Moja lista blogów

poniedziałek, 30 marca 2015

AKCJA jakich mało!!!!!!

Czy wiesz jak smakuje kotlet schabowy???
Proste, wręcz banalne pytanie.....Ale jest ktoś, kto tego smaku nie zna....Ktoś mały, kto ma właśnie takie marzenie.

Dlatego gorąco i najpiękniej jak potrafię, proszę przyłączcie się do akcji "daj piątka" organizowanego przez szminkę w kurniku.

Pomoc dla małej Zuzi: wszystkie info tu: http://www.lipstick-at-home.eu/2015/03/akcja-taka-daj-piataka.html

Proszę, jeśli 5 zł jest w zasięgu waszego portfela i waszych możliwości finansowych wesprzyjcie małą Zuzię..

środa, 25 marca 2015

jak statki na niebie

Dziś sytuacja chorobowa wydaje się być opanowana. No przynajmniej, jeśli chodzi o dzieci. Mąż wrócił dziś z bólem zatok (co już wiemy, że jest stanem zapalnym- znowu), a ja od wczorajszego wieczora raczę się herbata z cynamonem imbirem i miodem, bo dreszcze mnie coś połapały. Tak więc wiosna w rozkwicie;)

Chłopcy niesamowicie mnie zaskakują, przez swój okres chorowania. Zamkniecie w domu nigdy nie służyło, ani mi, ani chłopakom. Jak pediatra uświadomiła mnie, że to zapalenie oskrzeli, to już miałam w głowie obrazki, które przyprawiały mnie o ciarki co do ich zachowania. No nikt nie lubi być chory, a jak choruje facet to już w ogóle dramat. A jak ten facet jest do tego mały i jest ich dwóch, to to jest prawdziwy armagedon!
Całe szczęście niebiosa nade mną czuwają i nie dość, że chłopcy zachowują się i bawią nadzwyczaj pięknie i wspólnie, to jeszcze są względem siebie tak uprzejmi i kochani, że zastanawiam się czasem co to za antybiotyk mi ta lekarka przepisała;) Jakby mi dzieci podmienili- no ale nie narzekam, bo ten stan rzeczy strasznie mnie cieszy:) a więc, chwilo trwaj.;)
Jutro zamierzam zabrać ich już na spacer, bo lekarz pozwolił. Przez ostatnie 3 dni natomiast urzędowali chwilowo na balkonie. Ale im się podobało. We dwóch bawili się chyba lepiej niż w disneylandzie;) I pożytek z tego taki, że tym sposobem mogłam umyć okna w ich pokojach:)

Miłosz złapał zajawkę na odgrywanie bajek, które wcześniej ogląda. Więc mieliśmy już w domu biwak, hangar do naprawy samolotów i owy samolot, autobus, statek kosmiczny, rakietę, mysi składak i garaż. Ostatnio pokochał pingwiny z madagaskaru, które za pomocą sprytu naprawiają samolot. Uwielbiam, kiedy Miłosz bierze swój zabawkowy telefon i chodzi po domu informując mnie ciągle, że dzwoni do pingwinów:)!!! To jest urocze:) Czasem odbiorą, więc "wisi" na telefonie dobre parę minut i debatuje;) Jak nie odbierają, to pozostaje Mu tylko Olek do pomocy;)

Obaj z Olkiem namiętnie gotują. Miłosz nawet przyucza Olka, co by dobrze mieszał. Jak zwykle ja nie mam w czym później obiadu zrobić. A jak chce odzyskać co moje, to się kończy awanturą z Olkiem:)

A teraz, skoro moja wesoła kompania już śpi lecę się dokurować moja ukochana herbata z imbirem, co bym jutro ja doktora nie potrzebowała;)



poniedziałek, 23 marca 2015

taki początek

Tak jak myślałam i jak wyszło w zeszłym roku chłopcy maja zapalenie oskrzeli. Obaj! Znowu majątek w aptece zostawiliśmy, znowu oddział inhalacyjno- chyrlający mamy w domu.
A za oknem dziś takie słońce!:( Dobrze, że komunikacją jeździmy do lekarza, bo udało nam się dziś nieco tego słonka doświadczyć:) (Tu autobusowe chłopaki):


 



Ja mam tylko nadzieje, że przez ta ich chorobę to sama nie oszaleję. Puki co trzymam się i to chyba tylko dzięki bieganiu. To moje 15 minut tylko ze sobą. Lubie to, chociaż dystans maratonu, to chyba nie dla mnie. Ja zawsze krótkodystansowcem byłam. Ale biegam dla przyjemności i zdrowia psychicznego, bo bycie matką to nie taka prosta sprawa:)

Coraz bardziej przekonujemy się z mężem, że kurs angielskiego dla Miłosza to był strzał w 10!!!:) Na razie byliśmy na dwóch lekcjach, a ja już słyszę w domu:

Miłosz bawi się autkami. Nagle mówi:
-no wsiadaj...wsiadaj...no dalej...wsiadaj come on:)!!!

Później podczas innej zabawy:
- ok, lecimy bye bye:)

Miłosz do mnie podczas jedzenia zupy:
-Miłoszku zjedz jeszcze, tu zostało troszkę makaronu.
-Nie mamo thank you:)

Zaskakuje mnie jak szybko chłonie wiedzę i jak to wszystko potrafi wykorzystać w życiu:) Dumna jestem:) Fajnie, że sprawia Mu to frajdę, mimo, że nie przepada za dziećmi, chętnie bawi się z innymi małymi kursantami:)

Tak więc mam przed sobą dość nie łatwy tydzień, ale taka już dola matki;)
Miłego tygodnia.






sobota, 21 marca 2015

wiosna

Kolejna wiosna, tym razem to druga nasza w tym składzie: 2+2:)
Było słonko, piękna pogoda, nawet dobre samopoczucie, mimo, że w nocy migrena zbierała żniwo.
Jak zwykle o tej porze roku Milosz ma zapalenie oskrzeli, a Olek ślepo za bratem podąża w tej chorobie...

Ale jest wiosna, ciepło i to trzyma mnie jeszcze na nogach i siłach :) No jeszcze bieganie i ćwiczenia w ciągu dnia, podczas zabaw z chłopakami (bo inaczej by,m chyba zbzikowała). Choć nie wiele mi brakuje do tego zbzikowania:(

Z dzisiejszego dnia czerpałam siłę, spokój- do póki chłopcy za fraki się nie łapali, ale był ;)
Oby jutrzejszy był równie przyjemny i słoneczny....
Miłego weekendu:)

poniedziałek, 16 marca 2015

chodzimy!!!!

Olek chodzi!!!! Sam!!!! Sam dzielny zuch!!!:)
Chodzi, raczkuje, siada, kuca. Przysiady opanował do perfekcji, także nie wiem, czy dziennie nie robi ich ze 100:)
Rozwija się moje drugie dzieciątko tak niesamowicie szybko!!!:)
W sobotę wieczorem,kiedy odbieraliśmy chłopców po całym dniu od mojej mamy zdaliśmy sobie z mężem sprawę, jak Oni szybko urośli, wydorośleli.
Będąc w domu z nimi na co dzień, nie widzę tego.
Są dla mnie normalni. Ale to już duże zuchy są!:) Moje małe aniołki już nie są takie małe i wyraźnie to teraz widzę. To mali faceci, którzy znają swoje potrzeby i chęci.
I pewnie nawet się nie obejrzę, jak na weekend będę kupować po 6 bochenków chleba, co by dzieci miały się czym pożywić;)

Od piątku wróciłam do biegania. Dobrze mi z tym, choć zakwasy mam takie, że ledwo jestem w stanie nadążyć za chłopakami;)
Ale mam z tego frajdę i duużo rekasu:)

Milego dnia

niedziela, 15 marca 2015

stół bilardowy

W piątek wieczorem pod wpływem krótkiego impulsu wróciłam do jednej z książek, którą czytałam w zeszłym roku (lubię wracać do książek, które już czytałam. Do niektórych już wróciłam kilka razy). Tym razem wybór padł na "męża z ogłoszenia". Lubię tą pozycję, bo jest ciepła, romantyczna i zabawna.

Tym razem, moją uwagę przykuła scena z grą w bilard i kokieteria obojga głównych bohaterów własnie podczas tej gry. Od razu wróciły do mnie wspomnienia czasów studenckich, kiedy to z moim obecnym mężem flirtowaliśmy w podobny sposób:)
Sytuacja taka sama: On dobrze grający w bilard, pewny siebie facet. Do tego ciacho, za którym połowa kobiet na roku szalała i dusza towarzystwa. I ja: zwykła dziewczyna nie wyróżniająca się z tłumu. Udająca, ze świetnie gram w bilard, choć prawdę mówiąc pierwszy raz kij w ręce miałam;) ale co tam. Pchało mnie tak w Jego stronę, że i w bilard zagrałam. I mimo, że uczył mnie długo, a flirtowanie i kokieteria przyjemna była, to po dzień dzisiejszy nie po drodze mi z bilardem:)

I niby taki banał. Niby tylko gra, sztuczka taka stara, a kurde działa:) Czy to romantyczne- nie wiem, ale w naszym przypadku okazało się skuteczne:)

I przez chwile zastanawiałam się, czy w sypialni nie wstawilibyśmy takiego stołu?! Sypialnia wielka, miejsce jest...od razu na myśl przyszło mi tyle kosmatych myśli związanych z takim stołem...ehhh..:)

Na razie mamy inne wydatki domowe, ale może kiedyś?;)

Ostatnio wiele czasu moje myśli poświęcone są wspomnieniom. Zwłaszcza tym jak się poznaliśmy, jak było przed ślubem, jak w dniu ślubu, a jak jest po?:)
Lubię takie wspomnienia. O większości tych chwil, gestów, spontanów zapomniałam...Fajnie, jest przypomnieć sobie pewne sytuacje, zachowania, które dały początek naszemu wspólnemu życiu:)
źródło: internet

środa, 11 marca 2015

w skrócie

Po wspaniałych słonecznych trzech dniach (niedziela-poniedziałek-wtorek) nastała zimna środa. Chłopaki moje jak to chłopaki moje zakatarzone, tak bardzo, że Niebiosa proszę, aby nie poszło na krtań!
Ja ledwo sama zipię i nie wiem, czy to wina wirusa panującego, czy zmęczenia, czy może jednego i drugiego. Fakt jest taki, że nawet nie mam siły i chęci zrobić sobie herbatę z  imbirem, co by mnie lekko na nogi postawiła. A może to przez "te kobiece" cholerne dni? Chyba mi seksu trzeba.
Mam nadzieje, że do jutra sie jakoś wyzbieram z tym wirusem, bo ciężko widzę ten stan. Chłopaki jak to chłopaki: wojna o zabawki, o ruszanie moje nie moje itd. czyli dzieciństwo chorych małych urwisów w pełni:/
Tylko ja chwilowo psychicznie w tym naszym trio siadam....ale wiosna wróci;)

W poniedziałek byliśmy na pierwszych zajęciach angielskiego Miłosza, które odbywają się metodą Helen Doron. Na razie jestem zadowolona, a Miłosz w szczególności. I to jest dla mnie najważniejsze, choć nie powiem, że pokazał charakterek na zajęciach, ale chęci ma nadal:)

W niedzielę cały Boży dzień spędziliśmy na rynku w Krakowie.  Najpierw pojechaliśmy na mszę do Mariackiego, potem obowiązkowy precelek i długi, długi spacer na wawel i z powrotem. Potem karmienie gołębi, które wydawały się już  i tak przekarmione;) No ale ktoś musi zjeść to cale ziarno od babci, które dostały nasze karmnikowe ptaszki:)

Podczas obiadu w burgerowni wywiązała się taka rozmowa między mężem, a Miłoszem:
- Miłoszku, może chcesz zjeść szarlotkę na ciepło?
- mmmmm.....tak, ale bez ciepło:)!!

Więc takową zamówiliśmy i obaj z Olkiem pochłonęli całą połówkę ogromnego ciasta: (Miłosz ciasto, a Olek jabłka ze środka). Oni dwaj to nie zginą. Uzupełniają się niesamowicie:)

Dziś zarejestrowaliśmy Miłosza oficjalnie do przedszkola. Wybraliśmy 4 placówki, teraz czekamy.

A, że pora juz starsznie późna- dobrej nocy życzę:)



piątek, 6 marca 2015

Nie jestem żoną ze stenford!!!

Jestem szczęśliwą żoną swojego męża- to fakt. Ale jest i tak czasem w tym naszym szczęśliwym pożyciu małżeńskim, że mam ochotę Go spakować w malutką rakietę i wysłać w kosmos w try mig!!!
Ja naprawdę już nie wiem, czy tak trudno jest choć troszkę okazać zainteresowania kobiecie zajmującej się domem i dziećmi? Przecież na czas wychowawczego i macierzyńskiego, nikt nie wyciągnął mi chipu z potrzebą odczuwania i zainteresowania tym jak minął mi dzień!
Muszę opowiedzieć o tym jak robiłam kartoflankę, jak Milosz składał klocki a Olek jak dokazywał. Tym się teraz zajmuję i tego dotyczy moje ŻYCIE ZAWODOWE!!!
I obecnie na zmiany się nie zanosi!

 Czy naprawdę muszę powtarzać po trylion bilionów razy (i znając życie, powtórzę jeszcze nie raz), że kobiety też potrzebują rozmowy?! Że my też jesteśmy zmęczone?!
Nie jestem w stanie skakać dookoła świata z przyklejonym uśmiechem, jak w reklamie pasty colgate i udawać jak wychowywanie dzieci i prowadzenie domu jest ekstra cool, a wieczorem zmieniać się w kocicę, która zaaplikuje takie doznania, że głowa mała.
Przy tym wyglądać idealnie, mieć zawsze super modne ciuchy, paznokcie wymalowane i być wymuskana, tak, że sąsiedzi patrząc na mnie, kiedy wychodzę na spacer z dziećmi będą mówić: "facet ma żonę jak milion dolców, ehh..."!

Irytuje mnie, kiedy moje potrzeby są odsuwane na boczny tor, bo "jestem zmęczony", bo "zaraz".
No zapominam wtedy, że ja to mam tabun niań, sprzątaczek i Gordona Ramsey'a gotującego nam na zmianę z Magda Gessler!!! Jak w ogóle mogę zapomnieć, że nasze dzieci nigdy się nie kłócą ani nie krzyczą i tylko zajmują się sobą we wspólnej zabawie i same organizują sobie czas?! No zapominam, że ja to tylko leżę i pachnę na sofie i czekam tylko te dziewięć godzin, aż mąż wróci, żeby Mu podokuczać i przygadywać. Bo przecież żony/ kobiety nic innego nie robią, jak tylko irytują mężów/partnerów!!!!

Doprowadza mnie do szewskiej paski brak:  "proszę", "dziękuję", "przepraszam"!!!!

I prawda jest taka, że gdybym raz jeszcze miała męża wybrać, to innego bym nie wzięła!


samodzielnie

Pogoda prawdziwie marcowa. W ciągu dnia, mamy przegląd całego roku: od wiatrów, deszczu i śniegi do pięknego słońca z mrozem:)

Wczoraj byłam z chłopcami w przedszkolu na dniach otwartych. To było pierwsze zetknięcie Milosza z przedszkolem i jestem niesamowicie ogromnie zaskoczona Jego postawą. Miłosz wpadł do grupy z dziećmi jak śliwka w kompot! Nawet nie patrzył czy jestem, tylko od razu do dzieci!! I tak poznawał przedszkole, do którego od września mam nadzieję, będzie nam dane chodzić.
Mnie samej również się podobało. A opinie, które mamy od wielu znajomych o tej placówce są zawsze bardzo dobre.

Wcześniej wybraliśmy się na huśtawki. Pierwszym obowiązkowym miejscem zawsze sa one. Potem dopiero piaskownica itd.
 

Miłosz sam zaczął się wczoraj huśtać na huśtawce bez oparcia.  Serce o mało mi nie wyskoczyło, jak to widziałam. No ale od rana mnie zaskakiwał. Najpierw sam poszedł umyć zęby (dosunął sobie podest, wziął szczoteczkę, nałożył pastę, namoczył i umył). Potem sam obrał buty i czapkę, a kurtkę tylko z lekką pomocą mamy?! I nie wiem, co tak na niego podziałało, może ta świadomość, że idzie do przedszkola? No nie wiem...ale podoba mi sie to:)

Potem wygłupiali się jeszcze z Olkiem na konikach bujanych.
Olo robi się już też coraz bardziej samodzielny, starszy. Zjada już owoce w kawałkach, nie blendowane. Sam wsuwa butlę i picie. Do tego zrobił kilka swoich pierwszych samodzielnych kroków bez trzymanki:)!!!!
I gdyby nie te ich wrzaski i bunty i płacze w ciągu dnia, to wtedy śmiało mogłabym rzec, że jestem na URLOPIE;)

Wczoraj robiliśmy na kolację bułeczki owsiane z przepisu z opakowania po mące:) Nosz cud- miód:)

 Tu podaje przepis. Ja zamiast pszennej pomieszałam żytnią z owsiana do brakującej ilości.

Chłopcy właśnie wstali, więc na tym dziśkoniec:) Miłego weekendu:)

wtorek, 3 marca 2015

Oficjalnie na wychowawczym

Od kilku dni jestem na "urlopie" wychowawczym. Podoba mi się to słowo urlop niesamowicie. Gość, który tworzył ten zapis w kodeksie pracy, chyba nie bardzo wiedział o czym mówi;)
Tak więc nie będę wypoczęta, nie ma mowy o relaksie, drinkach z palemką pod pięknym słońcem nad brzegiem cudownie błękitnego morza i gorącego piasku;(

źródło: internet

Ale potrzebuje tego urlopu. Wiem, że moje dzieci go potrzebują. Zwłaszcza Olek.
Wiem doskonale, że to słuszna decyzja i to nie tylko ze względu na chłopców. Tak nam się to jakoś poukładało, że chyba będzie dobrze:)

W poniedziałek ruszamy z Miłoszem na pierwszą lekcję angielskiego metodą Helen Doron. Pani dziś potwierdziła, że zawiązała się grupa:) Fajnie, bo to będzie coś nowego dla Niego. Poza tym pobędzie troszkę z dziećmi, zanim ruszy do przedszkola. Jeśli się dostaniemy oczywiście.
Od przyszłego tygodnia rusza nabór, więc pewnie będzie to dla nas miesiąc małej nerwówki, ale staram się myśleć o tym pozytywnie- martwienie się nic nie pomoże.

W weekend mieliśmy Olkową imprezkę urodzinową. Dopiero dziś doprowadziłam ostatecznie dom do ładu i składu. Od prałam się, od myłam naczynia i teraz czeka na mnie sterta prasowania, której jeśli zaraz nie ruszę, to wieczorem nie da mi spokoju;/

Miłego dnia wszystkim:*



niedziela, 1 marca 2015

Być kobietą glamour ?

Po raz pierwszy na blogu postanowiłam coś wam polecić. Z góry zaznaczam, że post nie jest sponsorowany.
Chciałam Was zaprosić do zapoznania z ofertą pewnego sklepu internetowego. Młoda firma, która dopiero próbuje swoich sił na rynku.

Sklep Glamour butik link tu: KLIK :)

Sklep przyjazny chyba każdej kobiecie:) Bardzo bogata oferta, piękne klasyczne kobiece torebki. A wszystko w przyjaznych dla portfela cenach.
Jakość materiału zaskoczyła mnie niebywale.

Nie jestem specem od mody, ale w tych strojach można poczuć się naprawdę kobieco, bo mają ofertę i dostosowaną zarówno do szpilek, jak i baletek:)
Odzież zarówno w rozmiarach S/M oraz L/XL.

Poniżej kilka zdjęć stylizacji z oferty, jaką proponują młodzi właściciele:)











Wszystkie zamieszczone w tym poście zdjęcia są własnością firmy Glamour butik.

Zapraszam i polecam z czystym sumieniem:)




Minął rok...

Tak szybko i tak niespodziewanie. Od dwóch dni Oluś jest już dzielnym dwunasto- miesięczniakiem. Tak szybko przeleciał mi ten rok! Przy dwójce nieźle czas zapitala, nie ma co.

Jeszcze w głowie miałam wspomnienie porodu, a tu już pierwsza świeczka na torcie!:)
Dumna jestem z mojego małego Zucha. On jest typowym przysłowiowym "żywym srebrem"!!:) Kto Go zna potwierdzi:)

Jest dzielnym młodszym braciszkiem, uwielbia swojego starszego brata, mimo, że ten nie raz nie szczędzi Mu zaczepki, kuksańca itp. Uwielbia naśladować zachowania i zabawę Miłosza:)

Jest wiecznym wesołkiem. Buzię ma uśmiechnięta od kiedy wstanie, do momentu, kiedy pójdzie spać:) Nawet przez sen, czasem słychać jak się śmieje:)

Ma niezły apetyt. Nic nie da  się przy Nim zjeść;) W dodatku to wielki gadulski. Jak zacznie swoje dziecięce trajkotanie, tak przestać nie może:)

Oluś to typowy psotnik- rozrabiaka:)! Puki co, nic się w tej materii nie zmieniło;)
Opanował już przekładanie stron w książeczkach i wreszcie przestał je zjadać:) Obecnie lubi książeczki ze zwierzątkami.
Bardzo ładnie potrafi już powoli wkładać kształty, do odpowiednich otworków.

Ostatnio jest mistrzem spindrania, wchodzenia na wszelkie wysokości:)!!!
Już nawet w łóżeczku nie może zostać sam, bo zaraz zwisa mi na druga stronę:)!

Jest również ogromnym miłośnikiem przytulania! To ma po mnie, podobnie jak Miłoszek:) No cóż, faceciki moje to malutkie pieszczochy;)

Jednak co by nie mówić o Olku, jest moim Skarbem malutkim, podobnie jak Jego starszy brat i tata.

I codziennie dziękuję Bogu, za ten piękny dar, którym nas obdarzył.