Moja lista blogów

poniedziałek, 9 lutego 2015

codzienność zeszłego tygodnia

Poprzedni tydzień, to istne tourne. Co by nie grymasić, to na własne życzenia.
Ponieważ pogoda ostatnio zachęcała do ruszenia w poszukiwaniu nowych miejsc i atrakcji, nie tylko dla mnie, ale i dla chłopców.
Zakupiłam kartę miejską (kurde, jak to brzmi;)) i wozimy się teraz codziennie, a to po jabłka, a to na placyk, a to na huśtawki. Teraz zima i zasypane chodniki nam nie groźne:)

We czwartek zabraliśmy nieco garści ziarenek naszym polnym ptaszkom i ruszyliśmy na rynek karmić gołębie!:) No zabawa była fenomenalna! 3 godziny jazdy w tam i z powrotem i tylko ok.30 minut na rynku, ale jakże zabawnych i mroźnych. Stópki i noski to nam tak zmarzły, że bałam się już, że do domu wrócimy jak Pingwiny z Madagaskaru;) Całe szczęście ciepły krupnik i herbata pomogły nam odtajeć;)

        



Od piątku natomiast balujemy;) Odwiedziny miłych gości, skończyły się istnym szaleństwem i porządnym bałaganem:) Mimo, to nie mamy dość;)

W sobotę rano kończyłam pieczenie bułeczek cynamonowych na popołudniowe dziecięce karnawałowe party u szwagierki. Przepis znalazłam tu KLIK
Potem spotkanie z projektantką ogrodów i szybki, a zarazem upragniony i wytęskniony czas dla mamy, czyli wizyta u kosmetyczki:) I tu chce bardzo podziękować mężowi:*:*
Potem szybkie przepakowanie, zabranie kostiumów, które sama kleciłam z bibuły, bloku i papieru kolorowego do pierwszej rano, a którego w ostateczności moi synowie nie założyli:( Łobuzy jedne;)

Niedziela natomiast to pierwszy w ich karierze wypad na sanki. Olek dostał na urodziny ciut wcześniej. I jak było?! Najpierw płacz bo oni nie idą, apotem wrzask, płacz i lament, bo oni nie wracają!!:) Kocham  moje dzieci:)

Popołudniu natomiast gościliśmy u mamy na imieninach. Tak dobrą sałatkę z pora, to robi tylko Ona:) Wieczorem wpadł jeszcze drugi brat z narzeczoną.

Dzisiaj natomiast odpoczywaliśmy w domu i nadrabialiśmy zaległości domowe. Popołudniu pojechałam z Miłoszem na lekcję pokazową do szkoły Helen Doron na angielski i jestem bardzo zadowolona! C ważniejsze Miłosz też!:) Tak więc, jeśli utworzy się nam grupa, to od marca Miłosz będzie chodził na zajęcia.

Szukam właśnie szafkę pod umywalkową  w kolorze szarym do łazienki i za chiny ludowe nic nie ma ciekawego. I w dodatku, ten śnieg strasznie z dachu zjeżdża, robiąc przy tym spory hałas. Zaraz mi dzieci pobudzi.

Miło jest odprężyć sie wieczorem, przy głosie Stinga...


9 komentarzy:

  1. O rany sporo się u Was dzieje - ale to fajnie - nuda nie jest dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chwilowo nie, choc pod koniec tygodnia bardzo bylismy zmeczeni:)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. ano jest jest. my po prostu wychodzimy zimie naprzeciw:)

      Usuń
  3. Ja uwielbiam sanki :) Mogę z córką zjeżdżać z górek cały dzień :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Eh:) U nas też na hasło "jedziemy do sraluszków?" jest pisk radości ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po Twojemu to gołębie :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)