Moja lista blogów

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

ram- tam- tam

Od środy mam męża w domu aż do świąt- nareszcie!!!! teraz kiedy wreszcie jesteśmy razem, wszyscy całą czwórką czuję, że powoli będziemy realizować nasze długo odwlekane marzenia. Niestety nie wszystko przez ostatnie kilka dni było takie kolorowe, jak sobie założyłam, ale po kolei.
We środę pojechaliśmy do teściów do Radomia na kilka dni. Po raz pierwszy w taka podróż zabraliśmy Olka. Był strach przed wyjazdem jak to będzie, czy mały wytrzyma, jak Miłoszek będzie się zachowywał (bo przecież obaj jadą z tyłu w fotelikach). Na nasze szczęście obawy stały sie tylko obawami. Chłopaki przespali cała podróż. Miłosz obudził się dopiero pod samym Radomiem, a Olek już w domu u teściów- uff... :) Dobrze nam zrobił ten wyjazd. Miłosz od rana do wieczora bawił się z kuzynem Julkiem, który jest jego luwieśnikiem. Choć nie wiem, czy słowo "bawili" jest odpowiednie. Bardziej by pasowało naśladowali jeden drugiego:) tak czy siak dogadywali się bez większych trudności. Największą atrakcją jednak był pies, kury sąsiadów i gołębie teścia, na które Miłosz cały czas wołał KWA. I za chiny ludowe nie dał sobie wytłumaczyć, że to nie kaczki a gołębie. Poza tym miał kamyczków, piasku, kwiatuszków itd. pod dostatkiem, więc buzia uśmiechnięta na non stopie. Przyjemnie jest patrzeć na radość własnego dziecka z takich zwykłych, prostych, codziennych rzeczy:) Troszkę gorzej było z Olkiem. Niestety przez cały pobyt miał kolki. Jak zaczynały się ok. 10:00, tak kończyły dopiero ok. 20:00:( Tylko w trakcie spacerów, było spokojnie i mały przesypiał dłuższe chwile. Praktycznie więcej czasu spędził na rękach, ale innego wyjścia nie było.  Teraz już kolki przeszły i mam nadzieję, że już nie wrócą!
I jak ja odpoczęłam!!! Po raz pierwszy psychicznie i wewnętrznie odpoczęłam tak u teściów. Jejku, w mojej głowie nie było żadnych myśli, pośpiechu, prac codziennych...pełen spokój i harmonia. Przyjemne spacery z mężem po okolicy. Przyjemnie było słuchać Jego wspomnień, opowieści z mijanych miejsc: jak grał w hokeja kijem i krążkiem z pasty do butów na zamarzniętej łące z kolegami, jak grali w piłkę na boisku sąsiada, ile się zmieniło, kiedy spacerowaliśmy tędy ostatni raz... PRZYJEMNOŚĆ! I nie tylko wspomnienia, ale i On sam zrelaksowany, wypoczęty, nie myślący o pracy. Widziałam jak cieszy Go każda chwila z chłopcami, jak bardzo był (i jest) z nich dumny. Chyba lepszego wyjazdu nie mogłam sobie zaplanować (oprócz kolek, rzecz jasna)...
W sobotę wróciliśmy do domu. Zmęczeni trasą, ale zadowoleni i wypoczęci. Kiedy dzieciaki poszły spać delektowałam się widokiem i zapachem naszego domu. To nie wiarygodne, jak człowiek sie przyzwyczaja do swoich czterech ścian..tu mi najlepiej:)
W niedzielę był obiad u mojej mamy. Zawieźliśmy chłopców wcześniej, a sami poszliśmy do kościoła. Akurat w parafii rozpoczynały się rekolekcje. Moja uwaga zwróciła się w kierunku stwierdzenia przez księdza, że pary (małżeństwa), które razem się modlą łatwiej "znoszą" małżeństwo. Zastanawiałam się, czy może mieć rację. My rzadko kiedy modliliśmy się w ciągu dnia, a już wspólnie to na palcach jednej dłoni można było wyliczyć. Teraz kiedy modlimy się wieczorem z Miłoszkiem, jest lepiej. Dzięki dziecku i my pamiętamy o modlitwie. Tak myślę, że kiedy są dzieci, człowiek częściej znajduje czas na modlitwę..może to bardziej chęci przekazania i nauczenia odczuwania wiary przez dziecko? a może bardziej oddalenie tego wszystkiego co nas pochłania dla dobra dziecka i zajęcie się jego światem? Przy dzieciach chyba łatwiej jest pamiętać i uczęszczać na nabożeństwa..Może dlatego rodzicielstwo jest wielkim darem, dzięki któremu i dorosły ma szansę na odnalezienie Boga w codzienności? Tak myślę...
Po południu Miłosz z mężem po raz pierwszy udali się na stadion na mecz razem. Łukasz powiedział, że nic nie wie z meczu, ale że warto było pójść we dwóch. Miłosz wrócił cały umorusany i nie widziałam jeszcze tak zadowolonego z meczu człowieka jak On:) Gdybyście widzieli Jego dojechane ubranie...:) Ślubny stwierdził, że niebawem to powtórzą:) 

Natomiast dziś ruszyliśmy z pierwszymi pracami w ogrodzie. Mąż zabrał się za drewno, ja za sucha trawę i chwasty, a Miłosz z układanie kamyków na podjeździe:) Olek w najlepsze dopingował nas  z wózka smacznie sobie drzemiąc;) Poczyniliśmy też pewne plany odnośnie wyglądu naszego "trawniczka" i jutro wybieramy się na giełdę kwiatową, aby rozeznać się co nieco w temacie:) Planujemy ogród sami, bo każdy grosz jest teraz na wagę złota, a projekty to nie taka tanioszka (o wykonaniu już nie mówię). Więc podczytujemy tu i tam, sprawdzamy wujka google i pomysły są. Oby jeszcze realizacja była tym czego oczekujemy;)

3 komentarze:

  1. oj działo się u Ciebie przez ten czas :))))
    najważniejsze,że wypoczęliście :)
    czas spędzony z rodziną jest na wagę złota :)
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Sympatycznie u Was :) Fajnie, że wyjazd udany (oprócz kolek oczywiście...). No i kibicuję Wam w realizowaniu ogrodowych marzeń :)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)