Moja lista blogów

wtorek, 26 listopada 2013

foto przegląd "kilku" tygodni (5)

Witajcie,
Powoli po dokończeniu remontu górnej łazienki, założeniu pozostałych kaloryferów wracam do normalnego trybu dnia. 
Niestety nasz dom troszkę wolniej, bo na wszystko ostatnio brak czasu.
Tak mniej więcej to u nas wyglądało:
 Bawiliśmy się z Miłoszem aparatem. Robiliśmy sobie zdjęcia sami:) 

Miłoszek znalazł patent na nie kładzenie bidonu na ziemi. Kreatywne dziecko:)
Mój mały pomocnik:) 
Miały być muffinki, ale brakło mi foremek papierowych, a potem odwrotnie wymieszałam składniki...oto rezultat tego eksperymentu:)

ciasto zniknęło w przeciągu 30 min:)

Po powrocie z weekendu od mamy odsprzątowywaliśmy łazienkę. Milosz znalazł nowe zastosowanie dla bidetu;)

Wspólne obieranie orzechów w przerwie między malowaniem i budowaniem z klocków:)
 
Nareszcie poukładaliśmy ubranka na strych dla Olka w kolejności rozmiarowej, aby później łatwiej było wyciagać- tak dla lepszej organizacji;) 
Kolejne ciasto, które zostało zrobione przypadkiem....

PYCHHHHAAA!!!!:)

wyniki ciążowego eksperymentu.

Otóż jak wiecie w zeszłym tygodniu podjęłam mały ciążowy eksperyment :).
źródło: internet
W woli przypomnienia przez cały tydzień w wolnym czasie słuchałam muzyki klasycznej i relaksacyjnej, aby sprawdzić czy mieszkaniec mojego brzuszka Mały Aleksander troszkę przystopuje z buszowaniem i kopaniem.
Tak jak się spodziewałam, wynik mnie nie zaskoczył. Olek był w tym czasie bardzo spokojny (nawet jak buszował, to się uspokajał). Chyba mu się podobało:) Słuchałam głównie Jeziora łabędzi Czajkowskiego oraz Vivaldiego 4 pory roku.
Nie zawsze jednak Olek był spokojny, bo czasem nawet jak leciała muzyka to kopał w brzuszek, ale tak delikatnie..może wybijał melodię albo figlował w jej rytm:)

Na mnie też muzyka ta podziałała dość kojąco, relaksacyjnie i wyciszająco, kiedy Miłoszek spał. Wieczorem pozwalała nie myśleć, planować, po prostu odpoczywać.

Dziękuję również za wasze opinie i wspomnienia z tego czasu brzuszkowania, które umieszczałyscie pod postem o eksperymencie:) Jak widać każda ciąża jest inna, każda z nas ma inne odczucia, wspomnienia. To piękne:)

Tak więc u nas jedna rzecz wspólna łącząca ciąże moich synów (na razie) to muzyka klasyczna:)

piątek, 22 listopada 2013

w każdym z nas tkwi moc czynienia dobra

Nareszcie wybraliśmy!!! Tak jak w zeszłym roku organizujemy z mężem paczkę w akcji szlachetnej paczki. Wiem, że i na blogu dziewczyny organizują- super!!!!! Im nas więcej tym lepiej, bo jest jeszcze wiele rodzin bez darczyńcy.
źróło: sieć
My do naszej paczki zaangażowaliśmy rodzinę i przyjaciół, a nawet współpracowników mojego męża. Czasy nie są łatwe, a i my oglądamy każdą złotówkę. Jednak mamy możliwość się podzielić jeszcze z innymi. Zawsze w grupie jest łatwiej, bo samemu byłoby ciężko. Strasznie się cieszę, że mamy wybrana rodzinę, bo serce mi krwawiło i nie spałam w nocy, kiedy tak czytałam o potrzebach rodzin, różnych. Żywność, mydło, kredki, pieluszki itp. 

Zachęcam Was, jeszcze jest czas do przyłączenia się do akcji. To naprawdę nie wiele kosztuje, a daje tyyyyyle radości i satysfakcji i pomocy!!!! Zachęcam, nie pozostawajmy bierni!!! Ten świat i tak jest wystarczająco zwariowany i niesprawiedliwy.

źróło: internet

środa, 20 listopada 2013

ciążowy eksperyment

Ponieważ moja druga ciąża bardzo różni się od pierwszej, zaobserwowałam kilka znaczących różnic w chłopcach. Otóż będąc w ciąży z Miłoszem bardzo dużo słuchałam muzyki klasycznej. Zawsze czytałam o tym, że ma świetny wpływ na dziecko w brzuszku. Miłoszek był bardzo spokojnym mieszkańcem łona matczynego. Jego ruchy, kopnięcia mogłam wyliczyć na palcach jednej ręki.
Z Olkiem jest inaczej. Ponieważ bardzo często zapominałam o puszczaniu muzyki, bo miałam wiele innych spraw związanych z domem, synem. Olek jest buszującym mieszkańcem mojego brzuszka. Codziennie torpeduje swoja matkę o różnych porach dnia i nocy też (niestety).
Wczoraj wywnioskowaliśmy z mężem, że może jest tak, ponieważ brakuje tego bodźca z zewnątrz, który by go relaksował, odprężał.

Tym sposobem od dnia dzisiejszego przez cały tydzień będę słuchała w każdej wolnej chwili (czyli przeważnie kiedy Miłosz śpi) tych cudownych dzieł, które uświetniają muzykę swoja klasyką
(właśnie leci mój ukochany Czajkowski i jego Jezioro Łabędzi:)). Zobaczę jak zareaguje Oluś, choć już po tych 15 minutach słuchania ucichł, uspokoił swoje kopniaki. Chyba się delektuje tą chwilą:)
xródło: sieć
Za tydzień dam znać, czy zauważyłam widoczne zmiany w Jego zachowaniu:) Nie ukrywam, że to przyjemny eksperyment również dla mnie. Pozwala się niesamowicie wyciszyć wewnętrznie:)

wtorek, 19 listopada 2013

stało się!!

Herbata dojrzała do tego, aby powiedzieć w końcu nie cudownie pachnącemu, wyglądajacemu paczkowi z ulubionej cukierni!!! Jeszcze sama w to do końca nie wierzę, aż się śmiałam w duchu wracając do domu:) Jak sobie przypomnę własna minę, kiedy zobaczyłam g w tej jego pieknej okazałości, czułam każdym kubkiem smakowym....Ale obiecałam sobie, że nie kupię, że dosyć, ze trzeba pomyśleć nie tylko o swojej figurze, ale i zdrowi Olusia. I stało się!!!! Jejku, jakie to miłe uczucie:) I teraz całe 1,60zł ląduje w mojej skarbonce:):):)

W nocy dały nam popalić wychodzące nowe żeby Miłosza. Jemu bardziej, bo przecież jak zawsze wychodzą to po 2! teraz trójka i czwórka dolna. Od 5 rano można powiedzieć, że spaliśmy, bo wcześniej to była wegetacja. Ale nie ma co narzekać. Wyjdą, wypadną, znowu wyjdą, popsują się itd.

Korzystając z tak pięknej dzisiejszej pogodny poszliśmy rano na placyk zabaw. Miłosz wprost uwielbia to miejsce. Ostatni hit: konik na sprężynce jest Jego oczkiem w głowie. Już troszkę mniej huśtawka. Piaskownica powiedziałabym, że odchodzi w niepamięć. Coraz więcej frajdy koleżka ma z chodzenia za rączkę:) Tak bardzo lubię z nim spacerować, bo przeważnie jest bardzo grzeczny:)

Dumni jesteśmy niesłychanie z Miłosza, bo umie już sam ułożyć safari,
a do tego próbuje sam układać gąbkowe puzzle. Myślę, że już niedługo pojawią się pierwsze puzzle:) Tak się cieszę, że mogę obserwować i mieć swój udział w Jego rozwoju. Że to mnie nie omija..Że mam tą możliwość bycia z Nim każdego dnia. Nie przypuszczałam, że macierzyństwo jest aż tak piękne!!!
Jest dla mnie siłą, energia do działania. Nie czuję zmęczenia psychicznego, bo przecież jak można takowe czuć, kiedy ma się takie wspaniałe dziecko i niesamowite wsparcie w mężu- dziękuję Kochanie:*

Wczoraj czytając Pawlikowska natknęłam się na takie słowa autorki:
Jakże trudno jest się z nimi nie zgodzić....


poniedziałek, 18 listopada 2013

ćwiczenia w ciąży, które znalazłam dla siebie

Ponieważ ostatnio bardzo pobolewają mnie plecy i czuję zastój w swoich mięśniach, postanowiłam troszkę się porozciągać.
źródło: sieć
 Niestety moja wiedza na temat wskazanych ćwiczeń dla kobiet w ciąży nie jest za ogromna. Dlatego postanowiłam troszkę poszperać w internecie.
Ponieważ nie mam czasu na bieganie na zajęcia dla kobiet w ciąży chcę pofikać troszkę w domu, kiedy Miłoszem zajmuje się mąż.
Oto linki do tego co znalazłam i co przypadło mi do gustu:
Na bóle kręgosłupa:

Nie za trudny pilates;)
Myślę, że jak na razie wystarczy. Zobaczymy jak się będę po nich czuć i jak Olek zareaguje na więcej ruchu;)

Gdybyście potrzebowały to podaję też kilka linków z których ja korzysatłam, gdzie można znaleźć info co można ćwiczyć w ciąży, co się poleca. 


czwartek, 14 listopada 2013

świnka peppa, czyli ja tego nie rozumiem

Od jakiegoś czasu wprowadziliśmy Miloszowi do stałego harmonogramu dnia 30 minut bajek, które ogląda na laptopie. Od samego początku do gustu przypadł Mu Pan Kleks (może dlatego, że puszczaliśmy piosenki, kiedy był mniejszy). Zaplanowaliśmy sobie również z mężem, że będą to stare, ambitne bajeczki: Bolek i Lolek, Reksio, czy Przygody Baltazara Gąbki. Niestety, nasz syn na wszystkie reagował ogromnym płaczem, bo w tle zawsze leciała bardzo delikatna muzyka. A, że jest dzieckiem niezmiernie wrażliwym na tego typu dźwięki (poważnie, nawet jak słyszy kołysankę, to zaczyna płakać, bo to za smutna melodia), więc nasz plan i chęci spadły na laurach. Klub Myszki miki bardzo mu się podobał do momentu, kiedy nie zobaczył Kaczora Donalda! Jak tylko go widzi, to od razu panika, strach. Więc nie puszczamy, bo nie ma co dziecka stresować. Może jeszcze nie jest gotowy. Pan Kleks tez powoli już mu się nudził, więc szukałam i szukałam i puściłam raz świnke peppę. I to był koniec! Tak mu przypadła do gustu, że na sam dźwięk jej imienia buzia rozpromienia się na maksa. Obejrzałam z Nim kilka razy i szczerze mówiąc nie wiem, co jest w tej bajce takiego, że On tak bardzo lubi tą świnkę?! Nie ogarniam tego moim rozumem, ale może dlatego, że nie jestem dzieckiem?! Ale dziwi mnie to, bo jest tyle ciekawych bajek, postaci, a On upodobał sobie właśnie tą. I tak w naszym domu na zmianę chodzą Pan Kleks ze świnka Peppą.

Wczoraj byłam na wizycie kontrolnej u ginekologa. Muszę poprawić morfologie bo znacząco spadła (choć jeszcze trzyma się normy), ale tendencja spadkowa, więc jutro barszczyk z ziemniaczkami:)
Malutki w porządku, rośnie ślicznie i ładnie:) Niestety ja też. od ostatniej wizyty przybrałam 2,5 kg!!!!I to w miesiąc!!!!No, ale cóż się dziwić: paczki, muffinki, domowe ciasta i ciasteczka zrobiły swoje. Jak się nie pozbieram i nie wrócę do racjonalnego odżywiania, to niedługo mój tyłek będzie wielkości teksasu! Od dziś koniec z tego typu jedzeniem. Wracam do normalności. Ciąża ciążą, ale mniej cukru w organizmie to i Olkowi na dobre wyjdzie.

Dodatkowo nie mogę już tak szarżować ze spacerami (dziennie przechodziliśmy ok. 4-5 km), Olek nisko się usadowił i naciska zbyt mocno na narządy rozrodcze, przez co z bólu nie jestem czasem wstanie ustać. Mogę tylko krótkie trase przemierzać i nie mogę za długo stać. Więc na pole wychodzimy średnio kilka razy dziennie po niecałej godzince. Dziś jest ostatni dzień 23- go tygodnia. Kurcze, jak ten czas leci. Przecież jeszcze tak niedawno dopiero był początek, a tu już kończymy piaty miesiąc! Młodemu chyba włosy rosną, bo zgaga meczy mnie tak niemiłosiernie (zwłaszcza w nocy, kiedy królewicz szarżuje po brzuchu, jak po niezłej trampolinie;)). Co prawda pomagają migdały, które i przy Miłoszu się sprawdziły, ale chyba przerzucę się na imbir, bo wychodzi taniej;)
Ale fajnie, jak będzie tak samo kudłaty jak Miłonio:)

Kiedy mam tylko chwilkę czasu dla siebie (tak jest tylko przy popołudniowej drzemce Miłosza, która od kilku dni sporo się skróciła), to pochłaniam Pawlikowska i Jej Dżungle podświadomości. Świetna książka, pozwala na spokojnie popatrzeć na swoje odczucia.
 Trudno nie przyznać jej czasem racji. Fajnie, że opisuje to na bazie własnych odczuć, przemyśleń. Mało kiedy człowiek sam dochodzi do tego typu przemyśleń co Ona sama bez pomocy psychologa. Może dlatego dobrze się ja czyta, bo nie ma w niej tyle podejścia naukowego do problemu?
Ciekawa jestem waszych opinii, jeśli ktoś czytał jej książkę?

We wtorek byliśmy z Miłoszem na szczepieniu ostatnim na pneumo. Bogu dziękowałam, że pielęgniarka, która miała nas szczepić sprawdziła nasza pediatre, bo minął za krótki okres od szczepienia poprzedniego (i to o 3 tygodnie)!!! Nawet nie chcę myśleć co mogłoby się Miłoszowi przytrafić. Całe szczęście umówiliśmy sie na kolejną wizytę, a resztę dnia spędziliśmy u moich rodziców w domu.

Miałam okazje obejrzeć również jeden program Kasi Cichopek z cyklu sexy mama. Nigdy wcześniej go nie widziałam. I powiem wam, że w moim odczuciu ten program nie niesie ze sobą takiego przesłania jak to przedstawiają media. Ja w tym programie zauważyłam bardziej psychologiczne podejście do kobiety matki. Nie ma tam nic o noszeniu szpilek na spacer w pełnym makijażu, w najnowszych ciuchach itd. Samo znaczenie sexy mamy przedstawione jest tam jako kobiety rozwijającej się, dbającej o formę nie tylko po to, aby nosić rozmiar 36, tylko dla ruchu, lepszego samopoczucia, relaksu, dla samej matki (bez ciągłej opieki nad dzieckiem). To moje zdanie. Patrząc na sama Kasię Cichopek nie odnoszę wrażenia, aby starała się kreować inny wizerunek sexy mamy. Jest normalna, zadbana, ale z umiarem (nie nosi 10 cm szpilek po to, aby udowodnić, że jest sexy). Myślę, że to media (i niektóre gwiazdy) kreują postawę kobiety w ciąży w szpilach, miniówkach itp.

To przecież normalny strój, normalnej kobiety, która sama ze sobą w ciąży czuje się atrakcyjna. Czasem się zastanawiam, czy dziennikarze, którzy piszą o tzw. sexy mamach dobrze rozumieją to pojecie, które Ona pokazuje, czy  po prostu sa tak ograniczeni, że sexy oznacza dla nich tylko cycki, miniówki i szpilki w wieczorowym mocnym makijażu?

AAAAaaa zapomniałabym. Wczoraj przyszedł mój czajnik:):):):) Tak pięknie prezentuje się w kuchni:)

poniedziałek, 11 listopada 2013

przyjaciele to skarb

W ten weekend gościliśmy w naszym domu przyjaciół z Radomia (to znajomi mojego męża, a od czasu kiedy jesteśmy razem, automatycznie stali się wspólnymi). Wspaniali ludzie:) Odwiedzili nas we czwórkę (nie długo Amelka będzie miała rodzeństwo- ale jeszcze nic o tym nie wie, bo to dopiero początki). Strasznie się ucieszyliśmy z tej nowiny:).
Przez budowę i ciągłe zamieszanie z pisaniem magisterki męża bardzo ograniczyły nasze wyjazdy do domu rodzinnego Ślubnego. Przeważnie jesteśmy tylko na święta, więc nie zawsze jest czas nawet na szybki wpad do znajomych. 
Dzięki dłuższemu weekendowi, nareszcie był czas na spotkanie:)

Amelka bardzo przypadła do gustu Miłoszowi. Ona ma już 4 latka, więc jest nieco bardziej rozgarnięta i kumata w porównaniu do naszego syna. Jest też bardzo opiekuńczą dziewczynka, więc tak naprawdę przez te kilka dni Milosz miał niezłą opiekunkę;) Na spacerach chodzili za rączkę, nawet jak Młody jechał wózkiem, nie spuszczała go za nic na świecie i trzymała za wózek:).
Najpiękniej było patrzeć jak podczas spaceru razem za rączke takie małe bączki spacerowały.
Już nie wspominając o tym, że ciągle Go przytulała, głaskała, pomagała wstawać, podbiła Jego małe serduszko, bo Miłosz to pieszczoch mały:) Wieczorem tak pięknie się razem w domu bawili i rysowali, że przez chwile wszyscy zapomnieliśmy, że mamy dzieci;)

Drugiego dnia dzieciaki były sobą już nieco zmęczone, ale po śniadaniu na nowo zawiązały malunkowo- zabawową sztamę:) 

Tak bardzo potrzebowaliśmy z mężem takiego weekendu, pełnego śmiechu, znajomych, rozmów, ploteczek. Zupełnie jak za dawnych panieńskich czasów:)

Chciałam bardzo podziękować matce browar za kolejna nominacje w versatile blogger.
Zabawa polega na napisaniu 7 rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiecie:
  1. mam trzech super braci: Sławka, Kamila i Łukasza
  2. uwielbiałam oglądać czarodziejkę z księżyca.
  3. słuchałam kelly family (i podkochiwałam się jako małolata w jednym z muzyków).
  4. nie lubię fast foodów i tłustych potraw.
  5. kiedyś uczyłam się języka hiszpańskiego, który bardzo lubię.
  6. jako dziecko chciałam być biznes woman.
  7. kocham zapach wanilii, kokosa i pomarańczy:)
Do zabawy nominuję:


piątek, 8 listopada 2013

kiedy brakuje ogórków kiszonych

Od środy od godziny 17:00 mój cudowny i jakże kochany syn Miłosz chodzi!!!! Proszę państwa, sam zasuwa po domu, polu, sklepie, przychodni!!!! sAM NA NÓŻKACH SWOICH WŁASNYCH!!!! Matka z Ojcem szaleją ze szczęścia!!! Babcie się popłakały, Dziadków duma rozpiera!!! Nareszcie się doczekaliśmy:):)

Złapał takiego bakcyla na chodzenie, że wczoraj na pierwszym po deszczowy spacerze z mamą wrócił tak ubłocony, jakby Go co najmniej walkę z Yeti stoczył;) Oczywiście najwspanialsze były kałuże, a że towarzysz nie posiada gumiaczków (jeszcze, ale ślubny obiecał kiedyś że sam kupi osobiście jak tylko zacznie chodzić:)- no to czekamy;)) spacer nie należał do najłatwiejszych dla matki, ale co tam...chodzi:):)!!!!!

Co gorsza, matka zrobiła się strasznie, hmmm...jakby to powiedzieć samolubna. Wczoraj znalazłam w pomieszczeniu gospodarczym ostatni słoik ogórków kiszonych, który jakimś dziwnym cudem się uchował. A, że od kilku tygodni biedna ciężarówka nie czuła smaku tego dobra, to zachomikowała sobie ten słoiczek w tylko sobie znane miejsce, aby w chwili kryzysu ciążowego smaku nie oszaleć. Niestety;) Miłosz zauwazył ogóreczka u mamy i musiała się Herbata podzielić! To mnie zaskoczyło, że łatwo nie było;)....oj... nie.

Ostatnio jakimś dziwnym trafem, spełniają się moje małe marzenia, które towarzyszyły mi przy planowaniu naszego domu. Wiadomo, budowa i wykończenie potrafi pociągnąć po kieszeni, więc wiele drobiazgów, dodatków i mebli musiało poczekać. W sobotę mąż zakupił dla mnie (i od razu powiesił) zegar, który zawsze chciałam, aby wisiał między kuchnia, a jadalnią. Taki w starym, dworcowym stylu:)
Kurcze, czekałam na niego rok. I się doczekałam:) Teraz pozostały jeszcze tylko meble do gabineciku, ramki, lampy na górę, toaletka, fotel w kwiaty do sypialni z niedużym stoliczkiem itd;)
Oprócz zegara zakupiłam wczoraj na allegro, przepiękny emaliowy czajnik. Oj marzyły mi sie wszystkie garnki emaliowe, takie w kwiaty, owoce i inne piękne wzory. Wprowadzając się kupiliśmy zestaw nierdzewnych, bo wydawał się nam bardziej praktyczny.  A teraz zdecydowaliśmy, że kupimy czajnik na kuchenkę, bo czajnik elektryczny dużo prądu ciągnie. I zamówiłam i czekam aż przyjdzie kurierem i zagości w naszej kuchni:) O taki:

  żródło: allegro
Kocham takie drobiazgi, które wymyślone gdzieś tam w mojej głowie kiedyś, zdobią nasz dom:)

Muszę jeszcze się pochwalić, że byłam na wspaniałym babskim wieczorze w kawiarni bez dzieciaków:) Ach, błogo, smacznie, wesoło, na spokojnie:) Dzięki dziewczyny, za wspaniały babski wieczór:)

czwartek, 7 listopada 2013

jaką najlepszą decyzję podjęłaś w swoim życiu? zabawy dzień 2

Dziś odpowiedź na pytanie jest tylko jedna: 
Wyszłam za mąż za mojego męża i tworze z Nim szczęśliwą rodzinę:)


Po za tym, nigdy nie żałowałam żadnej z podjętych swoich decyzji. Nawet, jeśli nie wychodziły mi na dobre, były po prostu moje:).



środa, 6 listopada 2013

Pieluchy, pieluszki, które wybrać?

Wybór odpowiednich pieluszek dla dziecka, to nie byle jaka sprawa.
źródło: sieć
Ponieważ jest to moja druga ciąża, pieluszki mamy już przetestowane i mamy z mężem swoje własne opinie. Z Miłoszkiem było wielkie zastanawianie, sprawdzanie, testowanie które będą dla Niego najlepsze. Przy Olusiu mamy już jasno sprecyzowane opinie. Wiem, ze pewnie wiele z Was oczekuje swojego pierwszego dzidziusia i ten wybór nie jest łatwy, zwłaszcza, że na rynku jest wiele produktów i producentów. Czym w takim razie należy się kierować lub czym nie kierować w doborze pieluch dla milusińskich?
Wg naszych opinii, nie należy się kierować:
  • marką,
  • ceną,
  • ofertami wiązanymi,
  • tym co producent wypisuje o swoim produkcie.
Czym zatem należy się kierować przy wyborze pieluszek?  Otóż prawda jest taka, że każde dziecko jest inne, na jedno pieluszka X będzie cudowna, dla drugiego nie. Niestety najlepiej chyba samemu w najmniej inwazyjny sposób dla dziecka sprawdzić, czy wybrana przez nas pieluszka nie uczula. To ciężkie, kiedy ma się zakupić cale opakowanie, wiem. Ale większość firm prześle z chęcią kilka sztuk do przetestowania (dobrze zadbać o próbki, przed porodem;)). 

Te pieluszki sprawdziliśmy i mieliśmy:

Biedronkowe dady. Sprawdzaliśmy i używaliśmy jakiś czas, bo jakość pieluszki  w naszym przekonaniu była dobra, a cena jeszcze lepsza. Obecnie jednak Pampers wypuścił linię sleep & play, która w naszej opinii ma te same właściwości i cenę. Dady śmiało bym poleciła. 
źródło: sieć
Pampers new baby. To były pierwsze pieluszki Miłosza. Mimo, że cena zwalała z nóg, bo do tanich nie należą, ale bardzo dobrze nam sprawdziły się przy noworodku. Ładnie chłonęły (kiedy opanowaliśmy siusiaka;)). Mały nie miał żadnych podrażnień, ani odparzeń. Myślę, że to dobry wybór jak na pierwsze pieluszki dla małych Niedźwiadków. 
źródło: sieć
Pampers premium care. Tych unikamy jak ognia. Niby jedna marka, ale pieluszki...no u nas się nie sprawdziły. Zachowywały się jak zwykła pieluszka tetrowa (niby to dobrze), ale bardzo często musieliśmy je zmieniać, bo mały wszystko przesikiwał, cena jeszcze większa niż new baby. Jak dla nas kompletnie nie ekonomiczne. Choć moja szwagierka bardzo je sobie chwaliła.  
źródło: sieć

Tych pieluszek nie mieliśmy:

Huggies new born. Zastanawiałam się nad ich zakupem tylko ze względu na otwór na pępuszek. Jednak zwykłe pieluszki można odgiąć pasek i ten bajer nie jest już potrzebny, a nie płaci się za mały dodatek, tylko dlatego, że jest. Nie kupowaliśmy ich w ogóle, bo opinie na ich temat nie były pochlebne od nikogo z naszego otoczenia, kto je próbował. Chociaż na pewno są osoby bardzo zadowolone z ich użytkowania. 
źródło: sieć
  Pieluszki bambino- nie testowaliśmy ich w ogóle, bo hmm...jakby to powiedzieć: nie mogliśmy ich nigdy nigdzie znaleźć. Wiemy tylko tyle, że są bo pewna aktorka je reklamuje. Swoja drogą jestem ich ciekawa.  Może jak je teraz spotkam to zakupię na próbę?
źródło: sieć
Z opinią o tych pieluszkach spotkałam się wielokrotnie wśród swoich znajomych. Opinie przeważały pozytywne. Ja jakoś nie mogę się do nich przekonać. Może nie czuję takiej potrzeby, bo nie robię często zakupów w rossmanie.
źródło: sieć

Jeśli macie swoje opinie i poglądy co do pieluszek, to proszę piszcie w komentarzach pod tym postem. Może Wasza opinia pomoże komuś w wyborze pierwszych pieluszek dla dziecka, bo wybór jest naprawdę duży.

jakiej przyjemności nie potrafię sobie odmówić? dzień 1

Wczoraj sissi paris zaprosiła mnie do super zabawy. Polecam zajrzyjcie i weźcie udział:)

Dziś odpowiadam na pierwsze pytanie: jakiej przyjemności nie potrafię sobie odmówić?
Długo nie musiałam się zastanawiać, bo odpowiedz jest prosta.
To kawa z pączkiem!!!!:):):)
Za chiny ludowe nie odmówię:)
źródło; sieć
Miłego dnia:*

wtorek, 5 listopada 2013

szybka i lekka sałatka na każda porę i okazję

Dzisiaj nieco kulinarnie:) Przedstawiam Wam przepis na pyszną, lekką i pożywną sałatkę, dobrą na każdą okazję i porę dnia lub nocy;) 
To moja własna niedzielna kombinacja śniadaniowa, ale sprawdziłaby się pewnie i nie przy jednej okazji.

Składniki:
mieszanka sałat (ja dałam tą z lidla z zawartością rukoli),
wędzony łosoś,
suszone pomidory,
ser feta lekki, 
kawałek kromki chleba z poprzedniego dnia,
sos sałatkowy (knorr) koperkowo- ziołowy,
po 1,5 łyżki oliwy i wody.

Na talerz wykładamy mieszankę sałat, polewamy wcześniej rozrobionym sosem (nie dodaję już soli ani pieprzu!!!), mieszamy. 
Potem układamy po wierzchu pokrojone pomidory, ser oraz kawałki łososia.
Na rozgrzana patelnie wlewamy odrobinkę zalewy z suszonych pomidorów i wrzucamy pokrojony w kostkę chleb. 
Smażymy chwilkę, aż kostki staną się chrupkie i wrzucamy na wierzch naszej sałatki w tzw. stylu "artystyczny nie ład";)

Gotowe:)
Smacznego!!!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Pierwszy matkowy bilans Miłosza

W zeszłym tygodniu Miłosz skończył 1,5 roku. Malutkim chłopczykiem to już napewno nie jest, ale dla Matki to jeszcze taki mały okruszek jest:) Ponieważ synek rozwija się wg własnego widzi mi się, a nie zgodnie ze statystykami (Indywidualista mi rośnie;)), pomyślałam o zebraniu wszystkich Jego poczynań, umiejętności i dokonań. No to zaczynam:)

Półtora roczny Pan Miłosz już:
  • umie mówić podstawowe słówka: mama, tata, baba itp.
  • wołać "si", kiedy chce kupkę do nocniczka (nieźle ostatnio przyoszczędziliśmy dzięki temu na chusteczkach i pieluszkach).
  • ostatnio dodał nowe słówka: sześć, zegar, szafa, zeszyt, autko, kot (wymawia kok), brat.
  • potrafi pokazać każdą część ciała, kiedy ktoś pyta gdzie jest np.: nos, oczy, stopy, brzuch itd.
  • myje sam rączki, kiedy poleje się je mydełkiem,
  • samodzielnie pije przez butelkę z niekapkiem i słomkę. Próbuje pić z kubka, ale czasem za ostro jeszcze kubek przechyli lub gryzie.
  • uwielbia rysować, ostatnio stara się w malowankach kolorować obrazki i nie wyjeżdżać za linię. nawet nieźle Mu to wychodzi. Myślę, że za jakiś czas malowanki będą wypełniane profesjonalnie;)
  •  kocha pytać o wszystko co znajduje się w książeczkach po kilkaset razy dziennie:) ale tez zapytany, potrafi pokazać.
  • świetnie chodzi za rączkę. Samodzielności próbuje bardzo ostrożnie. Ślubny przewiduje, że zacznie chodzić na Święta:)- oby miał rację.
  • nie zna smaku czekolady, cukierków, smażonego, wafelków itp.
  • puszczając do kogoś tzw."oczko" mruga oboma oczami:)
  • robi świadome "pa pa" rączką, nawet jak kończę z kimś rozmowę telefoniczną, czy wychodzę np. ze sklepu:)
  • dokazywać, rozrabiać i wymuszać to co chce osiągnąć..całe szczęście dość dobrze puki co idzie nam odpieranie tych małych buntów:)
  • i pewnie jeszcze wiele rzeczy, o których zapomniałam.. ;)
Ostatnio coraz częściej mam okazję zaobserwować jak wielkim autorytetem dla Milosza jest Jego tata:) Bardzo często, kiedy mąż jest w pracy stara się naśladować czynności, które mąż wykonuje w domu (ostatnio sprawdzał kaloryfery- jak tata:)). Zawsze, kiedy nadchodzi godzina powrotu taty z pracy, My już wypatrujemy przez okno na korytarzu, czy tata już przyjechał, by zaraz potem razem wprowadzić auto do garażu. Są też zabawy i zabawki, którymi Miłosz bawi się tylko z tatą i nijak mogę próbować, nie chce się bawić i już!:) Ostatnio, kiedy odpoczywałam i regenerowałam siły, Chłopaki majstrowali przy kaloryferze. Tata mówił, co jest gdzie, za co odpowiada dana rurka itp. Udało mi się zapisać ta rozmowę, bo normalnie bym nazw za chiny ludowe nie zapamiętała!!! treść rozmowy :

Miłosz: pokazuje paluszkiem jakąś część.
Mąż: to jest Synu odpowiecznik.
Miłosz: pokazuje kolejną część kaloryfera.
Mąż: a to jest Synku głowica termostatyczna, inaczej zwana termostatem.
Miłosz: pokazuje następną część.
Mąż: a to jest Synku moduł podłączeniowy, kątowy...(nie zdążyłam zapisać co było dalej)...a jego przekrój to "fi 16".
I tak mąż tłumaczył jeszcze ze trzy razy, po czym wrócili do mnie do salonu z uśmiechami od ucha do ucha:)
Uwielbiam Ich. Patrzeć tylko jak Olek dołączy do nich za jakiś czas... :)




niedziela, 3 listopada 2013

jakiś czas

Wracam po tygodniowych wakacjach od internetu. Skończył nam się tydzień temu limit internetowy (pierwszy raz od czasu jak tu mieszkamy). Postanowiliśmy w końcu razem ze Ślubnym w końcu zgrać "Akademie Pana Kleksa" Młodemu na dysk, bo inaczej takie sytuacje będą zdarzały się częściej.  Do dziś dnia tego jeszcze nie uczyniliśmy, ale nie było aż tak tragicznie. Nauczyliśmy się żyć bez telewizora i radia, to i bez neta pociągniemy:) Co prawda, nie wiele wiem co się w świecie działo, ale może to i lepiej;)

W zeszłą sobotę targi książki w krk, więc nas też nie mogło tam zabraknąć. Po raz pierwszy był z nami Milosz, który dzielnie siedział w wózku i znosił tłum i zgiełk i potworny gorąc. Jeszcze raz Wielkie przepraszam i ukłony do państwa, którym zdarzyło nam się najechać wózkiem po nogach, a mimo to okazali wyrozumiałość i obdarzali nas tylko uśmiechem:)
Do domu wracaliśmy z piechotą (mamy niedaleko), a w torbach i plecakach bardzo skromne, ale jakże cenne zdobycze:)
Pan Miłosz dostał cztery książeczki, które bardzo, ale to bardzo mu się podobają. Ulubiona jest "Zabawny piesek".
Do moich domowych zbiorów natomiast dołączyły te dwie pozycje:
Już od jakiegoś czasu chodziła za mną Pawlikowska, ale zawsze jakoś tak nie mogłam się zdecydować. Aż do teraz.I mam i czytam jako pierwszą. Na razie podoba mi się treść. Lubie tego typu książki, gdzie porusza się prace nad sobą, na własnymi marzeniami i realizacja siebie. Czuje, że czasem pomagają spojrzeć nieco łagodniej na samego siebie, ale też czasem znajduje małą wskazówkę.
"Był sobie książę.." to zostawiłam na deser, ponieważ kocham romantyczne powieści, a ta właśnie taka jest. Ale to dopiero jak wrócimy do sypialni po zamontowaniu kaloryferów, bo takie lubię czytać
do poduszki;)

Oluś rośnie jak na drożdżach. Czasem mam wrażenie, że za chwilę pęknie mi brzuch, bo tak się napręża i wierci:) Mam nieodparte wrażenie, że Jego poród nie będzie tak prosty i szybki jak Miłosza i da mi jeszcze popalić...

Miłonio robi wspaniałe postępy!!! Zaczyna mówić inne słowa niż mama, tata, baba itp. Zabiera się za takie trudniejsze, typu: zegar, sześć, szafa, autko, zeszyt. Ale widocznie one dla niego są prostsze:)
I próbuje chodzić sam!!!!! JUUUUUUPIIII:)!!! Zamarliśmy ze szczęścia z mężem jak zobaczyliśmy naszego Szkraba dreptającego samemu do kwiatuszków!!!! Jeden z piękniejszych widoków dla rodzica chyba:)

sobota, 2 listopada 2013

"śniadaniowy" foto przegląd tygodnia (4)

Witajcie:)
Jak już pisałam we wcześniejszych wpisach, od kiedy jestem w drugiej ciąży nie mogę opuścić kuchni:) -pod kątem gotowania, pichcenia i kombinowania oczywiście;)) 
Dlatego w tym tygodniu zapraszam Was do naszego domu na codzienne śniadania!!! 
Wg mnie to najważniejszy i wspólny posiłek w ciągu dnia:)
Zapraszam:)

To niedziela i rogaliki francuskie z czekoladą i kawa inką!!!Pycha!!!!
Robiłam je pierwszy raz:) Mąż pochwalił...posmakował...i zjadł prawie cały koszyczek;)
 Hello monday:)
...czyli kanapki z serkiem, szyneczką, pomidorkiem i herbatką:)
Piękny Wtorek i ....
to co tygryski lubią najbardziej- jajecznica z cebulka na masełku:) ach, jak kalorycznie:)

Delikatna środa...
czyli owsianka- uwielbiam!!! i Miłosz też:)


Bez śniadaniowy czwartek:(:(:(
zaspaliśmy, a mieliśmy szczepienie. Był obwarzanek krakowski po drodze

Przed weekendowy piątek i  
znowu jajecznica, tym razem w towarzystwie szynki i mięty:)

Podobne śniadaniowe posty chodzą mi po głowie, ale to na razie faza planowania, więc zobaczymy;)
miłego dnia:)