Moja lista blogów

czwartek, 10 kwietnia 2014

...a w krakowie, na brackiej pada deszcz...

Po tak pięknych i słonecznych kilku dniach, ten dzień musiał nastać...deszcz....zimno...brrr..do tego cały dzień jakiś taki do bani. Tak mnie wszystko dziś drażniło, jakbym sobą nie była. Chyba pms nastał, bo innego powodu nie widzę. No chyba, że to wina pogody (hi hi hi jak zawsze;)). A tak poważnie, to byliśmy dziś na bioderkach Olka- wszystko ok. Miłoszek coraz ładniej wypowiada się i powtarza te słowa, których jeszcze nie zna. Olek natomiast uwielbia grzechotanie grzechotką oraz słuchać jak się do Niego mówi. Najlepiej, aby jeszcze Go przy tym nosić;)
Przedwczoraj był u nas mój teść, który jest niesamowita "złotą rączką". Zrobił dla chłopaków piękna, drewniana huśtawkę!!:) Teraz tylko trzeba ją zabejcować i powiesić siodełko i bujaka na całego:) Miłosz jednak buntuje się, kiedy mówimy że dziadek zrobił ją dla niego i Olka. Ma obecnie etap- wszystko jest moje, ale minie.
Kiedy mąż "relaksował" się przy rąbaniu drewna na przyszłą zimę, my byliśmy pogromcami chwastów....Ja wyrywałam, Miłosz przygrywał mi na chodziku, a potem układał sobie kamyczki, natomiast Olek jak to Olek spał smacznie na słoneczku;)
 No i powoli, powoli przygotowujemy się do świąt. Matka zabrała chłopaków na zakupy i wywiozła dwa koszyki ze sklepu (jeden zajmował Olek ze swoim fotelikiem rzecz jasna;)), ponieważ w tym roku po raz pierwszy święta (pierwszy ich dzień) u siebie i tylko we czwórkę. Zaplanowałam już dania, babki i mazurki, zobaczymy co z tego wyjdzie. Miłosz wybrał sobie baranka i zajączka i jajo do święconki (oby pogoda i zdrowie dopisały). Prz kasie uprzejma Pani kasjerka zapytała, czy nie chcemy zakupić rzeżuszki? Kupiliśmy, a w domu tata z Miłoszem posiali to dobro, aby na święta wyrosło (będzie masełko z rzeżuchą do domowego chlebka). Nie wiem tylko, który z Nich miał większą frajdę, ale jest posiana i rosnąć ma pięknie:P
Niesamowite!:) Wszyscy moi chłopcy śpią:) Padli jak kawki! Ja tez padam, ale przyjemna podusia dopiero po killerze.

12 komentarzy:

  1. Oj pogoda dziś deszczowa... ale mojemu synowi to nie przeszkadzało, skakał po kałużach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też zwaliłam mój kiepski nastrój na pogodę..Piękna rodzinna atmofera u Was w domku panuje, chłopców masz fantastycznych, wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  3. to prawda wczoraj nieźle padało, ale pod wieczór było calkiem ładnie :-)
    u menu świąteczne mam mega okrojone, bo potem wszystko zostaje i się marnuje :/ bo co chwila gdzieś jeździmy
    ale od kilku lat śniadanie jemy tylko we trójkę i uwielbiam to

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas wszyscy kochają sadzenie rzeżuchy, ale z jedzeniem jej jest kłopot. Tylko ja ją wcinam.

    OdpowiedzUsuń
  5. idę dziś po rzeżuchę :D
    przyjemnego weekendu może w Krk pojawi się słońce :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam rzeżuchę! Uwielbiam! Napewno znowu dostanę od teściowej. Wielkanoc bez niej jakaś dziwna. Ja muszę koszyk zmontować, bo poprzedni był zrobiony na szydełku i krochmalony. Zabarwił się od żółtego kurczaka i Mamcia wyprała....i zrobiła się wiotka serwetka hihihi. Masz rację, pora się zabrać za przygotowania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. :-))))
    Ale fajne te Twoje chłopaki!

    Przypomniałaś mi o rzeżuszce. Muszę i ja wyhodować. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas przez ostatnie dwa dni była kiepska pogoda. Dzisiaj się rozpogodziło i od samego rana zaczęłam to wykorzystywać. Trzy razy byłam z Młodym na spacerze. I niech u Was niebo się rozchmurzy :).

    Akcja rzeżucha także u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. u mnie dziś była pogoda całkiem, całkiem ;))) a świąt ja w ogóle nie czuję :(

    OdpowiedzUsuń
  10. alez sie u Was dzieje:-) fajnie że masz motywacje do cwiczen, ze cie relaksuja :-)
    u nas podobnie do swiat daleko, wciaz prasuje i prasuje i konca nie widac ;-P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jestem w polu z przygotowaniami świątecznymi, muszę dziś usiąść i pomyśleć nad menu.

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas rzeżuszka też zasiana, ale to jedyny akcent świąteczny, oprócz wiszących kilku jajeczek ;) W ogóle mnie te święta nie ruszają, a jeszcze mniej w tym roku, kiedy czekam tylko na wyjazd do Francji. No ale wiadomo, w piątek z Zosią pewnie pomalujemy pisanki u dziadków, w sobotę poświęcimy koszyczek... Zakupy olewam, niech się w tym roku mój tata martwi ;)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)