Moja lista blogów

wtorek, 19 stycznia 2016

dobry kompromis?

W sobotę podczas kolejnej (ostatniej już:)) wizyty w Kalwarii, moja kuzynka, która pojechała z nami jako doradca wypoczynkowy, aby tym razem próba zakupu nie skończyła się rozwodem;) rzuciła, tak w luźnej rozmowie jak to z facetami jest ciężko zakupy do domu zrobić, że ostatnio doszli z mężem do wniosku, że kompromis to jednak głupia sprawa.
I wiecie, jak tak dłużej pomyślę, to po części kompromis to głupia sprawa jednak. Np. taka nasza sofa w biblioteczce. Napaliłam się na zakup, choć do końca nie byłam pewna. Mąż się wahał, ale dał się namówić i kupiliśmy. Teraz żałujemy, bo jak już dokupiliśmy dodatki, to się okazało, że ona kompletnie tam nie pasuje! Znam siebie i pewnie gdybyśmy nie kupili tej sofy, to nagadałabym się tak, że mój mąż wysłałby chyba swoje uszy daleko stąd;). I gdybym ja uparła się, że podłoga na dole ma mieć jasny kolor, a nie ciemny, to dziś nie psioczyli byśmy na nią oboje! I na schody też! W gruncie rzeczy tam gdzie ja dostałam wolną rękę jest super i tam, gdzie On dostał wolną rękę też jest super. Takie popuszczenie, nie postawienie na swoi czasem też się opłaca w ogólnym rozrachunku.
Choć pewnie w nie każdym przypadku to się sprawdza. Może to już kwestia stażu związku, zaufania, a może znajomości partnera lub po prostu odpuszczenia?

W każdym bądź razie pomoc Agi okazała się nieoceniona i mamy zamówiony wypoczynek do salonu. Udało się to spasować z jadalnią (mocno zużytą przez chłopców, ale jeszcze w nieopłakanym stanie), co nas cieszy, bo zakup nowej jadalni to też nie lada wyczyn.
Daliśmy się też przekonać na typowy wypoczynek 3+2+1 zamiast narożnika. I o dziwo bez kompromisu obojgu nam się to wszystko podoba. Ciekawa jestem jak to będzie wyglądało u nas?


To tylko przykładowe kolory, choć jak uda nam się sprzedać ta z biblioteczki sofę, to zastąpimy ja wersją musztardową dokładnie tą samą sofą co na obrazku. I mąż jest za!:)

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że nasz pierworodny się zakochał! Moje dziecko dzielnie w domu podczas zabawy przygotowało laurkę dla koleżanki z innej grupy (starsza- to ma po tacie;)). Dziś tak się złożyło, że razem z ta koleżanką wychodzili z przedszkola i On naprawdę miał do niej maślane oczy!!!:) No cudowność po prostu:):) Oczywiście tylko obserwuję i słucham co On o niej mówi, nic nie wypytuję już broń Boże nie dogaduję. Jego pierwsza przedszkolna miłość!:) Ciekawe czy będzie o niej pamiętał za kilkanaście lat, kiedy zaczną się dziewczyny na poważnie?:)

Olciu natomiast zauroczony swoim przedszkolem, pędzi tam z takim zapałem, że aż miło patrzeć:)
I ja w pracy realizuję to co miałam założone, czekam na efekty. Wiem, że przyjdą prędzej czy później. Daje mi to niesamowicie dużo satysfakcji takie wyjście z domu.

Dziś w radiu wpadła mi w ucho ta piosenka i wyjść nie chce.



A przecież ja żadna fanka donatana nie jestem:)


3 komentarze:

  1. oj ciężko się dogadać z facetem jeśli chodzi o mieszklanie...sama bym teraz nie kupiła paru rzeczy, które zakupiliśmy do mieszkania....Maksiunio już tez przechodził swoja pierwsza miłość - trwała jeden dzień - na drugi dzień całował się juz z inną :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakby tak na to spojrzeć to faktycznie kompromisy sa do kitu ;)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)