Moja lista blogów

piątek, 27 czerwca 2014

Olka pierwsza przygoda z zupką

Nie będę się powtarzać, że czas zapitala niemiłosiernie szybko, bo to wie każdy rodzic. Jeszcze tak niedawno Olek, maleństwo, które przyjechało ze szpitala do domu, a tu już taki duży gościu- skończył 4 miesiące  i jest chłop jak się patrzy;) Dziś mój mały aniołek pierwsza w życiu swoim zupkę smakował, choć słowo smakował nie odzwierciedla tego posiłku. Bardziej pasowałoby: popluwał, dziamdolił, wypluwał, pluł;) Tak jak przypuszczałam warzywa nie są chyba tym, co Mały  człowiek chciałby kosztować w pierwszej kolejności, dlatego na jutro mam przygotowane jabłuszka;)
Pierwsza zupka wyglądała mniej więcej tak:

No dajesz mama te cudowności ze słoiczka...zobacz jak buzie otwieram:)
...I o co tyle szumu mamo było, jak to takie...no wiesz?! ...
 ...Mamo kocham cię bardzo, ale skończmy już tą zabawę, ja bym naprawdę coś zjadł:)...

Z resztą z Miłoszem było podobnie: marcheweczka-niet.

wtorek, 24 czerwca 2014

Tata, a Miłosz powiedział

Przyznaję, że podejrzewałam, ze może być wesoło, ale takiej zabawy się nie spodziewałam. Rozmowy z Miłoszem to czasem niezły kabarecik, ale to chyba po tacie ma;) Dlaczego?!  (jeśli ktoś dobrze zna mojego męża, to wie o czym mówię;))

Takie oto sytuacje:
Pierwsza:
Przeważnie zawsze będąc na polu, Milosz znajduje ślimaki. Z tej okazji uczymy się wierszyka o ślimaczkach (napewno znacie ślimak, ślimak wystaw rogi...).  Rozbimy babki w piasku:
 Milosz: ooo ślimak!!:):) ( po czym wyciąga delikwenta z piaskownicy). 
Ja: ślimak?( i zaczynam wierszyk): ślimak, ślimak pokaż rogi, dam ci sera na pierogi, jak nie sera to...?
..Co Miłoszku dajemy ślimakowi oprócz sera?
Miłosz:...mmmm...koktajl :)

Druga:
Mąż kładzie Miłosza do spania (zaczynając od czytania bajki). Po 45 minutach wchodzę do pokoju, (bo słyszę, że młody jeszcze nie śpi i jeździ autkami w najlepsze po całym łóżku , a ślubny ciągle coś mówi- na linii ze szwagrem).
Ja: No chyba żartujecie?!
Mąż: (rozłącza się:))..dopiero skończyliśmy bajkę czytać...(Milosz nadal jeździ autkami, udając, że mnie nie widzi;))
Ja: chłopaki jest 21:20!! Miłosz rano wstaje!!
Mąż: wiem, ale jak On nie chce jeszcze spać?! :)
Ja: a kto jest w tym towarzystwie dorosły, Ty czy On?
Miłosz: On!!! (Po czym uśmiecha się szeroko do męża) :)

Trzecie:
Mąż przygotowuje Miłosza do kąpieli, zaczynając od mycia zębów. Miłosz nie znosi ich myć, więc mamy z nim nie lada przeprawę. Przeważnie jak tylko poczuje szczoteczkę w ustach wysysa pastę. Ja akurat myję Olka. 
Łukasz dostał się do zębów młodego, po czym słyszę sugestię męża, aby Młodzieniec dał sobie umyć resztę uzębienia :
"Synku otwórz jeszcze buzię, bo nie zjadłeś jeszcze całej pasty"!!! :):):) 

I tak się zastanawiam: jak to wszystko będzie, kiedy do tego duetu dołączy Olek?! 
Takie trio to dopiero będzie kabaret:):):)

Wczoraj Miłosz w imieniu swoim i Olka pokolorował samodzielnie piękną laurkę dla taty, z okazji Jego święta. Dzieło tata włożył do pudła z pamiątkami chłopców, które mamy od kiedy Milosz się urodził. 
W końcu też udało mi się, zrobić pierwsze wspólne zdjęcie chłopakom. Niestety, ale wcześniej bracia nie byli gotowi, aby przebywać ze sobą aż tak blisko, bez uszczerbku na zdrowiu jednego z nich;)






poniedziałek, 23 czerwca 2014

nazywając rzeczy po imieniu

Miłosz rozgadał nam się na dobre:) Rozmowa z Nim, to dla nas nie tylko coś nowego, wspaniałego, ale czasem i zabawnego. Dziecko potrafi być niesłychanie kreatywne w opisywaniu czynności, które wykonuje. Wielokrotnie na naszych twarzach widać uśmiech:)
Oto kilka "nowych" dla nas słów ze słownika naszego pierwszego z synów:

ciuciunga- ciężarówka,
akaju- okulary
osyki- rodzynki
kukuszek- kwiatuszek
samogug- samochód

Poza tym, staje się nie dość, że wygadany, to jeszcze cwaniaczek:) Ja się zastanawiam, skąd mały człowiek bierze takie zachowania, kiedy nikt mu ich nie pokazuje?!
Taka sytuacja:
Nasza rozmowa po wspólnym "gotowaniu", kiedy już Mu się znudziło (jedna z wielu):
Ja: A kto to posprząta Synku?
Miłosz: Oluś???
Ja: nie, nie Oluś. A kto się tym bawił?
Miłosz: Mamusia:):):):)

Doprawdy słów mi brak i czasem tak trudno nie wybuchnąć śmiechem, a tłumienie go w sobie czasem jest naprawdę trudne:)

piątek, 20 czerwca 2014

Seksualizacja już od pieluch

Od jakiegoś czasu sporo uwagi poświęcam tematyce edukacji i rozwoju dziecka. Włos mi się na głowie jeży, kiedy słyszę (niestety coraz więcej) o potrzebie "uświadamiania seksualnego" małych dzieci (przedszkolaków). Postanowiłam zacytować na łamach bloga tylko część artykułu, który wywołał moje jawne i WIELKIE oburzenie!!! Ja NIE tego oczekuję dla moich dzieci od instytucji, które odpowiedzialne są za edukację przedszkolną!!!

Oto fragment artykułu: "Podczas konferencji w Polskiej Akademii Nauk od krajowego konsultanta w dziedzinie seksuologii prof. Zbigniewa Starowicza można się było dowiedzieć, że już niemowlęta potrafią przeżyć orgazm. W opracowaniu WHO można było przeczytać, że "rozwój seksualności rozpoczyna się w momencie urodzenia". Dlatego liczne autorytety uznały, iż edukację seksualną trzeba rozpocząć już przed 4. rokiem życia. Dziecko powinno potrafić wyrażać własne potrzeby i życzenia. Bardzo dobra dla realizacji tych celów jest zabawa w lekarza.

Dalej jest jeszcze śmielej. Już 9-latki powinny nauczyć się "skutecznie stosować prezerwatywy i środki antykoncepcyjne w przyszłości". Poniżej 15. roku życia można dziecku wpoić "krytyczne podejście do norm kulturowych/religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa".


Standardy seksualne dla dzieci
Prezentowane na konferencji standardy edukacji seksualnej opracowane zostały przez WHO i niemieckie Federalne Biuro ds. Edukacji Zdrowotnej. Aby wprowadzić w życie owe standardy, warto skorzystać z zalecanej pomocy naukowej - "ABC małego ciała. Leksykon dla dziewczynek i chłopców". Z tej książeczki maluchy dowiedzą się, że "dotykanie jąder może być rozkoszne i piękne (...), a dotykanie łechtaczki może dostarczyć wiele rozkoszy". Malca poinstruuje się, gdzie jest położona łechtaczka i jak jest zbudowana, a na kolorowym obrazku zobaczy penis w czasie wzwodu, nauczy się masturbacji. Zostanie mu wpojone, że bycie lesbijką lub gejem jest normą i zachęci się go do spróbowania prezerwatyw w różnych kolorach i smakach. Pewności siebie nauczy twoje dziecko masturbacja. Malec będzie chroniony przed molestowaniem, jeżeli pozna praktyki i techniki seksualne. A w rzeczywistości zaowocuje to przedwczesnym rozbudzeniem pożądania seksualnego, wyzbyciem się poczucia wstydu oraz eliminacją wszelkich norm obyczajowych.


Świat wywrócony do góry nogami
Mamy XXI wiek i podobno nie możemy wychowywać dzieci tak jak 30 czy 50 lat temu. Musimy iść z postępem. Zgoda. Tylko dlaczego postęp ma być adekwatny do brutalizacji życia? Dlaczego współczesnemu dziecku odbiera się zaczarowany świat fantazji, baśni i zastępuje się go poradnikiem nauki seksu? Zwolennicy takiego systemu twierdzą, że dziecko teraz wcześniej dojrzewa. A dowodem na to jest onanizm podczas leżakowania przedszkolnego. Zawsze była i będzie grupa dzieci przedwcześnie dojrzałych płciowo. - W latach 60. XX wieku chodziłam do przedszkola w małym miasteczku - wspomina Danuta, nauczycielka biologii. - W grupie było dwóch chłopców, którzy zaglądali dziewczynkom pod sukienki i pokazywali swoje siusiaki. Nikt jednak z tego powodu nie wyciągał wniosków, że pozostałe dzieci trzeba sprowadzić do poziomu zainteresowań tych dwóch malców.
Teraz w obyczajowych kwestiach większość musi się podporządkować mniejszości. Normy mniejszości są bowiem postępowe i zgodne z kulturą UE. Nie możemy być zaściankowi i moherowi. W imię postępu nasze dzieci niemal od pieluch powinny być zapoznawane z "akceptowalnym seksem" i dowiedzieć się o "komunikowaniu w celu uprawiania przyjemnego seksu i o zaopatrywaniu się w antykoncepcję". Trochę starsze dzieci, te 9-12-letnie, powinny "brać odpowiedzialność za bezpieczne i przyjemne doświadczenia seksualne", a tak wyedukowani 12- i 15-latkowie sami powinni zaopatrywać się w antykoncepcję. Wszystko jest oparte na technikach i doznaniach czysto hedonistycznych, niemających nic wspólnego z miłością, która jest zaprzeczeniem egoizmu i która dobro kochanej osoby stawia ponad swoje przyjemności. A może, aby wychować w przyszłości wartościowego człowieka, warto od najmłodszych lat wpajać dziecku poczucie odpowiedzialności za swoje czyny, troskę o innych, zwłaszcza tych słabszych, zainteresować dziecko sprawami egzystencjalnymi, z którymi będzie musiało się zmierzyć w swoim życiu".


Więcej artykułu znajdziecie TUUUUU .

Wzbudziło to mój niesmak, a zarazem wielki szok. Jak można nakazać 6-cio, czy 9- cio latkowi masturbację???!!!!
Ja rozumiem rozmowy o seksie i antykoncepcji w wieku 15 lat, ale to nad czym się obraduje, to chyba jakieś kpiny są! To ja chcę uświadomić moje dzieci na czym polega miłość fizyczna, szacunek do partnera w łóżku, że nie należy się spieszyć, jesli tego jeszcze nie czuje, a nie żeby środowisko narzucało im, kiedy mają odbyć stosunek, a kiedy nie!
źródło: sieć

W internecie jest dużo więcej artykułów i wywiadów z ekspertami w tej tematyce. Polecam, zapoznajcie się z tym problemem. Nie lekceważmy go!

czwartek, 19 czerwca 2014

ogrodowe piknikowanie

Z racji święta Bożego ciała dziś wszyscy byliśmy w domu:) Co do piękna tego święta zawsze nasuwają mi  się wspomnienia, kiedy to ja sama chodziłam w procesji sypać kwiatki, w stroju krakowskim:) cudowny czas....
Dziś poranek okazał się dla mnie również nie tylko motywujący, ale i niesamowicie relaksujący! Rozpoczęłam o poranku swój pierwszy trening!!! Wygrzebałam kijki do nordik walking'u, które jeszcze od nowości nie były używane i ruszyłam na swój pierwszy spacer!!! Jakże postawiło mnie to na nogi, dało wyciszenie myśli, uczuć. Niesamowicie zrelaksowało i odprężyło. Widok polnych kwiatów, pól zboża, obok cudowny lasek łęgowski oraz śpiewy i ćwiergoty ptaków....raj!!!:)

Potem pyszne śniadanie (znów znalazłam czas na owsiankę:)) , kawa z mężem w ogrodzie, msza, a potem...
Bunt na kuchni;), czyli łatwizna na obiad- grilujemy! Dziś sami, we własnym gronie, ale...
 .....całą czwórka skromnie i smacznie! Marzył mi sie taki piknik rodzinny, gdzieś na jakiejś łące, w górach...
...a tu proszę! Własny ogródek i brak stołu (mamy tylko krzesła i huśtawkę na razie:)). I było fajnie, choć mąż nieco sceptycznie podszedł do pomysłu, ale jak to mówią: ten typ tak ma;)

Wszystko smaczne, pyszne i szybkie:)
Potem już tylko prawdziwa siesta poobiednia:) huśtawkowo- kocykowy relaks:)
Jutro kolejny dzień z kijkami. Mam zamiar codziennie po 30- 40 minut spacerować sobie rano, zanim mąż do pracy poleci...obym zebrała moce jutro rano przy wstawaniu;)

wtorek, 17 czerwca 2014

Jak radzimy sobie z buntem dwulatka?

Ciężki okres w życiu chyba każdego rodzica. Nieprzespane noce, to przy tym pikuś. Od kilku miesięcy zmagamy się dzień w dzień z tym "fascynującym" zjawiskiem. Czasem jest łatwiej, a czasem....ufff sił brak. I nie moc czuć i złość i wszystko chyba. Taki nie raz mały domowy armagedon...Wiele czytaliśmy w tej tematyce, tak jakby się przygotowywaliśmy do tego czasu. Bardzo nam pomogły nie tylko książki psychologów dziecięcych, ale także znalezione na you tube wywiady, a raczej rady z Dorota Zawadzką.
Pisze o nich i polecam, bo u nas w większości wypadków metody, które poleca działają. Choć wiadomo, że każde dziecko jest inne, ale może i Wam się przyda taka podpowiedz.


Tego typu porad z Panią Dorota jest sporo w sieci, wiec myślę, że każdy, kto może potrzebować pewnej porady, czy upewnić się co do sposobu wychowywania, znajdzie coś dla siebie.

Biszkopt z owocami wg przepisu mojej mamy

Nie znam prostszego, szybszego i smaczniejszego przepisu na ciasto biszkoptowe. Moja mama, zawsze tak piekła nam biszkopt z owocami sezonowymi. Zajadaliśmy się nim z moimi braćmi kiedy byliśmy młodsi, bo teraz zadziej mama go robi (to takie małe wspomnienie dzieciństwa).
Wczoraj zrobiłam go dla Miłosza, który go uwielbia!!! Z reszta mój mąż również (obaj mogą zjeść całą średnią brytfankę i patrzą tylko jeden na drugiego, który szybciej zje więcej;)).

Przepis jest bardzo prosty: 
ile jajek,
 tyle łyżek cukru,
 tyle samo łyżek mąki, 
1-1,5 łyżeczki proszku do pieczenia, 
owoce (wg uznania).

Najpierw ubijamy białko na sztywno, dodajemy cukier, potem żółtka (cały czas miksując). Na koniec dodajemy mąkę i p. do pieczenia i łyżką już mieszamy. Zawartość naczynia wlewamy do brytfanki wyłożonej wcześniej papierem. Na koniec po wierzchu układamy owoce i wkładamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy w temp. 180 C przez ok. 30-35 min.
I gotowe:)
Miłosz jak usłyszał, że robię dla Niego biszkopt, to kazał sobie już dać "CIAKO" zanim jeszcze do piekarnika włożyłam:)

niedziela, 15 czerwca 2014

Panie pilocie, bo dziura w samolocie...

Ponieważ dzisiejsza niedzielna pogoda od samego rana była beznadziejna, a my średnio się wyspaliśmy przez mecz, to do południowej drzemki chłopaków nawet porządna kawa nie była w stanie nas dobrze postawić na nogi. Całe szczęście chłopcy nie marudzili i bardzo ochoczo poszli spać. Nie zastanawiając się długo i my skorzystaliśmy;) Po drugim daniu szybko zweryfikowaliśmy informację o pogodzie i postanowiliśmy plan wycieczki wcielić w życie I tak już po 35 minutach (to i tak szybko;)) siedzieliśmy cała czwórka w aucie, kierując się w stronę lotniska, aby pokazać Miłoszkowi samoloty z bliska (Łukasz już od kilku tygodni Mu obiecywał, ale nie było jakoś czasu).
Widok wspaniały! Ja sama nigdy wcześniej nie widziałam samolotu z dołu,jak ląduje, jak pięknie wygląda oświetlony pas startowy.
Oglądaliśmy trzy lądowania i jeden start.

Miłosz nie tylko podziwiał lądowania, ale miedzy jednym a drugim samolotem był prawdziwym "Małym" kierowcą.

Oczywiście Olek również był z nami! Powiedzmy, że grzecznie oglądał z nami samoloty;)
Po tym niebiańskim pokazie udaliśmy sie na mszę ,a potem na pyszna pizzę, której w planach nie było, więc był to smaczny spontan;)

piątek, 13 czerwca 2014

Mamunia wraca z pracy

Mamunia wróciła...MAMUNIA!!!! Ja! normalnie uśmiech nie chce zejść z twarzy, serce fika koziołki z radości, bo mój mały synek nie mówi już mama, ale mamunia! Boże, to takie przyjemne i miłe uczucie! 
Te dwa tygodnie były totalnym odwróceniem naszej domowej codzienności. Po dwóch tygodniach pracy wracam do domu z tęsknotą za synami, ale również naładowanymi bateriami! Kocham swoja pracę, lubię kontakt z ludźmi. Te dwa tygodnie pozwoliły mi odetchnąć, zatęsknić, pomyśleć o sobie :):):)
Boje się tylko jak się teraz nieco przestawię z trybu kobiety pracującej, na tryb matka?! To nie będzie łatwe, to napewno..
Dziś zauważyłam jak Milosz wydoroślał, jak wspaniale się rozwinął. Po raz pierwszy dziś zjadł z nami kolację sam, za stołem, swoimi rączkami!! Ile się przy tym nadyskutował i naopowiadał. Zbieraliśmy z mężem szczęki z podłogi! Do tego co chwila wtrącał jakieś swoje anegdotki się z nich sam śmiał, co i w nas wywoływało śmiech...Ciekawie się więc zapowiada etap "..a dlaczego?..":)

W lipcu jedziemy na upragniony, wyczekiwany i ciągle odkładany urlop!!! Wszystko już zabukowane! Chorwacja już na nas czeka!!!!:):):) Uwielbiam to miejsce, jej piękno, smak, gościnę....I choć porządnie opróżniliśmy nasza domową świnkę skarbonkę, to nie żałujemy!!! Przez te 4 lata od ostatniego urlopu wiemy, że dłużej już fizycznie i psychicznie nie damy rady. Musimy odpocząć od budowy, wykończenia domu, pracy, codzienności. A lepszego miejsca niż z dala od domu nie ma;) Zastanawiamy się jeszcze ze szwagrami (bo jedziemy na dwie rodziny), czy nie zahaczyć jeszcze o Eger lub Tokaj i te wspaniale winnice, ehhh.... 

W ogóle dziś również od bardzo dawna byłam na zakupach z mamą. Od kiedy sama mam dzieci, nasze relacje i zwyczaje matka- córka weszły na inny etap. Mniej czasu, zmiana zainteresowań...ale dziś w końcu się udało. Zabrałam mamę na ciuchy do jednego z SH, które lubię. Ileż tam było cudności i wspaniałości!!!! Mogłabym chyba tam wykupić połowę tego co mieli:) Jednak zważając na uboższa świnkę skarbonkę, kupiłam tylko super czarny żakiet, bluzkę i spodenki dla męża. Choć mam poważne wątpliwości, czy będzie w nich chodził, bo o ciuchaczach to ma swoje zdanie...ale za grosze kupione, to mniejszy żal będzie jak nie założy.

No i jest jeszcze mały Olek. Olek wesołek! Milosz był i jest wesołym dzieckiem, ale Olek to już śmieszek do kwadratu. i gaduła z Niego, a mąż mówi, że to ma po matce;) Cóż..coś w tym, jest :) 
Za dwa tygodnie będziemy próbować pierwsze jabłuszko i kaszkę. Ja już nie mogę się tego doczekać, bo jestem strasznie ciekawa jak mu pójdzie, czy będzie smakowało?! Ehhh...a jeszcze nie tak dawno się urodził i był taki malutki kruszek, a teraz prawdziwy sfinks na brzuszku! :)

Wieczór jest za to nasz. Wspólny mecz, przy lampce wina...może i mało romantycznie, ale ja wychowałam się nną meczach, na piłce nożnej. Jest nieodzowonym elementem mojego życia i  lubię ją. Dziś kibicuję Hiszpanom:)

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Gdyby było tak, że...

Takiego weekendu dawno nie mieliśmy. Bez gonitwy (prowizorycznie), ważnych i ważniejszych spraw i spraweczek. Bez ciśnienia i organizacji. Po prostu mogliśmy w końcu troszkę usiąść na dupach i odpocząć. Nareszcie był czas na kupno piasku do piaskownicy, rozłożenie bramki do gry, która czeka na wujka Kamila. Był czas na wizytę znajomych, czas zabawy dla dzieciaków, ploty, żale i śmiechy.
A to był dopiero początek. W niedziele zabraliśmy teściową do sanktuarium Ojca świętego w Łagiewnikach. Była tez szwagierka ze swoimi pociechami. Najpierw Msza dla dzieci- genialna!!!!  a potem zwiedzanie. Ponieważ my już wcześniej mieliśmy okazje tam być, w pięknym słonku, objadaliśmy się ćwiartkami jabłek na parkingu (Olek  wsuwał bebiczko). Potem spontanicznie szwagiera zaprosiła wszystkich na "spontanicznego grilla", którego już w miedzy czasie szwagier przygotowywał;) Nie zastanawiając się długo i jednomyślnie wpakowaliśmy dzieci do auta i chen przed siebie na kiełbaski i inne smakołyki.
A ponieważ planujemy wspólny wyjazd wakacyjny nareszcie natrafiła się okazja do obgadania szczegółów.
Dzieciaki bawiły się w ogrodzie. Milosz testował wózek dla lalek Zosi, po czym nawet próbował go załadować do naszego auta, co nie za bardzo Mu wychodziło:) Olek jak poczuł poduszkę to przespał aż 5 godzin! I to było Mu mało, bo prawie zasnął w wanience podczas kąpieli!!!! Po tak intensywnym dniu obaj padli jak muchy:) Mieliśmy z Łukaszem wreszcie troszkę czasu na lektury. Łukasz utknął w necie na podróżach kamperem po Chorwacji, a ja znowu wróciłam do Grey'a. To już chyba trzeci raz, jak przerabiam tą książkę kolejny raz.

Dziś natomiast korzystając z faktu, że Milosz szedł do fryzjera (po obcięciu własnego dziecka nie poznałam!:)) i ja skorzystałam i zmieniłam co nieco. Jest grzywka- znowu:) Będzie i fota, ale nie dziś. Padam, a jutro tyle pracy przede mną!
Dobranoc:*

znów się motywuję;)

Jest piękne słonko, buzia się już uśmiecha, myśli złe, dręczące odganiam w mig...
Radosnego dnia dla Was wszystkich i każdego z osobna!!!!!!!:):):)
źródło: internet

środa, 4 czerwca 2014

takie życie

Czerwiec rozpoczęliśmy Chrzcinami Olusi a. W dzień dziecka podarowaliśmy synowi Sakrament, przez co ma już swojego pełnoprawnego Anioła Stróża;) Wszystko obyło się bez większych zawirowań organizacyjnych, a w rodzinnym gronie:)  Lubię takie spotkania, choć usiąść i pogadać choćby chwilkę z każdym nie było szans. Wiele pomogły nam w przygotowaniach nasze mamy, choć przyznaje bez bicia, że były momenty dość mocno konfliktowe, ale rozpisywać się nie ma tu co, bo to chyba normalne w różnicach pokoleniowych;)

Od poniedziałku jest z nami teściowa, ponieważ ja chwilowo wróciłam do pracy, a ktoś musiał zając się chłopcami. Więc z kim im będzie lepiej jak nie z babcią.
Powrót do pracy po pieluchach, zabawach autkami i całej domowej otoczce to niesamowita przyjemność. Odżyłam!!! Nareszcie mogę pomyśleć o czymś innym niż tylko o dzieciach. Cudownie jest wrócić znowu do ludzi, do pracy, która czasem bywała uciążliwa, to jednak teraz z perspektywy matki domowniczki, jest mi niezmiernie potrzebna dla mnie samej. Przyznaje, że nie tęskinę za chłopcami (przynajmniej na razie). I to nic złego. Kocham powroty do domu, kiedy Miłosz wiesza mi się na szyi i tak mocno się wtula, że nie potrzeba żadnych słów, abym wiedziała, że tęsknił! Nawet Olek, choć taki malutki, to też się wtula i gaworzy jak nakręcony, kiedy tylko jestem przy Nim. Chyba cała nasza trójka potrzebowała odpoczynku od siebie wzajemnie, a napewno ja najbardziej. Złapałam się nawet na tym, że nie pamiętam kiedy zastanawiałam się w co się ubrać, że jednak przy dzieciach, pracy, mężu i domu można znaleźć czas na pomalowanie paznokci, na dłuższy prysznic, na pomyślenie o sobie! Oj, bardzo tego potrzebowałam. Potrzebowałam znów poczuć się kobietą, nie mamą (choć wiem, że to jedno i to samo, ale jednak...)

Dziś (środa) Miłosz z babcią, szwagierą i szwagrem i dzieciakami pojechał do Inwałdu do parku miniatur. Pierwszy raz mój mały synek pojechał w świat bez mamy...beze mnie.....tak dziwnie mi było! Takie cholerne dziwne uczucie w sercu...Wiedziałam, ze kiedyś nastąpi taki czas, ale na to chyba nie byłam jeszcze przygotowana.....
Jutro natomiast wybieramy się do ZOO. Idę do pracy tylko na chwilkę, a potem ruszamy na podbój (kolejny) krakowskiego ogrodu zoologicznego:)

PS. Kilka zaległych zdjęć:
 .....mój stary czajnik od mamy:)

Miłosz luzak w wersji Matrix
...i Olek na codziennym relaksie;)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Dzieci tu były (czerwiec)

To już trzecia odsłona cudownego, genialnego i nadzwyczajnego cyklu "dzieci tu były". Poniżej przedstawiam twórczość moich małych synów widzianych nie tylko gołym okiem;)












A tu znajdziecie wcześniejsze odsłony projektu:
 MAJ 2014
KWIECIEŃ 2014