Moja lista blogów

wtorek, 4 marca 2014

życie jest nowelą

To, że życie to jedna wielka przygoda i niespodzianka to chyba prawda. W ostatnich dniach tyle się u nas podziało dobrych i smutnych spraw, że mam wrażenie, że jestem w jakimś serialu, który trwa, a my jesteśmy tylko pionkami w grze, którą dyktuje życie.
Jest z nami Olek, to nas bardzo cieszy....to dodaje nam siły na każdą chwile, kiedy nie ma z nami Miłoszka, który w szpitalnych murach walczy już teraz z zapaleniem płuc. Z dala od własnego łóżka, pokoju. Z dala od mamy, która tęskni za nim z każdą sekundą, która mija. Która odlicza dni do powrotu synka do domu, w moje objęcia, w buziaki, we wspólną zabawę i czytanie bajek.
Czuję jak moje serce jest rozdarte między radością z narodzin Olusia, a ogromną tęsknotą i bólem za Miłoszkiem, który równie mocno tęskni za mamą. Miłoszek dzielnie znosi kroplówki, inhalacje, leki, obcych ludzi. Stara się dostosować do nowej zaistniałej sytuacji, podobnie jak my.
Jest przy nim tata z babciami, dziadkami, ciociami i wujkami na zmianę. Każdy pomaga jak może dzień i noc, abyśmy (choć jeszcze bez Miłoszka) mogli choć na chwilkę nacieszyć się ponownymi narodzinami i nieco zregenerować siły.
Jestem pod ogromnym wrażeniem siły jaką mój mąż znajduje, aby być codziennie z Miłoszkiem, z Nami w domu, aby pozałatwiać wszystkie ważne i mniej ważne sprawy.  Staramy się nakręcać nawzajem pozytywnie, abyśmy jakoś zdołali psychicznie przetrwać ten czas razem z Naszymi dziećmi ( w zasadzie przetrwać to dla nich). Przy nadziei trzyma nas też wiara, choć nie oszukujmy się, że nie zawsze dostrzegamy obecność Pana Boga w naszym życiu...

Wszystko w zasadzie potoczyło się dość szybko i dynamicznie. W nocy z wtorku na środę Miłoszek dostał duszności i wysokiej gorączki. Przed południem wezwaliśmy lekarza do domu, który jednoznacznie stwierdził: szpital! Wezwał karetkę, zrobił mu zaszczyk i pojechał. Łukasz przedzierał się do nas z pracy przez miasto. Spotkaliśmy się  dopiero w szpitalu na izbie. Pani doktor stwierdziła, że to ostre zapalenie krtani i zostajemy. Ze względu na swój błogosławiony jeszcze wtedy stan dostaliśmy łózko u starszych dzieci a nie łóżeczko szpitalne i krzesełko, abym mogła z Nim zostawać w szpitalu w nocy. wieczorem, kiedy mąż wracał już do domu po całym dniu spędzonym z Nami w szpitalu, zażartowaliśmy, że w sumie skoro porodówka po drugiej stronie szpitala to nie daleko mam. Tak więc mówisz i masz... punkt 24:00 odeszły mi wody. Więc telefon po Ślubnego i szpitalnym dyliżansem Pani pielęgniarka przewiozła mnie na izbę gin- poł. Dobrze, że miałam przy sobie część dokumentów i książeczkę (mieliśmy jeszcze o 19:20 wizytę u ginekologa, który stwierdził, że poród będzie raczej w terminie, bo wszystko jeszcze pozamykane). Pani doktor juz na izbie stwierdziła, że skoro wody odeszły to do porodu jeszcze daleko (to samo powiedzieli mi przy skórczach początkowych z Miłoszem, a wyszedł po 3-ch godzinach) i kazała podpiąć KTG i czekać kilkanaście godzin na rozwój akcji. Mąż w tym czasie poszedł do Miłosza i czekał na telefon. AHA AKURAT!!!....akcja rozwinęła się do 30 min. tak, że ledwo skończyłam zapis.Mąż ledwo dotarł do Miłoszka i już wracał, bo poród zaczął się na poważnie. Tym razem był do samego końca, choć czasem bardziej martwiłam się o niego, niż o ten ból, który mi towarzyszył. Tak więc równo o 3:00 powitaliśmy Olusia na świecie:) (tak jak Milosza- 3 godziny). Ogromna radość, szczęście i ulga, że Jest zdrowy i już z Nami:)

Początkowo planowano, że i my i Miłosz wyjdziemy w weekend. Niestety, w piątek lekarz informuje o szmerach w płucach u Miłosza i stwierdza zapalenie płuc.
Tak więc w sobotę tylko my z Olkiem opuszczamy szpital, a Miłoszek zostaje (początkowo tylko na 3 dni), a w poniedziałek po obchodzie dowiadujemy się, że do piątku włącznie nie ma co liczyć na wyjście.... Pozwolono mi na moment do Niego zajrzeć, kiedy jechaliśmy do domu....Utonęłam we łzach, kiedy się wtulił i cieszył, że jestem....Teraz tylko się słyszymy przez telefon. Ja po każdej takiej rozmowie nie jestem w stanie łez i tęsknoty opanować. Ponieważ Miłosz nie chce jeść codziennie pytam, czy zje zupkę od mamusi, a On mówi, że tak, więc gotuję dla Niego i piekę ulubione muffinki i ciasteczka owsiane, aby tylko jadł i nabierał siły. Mąż zawsze przywozi puste słoiki po zupach i opowiada jak to nasza pociecha dzielnie sobie radzi.
Wczoraj Miłosz się zakochał w jednej dziewczynce z sali, która z Nim leży (ona ma 10 lat), ale podobno uwielbiają się oboje razem bawić i wszędzie chodzą razem i to za rękę:) Widziała wczoraj filmik, bo mąż nagrał. Cudowny widok:) Był też osobny filmik dla mamy od Miłoszka:)
Mam nadzieję, że w sobotę lub niedzielę będę mogła Go już mocno przytulić i wreszcie będziemy mogli cieszyć się własnym szczęściem w naszym czteroosobowym składzie.

Co do Olusia, to przy narodzinach ważył 3400 g, mierzył 55 cm. Obecnie karmimy się mieszanie, ale dominuje pokarm z piersi. Synciu zaaklimatyzował się już w domu i robi to co wszystkie noworodki: śpi i je, śpi i je itd. Jest śliczniutki i kochaniutki, choć też potrafi sobie krzyknąć, jak mu mleczka brak:)

Dziś miałam okazję przeczytać świetny wywiad z jedna z blogerek o równouprawnieniu, który znajdziecie go TUUU Gorąco polecam. To jak opowiedziała się Agata o równouprawnieniu jest odzwierciedleniem mojego podejścia do tego tematu. Wspaniałe, mądre, elokwentne, dojrzałe podejście do tematu (w mojej opinii oczywiście).



22 komentarze:

  1. serdeczne gratulacje dla Was...
    Mam nadzieję, że Miłoszek już wkrótce do Was dołączy by się pokazac jako "starszy brat"...
    Twoje serce jako matki pewnie się rozdziera...nie móc byc w dwóch miejscach jednocześnie?
    ale już zaraz wszystko wróci do normy i będziecie się cieszyli swoją obecnością :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Będzie wszystko dobrze kochana :) trzeba mocno wierzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku to wszystko na prawdę brzmi jak jakiś film.
    Dobrze, że Oluś zdrowy a Miłoszek już niedługo do was dołączy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrówka kochana i wytrwałości :*** A i oczywiście GRATULACJE z narodzin drugiego synka :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze podziwiam Cię za tyle siły, za pieczenie tych cudowności dla Miłoszka, choć pewnie jeszcze do siebie nie doszłaś...? I totalnie sama- bez opiekunki, a tak dzielnie wszystko znosisz :) Wiara czyni cuda- kiedyś na ten temat pogadamy, a póki co przesyłam całuski dla Was i trzymam kciuki. Szacun Matko, szacun!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, to się porobiło, rzeczywiście. :-(((
    Trzymam kciuki, żebyście jak najszybciej byli wszyscy razem!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zacznę od tego, że mamy chyba podobne podejście do życia. Wywiad wpisuje się w to, co i ja myślę o równouprawnieniu.
    Strasznie współczuję rozłąki z Miłoszkiem. Nie potrafię sobie wyobrazić, że nie widziałabym Zosi dłużej niż kilka godzin, zwłaszcza kiedy byłaby chora. Dużo, dużo siły życzę! Dobrze, że Miłoszek jest taki dzielny! Oby jak najszybciej wrócił do domu i był takim dzielnym starszym bratem :)
    Szybki poród i możesz już tulić w ramionach Olusia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana dużo siły a najwazniejsze i tak macie, miłość a dzieki niej góry przeniesiecie i wszystko pokonacie :)))))) cieszę się, że wywiad się spodobał......:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale historia, jak z filmu dosłownie :) To może nawet lepiej, że Ty już w szpitalu byłaś jak wody odeszły, bo zanim byście się z domu wyzbierali do szpitala, to kto wie, czy byś Olka po drodze nie zgubiła ;) Pozazdrościć ekspresowych porodów!
    Trzymam kciuki za zdrówko Miłoszka, niech szybciutko się kuruje, wraca do stęsknionej rodzinki i podejmuje integrację z braciszkiem ;) No i za karmienie tylko piersiowe też trzymam kciuki, dasz radę, rzuć to mm w pierony :P
    Oj Monia Monia, ale przygoda, będziecie to sobie latami opowiadać z chłopakami :) Choć domyślam się, że serducho Ci pęka z tęsknoty za Miłoszem, bo pamiętam jak sama byłam wytęskniona za Zosią przez 5 dni pobytu w szpitalu ze Stasiem...

    OdpowiedzUsuń
  10. O rany, gratuluję, współczuję i podziwiam. Też mieliśmy raz niezłą szpitalną historię, ale ta bije moją na łeb na szyję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymam kciuki, żebyście jak najszybciej byli razem. Ja z porodem miałam tak samo - też mi odeszły wody, a położna powiedziała, że to nic nie znaczy, że może jeszcze mnie przyjmą na oddział i poczekamy, a po czterech godzinach już przytulałam mojego synka.

    OdpowiedzUsuń
  12. kochana dużo siły dla Was i cierpliwości :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję narodzin Olusia i oby Miłoszek szybciutko znalazł się już w domku.
    Pozdrawiam ciepło.:*

    OdpowiedzUsuń
  14. Biedny Miłoszek i ta cała sytuacja... Sił dużo, zdrówka dla Miłoszka i szybkiego powrotu. A Wam po raz kolejny wielkie gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ogromne Gratulacje !!!! i trzymam kciuki za Miłoszka i za was...sama spędziłam 14dni w szpitalu z dala od Deniska, wiem jak ciężko to wytrzymać.....Dużo, dużo zdrówka życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Faktycznie, dzieje się u Was! Trzymam mocno kciuki za szybki powrót Miłoszka do domu;**

    OdpowiedzUsuń
  17. Aż mi się serce kraje, jak to czytam. Tak życie potrafi nas zaskoczyć.
    jeszcze trochę i będzie Miłosz w domku, cały i zdrowy i będziecie się w 4 wszyscy cieszyć sobą. Zyczę Ci tego!

    OdpowiedzUsuń
  18. gratuluję narodzin synka i trzymam mocno kciuki,żeby Miłoszek szybko wyzdrowiał i dołączył do Was!

    OdpowiedzUsuń
  19. Gratulacje kochana Oleczek jest cudny, ślę dużo sił abyście przetrwali chwile grozy i szybko byli wszyscy razem :*******

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdrówka dla Was wszystkich. Zwroty akcji jak w serialu sensacyjnym:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dopiero przeczytałam... No to nie mogłaś narzekać na brak emocji z okazji przyjściem na świat Olusia. I niesamowite jak szybko urodziłaś! :) Myślałam, że przy drugiej córce też szybko pójdzie a trwało to jakieś 8 godzin (choć i tak krócej niż przy pierwszej ;)). Dobrze, że wszystko dobrze się skończyło. W rodzinie jest siła :)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)