Moja lista blogów

środa, 14 maja 2014

jak stonka po oprysu

Wróciliśmy( w poniedziałek;)) z weselnej hulanki:) zadowoleni, wytańczeni, nie wyspani i najedzeni;) Tak, wesele szwagra jak najbardziej udane! Nogi same biegały po parkiecie w takt utworów w wykonaniu super zespołu (ten sam co u nas był;)), więc nie można było narzekać, a jak! Cudownie było bawić się znowu przy tak fenomenalnym wykonaniu wśród najbliższej rodziny, znajomych i nieznajomych. Chłopaki o dziwo, jak na swoje pierwsze wesele sprawdzili sie fenomenalnie. Już wiem, że Miłosz to będzie dusza towarzystwa i niezły bawidamek (bo wszystkie "ciotki" przekładały Go sobie z rąk do rąk. Rośnie nam niezły tancerz:)Z resztą Miłosz jest bardzo pogodnym i radosnym chłopcem, czasem spokojnym, a czasem to diabeł wcielony;) Olek tylko w kościele na dźwięk organów akompaniował, ale za to  kiedy przebywał z nami przy sali tanecznej, nawet nie drgnął, tylko słuchał muzyki i uśmiechał się od ucha do ucha bajerując te "ciotki", których akurat nie czarował Miłosz. Oj udały nam się dzieciaki weselne:) a to wspólna cecha po rodzicach!
Tak więc mimo ogromnego przemęczenia po całym tygodniu, odżyliśmy na weselu (ale dopiero jak chłopcy poszli już spać). Oj, jak nas muzyka porwała, to wywijaliśmy takiego Maseraka na parkiecie jak mało kto:) Jak to określił mój mąż w trakcie "tańczenia" do jednej z piosenek: "Moniu, a co ty tak jak stonka po oprysku?" :/....no cóż, bo naskakałam się jak ta stonka na tym weselu. Bo jak tu nie szaleć, kiedy zespół gra "ale w koło jest wesoło" itp. Ciało samo rusza. A, że była już prawie 3-cia rano, to inna bajka. Poza tym nie byłam sama, bo wszyscy którzyśmy jeszcze dotrwali, ile sił w nogach (i mój Ślubny też)...więc mieliśmy stadko stonek po oprysku;)...
Choć potem ledwo dotarliśmy do pokoju hotelowego. Całe szczęście mama moja z nami była, więc ona z chłopcami w jednym, a my odsypialiśmy w drugim pokoju. Prawdę mówiąc nie wiele można odespać przez 5 godzin, no ale zawsze to coś.

Wczoraj powróciłam do mojej "normalnej" codzienności. Nie musiałam być w pracy, choć ciągle telefon dawał o sobie znać. Ale tak to już pewnie będzie. Po południu, kiedy Miłosz wstał z drzemki, pognaliśmy do naszego ogródka. Olek spał w wózku, Miłosz bawił się pod altanką, a ja z czystą przyjemnością oddałam się lekturze moich bazarkowych książek, które czytam tylko podczas pobytu w ogrodzie. Podoba mi się to:)
Potem przyszła sąsiadka, aby mnie poinformować, że idzie na wal zobaczyć jak tam stan wisły, bo podobno maja być ulewy i straszą powodzią. No cóż mamy nówka wzmocnione wały, ale z matka natura nigdy nic nie wiadomo...Więc nieco nas postraszyła, przy okazji wypytała o wszystko inne i poszła:) Mam tylko nadzieje, że wał wytrzyma.

Dziś natomiast latam po domu próbując ogarnąć to, czego nie mogłam zrobić przez ostatni tydzień- nazbierało się trochę. Pogoda do bani, więc byliśmy uziemieni w domu. Po "małej" awanturze, którą zafundował mi Miłosz malowaliśmy farbkami, układaliśmy puzzle i nadrabialiśmy stracony czas czytając bajki. Olek w tym czasie albo spał albo dokazywał w bujaczku lub macie. Wieczorem na kolacje robiliśmy z Miłoszem racuszki wg przepisu mojej mamy (moja teściowa robi zupełnie inne, choć równie dobre), bo akurat na takie mieliśmy składniki w lodówce. Miłosz wsuwał, aż mu się uszy trzęsły;) Chłopaki padli jak zwykle do spania przed 21-ą więc i my możemy powoli rozpocząć odsypianie zeszłego tygodnia.

9 komentarzy:

  1. Wesela to super sprawa można po wyskakać się i poszaleć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastycznie ze sie wybawiłaś, wytańczyłaś, należało Ci się ;)
    Tak, pogoda jest fatalna i u nas też głosili nasilenie wody w Wiśle, przecież 4 lata temu nas zalało ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. ach, zazdroszczę Wam tego wesela :)
    chętnie bym się pobawiła.

    OdpowiedzUsuń
  4. ale bym sie pobawiła na takim weselu a tu nic!! koniec! cisza...
    i jak Wisła? jak przejeżdżałam rowerem nad nią pare dni temu z Klasztornej, to była Ok, ale te deszcze... brr

    OdpowiedzUsuń
  5. najważniejsze,że zabawa udana! :)))
    słodkich snów :D

    OdpowiedzUsuń
  6. My też ostatnio robiliśmy racuchy. Wg przepisu Ewy Wachowicz, nieskromnie powiem, że wyszły świetne, chrupiące. Mąż skwitował je komplementem, że jego mama nigdy takich nie zrobiła (a gotuje świetnie :), więc serce roście, jak mówił poeta ;)
    Pogoda także sprawia, że siedzimy w domu.. Bywa jak w piosence, że "w czasie deszczu dzieci się nudzą", niestety. Próbujemy jakoś walczyć z tą nudą, puzzlowo i bajkowo także, ale usilnie prosimy słonko, by wyjrzało zza chmur, bo trudno tak cały czas w mieszkanku.
    Całusy :*

    OdpowiedzUsuń
  7. powroty do normalnej codzienności są takie trudne i bolesne :D pranie, sprzątanie....jak tu takie atrakcje były i szaleństwo :))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, po takich hulankach, to pewnie będzie trzeba kilku dni, żeby się całkiem zregenerować.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie że weselicho takie udane :) Dzieci chyba lubią takie klimaty - muzyka, mnóstwo uwagi skupionej na nich, wszyscy uśmiechnięci... Nasza Zosia też jest weselnym potworkiem, Staś na razie tylko w brzuchu kilka razy sie weselił :)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)