Moja lista blogów

piątek, 29 sierpnia 2014

ziarnko gorczycy

Będąc na oazach bardzo często śpiewaliśmy taka piosenkę "gdyby wiara Twa była jak gorczycy ziarnko...".
No właśnie, gdyby była. A jeśli jest tylko pyciutka, maluteńka, że czasem aż przez siebie ledwo zauważalna?
Zawsze byłam osobą raczej rozmodloną, niż modlącą się. Zawsze wiedziałam co chcę Bogu powiedzieć, co czuje moje serce, kiedy rozmawiam z Bogiem. Bo zawsze rozmawiałam, słyszałam Jego, siebie...
 Teraz jest nieco inaczej. Już nie mam w sobie tyle modlitwy, nie mam tyle potrzeby bycia z Bogiem, co kiedyś. Krótko mówiąc brakuje mi często czasu dla Pana Boga. Brakuje mi chęci weny, aby znaleźć w sobie choć coś krótkiego od siebie, aby opowiedzieć Bogu...
Kiedy rozmawiałam o tym z moją mamą, powiedziała mi, że tak wygląda wiara, kiedy ma się dzieci. Że tego czasu dla Pana Boga się nie szuka, bo na głowie jest wszystko inne, a zwłaszcza dzieci. Idąc do kościoła człowiek musi mieć wszystkie oczy wokół głowy i skupione na dzieciach. Powiedziała mi, że wtedy ciężko jest się skupić na modlitwie...nie wiem, czy miała rację, ale gdzieś wewnątrz siebie czuję że właśnie tak- miała rację, po części tak. Choć pewnie nie tak dawno jeszcze byłabym pierwszą, która powie, że jak się chce, to można :)

Od jakiegoś czasu jednak czuję brak tej boskiej relacji. Czuję brak mojej bliskości i oddania Bogu, choć ciągle czuje i wiem, że On jest przy mnie, że mi pomaga.
Skąd wiem ?! bo czuję, bo wierzę, ale nie tak teoretycznie, ale czysto namacalnie. Wiem, że tylko dzięki niemu jestem w stanie funkcjonować w domu z dziećmi, kiedy mam migrenę. Takiej siły nie gromadzi się własną wolą- to wiem...
źródło: sieć
Ostatnio jestem tą bardziej proszącą, niż tą dającą, tą która chce rozmowy. Znów poszukuję Boga, na płaszczyźnie codziennego życia. Wiem, że moja wiara jakoś ewoluuje, zmienia się, może i dojrzewa. Może właśnie przez tą tęsknotę dochodzi do mnie, jak wiele tracę, jak ważne oparcie mam właśnie w Bogu?

Bo przecież jak napisał św. Paweł w liście do Filipian: " Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia."

Te słowa zawsze dodają mi siły, w każdej sytuacji. Pomagają, kiedy czuje się bezradna, kiedy potrzebuję wsparcia jeszcze większego niż mam...

źródło; internet

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

dziękuję, nie słodzę

źródło: internet

Już nie pamiętam jak długo, ale kawy nie słodzę chyba już 5 lat. Herbaty jakieś 4,5 roku (no chyba, że od czasu do czasu z cytrynką). Ogólnie rzecz biorąc słodki napój ciepły nie przejdzie mi przez gardło. Co innego wszystkie cudowne napoje typu sok, nektar, jogurt, czy moja najukochańsza pepsi. O twixach  nie wspomnę (ale to już historia). Teraz pijamy głównie wodę- tak uczę moich synów. No mały soczek z rurką od czasu do czasu...był, bo już nie ma!!!!! Ostatnio przypadkiem dowiedzieliśmy się ile cukru mieści się w napojach, zwłaszcza soczkach bez konserwantów dla dzieci!!! 4 g cukru to średnia polska łyżeczka cukru. W popularnym soczku z rurką, na 200 ml napoju przypada średnio po przeliczeniu 8 łyżeczek!!!!!! Prawie oczy na wierzch mi wyszły jak to sprawdziłam!!! Szok!!!! A ja dziecku słodyczy nie daje, a soczkami od czasu do czasu dostarczałam miesięczną dawkę tego "cuda"- fuj!!!!! 
Z ciekawości sprawdziliśmy jeszcze kilka napoi i szok do kwadratu... 
Szukając więcej info na necie znalazłam takie zestawienie:

źródło: internet

Akurat w tych produktach nie dziwi mnie ilość cukru, ale w napojach typu "dla dzieci" już tak. Nie wiedziałam, ŻE JEST TEGO TAM AŻ TYLE!!!! Teraz wiem, ale człowiek uczy się całe życie i co gorsza na swoich błędach. 


źródło: internet

czwartek, 21 sierpnia 2014

wszystko na opak

Tak już mnie Pan Bóg stworzył, że czasem sporo rzeczy robię na przekór światu. Ale tak już mam, taka jestem i zmieniać nie mam zamiaru;) Dziś uświadomiłam sobie, że znów wszystko jest nie tak jak czas by sobie tego życzył. Cóż lato się prawie skończyło, więc ja zabieram się za walkę z cellulitem:) -nazbierało się "troszkę" po tym lecie;), w końcu pomyślałam o pedicure i wykorzystałam swój depilator, który zbierał kurz już jakieś 3 lata?!  Ale co tam, kto powiedział, że to tak ekstra trzeba na lato wyglądać- do kostiumu; Ciepłym swetrom i jeansom też się coś od życia należy;)

A tak poważnie, to dziś na fb  jedna z moich znajomych zamieściła to:
Jakie to jest dopiero na opak!!! Smutne, przykre i aż przerażające, że prawdziwe.... Mój dzisiejszy prysznic był naprawdę krótszy, choć nie należę do ludzi marnujących wodę, czy prąd. Ale zastanawiam się czasem jak to jest, czemu człowiek nie docenia tego co ma w nadmiarze? Gdzie jest sprawiedliwość, równość?ehh....

Wszędzie też widać oznaki zbliżającej się jesieni. Dziś pierwszy raz od nie pamiętam kiedy wyciągłam z szafy dres. Jak tak dalej będzie, to za chwile trzeba będzie zacząć palić w piecu, bo noce tez do ciepłych już nie należą. 
Przy okazji zrobiłam też porządki w garderobie, tzn. powyciągałam buty i sukienki i marynarki męża i postanowiłam je wystawić na allegro, może komuś się przydadzą, a my nie wyrzucimy dobrych rzeczy i grosza na nowe gumiaczki dla Miłosza nazbieramy, no bo przecież te kupione w czerwcu są już za małe:( A tu Niedźwiadek by najchętniej w deszczu tylko pomykał i skakał po kałużach:)

Olek- Manolek (tak na Niego czasem wołamy) już nam się na czworaki zebrał i próbuje ruszyć z miejsca. Na razie jest to dość zabawne w wyglądzie, ale szybkość z jaką On dorasta jest błyskawiczna. Mówiłam, że mamy już 2 dolne jedynki!? Tak! Wyłażą nocą, no bo jakże by inaczej;/ Całe szczęście Miłosz ma sen po mężu i śpi jak głaz!!

Jutro wybieram się popołudniu na bezalkoholowe (w moim przypadku to akurat prawda) z przyjaciółkami. Nie mogę się doczekać, bo w końcu będzie czas na "nasze" sprawy, choć tematu dzieci pewnie nie ominiemy, bo każda z nas jest mamą i wszystkie mamy chłopaków:)

Pokój Olka już prawie gotowy. Teraz trzeba się tylko zebrać i dokończyć dzieła, aby syn mógł cieszyć się swoim pokoikiem, a my sypialnia;)

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Bracia, czyli choć Olek citamy:)

Od kilku dni jestem naocznym świadkiem tworzącej się pięknej więzi między moimi małymi synami! To niesamowite, wzruszające doznanie, które z dnia na dzień staje się mocniejsze, silniejsze. Tak bardzo się cieszę i Bogu dziękuję, że mogę na to patrzeć. Że mam dwóch wspaniałych szkrabów, którzy bardzo mocno się kochają!:) Zawsze, kiedy ktoś mnie pyta o różnice wieku, to mówię, że wiedząc jakie początki są trudne jeszcze bym poczekała, ale teraz wiem i widzę, że to była bardzo dobra decyzja o tak szybkim ponownym porodzie:) Nie żałuję!!! Kiedy patrzę na Nich dwóch, jak łakną wspólnej zabawy, bliskości, rozmowy miedzy sobą (obecnie to nadal skrzeczenie, który głośniej, ale od czegoś zaczynają ;))
Dziś zaproponowałam moim malcom, aby poczytali książki razem (ponieważ Miłosz ma problem z dzieleniem się zabawkami, nawet tymi, które należą do Olka, spróbowałam tego). Miloszowi tak się spodobało opowiadanie Olkowi co jest na obrazkach, że już chyba przy czwartym byłam intruzem w ich braterskim świecie;) Piękne doznanie, mogłam tylko stać i podziwiać!:):):)




bo w życiu, piękne są tylko chwile...

Trzy dni: rodzinne, we czwórkę. Tak bardzo potrzebne i nam i dzieciom. Niby nic wielkiego, a jednak..;)
Tak więc była utęskniona przez nas wyspana noc:)!!! Sami nie bardzo wierzyliśmy, kiedy na zegarku po przebudzeniu widzieliśmy godzinę 9:20!!!! taaaak!!! to się stało naprawdę;) żaden nie wstał wcześniej:)

Więc jak wolne, to: zabawa, wspólne posiłki, odpoczywanie, spacerki, bieganie- a właściwie dużo biegania, olimpiada dla osób po przeszczepie, prace ogrodowe, znowu spacer, zabawa, itd.

 


 



środa, 13 sierpnia 2014

tak to jest męża wysłać po bułki;)

:) Chyba częściej będzie robił sam zakupy;) Bułki też kupił:)

Od września chcielibyśmy zabrać Miłosza na socatosa. Ciekawi jesteśmy jak sobie poradzi, bo nie należy do ludzi słuchanych, ani chętnych do prac grupowych. Ale może tam jakoś się odnajdzie. Zależy nam, aby powoli uczył się życia wśród grupy, a będzie to też (mam nadzieję) fajnie spędzony czas i rozwój dla Niego samego. Puki co zajęcia rozpoczynają się 6 września, a pierwsze są za darmo, więc zobaczymy, czy Mu spasuje.

Olek z dnia na dzień staje się coraz to doroślejszym małym facetem! Przeraża mnie, że dzieci mimo każdego dnia spędzonego ze mną tak szybko rosną. Kiedy pomyślę sobie, że już niebawem skończy 6 miesięcy....a taki był malutki jeszcze niedawno. Teraz buszuje z Miłoszem w najlepsze! Wręcz głowĘ sobie ukręca, aby tylko zobaczyć, gdzie jest starszy brat lub jak biega:) Ostatnio wspólnie rozmawiają, tzn. Olek skrzeczy, a Miłosz go naśladuje lub odwrotnie. I potrafią tak wspólnie na macie siedzieć i jak to Milosz określa "gadać" ze sobą. Mimo, że na początku byłam dumna i wzruszona tym braterstwem, to po dłuższej chwili czułam sie jak na jarmarku. Patrzenie jednak każdego dnia, jak bardzo ta więź się między nimi zacieśnia, bardzo mnie cieszy, mimo, iż początki nie należały do najłatwiejszych.
Oluś ma już pierwszą jedynkę na wierzchu. Teraz tylko rośnie i niesamowicie Go denerwuje. Pochlania wszystko, byleby tylko ulżyć sobie w swędzeniu dziąseł. Zaczyna również już coraz częściej przebywać w pozycji czworaczej! Jak tak dalej pójdzie, to niedługo sam popędzi za bratem:)

wtorek, 12 sierpnia 2014

Dzieci tu były (sierpień 2014)

"W tej chwili można bardzo łatwo popaść w frustrację z powodu bałaganu, który jest rezultatem życia z dziećmi. Ten zestaw (zdjęć) przypomina mi, jak szybko to wszystko minie. Przyjdzie dzień gdy zabawki wylądują w skrzynkach i nikt nie będzie się nimi bawił. Będę tęsknić za tym. Uświadamiam sobie aby zwolnić. Nie stresować się tym. Moje szczęście nie zależy od tego, że wszystko jest na swoim miejscu, a dom jest czysty i uporządkowany. 
Pewnego dnia będziemy mieć wspaniałe wspomnienia. Dowody zapisane w naszych sercach i umysłach naszych dzieci. Fotografie, które przeniosą nas z powrotem do tych samych dni, kiedy nasze dzieci były tutaj." - Jude Wood











I taka sytuacja:
Mąż: Miłoszku, czy chcesz w sobotę pójść z tatusiem grać w piłkę z innymi dziećmi?
Miłosz: Tak! Miłosz piłkarz!!:)
Mąż: tak?!
Miłosz: bramki strzelać!:)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Gdybym raz jeszcze dom budować miała

Budowę naszego domu rozpoczęliśmy z mężem w 2010 roku. Ten proces trwa nadal. To znaczy sama budowa już dzięki Bogu zakończona, ale  kolejne etapy, to żmudna i mozolna praca, jeśli budżet domowy nas ogranicza. Dom jak się już zdążyłam przekonać na własnej skórze, to skarbonka bez dna, ale ta "skarbonka" naprawdę cieszy:) Ponieważ człowiek nabrał już doświadczenia i do pewnych spraw podszedłby inaczej, a do pewnych nie.
Ten projekt bardzo nam się podobał, jednak nie było szans na zmieszczenie go w działce, co teraz uważam za dar od losu;) Jednak mam do tego projektu sentyment:)

Gdybym miała budować raz jeszcze:
Tego bym nie zmieniła:      
  •        ekipy Panów murarzy! We dwóch postawili nam dom (w niezwykle szybkim  czasie), a do tego zawsze elegancko posprzątane po całej pracy. 
  • materiału z którego dom został zbudowany (my budowaliśmy z Ytong'a- naprawdę polecam!!!!) 
  • dwuspadowy dach- tańsze wykonanie, ładny efekt (w mojej opinii)
  • koloru dachówek i klinkieru,
  • okien plastikowych, które mamy
  • wesołego pana Staszka, który robił nam schody drewniane wewnątrz domu- bardzo ładne i zgodne z wymaganiami (jedyny minus, to ciemny kolor, który sami wybraliśmy. Ciemne schody i podłoga, to masakra porządkowa)
  • pomieszczenie gospodarcze- konieczne!!! Wspaniałe miejsce, bo można tam składować większość rzeczy (my oprócz słoików, odkurzacza i mebli ogrodowych, mamy tam jeszcze fotelik Olka i duże auta Miłosza;
  • Pralnia- wywalczona stanowczym protestem przeze mnie. Co tam mam?: pralkę, suszarkę i deskę do prasowania. Wszystko w jednym miejscu połączone przejściem z łazienką. Polecam każdej budującej się Pani domu;)
  • sporo robiliśmy sami w wykończeniu (tzn. mąż robił  kolegą i teściem;), więc dzięki temu sporo zaoszczędziliśmy, choć czas nie płynął szybko, ale coś za coś.
  • nie mamy kominka (ale był w planach)  i dom bez niego tez funkcjonuje.
  • mamy piec węglowy (palimy w nim jednak drewnem tylko ) i mamy gazowy. Wodę zimą mamy z węglowego, a latem z gazowego (Nie grzejemy zimą gazem, bo to jest dopiero niezły wydatek).
  • Brak piwnicy!!! :)
To natomiast napewno bym zmieniła:
  • wylalibyśmy strop na poddaszu, zanim położylibyśmy dachówkę (jeśli ktoś jest na tym etapie i się waha to szczerze radzę- ROBIĆ!!!!! Mimo, że mamy najlepsza na rynku dachówkę ceramiczną, to w lecie jest nieziemski skwar w pokojach na poddaszu, a zimą chłodno),
  • wymiar działki (choć tą dostaliśmy i bardzo jesteśmy za to wdzięczni)- my mamy 6,23 ar'a i to jest sporo, choć na oko wydawało się, że jest nieco mała, ale nie jest. Dom stoi nie mały, a z tego co zostało to by jeszcze boisko zrobił i ogródek. No i największy problem- kto ma czas na koszenie trawy w dzisiejszych czasach co najmniej 2 godziny min. raz w tygodniu).
  • rozmiar domu. Nasz nie jest duży, ale i tak te 220m2 (w tym garaż) to dużo jak dla mnie. Wydaje mi się, że 120 to mógłby być maks. Czemu?: Mniejsze koszta wykończenia (budowa to pikuś w porównaniu z wykończeniem!); mniejsza powierzchnia do sprzątania; mniejsza powierzchnia do ogrzania; wiec co za tym idzie tańsza eksploatacja ciepła, a więcej kasy w skarbonce; 
  • ciemną podłogę na dole domu! U góry mamy jasną (to efekt kompromisu małżeńskiego;)) i sprawdza się fantastycznie. Ta na dole oprócz ładnego wyglądu, to tylko wkurza,
  • od razu uparłabym się, aby ekipa wylała tez taras. Nasz miał powstać ręcami męża parę lat temu (bo taniej), ale tak jakoś wyszło, że nadal go nie ma;*
  • ekipę wykończeniową w środku!!! I jedna i drugą!!! No tu nie mieliśmy szczęścia, ale ile to nie naobiecywali, czego to nie zrobią! szkoda słów....
Nie wiem, czy komuś te informacje się przydadzą, ale to moja (nasza) praktyka. Więc jeśli komuś możemy tym nieco pomóc, to to są nasze spostrzeżenia :)

 

czwartek, 7 sierpnia 2014

z facetem na zakupy?

W przypadku mojego męża to całkowicie odpada!!:) Ja jestem chora jak mam iść z Nim na zakupy, zwłaszcza kiedy są to Jego zakupy:) Ponieważ mamy w sobotę następne wesele, a kupione czarne szpilki na poprzednie nie nadają się na taki skwar, nie ma wyjścia- trzeba kupić nowe;) Tak więc Miłosz pojechał na cały dzień do Szwagierki (choć ze wstydu się chyba spalę, bo tak łobuzował tam wczoraj, jak oszalały). Mąż pojechał do pracy, a my z Olkiem na zakupy:) Matka wpadła na krakowska "tandetę" i zrobiła zakupy życia!!!! Niby tylko po buty, no ale skoro kupiłam potrzebne do sukienki za 19 zł!!!:):):) to coś trzeba było zrobić z pozostałymi środkami;) Tak więc, obkupiłam się jak dawno:) mam dwie paty butów (choć chciałam kupić przynajmniej 6, bo wszystkie kosztowały 19 zł lub 29 zł), piękną białą baskinkę, wymarzoną czarną kopertówkę, piżamkę (Ślubnemu się podoba najbardziej, ze wszystkich zakupów) i śliczną granatową sukienkę, którą wytargowałam za 30 zł!:) Za wszystko 200 zł:):):):)
Nie jestem zakupową fanka, ale tak mi tego potrzeba było, jak komputerowi czyszczenia dysku;)
No i zaskoczona byłam, bo mały facet, który towarzyszył mi cały dzień był grzeczny, cierpliwy, czarujący i bez przerwy uśmiechający. Z takim towarzyszem to i nawet wózek nie był przeszkodą:)

Powoli czuję, że wracam do swojego normalnego trybu dnia, więc tabletki anty już tak mnie nie męczą, choć parę dni to kompletnie nie mogłam dojść do ładu i składu sama ze sobą, no ale tak zazwyczaj w tej sytuacji jest. Znowu wraca mi ochota na wszystko: ruch, zabawę z synami,marzenia, książki.


Miłosz z Olkiem dogadują się coraz lepiej, choć bardziej powinnam chyba powiedzieć, że Miłosz wreszcie zachowuje się jak brat;)  przynajmniej w stosunku do Olka, bo jeśli chodzi o pozostałe dzieci, to...dramat?! chyba za mało powiedziane. Musze chyba poprosić o radę jakiegoś psychologa, bo mimo, że to pewnie taki etap rozwoju, to mam kilka pytań, "a kto pyta, nie błądzi" lub ma po prostu pewną świadomość co dalej;)
Bardzo jestem ciekawa opinii specjalisty, bo Miłosz to naprawdę cudowny, mądry i błyskotliwy chłopczyk:)
 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

miniówki do kosiarek!

Oj, jak długo czasu zajął mi powrót do pisania, ale tak wiele się dzieje, tak szybko mi nieraz doba ucieka, że czasem czuję się jak w młynie, który ciągle pracuje;) Także żyję to napewno:) jeszcze powoli ogarniam sie życiowo, choć czasem dopada mnie zwykłe ludzkie nie chcenie;) W zeszłym tygodniu mama moja przygarnęła chłopców na dzień, więc chcieliśmy wykorzystać to na maksa. Nie miałam tylko pojęcia, że ten maks to tak wiele!!:) skończyliśmy wreszcie sprzątać i układać drzewo na zimę, zrobiłam obiad, odrobiłam się z praniem, prasowaniem, sprzątaniem, koszeniem, sadzeniem, podlewaniem kwiatków, wypiłam ciepłe dwie kawy z mlekiem, zrobiłam ogórki w słoikach i jeszcze wiele innych spraw przydomowych! Az trudno nam było uwierzyć;)

Wesoło mieliśmy, choćby przy koszeniu trawy. Skwar jak na saharze, więc podzieliliśmy się z mężem koszeniem ogródka. Ja kawałek przy domie, a On resztę. Skoro goraco, to i strój lekki, a konkretnie mini miałam taką do prac domowych. Więc zasówałam po ogrodzie z kosiareczką. Nagle mąż przyszedł mnie wymienić szybciej niż się umówiliśmy. Poinformował mnie, że Pan Jasio (nasz sąsiad) prawie rozjechał nam tuje swoim rowerem jak patrzył mi na nogi, a Pan Tadziu (drugi sąsiad: po paru piwkach) nie ukrywał słów uwielbienia dla mojej osoby nazywając mnie miss łegu;)  Pasowała mi ta podmiana, bo komary strasznie już siekały. Tak więc strój do prac domowych ma znaczenie;)

W niedzielę, wybraliśmy się rodzinnie do Szczawnicy odwiedzić teścia w sanatorium i pooddychać świeżym powietrzem. Jak Boga kocham, tu w krakowie nie mamy powietrza. Jak tylko wysiadłam z auta, stwierdziłam, że tu to dopiero można oddychać. Kocham Szczawnicę, to cudowne i piękne miejsce! Jest tu wszystko: góry, lasy, woda, powietrze, ludzie i najlepsze pstrągi jakie jadłam ever! To nasz stały punkt wycieczki zawsze tu  w Szczawnicy, w chacie na Pienińskiej 14. Choć Pani Blondi z obsługi zawsze taka "życzliwa";) kiedy wołała kogoś po odbiór posiłku, to przy kolejnym wezwaniu baliśmy się, że jeśli ktoś zaraz się po niego nie zgłosi, to w mikrofonie poleci niezła wiązanka;) Niby jeden dzień z dala od wszystkiego, a wypoczęliśmy jak po dobrych wakacjach.Chłopakom chyba tez się podobało, więc jest duża szansa, że za jakiś czas powrócimy na szlaki w podwojonym gronie:)

Co do dzieciaków, to z dnia na dzień: rosną, robią sie bardziej samodzielni i bardziej uparci niż dzień wcześniej. Olek jak na pięcio-miesięczniaka radzo sobie fantastycznie, a Miłosz jak na dwu i pół latka, jest nieźle cwaniutki już, ale to po mężu;)
Właśnie słyszę stópot małych stop, więc kończę, bo Miłosz wstał.