Moja lista blogów

czwartek, 28 maja 2015

zaczeło się

Byłam przekonana, że na tego typu incydenty przy zabawach, kiedy to obaj moi synowie "MUSZĄ" bawić się jedną i tą samą zabawką. Dodam dla zabawy, że najlepsza jest zabawka, która leży już dobrych par tygodni w ogóle nietykana i nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jeden weźmie autko, drugi musi akurat mieć to samo!!! Jest więc awantura, krzyki, wydzieranie i płacz.
Żaden nie ustąpi, żaden!
Wczoraj prawie przez półgodziny tłumaczyłam obu, że jak jeden bawi się autkiem, to drugi musi poczekać. Ani Olek, ani Miłosz nie byli zainteresowani moim tłumaczeniem.
Nie pozostało mi nic innego, jak zabrać autko, poczekać, aż się obaj uspokoją i dopiero jak krowie na rowie wyjaśnić kto się bawi pierwszy, kto drugi i dlaczego!
Finał był taki, że obaj zajęli się innymi autkami, olewając zupełnie, to o które awantura wynikła,  a potem jednogłośnie domagali się budyniu!:)
A ja później zastanawiam się na jak długo zapanował rozejm!;)
Ale przyznać się muszę, że tego typu negocjacje i próby pogodzenia sytuacji nie należą do łatwych. Mimo, że wszystko kończy się pomyślnie, czuję wewnętrzne poddenerwowanie.
Staram się dużo czytać i wprowadzać w praktykę, to co wydaje mi się dobre dla moich pociech. Pomaga, ale to duża praca nie tylko nad dzieckiem, ale i nad sobą.
Może to też bardziej ogólne zmęczenie, ale jak dalej będą mi takie praktyki stosować, a będą napewno!!! To śmiało będę mogła za jakiś czas zostać profesjonalnym mediatorem;)

W ogóle zastanawiam się jak to jest możliwe, że trzylatek znajduje za każdym razem wytłumaczenie dla swojego niecnego czynu dokuczania bratu?! Przykład: Miłosz wkłada Olkowi palec w oko i twierdzi, że Olo miał tam paproszka. Czesze go grabiami, bo są bardziej proste!!! On Go nie popchnął, on miał na plecach muszkę!!! Ręce mi opadają...

W takich sytuacjach zawsze odstresowuje  mnie jedna myśl o sobie:" Boże, chroń Królową;)"
źródło: sieć

Dziś nareszcie przestało padać, a niebo powoli zmienia kolorki na cieplejsze. Zaliczyliśmy już placyk, a jak Olek wstanie to idziemy zwalczać trawę w ogródku, która po tych deszczach, swoim wzrostem wkurza mnie niemiłosiernie.

wtorek, 26 maja 2015

czy widział ktoś słońce?

Nie wiem jak długo dam jeszcze radę funkcjonować normalnie bez promieni słonecznych?:( W krakowie leje, jest paskudnie zimno i szaro!!! Jak wczoraj widziałam wasze zdjęcia ze słoneczkiem, to aż mi łzy do oczu podeszły. Jeszcze do tego wszystkiego wszyscy jesteśmy zasmarkani (tzn. mąż się trzyma, ale On cały dzień w pracy, więc ocalał). I jak na złość nigdzie nie mogę ostatnio kupić imbiru, co by zrobić sobie herbatkę, która mnie na nogi postawi! Leki te wszystkie apteczne specyfiki na "przeziębienie" o d... rozbić. Po herbacie z imbirem to mnie od razu na nogi stawia!

Więc siedzimy w domu. Staramy się nie zwariować. Miłosz codziennie pyta po 50-ąt razy, czy idziemy na pole. Olek nie pyta, tylko od razu zakłada buty, jak tylko znajdzie się w wiatrołapie:(
Tak więc układamy puzzle, rysujemy, układamy klocki, budujemy tory, mosty, drogi. Jeździmy hulajnogą po domu, taczkami i kółkiem. Wszystko byleby nie oszaleć:)




Wczoraj wieczorem dostałam piękne róże od moich synków na dzień matki, bo dziś mąż długo w pracy zostanie. W tym roku nie zapomniał! To mój czwarty dzień matki, drugi podwójny i pierwszy raz od tego czasu mąż nie zapomniał;)

Miłosz z Olkiem ostatnio szaleją przy tej piosence:) strasznie fajna
W sobotę idziemy na wesele do mojego brata, więc mam nadzieję, że te katary to nam choć trochę puszczą.

sobota, 23 maja 2015

trzecie urodziny Miłosza

21 maja Miłosz skończył trzy latka. Strzeliło, jak z bicza, a wie to każdy, kto ma dzieci. Czas za szybko przemija przy dzieciach;)
Przez te trzy cudowne lata doświadczyłam nie tylko pięknej i radosnej miłości rodzicielskiej, ale też wiele pokory i wytrwałości. Nie zawsze było łatwo i przyjemnie, ale to najpiękneijsze trzy lata, jakie dostałam od losu.

Mam w pamięci ciągle żywy jeszcze obraz mojego porodu, naszego powrotu do domu i Jego rozwoju do pierwszego roczku, a tu już mam prawdziwego kawalera!!! Z własnym zdaniem, upodobaniami i własnym spojrzeniem na świat:)
Dumna jestem niesamowicie z tego jak stara się być dobrym starszym bratem, choć od czasu do czasu to droga przez mękę;) ale się stara- doceniam:)
Cieszę się, że ciągle pyta- czasem trajkocze bardziej niż "ruskie radio", ale odbieram to jako ciekawość świata- w tym się go nie przegada;)
Kocham, kiedy przytula i mówi "mamo, mamusiu", kiedy jest niezaradny i potrzebuje pomocy. Kocham, kiedy stara się coś sam osiągnąć, ale jeszcze Mu nie wychodzi.!:)

Chcieliśmy w tym roku zorganizować Miłoszowi urodziny tylko z dziećmi. I jak zwykle dzień przed plany pokrzyżowało nam przeziębienie: nie wyszło w tym roku, spróbujemy za rok:)
Jutro będzie wersja rodzinna, czyli babcie, dziadki i ciocie i wujki.

Na urodziny mój mały chłopczyk zażyczył sobie muffinki czekoladowe:) zrobiliśmy. Ależ się cieszył. Zajadał je z ciepłym mlekiem- nie mam pojęcia, gdzie to widział:):)

Od września mój trzylatek będzie już przedszkolakiem, więc teraz puki mogę łapię to wszystko, co dotyczy obu moich synów, bo czas gna, wiele zmienia....

Dla Ciebie Perełko moja, jeszcze raz dużo zdrowia i łask bożych, aby dane nam było jak najdłużej cieszyć się sobą wzajemnie:*




wtorek, 19 maja 2015

dać babie auto;)

Myślałam zawsze, że mając dwójkę dzieci, które mają szafki wypchane ubraniami po brzegi, pranie robić będę dla nich tylko raz w tygodniu- bo wystarczy. Oj ja naiwna;)!!! Pralka chodzi średnio dwa razy w tygodniu z ubrankami chłopców. Pełna, żeby nikt nie miał wątpliwości;)!!!
Niby jest tak od bardzo dawna, a mimo wszystko zawsze robiąc segregację prania, zaskakuje mnie to, że na suszarce dopiero co schną wyprane ubranka, a ja już mam kolejny stos na pranie!:) Macierzyństwo to jednak zawsze jest wielka niewiadoma, która bardzo szybko poprawia mój kierunek planowania i myślenia:)

Mówiłam już pewnie nie raz, że  nie znoszę jeździć autem, tzn. nie noszę prowadzić. Nigdy nie miałam z tego żadnej frajdy. Kocham chodzić. Jednak nowa praca męża zmusza mnie bardziej do użytkowania naszych czterech kółek. Jazda na cotygodniowe zakupy do biedronki parę kilometrów od domu, to pryszcz. Dziś mieliśmy szczepienie Olka rano, więc jazda autobusem odpadała;( Przed wyjazdem mąż dając mi dokumenty z uśmiechem poinformował, żebym nie zapomniała sobie zatankować, bo do ronda nawet nie dojadę!!! Tankowanie?!?!?!? Ja?!?!?!? Ja w życiu nie tankowałam!!!!!Mąż z uśmiechem i wielka powaga jaką tylko był w stanie zachować widząc moje przerażenie, powiedział, że na lotosie to mi Pan zatankuje, a ja tylko zapłacę w kasie. Ok, jakoś dam radę. No dałam radę, ale... Zajeżdżam pod dystrybutor, pan podchodzi otwiera wlew, ja podchodzę i mówię:"mąż mówił, żeby ON zatankować":) Pan już widzę w oczach lekki śmiech, ale tu nie ma ON:) Ja z przerażeniem się tłumaczę, że pierwszy raz tankuję, że jestem świątecznym kierowcą- bo nawet niedzielny to dla mnie za dużo powiedziane. Pan ze spokojem mówi, że to diesel (to akurat wiedziałam) i czy dać lepsza czy słabszą? :) Więc Pan tankuje, ja do kasy idę....Kiedy wróciłam, Pan ze swojej łaskawości jeszcze mi szyby umył:) Co za cudowny człowiek:)!!
Wróciliśmy cali do domu, dzięki Bogu:)
Przebrałam nas w szorty i krótkie rękawki, bo pogoda cudowna (dziś ma być 27). Staję w kuchni do pierogów leniwych dla chłopców, a mój Miłosz mówi do mnie: "mamusiu, ale te spodnie masz za krótkie:)".
Nogi matka chce opalić to w szortach do ogródka chce wyjść, a tu takie stwierdzenie:)

Idę więc kończyć leniwe dla chłopców i tartę z botwinką dla nas:)
 Miłego dnia:)



piątek, 15 maja 2015

przed weekendem

Ostatni tydzień nie należał do tych z serii spokojnie- domowo, ale do tych zaskakująco nieprzewidywalnych. Ponieważ Teściowa mogła przyjechać na kilka dni, wiec ja mogłam iść do pracy. I pasowało mi to. Jeden dzień zostawiłam sobie tylko na koszenie trawy i odsprzątanie domu. Jeden dzień, który trwał dwa, a biorąc pod uwagę jeszcze to , że pracowałam, całkowicie padałam na twarz, kiedy wracałam do domu. Do dzieci. To był dla mnie przedsmak tego co czeka nas od września. Zaczynam się nieco bać. Powiedziałam mężowi, że praca i dzieci i zajęcia ich i przedszkole i niania i zabawa z Nimi to da się zrobić, ale prowadzić w tym wszystkim jeszcze dom, gotować, robić zakupy, dbać o ogród, to cos czego nie przeskoczę. Po trzech dniach tego półmaratonu miałam dość i trochę, a przecież z dziećmi była babcia! Dobrze mam jeszcze trochę czasu, żeby to wszystko sobie poukładać.

Chłopcy rosną z dnia na dzień. Mają coraz więcej wspólnych zabaw i zajęć:) Obaj dla klocków i aut, autek i auteczek mogliby w ogóle nie jeść ani nie spać. Olek to "żywe srebro". Ostatnio ściągałam go z drzwi do pokoju Miłosza, bo się wspinał- da się, wierzcie mi.!Dla Manola nie ma rzeczy niemożliwych w kwestii 'domowej alpinistyki".
Miłoszek natomiast coraz bardziej robi się takim rezolutnym, mądrzejszym (no powiem to: doroślejszym chłopcem):) Tonie w książkach:) Zaczął interesować się puzzlami. Jego wypowiedzi i rozmowa z Nim, to już przemyślane kwestie. Dorasta mój syn:)!!
Moje dzieciaki, to ogień i woda:) Tak różni, ale bardzo się kochający:):)

W tym tygodniu kuzynka napisała mi wiadomość:" chcesz jeszcze książki dla dzieci, bo robię porządki". No pewnie, że biorę, bo ja przecież książkowe zbieractwo prowadzę:) I takie perelki chłopcy dostali:
Najstarsza ma 1978 rok wydania!!!!:):) Normalnie nie wiem, ko z nas cieszy się bardziej, Oni czy ja;)

W zeszły piątek udało mi się wyjść na zakupy. Mąż dał przyzwolenie na zakupy no limit:)!!1 Pierwszy raz pierwszy od kilku lat poszłam sam na zakupy. Bez ogonka!! Bez krzyków, płaczów, w ciszy i spokoju!!  Wymieniłam połowę garderoby!:) Nie lubię zakupów, nie przepadam za wydawaniem kasy, ale autentycznie jak wróciłam do domu banan z ust mi zejść nie chciał!!:) Po raz pierwszy zakupy sprawiły mi przyjemność! Następny wypad pewnie za parę lat znowu, więc ciesze się jak dziecko;)

We wtorek Miłosz powiedział, że wieczorem biega ze mną. Myśleliśmy, że żartuje, ale poważnie się chłopaczyna zebrał:):) Biegliśmy całe 500 m w obie strony!!! Ale sie cieszył!!!:) A ja razem z nim:) Rośnie nam mały maratończyk:)

Jutro idziemy na urodziny Antosia do szwagrów, więc weekend zapowiada się bardzo przyjemnie:) Oby i wasz był taki:)

dziwactwa świata, czyli "proś mnie o co chcesz"

Świat się u nas kręci jak szalony, a  w tym tygodniu, to do kwadratu! Nie wiem, gdzie zgubiłam ten tydzień! To był prawdziwy tydzień praca- dzieci-dom, ale o tym następnym razem.
Przy okazji zakupu na bonito chłopcom nowych przygód Franklina do czytania, zamówiłam i dla siebie książkę, z cyklu "lekka perwersja, czyli na bazie Grey'a książkę pisano". Opinie nawet nawet miała na necie. Nawet dla zachęty pierwsze kilka stron na audiobooku przeczytałam i kupiłam, bo zapowiadało się dość fajnie.
"Proś mnie o co chcesz", bo na nią padło: recenzje pisały, że mocna, ale to co tam znalazłam przeszło moje wszelkie granice jakiegokolwiek smaku i postawiły wielokrotnie w zaskoczenie. Niesmak, zdziwaczenie, to pierwsze słowa które cisną mi się na język. Ja myślałam, że nic mnie nie zdziwi, ale ta książka pokazała mi jak bardzo się mylę:) "50 twarzy Grey;a" to przy niej bajka na dobranoc!!!

Lektura tej książki zaciągnęła mnie w rozmyślenia nad dziwactwami, a może zniewoleniem, czy raczej znudzeniem dzisiejszego świata. A może bardziej na braku uczuć wyższych nad czystą jawną żądzą i pożądaniem. Zastanawiam się, czy obraz tam ukazany ludzi zakochanych, nie jest zbytnio wyuzdany. Niby czuć, że miedzy bohaterami rodzi się uczucie miłości, ale ta miłość sprowadzona jest do fizyczności, chwili. Dla mnie do nienormalności wręcz...
Co gorsza to przykłady z życia ludzi. moim zdaniem ludzi bardzo poranionych, niekochanych, zaniedbanych uczuciowo lub cholernie skrzywdzonych.

Zaskakuje mnie rosnące przyzwolenie społeczne na tego typu książki. Na tego typu zachowania.
Nie dziw, że później będziemy mieli do czynienia z patologią rodziny i związków między partnerami.
No ale ma się sprzedać, więc PR działa. Na mnie też podziałam, niestety:( choć mówią, że polak mądry po szkodzie...

Nie polecam. Na jedno wyjdzie czy kupicie książkę, czy pornosa grupowego obejrzycie- to jedno i to samo.
źródło: sieć

poniedziałek, 4 maja 2015

powróty do rzeczywistości



Po długim, błogim i przyjemnym czasie, jaki mieliśmy cała czwórka dla siebie, dziś mąż wrócił do "kołchozu". Co prawda nowego, ale zawsze to kołchoz. Wiedzieliśmy, że będzie sporo zmian. Teraz wiemy przynajmniej jakiego kalibru: małego napewno nie. Więcej będę miała do ogarnięcia w domu wszystkiego co z nim związane. Będę musiała tez częściej, no dobra zacząć używać naszego auta, bo cotygodniowe zakupy, to będzie chyba ostatnia rzecz na liście spraw do załatwienia mojego męża.
Nienawidzę prowadzić auta!! Wkurzają mnie korki, parkowanie i cała ta "kultura" jeździecka co poniektórych..
Oczywiście nadal zamierzam odwiedzać bazarek autobusem i nie mam (puki co) zabierać sobie i dzieciom tej przyjemności:)

Troszkę się tego boję- tej całej nowej sytuacji, bo już widzę ile będziemy mieli czasu tylko dla naszej czwórki. Choć nie marudzę, bo praca jest, a to najważniejsze. Ja po prostu nie znam tego co mnie czeka i nieco się lękam, ale wiem w głębi ducha, że dam radę. Oboje damy:)

Weekend majowy był cud miód i orzeszki:) Był pstrąg z grilla w deszczowy piątek, były zakupy w tłoczną sobotę i piękny spacer w słoneczną niedzielę:)
I jest zdrowie!!!!:) Olek wyleczony, a to jest najważniejsze:)!!!

W piątek 1 maja zabraliśmy chłopców popołudniu na dworzec PKP. Z zaciekawieniem oglądali pociągi i autokary z pobliskiego RDA. Jednak największą radość sprawił nam z mężem gest wykonany przez Miłosza do Olka. Otóż mój zbuntowany syn przed wejściem do windy, która zawiozła nas na perony z troski złapał Olka za rączkę i mówił Mu ciągle, że to bo się o Niego martwi!:) Niewiele brakło, a poryczałabym się tą piękną chwilą w windzie. Potem przez jeszcze kilka chwil szliśmy tak w czwórkę trzymając się za ręce:):):) To było wspaniałe uczucie:) Olek oczywiście nie znosi jak się Go za rękę prowadza, więc chwilę później czar prysł, ale był i trwał:):)

Słonecznego tygodnia Kochani:)