Moja lista blogów

czwartek, 2 czerwca 2016

nasze przygotowania do euro

Chłopy, to chyba tę piłkę nożną mają we krwi. Mimo, że moi synowie za oglądaniem w tv meczy nie przepadają, tzn. nie interesuje ich gra, ale że tata patrzy, to im wystarczy samo "przebywanie na meczu", byleby tylko z tata mecz zobaczyć. Miłosz w czasie jego trwania, zazwyczaj przegląda moje książki lub katalogi kosmetyczne, które leżą na nakastliku, a Olek lata po całym pokoju jak mały samochodzik, co chwila przestawiając moje świece.
Jednak to co najmniej interesuje mojego męża, czyli cała ta komercyjna otoczka, najbardziej interesuje naszych synów!:) Obaj mają koszulki biało- czerwone uniwersalne, w których są zawsze na naszych rodzinnych wyjściach na mecze ręcznej, czy siatkówki.
Obecnie zbieramy, tzn. całe nasze rodziny oraz znajomi zbierają dla chłopców figurki drużyny narodowej na jednej ze stacji paliw, bo są po prostu ładne wg Miłosza i On chciałby takie mieć:) Na dzień dzisiejszy mamy trzech: Fabiańskiego, Krychowiaka i Grosickiego. Niestety ten trzeci "leczy kontuzję" po spotkaniu z Olkiem:)

Olka co prawda mało interesują do zabawy. Dla Niego największą frajdą jest rozkładanie chłopaków na "części pierwsze";)
W naszym domu, w naszym życiu sport, to zawsze była ważna sprawa. Sama wywodzę się z domu sportowców (wszyscy moi bracia grali lub grają nadal zawodowo w piłkę nożną). Ja sama przez 4 lata trenowałam tenis ziemny. Nie wspominając, że mój mąż w swoich latach młodzieńczych też grał w klubie w nogę.
Moi synowie- choć naprawdę nie ma nacisku- lubią grać w piłke nożną. Miłosz powiedziałabym, że ma na tym punkcie fioła! Prosił miesiąc temu o zakup korków do gry. Sam ostatnio pyta nas, czy będzie grał kiedys w klubie piłkarskim. Mąż oczami wyobraźni widzi Go w Barcelonie, ale który tata nie widzi tam swojego syna;)
Tak więc Miłosz zakłada w pogodę i nie pogodę swoje korki, koszulkę i moje rękawice ogrodowe i od kilku dni upodobał sobie pozycję bramkarza:)!! Broni naprawdę profeska:)
Oluś natomiast po naszym ostatnim wyjściu na memoriał Huberta Wagnera, tak przesiąknął kibicowaniem, że wszędzie, gdzie tylko widzi biało- czerwone dowolne gadżety to śpiewa (na głos) "Polska wygra mecz"! :) I wtedy zazwyczaj przestajemy być anonimowi w sklepie;)
Mąż się śmieje, że Olek to bardziej z tym swoim temperamentem na kibicowanie na Legii na żylecie by sie nadał. No ja mam cichą nadzieję, że jednak nie.:)

Tak więc powoli nasz dom ogarnia piłkarska euforia. Trzymamy kciuki za naszych.

1 komentarz:

  1. Ja się cieszę, że nie będę musiałatego oglądać jak nie ma męża :) U mnie teraz non stop national geographic wild. UWielbiam ten kanał

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zechciałaś/ -eś się wypowiedzieć, dziękuję:)