Moja lista blogów

środa, 26 listopada 2014

Grzejemy się:)

Coraz to chłodniejsze wieczory i noce. Unoszący się zapach drzewa w kotłowni i ciepło, które daje. Uwielbiam palić w piecu! Wrzucać pachnące lasem drzewo i ogień, który daje. Uwielbiam w chłodny wieczór wejść pod ciepły prysznic- działa to na mnie bardzo kojąco.
Dziś zafundowaliśmy sobie grzańca. Już nie pamiętam kiedy ostatnio piliśmy go z mężem we dwoje, ale wiem, że dawno to było...
Niestety nie jest to czysto spontaniczny przypływ miłego wieczoru. Po prostu Ślubny otrzymał rade od starszego kolegi z pracy, że jak chce się wykurować (bo przeziębiony) to grzańca dwa garnusie ma wypić i wygrzać;) Tak więc sponsorem dzisiejszego grzanego wieczoru jest przeziębienie;)

Z resztą u nas to jeszcze ja tylko nie naruszona jestem przez chorobę. Chłopaki leczą się nadal na ta zakichana krtań. Całe szczęście już w domu. Niestety obaj- no tak bywa: Jeden od drugiego ciągnie:/
Mam nadzieje, że teraz doleczą się solidniej, bo jak nie, to rzeczywiście na Wielkanoc opuścimy dopiero dom!
Z tego miejsca chciałam również gorąco podziękować, za życzenia zdrowia dla Olka, które składaliście- dziękuje:)

Ja natomiast znów czuję pozytywna . Znów nabieram ochoty, energii do działania. I jest to spowodowane przede wszystkim robieniem czegoś dla siebie.
Mąż wygania mnie z domu na babskie spotkania. A ja korzystam ile mogę:) Dobrze tez poczuć i porozmawiać z innymi matkami, które mają dzieciaki, że nie tylko u mnie takie jest macierzyństwo.
Dzięki dziewczyny:*
Dodatkowo wczoraj trafiłam na post u mamy w centrum odnośnie macierzyństwa- polecam. Mnie po prostu rozbawił, bo poczułam, że to właśnie tego się uczę w swoim macierzyństwie i powoli układam sobie to w głowie. Link tu klik

Winko chyba działa, bo czuję, jak moje stopy odpływają, a literki na ekranie laptopa ciągle muszę poprawiać:)

PS. Ania 1 sprawdzałam tą Sokołowska- jak tak wygląda kobieta 40-to letnia, to ja od razu do czterdziestki chcę!!!:) Ekstra babka!
Ania 2- obejrzałam kawałek tego serialu, który polecałaś. Jest w nim miłość i ja juz go kocham;) a tak poważnie to bardzo ciepły i przyjemny mi się wydał. Asia Kulig w nim to po prostu cudo!!! Niestety co do tego męża to nie mam dla Niego ciepłych uczuć. Natomiast całość jest fajna:)



wtorek, 25 listopada 2014

"bo w każdym z nas jest moc czynienia dobra"

W tym roku również organizujemy wspólnie z rodziną i znajomymi szlachetną paczkę.
To nasz trzeci raz i mam nadzieję, że nie ostatni. Wybraliśmy rodzinę dla której będziemy pakować.
Już nie mogę się doczekać, kiedy znów nasze pomieszczenie gospodarcze zasypane zostanie darami i prezentami!

Dziś sporo myślałam o tej rodzinie. Uświadomiłam sobie, że matka tej rodziny jest w podobnym wieku do mnie. Ma trzy wspaniałe córki, rozwód z mężem alkoholikiem i masę problemów, a mimo to walczy, dba o dzieci, nie poddaje się.
Z reszta nie Ona jedna. Kiedy czyta się opisy rodzin ( mimo iż starałam się trzymać emocje w ryzach), to ma się odczucie jaki świat i życie potrafi być niesprawiedliwe, czasem wręcz brutalne. Pierwsza moja myśl "ileż zła i bólu jest na tym świecie". A potem przyszła refleksja, że nie tylko zła, ale ile dobra jest na tym świecie!
O tym dobru bardzo często się zapomina, nie myśli. A przecież właśnie tym jest pomoc innym (i nie koniecznie tylko w szlachetnej), ale każda pomoc nawet sąsiadowi czy chorym nieznajomym. Bo przecież każdy grosz, każda rada, wsparcie, posiłek, każde pochylenie się na problemem drugiego człowieka jest właśnie dobrem. Dobrem niezliczalny i nie mierzalnym! Jest nadzieją!!!
Przecież właśnie przez to całe zło, choroby, ból możemy pomagać, możemy dawać siebie na tyle na ile możemy. Możemy ulżyć w cierpieniu, po prostu pomóc, aby ta cała niełatwa codzienność była dla każdego choć chwilę jaśniejsza.

Dlatego chciałam Was również zachęcić do małego dobra. Wystarczy mały gest, bo wiem, że czasy są trudne. Ale można pomóc nawet w najdrobniejszy sposób. Np. robiąc nawet maleńkie zakupy żywności do domu dziecka, domu dla starszych, do schroniska dla zwierząt lub wspomóc tych, którzy walczą z chorobą ( instytucji i fundacji jest masa).






piątek, 21 listopada 2014

no i szpital


Od wczorajszej nocy znow zawitalismy na oddzial pediatrii- niestety!
Znowu krtan, tym razem Olek:(
Ale juz lepiej. Jestem dobrej mysli.
Mimo spartanskich warunkow bytowych dajemy rade, a Olek kokietuje caly personel i mieszkajace z Nim kolezanki.
Mam nadzieje, ze jutro wrocimy do domu. Milosz czeka na Olka i ciagle o Niego pyta.

czwartek, 20 listopada 2014

Blogerzy na rzecz kampanii "Reaguj na przemoc wobec dzieci"

Przeprowadzone na zlecenie RPD, przez TNS OBOP w 2012 roku badania pokazują, że jedna trzecia badanych uważa, iż nie powinni się wtrącać w to, jak rodzice postępują z dziećmi i w sytuacje stosowania kar fizycznych. Najczęściej powodem braku ich reakcji jest niechęć do wtrącania się w sprawy innych (29%).

Niemal połowa respondentów (47%) nie zareagowałoby uznając zasady nietykalności rodziny lub nie czująć się "uprawnionymi" do tego. Powodem brak działania u prawie jednej czwartej badanych (23%) okazał się być strach.
Z badań wynika jednak, że społeczeństwo odczuwa wyraźną potrzebę reagowania na krzywdę dziecka. Działania te są jednak mało zdecydowane, w konsekwencji nie są w stanie uchronić dzieci przed tragedią. Spośród wszystkich badanych jedynie połowa wykazała gotowość do zgłoszenia zauważonej przemocy jakiejkolwiek instytucji zajmującej się problemem stosowania przemocy wobec dzieci.

Blogosfera parentingowa postanowiła włączyć się w Kampanię Rzecznika Praw Dziecka „Reaguj masz prawo” , dołączamy potężną ekipą, na czele której stoi Żaneta http://matka-patrzy-matka-pisze.blogspot.com/



Pospolite ruszenie blogerów odbywa się jednocześnie w dniu 20.11. na ponad 50-ciu blogach.
Właśnie tego dnia, chcemy uświadomić chociaż garstkę ludzi na to, co należy zrobić jeśli tuż obok nas, dzieje się krzywda jakiemuś dziecku. Chcemy odmienić statystyki !


Przemoc to nie tylko bicie, znęcanie się i wykorzystywanie seksualne dzieci. To również zaniedbywanie, karmienie na siłę lub głodzenie, przemoc psychiczna i emocjonalna. Warto byśmy otworzyli oczy i reagowali na każdy jej przejaw.
Jednym z filarów kampanii są "skrypty reakcji", których celem jest wskazanie osobom dorosłym możliwych reakcji w sytuacjach trudnych, w których - jak wykazują badania - nie wiedzą jak się zachować.

A zatem!
Reaguj na ulicy.
Ale jak?

Po pierwsze reaguj bez agresji – inaczej możesz zaognić sytuację. Obniż zdenerwowanie zaczynając miłą rozmowę. Nie osądzaj z góry, bo ktoś przestanie słuchać. Najlepiej zaoferuj pomoc lub użyj przykładowej historii (tzw. z życia, z morałem). Daj do zrozumienia, że bicie/zaniedbanie szkodzi dziecku.


Reaguj po sąsiedzku.

Reaguj przez instytucje

Głównym celem kampanii Rzecznika Praw Dziecka – REAGUJ. MASZ PRAWO  https://www.facebook.com/ReagujMaszPrawo}jest zmiana biernej postawy ludzi wobec aktów krzywdzenia dzieci oraz zmniejszenie społecznego przyzwolenia na stosowanie przemocy.

Jeśli i Ty zareagujesz, możesz uratować jedno z wielu dzieci, które doświadczają na co dzień przemocy.

Akcja blogerów została objęta honorowym patronatem Pana Marka Michalaka – Rzecznika Praw Dziecka https://www.facebook.com/pages/Marek-Michalak/212848562185545?fref=ts}
Oraz patronat medialny Mama moja https://www.facebook.com/mamamojapl?fref=ts






wtorek, 18 listopada 2014

opłacało się

Chyba warto jest czasem ponarzekać. Wyrzucić z siebie, to co nas dusi, co nas męczy i boli i dać po prostu upust emocjom. Mnie, przynajmniej puki co się opłaciło! Dostałam cudowna propozycję od Bellove, z której za chiny ludowe nie zrezygnuję! Potrzebuję siebie w tym swoim macierzyństwie, ale o tej przyjemności jeszcze będzie:):):)

W sobotę moja mama przyszła do chłopców, więc mogłam wreszcie zająć się prawdziwym sprzątaniem w domu. Na dodatek mama w ramach relaksu i przyjemności zgrabiła liście w naszym ogródku, które zdążyły nalecieć od środy. I cieszy mnie to, że sprawiło Jej to ogromną frajdę, bo dzięki temu Łukasz mógł kończyć karmnik, który robi chłopcom (jest genialny, ale o tym innym razem). W poniedziałek byłam w pracy, chłopcy zostali z Magdą. Byłam wśród ludzi!!! Boże, jak ja tego potrzebowałam. Az się mama moja śmiała, że jak jestem to mi się gęba nie zamyka, a teraz taka cisza! Jak nie ja. No ale w domu tak się nagaduje, że w pracy delektuje się tym spokojem;)

Dziś chłopcy wytyrani dwu- dniowym wczesnym wstawaniem, nie bez oporów, ale fundowali sobie porządną 3-y godzinna drzemkę, a ja miałam czas na spokojne dokończenie pierogów i CIEPŁĄ herbatę:) Po szybkim ogarnięciu domu, wpadłam pod kołdrę i oddałam się czytaniu. Kończę już Szwaję, więc pewnie jutro lub niebawem zbiorę się na recenzję trzech tytułów książkowych z moich książkowych zakupów targowych:)

Jutro natomiast na dwa dni przyjeżdża Teściowa i posiedzi z chłopcami, żebym mogła złapac trochę równowagi i oddechu- mąż załatwił:). Więc we czwartek i piątek poumawiałam wszystkie możliwe zaległe spotkania z przyjaciółkami i koleżankami. Do tego w czwartek wybieramy się z mamą na zaległe odwiedzenie ciuchaczy. Już nie pamiętam, kiedy razem gdzieś wychodziłyśmy, więc korzystamy z okazji:)

Więc ponarzekać się opłacało! Dostałam zupełnie niespodziewanie przemiły prezent od losu:)

I do tego WRESZCIE kupiłam w sobotę osłonkę na ta nasza bazylię do kuchni:)

Aaaaa....zapomniałam jeszcze, że w niedziele znalazłam czas na domowe zabiegi kosmetyczno- fryzjerskie! Aż sama byłam w szoku, że tak się udało. A jednak dobra organizacja tez się czasem przydaje;)

Znów wieje w mojej głowie optymizmem, więc to wszystko musiało się zdarzyć, aby na nowo spojrzeć na wiele spraw:)

Idę pod prysznic i szybko wracam dokończyć moją książkę, bo skoro mąż wybył dziś po uśpieniu chłopców na mecz do kolegi, to pozostaje mi również oddać się przyjemnemu hobby:)

piątek, 14 listopada 2014

Wieża z książek II oraz prośba o pomoc

Wczoraj otrzymałam na maila info od Oli (TUTAJ), że znowu budujemy wieżę z książek! Genialna zabawa, w której bierzemy udział po raz drugi:)
Dziś z dumą możemy zaprezentować tegoroczną wieżę:) To niesamowite, jak przez ten czas zmieniła się nasza dziecięca biblioteczka!
Nasza wieża z książek dla dzieci 2014;)
Jest sporo wyższa niż ta zeszłoroczna, którą możecie zobaczyć TUUUUUUU:)
A, że Miłosz bardzo kocha bajki i czytanie, więc podejrzewam, że wieża będzie nadal rosła! Mam również nadzieję, że Olek również będzie podzielał upodobanie brata i też pokocha książki:)

Na razie zbiory chłopców pomieszkują w koszykach, bo tak jest dla maluchów wygodniej i łatwiej wybierać samemu książki.
Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć do zabawy, to zapraszam. Link do Oli KLIK.

Korzystając z okazji chciałam Was zaprosić do udziału w aukcjach, które organizuje SZMINKA. na rzecz chorej Agnieszki, która walczy o życie ze złośliwą chorobą. Wszelkie info o aukcjach znajdują się na blogu Magdy na bieżąco. Gdyby ktoś jednak chciał również wspomóc, tu podaję linka, gdzie można wpłacać datki, na potrzebne lekarstwo: SIĘ POMAGA.
Jeśli macie możliwość wspomóc Agę w walce o życie, choć drobną kwotą, proszę pomóżcie. Aga musi żyć dla swojej córki, dla tych pięknych chwil, które jeszcze przed Nimi.

czwartek, 13 listopada 2014

bo to naturalne

To chyba wpływ tej jesiennej pogody. Choć czy można obwiniać pogodę, za swój nastrój, samopoczucie? Raczej nie, a szkoda, bo to taka dobra wymówka.
Jestem cholernie przemęczona całym swoim macierzyństwem.
Jestem przemęczona tym brakiem chwili dla siebie, całym pędem dnia, który towarzyszy mi dzień w dzień.
Jestem przemęczona brakiem intymności i spokoju. Nie mam co marzyć o spokojnym siku, kiedy obaj moi synowie są na "chodzie".
Jestem zmęczona ciągłym gadaniem, wyjaśnianiem. Marzę o dniu milczenia!
Jestem zmęczona ciągłym obracaniem się we własnych 4-ch ścianach. Nawet jeśli wpadną znajomi, to do nas. A ja potrzebuję wyjść na zewnątrz. Ale przy ciągłym przeziębieniu, rytmie dnia naszych lub innych dzieci nie ma szans na dogranie spokojnego wyjścia.
Jestem zmęczona ciągłym spacerowaniem w te same miejsca dzień w dzień. No bo przy dwójce małych dzieci (w tym jedno w wózku) jakiś nowych tras raczej ciężko szukać. I mimo, że kocham spacerować, to powoli zaczynam całym tym uważaniem, aby jakiś "król szos" nie zdmuchnął mi dzieci z chodnika. O jakości chodnika to już nie wspomnę, bo to by elaborat można było pisać.
Jestem zmęczona do potęgi ciągłymi krzykami, wygłupami, piskami, skakaniem, wstawaniem o wszystkie przedmioty w domu, aby Olek nie grzmotnął o podłogę. Mój kręgosłup to już na skraju wytrzymania jest.
Jestem zmęczona ciągłym wstawaniem w nocy, jak nie do jednego, to do drugiego. Bo zęby, bo duszności, bo bułeczka, bo smoczek, bo..., bo..., bo...! Potrzebuję jednej przespanej nocy, aby lekko wypocząć.
Jestem zmęczona ciągłymi wrzaskami, jeśli któremu coś nie pasuje lub jak próbują mnie sprawdzić, na ile mogą sobie pozwolić (a Olek to już mistrzunio w tej kwestii. Jednak puki co trafił na niezłomność matki- pytanie tylko do kiedy?).
Jestem zmęczona swoim macierzyństwem!!!! Jestem padnięta fizycznie i lekko psychicznie. Wieczorem, kiedy chłopaki wreszcie usną padam na twarz! Nie mam siły na nic.
Zmuszam się do pójścia pod prysznic, czy do książki, aby choć chwilę odpocząć! A wieczorem zeka na mnie jeszcze zaległe prasowanie, obiad na dzień następny i reszta zajęć domowych, które same się nie zrobią! I gdyby nie pomoc Łukasza, to nie wiem, czy funkcjonowałabym po dzień dzisiejszy!!! I mimo, że mam dużą pomoc i oparcie w mężu, to padam!!! Jestem tak nieziemsko zmęczona macierzyństwem i domem, jak po tygodniu w kamieniołomie!!!

To całe moje macierzyństwo przysparza mi również wielu łez i to nie tylko tych szczęśliwych. Sporo jest tych niemocy, bezradności, zmęczenia! I mimo, że płyną rzewnie, w najmniej oczekiwanym momencie, to oczyszczają, pomagają.

I jak każda zdrowa matka muszę ponarzekać na swój los, bo mimo, że czerpię z macierzyństwa wielki ogrom przyjemności, to również nieco niewygody, buntu, zmęczenia.

Więc jestem matką walczącą o każdą chwilkę dla siebie, o chwile samotności, ciszy, spokoju, normalności.

A to taka dzisiejsza ja
I ma chwilowo tego dość. Chcę wakacji, odpoczynku od tego wszystkiego!!! Nie ma siły, nie mam i chyba nie chcę jej szukać. Potrzebuję chwili tylko dla siebie, bez całego towarzyszącego ogonka!!!

niedziela, 9 listopada 2014

Dzieci tu były ( listopad 2014)

Kolejny miesiąc "cudownego" rozgardiaszu;)
Jeszcze nie tak dawno chłopcy bawili się sami, a teraz....jeden bez drugiego pypcia dostaje.
Więc mam podwójny bałagan, ale przede wszystkim podwójną radość obserwowania swoich synów.













I ku pamięci- sobotni przebieg rozmowy w samochodzie, między mężem a Miłoszem:

Mąż: A to jaki Miłoszku znaczek (chodzi o markę auta)?
Milosz: opel (w rzeczywistości renault)
Mąż: Opel? Czy napewno synku?
Miłosz: Tato! weź przestań!:)


piątek, 7 listopada 2014

na słodko

Nie pamiętam, kiedy w moim domu było tyle słodyczy! Co gorsza, nie pamiętam, kiedy ostatnio pochłaniałam taka ilość ciastek- jeżyków konkretnie. W sumie, to jak tak spojrzeć wstecz parę dni, to w ciągu nich pochłonęłam o wiele za dużo nie tylko tych wymienionych wyżej, ale i słodyczy wszelakiej maści, łącznie z cukrem, którego nie używam!!!
Mój zdrowy, stabilny plan żywieniowy, moje poglądy i rację zostały bez opamiętania zagłuszone słodyczą. Nie jest mi z tym też jakoś specjalnie źle, bo takie pyszne te jeżyki były;) Oj, już dawno tak nie miałam. Pewnie zaraz przejdzie i znów zapragnę kasz, suszonych owoców i ulubionego kremu z buraczków, ale teraz zatracam się w makaronie z pesto i suszonymi pomidorami- pycha!:)
Towarzyszy mi jeszcze w tym wszystkim zdrowy rozsądek dzięki Bogu.

Pochłonęły mnie książki bez reszty. Oczywiście tylko w tych wolnych chwilach, kiedy nie zajmuję się wychowywaniem naszych dzieci i codziennymi 'przyjemnościami" domowymi:) Tęskniłam za tym czasem, tęskniłam za książką, za sobą poniekąd. Teraz wolny czas to ja, nie laptop, nie internet. I lubię ten stan:)
Wreszcie ogarniam się prawie ze wszystkim, choć jak nadal czegoś nie zapiszę na kartce, to nie zapamiętam. Ostatnio Miłosz przejął obowiązki p.o. mojej pamięci. O co nie poproszę, aby mi przypomniał, zawsze w odpowiednim momencie mi przypomni:) Złote dziecko. Olek buszujący wśród domowego życia usilnie nie daje matce na chwilkę usiąść. Oczy dookoła głowy!!! Wstaje, raczkuje, a raczej pędzi na raczkach jak rakieta. Jego ulubione zajęcie: palec w kontakt. Mokry dodam jeszcze!
Ale za to jak z Miłoszem się już bawią!!! Pękam z dumy, z zachwytu, z radości, z matczynej miłości, że moje bąble tak się już dogadują. Pewnie się nie obejrzę, a razem będą już brykać na całego.
Miłosz sporo zmienił nastawienie do brata od czasu, kiedy już sam stoi, a czasem nawet Go klepnie- na co nie pozwalamy rzecz jasna. Jak tylko jeden stanie obok drugiego lub naprzeciw siebie, to śmiechów i hihów nie ma  końca!!:) Są też najważniejsze słowa i gesty, które świadczą o niesamowitej braterskiej miłości.

Własnie przypomniało mi sie, że miałam wczoraj kupić osłonkę na bazylię do kuchni, bo na tym moim spodeczku, to tak jakoś łyso. Aaa.. i suszarkę, bo moja w sierpniu się spaliła. Widocznie przeżyję jeszcze bez niej trochę.
Z reszta teraz staram się nie niszczyć włosów za bardzo, bo po drugim porodzie nadal wypadają w ilościach przerażających. Ale od kilku tygodni staram się ich nie maltretować ani farbą (choć by się poważnie przydała), ani prostownicą. Kupiłam serie wzmacniająca włosy (przeprosiłam się z Pantene) i chyba zaczyna to wszystko razem jakoś  działać, bo zaczynam dostrzegać efekty.
Byłoby dobrze, bo nie bardzo bym chciała zostać łysa:) Choć taki nowy image?!:)
Mąż pewnie by się ze mną rozwiódł;)

Dziś już weekend, a my z mężem nie mamy pojęcia, kiedy to poleciało. Cały tydzień! A tu już weekend. Mąż już zaplanował sobie cięcie drewna. Więc mnie pozostają juz tylko do wyboru sprzątanie i gotowanie:)
W niedzielę chcielibyśmy wybrać się za miasto, aby chłopcy łyknęli świeżego powietrza. Termos, kanapki i w drogę na długi jesienny, listopadowy spacer:)

Słodkiego weekendu kochani:*
źródło: internet

poniedziałek, 3 listopada 2014

na nowo zakochana

Młody, przystojny, inteligentny, szczery i twórczy.. Facet z obrazka- marzenie....I pomyśleć, że to wszytsko dzięki mojemu mężowi, który na targach zwrócił uwagę własnie na ta książkę!
 Rzut jednym okiem i słyszę: "to Ci się napewno spodoba"! Więc czytam: "Dziewiętnastoletnia dziewczyna i piękny poeta. Trochę nieśmiali, odrobinę zagubieni, bardzo zakochani. Ponad czarną otchłań okupacji, w czasach najtrudniejszych wyborów, rozkwita niezwykła miłość, biała magia"
(Jak On mnie zna:)).
Kiedy odwróciłam na okładkę wystarczyło mi tylko nazwisko głównego bohatera- Baczyński. Odżyło na nowo uczucie, które zapoczątkowało moją przygodę z Jego poezją jeszcze w szkole średniej. Jego wiersze, mimo, że nie najłatwiejsze, ale przepełnione miłością, młodością. Zauroczył mnie wtedy i teraz dzięki na nowo odkrywam "mojego" Baczyńskiego:) Nie tylko jako poetę, ale przede wszystkim jako człowieka, męża bez pamięci zakochanego w swojej żonie.

Czytając książkę Zyskowskiej- Ignaciak, która w sposób delikatny, wrażliwy, namiętny i wydaje mi się, że bardzo rzetelny, ukazuje tą niezwykłą miłość między dwojgiem ludzi.
To niebywałe, bo czytając o miłości Basi i Krzysztofa Baczyńskich ma się wrażenie, że to piękna bajka, która dzieje się w czasach okropnej tragedii.
To bajka bez happy endu- jak wiemy z historycznych faktów. Powstanie warszawskie ostatecznie kończy jej kres ziemski.

Ten fragment, to dla mnie kwit esencja prawdziwej miłości. Jego wymiar jest ponadczasowy:

I mimo, że to tylko książka, po raz pierwszy od bardzo dawna przeżywałam to co czytałam. Po raz pierwszy nie czułam się jako widz. Delektowałam się ich miłością, rozmyślałam o tym co się działo.

Znów mimowolnie sięgnęłam na półkę po wiersze Baczyńskiego.

Gdyby ktoś z Was zastanawiał się, czy warto przeczytać "Ty jesteś moje imię" odpowiadam, że tak!