Moja lista blogów

piątek, 30 stycznia 2015

30-tka

Od dwóch dni mam trójeczke z przodu i....nie czuję żadnej różnicy:)
Buzia ta sama co 10 la temu, figura też;)
Hi hi, a tak poważnie, to wielkich zmian na ciele nie czuć (nie licząc dwóch porodów i ciała wracającego do dobrego stanu).

Nie czuję ani uciekających lat, a to chyba dobrze:)
Kocham swój wiek, lubię siebie i to mi wystarcza.
Spełniam się, więc nie straszne mi kolejne lata, zmarszczki....

W swoje urodziny wstałam rano, aby pobiegać przed praca Łukasza i zanim dzieci wstaną. Smog diabelski czuć w powietrzu jak nic! 6:55 wybiegam na trasę i .... tragedia! Nie biegałam 11 dni! Czas fatalny, odległość to w ogóle bez komentarza ;( Masakra jakaś.
Więc z postanowieniem poprawy zasiadłam do owsianeczki:)
Pomykałam po domu w sukience i Jejku, ale czułam się kobieco. Jednak za dużo spodni tej zimy!

Popołudniu zabrałam chłopców do fryzjera, bo zarośli jak agrest. Natomiast wieczorem pojechaliśmy cała czwórką na Kazimierz, do naszej ulubionej restauracji na małe co nie co:)
Jak zwykle było smacznie i przyjemnie:)

Kiedy chłopcy usnęli był jeszcze kieliszek wina z mężem.

A to jeden z prezentów, który dostałam:)
No proszę, życie po 30-tce nie staje się nudne:);)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

jeszcze nie mam kalendarza!

Jasna cholera. Dziś podczas robienia obiadu, uświadomiłam sobie, że nie mam jeszcze prywatnego kalendarza!!! Chciałam babskie wyjście sobie zapisać i kiedy usg i....dupa, nie mam w czym!
Cztery razy w zeszłym tygodniu mogłam go kupić i kolps! zapomniałam!!!
A nigdy wcześniej się to nie zdarzało. No cóż, to już powoli ten wiek;)

Dziś delektowaliśmy się śniegiem. Poleciałam z chłopcami na pole zaraz po drzemce Olka, gdyby miał się roztopić!!!  Co prawda dłużej się ubieraliśmy i wychodziliśmy, niż trwała zabawa w ogrodzie. No ale ile radości przy tym było:) Opłacało się:)

Po sobotniej imprezie pozostały jeszcze wstążeczki. Zostawiliśmy je dla chłopaków, bo maja z tego niezłą radochę. Olek co chwila pokazuje paluszkiem i gada coś o nich po swojemu:) Miłosz natomiast twierdzi, że to gadżety z "cośka", kiedy szuka po domu wyimagowanego przyjaciela Cliforda, który się schował!!
Ja muszę mamę zapytać, co to za bajki oglądał, będąc u dziadków podczas weekendu;)

Dzisiejsze popołudnie natomiast spędziliśmy na czytaniu przygód Martynki, które mój syn po prostu uwielbia. Niby bajki dla dziewczynek, a moje dziecko lubi. Pierwszą "Martynkę" dostaliśmy od mojej kuzynki, po jej córkach, które już dawno nie są dziećmi. Ostatnio Miłosz za dobre sprawowanie u Magdy, dostał od niej jeszcze w spadku po Anetce trzy inne historie "Martynki". Cieszy się z tego tak samo jak z nowego auta;) Tak wiec powoli zaczynam znać na pamięć te historyjki:)

Liczę na to, że jutro jeszcze śnieg zostanie, aby chłopaki jeszcze trochę pofiglowali na polu. Choć właśnie pada deszcz, wiec słabo to widzę. No nic..pożyjemy zobaczymy!:)

niedziela, 25 stycznia 2015

Gorączka sobotniej nocy

Ponieważ jeszcze kilka dni dzieli mnie od trzydziestych urodzin, postanowiłam, że ten weekend będę się tym faktem cieszyć w gronie najbliższych przyjaciół i rodziny:)
Był tort, była muzyka, były światła, stroboskopy, przebierańce i wspaniali ludzie!
Klimat lat 80-tych disco był myślą przewodnią domóweczki i nikt nie zawiódł! Przebrania genialne:)
Ach, jak miło jest mieć urodziny:)!
 Jak miło jest dostawać prezenty;)!
Najmilej jest cieszyć się wspólnie z bliskimi:)

Takie przebierańce to genialna sprawa. Już powoli obmyślam sylwester;) może w stylu havana night?:)

środa, 21 stycznia 2015

Olek Manolek mówi mama

Po prawie 11 miesiącach życia mojego młodszego syna i po trzech miesiącach Jego nauki mówienia, wreszcie usłyszałam pierwsze Olkowe "MAMA":)
Jakże cudnie brzmiące "ma-ma":)

Skakałam i cieszyłam się jak wariatka.Miłosz skakał razem ze mną!:)
Jak i w tym przypadku, "mama" padło jako trzecie po pierwszym "tata" i drugim "baba".

Więc jak to w przesądach, trzeci też podobno będzie chłopak- oczywiście jak Bozia da;)

Olek spory kawaler już jest. Zaczyna nam chodzić, ciągle szaleje z Miłoszem, czasem nawet bardziej niż On. Az się czasem z Łukaszem zastanawiamy jak to będzie jak On dorośnie?! Ja już męża uprzedziłam, że na wywiadówki w szkole to do Olka On chodzi;)
Mąż zaproponował którąś babcię- ciekawe co one na to;)

A tak poważnie, to Olo jest cudownym, dobrze rozwijającym się chłopcem. Ma motorek w tyłeczku, bo nie usiedzi spokojnie nawet sekundy. Jego ulubiona pozycja do snu, to na brzuchu, po wcześniejszym wielominutowym wędrowaniu, czasem pełzaniu po całym łóżeczku w różnych pozycjach.
Obecnie jest na etapie rozpoznawania dźwięków, zjadania książek, gazet i wszelakiej tektury oraz jak na chłopca przystało kochania się w samochodach, autkach i wszelakich pojazdach.

Wyjście z Olkiem do sklepu nie może obejść się bez wózka, w którym Olek zapięty MUSI być pasami. W przeciwnym razie wygibasy, skakanie i wysiadanie z wózka w trakcie jazdy gwarantowane. Ostatnio prawie wstał w wózku sklepowym, a siedząc w koszyku obgryzł tekturowe pudełko z bebika, zanim dotarliśmy do kasy.

Olek jest zupełnym przeciwieństwem Miłosza. Ale obaj są najwspanialszym darem jaki mogliśmy otrzymać od życia:)

A taki zachód słońca udało mi się złapać wczoraj z okna w jednym z pokoi:)


wtorek, 20 stycznia 2015

powroty, powroty

Dzisiejszego dnia odpoczywałam poza domem. W pracy:) Tak w pracy.
Już wiem, że matki nie odpoczywają na kanarach w skąpanym słońcem kurorcie, ale w miejscach gdzie jest odrobina ciszy, spokoju oraz grona ludzi dorosłych;)

Dzisiaj chłopcy urzędowali w domu w towarzystwie i pod opieką tatusia. Ja w tym tygodniu chwilowo wróciłam do pracy. Praca u siebie to czysta przyjemność i mimo, że sporo spraw, zaległości, to też wiele uśmiechniętych i życzliwych twarzy oraz powrót do normalności życiowej.

Lubie swoja pracę. Dziś miałam jej sporo, ale lubię to. Pozwala mi to oderwać myśli, rozbudza lekko uśpione pragnienia i cele. Pozwala spojrzeć na siebie i życie z innej perspektywy- kobiety, nie matki.

I mnie ten stan jest czasem bardzo potrzebny, aby rozwojowo nie wrócić do przedszkola;)

Tak więc chłopaki przeżyli- wszyscy:)
Ja z ogromną chęcią wyfrunęłam z domu i nawet pobudka o 5:10 nie wywołała u mnie złości, że jeszcze nie chce wstać. Wręcz przeciwnie! Na autobus leciałam jak na skrzydłach;)

Wracając z pracy zahaczyłam o fryzjera i podcięłam już przydługą grzywkę. Tak po prostu!
 Bez kombinowania z kim zostawić dzieciaki, aby wyjść na minut 3:)
Kocham chodzić! Kocham ludzi! Kocham spóźnić się na tramwaj i chwile marznąć na przystanku:)!!

Jutro wraca moja słodka codzienność, ale na kolejne dwa dni przyjeżdża teściowa i zajmie się chłopcami, abym ja mogła dokończyć to co w pracy dziś zaczęłam:)o kopa do

Rano mam plan pobiegać, zanim mąż do pracy pojedzie. Bieganie sprawia mi sporo relaksu i przyjemności. Daje porządnego kopa energetycznego na cały dzień. Polecam!!

źródło: internet


sobota, 17 stycznia 2015

Książę z bajki

Jako mała dziewczynka przez jakiś czas bardzo chciałam być księżniczką. Chciałam przystojnego, wysokiego, dobrze zbudowanego, czułego, prawego i troskliwego księcia.
Takiego, który zakochałby się od pierwszego wejrzenia i żylibyśmy długo i szczęśliwie.
I jako dziecko znalazłam takiego.
Odkąd pamiętam zakochana byłam zawsze w księciu Filipie z Disneyowskiej "Śpiącej Królewny"...
źródło: internet

....i do dziś dnia mi nie przeszło;) I mimo, że mam już na karku za chwil kilka trzydziestkę, to tak samo zawsze reaguję na jego widok:)
Dziś nasze drogi znowu się spotkały, gdyż w formie prezentu kupiliśmy córce znajomych właśnie tą bajkę.
I kiedy wertując strony znów ujrzałam moją dziecięca miłość, serce zabiło mocniej;)

Tak więc jak to mówią: "stara miłość nie rdzewieje" ;) i fajnie czasem odkryć w sobie dziecko:)

Ciekawa jestem, czy tylko ja byłam takim kochliwym dzieckiem, czy może Wy również macie swoje dziecięce miłości?:)

Miłego weekendu.
 źródło: internet
źródło: internet

czwartek, 15 stycznia 2015

czyściwo

Po urlopie męża i całe nasze rodzinne leniuchowanie nie byłam w stanie doprowadzić naszego domu do ładu i składu. Zajęło mi to 3 dni, a i tak najwięcej zrobiłam dzisiaj z pomocą małego pomocnika:)
Ponieważ mąż zapomniał wyjąć wózek dla Olka z bagażnika, przed jazdą po pracy, zostaliśmy przymusowo zamknięci w domu:(
Piękną pogodę i nasz plan szlak trafił. Zabawy ostatnio swoimi zabawkami to dla chłopaków rutyna, więc wymyśliłam sprzątnie:)
Olo wybrał drzemkę (jak to facet;)), a Miłosz wyrywał mi szmatkę i pronto z rąk ze szczęścia:)
Takim oto sposobem zajęliśmy się dzisiejsza zabawą:) Dom stanął na nogi! Milosz po całej "zabawie" wymienił się z Olkiem i też padł. Olek w łóżeczku zajął się zabawkami, a ja w spokoju mogłam zrobić prasowanie, którego stos się już przewracał.

Wczoraj chłopcami opiekowała się przez kilka godzin Magda, kiedy ja byłam na rezonansie. Wrócili tak zadowoleni i uchachani, ze padli do łózek jeszcze przed 19:30. Nawet nie było co zbierać;) Dlatego w ramach wieczoru tylko we dwoje smażąc pierogi obejrzeliśmy "Inside man". Genialny film. Lubie takie sprytne, przemyślane kino:) A tu w rolach głównych Denzel Washington, Clive Owen, Jodie Foster.
Przez to nasze filmowe wieczorowanie dziś odkurzając nabrałam ochotę na "Dirty dancing 2". Miałam i mam nadal hopla na punkcie tego filmu. I podobał mi się dużo bardziej niż pierwsza część.
Tak więc chyba w najbliższym czasie, po mocnym kinie zaproszę męża na romansidło (i tak pewnie uśnie w połowie, bo na takich filmach tak ma;)).

Popołudniu Milosz natomiast postanowił "poczytać". Ułożył sobie poduszki w naszej sypialni na łóżku, wziął moją książkę o bieganiu i "czytał":)

Ostatnimi czasy wyostrzył mu się również dowcip:)!!! Oto kilka spostrzeżeń i rozmów naszego starszego syna w ostatnim tygodniu:

Rozmowa męża z Miłoszem:
-tato, co to za kolor masz majtusiów?
-niebieski.
-a gdzie masz zielony i różowy?
-suszą się. Są mokre, bo mamusia wyprała.
-nie są mokre, bo się zesikałeś!

Po śniadaniu mąż bierze banana, aby zjeść.
-Tato, co robisz?
-Obieram banana.
-Jak małpka?

Kiedy Miłosz upiera się na jakąś rzecz i próbuje wymusić, aby ja dostać odpowiadam czasem, że ja chciałabym słonia w karafce. Dziś mój syn próbował podstepu:
-mamo oglądać.
- nie synku, bo już jedna bajkę dziś obejrzałeś.
-oglądać.
-nie myszko.
-oglądać.
- nie oglądać.
-mamo, oglądać i kupić słonia?

Jestem w połowie czytania już ostatniej książki, którą kupiłam na targach. Czeska pisarka! Genialna, zabawna historyjka, bardzo kobieca i o kobietach:)
Ten fragment ostatnio mnie rozbawił:

Mąż ma dziś piwo oddziałowe, więc pewnie wróci późno. Dlatego ze szklanką wody idę do siebie poczytać.







wtorek, 13 stycznia 2015

niebieski

Miałam tyle do napisania, bo każdy dzień od wczorajszego poniedziałku to powrót do stylu: 2+1, czyli dwoje małych urwisów i matka;) Od wczoraj mąż wrócił do kołchozu (tak mówi on sam o swojej korpo), no a my oczywiście do codzienności we trójkę. Jak mi dobrze było, jak był z nami!!! Na nowo przyswajam naukę ogarnięcia wzrokiem, gadaniem i zabawą dwóch małych dżentelmenów. I mimo, że chłopcy coraz więcej czasu spędzają na normalnej wspólnej zabawie, czuje się bardziej wykończona niż po bieganiu. No cóż, troszkę czasu minie zanim znów na powrót stanę się szefem w naszym potrójnym towarzystwie, w godzinach kiedy mąż jest w pracy.

Po wczorajszym robieniu projektu kalendarza dla babci i dziadków do 24:30, obiecałam sobie, że nigdy więcej ! Never ever!!! Zaplute zamazane!!!
Obróbka zdjęć, próba zgrania wszystkich dzieciaków, tak aby zmieścili się w wymaganym kwadraciku z różną rozdzielczości zdjęć. No i jeszcze, żeby im a to ucha nie ucięło, a to aby były w miarę równie, sprawiedliwe...aaaaaaaa.....
Wysłałam jak wyszło. Wiem, że i tak nikt nie będzie marudził, więc mniej więcej tyle luzu jest;)
Madziakonda w zeszłym roku poleciła drukarnię w której Oni z mężem robią kalendarze na te okazje od kilku lat. Na razie bez problemów, wiec pewnie kalendarze dotrą niebawem:) Gdyby ktoś chciał wykorzystać lub sprawdzić, to tu link KLIK

Wczoraj mieliśmy w planach wyjść na spacer, bo wiatr ucichł. Niestety mąż zapomniał z bagażnika wyjąć wózek po weekendzie i ze spaceru nici.
Miłosz wykorzystał swoja dziecięca kreatywność i błagał wręcz o spacer chociaż po balkonie. Trzeba było widzieć minę Pana Tadzia, naszego sąsiada jak nas zobaczył wędrujących w te i wewte po balkonie w ubraniach zimowych:) Dobrze, że balkon długi chociaż;)
Dziś natomiast była tak cudowna wiosenna pogoda, że zabraliśmy się po wcześniejszym obiedzie na spacer i huśtawki. Tak niebieskiego nieba nad Krakowem nie widziałam chyba od wakacji!!! Normalnie taki niebieski, że hej!!! Wiatry się przydały chociaż na tego paskudnego smoga;)

Jutro wybieram się na rezonans głowy związany z migreną. Przed lub po mam w planie zajrzeć do paru ciuchaczy jak wystarczy czasu, bo muszę znaleźć strój dla siebie w stylu disco lat 80-tych na swoje urodziny:) Taki sobie wymyśliłam motyw przewodni i wszyscy będą przebrani, ale o tym jeszcze pewnie będzie;)

Zabieram moja green tea i zasuwam do sypialni, bo należy mi się porządna drzemka, bo rano znów czeka mnie obóz przetrwania z wyspanymi maluchami;)
źródło: internet

PS. Jak za mną chodzą zakupy ostatnio, to nienormalne! Na słodkie i kiszone w ciąży mnie tak nie rwało;) Chyba muszę poddać i wybrać na jakieś puki jeszcze wyprzedaże;)

czwartek, 8 stycznia 2015

do celu

Nowy rok zaskakuje mnie każdego dnia. A może, to ja powoli dojrzewam i w końcu przestałam uczyć się cieszyć każdą drobną chwilą, czy gestem, a w końcu to robię?!:)
Mam poczucie nowej siły, jakby coś się we mnie obudziło, może to noworoczne katharsis?
Nadal biegam( opuściłam tylko jeden trening, ale kto by nie opuścił, jak na polu ciemno, zimno, a tu wszyscy domownicy smacznie pod cieplutka kołderką śpią? No kto? ;)).
Bieganie sprawia mi ogromna radość, czuję się lepiej zarówno fizycznie jak i psychicznie:)
Ładuję baterie, bo od poniedziałku mąż wraca do pracy, po urlopie. I mam poczucie niezmarnowania tego czasu. Nie planowanie urlopu i wszystko wyszło ekstra. Normalnie jakbym właśnie z tropików wróciła;) 
Ruch daje mi niesamowitą energię, o której nie miałam bladego pojęcia. Bo mam cel:)
I nie tylko cel startu w maratonie, ale widzę, że patrzę na moje życie, dzieci, małżeństwo, siebie jako cel. Cel, który motywuje mnie do działania, który pozwala mi szczerze mówić o tych wszystkich "jest" świadomie każdego dnia. Co prawda jest ich na razie 10, ale to 10 dni mojego "naszego" szczęścia;)

Więc odmłodzona (po sylwestrze w klubie- było genialnie!:)takie szaleństwo, klimat, muzyka i ludzie. I do tego wszystkiego jeszcze poczucie, że matka, choć rodzicielka dwójki dzieci ma wzięcie:) nawet mąż mi to wypomniał;) hi hi hi jakby zapomniał co to za skarb ma u swego boku;);)).
Przed imprezą, nawet pobiegaliśmy razem (pierwszy raz), bo chłopców odwieźliśmy do mamy. 
I mieliśmy namacalny dowód na to jak cicho i spokojnie jest bez dzieci w domu. Boże, aż ciężko było funkcjonować!!!:) Dzieci w domu to skarb, mimo, tego całego gwaru, bałaganu  i chaosu!

Dzięki temu, że mąż miał zaległy urlop, był czas nie tylko na wspólne wszystkie posiłki (nie tylko weekendowo), ale i na prace w domu i na spotkania ze znajomymi:) I szkoda, że się kończy;(

Od poniedziałku mamy w sypialni toaletkę (tą z niespodzianki, o której wygadał się Milosz):):):) 
Jest przepiękna, taka jak chciałam. Skromna, delikatna:) To mój prezent urodzinowy od moich chłopców na trzydziestkę, która niebawem:) 

W lutym z koleżankami matkami idziemy na "KLAPS", spektakl napisany na podst. Grey'a.
A, że wszystkie cztery mamy hopla w tym temacie, to towarzystwo idealne;)
I podejrzewam, że właśnie dlatego nasi mężowie tak ochoczo nas puszczają, bo wiedzą jak to się skończy po powrocie;)

Miłosz z Olkiem dokazują coraz bardziej. Już czasem sami nie wiemy który bardziej;) 
Jest wesoło, łobuzersko, zabawnie. Olek chodzi już sam po salonie z krzesełkiem i powoli zaczyna się puszczać. Miłosz wzbogaca słownictwo i chłonie jak gąbka każde tłumaczenie. Sam liczy do 8 i jak zwykle zagina nas swoimi tekstami! kilka z nich:

Miłosz do męża: Łukasz, widziałeś gdzieś baterie?
mąż: a ja jestem Łukasz, czy tatuś?
Miłosz: mmmm......Łukasz:)

Miłosz z mężem bawią się w konika. Mąż wozi Go "na barana". 
Zmęczony bieganiem z 16-to  kilowym dzieckiem pyta:
- a może dasz konikowi jakąś marcheweczkę albo ciasteczko, bo konik jest głodny.
Miłosz: w lodówce widziałem kapustę, weź sobie. Chcesz?:)

Przejeżdżamy autem obok Ikei.
ja: Miłoszku, a tu kupowaliśmy ci szafeczkę do pokoiku. 
Miłosz: widzem!!! na własnych oczach:)

Tak więc mija nam pięknie i wesoło każdy dzień. I Bogu dziękuję, za to szczęście ogromnie, bo jeśli ma się cel i jest go z kim świętować, to jest wielkie błogosławieństwo z "góry":)
źródło: internet

sobota, 3 stycznia 2015

to mi się spodobało

Tego potrzebowałam. Takiego babskiego spotkania z przyjaciółką. Taką od serca. Z tą,z którą konie kraść można i różańce odmawiać;) Spotkania rzadsze, ale jakże potrzebne i wyczekane:)
Pyszna kawa, dobre lody i pogaduchy- oczywiście głównie o dzieciach, ale co tam. Obecnie jest to nasz etap życia, który mocno przeżywamy:) Więc naturalnym jest to tematem debat;)

Miłosz teraz krok w krok chodzi za mężem i tak samo chce naprawiać, majstrować itp. Mąż ma wolne, więc próbuje nadal ogarnąć to, co jeszcze do ogarnięcia po budowie zostało. Miłosz wszystko chce widzieć i robić z tatą. Fajnie jest na taką relację popatrzeć:)

Wczoraj wieczorem natomiast Mąż pojechał do kolegi na partyjkę playstation, a ja miałam przy okazji wolny wieczór. Chłopcy spali, więc była cisza, spokój i ciepła herbata zielona:)

Buszując po internecie znalazłam dwa wywiady na stronie: ona ona ona ,które przykuły moją uwagę.
To fajny portal ( w moim odczuciu oczywiście) i zawsze znajdę tu coś, co akurat mnie zainteresuje.

Wczoraj spodobały mi się wywiady z dwiema wspaniałymi kobietami, które bardzo lubię i cenię.

Jedna to dziennikarka podróżniczka, którą uwielbiam za bycie sobą i za pasję.

Druga, to dama: aktorka, którą pokochałam wraz z rolą Judyty.

Obie piękne, inteligentne, ciekawe.

Chciałam się z wami podzielić tymi wywiadami. Nie są długie ale Polecam:)

Pierwszy: moja-recepta-na-szczescie

Drugi: nie-nalezy-niczego-odkladac

 
źródło: internet

Jutro kolejne wyjście i spotkanie ze znajomymi, lecz tym razem całym kompletem:)
Życzę Wam miłego wieczoru i udanej niedzieli:)

piątek, 2 stycznia 2015

tajemnica

Dziś przedpołudniem mąż z Miłoszem wybrali się "na miasto" pozałatwiać kilka ważnych i mniej ważnych spraw. Nie było ich ponad 4 godziny, wiec w tym czasie zdążyłam: zrobić pierogi leniwe, odkurzyć, nastawić pranie, pozmywać podłogi, ogarnąć salon z zabawek, poskładać i pochować wyprasowane pranie, nakarmić Olka, wyjść na spacer, wrócić ze spaceru!!! Jejku, z jednym dzieckiem jest tyle czasu, a jeszcze jak zaśnie w między czasie, to już w ogóle. Nie pamiętam, kiedy tak spokojnie, bez ciągłego okręcania oczu dookoła głowy za dzieckiem szłam spokojnie gaworząc z synem!:) Chłopaki mieli za to iście męskie przedpołudnie.
Kiedy wrócili moja najstarsza latorośl przemówiła z wielkim uśmiechem i zadowoleniem z siebie, jakby co najmniej nieźle narozrabiał:
- mamo, kupiliśmy Ci prezent:):):):)
-mi?!prezent?
-tak:) kupiliśmy Ci prezent, będziesz zadowolona:):):)
- a jaki to prezent Miłoszku?:)
-toaletkę:):) będziesz zadowolona:):)
Z niedowierzaniem spojrzałam na męża i już widziała, że kupili mi prezent!!!!:) A ja będę , baaa jestem zadowolona:)!!!! Mąż delikatnie z bolącym sercem zasygnalizował, że to była tajemnica:) więc pytam syna:
- Miłoszku, czy to miała być tajemnica?:)
-tak:):) będziesz zadowolona:):) spodoba się:)

Kocham mojego syna, za tą dyskrecję:)!!! W ciągu dnia słyszałam o tym prezencie jeszcze kilka razy. Nawet wtedy, jak dostał karę i poszedł do kąta:
- mamo, mogę już wyjść?!
-nie, kara jeszcze trwa
-skończyła kara?
-nie Miłoszku, wracaj do kąta.
- skończyła kara? dostaniesz prezent:) ładny:)

Taki mały, a taki cwaniak;) On się tak z tego cieszył, że tata go w konspirację wprowadził- choć po dzisiejszym, chyba po raz ostatni;)

Tak więc za kilka dni w naszej sypialni stanie obiecana toaletka!!:)JUUUPIIII:)

Ponieważ Łukasz ma wolne, staramy się odpoczywać i spędzać jak najwięcej czasu razem, cała rodziną. Nasze poranki to od kilku dni nasz wymarzony schemat, choć bez bicia się przyznaję, że te poranki mogłyby być nieco później. Między 5-6 Olek ląduje w naszej sypialni, bo je butlę i zasypia (zazwyczaj), natomiast godzinę później przyjmujemy  drugiego ancymonka i tak we czwórkę sobie urzędujemy. Tzn, chłopcy urzędują w najlepsze (skaczą po łóżku, po nas, przytulają się, śmieją w głos, wariują na całego), podczas gdy my jeszcze jednym okiem na czuwaku, a drugim dosypiamy:)

Myśląc o domu, o naszej rodzinie zawsze z mężem omawialiśmy takie własnie obrazek: jak to będzie fajnie, kiedy: dzieci będą hasać w naszym łóżku, kiedy sobotnie weekendy i niedziele będziemy wspólnie spędzać, kiedy małe stópki przyjdą itd. No i mamy:) I mimo zmęczenia i niewyspania jesteśmy chyba najszczęśliwsi wtedy. Czujemy spełnienie i mamy namacalny dowód na to, że jak się chce tworzyć szczęście i bliskość rodzinną to można i się da!:)

Mam nadzieję, że ten rok jest i będzie dla was rokiem szczęścia, nawet jeśli to szczęście będzie opisane niechcianym bólem.

Dobrej nocy:)