale przecież żadna uczelnia, nawet techniczna nie ogranicza się tylko do męskich studentów!
Przecież kobiety pracują, realizują się zawodowo. Czy naprawdę ta pani uważa, że mężczyzna na stanowisku sekretarki zarabiał by więcej niż kobieta?- nie sądzę! czy mężczyzna na kasie w sklepi zarabia więcej niż kobieta?- również nie sądzę.
Problem znalezienia dobrze płatnej pracy (nie tylko dla kobiet) to problem polityki społecznej dla większości polaków, nie tylko dla kobiety.

Nie rozumiem, skąd stwierdzenie, że kobiety nadal są tylko od rodzenia dzieci i prac domowych. Jest to dla mnie stwierdzenie archaiczne. Jestem matką bo chcę, nie dlatego, że natura to na mnie wymusza. Spełniam się i realizuje w tej roli, więc dlaczego próbuje się mi wmówić, że to jest niesprawiedliwe. Kto ma więc lepiej wychować młode pokolenie, niż rodzice? Przecież jest tylu tatusiów, którzy biorą czynny udział w wychowaniu swoich dzieci. Nie wydaje mi się, żeby to były czasy, kiedy kobiety tylko zajmowały się dziećmi. Faceci też się nimi zajmują, biorą udział w ich wychowaniu, są w życiu dziecka obecni (niektórzy nawet od samych narodzin). Przecież coraz częściej widzimy partnerstwo między rodzicami, więc skąd pomysł, że facet nie odkurza, nie gotuje, nie sprząta itp.?

Feministki twierdzą, że jest nas kobiet mało w polityce i że to wina mężczyzn. Tylko ja się zastanowiłam ostatnio, że nawet jak kobiety startują w jakiś tam wyborach, to i tak większość z mogących głosować pań głosuje na faceta. Czy same czasem nie jesteśmy sobie temu winne? Skoro nie głosujemy na kobiety, to jak mają być i działać w naszych sprawach? Czy to nie paradoks?

Kompletnie nie rozumiem współczesnej formy feminizmu. Dlaczego feministki mówią o kobietach i ich problemach przytaczając tak archaiczne argumenty? To były ważne postulaty, ale one już są zrealizowane. Dlaczego nie mówi się o prawdziwych problemach kobiet?

Choć prawdę mówiąc najbardziej wkurza mnie tzw. walka feministek o prawo do aborcji! Że walczą w imieniu "wszystkich kobiet"!!! A ja nie chcę takiego prawa!! Po co mi prawo do zabijania?! Nie potrzebuję go i nie chcę. Czym taka kobieta różniłaby się od seryjnego mordercy? Ja rozumiem, że jest wiele przypadków i zdarzeń losowych, ale jest też tyle możliwości. Nie trzeba zabijać, bo można dać życie i szanse innym na wychowanie. Dlaczego nie walczą o prawa do lepszego funkcjonowania rodziny? Przecież, gdyby nie było dysfunckji w prawie i rodzinie, patologi, to może (tak myślę) żyło by się wszystkim lepiej.

Uważam, że kobieta ma prawo sama decydować o sobie i nikomu nie wolno odbierać jej tej wolności.
Ma prawo (i ma te możliwości), aby się kształcić i rozwijać swoje zainteresowania.  Trzeba popatrzeć na problem kobiet głębiej, a nie tylko rzucać puste słowa i slogany, które nic za sobą nie niosą.


poniedziałek, 2 września 2013

w 13-ym tygodniu ciąży

Czas zasuwa jak mały samochodzik, ale to chyba każdy z Nas odczuwa. W piątek rozpoczęliśmy trzynasty tydzień ciąży. Czuję się dobrze, brzusio okrągleje i rośnie (czuję po spodniach;)), ale podoba mi się to:)
Z informacji, jakie znalazłam na mama zone wiemy, że nasza Fasolka ma już wykształcone rączki i nóżki i potrafi nimi machać! Najpiękniej dla nas zabrzmiało zdanie, że mały smyk lub smykolinka fikają koziołki:):)
Cudowne. W przyszłym tygodniu mamy zaplanowane usg.

Ponieważ teraz mam werwy i siły co niemiara;) zachciało mi się robienia przetworów na zimę. Wyszukałam przepisy, zaciągnęłam męża na targ po skrzynki jabłek, śliwek, cukinii, marchewki, papryki i pomidorów.
Całą sobotę spędziłam w kuchni i to jeszcze nie koniec. Mimo tylu godzin spędzonych w kuchni została mi jeszcze połowa produktów do przerobienia, więc mam zajęcie na chłodne wrześniowe wieczory:)

Miłosz rośnie, rozrabia, szaleje ku uciesze swoich rodziców. Pojawił nam się mały problem z Jego akceptacją innych dzieci:( Jak tylko jakieś dziecko na niego spojrzy, albo się do niego odezwie od razu popada w histerię... Za dwa tygodnie mamy wizytę u psychologa, bo martwi nas to zachowanie troszkę. Bardzo jest ważne dla mnie co powie, czy to minie...jak z tym sobie radzić.
Pomyśleliśmy, że może powinniśmy go bardziej zabierać w miejsca, gdzie są dzieci....może na tej naszej wiosce troszkę za bardzo się wyciszył....
Jestem dobrej myśli, mimo tego niepokoju....