Moja lista blogów

niedziela, 10 stycznia 2016

nerwy na wodzy + pomoc Marceli

Nie wiem jak to jest, ale zakupy z moim mężem zawsze przerastają moje możliwości i pokłady cierpliwości!!!
Wiadomo nie od dziś, że z chłopem na zakupy iść, to koszmar. To powiem wam, że większy koszmar jest jak z chłopem trzeba wspólnie coś kupić, np. do domu. No przynajmniej z moim tak jest!
Pojechaliśmy dziś do Kalwarii mebli szukać. Takiego ogromu wyboru i wspaniałych i przystępnych cen, to się nie spodziewaliśmy. Po wizytach w pięciu sklepach wiedzieliśmy, że jak jeszcze do jednego wejdziemy to już pomącimy sobie na maksa!! To co widzieliśmy, wystarczyło. Teraz w domu na "spokojnie" poukładamy sobie w głowach i przestrzeni i podejmiemy odpowiednie decyzje. Słowo spokojnie jest słowem klucz w dzisiejszym poście. Następnym razem bez waleriany nigdzie z mężem nie jadę, na żadne zakupy!!:)

Wczoraj mama zabrała chłopców na noc, a mąż wybył na spotkanie ze znajomymi z poprzedniej pracy. Korzystając z tej cudownej ciszy i spokoju, nareszcie wysprzątałam meble w kuchni. Co do milimetra. Ileż miejsca się zrobiło;) Miałam jeszcze w bonusie do tego mojego "domowego wolnego od wszystkich" wymalować i oporządzić jeszcze paznokcie, ale byłam tak padnięta, że skończyło się na odzywce- dobre i tyle;)
Niestety mój plan na wyspanie się również padł, bo nie wiem, czy wiecie, ale ciężko tak spać, kiedy ma się świadomość, że nikt nie zawoła po nocy, nie zakaszle. Z tą ciszą aż dziwnie się śpi! Tak się nawierciłam tej nocy, jak żadnej. Dobrze, że teraz całą ekipa śpi w swoich łóżkach smacznie.

Po domu unosi się zapach szarlotki, jest cisza, spokój. I gdyby nie kawa późnym popołudniem z przyjaciółką, z którą już wieki się nie widziałam, spałabym i ja;) Niestety nadmiar kofeiny sprawia, że poważnie zastanawiam się nad przeczytaniem jeszcze paru stron książki, mimo, że już prawie 1:00. Super!:(
Jednak spotkanie udane, wygadane (jak zwykle o dzieciach w większości), ale jakże nam obu potrzebne:)

Jeśli macie chwilkę zapraszam Was i gorąco zachęcam do pomocy małej Marcelince. Info tu:  KLIK
Jeśli możecie przesłać choć parę złotówek temu małemu Aniołkowi i pomóc uratować chore oczko, to proszę zróbcie to..:)

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Przez chwile to mnie nie bylo do smiechu, ale teraz sama sie z tego smueje;)

      Usuń
  2. Wiem co to znaczy. Zaczęłam się śmiać już po przeczytaniu pierwszego zdania! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. hihihi..mój mąż kiedyś robił się blady gdy tylko wchodził do galerii handlowe, a teraz tak go przerobiłam, że sam mnie czasem ciągnie na zakupy ;P

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)