Moja lista blogów

czwartek, 31 grudnia 2015

w 2015 było tak:

Ten rok był dla mnie dość niezwykły. Myślę, że gdybym chciała go postrzegać, w kwestii udany czy nie udany, powiedziałabym (baa mówię) że był bardzo udany:) Sporo stało się w nim dobrego, ale jak to bywa i tych smutnych gorszych chwil też było kilka. Co tak ważnego było w tym roku dla mnie:

  1. Mój licznik osiągnął już magiczne 3 z przodu!!:)
  2. Zasiadłam wreszcie po tak długim czasie za kółkiem. Zmuszona nieco sytuacją, bo po dobroci to by mnie wołami nikt nie zmusił. Jeździ mi się dobrze i teraz dopiero widzę, jaka daje to niezależność i ułatwienie przy dzieciach.
  3. Skoro jestem przy jeździe autem, to nie mogę omieszkać iż jestem pierwszym kierowcą w naszym domu (drugim jest mąż), który "ochrzcił" dotąd niebite auto;). Dzięki Bogu bez większych szkód i utraty w ludziach.
  4. W tym roku niemożliwe stało się możliwe. To niebywałe, ale udało się zebrać milion dolarów na operację małej Zuzi, w akcji której brałam udział. To niesłychane. W niecałe 10 dni Zuzia zebrała tak potrzebną kwotę na operację! Wielokrotnie, kiedy o tym myślę, czy mówię to się wzruszam (teraz też mam już mokre oczy). To piękny cud i hojność nas wszystkich.
  5. Była kolejna już szlachetna paczka (czwarta)! Jak raz się zacznie, to już się nie da przestać:) Tu dziękuję tym wszystkim zaangażowanym, którzy ja tworzyli z nami:*.
  6. Moi mali mężczyźni rozpoczęli edukację żłobkowo- przedszkolną:) Nadal przeraża mnie fakt jak szybko rosną!
  7. W tym roku po raz pierwszy od 9 lat mieliśmy własną domową wigilię. Bez żadnych wyjazdów, nasza własna...
  8. Z takich przyziemnych spraw, to zeszłam do rozmiaru i sylwetki o jakiej zawsze marzyłam!! I jestem z siebie taka dumna. To ciężka praca i wysiłek, który jest przyjemną codziennością. 
  9. W tym roku znowu nie mieliśmy wakacji, ale tak już pokochałam ten nasz przydomowy (jeszcze) trawnik, że jak już za parędziesiąt lat skończymy nasz ogródek, to odpoczynek w nim będzie największą z przyjemności:)
W tym nowym roku (2016) życzę sobie i Wam przede wszystkim zdrowia i wszech otaczającego dobra i miłości oraz samorealizacji i uporu w dążeniu do obranych celów:)

sobota, 26 grudnia 2015

poświątecznie

Święta u siebie w domu to fantastyczna sprawa. Ta wigilia była dla mnie szczególnie ważna, bo nasza. Choroba Olka podarowała nam mały prezent wigilijny. Chciałam od dawna zrobić taką naszą wigilię, bez jazdy do jednych, a potem drugich rodziców. Chciałam swojego zapachu świąt w domu: suszu, grzybów, śledzika. Chciałam naszej własnej tradycji w wigilię. Wybraliśmy oczywiście po jednym daniu z naszych rodzinnych wigilii i oba okazały się zupami:)

Było przyjemnie, choć inaczej. Nasze wigilie u rodziców to zawsze grono najbliższe, ale duże (ponieważ oboje z mężem mamy po troje rodzeństwa). Teraz powiedziałabym, że było kameralnie...Było po naszemu:)
Przyjemnością niesamowitą jest wreszcie poczuć zapach świąt u siebie w domu....

poniedziałek, 21 grudnia 2015

zbiorczo

Sprawy potoczyły się tak, jak przewidywaliśmy: Olek ma ospę, więc święta w domu. Po raz pierwszy od 9 lat nigdzie nie jedziemy. Zostajemy u siebie i mamy swoją własna wigilię:):):) No nie będę ukrywać, że się cieszę:):) Wszystko już zaplanowane: menu na całe święta i wigilię. Oczywiście moja rodzinka wpadnie z odwiedzinami. Ze strony męża niestety wszyscy maja małe dzieci, a i Radom daleko;(
Choć rzecz jasna żal mi Olusia w tym całym świątecznym czekaniu, ale dzielny jest mój mały skrzat! Bardzo ładnie znosi chorobę.

Krosteczki już mu znikają. Powoli wraca do normalnego wyglądu. Teraz czekamy tylko, czy odbije się to również na Miłoszku. Zgodnie z przewidywaniami za tydzień się dowiemy.

Na razie obaj są w domu, nie chodzą do żłobka i przedszkola. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona ich wzajemną komunikacją i przebywaniem razem w domu. Nie chcę zapeszać, ale w stosunku do siebie na wzajem są bardzo grzeczni. Spodziewałam się "sajgonu", a mam dwójkę uwielbiających się braci:):) Wszystkim się dzielą, są dla siebie uprzejmi, nikt nikogo nie bije. Nie ma wojny, jest zgoda!!!:) Przez pierwsze dwa dni wszędzie chodzili za rękę:) Uwielbiam ich takich. Teraz są na etapie wspólnego figlowania. Do tego trzymają mocno sztamę- super, mimo, że czasem nie wiem, czy śmiać się czy płakać z tych ich figlów:)
Pięknie też rysują. Oluś zawsze był dokładny i jego kolorowanki prawie zawsze były dokładne. Miloszek nabył tę umiejętność dzięki przedszkolu. Widać, ze się stara i wie na czym to już polega- kiedyś Wam pokażę;)

Oluś zaczyna coraz więcej mówić. Składa już dwuczłonowe wyrazy (mama pić, daj mi pić, chce zjeść płatki, proszę mamo, nie ma Miłosz, tata chodź, miś śpi). Coraz częściej wymawia nowe słowa i poprawnie ich używa w mowie. Oczywiście jak na swój wiek, nieco je przekręca, ale my znamy ich znaczenie i rozumiemy, np.:
mindi- mandarynki,
pempu pempu- pieluszki,
Śmiało radzi sobie też z angielskimi słówkami, które poznaje razem z Miłoszkiem podczas słuchania płyt metodą Helen Doron!

Dziś ubieraliśmy choinkę. Jak co roku zachwyca nas mocno:) Chłopcy ubierali ją po części sami. Pięknie się spisali i sobie radzili:). Jutro będą ubierać małe choineczki w swoich pokojach:)

Teraz mnie czeka "sprzątanie przed świętami", które przez tyle lat mnie omijało, całe szczęście dużo tego nie ma:)

wtorek, 15 grudnia 2015

chichot losu

Przeważnie o tej porze roku, wiemy mniej więcej jak będzie wyglądał nasz okres wigilijno- świąteczny. Miało być jak co roku: dwie wigilie, święta na zmianę u jednych i drugich rodziców po dniu.
Ja od kiedy mieszkamy na "swoim" chciałam zorganizować ogromną wigilie u nas. Z naszymi pomieszanymi nieco tradycyjnymi potrawami i chciałam coś swojego w to wkleić, ale co roku jakoś tak wychodzi, że to w sferze marzeń zostaje...

Zapowiada się jednak, że jak zazwyczaj los wziął w końcu moją stronę i wszystko na to wskazuje, że na wigilię zostaniemy u nas w domu! We czwórkę, przy własnej choince, stole i pomysłami.
Załatwił mi to Oluś. Dzis opuszczając przedszkole dostałam info od Pani, że maja ospę w przedszkolu potwierdzoną dziś przez rodziców jednego dziecka. Co więcej dziś już czwórka podopiecznych ( w tym Olek) mają Krosty ospowe....

Pediatra dopiero jutro, więc czekam na rzetelną opinię lekarza, ale coś mi mówi, że będziemy nieco uziemieni...
I cały czas mam tylko jedną jeszcze nieśmiałą myśl: wigilia u nas?:)

czwartek, 10 grudnia 2015

jestem w pracy!!!

i jest mi dobrze!:) oj, jak dobrze. Kocham swoją pracę. ...
Olciu 5 godzin w żłobku, potem jedziemy do domu na drzemkę. Po 15-tej po Miłoszka i potem już do wieczora smykolimy.
Znowu chodzę spać ostatnia:) Ale za to w zupełnej ciszy i spokoju ogarniam nasz dom, pranie, prasowanie....
I ten plus, że już obiadów nie muszę gotować na tygodniu...

Jest mi dobrze wśród dorosłych:)
Taki powiew świeżości....

Miłego dnia:)

czwartek, 3 grudnia 2015

męska robota na kiermasz świąteczny

W przedszkolu Milosza organizowany jest "kiermasz świąteczny" ozdób, które w domach przygotowują dzieci z rodzicami. Taka rodzinna zabawa:)
Nie jest obowiązkowa, no ale jak ktoś chce to prosze bardzo.
Ponieważ ja nigdy jakoś zdolności ekstra plastycznych nie miałam, ale zawsze mimo wszystko chciałam brać udział w tego typu przedsięwzięciach. Ze względu na dzieci. Po tym jak czytałam bajkę w grupie Miłoszka, widzę jak bardzo jest to dla niego ważne.
Dlatego w sobotę ja, Miłosz i Olek stanęliśmy przy stolnicy i robiliśmy figurki (ozdoby) z masy solnej. Mąż zapowiedział, że ktoś też z naszej czwórki musi te cuda licytować, więc to będzie Jego działka;)
Wczoraj zakończyliśmy dzieło dekorowaniem farbami i brokatem.
Było strasznie fajnie, ciekawie i plamiąco, ale efekt końcowy bardzo nam się podobał:)
 


Chłopcom cała ta farbkowa "zabawa" bardzo się podobała:) Mnie z resztą też;) W sumie jak na prawie 4 i 2 latka, to efekt bardzo ładny (tak nieobiektywnie mówiąc;)). Teraz jeszcze tylko pozostało nam zawiesić sznureczki i jutro zawieźć do przedszkola:)

wtorek, 1 grudnia 2015

zapach wiatru

Od kiedy pamiętam wiatr zawsze działał na mnie kojąco. A właściwie spacer podczas takiego wiatru(nie zależnie czy silny czy słaby). Uwielbiam spacery w chłodne, wietrzne dni. W ciepłym swetrze czy polarze, z kapturem na głowie.
Zawsze podczas takich dni, takich spacerów samej potrafiłam się wewnętrznie wyciszyć. Niejednokrotnie dawało mi to poczucie poukładania wszelakich myśli.
To mimo wszystko przyjemna forma relaksu, za którą ostatnio zatęskniłam.
Podczas takiego spaceru niesamowicie mocny i intensywny jest zapach wiatru, czuliście go kiedyś? Oddycha się pełną piersią, a jego szum niezwykle wycisza, relaksuje...
Lubię taką melancholijną pogodę....

Brakuje mi tego czasem, w tym całodniowym nawale zajęć. Brakuje tego orzeźwiającego dla mojego umysłu powiewu. Tej lekkości...

Ostatnio bardzo przypadła mi do gustu piosenka Adele "hello". Jestem zaskoczona, bo nie przepadam za Jej głosem, za jej piosenkami. Zawsze kiedy słyszałam ja w radiu przełączałam stację. A teraz wręcz uwielbiam jej utwór. Czuję się zahipnotyzowana tym utworem. Czuję potrzebę odkrycia na nowo tej artystki. Chcę (jak nigdy) poznać jej nową płytę. I dziwi mnie, że coraz bardziej moje gusta idą w tamtą stronę.
 To chyba ta wiekowa dojrzałość po 30-tce daje o sobie znać;)
Coraz więcej rzeczy mnie zaskakuje, coraz bardziej odkrywam siebie. A może to nie odkrywanie siebie, a potrzeba chwili w danym momencie?