Moja lista blogów

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

miniówki do kosiarek!

Oj, jak długo czasu zajął mi powrót do pisania, ale tak wiele się dzieje, tak szybko mi nieraz doba ucieka, że czasem czuję się jak w młynie, który ciągle pracuje;) Także żyję to napewno:) jeszcze powoli ogarniam sie życiowo, choć czasem dopada mnie zwykłe ludzkie nie chcenie;) W zeszłym tygodniu mama moja przygarnęła chłopców na dzień, więc chcieliśmy wykorzystać to na maksa. Nie miałam tylko pojęcia, że ten maks to tak wiele!!:) skończyliśmy wreszcie sprzątać i układać drzewo na zimę, zrobiłam obiad, odrobiłam się z praniem, prasowaniem, sprzątaniem, koszeniem, sadzeniem, podlewaniem kwiatków, wypiłam ciepłe dwie kawy z mlekiem, zrobiłam ogórki w słoikach i jeszcze wiele innych spraw przydomowych! Az trudno nam było uwierzyć;)

Wesoło mieliśmy, choćby przy koszeniu trawy. Skwar jak na saharze, więc podzieliliśmy się z mężem koszeniem ogródka. Ja kawałek przy domie, a On resztę. Skoro goraco, to i strój lekki, a konkretnie mini miałam taką do prac domowych. Więc zasówałam po ogrodzie z kosiareczką. Nagle mąż przyszedł mnie wymienić szybciej niż się umówiliśmy. Poinformował mnie, że Pan Jasio (nasz sąsiad) prawie rozjechał nam tuje swoim rowerem jak patrzył mi na nogi, a Pan Tadziu (drugi sąsiad: po paru piwkach) nie ukrywał słów uwielbienia dla mojej osoby nazywając mnie miss łegu;)  Pasowała mi ta podmiana, bo komary strasznie już siekały. Tak więc strój do prac domowych ma znaczenie;)

W niedzielę, wybraliśmy się rodzinnie do Szczawnicy odwiedzić teścia w sanatorium i pooddychać świeżym powietrzem. Jak Boga kocham, tu w krakowie nie mamy powietrza. Jak tylko wysiadłam z auta, stwierdziłam, że tu to dopiero można oddychać. Kocham Szczawnicę, to cudowne i piękne miejsce! Jest tu wszystko: góry, lasy, woda, powietrze, ludzie i najlepsze pstrągi jakie jadłam ever! To nasz stały punkt wycieczki zawsze tu  w Szczawnicy, w chacie na Pienińskiej 14. Choć Pani Blondi z obsługi zawsze taka "życzliwa";) kiedy wołała kogoś po odbiór posiłku, to przy kolejnym wezwaniu baliśmy się, że jeśli ktoś zaraz się po niego nie zgłosi, to w mikrofonie poleci niezła wiązanka;) Niby jeden dzień z dala od wszystkiego, a wypoczęliśmy jak po dobrych wakacjach.Chłopakom chyba tez się podobało, więc jest duża szansa, że za jakiś czas powrócimy na szlaki w podwojonym gronie:)

Co do dzieciaków, to z dnia na dzień: rosną, robią sie bardziej samodzielni i bardziej uparci niż dzień wcześniej. Olek jak na pięcio-miesięczniaka radzo sobie fantastycznie, a Miłosz jak na dwu i pół latka, jest nieźle cwaniutki już, ale to po mężu;)
Właśnie słyszę stópot małych stop, więc kończę, bo Miłosz wstał.

8 komentarzy:

  1. Byłam w Szczawnicy , byłam równiez w Krakowie . I mimo że w tym drugim nie da się oddychać to jednak bardziej przypadło mi do gustu . Może dlatego że ja miastowa baba jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niestety mam uczulenie na pyłki traw i koszenie, ogród w tym okresie to dla mnie istna męka :(

    OdpowiedzUsuń
  3. ja jestem z Krakowa więc brak powietrza już na mnie nie działa :P a fakt Szczawnica ma w sobie coś :) byłam tam raz i miło wspominam :))))
    no no proszę w każdej sytuacji my kobietki musimy dobrze wyglądać ;-) nigdy nic nie wiadomo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładnego zamieszania tam przy tym koszeniu trawy narobiłaś :) I daj tu babie kosiarkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam ten brak czasu, ale mnie tak ciągnie do tego blogowania, że noce zarywam ;(
    Takie dni o których piszesz są nam potrzebne, dobrze, że odpoczęłaś.

    OdpowiedzUsuń
  6. No rzeczywiście dzień bez dzieci to za mało żeby się obrobić, a jeśli się odejmie od tego czas w którym się tęskni to już nic nie zostaje. No ale pisz częściej, bo zapowiadałaś poprawę aktywności więc trzymam za słowo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja koszę zawsze w szortach i staniku :))) ostatecznie w górze od stroju ;P tak się najlepiej opalam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. i odpocznij trochę, złap oddechu bo nam się wykończysz :*

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)