Moja lista blogów

poniedziałek, 16 maja 2016

zapach chleba

Całą sobotę po domu unosił sie zapach chleba. Chłopcy byli na noc u babci, bo mieliśmy iść ze szwagrami na kolację. Niestety jak to z planowaniem bywa, Antoś złapał w przedszkolu ospę, więc wiedzieliśmy już, że z wypadu nici. Tak więc w piątek wieczorem zjedliśmy sałatkę w naszej domowej jadalni we dwoje:)
I milusio było, to fakt. Jedyny minus całego zamieszania- sobota rano, a my na nogach od 5:30!:)
Mąż musiał tak rano po jakieś rzeczy jechać do tego naszego odwodnienia, więc od s
6;00 rano, korzystając z okazji wzięłam się za fugi w kuchni:):):) Do 8:00 miałam posprzątana kuchnie na zicher i upieczony chleb bezglutenowy:)
A ten piękny zapach, który unosił sie po domu, ach...domowy chleb to jest to.. I od razu na myśl przychodzi mi książka "52 tygodnie". Do 10;00 wyrobiona byłam juz z całym domem, więc po powrocie od fryzjera z czysta satysfakcją położyłam się do łóżka, aby po raz pierwszy od 4-ch lat nie robić nic przed telewizorem!
I tak do 14 kiedy to trzeba było jechać po dzieci. Nie muszę chyba mówić jak wygląda wysprzątany dom, po powrocie dwójki małych dzieci?!:) 3 minuty- tyle potrzebowali, aby nasz wystawowy salon zamienić z powrotem w jedno wielkie zabawkowo- ubraniowe pobojowisko:):) 3 minuty!!!

W ramach wspólnej zabawy postanowiłam, że zrobimy czekoladowa chałkę!:) Więc znowu zapach pieczonego w domu......mmmmm.....:) Problem w tym, że Panowie chętnie pomogą zrobić, ale zjeść to już nie bardzo. A tak się matka nastarała, ale nic...na śniadanie poszło prawie wszystko;)
Niedziela to mega wylegiwanie się w łóżku przez wszystkich domowników. Śniadanie dopiero podałam o 9:30! super:) Wieczór zakończyło trójrodzinne grillowanie, mimo, że pogoda nie rozpieszczała:)

Dziś mimo pogodowo dziwnego dnia byłam (no nadal jestem) pozytywnie nastawiona do wszystkich i wszystkiego. Czuję w sobie mega szczęście tylko dlatego, że mam to co mam. Jak napisałam dzis miłego sms-a do męża, że jestem mega szczęśliwa i kocham najmocniej Jego i dzieci, to pierwsze co napisał, to "czy coś się stało?', a zaraz potem "zdradziłaś mnie?" hahaha- faceci;)
Uśmiałam się nieziemsko:)  I bądź tu człowieku spontaniczny;)
Popołudniu musiałam jeszcze z chłopcami OBOWIĄZKOWO zaliczyć plac zabaw, bo inaczej chyba zrobili by mi bunt po powrocie do domu z angielskiego. Mimo, że wiało jak cholera, to godzinę zabawiliśmy. Do domu poszli tylko dlatego, że obiecałam im obejrzeć "stacyjkowo". Wywiało mnie na wszystkie strony świata, ale radość chłopców jest bezcenna:)






2 komentarze:

  1. :) nie ma jak wstać o 4 czy 5 rano, o 10 człowiek sie zastanawia czy obiadu juz nie jeść :P ...znam to :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie dni, gdy wstaję wcześnie rano, bo udaje mi się wiele zrobić, zanim junior wstanie. Ale marzę o takich porankach, kiedy można sobie pospać do 10.00. Na razie mogę tylko marzyć, bo 8.00 to dla juniora najpóźniejsza pobudka.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)