Moja lista blogów

sobota, 27 grudnia 2014

poświątecznie


Tegoroczne święta minęły naprawdę szybko, choć w prawdziwie rodzinnej i ciepłej atmosferze:) I to nie tylko ze względu na pogodę ( w wigilie było w krk 12C), a w pierwszy dzień w Radomiu chyba 9. Za to nie obyło się bez niespodzianek. Tegoroczna, to śnieg, który spadł dopiero na drugi dzień świąt:) Piękny, mięciutki jak kaczuszka;)

O dziwo po raz pierwszy od dawna nie czuję zmęczenia świętami, nie boli brzusio, a w głowie jest spokój i harmonia. Cholerka, chyba udało mi się naprawdę przeżyć te święta tak jak chciałam.
 Z kolęda na ustach, w gronie rodzinnym i migrena w tle (tego akurat nie planowałam, no ale cóż).
Kocham ten czas.

W naszym domu po raz trzeci ubieraliśmy nasza choinkę. Miłosz miał tak wielką zajawkę w tej kwestii, że nie pozwolił mężowi zdjąć płaszcza po powrocie z pracy, tylko od razu wnioskował aby tata poszedł na strych po choinkę. Nawet sprzątanie zabawek poszło mu jak nigdy szybko i bez gadania:) Kiedy choinka była już na dole, ciągle podchodził i mówił, że jest piękna!:)
Po jej ubraniu jeszcze długo, długo siedział (pod nią, na przeciw niej, obok niej) i oglądał, podziwiał, dotykał...Brak słów aby opisać Jego radość i zachwyt, mimo, że godzina była już naprawdę późna:)

Na drugi dzień nie można było jej w ogóle zgasić:) Musiała cały czas świecić:)
Całe szczęście Olek do tej pory nie bardzo się nią interesuje...ufff:) Jest szansa, że pochowamy banki w komplecie na następny rok;)

Dziś natomiast z racji śniegu i prawdziwej zimy, jaka zawitała do naszego ogrodu. Wieszaliśmy karmnik dla ptaszków, własnoręcznie zrobiony przez ślubnego:)
Więc wyjścia nie było, załadowaliśmy troszkę ziaren do wiadereczka i poszliśmy dumnie montować karmnik na drzewie, a potem ugościć jego mieszkańców małym poczęstunkiem.
Olek zajechał swoim dyliżansem, choć jak widział jak Miłosz biega po śniegu i sie nim obrzuca, to za nic w świecie nie chciał zostać w wózku. Najbardziej chciał raczkować po śniegu, ale na to z bólem serca pozwolić nie mogłam, bo wystrzegam się chorób jak ognia. Dwa miesiące chorowania w domu wystarczą!
Więc jak już nam dupki odpowiednio zmarzły i noski się zaróżowiły, a ptaszki zostały nakarmione, wróciliśmy do domu na ciepłą herbatkę:)

Miłosz wychodząc z garażu z wiaderkiem ziaren wołał na całą uliCĘ:" pTASZKI, PTASZKI!ziarenka!" I tak kilka razy, dopóki zawartość wiaderka nie znalazła się w karmniku:)

 
Jutro, jak pogoda tylko dopisze, planujemy spacer po parku, ale nic nie planuję, bo życie wszystko i tak weryfikuje po swojemu;)

Dziś natomiast po zakupach przedsylwestrowych mąż z Miłoszem uprzedzili mnie, że będziemy mieli rybki! Tzn. mąż chce mieć. Kiedy ja z Olkiem (no bo z wózkiem łatwiej niż z biegającym smykiem;)) wybierałam sukienkę, oni w tym czasie w zoologicznym zrobili listę od akwarium, aż po rodzaj rybek! I nie wiem, który był bardziej przejęty kiedy o tym mówili: mąż czy Miłosz;)
Jak to będzie z tymi rybkami, czas pokaże:)

5 komentarzy:

  1. Świetne to pierwsze zdjęcie z choinką :) Wygląda jak pocztówka świąteczna z dawnych lat.

    OdpowiedzUsuń
  2. ooo śnieg! ale fajnie!!! u nas niestety nie ma:////

    OdpowiedzUsuń
  3. i u nas śnieg :D koniecznie jedna rybka musi byc złota :))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej, nie polecam rybek, chyba że chłopaki będą robić porządki w akwarium. :p
    U nas też był zachwyt przy choince. :) I śnieg nawet pokrył się z tym u Ciebie. W Wigilię nie był, spadł dopiero później.
    Święta, święta i po Świętach. Teraz cierpliwie trzeba czekać na następne.

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas w tym roku pierwsze cudne Święta we trójkę! i tyle uśmiechów, tyle radości i wspomnień! Chwilowo odpoczywamy dalej ale już w sobotę wielki bal!

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)