Moja lista blogów

piątek, 28 sierpnia 2015

niezrozumiałe narzekactwo

Nie wiem jak to jest, ale ludzie mnie ostatnio bardzo zaskakują. Niestety w tym negatywnym znaczeniu. Może dlatego, że nie czaję takiego myślenia, postępowania? Nie wiem nawet jak to nazwać. Wiecie, ludziom to naprawdę jest ciężko dogodzić.
Ostatnio podczas spaceru spotkałam jednego z sąsiadów.  Nie ma zbyt łatwo w życiu, ale chyba nikt nie ma. U każdego zawsze coś się znajdzie. Zawsze uważałam, że jest dość pogodny i od jakiegoś czasu zastanawiam się dlaczego tak myślałam?
Nie rozumiem, jak można tak ciągle narzekać na opiekę społeczną. Ja wiem, że socjal w naszym kraju to "temat rzeka", ale im dłużej słucham Jego opinii, tym bardziej widzę, że to nie w systemie jest największy problem. Nie rozumiem, jak można narzekać na to, że dostaje się jedzenie (paczki z produktami), jak można twierdzić, że ten mops nic nie pomaga, skoro zapewnia podstawowe prawo bytu. Nie rozumiem, jak można tak marudzić. Na świecie (nawet w naszym kraju) są ludzie, którzy za taką paczkę wiele by oddali, bo nie raz nie mają co do ust włożyć, a tu taka "niesprawiedliwość" dotknęła mojego sąsiada! Nosz ręce mi opadły!
Gdybym nie widziała, to bym nie uwierzyła, że uciemiężony sąsiad ma "tak źle" z krakowskim MOPS-em.
Najbardziej by mu przyjemność chyba zrobiła paczka z zapasem kawy parzonej i kilka wagonów fajek, ale to jest już moim zdaniem przesada.

Wkurza mnie takie nastawienie, taka niewdzięczność. Nie pojmuję tego. Może to kwestia poprzedniego systemu, który rozbuchał w ludziach wieczne narzekactwo. Ale człowiek podobno istota myśląca, rozumna. Więc tak chyba jest ludziom wygodniej. Obarczać i narzekać na wszystko dookoła. Mam czasem wrażenie, że to taka podstawa egzystencji życiowej.

Ja rozumiem potrzebę ponarzekania czasem, kiedy jest źle, ale uważam, że trzeba oddzielić prawdziwe problemy od chciwości, może nawet poczucia należności "bo mnie się należy".
Drażni mnie to, naprawdę i choć wiem, że wpływu nie mam na to, to czasem wydaje mi się, że gdyby zmieniło się nastawienie ludzi w naszym kraju i większa połowa tego narodu zaczęła by trzeźwieć , to i u nas w Polsce byłoby łatwiej żyć.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Dzieci tu były sierpień 2015












air show, czyli weekend lotem z Radomia

Weekend się udał jak nigdy! Wszystko zaplanowane wypaliło, a to przy małych dzieciach to rzadkość;):)!!! Spotkanie ze znajomymi nareszcie doszło do skutku i skończyło się gdy ekipa przedszkolna poległa na łóżku;)

Pokaz lotów był przecudowny!!!
Jestem u teściów średnio na każdym pokazie, ale nigdy nie poszliśmy na lotnisko. A to był błąd. Tak wspaniałych pokazów, organizacji i dobrej zabawy jeszcze chyba w Radomiu nie było.
I te maszyny!!! Imponujące, i takie figle i koziołki w powietrzu wyczyniały- jak to Miłosz mówi.
I ci piloci;)...

Oczywiście słabo się przygotowaliśmy na tą imprezę z dzieckiem, bo Olka nie braliśmy (spal grzecznie u teściów), no ale to nasza pierwsza taka ekwipada była. SŁUCHAWKI trzeba było dać dziecku słuchawki dźwięko- coś tam, bo jak MIGI I F16 ruszyły, to aż ziemia huczała!
Wyszliśmy więc szybciej niz planowaliśmy, ale i tak było pięknie.
Dzień później poszliśmy sami.

Na kolejne za 2 lata mam nadzieję, że również dotrzemy juz lepiej zorganizowani i w komplecie:) Genialny pomysł na wypad rodzinny, jeśli ktoś nie był, to polecam za 2 lata.

Oficjalna strona z info o wydarzeniu TUUU

I kilka amatorskich zdjęć wykonanych telefonem;)


piątek, 21 sierpnia 2015

przedszkolne lęki matkowe

Już za parę dni Miłosz rozpocznie przygodę z przedszkolem.
Wyprawka już zakupiona i pozostaje w gotowości na 1 września.
Dumna jestem i bardzo się z tego cieszę!!:)
 I myślałam, że taka spokojna o to jestem, a teraz im bliżej tym mi gorzej?! Sama nie wiem co to za stan się zrobił we mnie?!

Nagle zaczęłam się martwić, bać się czy sobie poradzi, choć sama pierwsza się rwałam, że spokojnie sobie rade da. Że przedszkole musi być. Sadzę tak nadal, ale jakaś część mnie teraz się chyba tego boi.
Takie matkowe lęki o dziecko. O mojego synka..

Widzę po Nim również lekką zmianę. Jest bardzo spokojny i wyciszony ostatnio. Wie o przedszkolu, bo długo wcześniej oswajaliśmy Go z tą myślą, chodziliśmy na dni otwarte i On się cieszył. A teraz widać, że gdzieś głęboko to w Nim siedzi.Nie ma tej euforii, werwy.

Myślę, że boi się tego nowego bardziej ode mnie. Że zmierzyć przyjdzie Mu się z tym po części samemu. Wkurza mnie, że nie będę wtedy mogła być przy Nim, przytulić Go, pomóc.
I jak na ironię losu czuję, że to powolne wyjście w świat, które kiedyś przecież nastąpi.

I szczerze mówiąc boję się tego dnia, kiedy będę Go odprowadzać do przedszkola, kiedy obojgu Nam przyjdzie się zmierzyć z nowym....



czwartek, 20 sierpnia 2015

nadchodzi powoli, powoluteńku

Jeszcze zeszły tydzień, słoneczne upały, a dziś już czuć chłodny wiatr. Nadchodzi jesień....moja ulubiona.
źródło: internet

Lubię ten czas, nostalgię, którą ze sobą niesie. Chłodne wieczory, cieplejsze ubrania i gorące herbaty z imbirem i cynamonem:)
Spadające liście, kolory drzew i ten niepowtarzalny zapach powietrza:)

Powoli wszystko spowalnia, nawet muzyka w radiu. Dziś wracając od lekarza leciał własnie "knocking on heaven's door". Uwielbiam tylko w wykonaniu Guns'n'Roses!
I chodzi za mną już cały wieczór....:)

Miałam dziś znowu ćwiczyć karate cardio z Anią Lewandowską, ale mam ochotę posprzątać kuchnię od sufitu, po podłogę, skoro mąż dziś na piłce...Chyba sobie zaparzę zielonej i wezmę do roboty, puki zapal jest. W końcu jestem jak to mój mąż powiedział "najpiękniejsza kura domowa, jaka zna;)"

środa, 19 sierpnia 2015

gdy nie ma dzieci

Kumuluje się dziś we mnie dobra energia. W moich dzieciach również, więc pewnie ten przypływ sił to tego zasługa. Wczoraj obaj moi synowie doprowadzali siebie nawzajem do szału i furii i bijatyk. I mnie tez przy okazji, bo już po paru godzinach gadania, upominania, tłumaczenia i karania (niestety) miałam ochotę wybiec i nie wrócić;)

Dziś obaj jak do rany przyłóż!! Nie dowierzanie od samego rana.
Po południu mąż zabrał chłopców na miasto, aby pozałatwiać parę spraw. To był ich pierwszy wyjazd na miasto beze mnie! Mąż miał opory, ale zrozumiał. Nie było ich 1,5 godziny. Czy wy wiecie, co można zrobić w półtorej godziny!!!!!?????
Można: ugotować obiad na jutro, zrobić sałatkę z pora na kolację, zrobić sernik z oreo na zimno, ogarnąć mieszkanie, poskładać pranie, zjeść kolacje w ciszy i bez pośpiechu i posprzątać salon z zabawek!!!! W półtorej godziny! :)
Z chłopakami moimi co najwyżej mogę sobie odkurzyć dół domu:) Pięknie:)
Zastanawia mnie jakie będzie jutro ich zachowanie?

Jutro mamy testy alergiczne Miłosza, więc może wreszcie coś nam się wyjaśni w pewnych kwestiach.
Za  tydzień natomiast mam zaplanowaną randkę z mężem, a w ten weekend jedziemy na pokazy lotnicze. Ciekawa jestem, czy nic nam tych planów nie pokrzyżuje, bo ostatnio to robi się normą;)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

pozmieniało się...znowu:)

To chyba normalność w życiu człowieka, no napewno matki. Los czasem bywa wyjątkowo zaskakujacy i w ostatnim momencie zmienia plany, które były już długo.
Tak bywa...Powód zmian jest wspaniały i bardzo mnie cieszy. Choć nie ukrywam, że poryczałam się jak głupia, bo nie wrócę do pracy na razie.Przynajmniej nie w tym wymiarze co planowałam. Zostaję z Olkiem w domu. Niby fajnie, ale tak bardzo chciałam wrócić do pracy, do ludzi....

Ale tak bywa. Teraz już to przetrawiłam, przepłakałam, ułożyłam nowy plan działania i doszukałam się w nim wiele pozytywów. Jak to będzie czas pokaże:)

Plusy są spore, bo po pierwsze będę miała czas tylko dla Olusia, bo Miłosz będzie w tym czasie w przedszkolu. Kiedy Olciu będzie spał (no mam nadzieję, że będzie nadal spał w południe;)) będę miała nieco chwili dla siebie, dla prac domowych, to może po nocach już nie będę chociaż prasować lub będzie czas na książkę?:)
Nie wiem, co tam jeszcze jest mi pisane, ale dam radę. W końcu jestem mamą i to jest najważniejsza moja praca. Inne etaty mogą jeszcze poczekać, bo wiem że mam taką możliwość...




poniedziałek, 10 sierpnia 2015

wiśnióweczka

Już nie pamiętam, czy kiedyś pisałam wam o tym, jak to corocznie od kilku dobrych lat mój mąż robi domowe nalewki? Otóż zawsze zaczynało się ogromnym zapałem i zakupem 3 kg wiśni, z których potem szybko trzeba było robić kompoty;)
W tym roku jednak tradycja zakończyła swój bieg, gdyż mąż zaczął zakupy od porządnego spirytusu i o dziwo nalewki są już zrobione i czekają na rozlanie w wielkich słojach:) I żeby tego było mało, to jest i wiśniówka i brzoskwiniówka:)
Postarał się w tym roku:* No jak, to zobaczymy na zimę, bo mąż twierdzi, że do herbaty w mroźny wieczór będą jak znalazł:)

W produkcje jednak włączyli się wszyscy domownicy, ale z racji wieku nie wszyscy będą spijać owoce tej pracy, no przynajmniej do 18 roku życia:)




Oczywiście nie obeszło sie bez chaosu w dziale produkcji. Kiedy dwaj młodociani sami postanowili wydrylować wiśnie (Olek jeszcze podjadał dodatkowo;)), kiedy mąż po wagę poszedł, po powrocie z lekka irytacją (bo chaosu w pracy nie lubi;))zaprowadził porządek:)
Dla wyjaśnienia usłyszał tylko tyle od Miłosza:
"tato Ty się na mnie nie złość, bo ja taki pracownik jestem:)".
Uwielbiam to jego tłumaczenie. Ja usłyszałam dzisiaj natomiast:
"mamusiu Ty pozbieraj puzzle, bo mnie dziś kręgosłup boli". :):):)
Ledwo powstrzymałam się od śmiechu:) Całe szczęście mimo "bólu kręgosłupa" dzielnie posprzątał sam porozrzucane puzzle.

czwartek, 6 sierpnia 2015

nakrętki

Lato w pełni, temperatura ekstremalna, ale kij z tym, bo mamy lato:) Jest pięknie, choć gorąco. Ponieważ dzieci na słonko narażać nie można, to z samego rana pojechaliśmy dziś na placyk. Dla mnie 8:30 to rano, choć jestem już wtedy dobre 1,5 godziny na nogach. Olek stawia na nogi wszystkich, nikomu nie odpuści, nawet Miłoszowi. Ostatnio zmęczony tym Olkowym budzeniem rano, Miłosz poprosił wieczorem, żeby zamknąć mu drzwi na noc, żeby Olek nie przyszedł rano Go budzić:) Olek pierwsze kroki zawsze kieruje do pokoju brata, ale od drzwi woła już "mama":) Tak więc 6 rano stała się ostatnio naszą rutynową pobudka, ale nie o tym...
Od kiedy w pełni korzystamy w lecie z ogrodu i naszej ulicy i spacerów rowerkowych po wale, nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy na placyku. Kiedyś nie wyobrażałam sobie dni bez wyjścia na placyk zabaw do ludzi, dzieci, a teraz? Hi hi hi, tak mi tu u nas dobrze, że gdyby nie potrzeba zakupów żywieniowych to bym chyba tyłka z dzielnicy nie ruszyła:) Kiedyś narzekałam na dom, dziś za chiny ludowe nie dałabym się stąd wywieźć:)
Dobrze nam tu w ciszy i spokoju, ale też nie o tym.... Tak więc był rano placyk. Chłopaki zachwyceni, rozbawieni i zadowoleni wrócili do domu. Potem w porze upałów Olek spał,a  Miłosz rysował i czytaliśmy. Ostatnio znów wróciły w ruch kredki i malowanki, co mnie cieszy. Pojawiło się tez twórcze zdobienie płytek chodnikowych i ulicy (i płotu sąsiada) kredowymi rysunkami:):):)
W zeszłym tygodniu odpoczęłam w pracy od tego całego domowego codziennego galimatiasu, że nie wiem, czy to moje dzieci są bardziej kreatywne i chętne do zabawy, czy ja nabrałam nowego spojrzenia i świeżości do wspólnych zabaw? No nieważne, ważne, że wszystkim nam taka forma rekreacji odpowiada:)

Dziś popołudniu chłopaki wymyślili układanie pociągu i figur z zakrętek plastikowych, które zbieramy:) Na początku była piękna współpraca. Potem lekka zadyma, która zakończyła się pokojowym i wspólnym co najważniejsze rozdzieleniem zakrętek po równo każdemu:)

Przerabialiśmy jeszcze dziś tańce hulańce, rysowanie, samochodziki, czytanie i skakanie na piłce.

Jeśli o mnie chodzi, to nie narzekam, bo fajnie jest. Każdy dzień z chłopcami to nowe doświadczenia ich braterstwa, ale nie ukrywam też, że życie to nie bajka i czasem naprawdę się zastanawiam skąd ja mam na to wszystko siłę, bo czasu mi brak akurat?
I prasowanie czeka i woła...;)
dobranoc:)



 To pociąg ułożony przez Miłosza:)
 A tu pies ułożony przez Olka:)


środa, 5 sierpnia 2015

środa

Ogarniam się już w całości po tygodniu niebytu w domu. Ponieważ byłam w zeszłym tygodniu w pracy, a chłopcami zajmowała się teściowa, zaczynam już funkcjonować zgodnie z domowymi założeniami. Potrzebowałam powrotu do pracy, jak mało kiedy.
Wyjście z domu zaowocowało chęcią na porządne zakupy, bo sklepy pełne wyprzedaży. Teraz jednak są ważniejsze wydatki. Znów zatęskniło mi się za chwilka tylko dla siebie, a może raczej ciszą dla siebie. Chyba to trafniejsze określenie:) Niestety teraz nie jest na to czas. Będzie później.

Ponieważ znów nabrałam chęci do czytania, padło na książkę "cisza w Pradze", którą mój mąż kupił dla siebie na targach. Do tej pory jej jeszcze nie czytał, ale przyznać muszę, że to druga książka jaką wybrał mąż i jest dobra. Nawet bym powiedziała, że klimatyczna. Świetnie pokazuje życiowe podejście i style ludzi po 20-tym, 30-tym roku życia.

W sobotę byliśmy na weselu. I jak zwykle było bardzo fajnie. To było już ostatnie w tym roku i ostatnie nasze w ogóle na dłuższy czas!!! :) Przez ostatnie 9 lat jak jesteśmy razem, średnio na rok przypadało nam 4 wesela. Ostatnio policzyliśmy, że proszono nas na 52, z czego byliśmy na 44:) Tak, czas odpocząć chwilkę, zanim znowu się zacznie;)

Chłopcy natomiast dokazują z dnia na dzień. Olek naśladuje każdy gest Miłosza. I na tym kończę zdanie, bo właśnie wstali pełni działania na cały dzień