Moja lista blogów

piątek, 18 lipca 2014

"jak dziewczyna"

Dziś pierwszy raz widziałam ten projekt, choć pewnie jest mocno sponsorowany, to jednak pokazuje źródło problemu. "Jak dziewczyna" pod taka nazwa w internecie pojawiła się kampania pewnej marki.
Mimo, że jestem mama dwóch chłopców i mam trzech braci, to wydaje mi się, że ta kampania porusza naprawdę ważny problem z którym zmagają się dziewczynki w wieku dojrzewania.
Jeśli ktoś nie widział, to polecam obejrzeć. Warto chyba uzmysłowić sobie, że bycie dziewczyną to piękna i ważna rola.

kobiety sukcesu

No właśnie, jakie są? Napewno większość z nas (jak nie wszyscy) mamy przed oczami piękna, młodą atrakcyjna kobietę, w  eleganckim czarnym kostiumie, cudownie długich nogach, niebotycznych szpilkach, z nienaganną fryzurą, delikatnym makijażem i uśmiechem od ucha do ucha. Kończącą kilka kierunków renomowanych uczelni, znającą przynajmniej 4 języki obce biegle? Czy o czymś zapomniałam?
I tak mnie to zastanowiło. Czy naprawdę kobiety sukcesu, to tylko eleganckie biznes- women, które idą ramię w ramię z mężczyzną po drabinie, którą nazwano "sukcesem"?
To chyba najbardziej stereotypowy pogląd o kobietach sukcesu, jaki znam. Więc co z tymi pozostałymi tuzinami milionów "zwykłych" kobiet, które każdego dnia brną przez nieraz niełatwe życie? Czy ich sukcesu (mniejsze- większe) są mniej warte? Może pospolite? Czy taka kobieta nie może nosić miana "kobiety sukcesu"?
Według mnie może i ma do tego pełne prawo!!! I takich kobiet sukcesu jest nieskończenie wiele! W każdej z nas dżemie własnie taka kobieta pełna niebywałego sukcesu. Bo kto lepiej niż "nie kobieta sukcesu" dałby radę dzisiejszemu światu? Nie potrzebne są więc fakultety, dyplomy, szpilki i pokaźne konto, aby móc powiedzieć "tak, jestem kobieta sukcesu"!

Ja, Ty, KAŻDY jest człowiekiem sukcesu!! Choć nie zawsze jesteśmy w stanie sobie to uzmysłowić! Bo ciążący stereotyp szufladkuje nas w zupełnie inne miejsca.
Dlaczego więc uważam się za kobietę sukcesu? To proste:

  • bo każdego dnia jestem sobą,
  • bo cieszą mnie sukcesy innych,
  • bo na przekór światu mam odwagę dążyć do swoich marzeń i celów, 
  • bo kocham bezwarunkowo,
  • bo jestem oddana mojej pracy domowej : sprzątaniu, gotowaniu, prasowaniu itd.
  • bo bycie matką to nie sielanka,
  • bo bycie żoną (partnerką) to ogromne wyzwanie, zwłaszcza jeśli po tysiąc razy grzecznie proszę o sprzątnięcie skarpet z podłogi, a one jak na przekór nadal tam są;)
  • bo jestem odpowiedzialna za wpajanie i ukierunkowywanie życiowe młodego pokolenia,
  • bo potrafię pracować, zajmować się domem i rodziną,
  • bo znajduje czas dla siebie (choć to jest mega wyzwanie),
  • bo nie osądzam ludzi, 
  • bo sama kieruję moim życiem i wyznaczam cele.
Więc jestem kobieta sukcesu: w jeansach i podkoszulku, anie koniecznie w szpilkach i ekstra mini;)
I faceci też tacy są. Każdy z nich jest człowiekiem sukcesu, tylko nie zawsze umiemy to zauważyć.

A Wy, czujecie się kobietami sukcesu?
źródło: internet

środa, 9 lipca 2014

taki psikus

Miała być słoneczna Chorwacja i alpejska Austria. Mamy?! no cóż... Z naszych planów wyjazdu zostało tylko wspomnienie. Los zadecydował za nas, więc pewnie tak miało być. I o dziwo, aż zaskoczona jestem swoja spokojna reakcją na to wszystko, ale cieszę się, że mężowi nic nie jest. Tzn. jest, ale stan jest w miarę ok. ale nerwobóle to nie przelewki. Jesteśmy więc nadal w domu, ale jakoś tak inaczej...spokojniej...radośniej...to chyba zasługa magicznego słowa urlop;) Dziś więc rozpakowywałam nasze torby, po tym jak jeszcze wczoraj popołudniu je pakowaliśmy...Ale jak mówią, Chorwacja nie zając, nie ucieknie.

Mimo, że chwilowo jednak ugrzęźliśmy w domu, jest fajnie, wesoło, miło, spacerowo...myślimy nawet i kilku dniach gdzieś w górach i termach, ale to zależy od stanu męża. Najbardziej zadowolony jest Miłosz. Ma tatunia cały dzień tylko dla siebie i nawet ja poszłam lekko w odstawkę;( ale teraz maja swoje męskie sprawy;)

Wczoraj wieczorem przed pójściem spać chłopców, w trakcie buszowania i wygłupów wywiązała się taka rozmowa między nami a Miloszem:
Ja: Miłoszku pomachaj Olusiowi na dobranoc, bo idzie już spać na górę:)
Milosz: Nie...tatuniu patrz...
Ja: Miłoniu Oluś Ci macha zobacz...pomachaj mu na dobranoc
Miłosz: Nie:):):)
Ja: Ale jesteś...
Miłosz: ...uparty:):):)
(po chwili, kiedy skończyliśmy się śmiać z mężem w duchu)
Mąż: Miłoszku, skąd Ty bierzesz takie nowe słówka?:)
Miłosz: od mamuni:):)

Ja natomiast nadal chłonę wręcz romansidła. Wpadłam po uszy:) Każda wolna chwila to czytanie tych krótkich, miłosnych historyjek. To już prawie uzależnienie;)


czwartek, 3 lipca 2014

czekając na...

A jednak wizyta u stomatologa może okazać się niesamowicie odkrywcza! Usiadałam w poczekalni, leżała książka: harlekin...a co tam?! Czytam drugą, trzecią stronę...moja kolej: szkoda...w domu ściągłam z neta całość. Pochłonęłam całą w dwie godziny...przyjemna...prosta...o miłości...o zauroczeniu...no cóż..kocham to:)!!!
Więc od tygodnia jestem miłośniczką harlekinów:) Abby Green, to mój osobisty sposób na mundial;) Polecam, zwłaszcza "Brazylijski biznesmen":)

Urlop. Zbliża się wielkimi krokami!!!! Nareszcie utęskniony, długo wyczekiwany, z dala od pracy, domu i codzienności;) Listę co zabrać, aby nie zapomnieć mam już przygotowaną już od dwóch tygodni. Wczoraj dokupione sprzęty do pływania i ustalona trasa. Jeszcze tylko czekamy na dowody chłopaków, bo to takie w naszym stylu: zarezerwować miejsce, a potem zastanowić się czy mamy wszystko. I tak jak nie dostaniemy na czas ich dokumentów to cała eskapadę szlak trafi, ale tej myśli nie dopuszczam do siebie!!!
Jedziemy cała czwórka na urlop:)

W naszym "ogrodzie" w tym roku porzeczki i wiśnie obrodziły tak hojnie, że pod porzeczkami się gałęzie łamią! Rozdaję więc, mrożę, robię kompoty, jadamy prosto z krzaczków i drzew, a tego nie ubywa! I pomyśleć, że po zeszłym roku chcieliśmy je wyciąć. Nawet przyroda łapie się na mały szantaż;)
I żal mi tylko agrestu, który wycieliśmy przy budowie, bo pewnie też by nieźle dawał czadu...

Miłosz zaczął mówić wierszyki!!! To takie cudowne:) Olek gaworzy jak oszalały, wszystko Go interesuje i próbuje już sam siadać! Musimy łóżeczko obniżyć koniecznie....

W ogóle wcielam w życie jedno z moich nastoletnich marzeń i jestem tym niesamowicie podekscytowana, ale o tym jeszcze nie dziś:):) a więc miłego dnia, bo własnie słyszę: Mamusiu!!! to znak, że Miłosz wstał;)

środa, 2 lipca 2014

Dzieci tu były (lipiec 2014)

Gdyby ktoś miał wątpliwości co do pierwszego zdjęcia, potwierdzam: Tak, Prosiaczek stracił nogę, a Tygrys ogon. Niestety, nie było to zbytnio humanitarne:(