Moja lista blogów

wtorek, 29 kwietnia 2014

Pierwszy Miś + szpilki

Wczorajsza impreza urodzinowa bez dwóch zdań była jak najbardziej udana, a tor po prostu palce lizać!!!(dzięki Madziu:)) Także Olek nie wyszedł z imprezy bez prezentu. Dostał od cioci Madzi swojego pierwszego misia!!! A wiadomo, że misio to rzecz ważna w życiu dziecka, więc teraz już Olek ma i swojego przytulisia:)
Imienia jeszcze nie ma, ale napewno niebawem jakoś go nazwiemy;)

A tu mój ostatni butowy zakup- szpileczki, które chciałyście zobaczyć:)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

w pogoni za rozumem

Od kiedy jestem mamą dwójki (cudownych) chłopców moje dotychczasowe życie znacznie uległo zmianie. Moje myśli, a raczej chaos, który zapanował w mojej głowie jest ciężki do opanowania. Czasem, kiedy chłopaki śpią i jest cisza w domu, ledwo mogę się skupić na zrobieniu sobie herbaty, bo w głowie mam tylko tornado;) Moje idealnie poukładane dni przestały w ogóle istnieć:) Ale przyzwyczaiłam się. Teraz nawet nie wiem jaki jest dzień tygodnia, a o dokładną datę byłoby mi ciężko podać;) No dobra, byłoby to niemożliwe;) Dziś idziemy na urodziny do małej Anetki. Magda zaplanowała kawkę i słodkie co nieco dla mam, abyśmy w trakcie przyjęcia mogły się wszystkie delektować ploteczkami, CIEPŁĄ kawką i miłą atmosferką. Ja jestem ciekawa, czy to nam wypali, ale jestem dobrej myśli;) Ponieważ zaginęłam gdzieś w czasoprzestrzeni, na dzisiejsze kiner party wybierałam się w sobotę!:) Załatwiłam opiekę dla Olka, nastawiłam psychicznie na cudowny odpoczynek i pogaduchy z dziewczynami, naopowiadałam Miłoszkowi i urodzinach i....oświeciło mnie, że urodziny są w poniedziałek, a nie w sobotę!!! Tak więc dziś zabieram obu i modlę się, aby dojechać autobusem spokojnie (mimo, że to tylko 3 przystanki) i aby (co najważniejsze) Olek był spokojny (czyt. spał grzecznie jak suseł, kiedy dzieci będą fikały- Boże dopomóż!!!).
Tak więc dziś imprezujemy:)
Swoją drogą, to Olek nieźle się ustawił, bo nie ma jeszcze skończonych trzech miesięcy, a już idzie z bratem do starszej koleżanki na imprezkę;) I pewnie tak będą się wymieniać towarzysko już na stałe;) ach, te braterskie układy:)

W weekend natomiast udało nam się z mężem wyskoczyć na zakupy. W sumie to był ostatni dzwonek na zakup odzienia na wesele szwagra, które mamy już za 2 tygodnie. Udało mi się kupić i sukienkę i szpilki. Mąż oczywiście nadal waha się, który garnitur wybrać, ale On zawsze ma czas (znając życie, kupi go na ostatni dzwonek, ale ten typ tak ma;)). Natomiast kupiłam cuuuudowne szpilki!!!! Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia!!! Zwykłe, klasyczne, czarne szpilki. Kocham takie buty. Kocham w nich swoje nogi:)
I mimo, że na co dzień preferuję tylko płaskie obuwie, od czasu do czasu kocham zakładać wysokie obcasy. To pozwala mi poczuć się niezwykle kobieco i seksownie. I są to jedyne zakupy na które mój mąż chodzi ze mną chętnie;)

środa, 23 kwietnia 2014

nasza sesja rodzinna

Niedawno pisałam, że mieliśmy sesję rodzinną, którą już od dawna planowaliśmy. Świetny fotograf, miła atmosfera, dobra zabawa i wspaniali dwaj mali modele:) 











Ciepła domowa atmosfera, którą stwarza Piotr podczas sesji i super podejście do dzieci:) Polecam gorąco gdyby ktoś był zainteresowany http://www.gordonsfotolab.pl

PS. Piotr robi najlepsze babeczki jakie kiedykolwiek jadłam!!!:)

pod kapliczką

W tym roku Wielkanoc była dla nas tak jakby zupełnie nowa. W nowym składzie, pierwszy raz u siebie w domu:) Po raz pierwszy od ośmiu lat (bo tyle jesteśmy już razem) święta organizowaliśmy sobie sami. Pierwszy raz u siebie w domu (nie u naszych rodziców), pierwszy raz własne przygotowania, pierwszy raz własny koszyczek. Dla mnie to niesamowicie istotne, bo nareszcie poczułam we własnym domu zapach świąt, bo nareszcie poczułam się prawdziwą gosposią ;), bo mimo różnic w obchodzeniu Świąt, tworzyliśmy własną tradycję...dla nas...dla dzieci :)

To co najbardziej z rzeczy takich przyziemnych utkwiło mi w pamięci, to święcenie koszyczka. Mimo, że mieszkamy prawie w centrum miasta, to nasz dom jest w aglomeracji domków nieco rolnej dzielnicy (moi sąsiedzi mają kaczki i kury, a inni uprawiają kukurydzę:) choć powoli miesza się w niej styl współczesny). Dla naszej dzielnicy święcenie odbywa się co roku przy starej, pięknej kapliczce Niepokalanej Maryji Panny, pod wielkim drzewem! Cudowne przeżycie: przyjeżdża ksiądz z mikrofonem, ludzie stają w około, koszyczki czekają na poświęcenie na trawie, normalnie jak partyzantka. Zapach świeżej trawy, liści, błotko i ta cudowna wiosenna zieleń:)...to ciekawe, ale i za razem piękne przeżycie....

Po raz pierwszy święta były na luzie, bez planowania, pośpiechu. Bez limitów i ograniczeń, z małym świętowaniem w tle:)

Mimo, że dziś jest środa nadal czuję zapach minionych świąt, ale to zasługa kiełbasy wiejskiej w lodówce i wałówki od naszych mam:), które pocztą pantoflową do nas dotarły.

Dlatego dzisiaj oprócz tradycyjnego białego barszczu ze święconką na obiad była sałatka z resztek;)
(mieszanka sałat, rzeżuszka, suszona żurawina, ser feta, migdały, suszone pomidory, sos grecki knorr) Po prostu pyszności!!!!


środa, 16 kwietnia 2014

nareszcie ja;)

Nie myślałam, że nastanie taka chwila, a raczej takie 3 godziny w ciągu dnia, kiedy to będę mogła wyjść na kawę i ploty do przyjaciółki. A jednak! Udało się:)! Cały ten czas tylko kawa, wygodna kanapa, słodkie co nie co i my dwie paplające bez przerwy;) Tego mi trzeba było. W sumie to Nam obu, bo K. też ma małego bąbelka:) To miód na moją kobieca duszę, bo brakowało mi jej bardzo. Kiedyś, kiedy jeszcze nie byłyśmy mamami, nasze spotkania były bardzo częste, teraz nieco się zmieniły. Zmienił się też ich charakter, bo obie byłyśmy z tzw. ogonkiem ( mi towarzyszył Olek, a jej Adaś:)), ale chłopcy kochani, spokojni, śpiący, nie absorbujący:) Śmiałyśmy się z siebie pod koniec spotkania, bo to spotkanie miało nas nieco "odizolować" dzieci, a tymczasem większość tematów to:..dzieci;) hi hi hi:)
Przed spotkaniem mąż podrzucił mnie na pobliski bazarek o którym wielokrotnie już pisałam na blogu po książki. Odczułam ogromną potrzebę zatracenia swoich myśli w jakiejś książce, że jej brak zjadał mnie od środka. Więc przeliczyłam kasę ze skarbonki "pączkowej" i wyzbieraną kwotę z woreczku zabrałam na zakupy. Kupiłam na straganiku dwie książki (literatura czysto kobieca, tak na zajęcie czymś innym myśli niż pieluchy, dzieci, dom itd.). Pierwsza to "Wichrowe wzgórze"- powaga nie czytałam!! Ale wiem, że pewnie prawie wszyscy je czytali lub obejrzeli film. Druga to "wszystko czego pragnę". Za obie zapłaciłam łącznie 22 zł, wiec jestem zachwycona:?) Pani sprzedawczyni troszkę mniej, bo jak zobaczyła mój worek z 10, 20 i 50 groszówkami, to miała chyba nieodpartą pokusę unicestwić mnie;) Ale szybko poszło- zaufała mi na słowo, że jest odliczone. 
Tak więc dziś po ćwiczeniach pędzę o łóżka na czytanko. Mąż ma dziś ogląda mecz z kuplami poza domem, więc będzie tylko cisza, pierzynka, ciepła zielona herbata i książka, no i oczywiście mam nadzieję, że nadal śpiące dzieci;)

Mieliśmy dziś w ogóle sesję fotograficzną chłopaków. Piotr (fotograf- wspaniały człowiek) miał niesamowicie dużo cierpliwości dla małych modeli, a chłopcy, zwłaszcza Miłosz dużo zabawy. Nawet nie myśleliśmy, że z Niego taki model będzie, a tu proszę taka niespodzianka. Ale o tym więcej już niebawem:) 

Martwi mnie natomiast mój wewnętrzny brak odczuwania nachodzących Świąt, ale nie ten materialny, a duchowy. Nie mogę się ostatnio odnaleźć. Gdzieś pogubiłam cały wielki post, nie zauważyłam nawet jak szybko przemknął przez te 40 dni. Nie zauważyłam, że dziś już środa i wielkie Triduum Paschalne już niebawem. Że tak naprawę moje serce i dusza nie są w ogóle przygotowane na to wielkie święto:(
Nie z zaniedbania , ale raczej ze zmęczenia i nie oszukujmy się macierzyństwa. Moja głowa wypchana jest teraz chłopcami. Moja mama powtarza mi, że jak dzieci porosną, to będzie łatwiej, bo przy maluchach jest ciężko. Coś w tym jest, dlatego tak bardzo się cieszę, że modlimy się wieczorami wspólnie z Miłoszkiem (czasem z Olkiem na rękach), bo nie tracę całkowitego kontaktu z Bogiem, a dla mnie to ważne. 
Na niezielnych mszach też ciężko się skupić, bo to za Miłoszem patrzeć trzeba, to Mu tłumaczyć, gdzie Bozia itd. Chyba śmiało mogę powiedzieć, że tęsknię za ta bliskością Pana Boga (choć wiem, że On jest blisko mnie). 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Dzieci tu były (kwiecień)

"W tej chwili można bardzo łatwo popaść w frustrację z powodu bałaganu, który jest rezultatem życia z dziećmi. Ten zestaw (zdjęć) przypomina mi, jak szybko to wszystko minie. Przyjdzie dzień gdy zabawki wylądują w skrzynkach i nikt nie będzie się nimi bawił. Będę tęsknić za tym. Uświadamiam sobie aby zwolnić. Nie stresować się tym. Moje szczęście nie zależy od tego, że wszystko jest na swoim miejscu, a dom jest czysty i uporządkowany. 
Pewnego dnia będziemy mieć wspaniałe wspomnienia. Dowody zapisane w naszych sercach i umysłach naszych dzieci. Fotografie, które przeniosą nas z powrotem do tych samych dni, kiedy nasze dzieci były tutaj." - Jude Wood

Na kilku blogach znalazłam bardzo ciekawy projekt, a mianowicie " Dzieci tu były (org. Kids were here)".
A, że pomysł ciekawy, więc i ja postanowiłam również w nim uczestniczyć.
To będzie niesłychanie miła pamiątka, kiedy już zatęsknimy z mężem za chaosem i domowym galimatiasem;)












czwartek, 10 kwietnia 2014

...a w krakowie, na brackiej pada deszcz...

Po tak pięknych i słonecznych kilku dniach, ten dzień musiał nastać...deszcz....zimno...brrr..do tego cały dzień jakiś taki do bani. Tak mnie wszystko dziś drażniło, jakbym sobą nie była. Chyba pms nastał, bo innego powodu nie widzę. No chyba, że to wina pogody (hi hi hi jak zawsze;)). A tak poważnie, to byliśmy dziś na bioderkach Olka- wszystko ok. Miłoszek coraz ładniej wypowiada się i powtarza te słowa, których jeszcze nie zna. Olek natomiast uwielbia grzechotanie grzechotką oraz słuchać jak się do Niego mówi. Najlepiej, aby jeszcze Go przy tym nosić;)
Przedwczoraj był u nas mój teść, który jest niesamowita "złotą rączką". Zrobił dla chłopaków piękna, drewniana huśtawkę!!:) Teraz tylko trzeba ją zabejcować i powiesić siodełko i bujaka na całego:) Miłosz jednak buntuje się, kiedy mówimy że dziadek zrobił ją dla niego i Olka. Ma obecnie etap- wszystko jest moje, ale minie.
Kiedy mąż "relaksował" się przy rąbaniu drewna na przyszłą zimę, my byliśmy pogromcami chwastów....Ja wyrywałam, Miłosz przygrywał mi na chodziku, a potem układał sobie kamyczki, natomiast Olek jak to Olek spał smacznie na słoneczku;)
 No i powoli, powoli przygotowujemy się do świąt. Matka zabrała chłopaków na zakupy i wywiozła dwa koszyki ze sklepu (jeden zajmował Olek ze swoim fotelikiem rzecz jasna;)), ponieważ w tym roku po raz pierwszy święta (pierwszy ich dzień) u siebie i tylko we czwórkę. Zaplanowałam już dania, babki i mazurki, zobaczymy co z tego wyjdzie. Miłosz wybrał sobie baranka i zajączka i jajo do święconki (oby pogoda i zdrowie dopisały). Prz kasie uprzejma Pani kasjerka zapytała, czy nie chcemy zakupić rzeżuszki? Kupiliśmy, a w domu tata z Miłoszem posiali to dobro, aby na święta wyrosło (będzie masełko z rzeżuchą do domowego chlebka). Nie wiem tylko, który z Nich miał większą frajdę, ale jest posiana i rosnąć ma pięknie:P
Niesamowite!:) Wszyscy moi chłopcy śpią:) Padli jak kawki! Ja tez padam, ale przyjemna podusia dopiero po killerze.

środa, 9 kwietnia 2014

dlaczego ja ćwiczę?


  • bo niesamowicie mnie to relaksuje i uspokaja, 
  • bo pomaga wywietrzyć umysł, po całym dniu z dziećmi,
  • bo sprawia mi to przyjemność,
  • bo poganiam dzięki temu leniwca, który czasem we mnie siedzi,
  • bo pozwala wyznaczać sobie nowe cele,
  • bo lepiej się przez to czuję (fizycznie i psychicznie:)),
  • bo daje mi to dużo energii i siły (działa lepiej niż dobra kawa;)),
  • bo poprawia to moja kondycję,
  • bo nie czuję się wtedy tylko "mamuśką";)
  • bo boli czasem i męczy,
  • bo daje poczucie spełnienia, 
  • bo to dobry wieczorny trening przed kolejnym dniem z chłopcami;),
  • bo dobrze wpływ na moje zdrowie!!!!
  • bo mnie to motywuje do działania,
  • bo to czas tylko dla mnie (w zaciszu własnego salonu:)),
  • bo dobrze wpływa na życie erotyczne,
  • bo mi się chce!!!
Tak właśnie jest ze mną, tak czuję. Tyle dobrego dają mi ćwiczenia. Ja nie ćwiczę dla zgrabnej figury (bo taka nigdy nie będzie). Lubie siebie taką jaka jestem ( w sam raz), a nad figurą pomaga mi dbać racjonalny sposób żywienia, a nie puste diety. 
Ruch fizyczny stal się moją odskocznią od codziennych domowych zajęć, od płaczu dzieci, od złych myśli:) Nie wierzycie, to sprawdźcie sami na sobie, polecam:)

Ja obecnie fikam sobie killera Ewki Ch. Nareszcie jestem w stanie ćwiczyć całe 45 min;) Raz ćwiczyłam też skalpel, ale troszkę mnie nużył po całym dniu. A przy killerze to sobie poskaczę, po fikam i lżej na sercu i duszy. Mnie akurat ten typ ćwiczeń pasuje. 
I mimo, że nie zawsze mam czas i chęci i siłę, staram się (czasem i zmusić siebie) do odrobiny wysiłku (choć nie ćwiczę codziennie- przynajmniej jeszcze;)) dla lepszego samopoczucia...
A ponieważ warto jest uprawiać jakikolwiek sport, dlatego zachęcam do domowego lub fitnesowego (jak macie czas na wyjście oczywiście) fikanka dla samej/ samego siebie.

Pierwszy uśmiech

Aaaaa!!!! Cudowności najwspanialsze się dzieją!!! Olek nie tylko rośnie, ale i nabiera coraz to wyraźniejszych rysów na buzi. We czwartek kończy 6 tydzień, więc jest już duużym chłopczykiem. Z dnia na dzień jest coraz to bardziej aktywniejszy i ciekawy tego co się dzieje dookoła:) Od kilku dni uśmiecha się sam, kiedy do Niego coś mówimy lub kiedy dotykamy po policzku takim cudownym pełnym uśmiechem:) Boże, jaki to wspaniały widok i uczucie:)!!!! Wczoraj podczas przygotowywania kąpieli sam złapał grzechotkę kilka razy!! Ale ten uśmiech...ehhhh....cudowny:):):)
To zdjęcie co prawda z zeszłego tygodnia, ale co tam:) Mój Mały Śmieszek:) 

wtorek, 8 kwietnia 2014

inspiracje do ogrodowych kompozycji donicowych

Jak wiecie ostatnimi czasy staramy się doprowadzić z mężem nasz pobudowlany trawnik do ładu i składu, tak aby wyglądał jak ogród. Ponieważ mam pięć dużych białych donic ogrodowych od rodziców, pomyślałam, że najwyższa pora je wykorzystać. Tak więc przeglądając kolejne strony miesięcznika "magnolia" i strony www. znalazłam kilka ciekawych kompozycji, które współgrają z moim wyobrażeniem jak to ma wyglądać.
Oto kilka z nich:












Wszystkie fotografie pochodzą z internetu.
Tak mnie wciągnęło to planowanie ogrodu, że nie moge się doczekać efektu koncowego, ale to pewnie jeszcze kilka dobrych lat zanim będzie wszystko co sobie założyliśmy;)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

ram- tam- tam

Od środy mam męża w domu aż do świąt- nareszcie!!!! teraz kiedy wreszcie jesteśmy razem, wszyscy całą czwórką czuję, że powoli będziemy realizować nasze długo odwlekane marzenia. Niestety nie wszystko przez ostatnie kilka dni było takie kolorowe, jak sobie założyłam, ale po kolei.
We środę pojechaliśmy do teściów do Radomia na kilka dni. Po raz pierwszy w taka podróż zabraliśmy Olka. Był strach przed wyjazdem jak to będzie, czy mały wytrzyma, jak Miłoszek będzie się zachowywał (bo przecież obaj jadą z tyłu w fotelikach). Na nasze szczęście obawy stały sie tylko obawami. Chłopaki przespali cała podróż. Miłosz obudził się dopiero pod samym Radomiem, a Olek już w domu u teściów- uff... :) Dobrze nam zrobił ten wyjazd. Miłosz od rana do wieczora bawił się z kuzynem Julkiem, który jest jego luwieśnikiem. Choć nie wiem, czy słowo "bawili" jest odpowiednie. Bardziej by pasowało naśladowali jeden drugiego:) tak czy siak dogadywali się bez większych trudności. Największą atrakcją jednak był pies, kury sąsiadów i gołębie teścia, na które Miłosz cały czas wołał KWA. I za chiny ludowe nie dał sobie wytłumaczyć, że to nie kaczki a gołębie. Poza tym miał kamyczków, piasku, kwiatuszków itd. pod dostatkiem, więc buzia uśmiechnięta na non stopie. Przyjemnie jest patrzeć na radość własnego dziecka z takich zwykłych, prostych, codziennych rzeczy:) Troszkę gorzej było z Olkiem. Niestety przez cały pobyt miał kolki. Jak zaczynały się ok. 10:00, tak kończyły dopiero ok. 20:00:( Tylko w trakcie spacerów, było spokojnie i mały przesypiał dłuższe chwile. Praktycznie więcej czasu spędził na rękach, ale innego wyjścia nie było.  Teraz już kolki przeszły i mam nadzieję, że już nie wrócą!
I jak ja odpoczęłam!!! Po raz pierwszy psychicznie i wewnętrznie odpoczęłam tak u teściów. Jejku, w mojej głowie nie było żadnych myśli, pośpiechu, prac codziennych...pełen spokój i harmonia. Przyjemne spacery z mężem po okolicy. Przyjemnie było słuchać Jego wspomnień, opowieści z mijanych miejsc: jak grał w hokeja kijem i krążkiem z pasty do butów na zamarzniętej łące z kolegami, jak grali w piłkę na boisku sąsiada, ile się zmieniło, kiedy spacerowaliśmy tędy ostatni raz... PRZYJEMNOŚĆ! I nie tylko wspomnienia, ale i On sam zrelaksowany, wypoczęty, nie myślący o pracy. Widziałam jak cieszy Go każda chwila z chłopcami, jak bardzo był (i jest) z nich dumny. Chyba lepszego wyjazdu nie mogłam sobie zaplanować (oprócz kolek, rzecz jasna)...
W sobotę wróciliśmy do domu. Zmęczeni trasą, ale zadowoleni i wypoczęci. Kiedy dzieciaki poszły spać delektowałam się widokiem i zapachem naszego domu. To nie wiarygodne, jak człowiek sie przyzwyczaja do swoich czterech ścian..tu mi najlepiej:)
W niedzielę był obiad u mojej mamy. Zawieźliśmy chłopców wcześniej, a sami poszliśmy do kościoła. Akurat w parafii rozpoczynały się rekolekcje. Moja uwaga zwróciła się w kierunku stwierdzenia przez księdza, że pary (małżeństwa), które razem się modlą łatwiej "znoszą" małżeństwo. Zastanawiałam się, czy może mieć rację. My rzadko kiedy modliliśmy się w ciągu dnia, a już wspólnie to na palcach jednej dłoni można było wyliczyć. Teraz kiedy modlimy się wieczorem z Miłoszkiem, jest lepiej. Dzięki dziecku i my pamiętamy o modlitwie. Tak myślę, że kiedy są dzieci, człowiek częściej znajduje czas na modlitwę..może to bardziej chęci przekazania i nauczenia odczuwania wiary przez dziecko? a może bardziej oddalenie tego wszystkiego co nas pochłania dla dobra dziecka i zajęcie się jego światem? Przy dzieciach chyba łatwiej jest pamiętać i uczęszczać na nabożeństwa..Może dlatego rodzicielstwo jest wielkim darem, dzięki któremu i dorosły ma szansę na odnalezienie Boga w codzienności? Tak myślę...
Po południu Miłosz z mężem po raz pierwszy udali się na stadion na mecz razem. Łukasz powiedział, że nic nie wie z meczu, ale że warto było pójść we dwóch. Miłosz wrócił cały umorusany i nie widziałam jeszcze tak zadowolonego z meczu człowieka jak On:) Gdybyście widzieli Jego dojechane ubranie...:) Ślubny stwierdził, że niebawem to powtórzą:) 

Natomiast dziś ruszyliśmy z pierwszymi pracami w ogrodzie. Mąż zabrał się za drewno, ja za sucha trawę i chwasty, a Miłosz z układanie kamyków na podjeździe:) Olek w najlepsze dopingował nas  z wózka smacznie sobie drzemiąc;) Poczyniliśmy też pewne plany odnośnie wyglądu naszego "trawniczka" i jutro wybieramy się na giełdę kwiatową, aby rozeznać się co nieco w temacie:) Planujemy ogród sami, bo każdy grosz jest teraz na wagę złota, a projekty to nie taka tanioszka (o wykonaniu już nie mówię). Więc podczytujemy tu i tam, sprawdzamy wujka google i pomysły są. Oby jeszcze realizacja była tym czego oczekujemy;)

środa, 2 kwietnia 2014

znam, lubię, polecam...

Od kilku lat jestem zauroczoną zwolenniczką serii Planet SPA firmy Avon. Dla mnie to właśnie są produkty, które stosuję w swoim domowym spa. Oczywiście korzystam czasem z innych, ale zawsze wracam do tej serii. Tak jest i teraz. W mojej szafce zagościły właśnie nowe nabytki z tej serii :)
peeling do ciała (z tej kategorii pierwszy raz), peeling do twarzy z błota (kolejny już raz, choć lubiłam też z białej herbaty jak był), masło do ciała z masłem shea (kocham ten zapach!!!) i maseczka z żeń- szenia (którą mam od miesiąca, choć typ peel- off nie jest moim ulubionym, bo wolę zwykłe "papki", to zapach i działanie jak najbardziej do mnie przemawiają).

Lubię tą serię, dlatego postanowiłam Wam ja polecić (nie jest to post sponsorowany). Jednak wiem, że każdy ma swoje własne upodobania zapachowe i różne potrzeby skóry. U mnie się ta seria sprawdziła i pomaga mi wieczorem odprężyć się, kiedy mam już chwilkę tylko dla siebie:)

Chętnie poznam Wasze propozycje i sposoby na domowe spa, co polecacie?

wtorek, 1 kwietnia 2014

nadrobione zaległości

 W zeszłym tygodniu udało mi się nadrobić ( o dziwo) zaległości w Pamiętnikach wampirów. Choć, brak mi jeszcze kilku odcinków z sezonu 5, to po porodowa zaległość nadrobiona:)
źródło: sieć
Od czasów nastoletnich uwielbiam tego typu seriale: trudna miłość między człowiekiem a wampirem, walka dobra ze złem itd.
Choć powstało wiele serialów, filmów, książek w tej tematyce, to ja mam swoje dwa: "Buffy, postrach wampirów"- uwielbiam Sarah Michelle Gellar w roli Buffy; oraz właśnie "Pamiętniki wampirów".
Mimo, że wampirza tematyka zawsze mnie kręciła, nie od razu przemówiła do mnie saga "Zmierzchu". Dopiero po przeczytaniu książki (tylko po to, aby mieć własne zdanie w kwestii wypowiedzenia się), w mojej opinii napisana genialnie i wciąga czytelnika, mogłam obejrzeć film. Do dziś dnia uważam, że książka jest lepsza. Natomiast w przeciwieństwie do pamiętników, serial uważam za dużo, dużo lepszy niż książka- pierwsza jej część nie zainteresowała mnie do kupna kolejnych części. Serial natomiast zachęca do kolejnych sezonów (i nie wiem czy nie dlatego, że dobrali męską obsadę aktorów, tak aby przykuć moją uwagę;):)
Tyle chyba jeszcze zostało ze mnie z nastolatki. Moje wampiry;)

Ciekawa jestem waszych typów i upodobań serialowych?