Moja lista blogów

czwartek, 24 października 2013

wieża z książek i dużo, dużo jeszcze...

Wspaniała akcja "wieża z książek" u Olgi tutaj zaintrygowała i mnie. I choć mój półtora roczny synek, nie posiada jeszcze tak znakomitej i dużej biblioteczki jak Jego mama;) to pomyślałam, że też weźmiemy udział w tej akcji. Tak prezentuje się aktualna biblioteczka Milosza:
Nie ma tu dwóch wyrzuconych w trakcie spaceru książek i dwóch rozłożonych na części, ale pozostałe są i prezentują się wspaniale. A, że Pan Milosz kocha książeczki, a zwłaszcza wiersze Pana Brzechwy, cieszy nas to z mężem bardzo:) 

Ja obecnie znowu (chyba już po raz enty w swoim życiu) wróciłam do Jane Austin i mojej ulubionej "Dumy i uprzedzenia". Bardzo lubię co jakiś czas wracać do tej pozycji. Uwielbiam czytać o Lizzy i Panu Darcy'm (to mój ulubiony duet). Zauważyłam nawet, że wracam do tej książki zawsze na jesień:) to chyba taka już moja mała tradycja:) W zeszłym tygodniu film z adaptacją tej książki oglądałam chyba 8 lub 9 razy:) 
Skończyłam czytać "spóźnionych kochanków" i mam tak dziwnie mieszane uczucia do tej książki. Na początku czułam niesamowity zachwyt, ale im bardziej zagłębiałam się w tę historię, tym bardziej nabierałam dystansu. Jest warta przeczytania, ale chyba emocjonalnie i życiowo nie dorosłam do tego typu miłości fizycznej, choć zawsze wydawało mi się to takie naturalne, ale tu to dla mnie takie nie było. Choć bardzo spodobało mi się spojrzenie na świat ludzi niewidomych, na nasz stosunek do nich, na ich emocje.
Od dzisiaj, aż do niedzieli odbywają się targi książki w krk, co mnie bardzo cieszy:) Zawsze chodzimy tam razem z mężem, a w tym roku planujemy w sobotę zabrać po raz pierwszy Miłoszka:) Kocham kupować książki!!! Lubię mieć swoją, nie wypożyczoną. Nigdy nie lubiłam książek z bibliotek, choć wiem, ze maja one swój klimat i charakter, ale jakoś nigdy nie było nam po drodze. Zawsze marzyła mi się moja własna biblioteczka (i powoli realizuję to marzenie:)).

Kończymy dziś 20 tydzień ciąży:) Wiemy, że będzie mały Oluś ( dziękuję raz jeszcze za wasze gratulacje i ciepłe słowa) i powoli spełnia się to drugie marzenie. Zawsze chciałam mieć synów. Być tą jedną jedyną królową w domu (tak egoistycznie, wiem), ale tak zawsze chciałam. Może dlatego, że zawsze lepiej dogadywałam się z chłopakami, że mam samych braci...

Ostatnio moja kuchnia przechodzi totalną rewolucję. Nie wiem, czy jest to spowodowane ciążą (pewnie tak), ale mam taka nieodparta ochotę gotować, wymyślać, robić rzeczy, których nigdy wcześniej nie przyrządzałam. Po raz pierwszy od bardzo dawna czuje silny przypływ weny do gotowania. W niedziele zrobiłam nawet na śniadanie rogaliki z czekoladą wg przepisu Nigelli!!! Wstałam specjalnie godzinę wcześniej, aby tego dokonać zanim chłopcy wstaną:)!!!!
 Mniej więcej prezentowały się one tj na zdjęciu (ale te pierwsze dwa raczej były nieco odmienne;)), ale wszystkie smaczne i z serca robione:)

Pogoda była tak cudowna ostatnimi dniami, że bardzo dużo spacerowaliśmy z Miłoszkiem. Korzystamy z pogody puki jest, bo później może być różnie, choć buzia mi się uśmiecha na sama myśl o wspólnym wypadzie w deszczu, w kaloszach, po kałużach:):):)

I bić się w piersi będę teraz mocno i przepraszać, bo jakiś czas temu nominowana zostałam przez Joasie P. w liebster blog. Niestety przez moje zawirowania hormonalne, ciągle o wszystkim zapominam i jak nie zapiszę to koniec! Wczoraj zapisałam i dziś z czysta przyjemnością odpowiadam na pytania i z całego serca dziękuję za wyróżnienie:)
Wzrusza mnie...ludzka krzywda i wszystkie piękne chwile, których doświadczam sama lub doświadczają moi bliscy
Odpoczywam przy...książce
Moje ulubione słowo, to...kocham
Pięć moich ulubionych filmów, to...duma i uprzedzenie; lejdis, rzeczpospolita babska, sissi, kochaj i tańcz,
W byciu kobietą najbardziej cenię/lubię...orginalność, kreatywność, pasję, umiejetność planowania.
Widok, który zrobił na mnie największe wrażenie...widok dziecka po masakrze w Syrii
Gdybym przez jeden dzień mogła być postacią literacką, byłabym...Elizabeth Bennet:)

wtorek, 22 października 2013

będzie synek, po raz drugi!!!!

Tak czułam.... tak myślałam...tak chciałam!!!!!! Strasznie się cieszymy z mężem :):):):)
Duma Ślubnego jest tym większa, bo to drugi chłopak:)
Będzie Oluś:):):)!!!!!
źródło: sieć

poniedziałek, 21 października 2013

orzechobranie

Och, jak pogoda nas rozpieszcza:) Weekend cudowny, słoneczny, kolorowy, cieplutki, rodzinny:) Kocham taki czas...sobota jak już wiecie z poprzedniego posta pełna relaksu dla mamy i wspólnego męskiego wyjścia moich Panów.....Niedziela obłędnie bogata w rodzinne spacery, posiłki, śmiech i zabawę:) Tak brakowało nam takiej beztroski:)
Mąż jak obiecał, tak obiad ugotował- byliśmy w barze mlecznym "na Rogu" ;) (polecam jeśli jest ktoś z krk: os. Kalinowe 4), wspaniałości, miła obsługa i bardzo przystępna cena.
Potem długi, spokojny spacer po wspaniałym lasku, do którego przyłączył się brat z narzeczoną:)

 No oczywiście, kiedy wyciągnęliśmy Niedźwiadka z wózka musieliśmy robić przerwy na każdy napotkany kamyczek, kijek, gałązkę, listek itp.

Po spacerze wylądowaliśmy jak za starych małżeńskich lat u mojego brata na mieszkaniu, a wieczorno- nocny powrót okazał się jeszcze przyjemniejszym spacerkiem:) Miłosz był zachwycony. Po powrocie padł jak "kawka".

Dziś z racji, że pogoda nadal dopisuje, a synu już zdrowy poszliśmy wyzbierać z ziemi orzechy.
Niestety, nie udało nam się wyzbierać wszystkich. Nie jest to takie proste z Małym Słodziakiem, który najchętniej siedziałby na zroszonej ziemi lub trawie i rozrzucał liście i orzechy.
Mama wysłała małego Rozbójnika więc na ławeczkę, przytachała zabawki z domu i zaproponowała mały układ. Udało się:)
 Mogłam w tempie błyskawicy wyzbierać tylko część orzechów, bo wiadomo, że mali rozbójnicy nie lubią bawić się sami. Potem obowiązkowa huśtawka i do domu na drugie śniadanko:)








Kończę czytań "spóźnionych..." mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki, ale o tym innym razem. Lecę czytać dalej, puki Miłoszek śpi:)

Miłego tygodnia:)

sobota, 19 października 2013

kiedy chłopaków nie ma w domu...

....mama przechodzi pełen relaks i odnowę biologiczną;)
Chłopaki (w sumie to mąż postanowił), że zabierze Młodego na mecz jednego z wujków. Pogoda piękna, dziecko wyleczone, tata zakochany w piłce (chce synowi wpoić ta miłość;))czemu mają siedzieć w domu, skoro razem, na takim męskim wypadzie skorzystają! Super!!!! Chłopaki zebrali się w try mig. Fajnie było patrzeć, jak mąż zbiera się ze wszystkimi tobołkami Miłosza do samochodu:) Widok po prostu bezcenny:) Przed odjazdem z uśmiechem na twarzy stwierdził, że dobrze, że dziecka nie zapomniał:)!!! Reszta to już drobnostka:) Taaa...(pieluchy, picie, smoczek, zabawki).

Dom ogarnięty w 20 minuta, potem.....ach....
Najpierw farba na włosy, potem manicure....:):)... pedicure......:):):)....maseczka na twarz...:):):)...przyjemna SPOKOJNA odnowa pod prysznicem..:):)..pełen relaks...:):):)

Boże, chwilo trwaj!!!

To nie wszystko. Ślubny powiedział, że jutro On gotuje obiad!!!! Ten dzisiejszy dzień, to dla mnie  jak drugi dzień Matki;)

Miłego weekendu dla Was:*

piątek, 18 października 2013

foto przegląd tygodnia (3)

Witajcie kochani:)
Niestety z powodu choroby Miłoszka nie było za dużo czasu na pisanie. Niedźwiadek czuje się już lepiej, co cieszy nas najbardziej. W tym tygodniu mimo, że pogoda nie dopisywała, a my ciągle z katarem w domu udało nam się troszkę popstrykać. Więc zapraszam na mały przegląd tygodnia;)

Niedzielny popołudniowy spacer po pobliskim lesie ( praktycznie jest za naszym ogrodzeniem, a ja byłam tam pierwszy raz. Aż wstyd się przyznać).
Jest on stałą trasą biegową mojego męża, kiedy ma chwilkę na taki relaks.


            
 Poniedziałkowe porządki w ogrodzie. Niestety orzechów nie udało nam się do końca wyzbierać, bo Miłoszek się rozchorował, ale wszystko jeszcze przed nami:)

                                                   
...będzie pyszny obiad. Pesto z lidla jest boskie, a suszone pomidory kocham (zwłaszcza teraz w ciąży)...


 ......i oczywiście to co w jesieni najpiękniejsze i najzdrowsze, dla mich kochanych chłopaków:)
Nowy nabytek Milosza. Mamy mały układ: On woła "si" do nocniczka, a za zaoszczędzone pieluchy dostaje równowartość jednej pieluszki do skarbonki. Pod koniec miesiąca kupujemy Mu z mężem zabawkę lub ubranko lub to co aktualnie potrzebuje:).

 
 Na razie najwięcej frajdy sprawia mu rozbrajanie wszystkich puzzli, ale baaardzo mu się podobają.

Oto i nowy kompan zabaw Syna. Hippo jest najlepszym przytulakiem ever:) 
Piątkowa zachcianka: pesto po raz drugi w tym tygodniu....mmmmmm:):):):)

Za tydzień zapraszam Was na nieco odmnienny foto przegląd, ale szczegółów nie zdradzę;)

Miłego weekendu:*

wtorek, 15 października 2013

przyjemne porządki

Rozpoczęliśmy dziś z Miloszem porządki w ogrodzie. Ponieważ synek nadal ma kaszel i katar, a pediatra pozwolił nam tylko na nie za długie spacerowanie, więc nie pozostało nam nic innego jak własny ogródek.

 A, że od dłuższego czasu zamierzaliśmy się z mężem zabrać za liście (tak jakoś schodziło), dziś nastał sądny dzień dla ich żywota;) Obawiałam się tylko, czy Miłosz aby wysiedzi na tyle w wózku, ale postawiłam na naukę i wzięłam synka na pogadankę. Wyjaśniłam, że mamusia musi uprzątnąć liście, aby miał więcej miejsca do nauki chodzenia i będzie musiał grzecznie siedzieć w wózeczku i sprawdzać, czy mamusia dobrze liście zgarnia:) PODZIAŁAŁO!!!!:) Przez cały czas był grzeczniutki, rozmawiał ze mną po swojemu. W nagrodę mógł pomóc mamie i  zrywał żółte liście z wiśni, aby mama mogła je zgrabić raz:)
Zajęcie bardzo przypadło mu do gustu:) Zgrabiliśmy łącznie 3 kupki (poczekają teraz na powrót tatusia;)).Przy okazji odsłoniło się mnóstwo orzechów, więc jutro idziemy je wszystkie wyzbierać:)

Mamy fajnego sąsiada, Pana Tadzia. Zawsze jak jesteśmy na polu czy w ogrodzie podejdzie do płota (mieszka naprzeciwko nas),o przywita się, porozmawia, pożartuje...Taki fajny sąsiad. Dobrze, że jest, bo czasem jest raźniej i bezpieczniej. Jak sam kiedyś stwierdził, zawsze zajrzy, popatrzy jakby się tu kto kręcił, bo tu sąsiedzi dbają o siebie nawzajem:)

Miłosz ma ostatnio kryzys zasypiania. Nie tylko w południe, ale i wieczorem. Wczoraj zasypiała w nocy ok. 1,5 godziny. Jak na naszego Niedźwiadka to baaardzo długo. Ale może jest to spowodowane przeziębieniem lub ząbkami. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Wynagrodziłam sobie ten ciężki trud wspaniałym obiadem, który chodził już za mną kilka dni. Kocham makaron z bazyliowym pesto, suszonymi pomidorami i feta:)
Mmmmm....Palce lizać!!!



niedziela, 13 października 2013

seks w ciąży

Witajcie:)
Dziś chciałam poruszyć problem seksu w ciąży. Wiele się mówi, pisze i czyta w tym temacie. Czasem są to głupoty, a czasem szczera prawda.
źródło; sieć

Jedno jest pewne w ciąży seks jest wskazany, ale również moim zdaniem potrzebny obojgu partnerów. Nie tylko pozwala rozładować napięcie, ale również zcala i sprawia, że związek jest bardziej intymny.
Ja nie wyobrażam sobie raczej "poszczenia" w czasie ciąży, jeśli ciąża jest zdrowa (nie zagrożona).

Przy swojej pierwszej ciąży z Miłoszem, na początku miałam pewne opory, bałam się o Groszka. Jednak moja ginekolog skutecznie wybiła mi strach z głowy podczas rozmowy. Poinformowała o bezpiecznych pozycjach dla dziecka i dla mnie. I jestem jej za to bardzo wdzięczna, bo przy tak szalejących hormonach i ciągłej ochocie na seks, ciężko byłoby mi się pohamować (przy drugiej ciąży też tak mam;)) i dobrze, ale dość już o mnie...

Moja pani doktor poleciła mi kilka pozycji, które są bezpieczne w ciąży nie zagrożonej:

"Łyżeczka",

źródło; sieć

" Na jeźdźca"
źródło; sieć

"od tył" lub "na klęczkach"
źródło; sieć

"Na jeźdźca od tył"
źródło; sieć

Zaproponowała mi również tą stronkę LINK i filmik, który się tu znajduje z opinią innego lekarza.
Ciąża to nie choroba, ale przyjemny stan w którym jesteśmy stu procentowymi kobietami, dlatego nie rezygnujmy z przyjemności (jeśli nie ma oczywiście przeciwwskazań lekarskich) jeśli nie ma takiej konieczności. 

Moim zdaniem seks zapewnia nam nie tylko intymną i emocjonalną więź z partnerem, ale również relaks, przyjemność i poczucie bycia piękną i atrakcyjna nie tylko w Jego oczach, ale również we własnej samoocenie :) 


sobota, 12 października 2013

foto przegląd tygodnia (2)

Witajcie:)

Ten tydzień to prawdziwa polska złota jesień:) Niestety my nieco zakatarzeni, ale promienie słońca i cudowny klimat nie pozwalały nam popaść w nudę:)
Z resztą samo zobaczcie:)

Nie ma to jak rozpocząć sobotę z iście wakacyjną pogodą i pysznym domowym kompotem z truskawek:) 
Miłosz wyczynowiec z każdym dniem przemierza kolejne metry, a rodzice pękają z dumy i zachwytu
Haa, mamusia i Fasolka rozpoczęły 19 tydzień:) Brzunio kuleczka rośnie:)
A tu chłopaki i ich figle migle. Tym razem staja na głowie;)
Z katarem, czy bez na takie słoneczko okulary mamy są najlepsze:)
A kiedy Miłosz śpi, mama ma czas na odrobinę relaksu (oczywiście wcześniej zdążyła ugotować, posprzątać, poprasować i...)
Co by nie było niedomówień, to zachcianki Fasolki;)...
...a tu już przepyszny i zdrowy krem z dyni Mamy:)

Życzę Wam kochani miłego i słonecznego weekendu:)

piątek, 11 października 2013

to już prawie półmetek

Jak ten czas szybko ucieka. Wczoraj wieczorem rozmawialiśmy z mężem (m.in.) o tym, że to już 19 tydzień, kiedy Fasolka jest z nami, że czas tak szybko mija, że Milosz tak już dorasta, że już rok mieszkamy w naszym wspaniałym domu... Tak, niestety czas nie oszczędza nikogo, ale dzięki temu staramy się chłonąć z życia to co najcenniejsze (przynajmniej moim zdaniem)...

"Spóźnieni kochankowie" czytają się cudownie, lekko, tak optymistycznie. I choć czasu w tym tygodniu nie miałam za wiele, starałam się uczknąć choć po kawałeczku. Niektóre fragmenty tak bardzo trafiają do mojego serca, myśli...są życiową prawdą, która nie zawsze jest dostrzegana, np.:

"...Najgorsze w ślepocie jest uczucie, przekonanie, że nikt mnie nie widzi. Bardzo często czuje się niewidzialna. Monsier sprawił mi pan ogromną przyjemność, że znajdę się na pańskim obrazie, w świecie, którego nie widzę, że będę widoczna dla wszystkich".

Dopiero zaczynam przygodę z Jaques'em i Mirrabelle, ale czuje, że pokocham ta książkę, jak "Dumę i uprzedzenie", że będę do niej często wracać....choć może nie zapeszajmy?!;)

Miłoszek coraz chętniej chodzi za raczkę. Prawdę mówiąc prawie porusza się już tylko na dwóch nóżkach, ale czasem kiedy się zmęczy z gracją i delikatnością robi sobie BACH, po czym jak już zregeneruje siły chodzimy dalej. Dzięki temu i ja nie tracę formy;)
Od wtorku walczymy z katarem, więc mimo, iż pogoda jest wspaniała siedzimy sobie w domu, bo w poniedziałek czeka nas szczepienie. Jednak nie leniuchujemy i staramy się spędzać ten czas bardzo kreatywnie:)
Ta układanka z Biedronki, to ostatnio razem z książeczkami i kredkami numer jeden naszych zabaw.

Miłego dnia kochani:)






środa, 9 października 2013

modlitwa dziecka

Wczoraj wieczorem, kiedy ogarnialiśmy Miłosza do spania (nie wiem jak to możliwe, ale jak zaczynamy kilka minut po 19:00 to kończymy dopiero chwilkę przed 22:00) otrzymałam od szwagierki sms'a o następującej treści: "Dzisiejsza wieczorna treść modlitwy Zosi: Panie Jezu proszę, aby ciocia Monia urodziła dzieczynkę, bo mam dużo ubranek dzieczynkowych"....

Powiedzieć, że to urocze, kiedy trzyletnia mała dziewczynka (moja chrześnica) prosi Bozię o kuzynkę to chyba za mało..To najpiękniejsza wiadomość sms jaką dostałam:)
Dziękuję Zosiu:*
źródło: sieć


wtorek, 8 października 2013

Mam, kupiłam!!!!

Kilka tygodni temu poprosiłam Was TU o polecenie jakiejś ciekawej książki. Bardzo dziękuję, za chęć pomocy wyboru dobrej pozycji:*
Długo myślałam, czytałam skróty opisów i mój wybór padł na Williama Whartona i Jego "Spóźnionych kochanków".
Na razie zapowiada się obiecująco, zobaczymy czy do końca tak będzie;)

Od kilku dni Miłosz przestawia się na chodzenie!!! Jestem z Niego taka dumna, bo ładnie trzyma pion, chodzi czasem za jedną rączkę, czasem staram się go puszczać samego, ale ciągle potrzebuje jednak pomocy...Ale to nic, bo nareszcie odkrył, jak wspaniale jest poruszać się o własnych nóżkach:):):) 
Umożliwiam Mu takie chodzenie ile tylko potrzebuje, choć czasem nie jest łatwo, bo i krocze zaboli, ale ważne, że chodzi, że chce...

Ja jestem już w 18 tygodniu ciąży i mimo widocznego (jak dla mnie) brzuszka, to nadal odczuwam taki wewnętrzny brak oczekiwania, niespodziewanego przy tej ciąży...przezywam ją zupełnie inaczej, tak jakby szybciej. Większość (no dobra, wszystkie) moje znajome, które przeszły lub przechodzą kolejną ciążę twierdzą, że to normalne...Zdaję sobie z tego sprawę: wychowywanie małego człowieka, dom i te wszystkie dodatki, które otaczają nasz dzień...Tak bardzo się cieszę, że Fasolka rośnie, jest na razie wszystko ok, ale brakuje mi takiego emocjonalnego przezywania ciąży, tak jak było to z Miłoszkiem.

No cóż, nie zagaduję Was dłużej, bo prasowanie od soboty czeka, a niestety nadal nie mamy Rosie, więc samo sie nie wyprasuje ( a szkoda;)).

Pozdrawiam:)

niedziela, 6 października 2013

foto przegląd poprzedniego tygodnia (1)

Zanim przejdę do posta, chciałam bardzo podziękować wszystkim za dobre słowo i wsparcie pod ostatnim postem. Z całego serca dziękuję:* 


Witajcie:)

Tak sobie pomyślałam, że nie wszystko da się opisać sowami, więc pragnę podzielić się z Wami tym co działo się u mnie w tym tygodniu, a co zostało uwiecznione na zdjęciach, a nie zostało opisane w blogu.
Poniedziałkowy obiad, czyli domowa chińszczyzna (wszystko zrobione samemu. Nie uznaje słoikowych dań).

Kupiliśmy Miloszowi kulki (piłki) na allegro, takie jak są w parkach zabaw. Ma z nich niezłą frajdę, a my dużo sprzątania 
                                  
W sumie jest ich 200 szt i zamieszkują letni basen Miłosza.


Pomoc mamie przy czwartkowym obiedzie, to dla mojego synka żaden problem. Uwielbia pichcić i gotować. Mam nadzieje, że tak mu zostanie;)


Jarzynowa zupka Miłosza już prawie gotowa:) Mmmm mniam...same jesienne przysmaki, pycha:)

I kto nie lubi kukurydzy? Nie mój syn, to napewno;)

Wszystkim Wam Kochani życzę miłego tygodnia:)

piątek, 4 października 2013

Matczyne rozterki

Anna Jantar śpiewała, że najtrudniejszy jest pierwszy krok. W przypadku Milosza, to jest najświętsza z prawd. Mimo, iż mały Brzdąc ma już 16 miesięcy nadal nie chodzi sam....Przejdzie za rączkę, wstaje, ale sam nie pójdzie. Wiemy od lekarzy ( a trochę ich oblecieliśmy), że będzie chodził, tylko musimy uzbroić się w cierpliwość i dać mu czas....Ja to wszystko wiem, cierpliwie czekam, motywuję, słucham uwag lekarzy, rehabilitantów i czekam...

Jednak jest mi już coraz ciężej, bo brzusio rośnie, a od tego wiecznego pochylania, noszenia jakby nie patrzeć 13 kg chłopczyka pojawiają się częściej skurcze, bóle, a za jakiś czas będzie jeszcze gorzej, bo ciąża będzie bardziej zaawansowana ...Jak mąż jest w domu, to oczywiście On angażuje Małego do chodzenia, noszenia itd. Jednak większość dnia jest ze mną...a ja muszę dbać już nie tylko o Niego, ale i o Fasolkę...

Wczoraj się normalnie poryczałam (hormony), bo była taka piękna pogoda, a mój synek nie mógł wyjść z mama normalnie do ogródka, kopać piłeczki, chodzić...tylko z mamą tam i z powrotem.Irytuje Go to często, widzę to po Jego zachowaniu. Widzę, jak wyciąga rączki aby zdjąć Go z huśtawki, aby pobiegać z dziećmi, które bawią się na placyku. Tylko co z tego, jak nie umie....nie chodzi, nie pobiega...Patrzę wtedy na Jego małą buzie i widzę tą chęć zabawy i czuję swoja niemoc, że nie mogę mu tego w żaden sposób ułatwić lub udostępnić....I patrzy biedaczek, jak dzieci się bawią, szaleją, a on stoi przy tej ławce i dreptusia sobie tam i z powrotem. To przeszywa mi serce...nie wyobrażam sobie bólu matki, której dziecko nigdy nie będzie chodzić....Ileż Ona muszą mieć w sobie siły....

I mimo, że wiem, że i mój synek niedługo też sam pobiegnie za piłka i z dzieciakami pozbiera liście i będzie bawił się w ganianego, jest mi źle na sercu....czuję totalna bezradność...
I wiem, że ma swój rytm, rozwija się prawidłowo, to świadomość tego, że wiem, jak chodzenie ułatwiłoby mu życie, to ciężko mi się z tym pogodzić (choć naprawdę się staram)...
(to stare zdjęcie, ale jedno z moich ulubionych)

Ale jestem najdumniejsza z mamą (jak każda z nas), bo jest bardzo mądrym, inteligentnym i dokładnym małym człowiekiem, który ma swoje male zdanie i umie je w wielki sposób okazać;)
Obecnie mamy etap wszystko na "nie", ale to wina zębów pewnie, bo 4-ki i 3-ki wyszły mu razem. Choć na razie po sztuce, wiec jeszcze wiele przed nami.

środa, 2 października 2013

jesień pełna inspiracji

Choć za oknem widać słonko, mrozik daje czadu....Tak jest już bardzo jesiennie. Mimo chłodu, jesień nie zamyka (puki co) jeszcze w domu, ale pozwala nacieszyć oczy i dać jeszcze choć troszkę poczucia, że słonko jeszcze zostało:)

Lubie jesień, w zasadzie nie mam ulubionej pory roku. Chyba wszystkie lubię, ale cenie jej piękno, kolory, klimat....
Nigdy nie miałam zdolności ani manualnych, ani twórczych. Czasem zastanawiam się jak to możliwe, ze umiem przyszyć poprawnie guzik;) poważnie!:)
Dlatego lubię patrzeć na te cuda, które ktoś pięknie wymyślił i stworzył. Czy jesień nie jest pełna inspiracji?
źródło; sieć

...te dwa zdjęcia dla mnie, jak w tajemniczym ogrodzie....

źródło; sieć 
źródło; sieć 
źródło; sieć 
źródło; sieć 
źródło; sieć 
źródło; sieć

....oj, tak chodzi za mną gorąca czekolada, a tu nie można...

źródło; sieć 
źródło; sieć
Lubie patrzeć na takie dekory. Marzy mi się usiąść przy takich świecach z filiżanka gorącej czekolady, otulonej kocem i przytulonej do męża, kiedy dzieci już dawno słodko śpią:)
Miło jest pomarzyć....