Moja lista blogów

czwartek, 30 stycznia 2014

środa 34-go tygodnia pańskiego ciąży mej

Jest pięknie....jem sobie placki ziemniaczano- buraczane, popijam pysznym earl greyem z cytryną,  syn spi niczym aniołek w swoim łóżeczku, drugi syn chyba też śpi, bo w końcu mój brzuch przestał tańczyć lambadę. W salonie unosi się zapach świeżych owoców ze świeczki zapachowej...po prostu sielanka:) Dookoła cisza, spokój. W sercu radość i optymizm...ach....
Powoli, powoli zbliża się czas, kiedy na świat zawita Olek. Powoli Matka zaczyna panikować, ale tak spokojnie, optymistycznie. Już połowa 34-go tygodnia za mną. Nagle mój brzusio stał się jeszcze bardziej zauważalny, większy. Moje stopy powoli puchną, pęcherz coraz mocniej uciskany...Tak, poród już blisko;)
 
I wszystko byłoby ok, gdyby Miłoszek już wyzdrowiał. Biedaczka tak bardzo kaszel męczy, że czasem mamy wrażenie, że traktor potrafi ciszej pracować. Przechodzi mu, to wiemy, ale ile ten malec musi się namęczyć. A mimo to ciągle się uśmiecha, cieszy, powtarza swoje "a ku- ku" po czym zmyka do zabawy. Bardzo chciałabym Mu tego oszczędzić:(
Ostatnio wiele się przytula, a ja to uwielbiam:) kiedy woła takim cichutkim głosem "mamo" i uśmiecha się kiedy na Niego patrzę....kiedy przytulam...całuję...ach, mój Mały syneczek...

Wczoraj dotarły do mnie (razem z moja kuzynką) moje prezenty urodzinowe, które już dawno zamówiłam.

Nie mogłam się już doczekać. Zwłaszcza tego różowego kremu. To mój pierwszy "poważny";) zakup kremu przeciwzmarszczkowego:) Nie wiem jaki będzie efekt, ale dla samego zapachu warto go mieć!:) Poważnie, urzeczona jestem zapachem nie tylko kremu, ale i maseczki spa z żeń-szenia. Do tej pory stosowałam tylko z serii z błotka z morza martwego, ale ten zapach mnie wczoraj uniósł wysoko, wysoko;) A może to ta ciąża tak na mnie działa?;) No nic, poużywam- zobaczę:)

Mój mąż co roku prezentował mi piękny bukiet kwiatów, ale w tym roku oznajmił, że na urodziny dostanę coś do naszej sypialni o czym marzę....Postanowił zakupić mi toaletkę!!!! Aaaaaa....cudownie!!!!:)
Teraz pozostaje mi już tylko grzecznie czekać, aż wcieli swój plan w życie i ta cudowność zagości w naszej sypialni:)

Poza tym ciągle coś wykańczamy w domu. Takie bzdetki drobne, ale konieczne. Powoli, powoli własnymi siłami (a raczej męża) zaczynamy mieć już prawie wszędzie listwy, kontakty, światełka przy schodach...
Marzą Nam się białe ramki na korytarzu u góry z czarno- białymi fotografiami naszej rodzinki. A ponieważ moja "pączkowa"(jak ją nazwałyście) świnka skarbonka nieco nabrzmiała, myślę, że ramki pojawią się już niebawem:)

A teraz lecę podkręcić nieco żaru w naszym domu, bo powoli robi się chłodno, a nie chcę, aby odbiło się to na zdrowiu Miłoszka. Mam głęboka nadzieję, że skorzysta On jeszcze ze śniegu zanim zima minie...

środa, 29 stycznia 2014

Eliksir młodości, czyli...

OWSIANKA:)
Tak własnie, owsianka. Ja od kilku miesięcy nie wyobrażam sobie innego śniadania niż własnie owsianka na mleku.
Dlaczego, ponieważ nie dość, że baaardzo mi smakuje to jeszcze płatki owsiane są skarbnicą minerałów i witamin. Nie posiadają w ogóle soli, za to maja bardzo dużo sodu i potasu. Dodatkowo są źródłem witamin: E, PP, B6, ŻELAZA, WAPNIA I MAGNEZU oraz MANGANU i SELENU. Posiadają bardzo duże cennego dla nas błonnika, który działa jak miotełka w naszym organizmie i usuwa z niego wszystkie zanieczyszczenia i toksyny.
Świetnie wpływa również na skórę, włosy i paznokcie.

Wiem, że gotowane płatki owsiane na mleku nie dają tyle, co te moczone przez noc w wodzie, ale lubię zjeść ciepłe śniadanie:)
Jednak, aby nie było nudno, to zawsze coś sobie do niej dodaję:
troszkę konfitury lub ćwiartkę startego jabłka lub awokado, troszkę suszonych owoców lub orzechów włoskich. Można dodać również inne świeże owoce, ale obecnie czekam na sezon;)

Na własnym ciele i skórze sprawdziłam jej działanie i widzę po sobie, że nie tylko lepiej się czuję, ale również lepsza jest kondycja mojej skóry, włosów i paznokci. Mój układ odpornościowy jest również nieco lepiej  działającym:)

Zachęcam Was do śniadaniowania z owsianką, nie tylko dlatego, że jest świetnym starterem na dobry dzień, ale również naturalnym i niedrogim (i smacznym) produktem w walce z oznakami zmęczenia i upływem czasu:)




wtorek, 28 stycznia 2014

29-ty rok życia przede mną:)

Dokładnie 29 lat temu o 15:55 świat powitał cudowną, malutka dziewczynkę. Radość i dumę swoich rodziców, czyli mnie;) Boże jak cudownie jest żyć!!!! Być częścią tego pięknego, choć czasem zdziwaczałego świata:)
To mój ostatni rok, kiedy mam jeszcze dwadzieścia...lat:) Za rok, za calutki rok będę już "szalona trzydziestką"!!:)
Tak się cieszę, że dane było mi przetrwać te 28, aby wejść w piękne 29 lat:) Jestem starsza...aaa...super!!!! Nie przeszkadza mi to! Każdy okres mojego życia uważam za wspaniały. Ten rok jest szczególny po raz drugi, bo znów urodzę synka:)
Bo mam męża i synka, którzy są dla mnie całym światem, a ja dla nich:)
Bo tyle ciekawych i nieznanych dni, godzin i minut przede mną!!!!
Kolejny rok w który chcę wejść (i wchodzę) z optymizmem:)
źródło: sieć

Wspaniały czas...oby dane było mi dotrwać kolejnych urodzin...

niedziela, 26 stycznia 2014

Mąż z ogłoszenia

Od kilku dni mamy w krakowie prawdziwą zimę:) Nareszcie!:) Wszędzie biało, puchato i zimno..brrr...Ale widok jest piękny. Wczoraj przy naszym ogrodzeniu baraszkowały sobie sarny:) Ostatnio to dość częsty widok. Mamy tu takie 5-cio składowe stadko.
Miłosz w pełni korzystał już z uroków zimy i biegał po naszym zaśnieżonym ogrodzie robiąc orzełki i figlując na śniegu. Obecnie największa frajda była ze zrzucania śniegu z drzewa i krzewów.
Postanowiłam wykorzystać też mróz do "zahartowania" synka i siebie, cobyśmy lepiej byli odporni na choroby. Wybraliśmy się na pobliski placyk na małe zakupy oraz do urzędu po odbiór dokumentów. Ach...wspaniała zima....spacer był cudowny, mrozik szczypał po nosku, a my mknęliśmy naszym wózeczkiem przed siebie. Odwiedziliśmy też nasze ulubione stoisko ze starą prasą i tanią książką (kupiliśmy nowe pozycje dla siebie i wprost dla męża) i powolnym spacerkiem, a potem autobusem wróciliśmy do domu na cieplutką zupkę. Nasze "hartowanie" zakończyło się przeziębieniem Miłosza i katarem Matki..Bosko, teraz to dopiero mamy ubaw! Zamiast dzień w dzień tarzać się w śniegu i uczyć się lepić bałwany, urzędujemy w domu....Dziś już mamy się lepiej, ale mamy bezwzględny zakaz wychodzenia z domu do środy! Tak więc mądrości Matki o hartowaniu dziecka co do ilości godzin na polu uległy modyfikacjom. Tak, trzy godziny to za długo....

Mimo wszystko udało mi się znaleźć czas (głównie wieczorem i nocą) na lekturę zakupionej na kramiku książki. "Mąż z ogłoszenia" (koszt książki po rabacie tylko 10 zł) okazała się strzałem w dziesiątkę. Chciałam czegoś romantycznego, lekkiego, przyjemnego, babskiego...i to dostałam:)
Lubię takie książki, to w 100% mój klimat:). Pochłonęłam ją w niecałe dwa dni (jeśli ktoś lubi komedie romantyczne, to polecam).
Następnym razem muszę tylko zakupić chyba więcej pozycji do czytania, bo o dziwo mam na to czas i ochotę.

Wybieraliśmy się z mężem w ten weekend również do kina, niestety z powodu choroby syna i niedzielnej wizyty gości, nasze plany zostały przeniesione na następną niedziele. Ślubny nie przepada za kinem, jednak uwielbia filmy Smarzowskiego, więc baaardzo zależy mu na pójściu na Jego nowe dzieło. Tym bardziej, że recenzje i opinie są bardzo pozytywne. Także przyszły weekend czeka nas "pod mocnym aniołem".

W środę miałam też usg. Mamy obecnie 34 tydzień ciąży, a więc Oluś jest już coraz bliżej!!! Maluszek ma się wspaniale, jest zdrowy, narządy działają mu jak należy i rozwojowo jest wszystko bardzo książkowo:) Maluszek waży ok. 2,3 kg. Jego mama troszkę więcej, ale co tam;)
Przygotowaliśmy już listę rzeczy, które musimy zakupić dla Olusia. To tylko drobne rzeczy, ale równie ważne i potrzebne. No i muszę zabrać się za kompletowanie torby do szpitala...

Od dzisiaj Miłoszek śpi w swoim nowym łóżku! Jest nim zachwycony. Baliśmy się, że może będzie za bardzo figlował po takiej jedynce bez barierek (łóżko ma tylko zapórkę), ale świetnie sobie na nim radzi, Jest bardzo zachwycony...Kolejny etap, to będzie próba rzucenia smoczka, ale powoli....na wszystko przyjdzie pora:)

czwartek, 23 stycznia 2014

EKO torby w górę!!!

Dziś jest 23 stycznia, co oznacza, że jest dzień eko:) Ponieważ i my jesteśmy przyjaźni dla środowiska już od bardzo bardzo dawna, postanowiłam dołączyć do akcji Magdy i też pokazać, że robimy zakupy zawsze tylko z eko torbą. Nie znoszę jednorazówek, a torba na zakupy porządna i solidna jest zawsze ze mną (jedna mała w torebce, a pozostałe w szafce czekają na dzień zakupowy).
Jak przystało na wzorowych obywateli w naszym domu segregujemy śmieci i uczymy tego Miłosza. On sam zawsze pamięta o tym, aby opakowanie po mleku, serku czy kaszy wynieść z mamusią lub tatusiem do worka w garażu! Więc jak na małego, osiemnastomiesięcznego Eko-ludka to wspaniała sprawa:)

Miało pojawić się zdjęcie po zakupach w eko torbach (zgodnie z życzeniem organizatorki) i jest. Niestety mój Mały Ekol- ludek rozpoczął już rozpakowywanie, więc tylko tyle udało mi się jeszcze uchwycić:)


A ponieważ trzeba dbać o środowisko zachęcam (jeśli jeszcze tego nie robicie) do korzystania z eko toreb i do segregacji, która naprawdę ma znaczenie.

Magdzie dziękuję za fajną akcję, oby więcej takich inicjatyw:)

wtorek, 21 stycznia 2014

Codzienny makijaż- moje zasady krok po kroku

Jeszcze kilka lat temu, bardzo chciałam zostać wizażystką, pracować z najlepszymi, być kreatorem trendów w makijażu. Niestety chyba zabrakło mi dość determinacji oraz samozaparcia i wylądowałam na ekonomii. Jednak nigdy nie zakończyłam swojej przygody z wizażem, zawsze gdzieś znalazła się dobra dusza potrzebująca porady, czy makijażu okazjonalnego.
Do dzisiejszego posta zabierałam się dość długo i brakowało mi ciągle tego kopa w tyłek;)
Na szczęście już się zmotywowałam, zebrałam i napisałam:)

Nie jestem też zwolenniczką nakładania wszystkiego co mamy w kosmetyczce na twarz. Lubię i sama stosuje zasadę: dobrze i z umiarem:)
Dla mnie podstawą dobrego wyglądu skóry twarzy jest przede wszystkim krem nawilżający. Nigdy nie kładę nic na buzię, jeśli nie ma kremu- to podstawa!!

Najpierw nakładam podkład (palcami, przeważnie tak jak krem, bo inaczej nie mam po prostu czasu, a zauważyłam również, że tak jest dokładniej rozprowadzony po twarzy).
Obecnie stosuję podkład AA rozświetlający. Jest niedrogi i wydajny, no i polski.
 Potem puder prasowany rozprowadzam puszkiem. Z czystym sumieniem polecę Wam ten Inglota, który obecnie sama używam. Wzięłam go na próbę, ale jestem niesamowicie zadowolona! Czasem kiedy jestem po migrenie i mam niesamowite tzw. wory pod oczami stosuję przed nałożeniem pudru stosuję korektor w płynie Revlon. Jest naprawdę super.

Potem cienie. Ja wole na co dzień (zarówno w domu, jak i w pracy odcienie cieliste). Mój ulubiony to kolor pastelowy Pale Pink firmy Revlon i to jego właśnie stosuję najczęściej. Jednak w mojej kosmetyczce znajdziecie również inne odcienie: ten potrójny nie znam firmy, ale kosztował 3 zł.-bardzo ładnie podkreśla oko; oraz sensique w odcieniu cielistego brązu.
 Jeśli chodzi o tusze, to nie mam jednego faworyta. Lubię tusze firm tj.: Revlon i Maybelline, a od niedawna także Wibo. Zaskoczyła mnie ta firma baaardzo pozytywnie, nie tylko ze względu na cenę, ale działanie tuszy! Czasem, kiedy chcę zaszaleć (lub czas mi na to pozwoli) podkreślam granatowa kredką linię górnych rzęs. Zazwyczaj jednak jest tylko cień i tusz:)

Wykończenie makijażu, to róż (obecnie bourjouis tomate) bez którego makijaż nie ma tego lekkiego i dziewczęcego wyglądu;) oraz lekkie muśnięcie pędzlem bronzerem wibo.
 Na sam koniec usta! Szminki to moi faworyci to od dłuższego czasu, jednak znajdzie się i miejsce dla błyszczyka okazjonalnie;)
Moje odcienie na co dzień to (w kolejności: Loreal: Deep rose; Max factor: sweet kisses; Miss sporty: BB nude oraz Loreal: coral).

Zostałam również nominowana po raz kolejny do Liebster blog, za co bardzo dziękuję. Poniżej moje odpowiedzi na pytania katarzyny ka

1. Twoja ulubiona książka, piosenka, film?
Lubię wiele książek, ciężko wybrać mi jedną. Tak samo jest z piosenką. A film, to oczywiście Lejdis:)
2. Jakie Państwa chciałabyś zwiedzić?
wszystkie
3. Co Cię najbardziej wkurza?
obłuda, spóźnialstwo i zawiść
4. Czy Twoja praca jest Twoją pasją?
chyba tak. Lubię ją:)
5. Jak zaczynasz dzień?
od pobudki;)
6. Do czego masz słabość?
do pączków z lukrem i różą
7. Najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłaś w życiu?
nie powiem:)
8. Co sprawia, że czujesz się szczęśliwa?
 chwila z moimi bliskimi.
9. Co robisz, gdy masz zły nastrój?
gadam, gadam, gadam...
10. Cele na Rok 2014?
urodzić :)
11. Kot czy Pies?
ani to ani to

poniedziałek, 20 stycznia 2014

stare pudło

Szybki i zajęty dzień mimo, że pogoda nie rozpieszczała. Dłuuugi spacer między deszczem, który cierpliwie zaczekał, aż dojdziemy na przystanek (5km:)), szczepienie (dzięki Bogu ostatnie) Miłosza. Oczekaliśmy się na wizytę u pediatry jak za kiełbasą w prl-u mimo, że byliśmy drudzy, ale obyło się bez ofiar;)
Potem upragniona drzemka Miłoszka u babci i cudowne zaproszenie przez męża na obiado- kolację do Pizza Hut:)!!! Jak co roku o tej porze Ślubny szaleje na festiwalu pizzy, a ja z Miłoszem delektujemy się barem sałatkowym:) Śmiało stwierdziliśmy, że nasz syn mógłby żywić się tylko świeżymi ogórkami (to byłby chyba Jego raj na ziemi:)).

Wieczorem, kiedy Królewicz już pobrykał z tatą i doprowadził pranie w pralni do artystycznego nieładu, wziął kąpiel, przeczytaliśmy baję i padł niczym śliwka w kompot na swoją podusię zmęczony całym dniem, my mamy chwilkę dla siebie. Wczoraj przywieźliśmy od mojej mamy ostatnie moje pudło z pamiątkami z przed lat! Wow! Nie myślałam, że znajdę takie skarby...stare listy...























...KAWAŁEK MOJEGO  ŻYCIA, MARZEŃ, PRAGNIEŃ...
.....Miłej i spokojnej nocy:)

piątek, 17 stycznia 2014

Mój kolega

Do łez (szczęścia oczywiście) doprowadził mnie dziś mój syn na spacerze. Ponieważ pogoda słoneczna i mroźna, powędrowaliśmy na plac zabaw. Po opuszczeniu dyliżansu i na widok dzieci już śmigających po placu Miłosz pobiegł szaleć razem z Nimi. Od jakiegoś czasu po prostu lgnie do dzieci i biega za nimi w kółko, nie ważne czy są starsze czy młodsze. Ważne, że dzieci:)
Na widok dzieci z przedszkola spacerujących po placu, Miłosz dostał takiego ataku szczęścia z tej okazji i wmieszał się szybko w pary, jakie dzieci tworzyły, zanim jeszcze Matka zdążyła go złapać..
Ileż miało dziecko radości, to nawet nie umiem opisać słowami, bo się nie da. Szedł razem z dziećmi z uśmiechem szerszym niż klaun:) Kiedy zlokalizowałam już położenie dziecka wśród spacerowiczów i zeszliśmy na bok, aby przedszkolaki przeszły swobodnie, syn tak strasznie się popłakał, że dzieci idĄ dalej, a On nie, że musieliśmy gonić wycieczkę, aby dołączyć do spaceru jako "ostatnia para przedszkolaków":) Dzieci doszły do osiedlowego boiska i zostały "puszczone" na wolność przez Panie przedszkolanki. Kiedy i Miłosz wmieszał się w tłum dzieci (bo on też chce), Matka nie mogła nadążyć wzrokiem za własnym dzieckiem!!! Czuł się wśród dzieci, jak rybka w wodzie, a One Go zaakceptowały i wszyscy gonili się nawzajem (trudno opisać, kto kogo;)). Matka patrzyła, podziwiała, cieszyła się z radości własnego dziecka, że z tej radości aż łzy uroniła:) Ależ mi miło patrzeć było:) Po pewnym czasie jeden z chłopców (niejaki Kamil) popchnął Milosza, że ten upadł na ziemię uderzając głową o boisko, co oczywiście skończyło się wielkim płaczem. Matka poszła pozbierać dzieciątko, przytulić, pocałować, a za Matką większość dzieci...Matka podniosła Małego "przedszkolaka" i przytuliła. Potem dzieci zleciały się i tylko słyszę wokół siebie:
- Nie płacz (jakieś dziecko do Miłosza)....
- nie płacz mały (inne dziecko)...
- na bolącą główkę, plasterek: cyk!...(jakiś chłopiec udawał, że go przylepia)
- (jakaś dziewczynka zwraca się w moją stronę i mówi) to Kamil popchnął Twojego kolegę...

Po tych słowach Matka nie umiała się nie uśmiechnąć do owej dziewczynki....Mój kolega!:) Całe szczęście Miłosz nie popłakał za długo, bo dzieciaki zabrały Go ze sobą do biegania:)!!!
Więc Matka bacznie obserwowała "kolegę", który z biegania ze stadem dzieciaczków miał coraz więcej i więcej frajdy:)
Źródło: internet

Problem pojawił się, kiedy musieliśmy iść już do domu, a przedszkolaki jeszcze nie! Ile płaczu, żalu...że Matka zabiera...ale musiała....i serce  pękało, że zabieram, ale musiałam.....w drodze do domu wytłumaczyłam, że jutro przedszkolaki też będą na polu, bo jest piękna pogoda i znowu jutro się z Nimi pobawi...A potem przyszła refleksja, że jutro sobota:/...

W domu "mój kolega" ledwo po zupce dodreptał do swojego pokoju, bo oczka same już się kleiły i opadały:) 
Tak więc własnie przy kubku ciepłej earl grey, przypominam sobie uśmiechniętą buzie synka i rozkoszuję się tym obrazem:)

Od kilku dni chodziły za mną baaardzo dawno już nie robione naleśniki z tuńczykiem, więc kiedy Miłonio poszedł spać, pofrunęłam do kuchni poprzyrządzać dziś na obiad naleśniki:)
ACH....CUDOWNE BYŁY....
(ja do wszystkich naleśników muszę dać jogurt naturalny! Tak mi zostało jeszcze sprzed ciąży)

A jutro Milosz jedzie do babci, a my po angielskim zabieramy się za pozostałe prace wykończeniowe domu... Tak więc miłego weekendu Kochani:)

wtorek, 14 stycznia 2014

"Są książki, których grzbiety i okładki stanowią najlepszą ich część"

I są książki, których treść jest esencją życia i przykładu (Nie jest to post sponsorowany, co pragnę zaznaczyć z góry!!!). Książki, zwłaszcza te dla najmłodszych budują bardzo często ich wyobraźnię, pomagają zrozumieć i poznać świat, który otacza je dookoła. A jednocześnie urzeczywistniają ich marzenia (tak uważam).
Jako rodzice zawsze chcieliśmy z mężem, aby nasze dzieci nie tylko miały książki, ale aby razem z nami  odkrywały piękno marzeń i dzieciństwa w bohaterach, historiach... Miłoszek ma sporo książek, bajek i wierszyków. Niestety im więcej i częściej czytaliśmy synowi choćby bajki, które sami znamy język jakim zostały obecnie napisane dał nam wiele do myślenia. Śmiało możemy się w tej kwestii zgodzić z Charlsem Dickensem (autorem cytatu z tytułu posta), że nie każda treść książki jest warta uwagi.
Na gwiazdkę zamówiliśmy Miłoszkowi kilka bajek z jednego z katolickich wydawnictw (mamy tez kilka książeczek z nie katolickich i są ok). Chcieliśmy w ten sposób nie tylko zrobić synowi mały prezent, ale zobaczyć czy w takiej dziecięcej literaturze takie wydawnictwa mogą zaproponować coś ciekawego. I udało nam się wybrać losowo kilka fajnych, ciepłych, mądrych i wartościowych pozycji (co się okazało, kiedy pierwszy raz je czytaliśmy na dobranoc Małemu).
Od prawie trzech tygodni na dobranoc Miłosz nie wybiera nic innego, jak tylko te bajki. A nam czytanie tych dobranocek sprawia przyjemność. Chciałam polecić te wierszyki i opowiadania, bo są naprawdę nie tylko wartościowe i mądre, ale zabawne i kreatywne:)


Książeczki znaleźliśmy na stronie wydawnictwa WAM Kraków.

Jeśli również macie jakieś książeczki do polecenia, to chętnie poznam Wasze propozycje:) Może któraś spasuje i Naszemu Smykowi?:)

niedziela, 12 stycznia 2014

dla duszy i ciała w chłodne chwile..

Zimy, brak to fakt. Pogoda czasem nie rozpieszcza, czasem deszczyk pokapie, czasem słonko poświeci. A śniegu ni widu, ni słychu.
Aby przypomnieć sobie choć troszkę smak i zapach zimy zrobiłam ostatnio kompot zimowy oraz pokombinowałam z pieczeniem muffinek. Tym razem postawiłam na to co mam w zapasie w spiżarce i przyznam się szczerze (tak troszkę nieskromnie), że wyszły wspaniałe :)
Muffiny:
3/4 szklanki oleju,
3 jajka, 
1 szklanka cukru (kryształ lub brązowy),
1 szklanka płatków owsianych,
3 łyżki dżemu dyniowo- imbirowego,
(ja dodałam akurat ten, bo taki mam zrobiony, ale każdy może być wg smaku)
garść żurawiny suszonej,
1,5 szklanki mąki,
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej,
0,5 łyżeczki soli,
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia,
                                                  kilka kropel olejku waniliowego.

Płatki owsiane wymieszałam razem z konfiturą w garnuszku (aby lekko zmiękły). Olej, jajka i cukier miksujemy razem przez kilka minut. Potem dorzuciłam przygotowane wcześniej płatki, żurawinę (można jeszcze inne bakalie jeśli ktoś chce), olejek i chwilkę rozmieszczałam mikserem. Na koniec dodałam pozostałe suche składniki i raz jeszcze miksowałam. Gotowe ciasto poprzekładałam do foremek i piekłam w nagrzanym do 180 C piekarniku (termoobieg) przez ok. 20- 25 min.
I gotowe:)

Kompot na chłodne dni (zimowy)
owoce: śliwki i truskawki
(mogą być równie dobrze jabłka, gruszki, porzeczki, co kto ma),
1 cukier cynamonowy,
1 łyżka cukru,
1,5 litra wody.
Wszystkie składniki wrzucamy do garnka z wodą i gotujemy przez ok. 30- 40 minut. Tak naprawdę z tym kompotem to można kombinować i dodawać inne przyprawy np. goździki, imbir, skórka pomarańcza, wanilia, na co kto ma ochotę. To dobra alternatywa dla gorącej czekolady;)

I właśnie zaczął padać u nas śnieg:) Miłego dnia!




piątek, 10 stycznia 2014

w poszukiwaniu wózka dla dwójki

Od kilku dni poszukuję, sprawdzam i zbieram informacje o wózku dla dwójki dzieci, tzw. rok po roku. W marcu dołączy do Nas Olek, więc spacerowanie, zakupy, miejskie wojaże nie będą możliwe albo raczej łatwe i przyjemne, jeśli jednego Niedźwiadka będę wieź wózkiem, a drugiego (tego bardziej rozbrykanego i swobodnego) gonić po całych chodnikach i modlić się w duchu, aby nie wpadł pod samochód.
Dlatego zapowiedziałam już mężowi, że musimy zakupić taki wózek dla dzieciaczków "rok po roku". Mnie samej z dwójką nie będzie łatwo. A bezpieczeństwo dzieci i komfort matki to ważna sprawa.
Znalazłam kilka modeli na stronach producentów, lecz nie ukrywam, że patrzymy tylko za wózkami używanymi (wiadomo: cena). Ciekawa jestem, czy któraś z Was korzystała z takich wózków? Jeśli tak, to chętnie poznam Wasze opinie i wasze wybory wózkowe.
źródło: internet
 
źródło: internet 
źródło: internet 
źródło: internet 
źródło: internet

środa, 8 stycznia 2014

kto rano wstaje...

To się nazywa po prostu wykorzystywanie:)! Mój Król motywował się do wstania rano z łózka do pracy chęcią zjedzenia wspólnego śniadania z żoną:) No niby wszystko pięknie , ładnie, tylko mąż zjadł śniadanko sam, a żonka sama, bo ktoś musiał je przygotować, a ktoś inny w tym czasie musiał się szykować do wyjścia. Ale to nic. Herbata kiedy się już w duchu powściekała, postanowiła wyciągnąć z tego doświadczenia tylko pozytywy!! I udało się!!!:) Jest 07:20, a ja w spokoju mogłam wykonać:
poranna toaletę, makijaż, zjeść śniadanie, sporządzić listę prac na dzisiaj (jak nie zapisze, to zapomnę), 
wymalować paznokcie, usłyszeć jak Miłosz śmieje się przez sen (cudowne), wypić ciepła kawę, zrobić listę zakupów itd.

A, że staram się od dłuższego czasu nie poddawać losowi i nie marudzić ( w ramach pracy nad sobą;)), wyciągam z każdego przypadku pozytywy!! Motywuje się tym, co się zdarza. I taką siebie własnie lubię:) 

Od kilku dni Miłosz znowu ma fazę na gotowanie (chyba po świetach mu to zostało;)). Będę musiała to wykorzystać na Wielkanoc;) Mój kucharz gotuje, miesza, blenduje, piecze, dolewa wodę na niby do swoich zup, sosów z zabawek. Widok jak to robi z ogromna pasją cieszy nasze oczy. Mężowi tylko smutno troszkę, bo na chwilkę tor samochodowy poszedł w odstawkę, ale to pewnie znowu fazowe zajęcie;) Przez to cale Miłoszkowe gotowanie mam mały problem z garnkami. Wczoraj zrobił mi małą aferkę, bo postawiłam ziemniaki do gotowania w garnku (jak zwykle) tym samym. Ile było płaczu, że On chce ten garnek..Ale doszliśmy do kompromisu:) Wieczorem, kiedy wspomniałam Młodemu o tym, że chyba więcej garnków musimy zakupić , przytaknął i powiedział "ak" (czyt. tak). Więc pytam Go, kto nam to za sponsoruje, po czym Miłosz odwrócił się w stronę męża i uśmiechnął do taty:) Oj będzie z Niego mały dokazywacz:)

Dziś również zapowiada się piękna pogoda, więc nie mamy zamiaru jej zmarnować. Zwłaszcza, że przez ostatnie kilka tygodni siedzieliśmy w domu z katarem. Teraz, kiedy poczuliśmy zew wolności wychodzimy na polko zaraz po śniadaniu:) 
A na umilenie dnia polecam bardzo optymistyczny kawałek na dzień dobry:

Miłego dnia:)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

no to jestem Księżniczką!!!

Ostatnio Meg w jednym z komentarzy uzmysłowiła mi jedną ważną rzecz. Mianowicie, że jestem Księżniczką! Tak właśnie, Księżniczką;)
I kto by pomyślał?!;) Dwóch synów (jeden w drodze) i mąż i ja: Księżniczka...

Zawsze chciałam jako dziecko być księżniczką, królewną, czarodziejką. I jak to w życiu bywa, marzenia się spełniają:)

A więc zamierzam być iście panującą w domu piękną Księżniczką, którą wszyscy domownicy będą nosić na rękach, wyręczać w obowiązkach i prawić komplementy (hi hi hi. Tak, proszę nie wyprowadzać mnie z tego błędu, jeśli wśród Was są również Księżniczki;)).

A tak poważnie, to wystarczy mi tylko miłość moich Książątek i Króla. Reszta jest nieważna, 
 jeśli ma się ludzi dla których wato podnosić się z łóżka każdego dnia...

Miłego dnia dla wszystkich Księżniczek:)

czwartek, 2 stycznia 2014

brygada aj- ja- jaj

Witajcie w nowym roku:)!!! Nowy rok bez żadnych postanowień jak zeszłoroczny, więc spokojny, bez wyrzutów, że coś nie wyszło;) Jakże to dobrze działa na psychikę i samopoczucie:) W tym roku napewno wiele będzie się działo. Od marca szykujemy się z mężem na życiowy "obóz przetrwania" (hi hi hi:)). Dwójka dzieciaczków to nie lada wyzwanie, ale i wspaniała przygoda, która dostarcza wielu pięknych i cennych chwil, doświadczeń i radości. Po za tym jak co roku od chyba już sześciu lat kolejna dawka imprez weselnych ( w tym roku tylko 3- przynajmniej na razie;)). No i oczywiście znowu myślimy o urlopie (może w tym roku wypali:)).

Stary rok żegnaliśmy w towarzystwie rodziny i znajomych. Ponieważ Matka Brzuchatka nie nadawała się na żadną imprezę wyjściową, postanowiliśmy, że zorganizujemy coś u nas w domu. Impreza dla rodziców z dzieciakami, a co jak szaleć to szaleć! Mimo lekkich obaw wszystko się udało, tzn. my (ja, mąż, Milosz) byliśmy zadowoleni, ale mam wrażenie, że pozostali goście też;) Pobalowaliśmy do 3:30, a Milosz wytrwał do 1:20 rano! To jak na Niego niezły wynik!!

Dziś mój mąż w końcu zakończył zmagania z praca magisterską i oddał poprawioną już promotorce!!! Viva!!!! Nareszcie ta zmora z pisaniem się zakończyła, praca zachwyciła promotorkę, a my wreszcie mamy spokój ducha w tej kwestii. Choć Ślubny żartuje, że może jakiś doktoracik by strzelił, to wiem, że jest to jeszcze objaw zbyt długiego przesiadywania w książkach i nad pracą;) Ale za parę lat, jak ogarniemy nasze dzieciaczki i dom i pojedziemy w końcu na wakacje, czemu nie:)?! Sama chętnie bym coś jeszcze postudiowała, ale nie teraz jeszcze. Może na uniwersytet trzeciego wieku się załapię:) Było by super!!!

Powoli wykańczamy drobne prace w domu, które ciągną się już dłuższy czas za nami. Dziś na rzut poszły klamki, zamki i kinkiety. Miłosz "pomagał' Łukaszowi. Zabrał swoją zabawkową wiertareczkę, kredki i autko, aby pomagać:) Tworzyliśmy brygadę RR!! W ustach Milosza brzmieliśmy natomiast jak brygada aj- ja- jaj:) Mieliśmy bojowe zadanie przyznane przez tatę, sprawdzać, czy jakiś metal pod klamką jest równo i trzyma ładny pion z klamką. Daliśmy radę!!! Także gdyby ktoś potrzebował fachowców to piszcie, załatwimy sprawę;)

Olek szaleje po brzuszku nadal i chyba nie ma zamiaru odpuścić tak szybko. Nawet muzyka relaksacyjna Go nie powstrzymuje... Brzuszek rusza sie jak galaretka przez te ciągłe figle migle. Widok uroczy, choć troszkę jest to uciążliwe. Zgaga tez nie chce dać za wygraną i odpuścić, ale jeszcze tylko kilka tygodni i zatęsknię  pewnie za tym stanem:)

Ciekawa jestem czy i wasz rok rozpoczął się wg waszych oczekiwań i założeń?