Moja lista blogów

czwartek, 19 listopada 2015

Wieża na pół gwizdka

Miałam w głowie zebranych tyle postów, a na blogu ani jeden nie zawitał. No życie jest! Czas mnie goni, jak wszystkich. Trzeba stawiać czoła codzienności i tak robię. Cały czas korzystam z tego, że jestem jeszcze z Olusiem w domu. Czytamy Frankliny, które sobie mój malec ostatnio upodobał i układamy puzzle. Ale nie byle jakie puzzle, tylko już poważne, te Miłoszkowe:) 
Od przyszłego tygodnia Olciu idzie na zajęcia adaptacyjne, bo od grudnia (taki jest puki co plan) będzie chodził do żłobka dwa razy w tygodniu, a ja do pracy. Obojgu nam się przyda: mi powrót trochę wyzwań zawodowych, a jemu kontakt z dziećmi. Patrzę na to wszystko spokojnie, choć ostatni tydzień to dla nas przedszkolne nowości, które przyprawiają o palpitacje serca. Ale sprawa się toczy, czekamy na rozwiązanie. Ufam, że winni odejdą, a niewinni zostaną. I tyle w tym temacie.
Tak więc czytamy. Ostatnio Miłosz po prosił, abyśmy cała czwórką w łóżku czytali przed spaniem:) I tak nam się udaje:) Pozwala sobie nawet Olkowi na głowę wejść, byle byśmy tylko wszyscy byli:) Cieszy się nie tylko On, ale i ja. Oboje tacy jesteśmy uczuciowi mocno;)
 Wczoraj przypomniałam sobie, że jakiś rok temu robiliśmy wieże z książek. Dziś robiłam ją po raz pierwszy z Olkiem. Jego debiut musiał iść piorunem, bo zanim zdążyłabym wszystko przynieść, to już bym te książki chyba po całej górze sprzątać musiała. Więc wieża jest! Z połowy asortymentu chłopców, ale lepsza taka niż żadna:)
Ja sama wróciłam znowu do książek i do ćwiczeń! Tak staram się organizować sobie czas w ciągu dnia, aby wszystko co ważne udało się zrobić. Powtarzam ważne, nie "wszystko, że wszystko", bo to niemożliwe w chwili obecnej. Dom, dzieci, ja, mąż, wychowanie, obowiązki...na luzie:) jest łatwiej:)

Wracając do książek obecnie czytam trzy. Dwie o wychowaniu i radzeniu sobie z dziećmi, a trzecią dla przyjemności. Jestem dopiero w 1/4, ale już ją uwielbiam:) Te dwie pierwsze czasem ponownie otwierają mi oczy. Potrzebuję czasem takich pomocy naukowych, bo lubię mieć jakiś punkt zaczepienia. Niestety wychowanie dzieci to bardzo trudna praca i lubię czasem wspomóc się jakąś "mądrą głową". Oczywiście nie wszystko działa u nas, bo chyba u nikogo nie działają wszystkie- no chyba, że się mylę. Ale staram się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom moich dzieci. Zwłaszcza jesli chodzi o kwestę emocjonalną.

W sobotę byliśmy z mężem na 30-tych urodzinach naszego przyjaciela Irka. Och normalnie to nie urodziny były a prawie impreza weselna! Genialna! I ta niedzielna cisza, leniuchowanie w łóżku i świadomość, że nikt zaraz nie wparuje i nie będzie skakał po łóżku:) Niech żyją dziadkowie:)

1 komentarz:

  1. alez Wam zazdraszczam tych dziadków!!!! my takiego leniuchowania nie mielismy od ... 4,5 roku... masakra...oj jakby nam sie przydalo tak poleniuchowac!

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)