Moja lista blogów

niedziela, 29 grudnia 2013

30-ty tydzień ciąży

ok, robi się naprawdę ciężko i nie mam tu na myśli świątecznego łasuchowania;) W piątek rozpoczęliśmy 30-ty tydzień ciąży:) Kurcze, jeszcze niedawno był początek, nowe doznania ciążowe, a tu już poród zbliża się wielkimi krokami. Muszę powoli zacząć myśleć o przygotowaniach do tego pięknego dnia, o kompletacji badań, dokumentów itd.
Brzusio jest kochany, okrąglutki, a jego mieszkaniec niesamowicie ruchliwy:) w nocy ma najlepszą zabawę, choć podobno już wchodzi w taki etap, że powinien mniej już brykać..pożyjemy zobaczymy. Obecna waga 63 kg, czyli 8 kg więcej niż przed ciążą, a Oluś rozwija się prawidłowo:)
I moje smaki się zmieniają:) Obecnie uwielbiam owsiankę na śniadanie ( z jabłkiem lub dżemem dyniowo- imbirowym), wszelkiego rodzaju sałatki na bazie sałaty oraz buraki- pod każdą postacią:)

Kręgosłup ratują mi tylko ćwiczenia, które stosuję. Milosz zawsze mi towarzyszy przy nich i dźwiga swoja małą pupkę w górę próbując naśladować mamę:)

Miłoszek rozwija się cudownie:) codziennie sam z siebie powtarza słowa, które usłyszy. Ostatni hit to słowo Kraków! Oprócz tego do swojego słowniczka dodał jeszcze: serce, proszę, pepsi. Nawet próbuje dyskutować i czytać bajki swoim misiom:) Oczywiście w swoim jeszcze nie zawsze zrozumiałym dla nas dorosłych języku;)

Przez tydzień mam w domu męża, więc jest ekstra. Powoli wykańczamy drobne robótki w domu:) zawisła już lampa w kuchni i wiatrołapie:) Zdecydowaliśmy też kupić Miłoszkowi łóżko jego właśne, aby powoli przygotować Go na przyjście nowego domownika (bo łóżeczko będzie nam potrzebne dla Olka;)).

poniedziałek, 23 grudnia 2013

bo, kiedy świat spowalnia...

to jedyny znak, że już niebawem Święta:) I to te wyjątkowe, przy których człowiek chwilkę się zatrzymuje, nasz czas mierzymy już inaczej...czekamy na pierwszą gwiazdkę, na rodzinę, na choinkę, na wieczerzę wigilijną, pasterkę...

Od siedmiu lat (Boże, jak ten czas zasuwa) nasze Święta z Mężem spędzamy razem w naszych rodzinnych domach: Najpierw wigilia u moich rodziców, potem trasa 200 km, aby na wieczór zasiąść do wigilii z rodziną męża:) Potem pasterka (dla wytrwałych;)), Boże Narodzenie u teściów i drugi dzień świat znowu w krk u moich rodziców.
Kiedy Wasze lodówki przygotowane na przyjecie tych wszystkich cudownych wigilijnych potraw, nasza jest puściutka i przygotowana na przyjecie tej masy wałówki, którą zawsze ze sobą przywozimy od naszych rodziców:) Ach, te kochane Mamy:)

Ubraliśmy wczoraj choinkę. Po raz pierwszy pomagał nam Miłosz, choć "pomagał" to za dużo powiedziane, bo do czasu, kiedy nie było bombek odkurzacz był ciekawszym zajęciem;) Dopiero na sam widok łańcuchów, bombek i światełek Mały człowiek wykazał zainteresowanie. Dzielnie pomagała nosić szyszki i bombki, które niesamowicie Go nęciły jak były już powieszone.

Mimo tłumaczenia, próśb i tłumaczenia, straciliśmy bombki w liczbie sztuk jeden (ale braliśmy to pod uwagę, przy zeszłorocznym zakupie ozdób;)).
Choinka cudownie wprowadza nastrój w naszym domu już taki typowo świąteczny:)

Tak cudownie było wczoraj wtulić się w męża przy świecącej choince:)

Prezenty też już gotowe, wiec pozostaje mi tylko przygotowanie listy wszystkich tobołków, które musimy ze sobą zabrać w drogę. Miłoszek sam zrobił na warsztatach charytatywnych prezenty dla dziadków:) Sam pomalował bombki choinkowe, które w Wigilię otrzymają dziadkowie: Do tego zestawu mamy jeszcze ręcznie zdobione anioły z masy solnej dla pozostałych domowników:)

Wkurzam się tylko na fakt, że zawsze spowiedź i duchowe przygotowanie serca do Bożego Narodzenia zostawiamy na później, a tak na prawdę na ostatnia chwilę:( W tym  roku chcieliśmy inaczej. Były rekolekcje, chcieliśmy je przeżyć, posłuchać, skupić się na tym co przecież w święta najważniejsze, a diablisko nam tak namieszało, ze nie było jak:( i żałujemy bardzo, ale może w przyszłym roku jak dożyjemy uda nam się bardziej przygotować duchowo do Narodzenia Bożego.....

Teraz uciekam już do sterty prasowania, które czeka na mnie od kilku dni....

Natomiast z okazji Świąt Narodzenia Bożego, chciałabym złożyć Wam serdeczne życzenia, miłości, ufności, zdrowia i radości ciepła domowego ogniska. Aby te Święta były spędzone w duchu rodzinnej miłości i śmiechu, szczęścia i pięknych doznań:)
źródło: internet

czwartek, 19 grudnia 2013

dark green room: inspirations

Pojawiło się maleńkie światełko w tunelu, że może uda nam się umeblować jeden z pokoi na górze: gabinetowo- biblioteczkowy:). Zobaczymy jak będzie po świętach, ale jest maleńka nadzieja, a ja zawsze trzymam się mocno takiej nadzieii:) Ponieważ pokój jest w kolorze ciemno zielonym (ja bym rzekła, że groszkowym;)) i zawsze patrzyłam na niego oczami wyobraźni, jak na taki prawniczy gabinet z XVIII- XIX  wiecznego Bostonu;) Jednak teraz, kiedy widzę pokój (nie na projekcie) obawiam się, że mógłby być nieco za ciemny, tym bardziej, że są skosy. Dlatego poszperałam troszkę w necie i znalazłam kilka fantastycznych inspiracji, połączeń i pomysłów, które chętnie bym u siebie widziała:)


 

 To połączenie kusi mnie najbardziej, gdyż uwielbiam jasne meble, a mój mąż chce w tym gabineciku białą sofkę
 To natomiast emanuje (jak dla mnie) spokojem, ciszą..
 To też jest fajne, ale mam już kwiatowe zasłonki i dodatki w sypialni, a zawsze chciałam, aby każdy pokój był indywidualny:)


  A to mój "bostoński" gabinecik prawniczy;) mniej więcej tak go widziałam:)

Chciałam przy okazji bardzo podzękować Umi z bloga herbata-ze-szklanki.pl/ gdyż otrzymałam w dniu dzisiejszym nagrodę za zajęcie drugiego miejsca w konkursie organizowanym przez jej blog:) Baaaardzo dziękuję Aniu za tak miłe wyróżnienie, nagroda dotarła do mnie dziś, dziękuję:* A takie cudności wygrałam:)


 Małe rączki były baaardzo zniecierpliwione i ciekawe co to:)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

pierwsze

Dziś, kiedy nasze życie wraca powoli do normalności, tzn. tata do pracy, a My zostajemy razem, Miłosz nie bardzo umie się w tym wszystkim odnaleźć. A może umie, tylko to matka nie umie?!:) Otóż, już nie mogę bawić się z Nim kolejka, ani autkami, bo to jest zajęcie już tylko dla taty!!!:)Poważnie, nie jestem godna nawet dotknąć drogi, bo zaraz jest bunt!:) Tak więc wszystkie zabawy samochodzikowe odbywają się samemu albo czekają na tatę:)


Cóż matka prosić się nie będzie i jak Miłoszek chce siam, to mama hyc do łazienki po zestaw do manicure i chwilka dla siebie....I wszystko matka mogła, oprócz piłowania, bo jak Młody zauważył że jest "nowa" atrakcja wziął pilniczek i sam sobie paznokietki piłował:) Ależ był szczęśliwy:)

Jednak nie dawało spokoju matce, że dzieciątko bawić się z Nią autami nie zamierza, więc wytoczyła Ona ciężką artylerię w postaci farbek:) To pierwsze spotkanie Miłosza z farbkami. Tak jak przypuszczałam, dużo fajniejsze okazało się dla syna płukanie pędzelka w kubku z wodą niż samo malowanie, ale jak na pierwszy raz było naprawdę nieźle:)



A tak prezentuje się Herbaciny brzuszek w 28 tygodniu ciąży (ale ten czas szybko leci).
Kiedy sobie pomyślę, że jeszcze tylko niecałe 12 tygodni i Oluś będzie z Nami czuję niesamowita radość, ekscytację:) Po raz pierwszy od dłuższego czasu się nie boję, nie ogarnia mnie panika, jak to będzie z dwoma szkrabami, jak dam sobie radę, czy Miłoszek nie będzie zazdrosny...Nie ma złych i bojaźnych myśli:) Jest tylko radość i miłość i szczęście:)

Wieczorem planujemy z mężem iść na rekolekcje adwentowe, aby nie tylko dom przygotować na święta. Wczorajsze nauki nam się podobały, zachęciły do refleksji co tak naprawde ważne jest w święta: prezenty, serce, czy tradycyjne jedzenie... Chcemy, mimo iż czasu niewiele i młody pewnie z nami pójdzie, choć już katar się pojawił rano:( ach to diablisko mąci, ale z Bożą pomocą damy radę;)

niedziela, 15 grudnia 2013

męskie sprawy

Od wczorajszego poranka doświadczam nowych doznań w swoim macierzyństwie. Po raz pierwszy od bardzo dawna chłopaki mieli czas zaplanowany tylko dla Nich. Bez mamy, żony, tylko ich dwóch. Od samego rana razem figlowali, czytali bajki, malowali, układali klocki. Po prostu cisza jak makiem zasiał:) Mając lekcję angielskiego w pokoju biurowym zastanawiałam się czy ta cisza na dole to dobry, czy zły omen. Choć z moim korepetytorem stwierdziliśmy, że może obaj śpią, skoro w nocy wszyscy spaliśmy zaledwie 5 godzin, ale chłopaki pięknie układali w tym czasie puzzle. Kiedy przyszła kolej na lekcje Łukasza, Miłosz nie tak łatwo chciał Go puścić:)

O 12:30 chłopaki zapakowali plecak (a raczej tobołki Miłosza zapakowaliśmy do Łukaszowego plecaka) i pojechali do kulkolandii na spotkanie z Mikołajem, które organizował pracodawca męża. Herbata puściła wolną muzykę, zrobiła sobie CIEPŁĄ, pyszna kawę i zasiadła do robienia prezentów pod choinkę. Jakże miło, błogo w taką ciszę i spokoju, wypić CIEPŁĄ kawę na spokojnie (aż dziwnie smakowała;)), to po półtorej godziny Matka już tęskniła. I zastanawiała się jak sobie chłopaki radzą. Czy tęsknią. Po powrocie syn nawet nie bardzo miał czas opowiedzieć mamie czy mu sie podobało, bo był tata i nowe autko i zabawa z tatą:) Pierwsze co matka usłyszała od swoich mężczyzn, to "jesteśmy głodni":) :):)


Kiedy już mąż zaspokoił już moją ciekawość "jak było", miałam znów czas dla siebie...aż nie bardzo umiałam się w tym znaleźć, bo chłopaki czytali wiersze Pana Brzechwy sami, tylko Oni:)
Wszyscy padliśmy jak kawki wieczorem do łóżka (Miłosz przed 20, ja o 20, Ślubny kilka minut potem) i tak błogo spaliśmy do 8 rano. Boże, jak ja się wyspałam, zregenerowałam. Nawet Olek w nocy spał jak suseł:)
Rano, po śniadaniu Matka miała czas na spokojne wykonanie makijażu, wymodelowanie włosów, spokojne ubranie się!!! Powaga, chłopaki czytali bajki, a potem bawili się ciuchcią i resorakami:) To jakieś lekko dziwne dla mnie było, bo przeważnie od poniedziałku do piątku mam Małe towarzystwo przy makijażu, ale jakże przyjemnie było to powolne malowanie:)

Dziś również spełniło się małe marzenie mojego męża. Otóż Młody usnął nam na mszy mężowi na rękach. Biedak musiał być nieźle obolały, ale kiedy zapytałam czy nie jest mu ciężko odpowiedział, że "jest, ale zawsze marzył o tym aby Miłosz usnął choć raz w jego ramionach":):*
Po powrocie dzień ojca z synem trwał nadal. Razem jedli jogurt, a sposób podania, a raczej może zabawy w samolocik i teksty męża sprawiały, że ciągle się śmiałam, bo takich bajek to ja jeszcze nie słyszałam:) Ale jakże Miłosz był zadowolony:)

Cały weekend chłopaki byli razem, bawili się, mieli swój facetowy świat:) Przyjemnie było patrzeć na to szczęście w ich oczach, sercach, na te figle i zabawy:) Cudownie!!!

PS. a to chwilowi mieszkańcy naszego piekarnika.

Przepis i instrukcję na te cuda dla początkujących znalazłam TUUUUUUU

Miłego tygodnia

czwartek, 12 grudnia 2013

miłość do szminki

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu powiedziałbym, że szminki są przestarzałe, bez wyrazu i w zupełności nie dla mnie. Pewnie wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że za jakiś czas zawładną moim kobiecym sercem na dobre. Dziś na samą myśl o tym uśmiecham się do siebie i powtarzam..po raz pierwszy myliłaś się Kochana;)

źródło: internet

  Dziś już wiem, że ta szminkowa "miłość" to już na stałe, na całe życie... Piękno tej drobnej kobiecej przyjemności pokazałam mi Szminka z kurnika, młoda kobieta i matka w jednej osobie, piękna, subtelna, szalona, wrażliwa....Ona własnie w tak naturalny, normalny kobiecy sposób pokazuje siłę kobiecości. Siłę, którą reprezentuje szminka:)

I chyba coś w tym jest, że ze szminką na ustach kobieta mknie przez  codzienność z podniesionym czołem! Z siłą, która potrafi subtelnie określić jej kobiecość i seksapil....
Z resztą, chyba nie ma na świecie drugiej, bardziej przekonującej o tym kobiety tak jak Ona..
        
źróło: internet  
 ...wielka, niezapomniana, ciągle żywa i uwodzicielska....


środa, 11 grudnia 2013

własne cztery ściany

Tak chyba to już jest, że człowiek całe życie pracuje, podróżuje, imprezuje, wychowuje dzieci..., ale jest w tym całym naszym życiu miejsce, które jest tylko jego. Miejsce w którym czuje się spełniony, bezpieczny, szczęśliwy. Myślę, że kiedy człowiek ma te swoje własne (lub na współkę z bankiem;) cztery ściany, to inaczej postrzega pojęcie domu, swojego miejsca na ziemi. My wynajmowaliśmy przez 3 lata mieszkanie. Nie czułam z nim żadnej więzi sentymentalnej- po prostu było. Teraz, kiedy mamy własne cztery ściany, moja troska o to miejsce jest zupełnie inna. Moje pojęcie domu jest inne. Czuję się tu bezpiecznie, dobrze, szczęśliwie, mimo, że jeszcze kable ze ścian gdzieniegdzie wystają, mimo, iż ciągle lamp wszędzie nie ma, mimo, iż powoli, powoli dopiero wijemy nasze gniazdko, to czuje się szczęśliwa. Czuję, że to moje miejsce na ziemi:)
Nigdy też nie należałam do osób, które byłyby maniakami sprzątania, choć w swojej półce zawsze miałam żołnierski porządek (i tak jest do dziś:)), tak tu w naszych czterech ścianach lubię to robić. Poważnie:), lubię jeździć na mopie czy odkurzaczu dbać o nasz dom, nasze kwiatki (nie pytajcie w jakim były stanie na wynajmowanym;)), nasz plac po budowlany, który kiedyś będzie ogrodem;)
Wczoraj jak prawie w ogóle poczułam potrzebę i chęć posprzątania szaf i szafek, umycia okien przed świętami:)
 Tak mnie to wciągnęło, że wieczorem odczułam tego skutki, bo przecież mało kto tak lata ze szmatą w 6-tym miesiącu ciąży (a może nie jestem jedyna;))? Garnki, filiżanki, szkło, koszyczki, przyprawy, kubki wszystko latało po całej kuchni:) Czułam moc i potrzebę. to było jak samorealizacja- prawdziwa kura domowa hi hi hi;)
I zgrzeszyłam tak latając. Dałam się ponieść na tyle fantazji, że zrobiłam sobie pół filiżanki własnoręcznie robionej gorącej czekolady!!!
Skutki dała mi odczuć wieczorem lekka migrena.
Ale warto było:) Odrobina tej przyjemności tylko dla siebie:)

Od kilku dni chodzą mi po głowie pomysły na prezenty pod choinkę, ale o tym napiszę kiedy indziej, kiedy będę już pewna, że to własnie to:)

Cudowna pogoda zachęca do spacerowania, daje mnóstwo nowych pomysłów, energię do działania....

poniedziałek, 9 grudnia 2013

czy karmienie piersią ma sens?

Karmienie piersią niewątpliwie i ja uważam, za ważne w rozwoju młodego człowieka, choć karmiłam Miłosza mlekiem modyfikowanym. Jednak odnoszę czasem wrażenie, że to lekka propaganda, marketing, która działa tylko na chwilę. Przecież kobiety, które piersią nie karmią też chcą dla swoich dzieci tego co najlepsze, bezpieczniejsze i zdrowe. Przecież, to że matka karmi piersią nie czyni z niej jeszcze tzw."ósmego cudu świata".
Piszę o tym, bo nie wiem, czy zauważyliście, jak wiele mówimy o karmieniu piersią, o rozwoju dziecka. A mnie zastanawia, dlaczego  w takim razie, skoro dobry rozwój naszych dzieci jest dla nas ważny, to czemu u diabła matki i ojcowie odpuszczają dbanie o odpowiednie menu dziecka, kiedy wprowadza się inne stałe posiłki? Czemu rodzice własnie wtedy dają sobie (dziecku) wolne od wartości odżywczych, od zdrowego i rozsądnego trybu jedzenia? Przecież to, że dziecko ma 7,8,10,15,20 miesięcy nie zwalnia nas rodziców z obowiązku dbania i podawania wartościowych i pełnych witamin posiłków!
 Czemu rodzice zapychają swoje dzieci daniami ze słoiczków, kaszkami, deserkami, jogurtami itp? Czemu zapychają chrupkami smakowymi, czekoladami, wafelkami, ciasteczkami, cukierkami, frytkami i innymi daniami smażonymi? Przecież to nadal jest mały, delikatny żołądek i organizm, który się cały czas rozwija i potrzebuje wartości odżywczych i witamin, a nie kilograma tłuszczu, smażonego, cukru i barwników!!!

Nie rozumiem, czemu sami się oszukujemy, że nasze dziecko nie jada takiego dziadostwa. Ktoś powie, że daje dziecku czekoladkę, wafelka raz na jakiś czas. A nie lepiej dać temu dziecku kawałek jabłka, marchewki, własnoręcznie zrobionego biszkopta, a nie ciastka i cukierka pełnego tłuszczów trans, które za chwile przyczynią się do choroby otyłości?!
Czy nasze maluchy naprawdę są na tyle dorosłe, aby podawać im smażone i doprawione chemią kotlety, frytki, ketchup?

Dlaczego wynagradzamy nasze dzieci słodyczami i fast foodem, kiedy chcemy je nagrodzić, w jakiś im sposób podziękować?  Częściej na placykach zabaw słyszę "jak będziesz niegrzeczny to mamusia/ tatuś nie da ci kinderka/ czekolady/ nie kupi chrupek", niż "jak wrócimy do domu, to mamusia/ tatuś da Ci jabłuszko/ marcheweczkę/ bananka/ jogurcik". Przecież to my właśnie w ten sposób uczymy nasze pociechy, że słodycze, fast foody to nagroda. To coś wyjątkowego. Więc dziecko koduje, koduje i koduje, że to wyjątkowe, że jeśli będzie chciało sobie wynagrodzić coś w przyszłości, to sięgnie gł. po jedną z tych rzeczy.

Nasze dzieci mają czas na jedzenie tego gówna. Nie musimy im odbierać dzieciństwa i zdrowia, tylko dlatego, że jest tego masa na półkach, a reklamy zachęcają do jedzenia "zdrowych, witaminowych" ciastek, słodyczy!! Naprawdę w to wierzycie? Że ciastko zbożowe, ma jakiekolwiek wartości odżywcze, skoro w większej połowie jest zrobione z tłuszczy trans i chemii niż mleko z płatkami kukurydzianymi lub owsianymi? Albo, że kulki  i inne figurki śniadaniowe czekoladowe to witaminy?  Albo, że serek/ jogurt smakowy jest lepszy i zdrowszy bo zawiera "owoce"?
 My z mężem w to nie wierzymy. Wiemy jednak i wierzymy, że dobre są kasze, płatki owsiane, jogurty i serki naturalne, owoce i warzywa surowe, dania bez chemii i smażonego. Miłosz nie jada owoców przecierowych słoikowych od kiedy skończył 5 miesięcy. Taniej wychodzi np.kilogram jabłek (wystarcza na dłużej, a i sami skosztujemy owoc). Nie dajemy Mu ani smażonego, ani przyprawianego.
Można powiedzieć, "że jak siedzę w domu, to sobie mogę gotować. ja nie mam czasu". Ale jak pracowałam to też gotowałam i jeszcze dom budowałam z mężem i wykańczałam i czas dla Milosza był. Nie potrzeba 4-ch godzin aby zupę ugotować:) Zupy gotują się same, nie muszę stać nad garnkiem i patrzeć jak pływają w nim jarzyny i kości z mięsem:) Nie muszę od razu wrzucać kostek rosołowych, wegety i połowy sklepowej półki z przyprawami. Odrobina soli i pieprz wystarcza. Jak dla kogoś mało, to na talerzu sobie doprawi pod własne gusta.

To jak jedzą inne dzieci jest indywidualną sprawą każdego rodzica i nie wtrącam się w to, bo to nie moja sprawa. Czasem jednak zastanawia mnie ta hipokryzja, kiedy słyszę jak ważne, aby karmić piersią i jak walczyć o laktację,a za klika miesięcy ładuje się w małego człowieka to co fabryka dała.

Ważne, abyśmy mieli świadomość, że odstawienie dziecka od mleka matki, nie zwalniało nas z troski o jego żołądek. Bo jak nie ma witamin i minerałów w posiłkach w ciągu dnia, to i odporność na choroby, które daje mleko matki (podobno) nic nam nie pomoże...
foto: internet


niedziela, 8 grudnia 2013

Mikołajowy foto przegląd:)

Musieliśmy być wyjątkowo grzeczni w tym roku, bo każdy z Nas otrzymał prezent od św. Mikołaja:)
Jednak dyplom najgrzeczniejszego w naszej rodzinie zdobył Miłosz. Przynajmniej po ilości prezentów jakie otrzymał od Mikołaja możemy tak wywnioskować;)

Te są nasze...
...a te Miłosza

Jeden z wielu prezentów. Śliczne, cieplutkie kapcioszki w kaczuszki.  
Z kaczuszkami była książeczka, ale nie zrobiła takiej furory jak kapcioszki;)

Niesamowite, ponieważ właśnie 6-go grudnia dotarła do nas przesyłka od Kasi, w której były wylicytowane charytatywnie buciki, które nosił będzie niedługo Oluś:) To wspaniały zbieg okoliczności:) 
Oczywiście dla Mikołaja jak i dobrtch skrzatów, które pozbieraly i przyniosły zgubione przez Mikołaja pozostałe prezenty dla Miłoszka był pyszny biszkopt z owocami. 

Jak widać, nie wiele z niego zostało, więc chyba wszystkim smakowało;)
Tu zbiorczo wszystkie Miłoszkowe ubranka. Bardzo przydatne:)





Bardzo dziękujemy Ci święty Mikołaju i zapraszamy za rok;)

sobota, 7 grudnia 2013

mówisz i masz!

Jak najłatwiej zmobilizować dziecko do samodzielnego spania? Powiedzieć Mu o tym:) Hi hi hi...poważnie!
Mówię dziś Miłoszkowi przed popołudniową drzemką, że mamusia musi iść powiesić pranie w pralni obok, a On aby spróbował zasnąć. Mama zaraz skończy i przyjdzie:) Syn dostał krzyżyk na czółko, popatrzył na matkę, wyściskał, przytulił terenówę i leżał grzecznie... Matka wraca po raptem 3-ch minutach do pokoju i co widzi? Syn śpi!!! Przytulając do siebie ciężarówkę tak mocno, że ledwo dało się ją wyjąc:)

Puki co podziałało nam dwa razy, ale tylko podczas popołudniowych drzemek, ale to świetny początek:)

Dziś zdawaliśmy szlachetna paczkę. Radość i wzruszenie towarzyszyło nam cały czas. Mamy nadzieje, że zawartość paczki podobała się rodzinie. Wszyscy, którzy tworzyli tą paczkę, bardzo chcieli zobaczyć reakcję i radość rodziny. Tak miło jest zrobić coś bezinteresownie dla kogoś innego:)

Olek, to chyba jednak będzie bokserem, bo moje biedne wnętrzności i brzuszek latają we wszystkie możliwe strony. Najgorzej jest w nocy między trzecią a czwartą. Dziś tak oberwałam po wnętrznościach, że żadna pozycja nie była w stanie złagodzić ból. Nawet głaskanie brzuszka nie pomogło. Niestety muzyki tez się włączyć nie dało, bo Miłosz spał z nami ze względu na głośno wiejący wiatr, który ciągle Go wybudzał. Więc noc do bani jak nic.

Po całym tygodniu padam ze zmęczenia. Nie narzekam, ale mówię, że jestem zmęczona, ale to chyba naturalna rodzicielska przypadłość?:) Może to nienormalne, ale dziś po raz pierwszy zamarzyłam o wypiciu ciepłej kawy! Do tej chłodnej, pitej przez pół dnia zdążyłam już przywyknąć. Ale na razie ciepła pozostaje dla mnie w strefie marzeń;)
źródło: internet




czwartek, 5 grudnia 2013

taki styl....

.Ostatnio (mimo, iż nie należę do kobiet, które lubią zakupy i śledzą wszystkie trendy sezonu) zauroczył mnie styl Victorii Beckham. Choć mając tyle kasy co ona, pewnie i tak bym tych wszystkich cudnych strojów nie kupiła, bo nie przywykłam do tego;) Tak z wielką chęcią obejrzałam Jej stylizacje i wybrałam kilka, które mogłyby zagościć w mojej garderobie;)


źródło: internet
Ta długa, szara, prosta suknia- cudowna!!!
źródło: internet
 Uwielbiam takie połączenie leginsów, topu i żakietu. Jak dla mnie kobiece i klasyczne
źródło: internet

źródło: internet
 Ta stylizacja jest cudowna. Bardzo skromna, naturalna i dziewczęca. 
źródło: internet
Osobiście bardzo lubię spódnice i sukienki, niestety nie zawsze mam okazje je zakładać, bo moja praca bardziej wymaga ode mnie stroju wygodnego. Choć może po porodzie...
źródło: internet
 I znów prostota, elegancja i klasyka:) 
źródło: internet
 Nie wiem jak Was, ale mnie urzekły te pomarańczowe spodnie:)
źródło: internet

źródło: internet
Och coś czuję, że czeka mnie na wiosnę poważny problem zakupowy;) a na razie pozostaję w strefie planowania;)