Moja lista blogów

czwartek, 29 grudnia 2016

grudzien 2016 w telefonie

W tym miesiącu tez znalazłam kilka fotek w telefonie, które nieco przybliżą mi nasze grudniowanie w tym roku, a czego nie zawsze jestem w stanie zapisać;)

Prace chłopców z festynu świątecznego u Olka w przedszkolu.

Moje Zuchy na przedszkolnym przedstawieniu świątecznym Miłosza

Bataty kocham pod każdą postacią, a pieczone w oliwie i rozmarynie najbardziej:)

Dobrze mieć w rodzinie zmotoryzowanego świętego Mikołaja.

Mama i Kubuś w 23 tygodniu ciąży. Mój mały Trzeci Muszkieter:*


To co tygryski w ciąży lubią najbardziej! Słodkie, słone, odżywcze, zdrowe i nie zdrowe;)







Piękne Misie moich malców z przedszkolnych zajęć, które zdobią przedszkolne mury;)
Olek robi pierogi bezglutenowe z buraczkami:)

Tego chłopcy nie mogli się już doczekać- ubieranie choinek. Każdy swoją:) Teraz pięknie zdobią ich pokoje.

środa, 28 grudnia 2016

po świątecznie

Takich spokojnych, ułożonych i nie spieszących się świąt, to za całe swoje dziesięciolecie nie mieliśmy!:) Aż sami w drugi dzień świąt wieczorem leżąc w łóżku byliśmy zaskoczeni. Mimo, że jak co roku były dwie wigilie oddalone od siebie o 200 km, święta jeden dzień w Radomiu, drugi do Krakowa, do tego pakowanie dzieci, siebie, pranie przed, robienie sałatek, ciasta i do tego mali chłopcy w domu, było wręcz idealnie!!! No jeśli tak ma teraz to wszystko wyglądać, to ja mogę i czwarte dziecię mieć;)
W wigilie chłopcy byli tak grzeczni i spokojni i mili dla siebie na wzajem, że to chyba prawdziwa magia świąt, że aż nie wierzyłam, że są w domu. Wieczorem najpierw u mojej mamy, a potem u teściów Miłosz po raz pierwszy w swojej karierze zjadał wszystko! Wszystko, bez marudzenia, i to w takich ilościach, że bałam się że pęknie:) A on kochany tak całe święta jadł! Więcej chyba wsunął niż ja:)
Święta były i w jednym i drugim domu mega wesołe i w pełni rodzinne. Po prostu czysta przyjemność. Najmilsze było kolędowanie u teściów, bo tam aż 5-ciu śpiewaków było w tym dwóch naszych:)
Kiedy wróciliśmy wieczorem w poniedziałek do domu, mąż wypakowywał wszystkie tobołki i rozpakował walizki!! A ja z chłopcami robiłam łamigłówki, które dostali pod choinkę:) I mimo, że poszli spać normalnie przed 20, to spali aż do 8:30 dnia następnego! Normalnie w dni wolne od przedszkola ćwierkają już o 6:30:).

Wczoraj (we wtorek) mąż pojechał z kolega na narty, bo miał wolny dzień, a ja z chłopcami i mamą poszłam do podziemi muzeum na Rynku głównym. We wtorki wstęp jest zawsze za friko, tylko trzeba sobie bilety zarezerwować on-line. Było ciekawie, ale nieco drastycznie i ponuro, jak dla małych dzieci. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo byliśmy "ciut" za wcześnie, więc zabrałam całą wycieczkę do Wedla na gorąca czekoladę:) Biała z truskawkami- BAJKA:):)
Kiedy wracałyśmy tramwajem po samochód, mama zaproponowała, że weźmie chłopców do siebie na noc. no grzechem byłoby odmówić. Zawiozłam ochoczą drużynę synów do babci, a sama wracając do domu zajrzałam do paru sklepów na wyprzedaże:) I okazały się bardzo przyjemne te wyprzedaże, a ceny naprawdę wyprzedażowe. Tak więc mam już w czym buszować wiosną i latem;)

Kubiź obecnie jest w 26 tygodniu i tłucze się po brzuchu jak "święty Marek po piekle", zwłaszcza kiedy mama chce iść spać:) Jeszcze tylko 3 miesiące i mój groszek będzie  z nami:):):)

czwartek, 22 grudnia 2016

remiza strażacka

Za sprawą ostatniej pasji Olka, w naszym domu przoduje temat straży pożarnej. Olek jest oczarowany nie tylko wozami strażackimi, ale samymi strażakami również. Wszystko za sprawą dzielnego strażaka Sama:) Od prawie dwóch miesięcy nasz Zuch rozkochany jest w Jego wyczynach i bohaterstwie. Do  czasu św. Mikołaja mieliśmy tylko jeden wóz strażacki, a teraz?! Mamy takie wyposażenie za sprawą Mikołajów, że mamy tych wozów już 4. Do tego śmigłowiec ratowniczy i łódź ratunkową:) Do tego jeszcze 4-ch dzielnych strażaków w tym samego Sama:) Olek niczym innym i w nic innego sie nie bawi tylko w straż. No wyjątkiem jest, kiedy mrygają światełka na choince w salonie. W tedy siada na kanapie i udaje, że jedzie jako policjant:) 
Na dobranoc czytamy zawsze historie strażaka sama, których dzięki Bogu mamy tylko 3, ale Olek zna je juz na pamięć, a i tak nie odpuszcza:)
Przyjemnie jest patrzeć na tą fascynację Olusia. Miłosz przechodził podobną fazę na stacjykowo. Teraz Olek na strażaków:)
Ciekawa jestem na co zajawkę będzie miał Jakub;)?


czwartek, 15 grudnia 2016

coraz bliżej...

Nastroje w ciąży, to jak koło fortuny, nawet w tej trzeciej. Mam dni, że mogłabym góry przenosić i mam dni, gdzie nie mogę dojść ze sobą do ładu i składu. We wtorek przechodziłam chyba kryzys własnej kobiecości. Całe szczęście mam męża, który w takich chwilach potrafi odłożyć smartfona i pokazać jak małemu dziecku, że moja sytuacja i stan nie są wcale takie złe, jak ja to czuję. Potem oczywiście jeszcze kilka "żarcików" z ciężarnej żoneczki i kryzys zażegnany. Chociaż ta ciążowa przymusowa abstynencja doprowadza mnie do szału! Zgubiłam gdzieś przez to swoją seksualność i cholernie źle mi z tym, no ale jeszcze 3 miesiące, potem 6 tygodni i rozpusto wróć;)
A tak poważnie, to dotarło do mnie wreszcie, że za tydzień już święta!!! Ale ten czas zaiwania. Dopiero co był Mikołaj, a tu już wigilia!!! W przyszłym roku robię u siebie, nie zależnie od tego ile nas będzie osób. Zasmakowałam "naszej" domowej tradycji świątecznej w zeszłym roku i chcę więcej:) Co prawda wigilia przygotowywana z trójka dzieci brzmi jak wejście na Mont Everest, ale cały rok mam aby się przygotować na to wydarzenie;)

Wczoraj byliśmy z chłopcami w przedszkolu Olka na festynie świątecznym. Robiliśmy wspólnie choinki. Tzn. dla sprecyzowania po 8 minutach sama kleiłam już 2 sztuki, bo moi Panowie przepadli w ciastkach i zabawkach przedszkolnych, ale warto było. Oczywiście w domu obaj opowiadali mężowi i pokazywali jakie piękne zrobili "sami" choineczki i jak to się nie napracowali, ale wyraz tych uśmiechniętych buzi to najwspanialsza sprawa na świecie:)
Takie oto piękne sztuki zrobiliśmy:

Pierwsza z lewej to Miłoszka, a druga Olusia:). Postarali się, jak nic;)

Jestem już ogólnie w 6-tym miesiącu i powoli czuję, ze poród będzie juz niebawem ( 2/3 drogi za nami:)). Nie mogę juz doczekać się tych spacerów z wózkiem, bo w końcu Jakub narodzi się z wiosną:) Mam nadzieję, że do tego czasu wszystkie prace przydomowo ogrodowo- ogrodzeniowe zamkniemy. Kubuś jest niesamowitym wierciołkiem i bardzo się cieszę, bo to takie miłe uczucie poczuć raz jeszcze te wszystkie kopniaki;)
W sobote natomiast mamy nasz pierwszy turniej piłkarski. W grupie Miłosza. Olek ma turniej w styczniu. Toż to będzie wielkie wydarzenie w naszym domu- nasz pierwszy turniej:):):):)

czwartek, 8 grudnia 2016

zaczelo sie

Wczoraj zawożac Olka do przedszkola po raz pierwszy w tym roku usłyszałam last christmas. To było niezwykłe:)!!!do końca miesiąca pewnie będzie działać mi już na nerwy, ale wczoraj było mi blogo. Od razu pomyślałam o naszej choince, że już nie długo.Olek bardzo chce już ha ubierać, ciągle pyta kiedy i kiedy. U nas zawsze tradycyjne uzbierało się dzień przed wigilią, ale to tradycja z naszych rodzin, więc pora chyba na własną:)
Wczoraj u Miloszka było przedstawienie z loledowaniem i kiermasz świąteczny. Mój Zuch pięknie śpiewał:) duma mnie rozpierala, a od Olka dostał gromkie brawa (jak reszta grupy). Za tydzień mamy takie świąteczne spotkanie u Olka w przedszkolu:)
Teraz siedzę właśnie na najgorszym ciazowym badaniu-glukoza, nieznisze!!!masakra, ale dla Kubusia wytrzymam. Obecnie jesteśmy w 23 tygodniu. Jest pięknie, siły wróciły, ale i tak nie mogę się przeforsowywac, bo zaraz łapią mnie mega skurcze. Ale już bliżej niż dalej, chociaż jak słyszę termin kwiecień, to mi się wydaje jajakbyo jeszczectrwalo ćwierć wieku;)!! Nuecierpliwa jestem, wiem:-)
Ps. Nie lubię pisać na telefonie bo różne rzeczy podsuwa.mi tu słownik, ale może być wesoło czytając to;)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

szczęście

Dla każdego z nas szczęście jest zupełnie czymś innym. Ja odczuwam je dziś tak mocno, że sama jestem nieco zaskoczona tym faktem! Nie stało się nic niezwykłego!!! Po prostu uzmysłowiłam sobie to jadąc z Miłoszem do przedszkola, że jestem bardzo szczęśliwa. Czemu:
bo mam wspaniałe dzieci, które raz na jakiś czas doprowadzają mnie do szewskiej pasji, ale są największym darem jaki mogłam otrzymać w życiu. Jestem tak strasznie szczęśliwa, że plany i marzenia które mam lub które mamy oboje zmieniają się całkowicie nie po naszej myśli, a wynik tego działania jest najlepszy na świecie i daje nam naprawdę poczucie spełnienia, radości, oddania.
Mam spokój, już dość długo go w sobie czuję. A od kiedy tak jest, wszystko co się dzieje układa sie najlepiej jak tylko można. Choć zachować spokój czasem przy dzieciach, mężu i codzienności jest mega ciężko- i tu Ameryki nie odkrywam, bo pewnie każdy tak ma na swój sposób i swoje życie.
Niesamowicie ogarnia mnie dziś szczęście. Czuję to tak mocno, że mogłabym zaraz wyjść na balkon i to wykrzyczeć:) lub wparować do męża do pracy i Mu o tym powiedzieć:)
Jest mi dobrze tu i teraz!!:):):)
Nie wiem co mi tam jeszcze piane, ale w całym tym swoim życiu znalazłam niesamowite szczęście, do którego konsekwentnie prowadziły mnie może własne poglądy, sposób na życie?! Pewnie tak.
Jestem szczęściarąąąą i kocham ten stan!!!!:):):)

środa, 30 listopada 2016

shopping

Ostatni tydzień szaleję na zakupach internetowych! Prezenty mikołajkowe dla chłopców i pozostałych naszych rodzinnych milusińskich już są:) Dziś zamówilam jeszcze nowe garnki do domu, bo te nasze to 4 lata tylko wytrzymały i odpadają im dekle!! Aż sama w szoku jestem, teraz zamówiłam "porządne" więc może te 5 lat wytrzymają?;)
I wczoraj przyszły moje sukienki. Skorzystałam z wyprzedaży wyprzedaży na sugar free. Od dawna oglądam i podziwiam te sukienki. Cena czasem mnie odstraszała i nie znajomość produktu, doboru rozmiaru, wykonania. I trafiła się okazja na sprawdzenie, więc grzechem było nie skorzystać;) Zamówiłam dwie na próbę, aby zorientować się w jakości materiału, wykonania i rozmiarówce. Wybrałam te dwa modele na lato:
 
źródło: sugarfree.pl

Do tego czasu powinnam już wrócić do swojego rozmiaru po ciąży- no innej opcji nie ma, bo wszystkie ubrania w szafie w tym mam i wymieniać nie mam zamiaru całej garderoby NO WAY!!!:)
Na chwilę obecną jestem zadowolona z wykonania, jakości i materiału, mimo, że sukienki kupiłam dość tanio. Dobra Polska marka na pierwszy rzut oka, zobaczymy jak będą się nosić. Na razie ciesze się jak dziecko;)

Nasze ogrodzenie prawie gotowe. Trzeba tylko sprzęsła włożyć i bramę i gotowe:):) Potem jak chłopakom czas pozwoli to nową siatkę na resztę, kostka, taras i gotowe!!!:) Ale sie cieszymy!!! Nawet mój mąż jest mega zadowolony, że już to jakoś za nami:) W poniedziałek było tak:

 a dziś juz wszytsko stoi :):)

Wczoraj czytając bloga Anci mamci nabrałam potrzeby na sprzątanie przed świętami.
Generalne rzecz jasna! I w moim stanie dziś ogarnęłam całe dwie małe szafeczki w kuchni:):)
 no w tym tempie, do narodzin Kubusia zdążę;)

czwartek, 24 listopada 2016

ruletka

Już powoli nie nadążam za moim Kubusiem. Smaki ciążowe i chęci jedzeniowe to jak koło fortuny ostatnio:) W sobotę oddałabym wszystko za tylko słodkie jedzenie. W niedzielę ochota i chęć tylko na mięso! Na samą myśl o steku miałam taka nieokiełznana ochotę wbić zęby w to marzenie, że chyba szarpałabym jak Reksio szynkę;)
Poniedziałek i połowa wtorku to makarony, a dziś tylko sałatka!!!! Ileż przyjemności dała mi na drugie śniadanie sałatka z rukoli, sera koziego, szynki parmeńskiej i pomidorów suszonych i świeżych!!:) Ahh.... bajka:)
I jak ja mam tu za Nim nadążyć, cóż pozostaje się poddać tej jedzeniowej ruletce;)

Ogrodzenie się robi i z każdym dniem na sama myśl i widok prac cieszę się jak "głupi do sera:)". Chłopcy cieszą się, że na wiosnę (jeśli wszystko będzie skończone) będzie pies na ogródku:) Nawet wybrali mu już imię: Dusty:) Mąż już przegląda przydomowe małą wędzarnie, a ja w myślach układam moje grządki z pomidorkami koktajlowymi, truskawkami, borówkami i dynią:) I jeszcze może dwa drzewka: jabłoń i grusza lub morelka?:)
Zobaczymy na spokojnie, bo ta wiosna zapowiada nam sie bardzo intensywna.

Chłopcy skończyli pisać wczoraj listy do Mikołaja. Już posłaniec zdążył je zabrać, więc to znak, że chyba Byli grzeczni;)
To chyba najmilsza część grudnia oprócz świąt, gdy patrzy się na te radosne buzie otwierające prezenty:)



czwartek, 17 listopada 2016

nie taki pechowy listopad

Ależ zawirowań w tym miesiącu. Miał być płot. Potem przyszła zima i płot miał czekać do wiosny. Ale na wiosnę ekipa już nasza przyjść nie może. Ale chłopaki mądre, doświadczone. My mamy zaufanie do nich ( w końcu dom elegancko stoi, nic nie przecieka i wszystko solidnie zrobione).
Jednak przyjdą, bo odwilż i ciepło maja być przez 2 tygodnie. A na nasze szczęście płotu niewiele, wiec przy dobrych wiatrach za 2 tygodnie skończą:):):) Wiem, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie pomoc Judy mojego Tadeusza z góry (bo ja zawsze do Niego w sprawach beznadziejnych, a ta taka była). I od poniedziałku prace mają ruszyć (nie ciesze się jednak za wczasu;)).

Co więcej mieliśmy lecieć do Bolonii na tydzień. Mąż kupił za grosze bilety lotnicze we wrześniu. Pierwsze wakacje po prawie 6 latach!!! Była ekscytacja, zadowolenie, planowanie wycieczek, miejsc. Chłopcom naopowiadaliśmy o lataniu samolotem. I nie lecimy!:(:( I to jeszcze z mojej winy, a raczej powodu. Niestety Kubuś latać nie może:( Szlaban od lekarki na długie trasy samochodowe, pociągowe i przede wszystkim lotnicze:(
Biletów zwrócić nie można (bo z promocji), zamienić nazwiska też się nie opłaca. Więc nasza Bolonia musi znowu poczekać. Ale może do trzech razy sztuka? Może za rok? W końcu 6 lat temu mieliśmy lecieć z mężem (jeszcze bez dzieci- bo to czas po ślubie był) do Pizy. I wtedy lot odwołano, teraz my odwołaliśmy, więc może w komplecie w piątkę za rok podbijemy Italię;)

Ten miesiąc to z pewnością jest też dla nas (przynajmniej na razie) dom wypełniony zapachem świeżo pieczonego chleba:) Jak przyjemne jest wejście do domu z mrozu i zimna, kiedy po całym dole roznosi się zapach świeżego pieczywa. Maszynka sama robi, piecze. Bajka:) Na kolację zawsze świeża kanapeczka:) I jakie ułatwienie i zdrowie, bo sama wiem co daję:)

Skoro przy zakupach jestem, to ostatnio kupiłam sobie takie śliczne buciki. Cieplutkie w środku, wygodne. W sam raz na zimne dni i na górskie trasy późna jesienią i wczesna wiosną. Oczywiście górskie doliny musza poczekać na Kubusia, więc wykorzystam je na szlakach pewnie w październiku:) Ale są i mega mnie cieszą:)

Ciesze się niezmiernie, bo weszłam chyba w dobry czas, choć łatwo nie było;) ale takie jest życie;)
A jeszcze przed nami szlachetna już niebawem- kolejna cudowna z tą sama ekipą:):)!!!!! 


poniedziałek, 14 listopada 2016

Półmetek

20 tygodni za mną  I bladego pojęcia nie mam kiedy to tak szybko minęło ?  To już półmetek mojej ciąży .  wczoraj rozpoczęłam 20 tydzień. To zaskakujące, ale naprawdę każda ciąża jest inna. MYślałam, że trzecia to nic mnie nie zaskoczy, a tu prosze:)  W dwóch poprzednich pełna swoboda ruchu, energia ,  kilometrowentrasy spacerowe. A teraz ledwo na piętro wyjść mogę !  muszę leżeć, bo slabsza jestem, mój organizm jest. wiec szukam tylko możliwości i leżę,choć to nieco męczące zajęcie jak się przez ostatnie 5 lat zasuwalo jak mały samochodzik. Ale dla Kubusia wszystko ,  On teraz do kwietnia najważniejszy.

Smaki ciążowe zbliżone dontychnz ciasnym Miłosza, czyli zdrowo:) Kocham nabiał, soki warzywne i rybny w każdejkażdej postaci :) mój największy przysmak i zachcianka, to woda niegazowana z cytryną. mogłabym literami pic:) kompletnie odrzucilo mnie od kawy, pepsi i słodyczy, co nie zdarzało się w dwóch poprzednich.

Fizycznie jak już wspomniałam bez rewelacji. nie mam siły na podstawowe zajęcia czasem. Nawet libido rozchulane w poprzednich ciazach teraz nieco zmalalo :( troszkę min to przeszkadza, bo jak się człowiek do ruchu ogólnie przyzwyczaił, to tak mi dziwnie.,Ale Kuby zdrowie najważniejsze. już niedługo mam nadzieję, że się spotykamy ,  choć ten kwiecień brzmi strasznie daleko;)

I mam straszną ochotę na zakupy ,  Ale ja tak zawsze mam, jak akurat nie mogę. Taki owoc zakazany;)

Tak wiec rosniemy oboje z moim groszkiem. obydrowo do porodu.



czwartek, 10 listopada 2016

Pieczenie

Chłopcy śpią, a ja właśnie pochlaniam jeszcze ciepłą kanapkę z masłem i miodem. Pycha. Nasz nowy domowy nabytek upiekl dla nas pyszny chleb na jutrzejsze śniadanko .  I sklamalabym gdybym powiedziała ,  że tylko Oni się tym urządzeniem mega cieszą. Przez dobrą godzinę oglądali jak maszynka chlebek piekła. Cudowni są !  Od kilku miesięcy są dla siebie mega wsparciem i nie tylko dobrymi kampaniami zabaw, ale również przyjaciółmi.  Wydaje mi się, że sporo w tym zasługi Kubusia.

Dziś mąż patrząc jak pieknie się bawią, zasugerował, że może czwarte? A czemu nie, ale niech najpierw JAkub nam się pojawi.

Mam ogólny przykaz na leżenie, wiec przy tym całym moim dziennym planie, szukam czasu na lezakowanie. Na ogół się udaje, wiec jesteśmy dobrej myśli. Nawet moi królewicza dbają aby mama mogła poleżeć . 

Zapowiada się wspaniały weekend, wiec idę po jeszcze jedną kromkę i lulu. 
Miłego weekendu.





wtorek, 8 listopada 2016

serum

Od ponad 1,5 roku jestem zagorzałą nie tylko zwolenniczką, ale przede wszystkim fanką wszelkich serum do twarzy. Mój wiek (a mam prawie 32 l.) i moja skóra po trzydziestce nieco straciły na walorach;)
Dlatego po przekroczeniu tej magicznej 3-ki z przodu nieco poszperałam w literaturze "przedmiotu pierwszo- zmarszczowego". Zawsze polecano tam lekkie serum na dzień lub noc. Wiadomo oferta jest mega bogata, jeśli chodzi o rodzaje, skład i działanie (sama byłam w szoku;)).
Moim pierwszym tego typu nabytkiem było serum tez Bielendy, ale serum korygujące (mezzo serum). Bardzo fajne i bardzo dobre dla mojego typu i problemów cery. Stosowałam 2-3 razy w tygodniu na noc. Stosowała je chyba przez rok (2 opakowania).
Potem w natłoku spraw i biegu codziennego lekko odpuściłam dbanie o swoja cerę aż tak sumiennie. No cóż, nie opłacało się przestawać!
Dlatego ostatnio specjalnie wybrałam się do drogerii po serum (miedzy pracą, a odbiorem chłopców z przedszkola rzecz jasna). Miałam kupić to samo co poprzednio, ale moją uwagę przykula ta "nowość". Troszkę zgłębiłam wiedzę ulotkową i postanowiłam spróbować tej nowości z algami:)
I jestem bardzo zadowolona z efektów. Jest to serum z olejkami, więc stosuję go obecnie na noc zamiast kremu do twarzy. Ma wspaniałą konsystencje, dobrze się wchłania i nie przetłuszcza mojej cery (mam mieszaną). Dodatkowo ładnie ją ujędrnia, napina i nawilża. Po nocy efekt na skórze jest bardzo przyjemny, a cera delikatna i świetlista. 
To są moje spostrzeżenia po 2 tygodniach stosowania z 2-u nocną przerwą. 
Osobiście jestem z niego bardzo zadowolona i chciałam się tym cudem i swoja wiedzą podzielić. 
Dodatkowym atutem jest dla mnie 6-cio miesięczny okres przydatności od czasu otwarcia serum (im krócej tym lepiej dla cery, taka mam dewizę kosmetyki pielęgnacyjnej do twarzy).

Nie jest to post sponsorowany, wiec spokojnie nikogo w bubel nie wpuszczam:)

Gdyby któraś z Was zastanawiała się nad produktami typu serum, to polecam gorąco. Ja mam akurat tej firmy i kolejny raz wiem, że jego zakup to była dobra decyzja, ale napewno Wy również macie swoich ulubieńców. Moim zdanie w pewnym wieku przydaje się powiększyć swoją kosmetykę twarzy o kilka produktów, a serum się do nich zalicza jak nic:)


piątek, 4 listopada 2016

Dylematy

Wczoraj czekając na usg i myśląc o naszej powiększającej się rodzinie, doszłam do dość jeszcze przynajmniej dla mnie dziwnego wniosku, a mianowicie, że nasz dom jest nie funkcjonalny! Od razu się roześmiałam, bo jak 220 m to mało?! I już mówię, że nie chodzi o metry, tylko o rozłożenie pomieszczeń, praktyczność.
 Zabawne, bo zawsze uważałam nasz dom za mega praktyczny, wymiarowy. Wieczorem, kiedy mówiłam o tym mężowi poparł mnie. Oboje wspólnie się zgadzamy, że łazienka na dole jest za duża. Tam można było zrobić pokoik. Taki nie duży, pewnie lekko gościnny, a teraz służyłby nam za biurowo- biblioteczkowy. Ale oczywiście zaraz obróciliśmy to w żarty, bo już "musztarda po obiedzie";) Pokój ten w którym jest biuro obecnie, za rok będzie pokojem Kubusia (Pani doktor potwierdziła na badaniu- chłop jak nic:)). Wracając do tematu, to musimy teraz przerobić nasz dom, a raczej sypialnię na ten własnie biurowo- książkowy. Sypialnia wielka, więc teoretycznie to nie problem. Tylko my już przywykliśmy do tej kameralności, swobody. Pewnie będę musiała rozstać się z moim kącikiem czytelniczym (fotel z podnóżkiem i piękna drewniana w starym stylu gazeciarka:(. ), bo jak wejdzie biurko i krzesło, a regału nie dokupimy lub nie dopasujemy w salonie (to miejsce docelowe będzie w sypialni.
I tak sobie rozmyślam w głowie, jak to wszystko poukładać. Dziś doszłam do wniosku, że najlepiej wszystko po kolei.Tzn., my od końca, bo na wakacje planujemy odmalować pokój Olka i kupić Mu nowe mebelki (takie jak ma Miłosz). Jego regał, komodę i stoliczek drewniany przenieść do Kuby pokoju, a regał, który stał tam od zawsze jako moja biblioteczka do garażu na "akcesoria garażowe";)

Puki co zaplanowaliśmy malowanie całego dołu. Mieliśmy czekać, aż Kuba dorośnie, ale 3 lata bez malowania jeszcze po chłopcach to to już nie wiem czy nie trzeba by było gładzi wymienić;)
I (taki jest plan) zakończyć wykańczanie salonu. I tak potem powoli górę.
Ja wiem, że to błache takie problemy, ale spędza mi to sen z powiek czasem. Tak mam, że ciężko przyzwyczajam się do zmian w domu. Zwłaszcza, że dopiero lekko dopracowaliśmy kilka elementów wykończenia, a tu znowu zawirowanie. Ale przynajmniej z cudownego powodu mamy ten domowy galimatias;)

I muszę się wreszcie pochwalić, ze jestem mega przeszczęśliwa, że rusza mój płot!! Tak wreszcie będzie ogrodzenie (jak pogoda nadal dopisze). Wszystko już załatwione. I duma mnie rozpiera, bo wszystko sama, sam, sama:):):) Jestem już ekspert od bloczków łupanych;)

Taki mamy projekt ogrodzenia, które Pani Asia dopasowała nam do wcześniejszego projektu kostki i ogrodu. Zmieniliśmy tylko kolory: NIE BĘDZIE NIC ŻÓŁTEGO. Kostka grafitowa (jak w pierwotnej wersji) z elementami nie żółtymi a białym. Ogrodzenie białe z grafitowym daszkiem. Projekt ogrodu bez zmian. Jejku, gdyby się udało to już zakończyć, ehh....:)
Ale powoli nasze marzenia się spełniają. Jak to mawia mój mąż, ważne, że na głowę nie kapie;)

poniedziałek, 31 października 2016

był ostatni weekend października

Nareszcie udało nam się spotkać ze znajomymi z przyjaciółmi z Warszawy, z którymi umówieni byliśmy chyba w każdy weekend tego pięknego miesiąca! Na zmianę chorowały nam dzieci. Ale wiadomo zła passa trwać wiecznie nie może:)
Zaraz z rana ruszylismy w trasę. Było wspaniale. Dzieciaki się uwielbiają, więc i dla chłopców był to mile spędzony czas na zabawie i brykaniu;)
Wieczorem Asia z Jackiem zabrali nas na pokaz światłem do parku wilanowskiego. Bajka, która w nocnym mroku i muzyce Czajkowskiego (jezioro łabędzie) oczarowała nas projekcją multimedialną na samych murach zamku, a potem świetliste spacery w dekoracjach!!!
Sama byłam zaskoczona spontanicznością moich dzieci. Olek wychodząc sam z siebie powiedział:" wiesz mamo, to bardzo mi się podobało. te światełka, wiesz?:)" A on ma przecież  dopiero 2,5 roku!!!
Czasem zapominam jak "dorosłe" są już moje dzieci...






poniedziałek, 17 października 2016

oficjalny przedszkolak!

Od piątku oficjalnie mamy w domu przedszkolaka. Piątkowe popołudnie spędzaliśmy w Olkowym przedszkolu, gdyż nasz chwilowo jeszcze najmłodszy syn miał prasowanie na przedszkolaka. Pięknie ubrany w bluzkę z kołnierzem i granatowe spodenki, razem z innymi dziećmi ślubował być dzielnym przedszkolakiem. No cóż,  pochwalę się, że najpiękniej śpiewał piosenki i recytował wierszyki.  Dumni jesteśmy z Niego niesamowicie.

Ja  nadal różne. Muszę przestawić się już całkiem,  że jestem kobietą w ciąży. Przez ostatnie kilka tygodni udawało mi się spokojnie mieścić w odzież swoją. Jednak w piątek płaszcz odmówił zapięcia. Co gorsza będąc w piątek na Chińczycy (taka ciążowa zachcianka ) pochłonęłam zupkę całą i do tego makaron po chińsku.  Ja nigdy nie zjadłam całej porcji,  zawsze na wynos brałam resztę. A tu nawet nie było mowy o tym że jestem na Fulla. Po prostu nie byłam głodna.  Nowość dla mnie. Ale do dziewiątego miesiąca wytrzymam;)

Niedziela to obiad u mamy. Czas wielce rodzinny, bo jesteśmy wtedy wszystcy: ja i moi bracia ze swoimi rodzinami. Jak zwykle jest wesoło. Chłopcy z małą Bianką już coraz lepiej się dogadują i przepięknie sie razem bawią. W końcu nasza Królewna niedługo skończy 9 miesięcy:) Wieczorem spotkaliśmy się rodzeństwowym teamem u mojego średniego brata.  Przyjemnie minął nam ten dzień tak niestety ponury pogodowo.
 



czwartek, 13 października 2016

Aleppo

Krew się we mnie burzy. Jansa cholera, dlaczego musi być takie dziadostwo jak wojna!?
Dlaczego ludzie ludziom gotują taki los? Dlaczego te wszystkie dzieci narażone są na to okrucieństwo?  Na  ataki, wybuchy, na okaleczenia, na rany, na straty bliskich. Na brak dzieciństwa, poczucia bezpieczeństwa?!!!
Nie rozumiem, jak tak można. Jak można żyć z takim okaleczeniem fizycznym i psychicznym potem?!
Jak i w imię jakich chorych ideologii i posiadania, można niszczyć drugiego człowieka? Jak można tak niszczyć dziecko?
Nie rozumiem, tego za boga nie rozumiem.
Chce mi się wyć z bezsilności, w sumie to płaczę jak bóbr!! Nie umiem wymazać z głowy tych obrazów, zdjęć (przez przypadek obejrzane), ale jakże prawdziwe.
Nie umiem sobie wytłumaczyć tego cierpienia, nie rozumiem, czemu tak musi być?!
Buntuję się całą sobą, bo nie rozumiem, jak możesz Boże na to pozwalać?! Jak diabelnym, głupim i okrutnym stworzeniem jest człowiek z całą tą swoją "wolną wolą"?!

Jestem matką i inaczej nie umiem mówić i myśleć o tym co tam w Syrii się dzieje. Nie chcę przymykać na to oczu, bo nie warto. Niby nas to nie dotyczy, że daleko. Tylko jak trzeba być bezdusznym, aby nie współczuć, bo tylko tyle mogę. Współczuć...
I rodzi się strach we mnie o moje dzieci. o to co je czeka? O to jaki świat na nie czeka?

Boże, przecież Ty możesz wszystko...




środa, 12 października 2016

zakupowa mania

Od dwóch dni ogarnęła mnie zakupowa mania. Tzn. dla sprecyzowania nic nie kupuje tylko mam taka mmm..."chcicę" na zakupy. Wszystko przez szybkie przejście przez jeden ze sklepów w drodze powrotnej z rossmana. Wpadła mi w oko jedna sukienka, a że chłopcy chorzy, no więc ani przymiarki, ani nawet rozeznania po sklepie tylko prosto dom. I tak wieczorami, kiedy Panowie śpią, mąż oddaje się analizie meczów kwalifikacji na mundial ja z przeglądam sobie strony tego sklepu i oglądam ubrania. Ileż ja znalazłam cudownych bluzek i sukienek. Większość zaprosiłabym do swojej garderoby!!:) Niestety jak widzę ceny to nawet mnie nie przestarsza, ale raczej zaskakuje, że za taką rzecze tyle chcą. Pozostaje mi czekać do wyprzedaży, choć znając siebie, akurat wtedy nic dla siebie nie znajdę lub co najbardziej prawdopodobne uznam, że wcale mi nie potrzebne:)
Tak wiec od kilku dni nie tylko choruję z chłopcami, ale i choruję na zakupy;) I chyba dobrze dla naszego budżetu domowego, że tak się obecnie sprawy mają;) Powoli mija mi mania zakupowa i wraca zdrowy rozsądek.
Mega cieszy mnie również fakt, że nadal mieszczę się w swoje ubrania, mimo że już spory mam  brzuszek. Wagowo dopiero 4 km do przodu, co mnie mega cieszy, ale mam świadomość, że to dopiero 15-ty tydzień. O dziwo, mam wrażenie, ze czuję już ruchy Kubusia. Tak mi się zdaje:) Chyba w trzeciej ciąży jest to nieco szybciej. Smyk mały wierci się niesamowicie:) To takie przyjemne uczucie, kiedy czuje się takie gilganie:)
W ogóle ta ciąża jest zupełnie inna, niż te dwie poprzednie. Świadomość moich chłopców zupelnie inna. Po raz pierwszy doświadczam takiej radości dziecka z nowego członka rodziny. Takiej braterskiej miłości, której pewnie z racji wieku Milosz nie okazywał wcześniej. Obaj z Olkiem zakochani są w brzuszku. Codziennie go przytulają po milion razy, głaskają, mówią do Niego. Najbardziej lubia go gilgotać:) Pewnie dlatego, że zawsze mówię im wtedy, że Kubuś fika koziołki w brzuszku z radości. Zawsze ich radość z nowego braciszka wywołuje na twarzy mojej i męża wielką radość. 

Olek od wczoraj wrócił już do przedszkola, bo swoje odchorował. Miłosz natomiast nieco bardziej rozłożył się nam krtaniowo, więc jeszcze dziś jesteśmy w domu. Od dwóch dni bez Olka, więc jak nie są za długo we dwóch, to nie ma ciągłej wojny, przeplatanej chwilami wspólnej zabawy i spokoju. Jakie Oni mają odmienne charaktery. Jednoczy ich zawsze malowanie:) 

Dziś natomiast pracuje z domu, bo jest tak dużo pracy, ze jednej osobie jest po prostu mało czasu na wszystko. Tak więc przez chwilę miałam małego asystenta, który dzielnie pracował ze ślaczkami. Obecnie odpoczywa w naszej sypialni przy historiach kota Filemona i Pszczółki Mai:)
Zaraz zresztą muszę brać się za drugie danie. Dziś mam w planie ratatuj po raz pierwszy w życiu. Zobaczymy jak wyjdzie, bo zostało mi nieco warzyw i smaków lata do wykorzystania:)

piątek, 7 października 2016

kocham zupę jesienią

Uwielbiam jesień nie tylko za kolory, ale przede wszystkim za te chłodki. Tak, poważnie piszę;) Uwielbiam w te chłodne dni nie tylko ciepły sweter, gorącą herbatę czy kakao, ale zupy! Ubóstwiam je! :)
Nie ma nic przyjemniejszego dla mnie w tym całodniowym czasie jesieni, niż zmarznięta zjeść talerz gorącej zupy! Smak krupniczku, rosołku, czy dobrej ogórkowe to bajka i "miód" na moje zmarznięte ciałko;) Uwielbiam, kiedy po domu roznosi się jej zapach. Zapach domowego obiadu:) Zawsze kojarzy mi się dobrze, rodzinnie.
Chyba jest to niejakąd tęsknota za ciepłym daniem po miesiącach upalnych i lekkich daniach, gdzie królują głównie chłodniki, kremy i makarony:)
Zupy, tak spragniona jestem jesienią ciepłej zupy:) Może to tez wpływ ciąży, ale jest to dla mnie mega przyjemność. I dla domowników również:)

I rozpoczął się dla mnie dodatkowo sezon na pieczenie domowego chleba!!:) Wczoraj na pierwszy rzut poszedł chleb ryżowo- bananowy. Pyszności taka kanapka z masłem i miodem:):)
Znów rozkręcam się kulinarnie, ołł jee;)

Ps. robiłam ostatnio rosół z pieczonego kurczaka wg tego przepisu klik . Fantastyczny, polecam:)

środa, 5 października 2016

telefonem przez weekend

Ponieważ ostatnio słabo u mnie wolnym czasem, ciągle zbieram foty w telefonie. łudząc się, że zrobię post. Nie mam czasu, ale mam zdjęcia. Nasz weekend wyglądał mniej więcej tak:):








Tak, weekendy kręcą się u nas przeważnie wokół dzieci;)