Moja lista blogów

czwartek, 26 lutego 2015

wspomnienie

Dwa dni temu po raz pierwszy puściłam Miłoszowi płytę z naszego wesela. No mnie też mimo chodem wciągnęło. Dawno jej nie widziałam...
Kiedy decydowaliśmy się na kamerzystę, to był dla nas tylko lekki "mus", bo uznaliśmy, że filmu się przecież nie ogląda. Postawiliśmy na zdjęcia. Wzięliśmy najtańszego kamerzystę i było ok.
 Jednak teraz troszkę żałuję, bo nam może nie był potrzebny, ale kiedy widzę jak moje dziecko przeżywa ten dzień, jak było, gości itp.

Do tej pory myślałam, że małe dziecko nie wiele rozumie z tego, co się na filmie dzieje. O jak ja się myliłam!! Mój syn podczas oglądania wzruszył się!! I to tylko w jednym momencie: kiedy składaliśmy sobie przysięgę!
Zaskoczyło mnie Jego zachowanie, jego przezywanie emocji po raz kolejny!

Potem były już tylko pytania kto to?, a gdzie wujek...? a gdzie babcia...? itd.

Kiedy wieczorem obaj z Olkiem już spali, naszły mnie wspomnienia naszego ślubu. Te pięć lat sama nie wiem, kiedy nam przeleciało. Jak wiele się po drodze zdarzyło...

Zdałam sobie sprawę jak ważne i cenne są wspomnienia....I mimo, że zawsze wiedziałam, że ich siła jest ogromna, a posiadanie bezcenne. Odkryłam to na nowo, dzięki słabej płycie z naszego wesela, wyjętej z biblioteczkowej półki:)
źródło: internet

poniedziałek, 16 lutego 2015

Sting, Damięcki i Grey, czyli KUMULACJA;)

I kto mówił, że marzenia się czasem nie spełniają?! No, no....A własnie, że czasem się spełniają.
Od czwartku żyję jakimś męskim transem spełnianych małych i dużych życzeń:)

Najpierw dostałam zaległy prezent od mojej kochanej przyjaciółki, który nie dotarł na czas. Jak otworzyłam, to się poryczałam!!! Mała biała koperta, a tam bilet na upragnionego Stinga!!!:):)
Yes! yes!yes! Normalnie mnie zatkało i łzy same poleciały, bo się tego zupełnie nie spodziewałam!
Już za 4 tygodnie moja duszę i uszy będzie pieścił cudowny głos Stinga:):):)
 
źródło: sieć

Wieczorem z babeczkami do teatru na KLAPS:)
Ufff....się działo. Tylko jedno słowo: Damięcki:):) ....ale się uśmiałyśmy!!! Spektakl genialny. Jeśli ktos sie wybiera, to warto, bo komedia jest po prostu SSUUUPERR!!!:) Nic nie opiszę, co by nie zdradzać za wiele.
źródło: sieć


Potem z dziewczynami wylądowałyśmy na grzańcu na rynku i jakby to powiedzieć: tematy rozmów wymknęły się nam z pod kontroli;)- dzięki dziewczyny:*

W walentynki mimo, że spędzaliśmy u teściów, mąż dał się zabrać na Grey'a. Poszedł tylko ze względu  dla mnie, bo kino, nie Jego klimaty.
Oszalałam...zauroczyłam się filmem. A ścieżka dźwiękowa podbiła moje serce!!:)
Super film...mnie się podobał. Aktorzy podołali i odnajduje ich w roli Christiana i Anastaci:)
Ładnie oparty na książce:)
źródło: sieć

Natomiast piosenka Ellie Goulding urzekła mnie niesamowicie. Wręcz wryła się w pamięć. Super kawałek:)


Po filmie mój mąż stwierdził, że brakuje mu tylko helikoptera i może być Grey'em;)

Reszta weekendu minęła w atmosferze rodzinnej i gronie dziecięcym:)
Dobrze jest się tak czasem rozerwać.
Miłego tygodnia:)




środa, 11 lutego 2015

mój pierwszy raz....

Nosz nie mam bladego pojęcia jak to w ogóle jest możliwe, no ale taka jest prawda. W życiu swoim, a żyję już lat 30 chrustu nie jadłam! Dziś przelotem po sklepie, zahaczyłam o cukiernie Pana Buczka (moja ulubiona z resztą). W pudełeczku, tak nie wiele jest chruściku. Akurat dla nie dużej rodziny, wystarczy.
I co? Nie wystarczyło!!!:) Ja zjadał, no dobra wchłonęłam prawie połowę sama. Miłosz szam prawie drugą. Z trudem zachowaliśmy kilka sztuk dla męża;) Takie dobre to było:)
No cóż, tyle tylko zostało. Puste pudełko:) Więc mamy jak nic tłusta środę.

Dziś paczkowy dzień u nas w ogóle. Dotarła paczka dla chłopaków z Klubu Myszki Miki, moje zamówione kremy z Bielendy oraz pałączek męża do garderoby- nareszcie. W końcu przeniesie się do swojej garderoby:)

Wczorajszej nocy Olek dał nam nieźle popalić. A prawdę mówiąc to bardziej Jego cholerne czwórki. Wylazłyby już, bo kolejnej nocy nie przespanej chyba już kawą nie zamaskuję, a tu funkcjonować z dziećmi w dzień trzeba.

Dziś na mieście widziałam porozwieszane billbordy o koncercie Stinga. Może kiedyś,bo w chwili obecnej ceny najtańszych biletów to nie na moją kieszeń, ale co tam. Dramatu nie ma....Może jeszcze kiedyś przyjedzie.

W weekend wybieramy się do teściów. Chłopaki łykną świeższego powietrza, pobawią się z kuzynem,a my z mężem wybieramy się na Grey'a:):) Zaskoczył mnie Ślubny, kiedy powedział, że może ze mnąpójść:) Tym bardziej, że takie kino, to nie Jego bajka, ale doceniam gest i baaardzo się cieszę. Wspólne małżeńskie wyjścia są potrzebne:) A jutro z dziewczynami na Klaps:)

poniedziałek, 9 lutego 2015

codzienność zeszłego tygodnia

Poprzedni tydzień, to istne tourne. Co by nie grymasić, to na własne życzenia.
Ponieważ pogoda ostatnio zachęcała do ruszenia w poszukiwaniu nowych miejsc i atrakcji, nie tylko dla mnie, ale i dla chłopców.
Zakupiłam kartę miejską (kurde, jak to brzmi;)) i wozimy się teraz codziennie, a to po jabłka, a to na placyk, a to na huśtawki. Teraz zima i zasypane chodniki nam nie groźne:)

We czwartek zabraliśmy nieco garści ziarenek naszym polnym ptaszkom i ruszyliśmy na rynek karmić gołębie!:) No zabawa była fenomenalna! 3 godziny jazdy w tam i z powrotem i tylko ok.30 minut na rynku, ale jakże zabawnych i mroźnych. Stópki i noski to nam tak zmarzły, że bałam się już, że do domu wrócimy jak Pingwiny z Madagaskaru;) Całe szczęście ciepły krupnik i herbata pomogły nam odtajeć;)

        



Od piątku natomiast balujemy;) Odwiedziny miłych gości, skończyły się istnym szaleństwem i porządnym bałaganem:) Mimo, to nie mamy dość;)

W sobotę rano kończyłam pieczenie bułeczek cynamonowych na popołudniowe dziecięce karnawałowe party u szwagierki. Przepis znalazłam tu KLIK
Potem spotkanie z projektantką ogrodów i szybki, a zarazem upragniony i wytęskniony czas dla mamy, czyli wizyta u kosmetyczki:) I tu chce bardzo podziękować mężowi:*:*
Potem szybkie przepakowanie, zabranie kostiumów, które sama kleciłam z bibuły, bloku i papieru kolorowego do pierwszej rano, a którego w ostateczności moi synowie nie założyli:( Łobuzy jedne;)

Niedziela natomiast to pierwszy w ich karierze wypad na sanki. Olek dostał na urodziny ciut wcześniej. I jak było?! Najpierw płacz bo oni nie idą, apotem wrzask, płacz i lament, bo oni nie wracają!!:) Kocham  moje dzieci:)

Popołudniu natomiast gościliśmy u mamy na imieninach. Tak dobrą sałatkę z pora, to robi tylko Ona:) Wieczorem wpadł jeszcze drugi brat z narzeczoną.

Dzisiaj natomiast odpoczywaliśmy w domu i nadrabialiśmy zaległości domowe. Popołudniu pojechałam z Miłoszem na lekcję pokazową do szkoły Helen Doron na angielski i jestem bardzo zadowolona! C ważniejsze Miłosz też!:) Tak więc, jeśli utworzy się nam grupa, to od marca Miłosz będzie chodził na zajęcia.

Szukam właśnie szafkę pod umywalkową  w kolorze szarym do łazienki i za chiny ludowe nic nie ma ciekawego. I w dodatku, ten śnieg strasznie z dachu zjeżdża, robiąc przy tym spory hałas. Zaraz mi dzieci pobudzi.

Miło jest odprężyć sie wieczorem, przy głosie Stinga...


środa, 4 lutego 2015

babskie spotkania

Nie wiem dlaczego tak jest, ale zawsze ilekroć idę na spotkanie kawowo- ciastkowe z dziewczynami, jest tak, że czas biegnie szybciej niż przy dzieciach?!
Było cudownie. Z reszta zawsze jest. Powoli te nasze wyjścia do tej samej kafejki staja się naszym małym matkowym rytuałem:)
Poniekąd było to spotkanie częściowo urodzinowe i dostałam przepiękny prezent od dziewczyn!:)
 Książka (jak skończę czeską autorkę, to się za nią zabieram),świeczuszki zapachowe oraz pudełko na biżuterię i oczywiście przepiękne życzenia, z genialna kartką;)
Długo się przyglądałam tej kartce i zastanawiałam się, skąd One tak dobrze wiedzą, że ja kocham chiński makaron!;) Dzięki dziewczyny jeszcze raz:*

Takie wyjścia i rozmowy w miłym kobiecym gronie, to przyjemny relaks:)
A w następny czwartek idziemy na spektakl: "KLaps", bo my wszystkie jesteśmy "mamuśki Grey'a";)

poniedziałek, 2 lutego 2015

fields of gold

Już nie pamiętam takiego dnia: Olek na popołudniowej drzemce, Milosz sam prosi, żeby Go położyć do łóżka, po czym obaj zasypiają bez marudzenia! Śpią moje bąble jak nie pamiętam kiedy!:)

Korzystając z takiego daru losu w spokoju piję sobie herbatę z imbirem, goździkami i cynamonem, bo czuję, że COŚ mnie łapie, a to ostatnio moje najlepsze lekarstwo. Imbir to mój guru nie tylko przy przeziębieniach, ale i migrenie!

Przeleciałam kilka smakowitych przepisów na ciasta i chyba w tym tygodniu nieco po rozpieszczam moich chłopaków;)

Dzisiejsze popołudnie mąż zostaje z chłopakami, a ja uciekam na pyszna kawkę i ciasteczko z koleżankami!!!:) Jeszcze 3 godziny!!:(

Podczas wczorajszego meczu Polaków z Hiszpanami, Miłosz niesamowicie nas zaskoczył. Obejrzał chwilkę meczu z mężem na komputerze, po czym wstał, wziął piłkę do ręki i niczym szczypiornista wrzucał do bramki, która było okno, zachowując przy tym układ kroków. Sam rzut dokonał z linii końca dywanu swojego pokoju! Nosz oczom nie wierzyliśmy, jak szybko załapał reguły gry, a co więcej, że mu się podobało. Kto wie, może rośnie nam kolejny reprezentant;)

W sobotę wieczór byliśmy na małej posiadówce u znajomych. Ostatnio wspólne wyjścia tylko we dwoje, to na wesela były. Więc miło znów było wcisnąć się w sukienkę, podmalować mocniej oko i z mężem u boku (bez dzieci wokoło;)) spędzić miło czas w gronie znajomych. Chłopcy pod czujną opieką babci spali jak susełki:)