Moja lista blogów

piątek, 17 stycznia 2014

Mój kolega

Do łez (szczęścia oczywiście) doprowadził mnie dziś mój syn na spacerze. Ponieważ pogoda słoneczna i mroźna, powędrowaliśmy na plac zabaw. Po opuszczeniu dyliżansu i na widok dzieci już śmigających po placu Miłosz pobiegł szaleć razem z Nimi. Od jakiegoś czasu po prostu lgnie do dzieci i biega za nimi w kółko, nie ważne czy są starsze czy młodsze. Ważne, że dzieci:)
Na widok dzieci z przedszkola spacerujących po placu, Miłosz dostał takiego ataku szczęścia z tej okazji i wmieszał się szybko w pary, jakie dzieci tworzyły, zanim jeszcze Matka zdążyła go złapać..
Ileż miało dziecko radości, to nawet nie umiem opisać słowami, bo się nie da. Szedł razem z dziećmi z uśmiechem szerszym niż klaun:) Kiedy zlokalizowałam już położenie dziecka wśród spacerowiczów i zeszliśmy na bok, aby przedszkolaki przeszły swobodnie, syn tak strasznie się popłakał, że dzieci idĄ dalej, a On nie, że musieliśmy gonić wycieczkę, aby dołączyć do spaceru jako "ostatnia para przedszkolaków":) Dzieci doszły do osiedlowego boiska i zostały "puszczone" na wolność przez Panie przedszkolanki. Kiedy i Miłosz wmieszał się w tłum dzieci (bo on też chce), Matka nie mogła nadążyć wzrokiem za własnym dzieckiem!!! Czuł się wśród dzieci, jak rybka w wodzie, a One Go zaakceptowały i wszyscy gonili się nawzajem (trudno opisać, kto kogo;)). Matka patrzyła, podziwiała, cieszyła się z radości własnego dziecka, że z tej radości aż łzy uroniła:) Ależ mi miło patrzeć było:) Po pewnym czasie jeden z chłopców (niejaki Kamil) popchnął Milosza, że ten upadł na ziemię uderzając głową o boisko, co oczywiście skończyło się wielkim płaczem. Matka poszła pozbierać dzieciątko, przytulić, pocałować, a za Matką większość dzieci...Matka podniosła Małego "przedszkolaka" i przytuliła. Potem dzieci zleciały się i tylko słyszę wokół siebie:
- Nie płacz (jakieś dziecko do Miłosza)....
- nie płacz mały (inne dziecko)...
- na bolącą główkę, plasterek: cyk!...(jakiś chłopiec udawał, że go przylepia)
- (jakaś dziewczynka zwraca się w moją stronę i mówi) to Kamil popchnął Twojego kolegę...

Po tych słowach Matka nie umiała się nie uśmiechnąć do owej dziewczynki....Mój kolega!:) Całe szczęście Miłosz nie popłakał za długo, bo dzieciaki zabrały Go ze sobą do biegania:)!!!
Więc Matka bacznie obserwowała "kolegę", który z biegania ze stadem dzieciaczków miał coraz więcej i więcej frajdy:)
Źródło: internet

Problem pojawił się, kiedy musieliśmy iść już do domu, a przedszkolaki jeszcze nie! Ile płaczu, żalu...że Matka zabiera...ale musiała....i serce  pękało, że zabieram, ale musiałam.....w drodze do domu wytłumaczyłam, że jutro przedszkolaki też będą na polu, bo jest piękna pogoda i znowu jutro się z Nimi pobawi...A potem przyszła refleksja, że jutro sobota:/...

W domu "mój kolega" ledwo po zupce dodreptał do swojego pokoju, bo oczka same już się kleiły i opadały:) 
Tak więc własnie przy kubku ciepłej earl grey, przypominam sobie uśmiechniętą buzie synka i rozkoszuję się tym obrazem:)

Od kilku dni chodziły za mną baaardzo dawno już nie robione naleśniki z tuńczykiem, więc kiedy Miłonio poszedł spać, pofrunęłam do kuchni poprzyrządzać dziś na obiad naleśniki:)
ACH....CUDOWNE BYŁY....
(ja do wszystkich naleśników muszę dać jogurt naturalny! Tak mi zostało jeszcze sprzed ciąży)

A jutro Milosz jedzie do babci, a my po angielskim zabieramy się za pozostałe prace wykończeniowe domu... Tak więc miłego weekendu Kochani:)

10 komentarzy:

  1. Ojej... Moje dziecko stroni od innych. teraz, kiedy chodzi do Klubu Malucha jest lepiej. Ale i tak, choć ze zjeżdżalni lubi zjeżdżać, jakoś nie wchodzi albo się wycofuje, kiedy przybiegają inne dzieci... Mam andzieję, że moze mu przejdzie neidługo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przejdzie...ja pamiętam jak Miłosz bał się dzieci, wręcz histeryzował, a teraz taka zmiana...na kazdego chyba przyjdzie czas:)

      Usuń
  2. Jaka cudowna przemiana w Miłoszku, pamiętam jak smuciłaś się, że na sam widok dzieci płacze i się złości :) Jak widac są różne okresy w życiu dzieci, bo teraz moja zwykle otwarta Zosia przy innych dzieciach na chwilę zamiera i przez jakiś czas jest poważna i milcząca. Dopiero po 20 minutach otwiera się i można liczyć, że dokona się jakaś interakcja ;) Choć i to nie z każdym dzieckiem... Liczę, że to przejściowe i wróci moja towarzyska córeczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, jeszcze nie tak dawno tak bardzo to przezywałam, a teraz zmiana zachowania o 360 stopni.

      Usuń
  3. świetnie, że tak dobrze czuje się wśród dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ale zrobiłaś mi smaka- zjadłabym naleśniki :) ... a..własnie sprawdzałam sobie dostawki do wózka - wiedziałaś że są tez takie siedzące : http://allegro.pl/dostawka-do-wozka-buggypod-smorph2-i3872813000.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Mojemu synkowi póki co dzieci nie robią żadnej różnicy, ale mam nadzieję, że też będzie taki towarzyski.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny blog, będę wpadać częściej. Zapraszam też do mnie, dopiero zaczynam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. moja Pola jak widzi dzieciaczki to też do nich lgnie :)))))))
    naleśniki z tuńczykiem? takiej mieszanki jeszcze nie próbowałam ;)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)