Moja lista blogów

poniedziałek, 22 września 2014

to może jednak koza?

Zaskoczona jestem minionym weekendem. Wiedziałam, że będą urodziny, goście, weekend u Teściów i dużo, dużo dzieci, ale że opiję się tyle ciepłej kawy w dwa dni?!?! I, że mimo czterech godzin snu będę wyspana?! I, że pogaduchy do późna na temat wiary?! I, że Miłosz będzie taki grzeczny i uroczy?! I, że Olek postawi na baczność wszystkich domowników, bo cholerne zęby idą?! I, że pogoda w Radomiu taka ładna będzie, skoro w kraku leje?! I, że naprawdę pokonamy Brazylię?! Nosz tego się nie spodziewałam. Powaga, to miały być zwykłe urodziny dwuletniego Julka, a zrobił się z tego wszystkiego cudownie napakowany weekend. No i ten medal- Boże dzięki Ci za radio:):):)
Nie zapowiadało się, aż tak intensywnie i mimo strasznego zmęczenia, niskiego ciśnienia i trudnego powrotu do domu, bo to miały być małe urodziny w gronie kilku osób (no jasne;)).

Obawiałam się lekko dnia dzisiejszego, bo przecież po powrocie do domu czasem wraca codzienność i jeszcze te zęby Olka. I po co było się obawiać. No bolą Go, płacze, gorączkuje, wszystko na raz, a zaraz się śmieje, buszuje, łaknie bliskości i zabawy:) Miłosz tak samo chętny do zabawy z bratem, do dzielenia się zabawkami, kreatywnie rozwijający nie tylko swoje zainteresowania, ale i Olka.
Ja od rana z zapałem na pieczenie chleba (szlak trafił plan, bo drożdże instant miałam lekko przeterminowane:/), a skończyłam na ciastkach owsiano- kokosowych. I mąż wypoczęty i energiczny (mimo, że znowu zaspał do pracy;)).
Po takich drobnostakach-detalach czuję największą moc i chęć na życie, na radość, na rozwój:):)

I poważnie mówię mężowi, cobyśmy kozę sobie sparwilii! Bo jeden nasz sąsiad ma kaczki, drugi kury, a trzeci do królików dokupił sobie cztery owieczki!!! Oczy przecierałam ze zdumienia z rana, kiedy z okna w kuchni robiąc kanapki taką czarną puchatkę ujrzałam! Potem okazało się, że ma jeszcze trzy towarzyszki i wszystkie czarne:) No I jak tu teraz tak po sąsiedzku wszędzie zwierzĄtko, tylko u nas pustka;)
Choć nie wiem, czy u nas koza to by się przyjęła, bo ja w domu nawet kwiatki lubiące wodę przestawiłam na tryb sahara,, czyli raz w tygodniu?;)
Ale taka koza to same plusy jak dla mnie. I dla Miłosza też:) Olek jeszcze nie wiem, ale pewnie niedługo się dowiem.

Kręci mi się po głowie ta piosenka ostatnio. Strasznie fajna.
A tu jeszcze migawki naszego weekendu, choć nie wszystkie.
 

 







8 komentarzy:

  1. Kozy jeszcze nie mamy, krowy, kury, owce, konie, świnke, psa i kota owszrm ale kozy jeszcze nie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przejmuję od Ciebie Monia stwierdzenie "napakowany weekend" :D Pozwolisz? My mamy podobnie, tyle, że napakowany wrzesień...no i tym samym dałaś pomysł na mojego kolejnego posta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale przyjemne zdjęcia :))) jeszcze ciepło-jesienne.

    OdpowiedzUsuń
  4. takie niespodziewane weekendy są najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczny weekend, oby jak najwięcej takich pozytywnych emocji :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Klimatyczne kadry, a nutka swojego czasu też się ode mnie odkleić nie chciała ;)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)