Moja lista blogów

niedziela, 28 grudnia 2014

jestem zrzęda!

Udało nam się podjąć plan spaceru dzisiejszego dnia. Czy jestem z tego dumna? Chyba tak, choć nasze dupki wymarzły niesamowicie, a szliśmy tylko do wału i z powrotem (raptem 500 m w jedna stronę). W sumie powrót to był już niezły trucht, bo zaczęło nieźle mrozić. Najlepszą opcje miał chyba Bandozi, bo jechał grzecznie w wózku wyprzykrywany kocami:) No Miłosz tez nie narzekał, ale taki chłop mały nie powie, że mu zimno przecież, tylko go " nóżki troszkę bolą";) Faceci!!!:) Kombinator od najmłodszych lat:)
Poszliśmy tylko dlatego, że trułam mężowi już za uszami dobry czas. Może nie była ku temu najlepsza pogoda, ale teraz to już pozamiatane....
Więc jestem zrzęda! Ileż ja się olabidziłam, co byśmy wyszli, bo: mrozi, bo warto zahartować, bo świeże powietrze, bo.., bo..., bo... !!!! :)
 I mój Ślubny aby udowodnić mi, że miał rację. poszedł z nami na ten spacer;)
No wracając modliłam się, aby aby te kilka metrów mijało szybciej:):)
Kocham Go za to, że nie skomentował tego szybkiego powrotu do domu:*
Chociaż Miłosz chciał jeszcze zostać:)

Więc od dziś postaram się mniej zrzędzić, bo nie zrzędzić w kobiecym przypadku to chyba niemożliwe;)

Po śniadaniu wybieraliśmy się do pobliskiego kościoła na mszę, ale jak zwykle wybrać się z dziećmi to nie możliwe, więc jak opuszczaliśmy garaż, to msza już trwała dobre 10 minut.
Więc trzeba było wymyślić inną mszę, skoro spakowani i gotowi siedzieliśmy w aucie.
Szybki rzut oka w wyszukiwarkę i pojechaliśmy do kościoła Bonifratów. Mieszkam w Krakowie od urodzenia, a nawet tam nigdy nie byłam.
Kościół jest cudowny: mały, pięknie wykonany,ozdobiony. Bardzo kameralny, a jednocześnie prawie w centrum miasta.
Lubie takie miejsca, bo łatwiej mi wtedy myśli zebrać, łatwiej jest się mi modlić, mimo, że oczy dookoła głowy za dziećmi:) Polecam!!:) Więcej info TU

Ten spontaniczny mały gest, przypomniał nam, jak jeszcze bez dzieci chodziliśmy na niedzielne msze do innego kościoła. Głównie dlatego, że chcieliśmy poznać zabytki miasta, ponieważ mój mąż nie jest krakusem, więc było to dość fajne, przyjemne i kształcące:) Nie wprowadzało też rutyny.

Wracając wstąpiliśmy do decathlonu na małe dobranie sprzętu dla męża do biegania. Miłosz za każdym razem oczywiście wychodzi z nową piłką. Ostatnio była piłka do pilatesa, a teraz do nogi. On tak już zna ten sklep, że każe sobie podać koszyk i idzie prosto na dział z piłkami:) Potem pyta czy może piłeczkę. Ja lub mąż każemy zapytać drugiego rodzica, czy może. Skutek jest taki, że biegnie ciągnąc za sobą koszyk przez cały sklep i wpada w nas zapytać tylko, czy może i wraca łapiąc nieduży zakręt;)
W domu był mały problem, bo i Miłosz i Olek chcieli bawić się piłką...Ja również zrobiłam male zakupy:) Mam czapkę i rękawiczki i komin do biegania i buty (to wczesny prezent urodzinowy od męża):):):)
Jutro zaczynam biegać :) I niby to takie nic, ale czuję lekka ekscytację:) Jestem ciekawa, czy dotrwam i wykonam założony plan?!:)

8 komentarzy:

  1. powodzonka! zrzęda?! hm..nie wiem...na pewno jesteś optymistką :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez jestem zrzeda, a nie zrzedzic w kobiecym przypadku to chyba niemozliwe. Zgadzam sie z tym w 100% Pozdrawiam serdecznie beata

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myslalam, ze to tylko ja tak mam, ze jak trzeba gdzies sie wybrac z dziecmi to zawsze mamy godzine spoznienia. ha ha ha Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety nie Jesteś wyjątkiem;) Z tego co wiem i co slyszę po znajomych, to tworzymy niezłą grupę;) pozdrawiam również:)

      Usuń
  4. my też wczoraj zmarzliśmy,aż Oliśka się popłakała,ż matka kazała jej spacerowć po Jasnej Górze w taki mróz...
    jeśli jesteś zrzędą to muszę podać Ci rękę!

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)