Moja lista blogów

niedziela, 30 marca 2014

dała mi popalić

Oj tak! tak! właśnie skoczyłam mojego pierwszego killera Ewki Ch. W sumie skończyłam, to za dużo powiedziane, bo przerwałam po 23 minutach...więcej nie dam rady jak na pierwszy raz.....poważnie:)!!!!
Jutro powtórka z rozrywki i może dam radę więcej, ale po 1,5 roku bez jakiegokolwiek sportu i ćwiczę, nie dam rady...prędzej zejdę na zawał;)

Cudowne uczucie:):):) Nic tak nie działa dobrze na odprężenie i samopoczucie jak odrobina ruchu:)
Oj, tego mi brakowało:)

czwartek, 27 marca 2014

do mamy po imieniu

Podobno dzieci przechodzą taki etap w życiu, że do swoich rodziców przez jakiś czas mówią po imieniu. Podobno...choć u nas ta teoria okazała się prawdziwa. Od kiedy Miłosz rozpoczął powtarzanie wszystkich słów i naukę mówienia na poważnie, mówi do mnie tak jak mój mąż: Monia:)

W Jego ustach brzmi to po prostu cudownie i zabawnie. Jednak zwracamy Mu uwagę, że dla Niego nie Monia, a mama.
Puki co częściej słyszę z ust mego syna swoje imię niż mamo, ale to pewnie taki etap i minie. Choć będzie mi brakowało tych Jego: "Monia Minie (prośba o włączenie Myszki Miki), "Monia auto", czy wołania "Monia, Monia", kiedy chce się bawić tylko ze mną lub coś chce aby Mu podać:)

Czy wasze dzieciaki, też przechodziły lub może przechodzą taki etap w swoim rozwoju?


Przy okazji, chciałam również podziękować Madzi z bloga http://wbiegupisane.blogspot.com/ za przesłanie wczoraj na maila zdjęcia zebranych nakrętek. Madzia również brała udział w konkursie, jednak z powodów osobistych nie mogła przesłać fotki, więc przysłała ja wczoraj wieczorem:) Zobaczcie ile cennych nakrętek zebrała:


Bardzo Madziu dziękuję i Tobie za zbiórkę. Z pewnością komuś bardzo pomogą:)
Ach, zapomniałam również wczoraj napisać, że Ola z bloga http://wszystkodlamamidzieci.blogspot.com/ również miała nazbierane nakrętki, jednak Emilka zaniosła je na akcję zbierania w szkole, dlatego zdjęcia brak, ale bardzo dziękuję za udział i pomoc:)

Pamiętajmy, że taka zwykła mała nakrętka może komuś pomóc, wiec może nie wyrzucajmy jej do śmieci, a oddajmy do punktów zbioru. W ten sposób pomożemy nie tylko bliźniemu, ale i środowisku;)

PS. Dziś zasłuchuję się na okrągło w tej piosence.

                                    Stawia mnie na nogi i zachęca do pracy:) Zmykam prasować;)

środa, 26 marca 2014

się kręci

Dotarłam wreszcie i tu;) Chłopcy ładnie śpią, dom ogarnięty, obiad zjedzony, więc to znak, że mamy nareszcie swój uporządkowany schemat dnia:)...chwilka, Olek płacze....
ok, już:) Tak więc życie moje wróciło do normy:) Pogoda za oknem cudowna (choć do piątku jesteśmy jeszcze uziemieni, bo wizytę u pediatry mamy w piątek, ale to już tylko kilka dni),więc wiosną nie możemy się cieszyć jeszcze w pełni. Dlatego wprowadziłam do naszego domu troszkę wiosny:)
Ja kocham tulipany, A TE URZEKŁY MNIE NAJBARDZIEJ!!!!!:)

Skoro zaczęłam od synów, to są kochani, cudowni, najwspanialsi!!!:) Milosz coraz więcej słów powtarza, rozumie ich znaczenie. Rozgadał nam się w ostatnim tygodniu jak mała papużka;) Uwielbia Olka. Ciągle go głaska, przytula. Ostatnio nawet próbuje mu włożyć smoczek, jeśli go znajduje, choć zabawkami (nawet tymi Olkowymi) nie chce się dzielić...ale i do tego dojrzeje. Olek, jak Olek śpi, je, płacze, baraszkuje (ostatnio na macie edukacyjnej), nadal dźwiga główkę i to coraz wyżej i majda się sam z brzuszka na plecy. Jednym słowem rozwija się prawidłowo, co bardzo Nas cieszy:). Choć czasem za bardzo próbuje na nas wymusić płaczem noszenie na rękach, ale taka natura naszego bobasa;)

Ja wróciłam do równowagi życiowej. Matka natura też po porodzie okazała się dla mnie bardzo łaskawa, więc na majowe wesele szwagra pewnie znów wbiję się w rozmiar 36. A nawet jak się nie wbiję, to dramatu nie ma i nie będzie, bo lubię się taka jaką jestem, a mój mąż nie kocha mnie tylko za "zgrabne nogi', więc cóż mi więcej do szczęścia trzeba?;) Jak dobrze pójdzie, to jutro idę na zakupy!!!

Kolejna sprawa, która troszkę się rozwlekła w czasie jest rozwiązanie konkursu o perfumy DKNY. Otóż mamy zwycięzcę:) Ponieważ spośród zgłoszonych osób, tylko jedna dotrzymała warunków udziału, więc z przyjemnością informuje, że perfumy powędrują do Madzikondy:) serdecznie gratuluję!!! Magda przesłała przepiękne zdjęcie z nakrętkami. Sami zobaczcie:
Bardzo dziękuję za włączenie się do akcji i raz jeszcze gratuluje wygranej.

Na koniec zwrócić wasza uwagę na kampanię, która w moim osobistym przekonaniu jest potrzebna nam Polkom! Po prostu położna, to kopalnia informacji potrzebnych dla dziewczyn, które planują (teraz lub za parę lat) lub spodziewają się dziecka lub dla własnej informacji. Mimo, że to moja druga ciąża, o kilku świadczeniach w ramach NFZ nie miałam pojęcia.. Warto zajrzeć http://www.poprostupolozna.pl/ 

Miłego dnia:)

sobota, 22 marca 2014

o Olku słów kilka

Oluś jest juz z Nami trzy tygodnie! Z każdym dniem odkrywamy w Nim coś nowego, coś niezwykłego. Już zapomniałam, jak małe dzieci szybko się rozwijają.  Tak jak przypuszczaliśmy jest On totalnym przeciwieństwem swojego brata w tym wieku: ruchliwy, dokazujący, zainteresowany, niesamowicie silny i obdarzony ogromną mocą decybeli w gardle;)
Olek leży już na brzuszku i co nas zaskoczyło najbardziej, to to, że już dźwiga główkę i przewraca się z brzucha na plecy! (dla nas to lekki szok, bo Miłoszek miał czas na wszystko i śpieszno Mu nie było).
Potrafi dać znać o sobie i wszystko musi mieć na już (tak, cierpliwość niestety odziedziczył po mamie;))! A jak się nie pospieszymy, to pokazuje jakim pięknym głosem Go Bozia obdarzyła:)
Jest bardzo ciekawy świata. Wszystko Go interesuje. Lubie patrzeć jak skupiony nasłuchuje, kiedy mąż szaleje ze starszym synem, kiedy słyszy dźwięki grzechotki, czy innych grających zabawek. Co najważniejsze- dobrze przesypia noce. Wstaje już sam na karmienie, kiedy potrzebuje (do 2 razy w nocy), więc mogę śmiało powiedzieć, że się wysypiamy:)

Jak przystało na faceta uwielbia być rozpieszczany;) najlepiej Mu na rączkach i czasem tak się zanosi płaczem jak Go nie weźmiemy, że aż popada w dezdech! Taki mały szantażyk dla rodziców;)

Olek jest już w pełni akceptowany przez starszego brata, co bardzo nas cieszy (choć ta ich akceptacja troszkę trwała). Miłosz głaska, przytula Olusia zawsze, kiedy płacze lub jest w zasięgu Jego rączek:) Chętnie pomaga przy przewijaniu i kąpaniu małego. Zawsze sprawdza Jego butelkę, czy przypadkiem mama dobrze przygotowała jedzonko;) Choć czasem są jeszcze takie niepewne relacje. Zwłaszcza, kiedy obaj potrzebują czegoś ode mnie w tym samym momencie..

Patrzenie na ich wzajemne relacje i możliwość doświadczania podwójnego macierzyństwa, to coś przepięknego. Czuję spełnienie, radość...Nareszcie udało mi się dostosować do nowych realiów:)
Kiedy jesteśmy w domu wszyscy razem ( we czwórkę) widzę bardzo dokładnie, że z Olkiem jesteśmy właśnie tą pełną rodziną:)

I co jest równie niesamowite, to to, że Olek jest dokładną kopią Miłosza z tego okresu:)...no cóż w końcu to bracia:)

czwartek, 20 marca 2014

Mamuśka

Gdybym miała opisać swój wygląd w ciągu dnia, to na chwilę obecną żadne inne stwierdzenie nie przychodzi mi na myśl, jak tylko mamuśka. Dlaczego? Włosy spięte w niełazie klamrą, luźny dres, zmęczenie na twarzy, zapłakane oczy (Boże, dzięki za kremy pod oczy;)), lekko przygarbiona pozycja...tak, ewidentnie moje chwilowe odbicie lustrzane.

Nie ma co kolorować, że przy dwójce małych dzieci na początku jest czas na makijaż, sen, posiłek o czasie, chwilkę dla siebie....Nie ma!! Po prostu trzeba to przyjąć do wiadomości i już. Ale z dnia na dzień jest lepiej (troszkę, bo troszkę, ale jest).

Choć jeszcze w mojej głowie nie ma miejsca na inne sprawy niż pieluchy, mleko, odciąganie, butelka, posiłek, zabawa, sen (dzieci nie mój! bo jak jeden zaśnie, to drugi wstaje:)).
Ale nie ma się co załamywać, bo się jakoś daje radę (choć łez już sporo poszło:)).
Jakimś cudem lub Bożą łaską dajemy radę:)

Bo to chyba jest właśnie jedna z forma macierzyństwa, która jest wpisana chyba w każdą kobietę. I nie wierzę, że w to, że są sexy mamy i robokopy, które dają radę zawsze na maxa....

PS. Przypominam o konkursie 21 marca koniec i czekam na wasze foty:)

Matkowy bilans Miłosza

Miłosz, facet mały o ogromnym sercu i niesamowitej pogodzie ducha. Wyjątkowo wrażliwy i ostatnio nieźle zbuntowany (tak, wkroczyliśmy w tzw. "bunt dwulatka"- ekstra:/). Jego bunt nie zmienia jednak faktu, że to bardzo kochany syn:) Ostatnio (mimo choroby), niesamowicie aktywny nie tylko ruchowo, ale przede wszystkim intelektualnie:)
Doszły nowe słowa, nowe umiejętności, dlatego ku pamięci zapisuję:

  • powtórzy cały alfabet,
  • rozpoznaje i poprawnie nazywa literki: a, o, e, b.
  • nowe słowa: mokor (czyt. motor), jajko, jeść, pić, siukaj (czyt. szukaj), mini (czyt. myszka miki), pokój, spokój, pes (czyt. pies), osioł, jeszcze nie, o ja!, noga, haho, haho (czyt. halo, halo), anioł, 
  • w końcu sprawnie posługuje się widelcem i nieco mniej sprawnie łyżką;),
  • nadal uwielbia autka i potrafi się nimi niesamowicie długo bawić sam (nie lubi jeździć z kimś),
  • uwielbia towarzystwo dzieci, a zwłaszcza dziewczynek:),
Na dzień dzisiejszy ma 22 miesiące i już niedługo będzie dwulatkiem!

I nawet nie wiem, kiedy to wszystko tak zleciało?!

niedziela, 16 marca 2014

W niedzielę byłam Królową

W moim domu w niedzielę  (wczoraj) byłam Królową:)!!!! Moi mężczyźni ( mali i duży) postanowili mnie troszkę porozpieszczać jako jedyną kobietkę w domu:)
Synowie spali grzecznie aż do 9:30 dzięki czemu mama mogła się porządnie wyspać:), a mąż po raz pierwszy w naszym ośmioletnim wspólnym życiu przygotował tylko dla nas wspólne śniadanie niespodziankę:) Jakie to było pyszne!!!!!
Już od kilku dni chodziła za mną...taka delikatna, na masełku...ehhh:)
A potem wspólna kawa:) Tak, dziś pogoda sprzyjała rodzinnej domowej atmosferze leniuchowania.

Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy...Miłosz znowu nam się rozłożył na zapalenie krtani i cały pozostały dzień walczyliśmy z wysoka gorączką.  Całe szczęście lekarka tym razem nie skierowała nas do szpitala, ale jak mu się nie polepszy, to znowu nas tam wyśle:( Choć kazała się przygotować bardziej na zapalenie ucha, bo wszystko idzie w tamtym kierunku...Olek śpioch mały przespał cały dzień i nadal śpi!!! budził się tylko na karmienie. Pewnie pogoda tak na Niego podziałała, ale co mu się dziwić. Popołudniu wszyscy padliśmy w łóżku jak kawki. Obudziła nas dopiero szwagierka z przesyłka pierogów od teściowej:) Mamy teraz co jeść, gdyby nasza domowa kuchnia nie wyrabiała;)

I muszę Wam coś pokazać!!!!! To jest po prostu fenomenalne i w sposób prawdziwy pokazuje istotę piękna rodzicielstwa!!!! Oboje z mężem zauroczyliśmy się w tym filmiku (przesłała go Asia z http://raptularius-matris.blogspot.com/ w jednym z komentarzy).  Muszę się z wami tym podzielić- dziękuję Asieńko:*
MIŁEGO OGLĄDANIA:)


sobota, 15 marca 2014

taka codzienność

Mama zawsze mi powtarzała jeszcze jak byłam z Olkiem w ciąży, że na początku z dwójką małych dzieci będzie nam ciężko, ale jakoś sobie poradzimy. Zawsze wtedy tylko się uśmiechałam, a w głowi myślałam swoje: spoko loko! przecież to żaden problem.
No cóż, mama miała rację i nie ma co tu dużo gadać. Początek choć pełen zawirowań, szczęścia i radości, to również trudny. Mimo, że to drugi raz w przeciągu dwóch lat. Jest zmęczenie, baaa  jest potworne zmęczenie, żywienie się tylko kanapka z dżemem, nieprzespane kilka pierwszych nocy, które były dla nas wszystkich adaptacją w nowej sytuacji rodzinnej. Ale po tych dwóch tygodniach przystosowania, jest już ekstra. Wspaniale, że mogliśmy (i nadal możemy) liczyć na pomoc rodziny, że przede wszystkim znaleźliśmy z mężem siłę i moc, aby się wzajemnie nakręcać do działania, aby się nie załamywać. Choć bez bicia się przyznaję, że płakałam i to nie mało, ze zmęczenia, z tęsknoty, ale to było i minęło. Teraz już po tych dwóch tygodniach jest tak dobrze, że może już być tylko lepiej.
Chłopaki się uwielbiają! Miłosz jest całkiem za Olkiem (choć na początku troszkę Go ignorował): głaska braciszka po główce, rączkach, sprawdza butlę z mlekiem, podaje pieluszki, biegnie do łóżeczka, kiedy mały płacze itd. Olek śpi już coraz mniej, chętnie otwiera oczy, słucha co się w domu dzieje (a dzieje się sporo, bo Miłosz dokazuje dość głośno;)), kocha być noszonym na rączkach- na szczęście nie rozpieszczamy Go tym z mężem, aż nadto.
Nasz plan dnia jest taki sam co dnia i puki co się nie zmieni pewnie jeszcze przez tydzień, do urlopu męża, który już niebawem:)

Wczoraj na noc przyszła moja mama do Olka (Ona go karmiła, przewijała itd. więc wyspałam się za całe dwa tygodnie. Wstałam dziś taka wypoczęta, jakbym ze spa wróciła;) Cudowne czucie.
Teraz nasze dzieciaki już w łóżeczkach śpią, więc oboje z mężem mamy wreszcie chwilkę na sprawdzenie co się w świecie dzieje, bo my ani telewizor w domu, ani radia nie mamy, choć to ostatnie chyba jednak kupimy, bo muzyka działa tak ostatnio na nas odprężająco.

Tak naprawdę teraz dopiero czuję, że jesteśmy pełną rodzinką: ja, mąż, Miłosz i Olek. Teraz dopiero odczuwam spełnienie naszych wspólnych marzeń i planów o rodzinie. Mimo zmęczenia czuję, że żyję! To niezły życiowy paradoks;)

PS. Przypominam o konkursie  http://pamietnikkobietki.blogspot.com/2014/02/konkurs-z-pomoca-w-tle.html

Miłej niedzieli:)

środa, 12 marca 2014

powerless

Od zeszłego piątku jesteśmy w komplecie, co jest niesamowicie motywujące:) Czy żyjemy? Jak funkcjonujemy?...Inaczej, tak po prostu inaczej. Początkowo oczy na zapałkach, ciągły maraton między domem, a szpitalem; dostosowywanie nocy i dnia do nowego członka rodziny; przeplatające się przez kilka dni moc i nie moc...ale to już za nami. Teraz jest komplet i teraz jest moc! Początkowy strach o akceptację Olka przez Miłosza zniknął, bo jest dzielnym, starszym bratem. Ale, żeby ie było tak kolorowo, to Pierworodny rozpoczął tym samy tzw. "bunt dwulatka", który jeszcze czasem łączy się z lekką potrzebą zwrócenia na siebie uwagi, mimo, że ma jej naprawdę sporo. No, ale nie ma to- tamto. Jest wspaniale, mimo zmęczenia, próby karmienia tylko piersią (nie udanej), pogodzenia domowych obowiązków z wychowaniem, normalnością dnia i próbą znalezienia chwilki dla siebie: Jest pięknie!!!

Teraz tonę jeszcze w lekkim chaosie dnia i nocy, ale powoli próbuję sobie poukładać to wszystko w jedną całość, która będzie sprawnie funkcjonować i w której będę mogła się jakoś odnaleźć.
Od czwartku przez tydzień będę musiał dać sobie radę w pojedynkę przez 8 godzin. Czy podołam? Nie wiem, ale wiem, że pozytywne nastawienie i wewnętrzny spokój mogą pomóc;) Choć proszę Boga w ciszy serca o cierpliwość i moc do funkcjonowania w nowym do czasu powrotu męża z pracy;)

Prawdę mówiąc, z kolejnym dzieckiem po tak niedługiej różnicy wieku, jest łatwiej. Jest niesamowity komfort psychiczny, człowiek wie, czego się spodziewać, jest pewniejszy...może nawet i spokojniejszy. Przynajmniej ja tak czuję.

No i nie ma co ukrywać, że marzy mi się: chwila tylko dla siebie, pójście spać razem z kurami i przespanie całej nocy, bez obecności w łóżku laktatora;)
Chodzą za mną prawdziwe babskie wiosenne zakupy, odświeżenie garderoby, ale to akurat mam zamiar zrealizować już niebawem:)

Tak więc podsumowywując: żyjemy i mamy się wspaniale, choć niesamowicie wyczerpani, ale szczęśliwi:)


wtorek, 4 marca 2014

życie jest nowelą

To, że życie to jedna wielka przygoda i niespodzianka to chyba prawda. W ostatnich dniach tyle się u nas podziało dobrych i smutnych spraw, że mam wrażenie, że jestem w jakimś serialu, który trwa, a my jesteśmy tylko pionkami w grze, którą dyktuje życie.
Jest z nami Olek, to nas bardzo cieszy....to dodaje nam siły na każdą chwile, kiedy nie ma z nami Miłoszka, który w szpitalnych murach walczy już teraz z zapaleniem płuc. Z dala od własnego łóżka, pokoju. Z dala od mamy, która tęskni za nim z każdą sekundą, która mija. Która odlicza dni do powrotu synka do domu, w moje objęcia, w buziaki, we wspólną zabawę i czytanie bajek.
Czuję jak moje serce jest rozdarte między radością z narodzin Olusia, a ogromną tęsknotą i bólem za Miłoszkiem, który równie mocno tęskni za mamą. Miłoszek dzielnie znosi kroplówki, inhalacje, leki, obcych ludzi. Stara się dostosować do nowej zaistniałej sytuacji, podobnie jak my.
Jest przy nim tata z babciami, dziadkami, ciociami i wujkami na zmianę. Każdy pomaga jak może dzień i noc, abyśmy (choć jeszcze bez Miłoszka) mogli choć na chwilkę nacieszyć się ponownymi narodzinami i nieco zregenerować siły.
Jestem pod ogromnym wrażeniem siły jaką mój mąż znajduje, aby być codziennie z Miłoszkiem, z Nami w domu, aby pozałatwiać wszystkie ważne i mniej ważne sprawy.  Staramy się nakręcać nawzajem pozytywnie, abyśmy jakoś zdołali psychicznie przetrwać ten czas razem z Naszymi dziećmi ( w zasadzie przetrwać to dla nich). Przy nadziei trzyma nas też wiara, choć nie oszukujmy się, że nie zawsze dostrzegamy obecność Pana Boga w naszym życiu...

Wszystko w zasadzie potoczyło się dość szybko i dynamicznie. W nocy z wtorku na środę Miłoszek dostał duszności i wysokiej gorączki. Przed południem wezwaliśmy lekarza do domu, który jednoznacznie stwierdził: szpital! Wezwał karetkę, zrobił mu zaszczyk i pojechał. Łukasz przedzierał się do nas z pracy przez miasto. Spotkaliśmy się  dopiero w szpitalu na izbie. Pani doktor stwierdziła, że to ostre zapalenie krtani i zostajemy. Ze względu na swój błogosławiony jeszcze wtedy stan dostaliśmy łózko u starszych dzieci a nie łóżeczko szpitalne i krzesełko, abym mogła z Nim zostawać w szpitalu w nocy. wieczorem, kiedy mąż wracał już do domu po całym dniu spędzonym z Nami w szpitalu, zażartowaliśmy, że w sumie skoro porodówka po drugiej stronie szpitala to nie daleko mam. Tak więc mówisz i masz... punkt 24:00 odeszły mi wody. Więc telefon po Ślubnego i szpitalnym dyliżansem Pani pielęgniarka przewiozła mnie na izbę gin- poł. Dobrze, że miałam przy sobie część dokumentów i książeczkę (mieliśmy jeszcze o 19:20 wizytę u ginekologa, który stwierdził, że poród będzie raczej w terminie, bo wszystko jeszcze pozamykane). Pani doktor juz na izbie stwierdziła, że skoro wody odeszły to do porodu jeszcze daleko (to samo powiedzieli mi przy skórczach początkowych z Miłoszem, a wyszedł po 3-ch godzinach) i kazała podpiąć KTG i czekać kilkanaście godzin na rozwój akcji. Mąż w tym czasie poszedł do Miłosza i czekał na telefon. AHA AKURAT!!!....akcja rozwinęła się do 30 min. tak, że ledwo skończyłam zapis.Mąż ledwo dotarł do Miłoszka i już wracał, bo poród zaczął się na poważnie. Tym razem był do samego końca, choć czasem bardziej martwiłam się o niego, niż o ten ból, który mi towarzyszył. Tak więc równo o 3:00 powitaliśmy Olusia na świecie:) (tak jak Milosza- 3 godziny). Ogromna radość, szczęście i ulga, że Jest zdrowy i już z Nami:)

Początkowo planowano, że i my i Miłosz wyjdziemy w weekend. Niestety, w piątek lekarz informuje o szmerach w płucach u Miłosza i stwierdza zapalenie płuc.
Tak więc w sobotę tylko my z Olkiem opuszczamy szpital, a Miłoszek zostaje (początkowo tylko na 3 dni), a w poniedziałek po obchodzie dowiadujemy się, że do piątku włącznie nie ma co liczyć na wyjście.... Pozwolono mi na moment do Niego zajrzeć, kiedy jechaliśmy do domu....Utonęłam we łzach, kiedy się wtulił i cieszył, że jestem....Teraz tylko się słyszymy przez telefon. Ja po każdej takiej rozmowie nie jestem w stanie łez i tęsknoty opanować. Ponieważ Miłosz nie chce jeść codziennie pytam, czy zje zupkę od mamusi, a On mówi, że tak, więc gotuję dla Niego i piekę ulubione muffinki i ciasteczka owsiane, aby tylko jadł i nabierał siły. Mąż zawsze przywozi puste słoiki po zupach i opowiada jak to nasza pociecha dzielnie sobie radzi.
Wczoraj Miłosz się zakochał w jednej dziewczynce z sali, która z Nim leży (ona ma 10 lat), ale podobno uwielbiają się oboje razem bawić i wszędzie chodzą razem i to za rękę:) Widziała wczoraj filmik, bo mąż nagrał. Cudowny widok:) Był też osobny filmik dla mamy od Miłoszka:)
Mam nadzieję, że w sobotę lub niedzielę będę mogła Go już mocno przytulić i wreszcie będziemy mogli cieszyć się własnym szczęściem w naszym czteroosobowym składzie.

Co do Olusia, to przy narodzinach ważył 3400 g, mierzył 55 cm. Obecnie karmimy się mieszanie, ale dominuje pokarm z piersi. Synciu zaaklimatyzował się już w domu i robi to co wszystkie noworodki: śpi i je, śpi i je itd. Jest śliczniutki i kochaniutki, choć też potrafi sobie krzyknąć, jak mu mleczka brak:)

Dziś miałam okazję przeczytać świetny wywiad z jedna z blogerek o równouprawnieniu, który znajdziecie go TUUU Gorąco polecam. To jak opowiedziała się Agata o równouprawnieniu jest odzwierciedleniem mojego podejścia do tego tematu. Wspaniałe, mądre, elokwentne, dojrzałe podejście do tematu (w mojej opinii oczywiście).



niedziela, 2 marca 2014

Mój drugi kochany synek już jest

27 lutego 2014 roku powitaliśmy Naszego drugiego synka. Aleksander Józef (bo takie ma imiona) jest cudownym, kochanym i wyczekiwanym przez nas dzieckiem:) Teraz razem z we czwórkę jesteśmy już pełną, szczęśliwą rodziną.....























Niestety w tym całym naszym szczęściu smutne jest tylko to, że nie ma Miłoszka z nami, gdyż biedny od dnia porodu jest w szpitalu na ostre zapalenie krtani, które od piątku przeszło na płuca. Miał wyjść dzisiaj, ale przedłużono mu leczenie o kolejne 5 dni:(( Mam nadzieję, że zdarzy się jakiś cud i niedługo będzie już z nami, bo tęsknota Matki za dzieckiem jest ogromna...