Moja lista blogów

środa, 23 kwietnia 2014

pod kapliczką

W tym roku Wielkanoc była dla nas tak jakby zupełnie nowa. W nowym składzie, pierwszy raz u siebie w domu:) Po raz pierwszy od ośmiu lat (bo tyle jesteśmy już razem) święta organizowaliśmy sobie sami. Pierwszy raz u siebie w domu (nie u naszych rodziców), pierwszy raz własne przygotowania, pierwszy raz własny koszyczek. Dla mnie to niesamowicie istotne, bo nareszcie poczułam we własnym domu zapach świąt, bo nareszcie poczułam się prawdziwą gosposią ;), bo mimo różnic w obchodzeniu Świąt, tworzyliśmy własną tradycję...dla nas...dla dzieci :)

To co najbardziej z rzeczy takich przyziemnych utkwiło mi w pamięci, to święcenie koszyczka. Mimo, że mieszkamy prawie w centrum miasta, to nasz dom jest w aglomeracji domków nieco rolnej dzielnicy (moi sąsiedzi mają kaczki i kury, a inni uprawiają kukurydzę:) choć powoli miesza się w niej styl współczesny). Dla naszej dzielnicy święcenie odbywa się co roku przy starej, pięknej kapliczce Niepokalanej Maryji Panny, pod wielkim drzewem! Cudowne przeżycie: przyjeżdża ksiądz z mikrofonem, ludzie stają w około, koszyczki czekają na poświęcenie na trawie, normalnie jak partyzantka. Zapach świeżej trawy, liści, błotko i ta cudowna wiosenna zieleń:)...to ciekawe, ale i za razem piękne przeżycie....

Po raz pierwszy święta były na luzie, bez planowania, pośpiechu. Bez limitów i ograniczeń, z małym świętowaniem w tle:)

Mimo, że dziś jest środa nadal czuję zapach minionych świąt, ale to zasługa kiełbasy wiejskiej w lodówce i wałówki od naszych mam:), które pocztą pantoflową do nas dotarły.

Dlatego dzisiaj oprócz tradycyjnego białego barszczu ze święconką na obiad była sałatka z resztek;)
(mieszanka sałat, rzeżuszka, suszona żurawina, ser feta, migdały, suszone pomidory, sos grecki knorr) Po prostu pyszności!!!!


10 komentarzy:

  1. Takie święta zawsze powinny być :)

    OdpowiedzUsuń
  2. rodzinnie, naturalnie, świątecznie i jeszcze ta sałatka ach :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. My w tym roku też śniadanie jedliśmy sami w naszym domku! Oski z mężusiem święcili koszyczek. Ale popołudnie i drugi dzień świąt spędziliśmy w gronie bliższej i dalszej rodzinki.

    OdpowiedzUsuń
  4. u nas prawie tez samodzielne święta :-) uwielbiam to.
    bez pośpiechu
    ah..może "dorosnę"kiedyś do całego dnia świątecznego tylko we trojkę!

    OdpowiedzUsuń
  5. i to jest sałatka z resztek? rarytas prawdziwy!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mmm...sałatka wyglada smakowicie. Musisz mieszkać w całkiem fajnym miejscu. Ja bardzo lubię takie klimaty, niby miejsko, a jednak :)

    OdpowiedzUsuń
  7. My też uważamy, że święcenie pod kapliczką ma swój niepowtarzalny klimat :) Byliśmy już dwa razy i nie zapowiada się, żebyśmy zmieniali tradycję ;)
    A sałatką załatwiłaś mi niezły ślinotok :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze do usług;) I ja mam wrażenie, że to nie był nasz pierwszy raz, bo podbiło to nasze serca:)

      Usuń
  8. My też dojadamy resztki, a chętnie bym zjadła coś innego już.

    OdpowiedzUsuń
  9. Widać, że wasze własne, że włożyliście w nie wiele serca i radości.
    A koszyczek śliczny :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)