Moja lista blogów

sobota, 25 kwietnia 2015

bo to mądry człowiek był....

"Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto."

"Życie nie musi być łatwe. Gorzej, jeśli jest nudne.

"Patriotyzm polski nie polega na mówieniu o patriotyzmie, tylko na służbie."

"Jak się ktoś urodził człowiekiem, to łatwiej mu jest być człowiekiem, niż stać się świnią."

"Kto gardzi ludźmi, obojętnie, z powodów wyznaniowych, z powodów rasowych, z powodu ksenofobii wobec kogokolwiek, wobec ludzi pochodzenia ukraińskiego, białoruskiego, rosyjskiego, niemieckiego, żydowskiego - ten przede wszystkim gardzi sobą."

"Polska młodzież, do której kieruję swoje przesłanie, bynajmniej nie jest gorsza niż kiedyś, ale jest jej zdecydowanie trudniej. Przez prawie pięć dziesięcioleci Polacy byli pozbawieni podmiotowości jako naród. A teraz przez kolejne lata ma być od razu zupełnie normalnie? To jest wyzwanie."

źródło: sieć

czwartek, 23 kwietnia 2015

kosiarki w ruch!

Ten dzień musiał nastać. Po bardzo długim i przyjemnym lenistwie, dziś ruszyła do boju;)
Pierwsze koszenie trawników w herbacinym domu, uważam za otwarte;)
Boże jaka to przyjemność, choć przy dzisiejszym bieganiu myślałam, że ducha wyzionę. Dobrze, że sąsiadka też dziś z nienajlepsza kondycją;)
Tak więc cały dzień dziś byliśmy na polu. Chłopaków nawet na obiad trudno zaciągnąć było i tłumaczenie, że za 10 minut wracamy nic nie dało:)!
To natomiast za sprawą wszystkich huśtawek, piaskownicy, bramki i zjeżdżalni:) Nasz ogródek zamienił się w totalny plac zabaw- i ten widok bardzo lubię:)



Ja wyczyściłam swoją wielką huśtawkę i jutro oprócz porannych zakupów na bazarki tyłka z niej ruszyć nie zamierzam :)

Bardzo poważnie zastanawiamy się już nad kupnem Olkowi dużego łóżka, bo świetnie sobie radzi ze schodzeniem, a to które ma od urodzenia, po prostu powoli już rozwala. Ma chłopaczyna krzepę jak nie jeden macho;)

Miłoszowi kupiliśmy w końcu rowerek biegowy:) Bardzo Mu się podobał, choć Olkowi również.

Manolo ma jeszcze nieco nóżki za krótkie, ale za rok będzie jak znalazł. Miłoszek natomiast dziś jeździł nim po ogrodzie i bardzo szybko załapał schemat działania. Tak wiec zostały jeszcze do kupienia miejski dla mnie i profeska dla męża;) Olo ma po Miłoszku swój trzykołowy:)

Ten rysunek znalazłam wczoraj u Magdy na blogu i za każdym razem, kiedy na niego patrzę śmieję się z trafności tego obrazka:)


piątek, 17 kwietnia 2015

mamy przedszkolaka:):):)

Udalo sie: mamy pierwszego przedszkolaka:):)!!!!!! Od wrzesnia Milosz bedzie uczeszczal do przedszkola:) ciesze sie.
 Dostalismy sie do drugiego wybranego przez nas z czterech, ktore wybralismy. Jestesmy zadowoleni, bo to z polecenia jest przedszkole i mamy nadzieje, ze Miloszowi tez sie spodoba.

Mam przedszkolaczka w domu, ahhhh....:):):)

niecierpliwa jestem, a jak

Dziś świętujemy z mężem piątą rocznicę ślubu:) Rano były wzajemne życzenia i buziak:) Razem to już w sumie 8,5 roku wspólnego życia. Kawał czasu...

Z niecierpliwością czekamy na dwunasta popołudni, no ja chyba bardziej niecierpliwie na wyniki przyjęć do przedszkola. Mam nadzieję, że przyjmą nam Miłoszka tam, gdzie złożyliśmy papiery.
W sumie wybraliśmy cztery przedszkola, więc oby do jednego z nich się dostał. Jeszcze półtorej godziny i będzie wszystko jasne. Ha ha ha, a myślałam, że nie będę tego tak przeżywać;)

Jutro mąż ma urodziny i z tej okazji przygotowałam dla Niego mała niespodziankę. Mam nadzieję, że się uda i spędzimy miły wieczór:)

Wczoraj przy okazji zakupów na bazarku, kupiliśmy kilka bratków, stokrotek i niezapominajek. Wszystkie pięknie zdobią już nasze parapety:) Miłosz sam układał kompozycje do ułożenia w donicy. To mój mały syn artysta. Mimo, że najbardziej lubię stokrotki, to jednak widok niezapominajek z okna kuchennego najbardziej przypadł mi do gustu:)

Rano natomiast Oluś pomagał mi odkurzać. Robi to w iście cudownym i dokładnym dla siebie sposobem:) Oby tak tym moim synom pozostało i z wiekiem również tak garnęli się do pomocy mamie w domu;)

Miłego weekendu kochani :)

czwartek, 16 kwietnia 2015

wiekopomna chwila

Nareszcie, po roku obiecanek, dalekosiężnych planów i mojego babskiego gadania, mój mąż się wyprowadził z mojej garderoby!!!!!
Juuuupiii:):) Nareszcie koniec ze ściskiem i brakiem miejsca i wolnych wieszaków!!!
Trwało to bardzo długo, aż za długo. Prawdę mówiąc obawiałam się, że ta chwila nigdy już nie nastąpi.
Skończyło się wieszanie męskich ubrań ( zwłaszcza koszul) po całym domu: na klamkach, krzesłach, fotelu:) Przynajmniej puki co;)
źródło: sieć

niedziela, 12 kwietnia 2015

cepry, hej

Udało nam się!:) No co prawda z godzinnym opóźnieniem, ale udało się. Nie potrzebny był nam pośpiech. Wszystko na luzie...Wybraliśmy się cała czwórką w góry:) Ja rano przygotowałam kanapki. Łukasz w tym czasie karmił Olusia a potem mobilizował Miłosza:) Z pełnym plecakiem i ogromnym zapałem wpakowaliśmy się w nasze kombi i w góry.:):):)
Najpierw pojechaliśmy na mszę do Sanktuarium na Krzeptówkach- przepiękne. Nawet w Miłoszu wzbudziło zachwyt. Potem najlepszy obiad jaki jadłam ever- bułki z serem w samochodzie na przednich siedzeniach. Ja z Olkiem, a lukasz z Miłoszem. I na dokładkę śmiech, rozmowy i wygłupy!!!! Nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba:)

Potem zgodnie z planem, pojechaliśmy do Doliny Kościeliskiej, ale szybko z niej uciekliśmy, bo chlapa i błoto uniemożliwiały normalne poruszanie się z dziećmi i szybko sie przepakowaliśmy i pojechaliśmy nad morskie oko!! Nie doszliśmy do końca, bo przy 4-tym km, obaj już lekko marudzili, a tu jeszcze tyle samo do powrotu.
Mąż szybko wyjął z plecaka paluszki i obaj dostali jakby nowych sił. Zwłaszcza Miłosz, który wracał piechotą. Dumna jestem z Niego.  Podziwiał wszystkie widoki: drzewa, żaby, góry, śnieg;) Olek natomiast wpadał w euforie, kiedy przejeżdżała koło nas dorożka z końmi.

Wróciliśmy do auta kompletnie przemoczeni (no oprócz Olka, bo On miał swój dyliżans;)), ale weseli, szczęśliwi i meeega zadowoleni. Ja lubię chodzić, może nie po górach, bo mam lęk wysokości, ale doliny kocham!!!:) I jeszcze te cudowne widoki.
Góry są piękne. Szum potoczku..śnieg...relaks na fula.
Powoli planujemy już kolejne wyprawy.
Następnym razem dojdziemy do celu wyprawy;) bo cel wycieczki został osiągnięty:)



PS. Sernik wyszedł fenomenalnie. Dostałam aż trzy dziesiątki od jurorów;)

Od rana chodzi za mną ta piosenka. Z reszta czego nie słucham w ich wykonaniu, to mi się podoba:)

sobota, 11 kwietnia 2015

Sobota

Ach, co ty był za dzień.!:) Najpiękniejszy chyba tego roku:)!!! Cudowna pogoda zamieniła zwykle zapowiadający się dzień w sielankę!
Olek postawił nas na nogi o 5:40! Koszmar jakiś, zwłaszcza, że wróciłam dość późno ze spotkania z moja przyjaciółką. Zadowolony z siebie mały gagatek zjadł śniadanko i poszedł spać?!:)
Normalnie zrobiłabym to samo, ale jak zobaczyłam w jakim stanie cała trójka zostawiła wczoraj dom, to zrobiłam sobie kawę, bo bez kawy to ja nie działam i latałam na szmacie po domu. Opłaciło się:) do 8;00 dom był ogarnięty, a ja kończyłam przygotowywać śniadanie. Po 8 zrzuciłam całą ekipę z łóżek i chwile później całą trójką jedliśmy śniadanie. Olek oczywiście odsypiał w tym czasie nadal swoja wczesna pobudkę..ehhh...
Po 9:00 całą rodziną (łącznie ze śpiącym królewiczem;)) pracowaliśmy już w ogrodzie:). Cudowna sprawa:) Poważnie!:) Mąż złapał za piłę i siekierkę i stertę drzewa do pocięcia. Ja za taczki i wywóz owego drewna do naszej 'drewutni", co by ciepełko czekało do przyszłej zimy:)
Jednak najwięcej pracy wykonali Milosz z Olkiem. Zabawa to ciężka praca, a jeszcze wspólna to już mega wyczyn;)
W miarę im to szło, chociaż pod koniec dnia dali nam nieźle popalić.  Teraz już coraz chętniej bawią się razem. Niestety ostatnio często obaj chcą ta sama zabawką na raz;(


 No make up:) I guzik mnie obchodzi, że bez tuningu. Niech żyje naturalność! No przynajmniej dziś;)


Postanowiliśmy, że jutro pojedziemy do Kościeliska, puki ładna pogoda jest. Chłopcom dobrze zrobi zmiana powietrza, choć na chwilę. Ponieważ czuję się dziś napromieniowana idę kończyć sernik :) Przepis sernik wigilijny;)
Miłego weekendu:)

czwartek, 9 kwietnia 2015

no jest!:)

Nikt nie przekłamał, wiosna nastała u nas w pięknie słoneczny sposób:) Podobno ten trend ma się utrzymać do lata- zobaczymy;)
Jest piękna pogoda, słońce świecące, ludzie uśmiechnięci, dzieci zachwycone i ja znowu z migreną....
Nie dajemy się. Rano w drodze do pracy mąż podwiózł nas na bazarek, więc uzupełniliśmy lodówkę po świętach, ale na wiosenno. Kupiliśmy szczypiorek i rzodkiewkę i już oczami wyobraźni widzę jutrzejszy serek biały z dodatkami na śniadanie:)

Potem wycieczka autobusem do domu i na szybkości robiony rosół, bo przecież szkoda takiej pogody na siedzenie w domu!
Okna w domu wyotwierane, słońce leje blaskiem do kuchni i nawet migrena nie przeszkodzi mi w tym dniu się nim cieszyć!


Więc my idziemy sie cieszyc wiosna dalej...miłego dnia:)

wtorek, 7 kwietnia 2015

podobno od jutra...

ma być cieplej. Podobno już na stałe. Jak dla mnie to dzisiaj jest pięknie, mimo, że wiatr chłodny czasem powieje, ale w porównaniu do świąt, to pogoda dziś magiczna;)
Tegoroczne święta to dla mnie przede wszystkim trzydniowa migrena. Nieplanowana jak zwykle starała się popsuć mi i moim bliskim ten krótki czas, który mamy. Powalczyłam- nie wygrałam z bólem, ale przez te wszystkie lata nauczyłam się z nim żyć. I były to święta rodzinne:) Były chrzciny, było mnóstwo śmiechu, jedzenia, rozmów i dzieci:) Moi Teściowie przez ostatnie 5 lat dorobili się już szóstki wnuków, więc hałasu i harmideru było za całe przedszkole;)

Dzięki świętom miałam też śniadanie i obiad z głowy, bo od jednej i drugiej mamy coś się przywiozło. Ponieważ od lat praktykujemy, że nie zabieramy całych walizek jedzenia, a tylko tyle co byśmy zjedli, to od jutra wracam do gotowania;) Ta praktyka jest jednak dobra, bo nie czuje świąt przez następny tydzień i w dodatku nie wyrzucam jedzenia, kiedy mi zostaje, bo nie lubię takiego marnotrastwa!

Chłopcy jeszcze lekko zakatarzeni, ale już zdrowi. Dziś byliśmy na polu chwilę. Cała nasza trójka tego mocno potrzebowała, po tak długim chorowaniu.



Oczami wyobraźni patrzyłam na nasze przydomowe otoczenie, które mam nadzieję, że za niedługi czas stanie siępo prostu ogrodem:) Jeszcze kilka dni przed świętami, dostaliśmy od projektantki gotowy projekt zagospodarowania powierzchni wokół domu. No bajka po prostu!!! Oboje z mężem jesteśmy mega zadowoleni, a to nie takie proste. Bo każde z nas miało zupełnie inny obraz tego wykończenia. A Pani Asia tak pięknie to poskładała do kupy, że jak oglądam wizualizację, to czuję się jak w raju. Nawet powiedziałam mężowi, że jak zrobimy to zgodnie z tym co mamy w projekcie, to ja do końca życia na wakacje jechać nie chce:) Zapisał to sobie, co by mi pewnie o ty przypomnieć, za parę lat, jak zacznę marudzić o wakacjach;)
No czas i fundusze pokażą jak to będzie;)

czwartek, 2 kwietnia 2015

wielka moc

Nie wiem, czy to co przeczytacie będzie świadectwem? Być może tak....
Dziś mija 10 lat od śmierci Jana Pawła II.
Dziś podczas kąpieli Olka poczułam, że muszę o tym napisać. Nigdy tego nie ukrywałam i zawsze otwarcie o tym mówiłam.
Moje dzieci. Moi dwaj cudowni synowie, z ust których codziennie niezliczoną ilość razy mogę słyszeć "MAMA", są wielkim darem od Pana Boga, w którego otrzymaniu pomogło nam wstawiennictwo właśnie naszego papieża.
Długo staraliśmy się o dziecko. To co rodziło się w naszych głowach: ta niemoc, bezsilność. Czasem strach, że może nie możemy...to było trudne...

W 2011 roku moja przyjaciółka zaproponowała mi pielgrzymkę. Poszłam w ramach urlopu, bo przy ówczesnej budowie domu to i tak była oferta de lux. I akurat w tym roku w krakowskiej pielgrzymce "szły", a raczej były niesione relikwie wtedy jeszcze bł. Jana Pawła II. Kiedy idzie się jako służba pielgrzymkowa, nie ma czasu na refleksje, modlitwę zadumę. Trzeba ciągle być uważnym, ostrożnym, bo odpowiada się za bezpieczeństwo innych. Nie miałam duchowego celu tej pielgrzymki.
Dopiero trzeciego dnia, kiedy w naszym członie były relikwie, był czas na adorację. Każdy chciał zobaczyć. Ja też:)
W kościele patrzyłam sobie na wystawione relikwie. Takie puste, niemodlitewne patrzenie. I nagle mnie olśniło! Że przecież kogo mam prosić o pomoc, jak nie człowieka, który całe swoje życie wyznaczał i kierował myślenie ludzi na dobro rodziny. No do kogo się pomodlić o pomoc, jak nie do "naszego błogosławionego papieża", który stworzył dzieło duchowej adopcji. Człowiek który najbardziej umiłował walkę o ludzkie życie od początku !!
Więc prosiłam, najmocniej jak umiałam o dar macierzyństwa. Zaufałam... Wiedziałam, że pomoże.
I pomógł. 1,5 miesiąca później dowiedziałam się, że jestem w 4 tygodniu ciąży:) Miłosz:)
Mój mały wymodlony aniołek:)
Kiedy po roku od porodu staraliśmy się o Olka, bo zależało nam, aby różnica była mała. Aby "wyjść" z pieluch raz, a porządnie. Nie wychodziło. Miesiąc, drugi, trzeci, piaty...nic....
I wtedy w mojej głowie zaświtało ponownie. Tak ni z gruszki, ni z pietruszki. A jakby tak jeszcze raz spróbować?  Ta myśl tkwiła we mnie przez kila dni. W połowie kwietnia 2013 umówiłam się z Janem Pawłem, że ponownie podejmę duchową adopcję, za jakiegoś malutkiego człowieczka, a On pomoże nam przy drugim dziecku. W lutym 2014 urodził się Oluś:)

Można snuć wiele teorii, ale ja wiem, że wstawiennictwo Jana Pawła II pomogło nam w posiadaniu dzieci. Moi dwa mali chłopcy są dla mnie cudem wymodlonym. Nie dam się przekonać, że było inaczej, bo wiem jak ciężko nam było. Wierzę, że On nam pomógł i załatwił tam na górze, to co trzeba było;):)

źródło: sieć

środa, 1 kwietnia 2015

pierwsze malowanie Olka

Rosną moi chłopcy jak drzewa w lesie;) Nabierają nowych doświadczeń i umiejętności.
Ostatnio i nasz Manolek próbuje si,e w nowym zajęciu, a mianowicie w malowaniu.
Pierwsza kredka oczywiście nie przez przypadek trafiła prosto do buzi, ale na posterunku był jak zawsze zwarty i gotowy naskarżyć Miłosz;)
Tak więc chłopcy rozpoczęli wspólne malowanie:) Obaj podeszli do sprawy profesjonalnie. Olciu machnął pierwsze kreski:) Miłosz starał się Mu pokazać na swoim obrazku jak dobrze malować i bardzo podobało mi się jak Go chwalił, że ładnie rysuje!:)
Tak więc jest przykład na to, że chwalone dziecko potrafi pochwalić inne dziecko:)



Tak więc mamy w domu drugiego malarza. Obaj wracają do zdrowia, więc jest szansa, że jak pogoda się w końcu uspokoi, to śmigamy na pole:) Miłosz prosi mnie codziennie, aby wyjść i nie przeszkadza Mu zawierucha. Twierdzi, że weźmie parasol i tłumaczenie, że z parasolem to dopiero pofrunie nic nie daje;)